Pamiętacie Dovlatowa? Jednej młodej dziewczynie z jego kompanii zadano pytanie: „Co bardziej ci smakuje, wódka czy spirytus?” – „Nie wiem – szczerze odpowiedziała delikatna i krucha panna. – I jedno, i drugie tak smaczne!” Dzisiaj dziewczyny są znacznie bardziej wybredne. Medycznym spirytusem, nawet rozcieńczonym, raczej się nie zachęci. One, widzicie, mają już własne gusta. Trzeba się dostosować…
„Tylko szampan!”
W jakiejś kobiecej powieści przeczytała, że dziewczyny, które się szanują, piją wyłącznie ten napój arystokratów. Mgliście majaczy jej się lokaj w liberii, rezydencja w Beverly Hills, podświetlony basen, panowie w smokingach, damy w diamentach, głębokie dekolty… Oczywiście nie podejrzewa nawet, że krajowe drożdżowe szampany są znacznie tańsze. Jeśli nagle okaże się, że woli „Dom Pérignon”, najlepiej nagle, niczym Kubuś Puchatek, klepnąć się w czoło i przypomnieć sobie o pilnej sprawie. W związku z czym przeprosić i natychmiast się oddalić. Ta piękność nie jest w waszym zasięgu. A jeśli nawet jest, to nie jest tego warta.
„Tylko nie szampan!”
Dobry znak. Nie czyta kobiecych powieści, a jeśli czyta, to nie traktuje ich jak podręcznika życia. Wie, że tanie szampany nie mają nic wspólnego z tym prawdziwie szlachetnym napojem, i nie chce stawiać was w trudnej sytuacji materialnej, zamawiając francuski „brut”. Podkreśla demokratyzm swoich gustów, co świadczy o tym, że jest prosta w obyciu. Zapewne będzie z nią łatwo i wesoło. Bądźcie dżentelmenem – zaproponujcie jej prawdziwie dobre francuskie wino. To nie jest tanie, ale dla takiej dziewczyny nie żałujcie.
„To samo co ty, kochany!”
Taka uległość powinna was zaniepokoić. Grzecznie, ale stanowczo poproście ją, by jednak wykazała się samodzielnością w tej kwestii. I od razu dajcie jej do zrozumienia, że jeśli szuka dobrego „tatusia”, to na pewno nie nadajecie się do tej roli z powodu wrodzonej lekkomyślności i niezdolności do poważnych, długotrwałych relacji.
„Poproszę piwa”
Nierozwinięta dziewczyna. Nie przywykła do restauracji. Nie zamawiajcie jej beczkowego „Ginnessa”. Wystarczy rozlewne „Klinśke”. Podczas rozmowy nie używajcie skomplikowanych słów obcego pochodzenia. Unikajcie wyszukanych zwrotów w stylu „uważam, że” i „nie kłopocz się, kochana”. Zamiast „dobry” używajcie młodzieżowego synonimu – „klasyczny”, zamiast „śmieszny” – „przyklejony”. Opowiedzcie jej ostatnie dowcipy, które dziś przeczytaliście w internecie. Jeśli zaśmieje się, powtarzając jak papuga „no, przyklejony!”, to znaczy, że wszystko w porządku, jesteście na dobrej drodze.
„Wódkę!”
