„Gdzie znaleźć to jedyne?” — pyta uczeń. A nauczyciel odpowiada: „Daj mi owoc figowca”. — „Oto on”. — „Złam go”. Uczeń łamie. — Co w nim widzisz? — „Ziarna, panie”. — „Złam jedno. Co widzisz?” — „Nic, panie”. „Oto to »nic«, niewidzialne, jest podstawą bytu. Jego obrazu nie sposób dostrzec oczami. Postrzega się je sercem, umysłem, myślą. Kto to zna, staje się nieśmiertelny. Gdy ustają owe pięć wiedzy — pięć zmysłów — wraz z myślą, wyższe będzie: »ja powinienem być«. Cierpienia mogą zostać pokonane, a my możemy znaleźć WYZWOLENIE.
Natychmiast pojawiło się pytanie: „Po co w ogóle wzięli ślub i jak to się stało, że mając odmienną orientację seksualną, Richard i tak ożenił się z lesbijką Cynthią?” Mniej więcej w tym czasie wyrok Cynthii nie sprawdził się, gdyż wkrótce Richard zakochał się w Carrie Lowell, a w 2000 roku urodził im się wspaniały syn, któremu nadali imię Homer James Jigme (po tybetańsku Jigme oznacza »nieustraszony«). Imię Homer aktor dał synowi nie na pamiątkę, natomiast imię Jigme — jako hołd złożony Tybetowi. Rzecz w tym, że Richard jest buddystą, który wyznaje filozofię i nakazy Buddy. Chłopiec wcześnie zaczął przejawiać wszechstronne talenty w muzyce i gimnastyce, następnie podjął studia na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Massachusetts i po paru latach z powodzeniem je porzucił (wiedza akademicka w wielu przypadkach odbiera chęć do nauki), muzyka całkowicie go pochłonęła, lecz w 78. roku wyjechał do Nepalu… i wówczas zaczęła się jego druga inkarnacja jako Dalajlamy i wiele w nim się otworzyło.
„Gdy jestem tam (w Tybecie), jestem bardzo szczęśliwy. Tybetańczycy promieniują… Oni posyłają światło na świat. Dalajlama generuje miłość i miłosierdzie dla całej ludzkości, on powierzył sobie to zadanie, ja zaś nie dokonałem »skoku«, nie wzniosłem się w swojej samoaktualizacji i nadal z miłością tworzę kino” — podobne wyznanie świadczy o tym, że Richard wciąż jest na drodze do samoaktualizacji, podobnie jak wielu zaawansowanych ludzi Zachodu, on stara się połączyć nied.
narodziny — cierpienie, starość — cierpienie, choroba — cierpienie, całe życie — cierpienie: ono pochodzi od pragnienia życia. Pragnienie życia ciągnie człowieka przez wszystkie wcielenia; poprzez namiętności, wygnanie, odrzucenie i pozostawienie ich. Pragnienie uniknięcia cierpień (kwadratura Słońca w Pannie do Księżyca w Strzelcu w kosmogramie Gira) doprowadziło do przyjęcia filozofii Buddy. Słońce w Pannie — skrupulatne, zaś Księżyc w Strzelcu uderza w nie i dlatego trudno dostrzec „las za drzewami”, wewnętrzny konflikt świadomego z nieświadomym szuka ujścia na zewnątrz, a dzięki Księżycowi w Strzelcu znajduje je w pragnieniu „osiągnięcia” Boga. Podróże Gira (Anglia, Nepal, Ameryka Środkowa, Jugosławia), zainteresowanie światopoglądem innych narodów, sprawiedliwość i skłonność do filozoficzno-religijnych koncepcji — wszystko to jest właściwe Księżycowi w Strzelcu. Ciekawa charakterystyka stopnia Słońca w połączeniu z gwiazdą Alioth (gwiazdozbiór Wielkiej Niedźwiedzicy) — ta gwiazda związana jest z działalnością religijną, wielką misją w życiu i często przejawia się u podróżników.
