Олександр Колесніков
SYMBOLIKA PLANETARNYCH GIDNOŚCI I SŁABOŚCI
Konspekt wykładu wygłoszonego w Letniej Szkole Company of Astrologers w Londynie 12 lipca 1995 roku.
Takie pojęcia jak obitel, egzaltacja, wygnanie, padnięcie należą do podstawowych i są znane każdemu, kto dopiero zaczyna studiować astrologię. Ale jeśli spróbować zgłębić ich znaczenie, okaże się, że wcale nie są one oczywiste. Czym na przykład różni się egzaltacja od obiteli, a wygnanie od padnięcia? Jak dotąd nie udało mi się znaleźć ani jednej książki, w której można by znaleźć odpowiedź na to pytanie. Autorzy podręczników astrologicznych zwykle ograniczają się do stwierdzenia, że planeta w obiteli i egzaltacji jest silna, a w wygnaniu i padnięciu słaba. Czasem dodają, że planeta w obiteli jest dobra, a w egzaltacji — silna. Wynika z tego, że w wygnaniu planeta jest zła, a w padnięciu — słaba. Wyobraźcie sobie los człowieka, u którego większość planet jest „słaba” i „zła”. Skonsultowanie się z astrologiem to dla niego najlepszy sposób, aby zepsuć sobie humor.
Już Dane Rudhyar zaproponował podejście do interpretacji, które nazwał „etycznym”. Istotą tego podejścia jest to, że ani planety, ani inne czynniki horoskopu nie mogą być same w sobie ani dobre, ani złe. Są nam dane po to, abyśmy mogli je wykorzystać takimi, jakimi są. Jeśli dana planeta „sprawia nam kłopoty”, to jest to raczej wynik naszej nieumiejętności konstruktywnego wykorzystania jej najlepszych cech. Okazuje się więc, że wszystkie czynniki horoskopu są potencjalnie dobre, a nasze życie powinno być wspaniałe, jeśli potrafimy panować nad swoim losem. Ale to teoria, która być może pasuje do supermenów, a my wszyscy — niestety (albo i na szczęście?) — jesteśmy zwykłymi ludźmi. I nasze życie bywa czasem naprawdę ciężkie. Ponadto astrolodzy wszystkich epok obrzucają wygnanymi i upadłymi planetami najgorszymi epitety. Zapewne nie bez powodu.
Aby znaleźć drogę do zrozumienia, pomogła mi wspaniała rosyjska astrolog Augustina Pilipivna Semenko.
„Jeśli mówisz, że planeta jest słaba — ucz Augustina Pilipivna — powiedz, gdzie jest słaba”. Zakłada się, że absolutnie słabych planet nie ma, są one równie silne, ale w różnych warstwach rzeczywistości. Planety w obiteli i egzaltacji są silne w rzeczywistym, fizycznym, jawionym świecie, ale słabe w sferze abstrakcyjnej, duchowej, informacyjnej. I odwrotnie: planety w wygnaniu i padnięciu ujawniają się w pełnej krasie właśnie w wyższych warstwach, można powiedzieć, „w zakresie subtelnych wibracji”, a w realnym ziemskim życiu bywają bezradne.
Wyobraźmy sobie dwóch ludzi: u jednego z nich planeta w drugim domu — powiedzmy, Jowisz — znajduje się w obiteli, a u drugiego — w wygnaniu. Załóżmy, że obie te osoby podejmują jakąś działalność w celu zarobienia pieniędzy. Pierwszy w rezultacie ma ogromną kupę pieniędzy, a drugi — znacznie mniej lub w ogóle nic. Jeśli ta druga osoba zna swój horoskop, to wyobraźcie sobie, jakimi złymi słowami będzie obrzucał Jowisza w wygnaniu. Jednak Jowisz w drugim domu w znaku wygnania daje talent do rozumienia, wiedzy i przemyślenia. Zapewne dał on drugiej osobie bezcenny doświadczenie, którego nie da się zmierzyć żadnymi pieniędzmi. Da on także wiele, ale na innym poziomie — wyższym. Prawda, aby to zauważyć, człowiek musi poszerzyć zakres swoich zainteresowań na wyższy poziom. Jeśli zaś jest pochłonięty materią, to po prostu niczego nie zauważy. I dla niego oczywiście planeta w wygnaniu jest słaba i zła.
