<p>zalogować się/zarejestrować</p>
<p>zalogować się/zarejestrować</p>
Astro Way Logo Astro Way Logo

О.Колесніков – O dobrym i złym w astrologii

Ołeksandr Kołesnikow o „dobrym” i „złym” w astrologii

Wielu astrologów stosuje w swojej praktyce jakościowe, bądź – zgodnie z terminologią Dane’a Radjara – estetyczne charakterystyki różnych elementów astrologicznych. Na przykład planety są u nich „złe” i „dobre”, „silne”, „słabe” i „urażone”, aspekty – „dobre”, „pozytywne” i „złe”, „szkodliwe”, „urażające”. Dochodzi się nawet do tego, że cały horoskop nazywa się „zły” lub „urażony”. Ale zanim zaczniemy etykietować symbole astrologiczne, warto zapytać siebie: co one próbują przekazać? Jaką niosą informację? Co możemy zobaczyć w horoskopie? System kar, który został człowiekowi wymierzony za jego winy? Po co w takim razie w ogóle zajmujemy się interpretacją horoskopu? Wszystkie te pytania są przemilczane w astrologii, jednak naturalnym byłoby właśnie od nich zaczynać.

Według mojego rozumienia horoskop symbolizuje kompleks zadań lub lekcji, które człowiek ma opanować w tym wcieleniu, a jednocześnie kompleks środków przeznaczonych do wykonania właśnie tych zadań. Zadania, o których mowa, nie są dane w celu ukarania – bowiem Siły Wyższe, które je wyznaczyły, są zbyt wzniosłe, aby przejawiać złość czy mściwość. Celem Sił Wyższych jest nauczenie nas czegoś i pomoc w tym nauczaniu. Jeśli przyjąć taki punkt widzenia, to naturalnie dochodzimy do podejścia do astrologii, które Radjar nazywał etycznym: nie ma złych czy dobrych planet i aspektów. Wszystkie są potrzebne do czegoś. Na przykład „słaby” Saturn w twoim horoskopie jest potrzebny do rozwiązania tych zadań, które zostały przed tobą postawione, i potrzebny jest dokładnie taki, jaki jest. Ów Saturn, który wielu astrologów nazwałoby „silnym”, nie byłby dla ciebie odpowiedni – on jest potrzebny do rozwiązania innych zadań, nie twoich.

Dochodzimy tu do kwestii tak zwanego „opracowania”. Uważa się, że zadaniem astrologa jest wskazanie człowiekowi „słabych” miejsc w jego horoskopie, aby mógł je „przepracować”. Ważne jest zrozumienie, co się przez to rozumie. Czy chodzi o to, że człowiek ma sztucznie próbować uczynić „słabą” planetę „silną”, nadać jej przejawom cechy, które nie są jej właściwe, ale społecznie aprobowane? Wówczas jestem przeciwny takiemu „opracowaniu”. Ale można ten termin rozumieć inaczej. „Przepracowanie” może oznaczać próbę zrozumienia, do czego dana planeta została nam dana właśnie w takiej postaci, i tak zmienić swoje życie, aby maksymalnie wykorzystać zalety, jakie daje właśnie takie położenie planety. Za takie rozumienie „przepracowania” jestem gotów głosować obiema rękami.

Teoretycznie łatwo rozważać, ale jak w praktyce określić różnicę między przejawami planet w domicylu i wygnaniu, w egzalacji i upadku? W ramach tego artykułu nie będę mówił o różnicach między położeniem planety w domicylu i w egzalacji, choć takie różnice istnieją i są istotne. Ale to temat na osobny artykuł, tutaj zaś ważne jest określenie różnicy między tak zwanymi „silnymi”, „dobrymi” położeniami planet w domicylu i egzalacji z jednej strony, a „słabymi”, „złymi”, „negatywnymi” położeniami w wygnaniu i upadku z drugiej.

Każdemu astrologowi wiadomo, że planeta zmienia swoje przejawy w zależności od znaku, w którym się znajduje. Znak można porównać ze środowiskiem, w którym odbywa się aktywność planety. Jedno środowisko sprzyja jednemu rodzajowi działalności, inne – innym. Rozważmy jako przykład położenie Marsa w Baranie, w domicylu. Wyobraźmy sobie taką analogię: Mars to jakiś potężny narzędzie – powiedzmy, młot pneumatyczny. W domicylu środowisko przejawu planety znajduje się w pełnej zgodności z jej jakościami. Znaleźlibyśmy się z naszym młotem pneumatycznym, na przykład, w kopalni, gdzie naszym zadaniem jest wydobycie jak największej ilości skały. Energia młota pneumatycznego może się w takim środowisku wyzwalać swobodnie, bez szczególnych niuansów. Nie ma tu czego myśleć – trzeba walić.