Poważna deklaracja. Tu możliwe są różne warianty. Wszystko zależy od tego, jak poważna jest powyższa deklaracja. Delikatne dziewczęta Dovlatowa, niezdolne do podjęcia ostatecznego wyboru między wódką a spirytusem z powodu niezwykłych organoleptycznych właściwości tych wspaniałych trunków, z czasem przemieniały się w zatwardziałe i mało atrakcyjne damy bohemy. Wlewały w siebie wódkę szklankami, paliły śmierdzące papierosy i stukały zębami. A na ich płomienny okrzyk „kto jeszcze chce komisarza?” odpowiadali jedynie podobni deklasowani elementy anarchicznego stylu. Dziś spotkać taki egzemplarz jest mało prawdopodobne. Ale jednak nie wykluczone. Zamówcie wódkę. I jeśli wasza towarzyszka sama chwyci butelkę i nalała sobie pełną szklankę, do której przerażona kelnerka nawet nie zdążyła dolać wody mineralnej, gwarantuję wam wesoły wieczór. Najważniejsze, żeby ten wieczór na tym się skończył. Jednak najprawdopodobniej wasza dziewczyna nie jest z takich. Po prostu uważa się za bardzo nowoczesną i potajemnie sympatyzuje z feminizmem.
„Wódkę z sokiem pomarańczowym”
Tylko nie mówcie jej, że jej ulubiony napój nazywa się grubiańskim słowem „śrubokręt”. Może się obrazić. A sam „śrubokręt” działa bez zarzutu. W miarę spożywania tego prostego koktajlu wasz wygląd będzie zyskiwał coraz to nowe atrakcyjne cechy, a nawet będzie promieniować jakimś romantycznym nimbem. To, że przyczyną jest alkoholowa mgła w oczach, okaże się dopiero rano, kiedy ona, z hukiem w głowie, obudzi się w waszym łóżku. W sumie nie należy się spodziewać żadnych szczególnych przeżyć. „Śrubokręty” to wspaniałe, miłe dziewczyny o lekkim charakterze. Lubią wesołe kompanie. Taką dziewczynę wystarczy raz do rozpuku rozśmieszyć, a ona wasza. A to nie jest trudne, bo bardziej śmiesznych i beztroskich istot na świecie po prostu nie istnieje.
„Jako aperitif wybrałabym wytrawnego martini, potem kieliszek Sauternes Grand Cru, najlepiej z rocznika 1986, a do deseru 50 gramów Martell Noblige”
Oho! Przed wami, zdaje się, ptaszyna z wysokiego lotu. Jak ona trafiła do was, zwykłego śmiertelnika? No cóż, jak by nie było, pozostaje tylko jedno: nie uderzyć się w błoto twarzą i natychmiast wyrzucić z głowy plebejskie myśli o trzystu gramach wódki. Wybierając wino, zwróćcie się o radę do swojej mądrej towarzyszki. Rzućcie mimochodem: „Szkoda, że w menu nie ma królika w sosie cebulowym. Sauternes Grand Cru z królikiem to coś niesamowitego!”. Prowadźcie rozmowę dostojnie, coraz bardziej w tematy wysokie – o szlachetnych winach, o wyrafinowanych manierach, o współczesnej sztuce. „Przy okazji, czy nie wydaje ci się, że cała sztuka XX wieku mocno opiera się na Freudzie?”. I oto przejście do pożądanej przez was rozmowy o seksie.
„Mleczny koktajl”
Niepokojący symptom. Przede wszystkim ostrożnie dowiedzcie się, ile lat ma wasza towarzyszka. Najprawdopodobniej radośnie powie: „Osiemnaście”, ale potem, zapominając się, opowie ciekawą historię o tym, jak wczoraj na wuefie grali z chłopcami ze swojej klasy w „futbol’ankę” i u отличника-Pietki rozerwały się majtki. Jak szybko rosną dzieci! Jednak związek z niepełnoletnią nie wchodzi w wasze plany. Napójcie ją mlecznym koktajlem, poczęstujcie ciastkami i surowo przypomnijcie, że jest już późno, a ona jeszcze nie nauczyła się biologii. Na pożegnanie poradźcie następną klasówkę z matematyki u Pietki nie ściągać, tylko myśleć samodzielnie.