To jednak przykład teoretyczny, abstrakcyjny. Znacznie bardziej użyteczne jest rozpatrzenie konkretnego przypadku. Wielu astrologom w naszym kraju znane jest horarne pytanie William Lilly o skradzionej rybie. Jednym z kluczowych czynników w tej horarnej karcie jest władca drugiego domu, domu własności, Merkury, w znaku wygnania i padnięcia, w nieszczęśliwym 12. domu. Położenie — gorsze być nie może, i Lilly na tej podstawie wyciąga wniosek, że usłyszy o swoim mieniu, ale raczej nie otrzyma go faktycznie. Już tutaj przebija się nasza koncepcja: sygnifikator znajduje się w wygnaniu i padnięciu, i zamiast realnej ryby człowiek otrzymuje coś bardziej abstrakcyjnego — informację o niej. Lilly otrzymał ostatecznie tylko niewielką część swojej ryby, a nawet jej nie odebrał. Okazuje się więc, że Merkury jest tutaj naprawdę „zły”.
Spróbujmy jednak spojrzeć na całą historię z innej strony. Czy wielką wartością była zaginiona ryba? Gdyby nie została skradziona, nawet sąsiedzi Lilly nie dowiedzieliby się o niej. Ale teraz o niej czytają ludzie w innej części świata ponad 3 wieki później. Zamiast ryby Lilly otrzymał coś znacznie więcej — horarną kartę, która rozsławiła jego imię na wieki. Przy okazji, Merkury w 12. domu w Rybach — to także horarna karta. Przecież Merkury jest naturalnym władcą pytań, a 12. dom i Ryby całkowicie odpowiadają tej mistycznej i tajemniczej praktyce, którą nazywamy horarną astrologią. Co jest cenniejsze — ryba czy nieśmiertelna sława? I tu przypominają się słowa z Ewangelii: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną”.
Zaskoczył mnie także fakt, że mój natalny Merkury znajduje się w koniunkcji z Merkurym z horarnej karty o skradzionej rybie. Prawdopodobnie nieprzypadkowo przetłumaczyłem i opublikowałem ten przypadek, aby mogli go przeczytać astrolodzy w całej bezkresnej Rosji. Okazuje się więc, że wygnana planeta nie jest gorsza ani bardziej zła od planety w obiteli, po prostu jej energia koncentruje się gdzieś w wyższych warstwach budowy świata, i aby tę energię zrealizować, człowiekowi potrzeba rozwinąć w sobie jakieś dodatkowe zdolności, poza tymi, które zostały mu dane przez naturę. Planety w wygnaniu i padnięciu są czynnikami wolnej woli, które wzywają człowieka do „wzlotu ponad marność”.
Na zajęciach dla początkujących, tłumacząc przeniesienie energii wygnanej planety do wyższych sfer, proponowałem słuchaczom następujący symboliczny obraz. Wyobraźmy sobie, że Mars to jakiś ostry energetyczny instrument, na przykład młot pneumatyczny. Jeśli Mars znajduje się w Baranie (w obiteli), ten instrument trafia w harmonijne dla niego środowisko — powiedzmy, do kopalni węgla. Aby wykorzystać go w tym środowisku jak najlepiej, nie potrzeba wielkiego wysiłku umysłowego. Wystarczy praktyczna umiejętność. Można powiedzieć: „Wbijajcie sobie ile wlezie”. Ale załóżmy teraz, że trafiliście ze swoim młotem pneumatycznym do kryształowego pałacu (Mars w Wadze, w wygnaniu), pełnego wytwornej publiczności. Waszym zadaniem jest odbić drobny kryształowy ornament. Czy uważacie, że energii zużyjecie mniej niż w kopalni? Przecież praca jest drobiazgowa! A jednak, jak to się mówi, „wszystkiego narobicie”. Jak nie zniszczyć całego pałacu, nie popsuć strojów otaczającym. Energii zużyjecie wiele, ale na innym poziomie — nie fizycznym, a emocjonalnym, intelektualnym.
Pewnego razu moja historia o kryształowym ornamencie niemal dosłownie objawiła się w praktycznej pracy. Mars w opozycji do swojego dyspozytora Marsa w Wadze oprócz wszystkiego innego rządził w tej karcie szóstym domem pracy. I wyobraźcie sobie, do jak drobnych obiektów ta osoba stosowała swój instrument. Bez sensu.
