Zdjęcie: DepositPhotos.com
Na okładce czasopisma wzór do naśladowania dla milionów – piękna, zadbana kobieta, która niby właśnie zeszła z wybiegu. Ale piękno wymaga poświęceń, a ofiara jest poszukiwana i znajdowana.
Egoistyczna piękność składa na ołtarzu swego piękna uczucia, zasady, czas, a przede wszystkim pieniądze swej ofiary. Nie dając niczego w zamian. Przynajmniej dlatego, że nie ma nic do zaoferowania. Za efektowną powierzchownością kryje się głucha pustka – ani intelektu, ani serca, ani nawet odrobiny emocji.
W jej duszy, zalakierowanej i upudrowanej, ukrywają się zaledwie trzy zainteresowania: seks, portfel na nóżkach i zakupy. Główny instynkt wypełnia wszystkie intelektualne i duchowe puste przestrzenie, a ciało trenowane jest do zdobywania i utrzymywania zdobyczy – drugiego zainteresowania, zwanego mężczyzną. Tym eufemizmem maskuje się pragnienie dziewczyny mieć wszystko, nie wkładając w to żadnego, nawet niewielkiego, wysiłku. Uzyskując dostęp do karty z pokaźną liczbą zer (inne jej nie interesują), realizuje swą „jedyną, ale płomienną namiętność” – rzeczy. Co droższe, tym lepsze. To cena określa status rzeczy, nadaje go posiadaczce i zadowala jej wyrafinowaną próżność.
Właśnie taki portret współczesnej kobiety wyłania się po lekturze wielu dzisiejszych czasopism dla kobiet. To właśnie ten obraz jest ich ideałem, wzorcem, któremu starają się dorównać nie tylko młode adeptki, ale i kobiety dorosłe, lecz skrajnie niezadowolone ze swego życia.
Glamurowe czasopisma wypełniające niszę kobiecą są do siebie podobne niczym bliźnięta. Pod względem tytułów, designu, a nawet modelek na okładkach, umalowanych do niepoznania – sprawiają wrażenie, jakby były identyczne. Również treść nie wyróżnia się różnorodnością – to samo z numeru na numer, tylko innymi słowami. I niczym czerwona nitka przewija się przez wszystkie publikacje idea wielkiej i pochłaniającej miłości do siebie samej. Dowodem tej miłości są – i służą do tego – rzeczy, które kobieta nosi, je, woła, w co się obuwa, czym i dokąd lata. I jeśli te rzeczy nie schodzą poniżej deklarowanej półki, dopiero wtedy można powiedzieć, że życie się udało. Na marginesie pozostają uczucia, które nie trafiają do gustu, jak miłość, szacunek do drugiej osoby, przyjaźń, zrozumienie. Naprawdę, po co one? Przecież mężczyźni, którzy zobowiązani są finansować kobiece zachcianki, kochają wzrokiem, więc najważniejsze to pokazać towar, czyli siebie, twarzą. A wewnętrzne przeżycia nikogo nie interesują.
Przecież *glamour* po angielsku oznacza czar, urok, nawet czary. A czy kobieta może stać się czarującą, zakładając jedynie suknię za tysiąc euro? Piękną – może, ale czarującą, urzekającą – raczej nie. Bez owych wewnętrznych przeżyć nie uda jej się to. Czasopisma wypaczyły znaczenie tego pięknego słowa, wypełniając je prestiżem, blaskiem folii i nudą różowych barw.
Redaktor jednego z pism z Kuźnieckiego Zagłębia dzieli kobiety całkowicie szczerze na dwie kategorie – „te, które chcą być najpiękniejszymi pannami młodymi na najwspanialszym ślubie” i „te, które uważają, że patos w tak osobistym momencie jest zbędny”. Wszystkie, inne warianty nie istnieją. Wszystkie, które zajmują się nauką czy karierą, troszczą się o przyjaciół lub rodziców, angażują się w działalność charytatywną czy twórczość – w ogóle wypadły z tej listy. Prawdziwa kobieta (według redaktora) ma tylko jeden cel – szczęśliwie wyjść za mąż. Dlatego różnice mogą dotyczyć jedynie koloru sukni ślubnej.
Należy zauważyć, że tytuły w podobnych czasopismach są całkowicie przyzwoite i stateczne. Za to pod nimi czasem kryją się niespodzianki – kiedyś śmieszne, kiedy szokujące. Honorowe miejsce w publikacjach zajmuje seks. Co więcej, tradycyjnym już nikogo nie zaskoczy, ani nie przyciągnie czytelniczek. Dlatego na błyszczących stronach „znawcy” (skąd tylko ich biorą?) z wprawą udzielają porad dotyczących używania wibratora, środków bezpieczeństwa przy praktykach sadomasochistycznych i nieodzownie omawiają plusy i minusy seksu analnego. Wszystko to jest bardzo pouczające, ale kupując czasopismo i przeglądając niewinne tytuły, spodziewasz się czegoś innego. Dlatego czujesz się oszukana przez reklamę konsumentka. Ja nie zamawiałam tej brudy. Takie czytadło powinno być odseparowane od reszty i szczelnie zapakowane w czarną folię, aby nie szokować tych, dla których nie jest przeznaczone. Na przykład dzieci.
