Jeśli chłopak spotyka cię i pierwszą frazą po „Dzień dobry!” informuje, że w jego portfelu zostało tylko 15 hrywien — to powód do współczucia, rozczarowania czy…?
Naturalnie, tłumaczenie tej frazy jest proste: „Kochanie, dzisiaj nie pójdziemy ani do kina, ani do kawiarni, i na marszrutkę od metra też nie ma co liczyć (o tym, prawdę mówiąc, dowiesz się dopiero przy metrze: («Może się przejdziemy? Takie ładne dzisiaj pogoda!»)).
Możliwa jest jeszcze taka wersja (z udawaną troską): „Na pewno jesteś głodna (A jakże! Pod koniec dnia nauki!). Pojedziemy do ciebie. Ty zaśpiewasz, a potem się przejdziemy”. Sens oświadczenia ten sam. Tylko z dodatkiem: „A przy okazji i ja zaśpiewam u ciebie w domu”.
Następnie zaczyna szeroko rozprawiać o tym, że ojcu od dwóch tygodni nie wypłacają pensji, pomimo że dopiero wczoraj opowiadał, jak wspaniale spędził czas w sąsiednim barze. Kiedy cię nie ma w pobliżu, czuje się szalenie samotny (a tak naprawdę po prostu nie ma czym się zająć, a z twardą okładką książki, którą nazywa książką, zupełnie nie jest obeznany).
Potem prosi o pożyczenie 500 rubli na nieokreślony czas i z uśmiechem godzi się, byś poczęstowała go piwem.
„Rozwiązawszy” język alkoholem, zaczyna opowiadać ci o swoim ciężkim życiu: jak ciężko pracować i uczyć się, jak trudno żyć, kiedy rodzice nie rozumieją, a szkodliwy wykładowca nie chce postawić mu czwórki tylko dlatego, że przynajmniej raz odwiedził jego zajęcia i tak dalej, i temu podobne. Chce, byś go pożałowała, pocieszyła, przytuliła. Jak matka.
Zapytałam: czy chłopak — mężczyzna, obrońca i zdobywca, mężny i stanowczy — ma prawo do litości?
A dlaczego nie? — ktoś mi zaprzeczy. Ale jak wtedy wizerunek twardego, silnego, niewzruszonego supermana? On, obawiam się, zblaknie…
Moja przyjaciółka w ogóle nie myślała, że u chłopaka może boleć głowa. Jej ojciec od dzieciństwa jej to udowadniał. Dlatego, kiedy jej ukochany zaczął jęczeć, że ma migrenę i trzeba poleżeć w łóżku, wziąć tabletkę i w ogóle umiera, była zaskoczona i zakłopotana. Przecież to zawsze był jej przywilej — przytulić się delikatnym, gorącym czołem do jego mężnego ramienia, mówiąc: „Ach, jak mi źle!”
— Chcesz, żebym cię pożałowała? — pytam sprawcę moich rozmyślań.
— Tak. Pożałowała — odpowiada On, patrząc na mnie oczami skrzywdzonego szczeniaka.
Oczywiście, każdy człowiek ma prawo do słabości. Ale, moim zdaniem, jedno to prosić o litość, opowiadając, jak „ciężkie to życie” (a komu teraz jest łatwo?!), drugie zaś — po prostu usiąść obok i pomilczeć.
Pożałowałam! Przycisnęłam do piersi jego smutną mordkę, pogłaskałam po głowie, zaśpiewałam kołysankę, obsypałam delikatnymi pocałunkami jego gorący nos. Jak matka. Druga matka. I poczuje się chroniony. Jak w dzieciństwie. Czy sam potrafi ochronić?.. A jeśli będziesz grać rolę drugiej matki, gdzie gwarancja, że pewnego dnia nie przyprowadzi do ciebie, jak do matki, swojej prawdziwej miłości?
A co z jego strony?
— U każdego w życiu bywają trudności. Trzeba się ich nauczyć pokonywać!
Brzmi to jak hymn. Przyjmijmy, że macie wzajemne zaufanie, relacje, które nazywają się bliskimi, jesteście prawie jak rodzina i on opowiada ci o swoim życiowym ciężarze po „rodzinnemu”, oczywiście spodziewając się, że rozwiążecie je razem, znów po „rodzinnemu”. Ale przecież nie jesteście rodziną. I ty jeszcze nie myślisz o białej sukience, długim stole pełnym gości i sałatce olivier.
Czy chłopak, który nie jest jeszcze obciążony węzłem małżeńskim, może okazywać swoją słabość dziewczynie? Czy zechce ona iść z nim dalej drogą życia? Czy nie zachwieje się ta kamienna ściana, którą tradycyjnie powinien uosabiać mężczyzna i za którą kobieta powinna czuć się bezpieczna, zbyt wcześnie?



