<p>zalogować się/zarejestrować</p>
<p>zalogować się/zarejestrować</p>
Astro Way Logo Astro Way Logo

Олександр Астрогор – Кармічна медицина. Книга почуттів. Частина 4

OSTRZEŻENIE I URZECZYWISTNIENIE

Intuicja to energetyczny kanał łączący przeszłość i przyszłość, kształtujący teraźniejszość. Rosyjski fizyk i filozof N.A. Kozyriew twierdził, że „przyszłość jest z gruntu przewidywalna, zasadniczo wszystko już istnieje, trzeba tylko wiedzieć, gdzie…” Co intuicja to kanał czasoprzestrzenny”. Okultystyczne nauki głoszą, że poprzez ten kanał z nami przemawia Wyższy Umysł, który stanowi program przyszłości zapisany w Jego wszechogarniającej pamięci. Wiedza o przeszłych wcieleniach prowadzi nas do określonego celu, profesji oraz pasji. Czy zawód zaspokaja twój wewnętrzny świat, wypełnia twoje serce, uspokaja duszę? Jeśli tak – jesteś szczęśliwym człowiekiem! Jednak większość ludzi po prostu „ustawia się” w życiu, a za to otrzymuje grad karmicznych kar we wszystkich sytuacjach życiowych.

Intuicja skłania człowieka do wyboru takich form zachowania, które pozwalają w krótkim czasie osiągnąć pożyteczny cel i uniknąć szkodliwych wpływów. Tym samym zapewniając najlepsze warunki do zachowania wewnętrznej równowagi w dosłownym znaczeniu. Nie ucząc się analizować swoich uczuć, już za życia tworzymy sobie piekło.

Intuicja to zmysłowa, dedukcyjna metoda poznawania świata, podczas gdy rozum działa siłą logiki, będąc indukcyjnym sposobem poznania. Dla naukowego poznania świata niezbędny jest niewątpliwie intuicyjny impuls lub poryw, musi narodzić się idea, a następnie logika dopełni dzieła. Tak powstają unikalne odkrycia, zrodzone z wewnętrznych objawień. „Przypadkowe” odkrycia pojawiają się jedynie u osób zaangażowanych.

Intuicja zawsze jest subiektywna, ponieważ otrzymywana przez człowieka informacja dociera kanałami jego pamięci z przeszłych żywotów. Tam kiedyś już pracował z tą informacją. Jego dusza już wibrowała w tych energiach, a zatem otrzymuje możliwość ponownego połączenia się z nią. Cała informacja znajduje się w „kosmicznym banku danych”, nazwany przez W.I. Wiernadskiego „Noosferą”. Leży ona na „magazynie” twojej własnej „gotowej produkcji”, dlatego mówi się, że wszystko nowe to dobrze zapomniane stare. Zadaniem każdego człowieka, który otrzymał tę „nową” informację, jest wprowadzenie do niej jakościowych zmian z uwzględnieniem poziomu rozwoju naukowo-technicznego i kulturowego społeczeństwa oraz z myślą o przyszłości.

Obecnie bardzo dużo mówi się i pisze o Karme. Nadeszła pora, aby otworzyć ten bank informacji i przefiltrować go przez nagromadzone przez ludzkość doświadczenie i wiedzę. Nie jestem jedynym, kto pisze o karmicznych chorobach, ale każdy omawia ten temat przez pryzmat własnej wiedzy, własnych poglądów i uczuć. Dziwi to, że u wszystkich informacja ta jest bardzo podobna i zbieżna, choć piszący i mówiący nie są sobie wzajemnie znani. To świadczy o tym, że kryje się tutaj głęboka i prosta Prawda, dlatego przyciąga ona do siebie nowych badaczy i nowych entuzjastów.