Wypełnijmy odpowiednio do położenia planet w konkretnej karcie tabelkę składającą się z 4 wierszy:
- wygnanie
- padnięcie
- egzaltacja
- obitel
W tej chwili interesować nas będzie równowaga między dwoma górnymi wierszami, wziętymi razem, a dwoma dolnymi. Później rozpatrzymy jakościową specyfikę każdego wiersza.
Zdarzają się przypadki, kiedy wszystkie planety, które weszły do tabelki, znajdują się w dwóch jej dolnych wierszach. Wychodząc z proponowanej koncepcji, właściciel takiej karty najlepiej będzie orientował się w realnych, być może materialnych sferach życia. Jest to raczej praktyk niż teoretyk, gdyż czysto abstrakcyjny wynik takiej osoby go nie interesuje. Rezultat działalności powinien w jakiś sposób wpływać na warunki życia, być uznawany przez otoczenie za realny i istotny. Właściciel takiego horoskopu kieruje się nie intelektualnymi, logicznymi konstrukcjami, a praktycznym wyczuciem, jakimś szczególnym instynktem, który znajduje się na granicy intuicji.
To wcale nie znaczy, że z człowieka z wszystkimi planetami w obiteli (egzaltacji) zagadnienia teorii czy rozwoju duchowego są niedostępne.
Z kolei tacy ludzie czasem poświęcają szczególnie dużo uwagi teoretycznemu uzasadnieniu swojej działalności, lubią rozmyślać o wzniosłych sprawach. Jest to jednak raczej kompensacja niż realna działalność. Czują się zbyt pewnie i komfortowo w fizycznym, „jawionym nam w doświadczeniu” świecie, aby poważnie dążyć do czegoś więcej. Ich teorie są raczej formą odpoczynku od codziennej praktyki, sposobem na zmianę rodzaju aktywności.
Inna sytuacja ma miejsce wówczas, gdy wszystkie planety znajdujące się w horoskopie trafiają do dwóch górnych jego rzędów. O posiadaczach takich horoskopów często mówi się, że „nie są z tego świata”. Mało obchodzą ich cele, pragnienia i radości świata w ogóle, gdyż dążą do teoretycznego zrozumienia świata, do wtłoczenia go w jakieś logiczne schematy. Świat okazuje się jednak znacznie bardziej złożony niż jakakolwiek logika, dlatego ci ludzie odnoszą znacznie większe sukcesy w sferach teoretycznych, duchowych, gdzie praktyczna pomysłowość, instynktowne poruszanie się w otoczeniu mają mniejsze znaczenie.
Nie oznacza to, że ludzie ze stanowiskiem planet w wygnaniu i upadku nie przejawiają zainteresowania praktyczną działalnością. Wręcz przeciwnie, starają się zrekompensować to, czego im brakuje. Jednak w sprawach praktycznych są znacznie szczęśliwsi w roli teoretyków, myślicieli, generatorów pomysłów niż wykonawców zamierzeń.
Mam na przykład przyjaciela, nazwijmy go Serhij. Jeśli wypełnić dla niego tabelkę, jak wskazano powyżej, znajdą się w niej jedynie dwie planety — Merkury i Mars, przy czym obie w górnym rzędzie wygnania. Nic dziwnego, że ten człowiek był kiedyś jednym z najwybitniejszych teoretyków w wojskowym instytucie naukowo-badawczym. Czasy się jednak zmieniły i Serhij postanowił założyć własny biznes. Początkowo chodziło o biznes informacyjny — gromadzenie potrzebnych informacji i dostarczanie ich tym, którzy ich potrzebują. Później jednak Serhij całkowicie pogrążył się w mętnej fali kupna-sprzedaży. Przecież teoretycznie w tej działalności wszystko jest łatwe i proste, a duże pieniądze trafiają się bez większego wysiłku. Robił pozornie wszystko prawidłowo, jak wszyscy, ale stopniowo zaczął napotykać coraz większe trudności. Udawało mu się zdobywać towary, których nikt nie chciał kupować. Pewnego razu przywiózł do Podmoskowia partię desek windsurfingowych i próbował je korzystnie sprzedać. Interesy szły coraz gorzej i około rok temu zwrócił się do mnie po konsultację. Mógłbym ograniczyć się do analizy progresji i tranzytów — one rzeczywiście były surowe i pozwalały wyraźnie „obliczyć” zarówno już powstałe nieprzyjemności, jak i przyszłe. Ale czy były one nieuniknione, przynajmniej w takiej formie, w jakiej się wydarzyły? Uważam, że nie. Wielu astrologów mówi o tym, że problemy i nieprzyjemności w życiu człowieka są najczęściej związane z tym, że nie opanował on energii, którą daje mu natura. Gdyby człowiek opanował tę energię — dawne trudności stałyby się źródłem osiągnięć. Natomiast niewykorzystana energia, rozpraszając się mimowolnie, staje się przyczyną problemów i chorób. Być może dlatego planety w wygnaniu i upadku nazywa się „złymi”. Wszak energia, która koncentruje się na nich poprzez aspekty natalne, tranzyty, progresje, nie może być zrealizowana w prosty i naturalny sposób. Człowiekowi potrzebne jest „dorastanie” do poziomu, na którym gromadzi się energia takich planet, aby móc ją wykorzystać w konstruktywny sposób.