„Wodę mineralną niegazowaną”
W każdej innej sytuacji taka odpowiedź oznacza tylko jedno: „A spierdalaj gdzie indziej!”. Ale po co ona przyszła z wami do restauracji? Znaczy, nie wszystko jeszcze stracone. Nie wykluczone, że macie do czynienia z patologiczną skromnicą. Dokładnie studiować będzie menu, przy czym tylko prawą kolumnę z cenami. Po długich mękach, wyraźnie odbijających się na jej strapionej twarzy, zatrzyma się na sałatce z kapusty, jakimś warzywnym gulaszu i dwóch kromkach chleba. Charakter tej dziewczyny jest najprawdopodobniej równie chudy jak jej posiłek. Wyobrażacie sobie, jaką moralną twierdzę przyjdzie wam zdobywać? Czy warto? Całkiem inna sprawa, jeśli pójdzie to samo zamówienie, ale bez dwóch kromek chleba. Oznacza to, że wasza towarzyszka podejmuje nieludzki wysiłek, by zrzucić kilka zbędnych kilogramów, i już drugi dzień stosuje surową dietę. Bądźcie taktowni. Nie kuszcie jej tymi nieszczęsnymi kromkami chleba („mąka!”). W końcu głodny błysk w oczach sprzyja niepohamowanemu seksowi. Jeśli zaś wasza towarzyszka, ograniczając się do wody mineralnej, w pozostałym zakresie objada się do pełna, nie dziwcie się, kiedy ona, podstępnie mrugając, zacznie pod stołem „palić jointa”. Macie kawałek w gardle? Bzdury! Nalejcie jeszcze szklaneczkę wódki, a wszystko przejdzie. W końcu każdy relaksuje się po swojemu. Najważniejsze, żeby nie wyciągnęła z torebki niesterylnej strzykawki z jakimś mętnym świństwem. Jeśli to jednak nastąpi, uciekajcie stamtąd ile sił w nogach, bez żadnych ukłonów i przeprosin, póki nie zabrali was na milicję.
„A co ty mi polecasz?”
Uwaga! To jest tylko próba. Rzuca wyzwanie nie dlatego, że masz duży autorytet, ale aby sprawdzić twoje intencje i ocenić perspektywiczność nowego spotkania. (Takich próbnych kul w waszej rozmowie będzie jeszcze wiele, więc nie odpuszczaj.) Nie proponuj od razu, żeby piła wódkę albo „śrubokręta”. To budzi podejrzliwość. „On chce mnie upić, jestem dla niego jednorazową przygodą!” — takie niebezpieczne myśli nie powinny pojawiać się w jej ładnej główce. Zaproponuj dobre wino wytrawne. Zaskocz ją wiedzą o odmianach winogron i cechach zbiorów z ostatnich lat. Zaimponuje jej twoja wytworność i galanteria, a ona poczuje do ciebie pełne zaufanie. I nawet nie zauważy, jak przejdzie do tej samej banalnej „śrubokręty”. Dalszy ciąg jest oczywisty.
„Kropelkę martini i więcej soku”
Ona boi się, że ją upijesz. Uważa, że porządne dziewczyny nie piją. Zasadniczo, porządne dziewczyny nie chodzą do restauracji z mało znanymi młodymi ludźmi. Ona, widzisz, poszła i teraz bardzo cierpi. I cały czas się boi. A co, jeśli zobaczą ją znajomi albo, nie daj Boże, rodzice?
Wszystko zależy od tego, jak głęboko jest gotowa pójść na kompromis moralny. Przecież nawet „najładniejsze dziewczyny” raz w życiu stają się „złe”. Jeśli tym razem do tego dojdzie, masz szczęście. Ilość soku w koktajlu będzie stopniowo maleć, a martini — odpowiednio — przybywać. Stopniowo zapomni o swojej manierze i zmieni się z porcelanowej lalki w normalną, żywą dziewczynę. Jeśli jednak strach weźmie górę, czeka cię ponury wieczór z pustymi, nieszczerymi rozmowami. Uważaj na gwałtowne ruchy: w każdej chwili gotowa jest krzyknąć „pomocy, gwałcą!”.



