Ja, niczym młoda matka, pogubiłam się w kalendarzu. Zmiana pór roku odbijała się w mojej świadomości jedynie ubieraniem dziecka w dodatkowe warstwy ubrania. Doba zaczęła dzielić się na dzień, kiedy nie śpię, i noc, kiedy próbuję zasnąć. Czas dla mnie zaczął mierzyć się pięcioma karmieniami, trzema drzemkami w ciągu dnia i jedną przechadzką. Obowiązki związane z karmieniem, wycieraniem i przytulaniem męża nikt ze mnie nie zdjął. A on musi wyglądać reprezentacyjnie, stanowisko zobowiązuje. A ja… No cóż, ja? Czeszę się przed każdą przechadzką.
Ale dzisiaj od samego rana lało, więc nagle znalazłam się z godziną wolnego czasu. Wykorzystując tę rzadką okazję, postanowiłam zadzwonić do odległej galaktyki, tam, gdzie mieszkają piękne i odnoszące sukcesy kobiety, w tym moja dawna przyjaciółka. Zauważę, że ona ma bogate doświadczenie życiowe, uwieńczone dwoma rozwodami. Z lekką zazdrością wysłuchałam jej zachwyconej relacji z podróży po Europie. Następnie przyjaciółka grzecznie zapytała o moje życie, na co krótko opowiedziałam o ciągłym braku czasu i mężu, który kładzie się spać w samotności. I otrzymałam radę, która wytrąciła mnie z równowagi. Brzmiała ona tak, że z mężem trzeba uprawiać seks regularnie, z ogniem i fantazją, inaczej on łatwo może znaleźć ukojenie na boku.
Przez cały dzień targały mną niepokoje, aż wreszcie, kiedy dziecko w końcu zasnęło, uznałam, że nadszedł czas na Wielką Rozmowę. I przedstawiłam mężowi argumenty przyjaciółki, oczywiście w delikatniejszej formie. Mąż, mądry człowiek, na moje paniczne wymysły odpowiedział spokojnie, że ceni mnie, kocha, widzi, jak jestem zmęczona, i nie ma prawa nachodzić mnie z nieodpowiednimi propozycjami, choć bardzo mu się chce. Wydawało mi się, że się uspokoiłam. Ale w mojej głowie rozbrzmiał jutrzejszy głos przyjaciółki: „A co on miał ci odpowiedzieć? Rzucić się jej do nóg i błagać o wybaczenie?!” Stłumiwszy robaczka wątpliwości gdzieś w brzuchu, wtuliłam nos w policzek męża. I wtedy on zrobił coś, czego nie robił pewnie od czasów naszych pierwszych, słodkich lat. Zalał się łzami wzruszenia, wtulając się w moje policzek. Robaczek wątpliwości stopniał, a w jego miejscu pojawił się ciepły, łaskoczący strumień. Zrozumiałam, że jestem po prostu i zwyczajnie szczęśliwa, i że mam swój pozytywny bagaż doświadczeń małżeńskich.