Doświadczenia przeprowadzone przez naukowców na zwierzętach pokazują, że są one stale nastawione na swoje potomstwo. Tak, do doświadczenia wzięto królicę z jej młodymi oraz ślimaka z jego potomstwem. Rozesłano je po różnych kontynentach, pozostawiając matki w Paryżu. Młode króliki przewieziono do Ameryki Południowej, a potomstwo ślimaka w łodzi podwodnej opuszczono na dno Oceanu Spokojnego. Gdy na potomstwo działano bodźcami, a były to prąd elektryczny lub kwasy, to ich rodzice w Paryżu w tym czasie przejawiali silne zaniepokojenie.

Wiadomo, że rośliny również reagują na człowieka i odczuwają jego stosunek do siebie, co zostało udowodnione doświadczalnie. Pewnego razu zwróciłem uwagę na to, że gdy pojawiła się wiadomość o zrzucie substancji radioaktywnych do Morza Japońskiego, to dosłownie po kilku dniach pojawiła się informacja o tym, że w innej części kuli ziemskiej, u wybrzeży zachodniej Afryki, doszło do samobójstwa stada drapieżnych orek, które wyrzuciły się na brzeg. Jestem przekonany, że te dwa wydarzenia są ze sobą ściśle powiązane. W zlewającej się radioaktywnej chmurze znalazło się stado ssaków, i rozpoczęła się bolesna śmierć. Według prawa analogii ze ślimakami i królikami widzimy, że inna, podobna do niej grupa, również boleśnie przeżywa to, co się stało. I jeśli pierwsza grupa umiera od wpływu zewnętrznego, to druga – od otrzymanych wibracji, cierpień, wyłapanych przez intuicję.

W tej kwestii nietrudno będzie przeprowadzić obserwacje i badania, aby żaden ekologiczny przestępstwo nie pozostało tajemnicą. Należy całodobowo nasłuchiwać nie tylko kosmosu, ale i oceanów, trzeba nauczyć się wyławiać i rozumieć sygnały o zagrożeniu ich mieszkańców. Tak samo ludzie odczuwają wibracje, które są do nich wysyłane w postaci uroków, psucia i klątw. Człowiek stale przyjmuje i odbiera różne sygnały. Przy tym zawsze zaczynają się wewnętrzne wibracje. Aby rozszyfrować to tajemnicze zjawisko, konieczne jest zmierzenie częstotliwości fal docierających do człowieka w momencie stanu lękowego. Ponieważ otrzymał on jakiś energetyczny sygnał, falę lub całą lawinę energii, które mają skłonić go do podjęcia nowej decyzji. I dopóki decyzja, za którą pójdą czyny, nie zostanie podjęta, sygnały lękowe nie ustaną. Zwłaszcza, że te sygnały, zarówno pozytywne, jak i negatywne, odczuwane są całym ciałem, każdą komórką organizmu.

Wiadomo, że kochająca matka zawsze jest nastawiona na swoje dziecko, na jego świat życiowy i emocjonalny. Odczuwa wszelkie zmiany w jego stanie duchowym. Na tę zdolność wpływają odległości geograficzne. Tylko kochające serce posiada dar intuicji, tylko subtelna dusza zdolna jest do współczucia. Właśnie poprzez macierzyńską miłość w największym stopniu kształtuje się to uczucie. Dlatego poprzez żeńską reinkarnację (łańcuch wcieleń) przechodzą wszystkie dusze ludzi, aby ukształtować i wzmocnić w sobie to główne i ważne uczucie – intuicję. Dalszy rozwój uczucia intuicji do nowej jakości leży poprzez męską reinkarnację. Dlatego mężczyźni są spokojniejsi wobec problemów czysto kobiecych: rodzina, dzieci itp. Męska intuicja zawiera w sobie twórczą przemianę świata. Trudno się nie zgodzić z tym, że większość odkryć o światowym znaczeniu została dokonana przez męski, intuicyjny i zaangażowany umysł.

Intuicja otwiera człowiekowi nowe zdolności, talenty i boskie objawienia. To jasnowidzenie, słyszenie głosów, telepatia – czytanie myśli na odległość i inne unikalne możliwości. I wtedy staje się dla nas zrozumiałe, dlaczego u kobiet częściej i bardziej ujawniają się te zdolności. Natomiast mężczyźni, jeśli nie są przygnieceni codziennością i jeśli mają rozwinięte zainteresowanie życiem, twórczo kształtują świat i historię.

