Kiedy byłam mała, myślałam, że to piękne męskie imię. No, włoskie na przykład. Ach, jak to brzmi – Alfons! I dzieciństwo ma udane – Alfonsówna, Alfonsowicz. Niestety, później musiałam się na własnej skórze przekonać, że to imię nie odnosi się jedynie do Włochów, ale także do naszych zwykłych Eugeniuszów, Dmitrijów, Aleksandrów i innych. I wcale nie tacy zwyczajni, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Niech ten bezcenny dar losu nie pójdzie na marne, więc opowiem, jak rozpoznać Alfonsa i w porę „zrobić nogi”.
Przychodzą do naszego życia nagle, pojawiają się jak promień światła w ciemnym królestwie, przyćmiewają wszystkich. To pierwszy znak obecności Alfonsa. Jeśli pięć minut po poznaniu patrzy na ciebie psimi oczami, trzyma za rękę i przysięga, że gotów jest biec za tobą na koniec świata nawet w kapciach – uciekaj! Oczywiście, jeśli nie jesteś miłośniczką ostrych wrażeń i psychicznych urazów, to właśnie czas chwycić te kapcie i uciekać stąd ile sił, aby później nie płakać na ramieniu przyjaciółki: „Przecież tak na mnie patrzył, takie słowa mówił – jak mógł kłamać?”. Prawidłowa odpowiedź: mógł, może i będzie mógł. Zawsze. To jego chleb powszedni. Profesjonalne kłamstwo. Piękny kłamca.
Więc poznajesz go, a on stara się wypełnić sobą całą przestrzeń wokół ciebie, neutralizując wszystkich twoich bliskich, przyjaciół i zdrowy rozsądek. Rozumiesz, że toniesz, ale to takie przyjemne i słodkie, że odmówić sobie tej przyjemności jest praktycznie nierealne. SMS-y zalewają twój telefon, co chwila sprawdzasz – czy nie zmarzła, nie przemokła, zjadłaś, wyspałaś się, czy założyłaś bieliznę i jeśli tak, to jaką?
To strategia. Musi u ciebie wytworzyć się zdrowy odruch Pawłowa. Uzależnienie powinno być głębokie, a jeszcze lepiej – próżniowe. Nikogo poza nim. Stan zakochanego, zaślepionego konia trwa około miesiąca, półtora. Oczywiście, pod warunkiem, że masz do czynienia z prawdziwym Alfonsem, a nie zwykłym oszustem. Przedstawiciel tej drugiej grupy może załatwić sprawę w tydzień, ale Alfons przedłuża przyjemność i kłamie tak zapamiętale, że czasem wydaje się, że sam w to wierzy.
Jest bardzo miły i wzruszający w zalotach. Pieniądze dla niego „nigdy nic nie znaczyły”, więc maksymalnie możesz liczyć na spacery w świetle księżyca, watę cukrową i lody w kubeczku. Bo to bardziej romantyczne. A także kwiaty. Tulipany (pamiętaj jednak, że szczyt mistrzostwa to róże), zwinięte z serwetki w przyulicznym barze. Bo w przeciwieństwie do prawdziwych kwiatów, mogą przetrwać wiecznie. Będzie pisać palcem na zaparowanej szybie autobusu twoje imię, klęczeć i szeptać takie wyznania, że nawet najrozsądniejsza kobieta straci głowę. Będzie piękny jak bóg, zwinny jak gepard, i zupełnie obojętne ci będzie, kto i co o nim mówi, że istnieją jakieś reguły i zasady moralne.
Alfonsów można podzielić na dwie grupy. Umownie określimy je mianem „Lwa na polowaniu” oraz „Wiecznej mewy”.
Pierwsza kategoria jest bardziej zdecydowana i wyrafinowana, a przez to niebezpieczna. Potrzebuje dużo i od razu. I z reguły jednorazowo. Zapamiętaj, współcześni Alfonsi, wbrew powszechnej opinii, rzadko wybierają sobie naprawdę zamożne dziewczyny. Wyjaśnienie jest proste. One są zamożne, ale i wymagające. Większość takich dziewczyn nie zadowoli papierowy kwiat i lody. Natomiast będą szczerze podekscytowane widokiem drogiej biżuterii, a otrzymując taki prezent, są w stanie prawie szczerze zakochać się w mężczyźnie, który go podarował.
