My, kobiety, nie jesteśmy histeryczkami. Choć niektórzy twierdzą coś przeciwnego. Zwykle ci „niektórzy” to mężczyźni. A my… my po prostu jesteśmy nieufne, bo mamy wrażliwe, myślące i subtelne naturę. Tyle że to, niestety, nie idzie nam na korzyść.
Wystarczy, że ukochany pominie jeden telefon, a my od razu myślimy o „przestał mnie kochać” i „znalazł sobie kogoś innego”. Jeśli podaruje mikser, to znaczy, że „nie podoba mu się, jak gotuję”. Jeśli ośmieli się zauważyć, że w sukience wygląda się lepiej niż w dżinsach, to od razu dochodzimy do wniosku, że to dlatego, że „ma gruby tyłek”, a nie dlatego, że lubi, kiedy dziewczyna nosi sukienkę. Sami mężczyźni tylko się dziwią, dlaczego niewinne spostrzeżenie doprowadziło do obrazy, milczenia czy łez, bo oni z natury nie są tak nieufni. Potrafią myśleć logicznie, nie doszukują się drugiego dna i po prostu żyją tu i teraz. I postanowiłam nauczyć się tego wszystkiego… od mężczyzn.
I oto, co udało mi się ustalić dzięki obserwacjom i rozmowom.
Większość mężczyzn ma adekwatną samoocenę. Oczywiście, jak wszyscy psychicznie zdrowi ludzie, mają kompleksy, ale nie przeszkadzają im one w życiu i cieszeniu się nim. „No tak, Misza zarabia więcej, a u Paszy włosy są gęstsze. Ale za to ja mam fajniejszy samochód i znam więcej dowcipów. W ogóle jestem taki, jaki jestem – nie podoba się, to szukajcie kogoś innego”.
Jaka z tego korzyść: przy takim podejściu nie przyjdzie ci do głowy, że twoje nogi, piersi i inne części ciała nie są wystarczająco dobre, by kochać je takimi, jakie są. Jednocześnie znikną wątpliwości, czy jesteś z nim tymczasowo, czy może on po cichu rozgląda się za lepszą opcją.
Jak się nauczyć: przestańcie karmić się negatywnymi myślami o sobie – a takich, szczerze mówiąc, w ciągu dnia pojawia się sporo. Następnym razem, kiedy zechce ci się powiedzieć „Jakaż jestem krowa, rozdarłam rajstopy!” albo „Jakaż jestem głupia, zapomniałam wysłać koledze raport!”, zatrzymaj się. Nie musisz być idealna i bezbłędna, wystarczy, że będziesz sobą. Jeśli jednak negatywna myśl i tak się pojawi, natychmiast załataj dziurę w samoocenie pozytywnym stwierdzeniem. Na przykład: „Tak, rozdarłam rajstopy, ale moja spódnica leży na mnie świetnie, a rajstopy kupię w najbliższym przejściu podziemnym”. „Tak, zapomniałam wysłać raport, ale zdążyłam zrobić wiele innych rzeczy i zdążę uzupełnić go nowymi wynikami”.
Mężczyźni zajmują się jedną rzeczą naraz. To znaczy, jeśli pracuje, to pracuje. Jeśli czyta gazetę, to czyta gazetę. Nie myśli przy tym, co trzeba kupić w sklepie, co ty teraz robisz albo czy Pietia pogodził się z żoną i że powinien był w weekendy jeździć do mamy. Oznacza to, że może o tym pomyśleć, jeśli jego zajęcie nie jest zbyt absorbujące, na przykład kiedy prowadzi samochód albo wyszedł zapalić. W pozostałych sytuacjach mężczyźni istnieją tu i teraz, i nigdzie indziej.
Jaka z tego korzyść: brak twojego telefonu odbiera on jako dobrą wiadomość. Jeśli nie dzwonisz, to znaczy, że wszystko z tobą w porządku, nie potrzebuje twojej natychmiastowej obecności ani pomocy i może spokojnie pracować.
Jak się nauczyć: zajmuj się rzeczami, które cię interesują. „A kto zrobi te nudne rzeczy, jak zmywanie naczyń? Puszkin?” – zapytasz. Odpowiem: każdą nudną czynność można uczynić ciekawą, jeśli użyjesz wyobraźni. Albo przynajmniej włóż sobie do uszu słuchawki z energetyczną muzyką. Im więcej masz zajęć, tym mniej czasu na bezsensowne rozmyślania.