Zatem im więcej kobieta ma dzieci, tym więcej możliwości rozwoju intuicji dla subtelnego rozwoju wszystkich organów zmysłów. W związku z tym wiele chorób dziecięcych pojawia się tylko dlatego, że matka nie skupiła uwagi na dziecku, nie była stale nastawiona, nie odczuwała go każdą komórką swojego organizmu. Jeśli u matki wszystkie jej pięć zmysłów działa poprzez intuicję, jej dzieci będą zdrowe, a u niej samej będą się otwierać unikalne zdolności. Matka wielodzietna to duchowa praca, na szczycie której wisi Gwiazda Miłości. Musi ona wspiąć się na ten szczyt razem z mężem i dziećmi, inaczej cała praca życia będzie syzyfowa, a grad kamieni spadnie na jej głowę od jej dzieci. I karmiczny dług następnych wcieleń pozostanie rodzinno-bytowy.

Miałam znajomą obdarzoną wielką intuicją, która doskonale wróżyła z kart, miała zdolności jasnowidzenia, ale zaprzepaściła swoją dolę. Najpierw zdrada, potem nagła śmierć męża, a następnie śmierć syna. Wykorzystywała swój dar dla próżnej ciekawości, ludzkiej próżności i korzyści, a za to została ukarana. Tak wyższy dar obrócił się dla niej w cierpienia.

Przepowiednie i wróżby zawsze były udziałem religii, która zakazywała wróżb i przewidywań. Jednak żaden kapłan czy zwykły wierzący nie potrafił mi sensownie wyjaśnić, dlaczego właściwie nie wolno tego robić. Mówią, że Bóg nie pozwala, że w Biblii tak jest napisane, że wszystko jest w mocy Boga itd. Dlaczego więc nie wolno zajmować się wróżbami i prognozami, co w tym jest karygodnego i grzesznego?

Rozważając ten temat, doszedłem do następującego wniosku. Po pierwsze, w prawosławiu zawsze prorokowali wszyscy rosyjscy święci, ponieważ ich dusza była oderwana od spraw doczesnych, chwały i bogactwa. Dlatego z takiego ducha może płynąć czyste słowo Prawdy i Boskiego objawienia. Po drugie,

To jest przedmiotem badań karmicznej medycyny i polega na tym, że wróżki oraz prorocy przeszkadzają i hamują rozwój duszy, która sama powinna nauczyć się odczuwać siebie oraz otaczający świat. Aby uczucia służyły Świątyni duszy, podporządkowując się wrażliwości, intuicji. Wówczas nauczysz się sam rozumieć swoje błędy i cudze. Przewidywania przeszkadzają duchowi w skoncentrowaniu się, człowiek za ich pomocą szuka korzyści i punktu oparcia, nie rozumiejąc, że oparcie może być tylko wewnątrz własnej duszy. Pozbawia się możliwości rozwoju duchowego wzroku. Za pomocą proroków ludzie degradują się duchowo. Szukają posłania, aby upaść miękko. Oni już czują, że upadną, ale chcą wiedzieć, JAK, GDZIE I KIEDY. Przecież oni sami wiedzą, z czego upadną: zdrada, rozwód, praca, kariera, pieniądze itd. Wszystko to jest słabe i błędne, wszystko się rozpada, i trzeba znaleźć wyjście. I biegną oni do wróżek i wieszczów. Właśnie dlatego Kościół zakazuje zajmować się tym rzemiosłem. Czyż nie lepiej nam samym poszukać wewnętrznych przyczyn swojego upadku? Nikt nie jest winny temu, co z nami się dzieje. Tylko my sami tworzymy pułapki, zastawiamy sidła na siebie, a potem biegniemy dowiedzieć się, kiedy w nie wpadniemy. Przy tym gotowi jesteśmy płacić dowolne pieniądze, składać dary, aby dowiedzieć się, kiedy i jak zamknie się dusza, pęknie serce, nadwyręży się umysł, kiedy otrzymamy cios za swoje nieuctwo, za swoją słabość, moralną, fizyczną i umysłową. Szukamy tego, co powinniśmy znać intuicyjnie, subiektywnie. Szczególnie rzucają się w oczy kobiety, gdyż, jak już rozpatrywaliśmy, właśnie im ten dar jest dawany w pierwszej kolejności. Chiński filozof Lao-Cy powiedział: „Mądry służy wewnętrznemu, a nie zewnętrznemu; on odrzuca obiektywne i trzyma się subiektywnego”. W ten sposób prorocy świadczą „niedźwiedzią przysługę”. Mówią oni o faktach, a nie o tym, jak żyć prawościwie. W tym religia ma przewagę. Prawość życia to święty obowiązek każdego człowieka.

