„Kola jest dla wszystkich dobry — opowiada, popijając martini, moja przyjaciółka Ola. — Jest dobry, odpowiedzialny, sympatyczny. Ale długo go nie wytrzymam! Chodzi o to, że Ola jest zakochana w kimś innym. W swoim byłym chłopaku, Grześku. Który po dwóch latach ciągłego picia, chodzenia „na bok” i codziennych prób zranienia Oli jakimś słowem, wyrzucił ją z mieszkania razem z rzeczami.”
Jeśli ocenić Grześka według skali męskiej przyzwoitości w punktach od 1 do 10, to dostanie 3. To więcej niż ocena seryjnego maniaka, który rozcina nożem późnych spacerowiczów. Ale mniej niż wandal, który przebija opony samochodu zaparkowanego na jego ulubionym miejscu na podwórku. Grześ — to niegodziwiec. A jednak Ola go kocha. Bo… zawsze lubiła złych chłopców! Dla niektórych to szaleństwo, a dla niej — norma. Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie: dlaczego kobiety ciągną do „złych chłopców”?
Oswojenie nieokiełznanego. Nauka nie potrafi wyjaśnić, dlaczego natura podzieliła mężczyzn na pajaców i wyrzutków. Kola obdarowuje Olę kwiatami i dzieli się marzeniami o rodzinie spacerującej za rękę brzegiem morza. Grześ nie nocował w domu przez tydzień, ale obsypywał Olę wyzwiskami za spóźnienie się z powrotem od przyjaciółki. Kola nazywa dziewczynę boginią piękna. Grześ pijany twierdził, że „wstyd jej pokazywać nawet sąsiadom”. Kola to atrakcyjny mężczyzna. Dołeczki w brodzie upodabniają go do Supermana ze starego filmu. I, na honor, czasem widzę aureolę nad jego jasnym czołem. Grześ natomiast to zaniedbany cham z nieodłączną butelką piwa w ręku. A jednak zgadnijcie, z kim Oli jest lepiej? Z Grześkiem, oczywiście. Bo za każdym razem, gdy po kolejnym skandalu przyciskał ją do siebie, szlochając w poduszkę, czuła się zwyciężczynią. Pragnienie oswojenia nieokiełznanego to jeden z powodów, dla których kobiety tak mocno, jak cholera, kochają niegodziwców. „Wygląda na złego, ale w środku jest miękki — mówi jej podświadomość. — I tylko ja potrafię wydobyć z niego pozytywną stronę! Tak, nawet jeśli czułość od niegodziwców dostają raz na miesiąc, to się nią chwalą.
Gwałtowniej i goręcej. Kolejny powód, dla którego dziewczyny latają z niegodziwcami, to pragnienie mocnych wrażeń. „Nieprzewidywalny, nieokiełznany — narzeka Ola, opowiadając o swoim byłym, który był na haju — seksu mieliśmy mało, ale za to takiego, który zapamiętam na całe życie”. A cóż to za seks? Jej chłopak Kola jest czuły i delikatny, ale co jej po jego „Dziękuję za niezrównaną noc” w porównaniu z Grześkowymi sprośnościami, które szeptał jej do ucha w łóżku, przytrzymując dla większej pewności? Tak, brutalni chłopcy daleko są od grzeczności i pomysłowości. Ale to, że są nieprzewidywalni, potrafią przyjść po kłótni o północy z szampanem i z taką odwagą, której nie powstydziłby się nawet Superman, gotowi spoliczkować dziewczynę w stylu scen z twardego porno — Ola potwierdziła to doświadczalnie. Poza seksualnymi fascynacjami, do złych chłopców ciągnie także strach przed nimi. Panna denerwuje się, drży przy każdym dzwonku i każdym dotyku… i czerpie z tego przyjemność, podobną do masochistycznej. Pomyślcie, przecież jako dziewczynki uwielbiałyśmy bawić się w „Królewnę porwaną przez Kościeja”. Pamiętacie? Dokładnie to samo. Chcemy, żeby nas podporządkowywano. Czasem siłą. To podnieca.
Dowiodę, że jestem najlepsza! Ale stawianie wszystkich kobiet w jednym szeregu z masochistkami byłoby nie fair. Nie każda z nas marzy o tym, by zamienić porządnego sympatyka na „tego faceta z podejrzaną reputacją i ciemną przeszłością”. Po prostu niektóre kobiety mają kompleksy. Na przykład Ola zawsze była ładną dziewczyną, a jedyną wadą, którą w sobie widziała, były dodatkowe dziesięć kilogramów. Mężczyźni szaleli za jej figurą. Wszyscy! Tylko Grześ, zapalony bywalec klubowych imprez, który przewinął przez swoje mieszkanie niejedną modelkę, ciągle przypominał Oli, że jej ciało dalekie jest od ideału. Jak to? — oburzało się jej ego. — Czyżbym była dla niego niewystarczająca? Zaczęła szaleńczo chudnąć i w efekcie osiągnęła swój cel. Oczywiście, atak zakochania w Grześku nie był tego powodem. Ale teraz, pół roku po rozstaniu, Ola przyznaje: „Cały czas, kiedy byliśmy razem, żyłam tylko jednym pragnieniem — jak się spodobać Grześkowi”. „Byłam gotowa ciąć się nawet na stole chirurgicznym — wyznała szczerze — a komplementy innych mężczyzn, skupiona na własnych kompleksach, mnie nie ruszały. Byłam pewna, że tylko jemu warto wierzyć — temu Grześkowi”.
