Więc zostawił cię. Płaczesz, słuchasz melancholijnej muzyki, nazywasz swoje odbicie we lustrze lodowatą krokodylicą i już wykręcasz numer do wróżki Cecylii, która — jak obiecuje reklama w gazecie — „uroczyście przywróci ukochanego na zdjęciu”. Ogólnie czujesz się fatalnie. Tak fatalnie, że jesteś gotowa na wszystko, byle tylko odzyskać choćby część dawnej uwagi od mężczyzny, który tymczasowo uciekł.
Chcieć zobaczyć uśmiech, spotkać się wzrokiem, porozmawiać. Ja sama to przeżyłam. I mogę ci powiedzieć: nie trać ducha, pani — mężczyźni czasem wracają. I choć w tym momencie być może nie będziesz już go potrzebować, jego klęczenie, błagania o wybaczenie i zdanie „zrozumiałem, że jesteś najlepsza” sprawią ci ogromną przyjemność. Co może skłonić go do takiego kroku? Aby wykreślić słowo „przegrana” ze stron nieudanej historii miłosnej, spróbuj następujących rzeczy.
Po pierwsze, zapomnij o nim. Dokładniej mówiąc, dosłownie zapomnieć się nie uda. To tak, jakby powiedzieć sobie „nie myśl o różowych słoniach”, które od razu wdzierają się do głowy z afrykańską pasją. Ale nie okazywać swojej przychylności możesz. Nie pisz, nie dzwoń, nie odkładaj słuchawki, ale też nie udawaj, że zgadzasz się na „przyjaźń”, którą on tak „serdecznie” ci zaproponował. Daj byłemu szansę na odprężenie. To otworzy drzwi do dalszej komunikacji. Mój były mąż, na przykład, często do mnie dzwonił po rozstaniu. Kierowała nim uprzejmość czy przyzwyczajenie — nie wiem. Na pytania „Jak się masz?”, „Co porabiasz?” i inne podobne cyniczne rzeczy miałam ochotę wrzasnąć „A co cię to obchodzi?”, ale zaciskałam zęby, odpowiadałam lakonicznie lub przerzucałam rozmowę na neutralne tematy, jak pogoda czy prezent dla trojacznego bratanka. W efekcie facet zaczął do mnie pisać i dzwonić coraz częściej. I, przekonawszy się o moim opanowaniu, zaproponował spotkanie. Podczas tej „przyjacielskiej” randki wyznałam, że za nim tęsknię, ale odganiam smutki pracą i obowiązkami. Najwyraźniej silne kobiety mu się podobają, bo zaproponował drugie spotkanie…
Po drugie, nie rozmawiaj z nim o waszych relacjach. Jasne, tak ci się chce napisać mu SMS-a „tęsknię”, poskarżyć się, że z samotności zaczęłaś palić trawkę, a przy okazji wytykać niedostatki jego obecnej partnerki. Nie rób tego! Skoro wszyscy wiedzą, że ona to farbowana idiotka, a ty jesteś wcieleniem anioła, powstrzymaj się od zjadliwych uwag. Pamiętaj, musisz udowodnić, że jesteś idealną kobietą! A zatem narzekanie na życie, wyzwiska i dawanie upustu psychicznej niestabilności (która, przyznajmy, często dopada nas po bolesnym rozstaniu) jest niepożądane. Mnie, na przykład, po zdradzie ukochanego ogromnie ciągnęło, by mu przypomnieć, że to podły typ. Chciałam powiedzieć coś w stylu: „Podczas gdy ja tu cierpię, ty tam z tą swoją naiwną rozkoszujesz się”, i dodać, że „oddałam ci najlepsze lata, wykarmiłam i wychowałam, a ta koleżanka przyszła na gotowe”. Ale trzymaj się! Przypomnij sobie, że jesteś mądrą i samowystarczalną damą. A to przyciąga.
Po trzecie, zajmij się sobą. Co to oznacza? Otóż wytnij łzy, umaluj oczy, wydaj połowę pensji na wyprzedażach w sklepie z ubraniami, zapisz się do salonu piękności i, wskazując na siebie palcem, powiedz: „Uczyńcie z tej kobiety top-modelkę”. Jasne, twoje zaniedbane ciało budzi w tobie irytację. Ale to tylko chwilowe. W rzeczywistości po nocnych szlochaniach w poduszkę schudłaś i wyglądasz seksownie, a twoje zasmucone oczy i romantyczna bladość bardzo ci pasują. Teraz trzeba cię odpowiednio „zapakować” i uczynić z ciebie uwodzicielską femme fatale. Po co? Bardzo prosto. Często mężczyźni porzucają partnerki dla nowych wrażeń. Niezwykły zapach, smak i dotyk — to właśnie pociąga facetów do zmiany kochanek. Prawda jest taka, że nową kochanką możesz stać się i ty. Tak, kiedy moja koleżanka spotkała się z chłopakiem, który porzucił ją po wieloletnim związku, on był w szoku. „Ależ ty się zmieniłaś…” — zdziwił się łajdak. I, biorąc pod uwagę, że pani zrzuciła 10 kilogramów, zmieniła młodzieńczy makijaż w stylu „bufetniczki” na wyrafinowany makijaż, zaczęła ubierać się ze smakiem i nauczyła się wreszcie jeść widelcem i nożem, jego zdziwienie było całkiem miłe. Niedługo potem zaprosił ją na randkę. Bo cóż powiedzieć — zaprosił zupełnie nową kobietę!