Więc według klasycznego schematu okazuje się, że twój ukochany od dawna („po prostu nie chciał ci mówić, bo byś się zdenerwowała”) ma poważne problemy. Mogą to być bandyci, którzy postawili go na licznik, dług karciany, który, jak wiadomo, to kwestia honoru, dziecko z pierwszego małżeństwa albo chora babcia w Tuapse. Wszystko zależy od lotu fantazji twojego wybranka. I ty, tak zakochana, tak oddana, musisz mu pomóc. Oczywiście, nie ośmieli się prosić cię o to, ale nie ma nikogo innego. Nigdy by cię o to nie poprosił, słyszysz, nigdy, ale tylko takie okoliczności.
I wtedy zaczyna się. „Dlaczego wszystkie kobiety są takie głupie?” – mawiała niezapomniana Faina Raniewska. Przecież to twoja ukochana osoba, z którą powinnaś dzielić wszystkie trudy i niedole w smutku i radości, w chorobie i zdrowiu i tak dalej. Będziesz ostatnią świnią, jeśli teraz go zostawisz w takim stanie. Tym bardziej, że obiecał, że wszystko odda, a nawet kupi futro i się z tobą ożeni.
I robisz głupstwo. Zaczynasz szukać potrzebnej sumy, pożyczasz od znajomych, bierzesz kredyty, odmawiasz sobie wszystkiego, bo teraz jest „wy” i to już „wasze” problemy. Naturalnie, „my” przestają istnieć, gdy tylko wpłynie poszukiwana kwota. Lew zaczyna nowe polowanie, a przy tym nie bardzo przejmuje się twoją obecnością lub całkowicie znika. I wtedy okazuje się, że nie masz żadnych pokwitowań ani umów, bo przecież mogłoby to go obrazić. Znalezienie lwa i próba odzyskania pieniędzy jest praktycznie nierealne.
Druga kategoria – „Wieczne mewy”. Tych zwykle sami sadzamy sobie na szyi. Są łagodni jak cielęta, uroczy do szaleństwa, sympatyczni jak młody Marlon Brando. Ta kategoria mężczyzn nie ma pieniędzy nawet na wspomniane wcześniej lody czy herbatę w plastikowym kubeczku przyulicznego baru. Będzie pożyczać 15 rubli na bilet (ale odda, „uczciwie-uczciwie!”). Ty pobłażliwie uśmiechniesz się, płacąc za przejazd metrem, wstydząc się podsuwać mu miętową monetę pod stolikiem w kawiarni, oddasz mu swój portfel, gdy idziecie w gości („bo przecież ja taka roztrzepana!”).
Kiedy pójdziecie do sklepu, abyś ty coś kupiła, twoje zakupy z pewnością zmieszczą się w małej torebce, podczas gdy król twojego serca dumnie kroczy z szeleszczącymi papierowymi torbami. W supermarkecie będziecie brać produkty nie na tydzień, a „na teraz”, bo tak bardzo chce się smacznego. Otworzy ci oczy na to, że „Maasdam” jest lepszy od „Wyciąży”, a „Paul Masson” lepszy od „Izabelli”, że nie wolno kupować taniego obuwia, bo „nogi nie są państwowe”, że latem „człowiek powinien odpoczywać” i że trzeba koniecznie wysypiać się, bo inaczej będą worki pod oczami. To wszystko może ciągnąć się w nieskończoność, albo do momentu, gdy twoje cierpliwość się skończy.
Nikt, trzeba przyznać, nie podkopuje tak naszej samooceny jak Alfonsi. Właśnie po spotkaniu z takimi mężczyznami zaczynamy myśleć, że można nas tylko wykorzystywać. Ale to dalekie od prawdy…
Pewnego razu moja przyjaciółka poszła do kawiarni z mężczyzną. Ona piła kawę, a on, jak na mężczyznę przystało, nie odmawiał sobie niczego. Potem zakłopotany zaproponował, żeby to ona zapłaciła, bo zapomniał portfela w domu. Ona obojętnie przeniosła wzrok na księcia, wezwała kelnera, poprosiła o podzielenie rachunku. Zapłaciła za siebie. Wstała i, nie powiedziawszy więcej ani słowa, głośno stukając obcasami, odeszła. Bo taki nie jest wart nawet spojrzenia.