Mówiąc o losie Gira, można powiedzieć, że misja jego jest jednoznaczna, aż nazbyt jasna osobowość na nieboskłonie „bogów” Hollywood: jego Północny Węzeł Księżyca w Baranie w królewskim stopniu odwagi — w poprzednim życiu nie udawało mu się utrwalić swojej osobowości, był odbiciem innych, w szczególności w małżeństwie, duszy. Richard realizuje program przywódczy. W młodości była jeszcze silna wrażliwość na dysharmonię, stąd odejście z głową w muzykę — najwyższą emanację miłości, swoją drogą jego Wenus, znajdująca się w Wadze, łączy się z Neptunem w 14. stopniu, co mówi samo za siebie: miłość do muzyki. Prawda, planeta miłości ma bardzo negatywne aspekty do Jowisza w Koziorożcu (w stopniu seksualnych zbrodni, nieszczęść w małżeństwie, zdolności do okultyzmu) i Czarnego Księżyca w Baranie (panteistyczna świadomość), łącząc się z gwiazdą Algorab, mówi o zderzeniu z chucią. Jak mówi się: „nie ma dymu bez ognia” i całkiem możliwe, że młodość Richarda nie była naznaczona wysoką moralnością, być może właśnie to miała na myśli jego była żona Cynthia.
Wiele stopni kosmogramy mówią o ascezie, dążeniu do doskonałości, jednak Słońce w Pannie bardzo trudno pozbyć się wyostrzonego materializmu, tym bardziej że urodził się w roku ziemskiego Byka (1949) — ortodoksyjność, zawężone światopoglądowe, przywiązanie do tradycji wcale nie ułatwiają drogi rozwoju, w tym i wartość, że człowiek nie skostniał w swoich osiągnięciach i nie zamknął się w wąskim, małym świetle hollywoodzkiego szczęścia. Życie w klasztorach Tybetu pokazało Richardowi możliwość znalezienia praktycznej drogi rozwiązania wewnętrznych problemów — wyrzeczenia się siebie. Jaki jest cel buddyjskiego wyrzeczenia się siebie? Cel ten Buddy nazywał nirwaną. On nigdy nie pozwalał sobie na to, by dać jej definicję. Nirwana to całkowite wygaśnięcie namiętności, a nawet samoświadomości, wygaśnięcie bytu. Ze świata tego nie można uciec, gdyż wszystko związane jest z prawidłowościami. I jeśli człowiek nosi w sobie zły początek, to umierając, on wcale nie powraca z powrotem w łono Brahmana, lecz ponownie wciela się na ziemi. I to życie trwa bez końca, a wszystko obraca się, podporządkowując się żelaznemu prawu karmy. To nazywa się sansarą, czyli wcieleniami. Buddy nauczał konieczności moralnego doskonalenia. Wydostać się z sideł wcielenia, z tego fatalnego koła bytu można jedynie poprzez uwolnienie się zarówno od namiętności, jak i od gniewu, złości. Tak, Buddy nie nauczał miłości. Ale nauczał współczucia, ludzkości. Dał pięć przykazań: Ahimsa (niekrzywdzenie), powstrzymanie się od spożywania napojów alkoholowych, wstrzemięźliwość od rozwiązłości, od kradzieży, od kłamstwa — oto te najprostsze przykazania.
Będąc w apogeum sławy, Gir utwierdza w sobie inną zasadę, on mówi: „Nie chcę być osobowością” — paradoks społeczeństwa i człowieka, który żyje w społeczeństwie. Ludzie stawiają pytania „co”, „jak” i „po co”, próbując usprawiedliwić swoje niedalekie uczynki. Iluzja, jak mówi Nietzsche, pozwala żyć. Możemy kłamać dopóty, dopóki słowa nie staną się prawdą, lecz takie prawdy nie są fundamentalne. Absolutny początek nas samych, nasze prawdziwe „ja”, ono nie choruje i nie zdrowieje. Ono zawsze patrzy na nas, a naszym zadaniem jest również patrzeć na nie. Wglądając w siebie, choćby od czasu do czasu, wiele staje się zrozumiałe…
„Uczę tego, czego wy, jak i wszystkie istoty, pragniecie: osiągnąć szczęście i uniknąć cierpienia. Uczę o tym, jakim wszystko jest naprawdę… Nie ukryłem żadnej nauki w zaciśniętej dłoni. Ścieżka. Bądźcie sami sobie światłem” — Buddy Siakjamuni. — W tych słowach tkwi odpowiedź: być może dlatego Gir emanuje szczególnym złocistym światłem pośród hollywoodzkiego neonu…
Valentina Wittrock