Tworzy się paradoksalna sytuacja: ja jako astrolog również należę do proroków! Ale dla mnie astrologia nie jest już metodą przewidywania losu, lecz środkiem naukowego poznania świata we wszelkiej jego różnorodności. Pisma gwiazd powinny nie przepowiadać losu, a wskazywać na twórczą, mentalną i duchową ścieżkę stawania się osobowości.

I chociaż mówią, że od losu nie uciekniesz, jestem gotów udowodnić przeciwieństwo. Zawsze, kiedy do mnie zwraca się człowiek ze swoimi problemami, kiedy potrzebuje mojej pomocy, rady lub wsparcia, buduję jego horoskop, aby zobaczyć emocjonalno-energetyczną oraz wrażliwie działającą DRAMĘ JEGO BYTU. Nie radzę wam zamawiać horoskopu pocztą, tym bardziej jeśli nie znacie dokładnego czasu urodzenia. Praktyka pokazuje, że to daremne wydane pieniądze. A żywa rozmowa z astrologiem, który będzie w stanie zrozumieć wasze problemy i zobaczyć w horoskopie mechanizmy uruchomienia waszych chorób czy problemów – tylko tak może nastąpić skuteczna pomoc. On wskaże wam, w jakich energiach jesteście zaciśnięci, zablokowani lub po prostu się miotacie. A kiedy nie ma możliwości zbudowania horoskopu, to można posłużyć się żywym horoskopem transytowym na waszych dłoniach. I wówczas zaczynam opowiadać człowiekowi, jak wydostać się z tej jamy, w którą już wpadł, chociaż myśli, że jeszcze można podłożyć słomkę. Nie, jeśli już poszedłeś do wróżek i proroków, to znaczy, że twoje sprawy są już całkiem złe. Nie bez powodu w narodzie mówi się, że ta dusza nie jest żywa, która poszła do lekarzy. Dobry astrolog to nie wróżbita, on leczy duszę, a w horoskopie widzi wrażliwe punkty waszej duszy.

Swoim rozmówcom mówię wszystko w sposób skrajnie szczery. Nazwałem ich „rozmówcami”, chociaż w duszy każdy człowiek jest dla mnie niczym małe gwiazdki na Drodze Mlecznej wielkiego nieba. I chciałbym, aby w jego oczach zapłonął iskierka nadziei, aby nie zgasła, lecz przemieniła się w jasne światło, przyciągające do siebie inne gwiazdki, które potrzebują ciepła i światła. I zapewne dlatego cierpią, kiedy odsłaniam ich wady, oczyszczam rdzawe serce, zmywam lakier i blask wulgarności, ale otwieram przed nimi Boskie prawa Kosmicznej Harmonii, aby otworzyła się i zaśpiewała ich dusza. Ale najpierw czysta, nieskalana, dana przez Boga, aby, przechodząc ścieżką życia, pozostawiła po sobie Dobre Imię. Ale właśnie tego niektórzy tak bardzo nie chcą zrozumieć. JAK I KIEDY stoi błaganiem w ich oczach i głosie. Odpowiadam, że wkrótce, jeśli nie zrozumiecie, że sami we wszystkim jesteście winni. Czytajcie Pismo, a znajdziecie odpowiedzi na wszystkie pytania. Bóg dał wam uczucia, aby przez nie doskonalić się duchowo, a wy zmieniacie się w gąsienice. Intuicja – oto klucz, zdolny przełamać wasze uczucia, aby z gąsienicy odrodzić się w motyla. Biblijna historia jawnogrzesznicy Marii Magdaleny jest pod tym względem wspaniałym przykładem.