Głównym zadaniem podobnych czasopism jest deklarowana pomoc samotnym kobietom w poszukiwaniu godnego partnera życiowego. Porady dotyczące tego, jak poznać, oczarować, zatrzymać – w każdym numerze. Tyle że te porady przypominają nie zalecenia psychologa, a biznesplan kurtyzany.
Chód powinien być sprężysty i falujący. Piersi do przodu i na pokaz. Rozcięcie od biodra, bluzka w obcisłym kroju. I z przygotowanym pięknem trzeba iść w miejsca, gdzie mężczyźni przebywają w dużej liczbie. Mogą to być sklepy (najlepiej wyspecjalizowane, np. samochodowe), koncerty (też nie Kirkorowa) i podróże. Nie wiadomo dlaczego nagle podróże stały się miejscem, ale idea jest jasna. Do odpowiednich miejsc zaliczono organizacje społeczne i polityczne, imprezy firmowe oraz koniecznie kluby sportowe. Ale nawet przy dużej koncentracji mężczyzn nie należy być bierną. Uśmiechnij się do jednego, rzuć okiem na drugiego, poproś o drobną pomoc trzeciego, a nawet zrób komplement czwartemu. Możesz nawet oburzyć się z jakiegoś powodu, ale najważniejsze – kulturalnie, bez histerii i targowiskowej gadki. Tam spojrzenie pada i rozmowa się nawiązuje, a wymiana numerów telefonów następuje. Nie myśl, że pierwszy lepszy to już los na całe życie. Zdobycz trzeba zebrać jak najwięcej, potem odsiać pretendentów, którzy nie przeszli kwalifikacji, i zostawić dziesięć–piętnaście. Według statystyk jeden na dziesięciu dociera do mniej więcej poważnych relacji, więc liczcie.
Twoje zachowanie powinno być dumne, swoją samoocenę musisz nosić wysoko i z największym godnym siebie. Zachowuj się spokojnie, nonszalancko, leniwie, nawet trochę niedbale. Mężczyzna powinien pomyśleć, że nie jesteś mu zbyt potrzebna. Trochę kaprysów, pewności siebie, ironicznego uśmieszku – mężczyzna powinien czuć, jak wymykasz mu się między palcami i instynktownie chwyta mocniej. Seks zostaw na później, kiedy klient dojrzeje. Łóżkiem można zatrzymać albo zielonych młodzieńców, albo beznadziejnych starców – a Tobie ani jedno, ani drugie nie jest do niczego potrzebne. Koktajl piękna, lekkości i niedostępności może skłonić mężczyznę do zrobienia jakiejś głupoty. Na przykład do ożenku.
I powiedzcie, gdzie w tej instrukcji są uczucia? Nie ma ani kobiecych, ani męskich. U kobiety – kalkulacja, u mężczyzny – gra na emocjach, kompleksach psychicznych i instynktach. Wszystko opisane jest otwarcie i cynicznie. Żadnej magii intymności czy aury zakochania. Dlatego w pełni w kontekście brzmią kolejne porady dotyczące budowania szczęśliwego życia rodzinnego – uprawiaj seks rano. Wiecie dlaczego? Powód jest na powierzchni – rano kalorie są spalane intensywniej, dlatego korzystniej jest ćwiczyć fizycznie rano, figura będzie piękniejsza. Miłość – w tyle, mężczyzna – trener seksualny, nic więcej.
Seks to temat bez porażki, otwarcie poruszający najstarsze struny, dlatego popularny. I artykułów na temat seksu w glossie jest mnóstwo. Od niewinnych „Jak rozebrać mężczyznę” po porady dotyczące *pick-upu*, ale już dla kobiet. Rzeczywiście, nie tylko spodnie i krawaty są zapożyczane. Fajerwerk życia seksualnego zapewnią artykuły typu „12 sposobów urozmaicić…”. Dla intelektualistek proponowane są testy – „Czy jesteś atrakcyjna?”, „Jaki seks lubisz”..
Ale perełki autorek-kobiet bledną przy dziełach ich kolegów-mężczyzn. Oni albo szydzą otwarcie, albo realizują swoje osobiste, męskie kompleksy. I malują miłe wyobrażenie kobiety-zabawki, gumowej Galatei, drogiej, statusowej, pięknej – ale rzeczy. I nawet dają porady, jak kobiecie trafić w obszar zainteresowań mężczyzny.
Aby mężczyzna mógł wybrać sobie kobietę, musi ją zobaczyć. Pierwszą rzeczą, którą widzi, jest biust. Dlatego powinien być jak najbardziej wyeksponowany. Następnie wzrok opada niżej, a mężczyzna ocenia proporcje talii, bioder i długości nóg. I w ocenie ważne są zarówno własne subiektywne wrażenia, jak i opinia, którą kobiecie wystawią przyjaciele, z którymi wiele rozmawiała o wzorcach kobiecego piękna.