W przypadku Serhija miał on wystarczające doświadczenie i zrozumienie „wyższych sfer”, sfer wygnania i upadku, lecz pragnąc stać się „normalnym” biznesmenem, świadomie obniżył się na niższe poziomy egzystencji i próbował realizować swoją energię właśnie tam. Nic dziwnego, że ponosił jedną porażkę za drugą, a problemy narastały jak śniegowa kula.
Powiedziałem mu: „Przecież nic nie rozumiesz w swoich towarach”. Odpowiedział: „Tak, nie rozumiem”. Moje główne zalecenia polegały na zmianie kierunku działalności. Niech to będzie biznes, ale w zupełnie innej sferze, gdzie większe znaczenie ma intelekt niż instynkt handlowca.
W każdym razie wolność wyboru pozostaje w rękach każdego z nas. Serhij postanowił jednak tkwić w swoich ziemskich problemach i kiedy spotkałem go pół roku później, wszystkie moje prognozy spełniały się w najbardziej nieprzyjemnym znaczeniu. On jednak upierał się, że chce iść dawną drogą. Obawiam się, że w tym przypadku astrologia jest bezsilna. Niedawno spotkałem zaś osobę, która z Serhijem współpracowała. Okazało się, że już się rozstali, gdyż, jak powiedziano dosłownie: „Z tym teoretykiem wielkiego biznesu nie da się pracować”. Rzeczywiście, posiadacze planet w wygnaniu i upadku są zdolni do wielu rzeczy — stąd WIELKI biznes. Ale właśnie dlatego najczęściej są teoretykami.
Jeśli zaś w czyimś horoskopie obecne są planety zarówno w egzoaltacji i domicylu, jak i w wygnaniu i upadku, czasem warto przyjrzeć się, w których domach horoskopu znajdują się odpowiednie planety. Ponieważ planeta w domicylu i egzoaltacji pokaże sfery życia, w których człowiek jest najbardziej zdolny do osiągania realnych, namacalnych rezultatów, uznawanych za istotne przez innych ludzi, przez społeczeństwo w ogóle. Natomiast planety w wygnaniu i upadku wskażą, gdzie człowiek jest raczej teoretykiem, myślicielem, liderem niż realnym wykonawcą i praktykiem.
Podsumowując pośrednie wnioski, można powiedzieć, że planety w domicylu i egzoaltacji są niejako darem natury, który człowiek otrzymuje naturalnie, nie wymagający wysiłku do opanowania i działa na poziomie instynktu lub intuicji. Być może są to czynniki związane z losem człowieka, w przeciwieństwie do wolnej woli. Ujawniają się one dość jasno i adekwatnie od samego początku życia, gdyż człowiekowi nie trzeba uczyć się ich wykorzystywania.
Z kolei planety w wygnaniu i upadku symbolizują swoistego rodzaju cele rozwoju człowieka, do których trzeba dążyć, do których trzeba dorastać, i nie dzieje się to samo z siebie, bez wysiłku i trudności. Głównym środkiem jest tu intelekt człowieka, jego duchowe poszukiwania, dążenie do zrozumienia i wyjaśnienia otaczającego świata. Planety w wygnaniu i upadku są czynnikami wolnej woli, gdyż nikt nie zmusi człowieka do rozwoju, rozwoju intelektualnego i duchowego, jeśli on sam tego nie zechce. Czynniki te zaczynają ujawniać się najpełniej i najbardziej pozytywnie z wiekiem, natomiast w młodym wieku częściej wiążą się z różnymi problemami, w tym ze zdrowiem, niejako skłaniając człowieka do niezadowolenia z istniejącego stanu rzeczy.