Przewidywania i spełnienia dla swojego życia możemy świadomie kierować sami. Do tego bardzo ważne jest, aby każdy z nas stale śledził swoje czyny, myśli i uczucia. Tą analizą korygujemy program dla przyszłego życia. I wówczas będziemy rozumieć, dlaczego nagle pojawił się w nas intuicyjny pociąg do kogoś lub do czegoś. Analizując przeżyte życie, podsumowując to, co przeżyte, często mówimy sobie, że gdyby udało się życie zacząć od nowa, to zrobiłbym to, stałbym się tym, osiągnąłbym to. W ten sposób już układamy program dla przyszłego wcielenia, który karmicznie zadziała intuicyjnym impulsem, założonym przez nas samych. Czyż nie o to marzy każdy człowiek na ziemi. Tak można uczyć się żyć według intuicji.

Bywa i gorzej. Jeśli człowiek stale powtarza sobie, że „jestem małym człowieczkiem”, to w ten sposób blokuje swój świat duchowy, nie rozumiejąc, że małym można być jedynie wzrostem, a wielkim – duszą. Upośledzając swoje znaczenie, człowiek w następnym życiu narodzi się jeszcze niższego wzrostu i na pewno będzie na tym kompleksować. W głęboką pamięć wprowadzona jest informacja, i uruchamia się karmiczny program kompleksu niższości. I żadne operacje ani rozciągania mu nie pomogą. A myśl, która trawi o swojej niższości, będzie tworzyć coraz to nowe problemy jego zdrowiu. Będzie on stale sprawdzać swoją moralność, zdolność przeciwstawiania się upokorzeniom i obraźliwym słowom. Oto tak ciągną za sobą karmiczne długi minionych wcieleń.

Prawo intuicji zakazuje wątpić, gdyż przy tym narusza się wewnętrzną integralność energetyczną duszy. Wątpliwości rozdzierają duszę, nie dają jej spokoju. W „Nauce Żywej Etyki” powiedziano: „Wątpliwość jest zagładą jakości. Wątpienie jest grobem serca… Czerwonka wątpliwości podobna jest do pałeczki, która rozkłada energię psychiczną i wpływa nawet na skład krwi. Kiedyś naukowcy pokażą psychiczną i fizyczną specyfikę człowieka, który popadł w wątpliwości. Takie następstwa choroby zwątpienia będą wśród najbardziej zaraźliwych”. Zniszczycielskie działanie wątpliwości doskonale oddaje biblijna opowieść o przypadku z apostołem Piotrem, kiedy ten chciał iść po wodzie Genezareckiego jeziora na spotkanie z Chrystusem. I poszedł, ale jak tylko zaczął wątpić, zaczął tonąć. Inny apostoł, Tomasz-Niewierzący, nie mógł uwierzyć w zmartwychwstanie Chrystusa, dopóki nie włożył palców w Jego rany. Chrystus zaś powiedział: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Jeszcze większą wadą, która przeszkadza rozwojowi intuicji, jest STRACH. On jeszcze bardziej niż wątpliwości niszczy energetyczną podstawę człowieka, zmuszając do ciągłych ciężkich i grubych wibracji, dając impuls do negatywnych działań. Wyczerpanie energii psychicznej pod wpływem strachu prowadzi do stałego chorobliwego stanu wszystkich organów, ale przede wszystkim nerek i serca. Energetycznie strach potężnie niszczy „splot słoneczny”, dlatego człowiek z tą wadą będzie odczuwać stałe bóle w centralnym obszarze brzucha. „Nauka Żywej Etyki” rozpatruje strach jako emocję, która paraliżuje pracę wyższych centrów świadomości człowieka. Pod wpływem strachu pozbawia się on najcenniejszej jakości – swojej świadomości, schodząc na poziom refleksyjnej interakcji ze światem. Strach blokuje dobre zamiary, będąc narzędziem ciemnych sił. W narodzie mówi się, że tam, gdzie strach, tam i upadek. Brak strachu jest pierwszą i konieczną warunką do walki ze złem, o czym świadczy ludowa mądrość, zakorzeniona w bajkach, legendach oraz mitach.