Po czwarte, kontaktuj się z jego przyjaciółmi i rodziną. Ale nie tylko się kontaktuj, lecz opowiadaj o swoich sukcesach w pracy, zmianach w życiu i świetnych planach na przyszłość. Uwierz, oni na pewno przekażą to byłemu. Co więcej, przedstawią informację pod gorzkim sosem: „Jak ty mógłś przegapić taki skarb?”. Właśnie to pewnego razu skłoniło Wiktora, który złamał serce mojej przyjaciółce Marinie, do błagania jej o powrót. Dlaczego? Bo jego mama powiedziała: Marina to cud, tak się stara i tyle osiąga. Poza tym ma wspaniały charakter i jest świetną gospodynią. Wiesz, synku, oprócz niej nie przyjmę żadnej synowej! Rzeczywiście, nic tak nie działa na ludzi, jak opinia tych, którzy są im bliscy. I zdanie matki „na twoje wesele z inną nie przyjdę” zasiało w sercu Wiktora ziarno wątpliwości co do jego słuszności. Przecież jeśli nie matka, to kto najlepiej zna się na ludziach?
Po piąte, bądź szczęśliwa. Przynajmniej na pokaz. Dla niego. I nie ważne, czy jesteś samotna, czy nie, czy cierpisz, czy nie — pokaż mu tylko pozytywną stronę swojego życia. Udanie poszłaś do aquaparku z przyjaciółkami? Wycieczka z rodzicami na ryby była „super”? Albo wesoło spędziłaś czas w barze z kolegami z pracy? Świetnie! Teraz bierzesz zdjęcia z tych radosnych chwil (szczególnie te, na których uśmiechasz się od ucha do ucha) i wrzucasz je do sieci społecznej, którą on regularnie przegląda. Nic tak nie przyciąga ludzi, jak umiejętność czerpania radości z życia. Nic tak nie pociąga otoczenia, jak pragnienie zanurzenia się w tej pozytywnej energii. Tak, kiedyś mój były zapytał: „A co to za fajny park na zdjęciu?” — i po jakimś czasie poszliśmy tam razem.
Po szóste, umawiaj się z mężczyznami. Dokładnie tak. Wyrzuć z głowy obraz ukochanego i idź na randkę z kimś. Nawet jeśli to przyjaciel. Albo szwagier szefa, który człapie nogami, ma spocone dłonie i zupełnie nie potrafi wzbudzić w tobie pożądania. Zgódź się na spotkanie, odwiedź jakąś sympatyczną knajpę i następnego dnia wyślij mu w sieci społecznej publiczny prezent — serce z napisem: „Dziękuję za wspaniały wieczór”. Nie uwierzysz, efekt będzie piorunujący.
Właśnie tak wywołałam najostrzejszy atak miłości w sercu byłego męża: sfotografowałam się z kolegą, wrzuciłam zdjęcie na profil i napisałam jakiś wesoły komentarz. Faceta jakby podmieniono! „Boże, ona naprawdę jest szczęśliwa?”, „Straszne, ona już mnie nie chce!” i paniczny „A ona zawsze podobała się wielu…” zmusiły go do oświadczenia, że „wcale nie chciał się rozstawać”, że jestem „najlepszą osobą w jego przeszłości i dobrze byłoby tę przeszłość przywrócić do teraźniejszości”. Zazdrość i egoizm robią z naszą świadomością niepojęte rzeczy.
I gdyby mój „fotoprzyjaciel” był tylko oberwańcem, a nie wspaniałym i ukochanym mężczyzną, były mąż osiągnąłby swój cel. Tyle że, niestety, było już za późno.
Pozostaje tylko życzyć: rozstawać się z mężczyzną, nie tracąc dumy i własnego godnego zachowania. Jeśli wróci i widzisz w nim swoją przyszłość, kieruj się sercem. Ale jeśli zdecydujesz się odejść, powiedz szczerze: Tak, jest mi smutno. Ale przeszłości nie da się cofnąć”. I śmiało krocz w nowe życie. Tam na pewno pokocha cię najlepszy mężczyzna w twoim życiu.