Mężczyźni nie nakręcają się z powodu każdej drobnostki. Oni wychodzą z konkretnych informacji, a nie domysłów „co by było, gdyby” i „może”. Żadnemu mężczyźnie nie przyjdzie do głowy, że mówisz „bardzo dziękuję” kelnerowi w restauracji i proponujesz zostawić jak najwięcej napiwków tylko dlatego, że ma ładny tyłek. Więc i tobie nie wypada rozważać, co bardziej spodobało się twojemu mężczyźnie – poziom obsługi czy biust kelnerki. I jeśli nie dzwonisz, on nie będzie wysyłał dwudziestu wiadomości w desperackiej próbie dowiedzenia się, co się stało, czy nie obraził cię czymś i czy cię kocha. Ostatecznie, jeśli takie myśli mu przyjdą do głowy, to po prostu do ciebie zadzwoni. I zapyta wprost.
Jaka z tego korzyść: z waszych relacji znikną na zawsze zazdrość, obrazy i niedomówienia.
Jak się nauczyć: wyrażaj swoje myśli. Ale z jednym zastrzeżeniem. Trzeba to robić w sposób maksymalnie zwięzły i konkretny. Aby nie przerodziło się to w ciągłe rozmowy serce do serca, które tak denerwują mężczyzn. Po otrzymaniu odpowiedzi weź ją pod uwagę, nie próbuj doszukiwać się drugiego, trzeciego czy dziesiątego znaczenia. Mężczyźni słabo radzą sobie z aluzjami, zwykle mówią wprost.
Mężczyźni działają. Nie ważą wszystkich „za” i „przeciw” do całkowitego absurdu, tylko układają plan i się go trzymają. Jeśli mężczyzna chce cię widzieć, to dzwoni i zaprasza na randkę. Nie będzie liczył, kto zadzwonił ostatni i ile dni minęło od poprzedniej rozmowy, ani nie będzie się zastanawiał, czy nie uznasz go za nachalnego, jeśli zadzwonisz, i co lepsze – wybrać numer czy napisać wiadomość. On po prostu zrobi to, co postanowił.
Jaka z tego korzyść: być może mężczyźni czasem robią dużo głupstw, ale nie niszczą siebie, tylko idą do przodu. I prędzej czy później osiągają cel.
Jak się nauczyć: nie zostawiaj sobie czasu na zbędne myśli. Jeśli coś postanowiłaś, rzuć się w to z głową, jakoś to wybrniesz. Jednocześnie nauczysz się jasno planować i szybko oceniać konsekwencje swoich czynów. Przecież, jak wiadomo, doświadczenie jest „synem trudnych błędów”.
Mężczyźni rozwiązują problemy w miarę ich pojawiania się. I oczywiście nie wymyślają ich sobie sami. Jeśli mu zmienisz, na pewno oberwie twojemu wybrankowi, napije się z kumplami, pomyśli i zdecyduje, czy odejść, czy zostać. Ale nie spędzi godzin na wyobrażaniu sobie w najdrobniejszych szczegółach, co zrobi, jeśli mu zmienisz. Ten czas poświęci na pracę, granie na komputerze, czytanie, oglądanie telewizji lub seks. A kiedy nie ma nic do roboty, położy się i zaśnie, jak przystało człowiekowi o czystym sumieniu i lekkim sercu.
Jaka z tego korzyść: nerwy są w lepszym stanie, a siwizna pojawia się później – chyba że jest dziedziczna.
Jak się nauczyć: bądźcie trochę fatalistkami i zaakceptujcie myśl, że wszystko, co ma się wydarzyć w twoim życiu – dobre czy złe – i tak się wydarzy. I od tego, że będziesz się dręczyć lękami, nic się nie zmieni. Nie przygotujesz się w ten sposób do ciosów losu, a jedynie osłabisz swoją odporność na nie, bo, jak wiadomo, optymiści przechodzą ciężkie okresy w życiu znacznie łatwiej niż pesymiści. Naucz się dostrzegać dobro wokół siebie, a życie stanie się znacznie weselsze. I to nie tylko dla ciebie, ale i dla twojego mężczyzny.