Aby potwierdzić swoje wnioski, zwróciłem się do bazy danych znanych osób, której używałem podczas pracy nad popularnymi prognozami. Spośród ludzi różnych zawodów wybrałem artystów, gdyż uznałem, że do zawodów ludzie dochodzą różnymi drogami, natomiast artysta to nie zawód, lecz powołanie, i zatem u artystów musi być coś wspólnego z punktu widzenia astrologii. W mojej liście artystów znalazło się 30 osób — zarówno rodzimych, jak i zagranicznych. Ułożyłem tabelkę analogiczną do przedstawionej powyżej i zestawiłem wyniki. Nie dążyłem do statystycznego badania otrzymanych rezultatów: astrologia przecież nie jest nauką fizyczną, lecz sztuką indywidualnych przypadków (ci, którzy znają astrologiczne eksperymenty Junga, zrozumieją mnie). Mimo to postanowiłem poszukać pewnej prawidłowości, która wydałaby się interesująca.
Dla wszystkich 7 klasycznych planet policzyłem, ile razy występują w uogólnionej tabeli, a także jak rozkładają się one według znaków domicylu/egzoaltacji — wygnania/upadku. Sądzę, że wielu astrologów zgodzi się z moim oczekiwaniem, by dostrzec w tej liście najbardziej wyróżniającą się Wenus. I bogini piękna nie zawiodła. Wenus okazała się wyróżniona w 21 przypadkach na 30. Dla porównania — pozostałe planety występują w tabeli następującą liczbę razy: Mars — 18 (nie bez powodu angielskie znaczenie słowa „artysta”, „aktor” — astor — pochodzi od słowa act — działanie, kluczowego słowa dla Marsa), Słońce — 10, Księżyc — 12, Merkury — 11, Jowisz — 12, Saturn — 13.
Wenus wyraźnie wyróżnia się na tej liście, najczęściej okazuje się w upadku. Ale ta sytuacja postrzegana jest jako naturalna, oczywista. Spróbujcie teraz wyobrazić sobie, jaka będzie Wenus u artystów? „Silna” czy „słaba”? „Dobra” czy „zła”?
Oto wyniki obliczeń: Wenus w domicylu — 5 przypadków, Wenus w egzaltacji — 2 przypadki. Razem Wenus w znakach „godności” — 7 przypadków. Wenus w wygnaniu — 6 przypadków, Wenus w upadku — 8 przypadków. Razem Wenus w znakach „słabości” — 14 przypadków.
Niespodziewany z tradycyjnego punktu widzenia rezultat: u artystów, ludzi tradycyjnie wenusjańskiego rodzaju działalności, Wenus dwukrotnie częściej okazuje się „złą” lub „słabą”, niż „dobrą” lub „silną”. Jednak z punktu widzenia, który omawialiśmy powyżej, ten wynik odbierany jest jako całkowicie naturalny.
Powstaje pytanie: dlaczego u artystów w moim małym eksperymencie Wenus najczęściej spotykana jest właśnie w upadku, a nie w wygnaniu? I czym w ogóle symbolicznie różni się wygnanie od upadku, tak jak domicyl od egzaltacji?
Zacznę od rozważań, które wydają się najbardziej oczywiste i w takiej czy innej formie zawarte są w wielu astrologicznych podręcznikach.
Domicyl planety to znak, którego jakości naturalnie łączą się z jakościami planety. Tutaj planeta i znak znajdują się w harmonii względem siebie, jakby w rezonansie, dzięki czemu sprawy związane z planetą realizują się niezawodnie i gruntownie. Jak mówią, dom i mury pomagają — tutaj wszystko znajduje się w miejscach dla nas zwyczajnych, tutaj nie zajmujemy się niczym szczególnym, po prostu żyjemy.
Jako symboliczny obraz domicylu zaproponowałbym żółtą jaszczurkę na żółtym piasku pustyni, w której żyje.
