Istnieje taki rodzaj kobiet – nieudacznice w życiu osobistym (NŻŻ). Praktyka pokazuje, że prawdziwe przedstawicielki tego typu spotyka się w kategorii wiekowej od 30 roku życia wzwyż. Umownie można je podzielić na kilka odmian.
Kobieta Wszystko Rozumie (KWR)
Rozumie wszystkie jego problemy. Te, których zwykle nie rozumie jego żona. Tak, i to, że nie może się rozwieść z żoną, KWR też rozumie. Czasem to rozumienie trwa wiele lat. KWR rozumie, że nie powinna zadawać zbędnych pytań, a wręcz przeciwnie – nie stwarzać żadnych problemów. Tym samym być zawsze gotową. W tym także zwolnić się z pracy, jeśli nagle pojawi mu się „okienko” wolne od żony, dzieci i obowiązków. Pracy słabo płatnej. Dlatego KWR obdarowuje go w urodziny ładnymi spodniami, kurtką dla jego dziecka i pudrem dla żony.
KWR rozumie, że nie może z nią pojechać nad morze. Rozumie, że wieczorem musi odwiedzić śmiertelnie chorą teściową z ciężko chorą żoną i synem z problemami psychicznymi. Z takim samym zrozumieniem podchodzi do jego parafii i wyjazdów z walizką. Zjawia się zwykle na chwilę, a odchodzi szybko – od razu po telefonie ciężko chorej żony na jego komórkę. Po jego wyjściu do drzwi KWR dobija się umierająca teściowa. KWR rozumie, że nie powinna otwierać, i wstrzymując oddech, chowa się w zakurzonym kącie samotnego mieszkania.
Po remoncie pancernych drzwi, które zostały zrzucone z zawiasów siłą decybeli umierającej teściowej, KWR postanawia zerwać z nim raz na zawsze. Ale wtedy on pojawia się z budżetowym bukietem mimozy i wypowiada magiczne zaklęcie: „Ty wszystko rozumiesz…”. To sformułowanie działa na KWR magicznie, i przez wiele kolejnych lat nadal rozumie ich beznadziejne relacje. Kiedy wiek KWR wreszcie pozwala jej przestać wszystko rozumieć, zostaje za pancernymi drzwiami swojej samotności w całkowitym niezrozumieniu.
Nie Chcę Za mąż (NChZ)
Właściwie chce. Ale cały czas twierdzi, że nie chce. Jakiś wszechświatowy umysł wraz z zielonymi ludzikami i feministkami przekonał ją, że małżeństwo to zalegalizowana prostytucja, a wrzucenie pary skarpetek do pralki to nieproporcjonalny trud dla kobiety. Oczywistych sprzeczności nie dostrzega. Choć ukrycie rozumie: coś jest nie tak. Jakoś samotnie. Szczególnie nocami, kiedy za oknami wieje wiatr i być może nie jest aż tak ohydne – para nie aż tak brudnych skarpetek. Ale nie! Odrzuca te zdradzieckie myśli i przejawy słabości! „Po co mi mąż? Ja sama na siebie zarabiam! Nie lubię, kiedy ktoś lata mi przed oczami tam i z powrotem, tam i z powrotem!” Wariantów motywacji i argumentów jest mnóstwo. Właśnie je wysypuje na partnerów, którzy od czasu do czasu pojawiają się na pustym horyzoncie. I jeszcze płaci za siebie w kawiarni. A mężczyzna to zwierzę nie tylko płochliwe, ale i, z reguły, uległe. No nie chce, to nie chce. Nie bardzo się chciało. Nie chcesz, jak chcesz. I NChZ promienieje oczami, rozświetlając swoją bezsenną noc. I raz po raz pojawia się myśl: „Boże, jakaż ja jestem głupia!” Ale nadchodzi ranek, rozwiewa nocne koszmary i znowu z wyniosłą pewnością oświadcza kolejnemu adoratorowi: „Interesuje mnie tylko seks i relacje biznesowe!” Proszę bardzo, na litość boską. „I całkowita wolność w relacjach” – niepewnie dodaje na deser. Oczywiście, kto by był przeciwko wolności relacji? No, oprócz lekarzy-wenerologów. Oni też nie są przeciw – wszyscy mają chleb. I znowu bezsenność u NChZ, bo chce się i kłuje, i już nikt nie woła.
