
Typowy portret ciotki z siatkami
Ciotką staje się zwykle kobieta po czterdziestce i, jeśli nie zostanie w porę otrząśnięta, pozostaje w tym stanie aż do śmierci. Rozpoznać ją w tłumie jest łatwo. Zwykle nosi na sobie dwadzieścia kilo nadwagi, bo machnęła ręką na figurę — i tak się mężczyźnie spodoba.
Ciotka ubóstwia proste spódnice: jeśli w taką spódnicę wcisnąć ulubioną ciotczyną bluzkę, to bardzo wyraźnie widać brzuch. Długość spódnicy akurat do połowy kolana (zresztą, dla szczupłych nóg jest to bardzo niebezpieczne) mocno podkreśla drobne niedoskonałości. A już rozcięcie z tyłu to zupełna bomba zegarowa. Poza tym ciotka nosi sweterki z czasów początku pierestrojki. I w ogóle jest ona źródłem dobrobytu państwa Chińskiego.
Kto by jeszcze do tej pory kupował chińskie puchówki albo nosił analogiczne pod względem kroju półsezonowe kurtki w kolorze świątecznym? A ciotka tłumaczy: kupiłam dla ciężarnej córki, więc noszę, żeby się nie zmarnowało.
Byłe piękności
To nieszczęście również czyha na osobę po czterdziestce. Ma dwie przyczyny: materialną i psychologiczną. Z materialnej wszystko jasne — pieniądze idą na dzieci, na gospodarstwo, na męskie pantofle. A psychologiczna: osoba pamięta, jak dwadzieścia lat temu uganiali się za nią przystojni chłopcy, oczarowani długimi rozpuszczonymi włosami, kolczykami w uszach i tajemniczym sposobem ubierania się na czerń. Więc i teraz dodatki z minionych czasów mają działać. Niedawno widziałam na ulicy byłą piękność — aż mróz po plecach przeszedł. Była uczesana w stylu romantycznym: prosty przedziałek, fale włosów zakrywające uszy, kok z tyłu — ale cała jej strapiona i byle jak pomalowana twarz zupełnie zaprzeczała romantyzmowi! Z czarnego płaszcza, czarnej apaszki i czarnej torebki wyraźnie czuło się secondhand. Tak genialny pomysł Coco Chanel dotyczący „małej czarnej sukienki” skutecznie przerodził się w parodię elegancji!
Pokusa, by odejść od statusu atrakcyjnych kobiet do stanu ciotek lub byłych piękności, pojawia się, gdy w życiu wszystko jakoś się ustatkowuje, a własna aparycja staje się mniej ważna niż nowy chodnik w przedpokoju. Najczęściej zdarza się to w wieku „pod pięćdziesiątkę”. Sformułowałabym diagnozę tak: kobiecie, która dźwiga uciążliwą odpowiedzialność za męża, dzieci i gospodarstwo, leniwie się chce być kobietą.
Tak zaczyna się starość. W każdym, zauważcie, wieku.
Lekarstwa
Znałam kobietę, która po czterdziestu sześciu latach znalazła młodego kochanka, a on pomógł jej zachować atrakcyjność mniej więcej do pięćdziesiątego ósmego roku życia. Bardzo dobrze działa też praca, która wymaga przyzwoitego wyglądu — marudzi, ale ubierasz się. Niektóre doprowadza się do pionu dopiero skandalicznym rozwodem z burzliwym podziałem majątku.
A przede wszystkim — od pierwszych dni życia małżeńskiego wiedzieć, że czyha na taką pułapkę, i nie pozwalać sobie na dożywanie starości, żeby rodzinie pojawił się nowy telewizor. Mąż i dzieci powinni na pamięć znać: żona i matka musi być piękna. Nawet jeśli przyjdzie ci podeptać własny kompleks winy wobec domowych. Słowa o „wspólnym kotle” bardzo często są bronią domowego manipulatora, który zrozumiał, że łatwo dostanie nowe zabawki. A ty nie masz żadnej winy — masz prawo do piękna i młodości. Nawet jeśli za tę piękność przyjdzie ci poświęcić zaplanowany dywan do salonu. Przetrwają bez dywanu!