Załóżmy teraz, że Mars trafił do Wagi. Znaleźlibyśmy się z naszym młotem pneumatycznym nagle w kryształowym pałacu, pełnym wytwornej publiczności, a naszym zadaniem jest odbić jakiś kryształowy ozdobnik, który przeszkadza. Nie potrzeba tu wielkiego wysiłku fizycznego, jednak „siedem potów” z nas zejdzie, póki nie uporamy się z zadaniem: jak by czegoś nie uszkodzić, jak by nie zepsuć czyjegoś stroju…

Już teraz trzeba więcej myśleć i planować niż działać. W rezultacie energii zużywa się nie mniej, ale jest ona wydatkowana na innym poziomie – nie fizycznym, a wyższym: mentalnym, emocjonalnym… Planeta nie staje się słabsza przez to, że trafia do innego znaku, po prostu zmienia zakres swojego przejawiania się. Dlatego Augustyna Pilipivna Semenko na swoich zajęciach zawsze mówi: jeśli powiedzieliście, że planeta jest słaba – wskażcie, w jakiej dziedzinie jest słaba. Jeśli planeta znajduje się w wygnaniu, jest słaba w fizycznej, realnej, materialnej warstwie rzeczywistości, za to silna w wyższych sferach – intelektualnej, abstrakcyjnej, być może duchowej. Dobrym potwierdzeniem powyższego jest metoda Waltera Hoffa, krótko opisana w książce S.A. Wrońskiego „Astrologia: przesądy czy nauka?”. Jednym z następstw tej metody jest to, że planeta w dworku trafia do niższego, instynktownie-stabilnego przedziału przejawiania – manifestuje się spokojnie i adekwatnie, bez mentalnej analizy sytuacji, w oparciu o intuicję. Natomiast planeta w wygnaniu trafia do wyższego, intelektualnie-stabilnego przedziału i przejawia się również adekwatnie, w wielu aspektach podobnie do planety w dworku, ale opierając się już nie na instynkcie, intuicji, a na intelekcie, rozumie.

Dlaczego tradycyjnie planety w wygnaniu i upadku nazywane są złymi i słabymi? Wyobraźmy sobie dwie osoby: u jednej z nich planeta w drugim domu – powiedzmy, Jowisz – znajduje się w dworku, a u drugiej – w wygnaniu. Załóżmy, że obie te osoby podejmują jakąś działalność w celu zarobienia pieniędzy. Pierwsza w rezultacie ma ogromną stertę pieniędzy, a druga – znacznie mniej lub w ogóle nic. Jeśli ta druga osoba zna swój horoskop, wyobraźcie sobie, jakimi złymi słowami będzie obrzucała Jowisza w wygnaniu. Jednak Jowisz w drugim domu w znaku wygnania daje talent rozumienia, wiedzy i przemyślenia. Prawdopodobnie dał drugiej osobie bezcenny doświadczenie, którego nie da się zmierzyć żadnymi pieniędzmi. Da on także wiele, ale na innym poziomie – wyższym. Prawda, aby to zauważyć, człowiek musi poszerzyć sferę swoich zainteresowań na wyższy poziom. Jeśli zaś jest pochłonięty materią, po prostu niczego nie zauważy. I dla niego, oczywiście, planeta w wygnaniu jest słaba i zła. Ale przypomnijmy Ewangelię: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną; lecz gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (Mt 6:19). To która planeta jest wówczas „lepsza” i „lepsza”?