Jak bardzo ten sposób odbiega od zakupu samochodu czy nawet telefonu komórkowego. W tym przypadku jest jeszcze prościej – żadnych formalności prawnych ani opóźnień.
Inne czasopismo opublikowało nową bajkę o Kopciuszku. Bez zbędnego kombinowania przedrukowało tę samą bajkę Charles’a Perraulta, tylko dobra i bogata ciotka-fairy chrzestna przemieniła dynię w lamborghini, chińską szpilkę w diadem od CHAUMET, szlafrok w suknię od ESKADA COUTURE ze strasami i cekinami, a domowe pantofle w złote D. Jednego z nich Kopciuszek zgubiła, uciekając od księcia. On zaś odnalazł ją dzięki niemu, bo taki kicz może założyć jedynie jedna piękność w całym królestwie. Może Kopciuszek nie wie, ale my wiemy, że samo czasopismo żyje, a autorom płacą honoraria z pieniędzy zarobionych na reklamie. Sprzedaż zwykłych pantofli staje się problemem, a sprzedaż ich za dziesięciokrotnie wyższą cenę – to już trzeba się postarać. I reklamodawcy się starają. Ich zadaniem jest przekonać Kopciuszka, że tylko w butach za 500 dolarów będzie szczęśliwa. A kupić te buty trzeba koniecznie w wskazanym sklepie. I rodzi się myśl, że jeśli szminka kosztuje mniej niż 100 dolarów, a torebka mniej niż 1000, to Kopciuszek pozostanie przegraną i księcia nie zobaczy. I od razu proponowany jest gotowy i łatwy przepis na dołączenie do grona osób sukcesu i piękna – po prostu otwórz portfel. W przeciwnym razie czasopismo zrobi wszystko, by wyprodukować w Tobie ogromny kompleks niższości i przypiąć Ci łatkę nieudacznicy.
Reklamodawcy sprzedają wiarę w to, że krem za 500 euro przywróci skórze szesnastoletnią świeżość, szampon za 300 sprawi, że włosy będą jak liny, a perfumy za 5000 powalą na kolana wszystkich otaczających mężczyzn. A jeśli nie powalą, to – niestety, według reklamy – 95% kobiet ma ułożone życie osobiste, a Ty, niestety, trafiłaś do 5% wyjątków. Spróbuj nowych rajstop – z nimi na pewno czeka Cię oszałamiający sukces.
Powody, by pożegnać się z tą czy inną kwotą, czasopisma dostarczają w ogromnej ilości. Oczywiście, nikt nie mówi o pragnieniu redakcji, a przez nią reklamodawców, by zarobić pieniądze. Całkiem przeciwnie. To Twoje wysokie wymagania są gotowe zaspokoić najwytworniejsze towary. A jeśli mowa o rzeczach ekstra-klasy, to mówienie o pieniądzach jest już nieeleganckie. Musisz pięknieć na oczach jedynie z powodu świadomości, ile właśnie wydałaś na tę fiolkę kremu. I zaliczyć się do wyższych sfer tylko dlatego, że tym kremem dwa lata temu posługiwała się znana piosenkarka… zapomniałam jak miała na imię… A towary towarzyszące – poduszeczki lśniące złotem, wyrafinowanie wygięte szpatułki, wieczko otwierające się przy najlżejszym dotknięciu. Dotyk luksusu najczęściej kosztuje więcej niż sama tłusta substancja wypełniająca firmowe opakowanie. Kto w takiej sytuacji będzie czytał skład? Rachunek reklamodawców na emocje, których u glamourowych dziewcząt jest pod dostatkiem, a wcale nie na logikę.
A żeby logika w ogóle nie pojawiła się w czyjejś sympatycznej główce, młodej dziewczynie wpaja się, że jej powołaniem jest drogo się ubierać, pięknie się rozbierać, znać podstawy seksu oralnego, być aktorką, prowadzić światową rozmowę o niczym z każdym mężczyzną, umieć efektownie się „odkręcić”. Te przykazania *glamouru* powinna znać na pamięć uczennica szkoły średniej, a jej matka powinna jej dawać praktyczny przykład.
Dopóki producentom trzeba sprzedać swój towar i sprzedać go jak najdrożej, na stronach czasopism będzie królowała reklama – i to pośrednio. I wychowywać konsumentów tego samego towaru, wpajając co chwila, że bez nowej sukni z ostatniej kolekcji haute couture kobieta, która szanuje się, po prostu nie może żyć. Dziwne byłoby zobaczyć czasopismo dla kobiet, które propagowałoby rozum, wrażliwość na potrzeby innych ludzi, poświęcenie. Przecież wtedy pieniądze mogłyby popłynąć w innym kierunku. Jedynym wyjściem jest walczyć z nimi ich metodami. Nie kupować glossy. A głosować rublem za interesujące, pouczające czasopisma, które propagują normalne ludzkie wartości. Wtedy one się pojawią, gdyż popyt rodzi podaż.