Jak za kamiennym murem. Kolejny powód, który leży u podstaw miłości kobiet do niegodziwców, tkwi w samej naturze. Okazuje się, że naukowcy od dawna odkryli sekret atrakcyjności mężczyzny-niegodziwca. Chodzi o to, że z biologicznego punktu widzenia jest on alfą samcem. Tym, który w zwierzęcej (nie spieszcie się z określeniem „kozi”) sforze pełni rolę przywódcy. Jednym potężnym rykiem alfa-samiec zwołuje podwładnych, by myli mu łapy, przynosili najsmaczniejszy łup i oddawali się mu przy księżycu, kiedy tylko mu się zachce. To ostatnie możliwe, jeśli jesteś samicą. I samice, co zaskakujące, nie narzekają! Alfa-samiec naprawdę jest atrakcyjny. Aktywny, hałaśliwy, agresywny i zdolny przekazać ten bukiet „męskich” cech potomstwu. Zwierzęce i ludzkie samice chętnie powierzą mu swoją przyszłość. Przecież kto, jak nie on, szybciej ugryzie wrogów, udusi wrogów i zrobi porządek z wrednymi sąsiadami? Z pewnością nie skromny i inteligentny samiec beta. Przynajmniej tak nam się czasem wydaje.
Uspokój się, synku. Kolejną cechą charakterystyczną dziewczyn, które uciekają od Supermenów do Superłobuzów, jest instynkt macierzyński. Od dzieciństwa wychowywano nas w przekonaniu, że mężczyzna to głowa rodziny, a naszym zadaniem jest dogadzać mu i być, jak to się mówi, „mądrą kobietą”. A jeszcze mężczyźni są jak dzieci. Tego też nas uczono, opowiadając, że dzieci mogą być różne — posłuszne i nie, spokojne i awanturnicze — ale my mamy je kochać niezależnie od wad. Przecież nie zostawicie dziecka na ulicy, jeśli nie posłuchało was. Tak samo mężczyzny, uczyła nas zbiorowa mądrość babć, nie można rzucić, nawet jeśli ma zły humor. Nawet jeśli zły humor wiąże się z rękoczynami. Albo jak u Oliniego Grzesia — z rzucaniem w dziewczynę butami, butelkami i krzykiem: „Ty psujesz mi życie swoimi pretensjami!”. Jeśli mężczyzna się obraża, trzeba cierpieć. Przecież naszym zadaniem jest go ulepszyć. Niestety, według tego schematu żyje wiele kobiet, a głównie te zamężne z domowymi tyranami. Tak było i z Olą, która marzyła: „Wczoraj się pokłóciliśmy, wyrzucił mnie z samochodu na środku obwodnicy, ale dziś przysłał esemesa z przeprosinami i wzruszającym wierszem”. „On się poprawia? — cieszyła się, jak matka trudnego nastolatka. — Staje się lepszy!”. Może… Ale lepiej nie przepraszać za winę, tylko jej nie popełniać. Przecież mężczyzna nie jest dzieckiem.
A jeszcze jest człowiekiem, a nie przedstawicielem świata dzikich zwierząt. I podział samców na alfa-, beta- i gamma- u nas, z powodu braku doboru naturalnego, nie działa. Niespodzianki od ukochanego niegodziwca częściej są nieprzyjemne, a zatem z nieprzewidywalności nie ma pożytku. Masochizm nudzi. To dlaczego wciąż żyjemy z niegodziwcami?
Czy takie uczucie ma prawo istnieć? Oczywiście. Ale tylko dopóki jest nam z taką osobą lepiej niż bez niej. Z czasem fascynacja niegodziwcami i łajdakami szczęśliwie opuszcza głębie delikatnej kobiecej świadomości wraz z młodością, niedoświadczeniem i kompleksami. Związki „z pierwszym bandytą na wsi”, typowe dla nastoletnich dziewcząt, ustępują miejsca potrzebie ogniska domowego ze spokojnym i łagodnym mężczyzną.
Kiedyś i Ola przestaje ciągnąć do przygód. Wybiera świat, pewność, nudną przewidywalność i mężczyznę, którego można nazwać jednym słowem – odpowiednim. Tak i ja, przeżywszy kilka lat z osobą, którą czasem trzeba było wyprowadzać z wydziału policji, zrozumiałam, że miłość przez męki – to nie miłość. Po prostu było mi lepiej bez niego, niż z nim. Przecież miłość jest możliwa tylko wtedy, gdy obie strony są względem siebie równie uwrażliwione. Czy może on jest podłym człowiekiem, a ona – skończoną wariatką. Ale to, mam nadzieję, nie dotyczy nas, panie.