Osobno należy się zatrzymać przy aspektach. W czym tkwi główna różnica między „złymi” lub napiętymi aspektami a „dobrymi” lub harmonijnymi? W charakterystyce energetycznej. Napięte aspekty to źródła energii w horoskopie. Jeśli jest ich dużo, to człowiek ma dużo energii, dzięki której może osiągnąć wiele w życiu. Problemem dla niego jest świadome wykorzystanie tej energii, gdyż jeśli będzie ona zalegać lub wydatkowana bezmyślnie, doprowadzi to do chorób, konfliktów, niepowodzeń itp. Ale człowiekowi z nadmiarem napiętych aspektów nigdy nie będzie nudno – jest pełen pragnień i chęci, a jedynie ciasne ramy materialnego ciała nie pozwalają mu działać 24 godziny na dobę. Natomiast harmonijne aspekty to konsumenci energii. Pokazują one, jak człowiek mógłby energię wydatkować, gdyby ją miał, dlatego wiąże się je z talentami i zdolnościami, które być może kiedyś zostaną odkryte i wykorzystane. Człowiek z nadmiarem harmonijnych aspektów w horoskopie ma tyle samo problemów, co ten, u którego przeważają aspekty napięte. W szczególności realnym problemem może stać się tu nuda, brak chęci do działania. Dla takiej osoby trudnym zadaniem jest owocne wykorzystanie tych fal energii, które czasem na niego „nacierają”. To które aspekty są lepsze – napięte czy harmonijne? Dziwne pytanie, prawda? Co jest lepsze: jeść czy spać? Ciekawe jest również zastanowienie się nad „złymi” i „dobrymi” dniami, tygodniami i innymi okresami życia, które często pojawiają się w astrologicznych prognozach. Co poradzilibyście swojemu klientowi robić w napięty, „czerwony” dzień astrologicznego kalendarza? Nigdzie nie chodzić i wszystkiego unikać? Przecież właśnie tego dnia Wszechświat daje nam energię – właśnie po to, abyśmy ją wykorzystali. Jeśli zaś będziemy tę energię powstrzymywać, napięty dzień rzeczywiście będzie zagrażał konfliktami i chorobami – przecież trzeba jej znaleźć ujście. Napięte aspekty są podobne do samochodu jadącego z dużą prędkością. Jest on w stanie przejechać bardzo daleko, ale możliwości manewru ma ograniczone, i jeśli droga została na początku wybrana nie najlepiej, na kierowcę czeka szereg nieprzyjemnych momentów. Natomiast harmonijne aspekty można porównać do samochodu jadącego bardzo wolno. Daleko nie zajedzie, ale może w każdej chwili skręcić i zawrócić, nie spiesząc się wybrać lepszą drogę, którą później można będzie również przyspieszyć. Wychodzi więc, że najlepszą taktyką w harmonijne, „zielone” okresy jest przemyślenie i zaplanowanie przyszłej działalności, gdyż energii na nią póki co nie ma. A w „czerwone” dni myśleć nie ma kiedy – trzeba działać. Jasne, że sukces działań zależy od tego, jak bardzo zostały one przemyślane. Jeśli żyć w zgodzie z rytmami Wszechświata, to „niekorzystne” dni zmienią się w produktywne.

Na zakończenie rozważmy samą w sobie „złośliwą” sytuację: planeta w wygnaniu lub upadku, a do tego jeszcze „urażona” napiętymi aspektami. Uważa się, że taka planeta stwarza człowiekowi duże problemy – zarówno na płaszczyźnie życiowej, jak i w sensie zdrowia. Często tak właśnie jest, szczególnie jeśli człowiek ignoruje tę planetę lub próbuje ją „przetworzyć”, postępując tak, jakby była w swoim dworku. Ale zastanówmy się, po co człowiekowi dana jest właśnie taka sytuacja w horoskopie? W konstruktywnym sensie – jakie może z niej być pożytek? Dużo napiętych aspektów czyni planetę ważnym energetycznym centrum. Właśnie tutaj najprawdopodobniej i możliwy jest znaczny postęp na ścieżce życiowej. Właśnie tutaj człowiekowi jest bardzo dużo. Dlaczego więc ta energia tak często jest wydatkowana destrukcyjnie, prowadząc do chorób i niepowodzeń? Dlatego że do świadomego, celowego wykorzystania energii wygnanej planety musimy „dorosnąć” do jej poziomu, rozwinąć swoje rozumienie życia i zainteresowania do tych wysokości, na których koncentrują się mocne strony planety. Tam będziemy mogli osiągnąć wiele. A siedząc w zwyczajnej materialnej rzeczywistości, możemy jedynie narzekać, jak niesprawiedliwa jest wobec nas dola. Okazuje się więc, że tak zwana „urażona” karta urodzeniowa – świadectwo wysokich zadań, które stoją przed człowiekiem, i wezwanie, by nie zadowalać się tym, co osiągnięto. W przyziemnym sensie wszystko to nie jest zbyt pocieszające, ale posiadacza takiej karty czeka radość poznania i opanowania swojej doli. Astrologia – to nie taka nudna rzecz, jeśli nie postrzegać jej jako zestawu przesądów na kształt „czarna kotka – to źle”, a stawiać sobie pytania i próbować na nie odpowiadać.

Zagłębcie się głębiej w astrologię

Darmowe kalkulatory, mapa urodzenia, Tarot online oraz inne narzędzia do samopoznania.

Udostępnij:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Updating
  • Brak produktów w koszyku.