Łatwo żyć według intuicji, kiedy twoje myśli, czyny i uczucia nie muszą być już kontrolowane, kiedy stały się naturalne.

To już zachowuje siłę nerwową dla wykształcenia w sobie nowych cech fizycznych, mentalnych i duchowych. I wtedy sam sobie będziesz prorokiem, staniesz się panem duchowej czujności, której imię to intuicja.

DALOKOWZROCZNOŚĆ I KRÓTKOWZROCZNOŚĆ

Człowiek, który nie rozwinął swojej intuicji, jest głuchy na nią i obojętny wobec innych. Jego organy pracują nierytmicznie, zawodzą, lecz on nadal bardziej im ufa. W buddyjskiej symbolice te pięć zmysłów nazywane jest złodziejami, którzy wtargnęli do organizmu (do świątyni duszy) i działają w nim według własnego widzimisię, odwracając ducha od skupienia, od wewnętrznej prawdy. Wówczas staje się dla nas zrozumiałe, dlaczego u człowieka dochodzi do zaburzeń funkcji organów zmysłów. Obsługujący personel, brygada stworzona przez Boga, rozproszyła się, oddała się, przemieniła w złodziei i kieruje się pożądliwością. Który organ okrada cię na drodze poznania i postrzegania świata? Czy traci się wzrok, czy słuch? Ale oszukujemy siebie, Boga i Naturę: nosimy okulary i soczewki, wkładamy do uszu aparaty słuchowe. Walczymy, aby dalej oszukiwać. Noszenie okularów to jak noszenie na sobie kary karicznej: „Nie umiem właściwie patrzeć na świat, na życie, nie rozumiem, co i dlaczego dzieje się ze mną i wokół mnie”. Jeśli człowiek żyje, napinając zmysły, to odbija się to na chorobliwej wrażliwości organów. A przyczyny i skutki nie zwlekają.

Przyjrzyjmy się dwóm najczęstszym zaburzeniom wzroku – krótkowzroczności i dalekowzroczności. Jaką zatem karmę noszą ludzie cierpiący na te dolegliwości?

KRÓTKOWZROCZNOŚĆ – to osłabienie wzroku do dali. Jest to karma, której przyczynowość polega na tym, że życie społeczne i zbiorowe człowieka powinno zostać zredukowane do minimum. Że ma on wystarczająco dużo problemów światowych, które nie zostały rozwiązane, nie zostały przepracowane na płaszczyźnie duchowej. Są to przede wszystkim te problemy, które znajdują się BLISKO JEGO RĄK – krótkowzroczność: rodzina i krewni. Oni nie widzą bliskich, są wobec nich zimni i obojętni, egoistyczni. Właśnie tutaj ich karma, która powoli gromadzi się w ciężkich chorobach przewlekłych.

Nałożywszy okulary, poprawiając w ten sposób sobie ostrość wzroku w dal, człowiek nie staje się pełnowartościowym członkiem społeczeństwa. Będzie niewolnikiem, robotem wykonującym wolę innych i całkowicie posłusznym oraz sumiennym. Jednak problemy domowe nie zostaną zrekompensowane działalnością społeczną. Krótkowidze częściej są nieudacznikami w rodzinie, dlatego nie mogą wnieść do społeczeństwa niczego nowego i interesującego. Najgorsze dla społeczeństwa – to krótkowidze szefowie i politycy, to „złodzieje w prawie”.

