„Słuchaj, no ty jesteś świetna! I ci zazdroszczę wspaniałej białej zazdrości!” – pewnie każdemu z nas przynajmniej raz w życiu zdarzyło się usłyszeć podobny „komplement”. Jakoś przyjęło się uważać, że zazdrość ubrana w biel to uczucie szlachetne. „Zazdroszczę ci po czarному” nikt nie powie, nawet jeśli byłoby to gorzką prawdą.
Czarno-biała paleta zazdrości mimowolnie przywodzi na myśl magię. Tam również wszystko jest w dwóch odcieniach. Zazdrość, jak wiadomo, jest jednym z siedmiu grzechów głównych. Magia zaś nigdy nie należała do czynów miłych Bogu. Możliwe, że rzeczywiście są one ze sobą ściśle powiązane, skoro ludzie korzystają z usług magów wyraźnie nie z potrzeby obdarowania bliźniego dobrodziejstwem. Nawet w prośbie o odzyskanie ukochanego lub zdjęcie uroku można dostrzec ukryty „zazdrosny” podtekst, skierowany pod adresem rywalki rozłąki albo tych, którym w życiu wszystko układa się pomyślnie, w przeciwieństwie do „dotkniętego złem”.
W spektrum barwnych określeń zazdrości jest jeszcze wiele innych odcieni. Często można usłyszeć wyrażenia „zaczerwienił się ze zazdrości”, „zielenieje ze zazdrości”, „żółknie”. W języku łacińskim zazdrość określano słowem „livor”, synonimem pojęcia „siniec”. Chińczycy o zazdrośnikach mówią: „Mają czerwone oczy”.
Dlaczego w ogóle zazdrość daje się opisywać w kategoriach kolorystycznych? Weźmy chociażby te same siedem grzechów głównych: żaden z nich nigdy nie był „w kolorze”. Przecież nie mówimy: „czarna chciwość”, „biała pycha” czy „niebieska rozpacz”. Zazdrość jest bezpośrednio związana z postrzeganiem wzrokowym. Zazdrościmy zazwyczaj tego, co widzimy. Stąd wzięło się pojęcie „złego oka” (uroku).
Według psychologów istnieje sześć głównych typów zazdrości, a zatem i sześć „kwiatów”. Prawie jak w tęczy. Tyle że spektrum wychodzi zupełnie inne.

Żółta zazdrość. Jej obiektami są dobrobyt materialny, zyski, warunki życia. Załóżmy, że zazdrościsz sąsiadce, bo ma dwa futra z norek, a ty masz tylko jedno z królika. Albo koledze Witkowi, który co roku wymienia samochód na nowy, podczas gdy ty od wielu lat nie możesz pozwolić sobie na zmianę swojego używanego „siódemki”. Albo twój syn nie może znaleźć sobie miejsca z powodu posiadania przez Henia z równoległej klasy świetnego telefonu komórkowego, podczas gdy ty wciąż nie jesteś w stanie kupić takiego samego swojemu dziecku. To wszystko jest jawnie materialna, żółta zazdrość.
Być może to ty posiadasz jakieś wartości niedostępne innym, wówczas wszystkie zazdrosne spojrzenia będą skierowane w twoją stronę. Z tą formą zazdrości nie warto walczyć – lepiej już nie afiszować się swoim dostatkiem i powodzeniem, nie chwalić się na prawo i lewo drogimi zakupami, aby bliscy ludzie, uświadamiając sobie własną niedoskonałość, nie przerzucili się z kategorii najlepszych przyjaciół w kategorię zazdrośników.
Czerwona zazdrość. Nazywana jest również społeczną. Często przejawia się ze strony przedstawicieli starszych pokoleń, czasem nawet ze strony rodziców wobec dzieci, wobec „młodych”. Moralizowanie na temat „W naszym wieku…” często staje się jej wskaźnikiem. Większość osób starszych uważa, że to właśnie ich rękoma zostały położone fundamenty pomyślności potomków, a teraz zbyt swobodnie im się żyje. Tłumaczenie, że każda epoka ma swoje trudności i swoje zadania, czasem nie ma sensu: i tak nie dadzą się przekonać i pozostaną przy swoim zdaniu.
Aby czerwona zazdrość nie zatruwała nam istnienia i nie psuła relacji z bliskimi ludźmi, wystarczy znać jej sekret: w przeciwieństwie do innych rodzajów zazdrości, ona skutecznie się leczy. Wystarczy okazywać starszym uwagę, nie skąpić komplementów na temat ich mądrości i życiowego doświadczenia, a w odpowiedniej chwili prosić ich o radę w jakiejś sprawie, nawet jeśli i bez niej wiesz, jak należy postąpić.