Całkiem inna tematyka pojawia się, gdy planeta znajduje się w znaku egzaltacji. Tutaj nie jest ona „w domu”, ale jakby „w gościach” u planety, z którą może znacznie różnić się jakościami. Dlaczego więc mówi się, że planeta w egzaltacji jest silna? Chodzi o to, że jakość planety w znaku jej egzaltacji jest bardzo aktualna, bardzo potrzebna do czegoś. Tutaj planeta nie „żyje”, ale się przejawia, znajduje się nie „w domu”, ale „w pracy” — raczej w kontrastowym, niż w harmonijnym otoczeniu, co pobudza planetę do działania, do zrobienia czegoś. Planeta w egzaltacji podobna jest do żółtego obiektu na niebieskim tle — połączenie harmonijne, ale jednocześnie kontrastowe.
Impulsywna energia gorącego Marsa w chłodnym, dyscyplinującym Koziorożcu może dać regularną Armię, bez której nie do pomyślenia jest silne państwo. Inny przykład dla tej samej konfiguracji — energia paliwa, które płonie, owinięta w sztywne konstrukcje silnika, pozwalająca poruszać się maszynom i mechanizmom.
Krótko mówiąc, egzaltacja w przeciwieństwie do domicylu pobudza planetę do działania, stwarza najkorzystniejsze warunki dla jej przejawienia się w świecie. Jeśli dobrać jedno słowo dla pojęcia egzaltacji, to takim słowem będzie „praca”, natomiast dla domicylu najbardziej pasuje słowo „istnienie”.
Zgodność pojęć egzaltacji i pracy często ciekawie ujawnia się w praktyce astrologicznej. Na przykład właściciel sklepu osiągnął wielkie sukcesy w swojej działalności i chce nabyć nowy biznes. Zadaje astrologowi pytanie: „Czy mój nowy biznes będzie działał?”. Oto tabela wypełniona na podstawie horarnej mapy:
* Wygnanie: nie ma.
* Upadek: nie.
* Egzaltacja: Wenus (6. dom, zarządca 1.), Jowisz (10. dom, zarządca 6.).
* Domicyl: Saturn (4. dom, zarządca 4.).
Tutaj kwerentowi, człowiekowi, który postawił pytanie, odpowiada Wenus w egzaltacji w 6. domu — to człowiek, którego praca polega na obsłudze klientów i który, jak się wydaje, cieszy się sympatią ze strony klientów. Drugi sygnifikator używany przy interpretacji — to Jowisz, zarządca zarówno udanego dawnego biznesu (zarządca 6., położony w 10.), jak i ambitnych dążeń do rozszerzenia swojego biznesu. Nie dziwi zatem, że on również znajduje się w egzaltacji — wszak całe pytanie przesiąknięte jest zainteresowaniami pracy.
Jedynie jedna planeta, oprócz sygnifikatorów, obecna jest w tabeli — Saturn w 4. domu, i tym samym domem zarządza. On jedynie podkreśla, jak mocno kwerent stoi na nogach, jak niezawodnie i gruntownie urządzone jest jego życie, gdyż Saturn tutaj jest w domicylu.
Inny ciekawy przypadek, który wyjaśnił mi pojęcie egzaltacji. Wziąłem kartę u jednego ze słuchaczy w sali i na jej przykładzie demonstrowałem wypełnianie tabelki. Dane tej osoby niestety u mnie nie pozostały, dlatego przedstawię sytuację w najbardziej ogólnym zarysie:
* Wygnanie: 1 planeta.
* Upadek: nie.
* Egzaltacja: 3 planety.
* Domicyl: nie.
Dana osoba nie miała żadnej planety w domicylu, ale od razu kilka w egzaltacji. Co by to oznaczało? Jeśli posłużyć się „na wprost” kluczowymi słowami, to wyjdzie, że całe istnienie, całe życie człowieka sprowadza się do pracy, działalności. Zapytałem słuchacza, czy ma dla niego sens to stwierdzenie. Okazało się, że jest lekarzem, ordynatorem oddziału, któremu oprócz podstawowych zawodowych, przyszło rozwiązywać masę spraw gospodarczych. Ale przede wszystkim — on nawet w domu nie siedzi z założonymi rękami. Ten mężczyzna (!) pasjonuje się gotowaniem, robieniem na drutach, szyciem, a w ogóle całą pracą domową może wykonywać sam. On jest wcieleniem pojęcia egzaltacji.