I oto jest sukces, i garsonka w porządku, i swoją pracę uwielbia. I nadal z przyzwyczajenia nie chce. A już nikt nie może. Boją się. Przyzwyczaili się. Wszystko lepsze – wspólny projekt, nieustanny seksualny wysiłek – nikt nikomu niczego nie jest winien. Przecież tego chciała, a nie za mąż, prawda? Piękny świat, w którym marzenia się spełniają!
Chcę Za mąż (ChZ)
Pełne przeciwieństwo NChZ. Chce wyjść za mąż za wszelką cenę, za kogo popadnie. Co nią kieruje – nie wiadomo. Dokładniej, powodów jest tyle, że nie sposób wyróżnić głównego. Czas płynie. Wszystkie przyjaciółki są mężatkami. Mama każe. Czas urodzić. Brak zdjęć ślubnych. I tak dalej. Każdy przedstawiciel płci męskiej, który znalazł się w zasięgu wzroku, jest postrzegany jako potencjalny mąż. Na kolegę, który zaprosił do kawiarni, już w myślach zakłada „czarny żałobny garnitur”. Partnera biznesowego ocenia wzrokiem, a nowego sąsiada po klatce schodowej prosi o zakup chleba, zaprasza na herbatę i do łóżka. Rano ChZ, narzuciwszy szlafrok, parzy kawę i grucha, naiwnie patrząc w jego przerażone oczy. W walce o wyjście za mąż wszystkie środki są dobre. Z takich okazjonalnie powstają wspaniałe „niezrozumiałe” żony. Wybranek z reguły nie spełnia oczekiwań, ponieważ to zwierzę z grubym portfelem i niską pensją i dlaczego, ach! – nie wyszła za mąż za Iwana Iwanowicza. Albo za Wasyla Pietrowicza. W każdym razie równie łatwo się rozwodzi i zaczyna poszukiwania nowego męża. Proces jest równie bezsensowny i bezwzględny, jak jej pragnienie wyjścia za mąż.
Kobieta Żaląca się (KŻ)
Znacznie groźniejsza odmiana niż Kobieta Wszystko Rozumie. Zaszczepiony w dzieciństwie kompleks winy nie pozwala jej zbudować partnerskich relacji z nikim. Zawsze kogoś żałuje. Mamę, tatę, babcię, dziadka. Kupuje pieluchy małoletnim siostrzeńcom i leczy brata z alkoholizmu. Wykonuje pracę dla bardziej uzdolnionego współpracownika „za podziękowanie”. Mąż zawsze może liczyć na talerz barszczu i frazę: „Ach, ty biedny!” „Połóż się, odpocznij” i „Nie trzeba, sama zrobię!”. Szybko mu to się nudzi. Jeszcze szybciej jej niekończące się telefony do przyjaciółek potrzebujących wsparcia psychicznego i podróże do Bałaszyszy z Odincowa późną nocą taksówką, bo mamie potrzebne jest węgiel aktywowany, a tacie kota – środek na podniecenie seksualne. W każdym razie dla takiej kobiety zawsze znajdzie się obiekt, któremu można współczuć do ostatniego tchu. Szczęście osobiste jej nie obchodzi. Jeśli nie ma kogo żałować – marnieje, chudnie i może z gorliwością adoptować psa. Nieszczęsne zwierzę jest skazane.
Oczywiście, przedstawione wyraźne typy nie odzwierciedlają całej gamy odmian nieudacznic w życiu osobistym. Dziś nie rozważamy córek-mamusi, nieszczęśliwych żon i zwykłych dziwek. Mimo to każda ma szansę się zmienić, przestrzegając zasady „Pomóż sobie samej”. To znaczy sama. Ponieważ przede wszystkim jest kobietą. A wszystko inne – w jej mocy.