Różowa zazdrość. To już nieprzemijająca opera mydlana „No, dziewczyny!” albo coś w tym stylu. Ogólnie rzecz biorąc, chodzi o to, że kobiecej przyjaźni nie istnieje. Pamiętasz, ile okropieństw w bajkach musiały znosić różne Kopciuszki i Nastie nawet ze strony swoich sióstr – zarówno przyrodnich, jak i rodzonych? Prawdziwe życie czasem dostarcza takich ilustracji, o jakich bajkopisarze nawet nie śnili.
Według psychologów, żeńskie współzawodnictwo, jawne lub ukryte, pojawia się przede wszystkim w walce o uwagę przedstawicieli płci przeciwnej. I oczywiście każda kobieta marzy o tym, aby dostać najlepszy okaz. Ale nawet jeśli coś jej się dostanie, wciąż będzie jej się wydawać, że mąż jej siostry, przyjaciółki czy koleżanki jest nieporównywalnie lepszy: „I za co tej mimi taka fortuna przypadła? Przecież sama – nie ma ani urody, ani figury, ani rozumu, ani fantazji…” Tak właśnie żyjemy.
Błękitna zazdrość – o męskim charakterze. Kobieca w porównaniu z nią to zaledwie różowe kwiatuszki. Męska zazdrość przejawia się w dwóch formach. Pierwszą umownie nazwiemy „walkami kogutów”. To wtedy mężczyzna zazdrości bardziej udanemu rywalowi. Nie ważne w czym: w biznesie czy w miłości. To właśnie męska zazdrość koguta często prowadzi do tragicznych konsekwencji. Za przykładami odwołamy się do tych samych bajek: zazdrośni bracia posiekali Iwanusia na kawałki, aby przywłaszczyć sobie jego czyny; szkodliwi starzy królowie skazywali młodych służących na śmierć, aby ci nie kręcili w głowach ich narzeczonym.
Dewizą drugiej formy błękitnej zazdrości jest: „Kura to nie ptak!”. Prawidłowo zrozumieliście: to wtedy, gdy mężczyzna zazdrości kobiecie. Myślicie, że to rzadkość? To powszechne zjawisko! Może rozkwitać nawet wewnątrz rodziny, gdzie on jest chronicznym nieudacznikiem, a ona – nagle taka samodzielna i perspektywiczna. A ponieważ facet z natury jest przywódcą, to obojętnie przyglądać się twojej nagłej pomyślności i perspektywom raczej nie będzie.
W domu w najlepszym razie okresowo będzie wszczynał awantury z powodu tego, że przesoliłaś barszcz albo nie zakręciłaś do końca zakrętki na tubce z pastą do zębów. W pracy rozpuści o tobie brudne plotki. I pożegnaj się z awansem. Dzień dobry, nadszarpnięta reputacja. Co paradoksalne, kobiety praktycznie nie zazdroszczą bardziej udanym mężczyznom – ani kolegom, ani tym bardziej mężczyznom, postrzegając ich sukces jako coś naturalnego.
No i wreszcie klasyka zazdrości – biała i czarna. O nich już było trochę mowy na początku artykułu, dodam tylko kilka słów. Biała zazdrość to zazdrość-mit, zazdrość-marzenie. Uważa się, że zazdrośnik nie odczuwa wobec ciebie żadnego rozdrażnienia, a jedynie chce samodzielnie osiągnąć to, co już udało się tobie. Ty, według niego, jesteś w jego oczach wzorem do naśladowania. Ale w rzeczywistości takie przypadki zdarzają się bardzo rzadko.
Jeśli człowiek jest na tyle mądry, aby nie okazywać swojej zazdrości nieadekwatnymi zachowaniami i złośliwymi uwagami – to już dla niego zaszczyt, chwała i biała aureola. A poza tym, spróbujcie dogadać się w „dobrej” zazdrości, na przykład z niedawno awansowanym kolegą: chcę, mówi, w niczym ci nie ustępować i tak dalej. Najprawdopodobniej po takich zwierzeniach on uzna, że masz zamiar go podkopać.
Czarna zazdrość to patologia bez komentarza. Jeśli nie jest źródłem wszelkiego zła ludzkiego, to na pewno podstawą wszelkich skłonności kryminalnych.
Jest jedna starożytna bajka, która to obrazuje. Bóg powiedział człowiekowi: „Proś, o co chcesz, a ja spełnię każde twoje życzenie. Pod warunkiem jednak, że twojego sąsiada obdarzę tymi dobrami dwukrotnie więcej”. Człowiek długo, wytężając myśli, w końcu poprosił: „Panie Boże, wyłup mi jedno oko!”. I sami zastanówcie się, jaki kolor zazdrości w nim zadziałał.