Teraz mamy niezbędne podłoże ideowe, aby określić pojęcia upadku i wygnania.
Znak upadku planety położony jest, jak wiadomo, naprzeciw znaku jej egzaltacji, a zatem pojęcia upadku i egzaltacji tworzą pewną całość, choć przeciwstawną względem siebie. Skłonny jestem uważać, że upadek, podobnie jak egzaltacja, wzmacnia pragnienie planety, aby użyć swoich jakości, skierować je ku działaniu, a nie tylko nimi dysponować.
Jednak upadek, w przeciwieństwie do egzaltacji, kieruje jakościami planety w wyższe — teoretyczne, abstrakcyjne, intelektualne sfery bytu, i dopiero tam planety w upadku są w stanie w pełni się przejawić. W codziennym, praktycznym planie ta planeta często okazuje się bezużyteczna, dlatego mówi się, że „upada” i nazywa się ją słabą.
Upadek, podobnie jak egzaltacja, pomaga określić dziedziny życia i rodzaje działalności, w których człowiek może najlepiej przejawić swoje zdolności. Jednak egzaltacja odpowiada instynktownemu przejawowi wrodzonych zdolności, dlatego daje znać o sobie od wczesnego dzieciństwa, jak coś dziedziczonego przez człowieka. Upadek, aby mógł być wykorzystany w najlepszy sposób, wymaga nauki, doświadczenia, przemyślenia, abstrakcji. Wskazuje na talenty, które są właściwe człowiekowi, ale wymagają rozwoju, dlatego ujawniają się nie od razu i niekoniecznie.
Egzaltowana planeta pobudza człowieka do działania, i w związku z tym ciekawie jest ponownie przypomnieć historię o skradzionej rybie. Tam Księżyc, sygnifikator kwerenta, znajduje się w egzaltacji, jakby proponując Lilly’emu nie siedzieć w miejscu, ale działać. Ciekawe jest również, że aspekt, który tworzy się między Księżycem a Merkurym — sekstyl, a kluczowe słowa dla sekstylu to „wybór jednej z możliwości”.
Wygnanie wraz z domicylem także tworzą swoiste „jedność przeciwieństw”, ale te pojęcia są bardziej obszerne, gdyż mają do czynienia ze stosunkiem człowieka do życia w ogóle, a nie do jakichś konkretnych dążeń czy przejawów.
Planeta w domicylu daje człowiekowi możliwość mocnego stania na nogach w codziennym świecie, nie wymyślając niczego i nie fantazjując — po prostu przyjmując życie takie, jakie jest, na intuicyjnym, nieintelektualnym poziomie. Właściciel planety w domicylu podziela społeczne i kulturowe wartości związane z tą planetą, nie zastanawiając się nad tym, dlaczego i po co tak postępuje.
Całkiem co innego charakteryzuje planetę w wygnaniu. Ta także kształtuje stosunek do życia, ale do życia, które istnieje w głowie człowieka, a nie realnie wokół niego. Człowiek tworzy jakiś abstrakcyjny obraz swojego istnienia i żyje tak, jakby to wyobrażone życie było realne. To wspaniałe położenie dla poetów, pisarzy, inspiratorów ludzkości, ale jeśli nie jest równoważone jakąś planetą w domicylu, człowiek odrywa się od masy, staje się niejako wygnańcem. Stąd i słowo „wygnanie”.
Z codziennego punktu widzenia życie wygnańców nie jest łatwe, ale właśnie dzięki nim człowiek stopniowo przemienia się z zwierzęcia w coś na kształt Boga.
Na koniec chciałbym wskazać na ciekawą paralelę między różnymi astrologicznymi podejściami, która pomaga głębiej zrozumieć istotę godności i słabości. Chodzi o metodę Waltera Hofa, znaną naszym czytelnikom z książki S.A.
Вронського „Astrologia: nauka czy zabobony”. Jedną z głównych idei metody Hofa jest następująca. Na podstawie swoistego punktowania dla każdego horoskopu określa się pewną sumę punktów, a w zależności od wielkości tej sumy wszystkie horoskopy dzieli się na 4 grupy: instynktowo-stabilną, instynktowo-labilną, intelektualno-labilną oraz intelektualno-stabilną. Nawet pobieżne zapoznanie się z tą klasyfikacją pozwala zauważyć analogię między nią a tabelką, którą wypełnialiśmy wcześniej.
- Intelektualno-stabilny — Wygnanie
- Intelektualno-labilny — Upadek
- Instynktowo-labilny — Ekstaza
- Instynktowo-stabilny — Obywatel
Chciałbym zapoznać was z opisami klas Hofa jako swoistymi ilustracjami do pojęć godności i słabości. Należy powiedzieć, że odpowiedniość między tymi tabelkami nie jest czysto umowna: horoskop z dużą ilością planet w wygnaniu znajdzie się w wyniku punktowania według Hofa właśnie w intelektualno-stabilnym przedziale, a przeciwnie, horoskop z przewagą planet w obywatelu będzie dążył do instynktowo-stabilnego.
Przedstawiciele instynktowo-stabilnej klasy czują się w życiu pewnie i mocno. Oni do niczego szczególnego nie dążą, po prostu żyją, w rozwiązywaniu życiowych problemów kierując się nie wiedzą z książek i nie rozumowymi konstrukcjami, a życiową mądrością, zdrowym rozsądkiem — i właśnie dzięki temu osiągają sukces. Czysto umownie nazwałbym ten typ „chłopem”, mając na myśli człowieka, który żyje tak samo jak jego przodkowie i lepiej niż jakikolwiek akademik wie, kiedy orać i kiedy siać, choć nie uczył się mądrości rolniczych. Jednak nie należy rozumieć tej etykiety „chłop” zbyt dosłownie, może ona równie dobrze odnosić się do króla, który odziedziczył swoją pozycję po przodkach i nie kończył akademii, które uczą prowadzenia „królewskiego gospodarstwa”.
W następnej klasie, instynktowo-labilnej, kierującą zasadą życiową jest również logika, a indywidualne postrzeganie, odczuwanie świata. Ale stabilność jest nieobecna, i przedstawiciele tej klasy dążą do udowodnienia innym ludziom i światu w ogóle, że odczuwają i widzą wszystko jaśniej i wyraźniej od innych, dążą do osiągnięcia pewnych emocjonalnie zabarwionych celów, nie lekceważą możliwości nauczenia się, jak jaśniej i adekwatniej wyrażać swoje uczucia. Czysto umownie oznaczyłbym tę klasę słowami „artysta” lub „malarz”. Hof pisze, że instynkt tutaj słabnie w porównaniu z klasą stabilną, i ludzie dążą do uchwycenia tego, co umyka, wysuwają instynktowny, intuicyjny początek na pierwsze miejsce w życiu.
Dla intelektualno-labilnej klasy charakterystyczny jest raczej intelektualny, logiczny, niż intuicyjny, podejście do rozwiązywania życiowych problemów. Ale stabilność jest nieobecna, i przedstawiciele tej klasy stawiają intelektualne pojmowanie życia na pierwszym planie, dążą do udowodnienia, że myślą lepiej i wiedzą więcej od innych. Wydaje mi się, że stosowne byłoby nazwać przedstawicieli tej klasy „naukowcami”, niezależnie od tego, czym zajmują się oni naprawdę.
Wreszcie, ostatnia, intelektualno-stabilna klasa wyróżnia się brakiem pragnienia udowodnienia czegokolwiek światu. Człowiek po prostu żyje i przygląda się temu, co się dzieje wokół, dążąc do wpisania wszystkiego, co istnieje, w jakąś globalną systemową teorię. On wie lub uważa, że wie, jak urządzony jest świat, i sam ten fakt wypełnia go spokojem. Taki typ ludzi można nazwać „filozofami”, mając na myśli raczej dawne, niż dzisiejsze rozumienie tego słowa.
Takie są cztery astrologiczne typy zaproponowane przez Waltera Hofa. Wydaje mi się, że dość dobrze odpowiadają one czterem innym astrologicznym pojęciom — obywatelowi, ekstazie, wygnaniu i upadkowi, przynajmniej pomagają uniknąć płaskiego, czarno-białego podejścia do ich interpretacji. Nie roszcząc sobie pretensji do ostatecznych odpowiedzi i uniwersalnych recept, zaproponowałem jedynie szereg idei, które, mam nadzieję, okażą się dla was pomocne w interpretacji horoskopu. Jeśli, używając symbolizmu godności i słabości, głębiej zrozumiecie problem osoby, która zwróciła się do was, uznam, że mój cel został osiągnięty.