Straszno jest pisać i mówić takie rzeczy, ale milcząc o nich, nasze życie staje się jeszcze bardziej straszne i nieznośne. Tak i będą się miotać, waląc głową w mur, obwiniając kogoś o swoje problemy. Karma każdej choroby składa się ze stanu duchowego człowieka. Rozmiar karmy krótkowzroczności wyrażony jest w dioptriach. Każda jednostka dioptrii wskazuje na pewną przestrzeń życiową wokół człowieka:

1 dioptria – norma dla wszystkich. Nie ma problemów, w których dusza drżałaby.

3 dioptrie – relacje z rodzeństwem, czasem silny negatywny wpływ bliskiego przyjaciela lub przyjaciółki. 4 dioptrie – rodzina, relacje między mężem a żoną, z matką. 5 dioptrii – stosunek do dziecka, dzieci, brak twórczego oddania się im. 6 dioptrii – prowadzą do rozpadu rodziny, duchowej niezgodności, zdeptania podstawowego prawa, prawa rodzinnej służby. 7 dioptrii i więcej – duchowa degradacja, która dotyka także sfery społecznej życia. Tu chodzi o dalekich krewnych, partnerów w pracy, prawa społeczeństwa, religię, filozofię i politykę – wszystko to jest odrzucane i piętnowane.

Czytelnik obeznany z astrologią zauważy, że wszystkie dioptrie są zbudowane według znaków Zodiaku. Praktyka i badania potwierdziły słuszność tego podejścia. Ponieważ dawne nauki zawierają w sobie Prawdę, która może rozbłysnąć Mądrością w świetle współczesnych badań uczonych.

Większość ludzi cierpi na krótkowzroczność, co jest prawdą, i to, że u większości ludzi problemy rodzinno-bytowe zajmują czołowe miejsce w ich życiu.

Gdy dioptrie mają niecałkowitą wartość, a z dziesiętnym ułamkiem, na przykład 5,5, oznacza to, że u tej osoby następuje narastanie problemów. To, że nie została rozwiązana jedna kwestia, a do niej dochodzi kolejna. I tak toczy się lawina problemów, a człowiek żyje jak wiewiórka w kołowrotku.

Dzieci głównie cierpią na krótkowzroczność. Im wcześniej u dziecka, jeszcze przed szkołą, wykryto krótkowzroczność, tym większa odpowiedzialność spoczywa na rodzicach za jego wychowanie. Ta odpowiedzialność karmicznie spada na dziedziczność ze strony ojca lub matki. U którego z nich jest krótkowzroczność? Ten w większym stopniu będzie odpowiedzialny przed Bogiem za wychowanie dziecka. Tym samym będzie wychowywać siebie, a wówczas jego wzrok się odnowi. Dziecko zaś otrzyma dobry przykład, jak należy postępować w domu ze swoimi bliskimi. W ten sposób wyrównują się karmiczne długi dziedziczności.

Krótkowzroczność pojawiająca się u ucznia szkolnego jest karmicznie bardziej złożona. Przed nim otwiera się nowy świat, i jest gotowy go przyjąć. Ale jeśli u dziecka pojawia się negatywna reakcja na szkołę, na przedmioty lub nauczycieli – co nie dziwi przy istniejącej systemie edukacji – wzrok zaczyna szybko spadać. Dlatego krótkowzroczność jest swego rodzaju wewnętrznym protestem, niechęcią do widzenia i odczuwania bezduszności nauczania.

Oto co pisze podręcznik medyczny dla studentów: „U dziecka krótkowzroczność szkolna powstaje w wyniku wpływu wielu endogennych i egzogennych czynników, wśród których najważniejszym jest wrodzona słabość akomodacji. W niekorzystnych warunkach krótkowzroczność postępuje”.

Są jeszcze mądrzejsze wypowiedzi, jednak choroby z tego powodu nie ustępują, a zaleca się noszenie okularów.

Karmiczna medycyna widzi możliwość zaburzenia wzroku u ucznia wraz z nastaniem niepomyślności w rodzinie. Wówczas dziecko zakłada okulary tylko na lekcjach, aby zobaczyć to, co napisane jest na tablicy. Czasem wzmożona pracowitość, aby nie rozpraszać się na otaczający świat, sprawia, że dziecko staje się krótkowidzem. Takie dzieci odnoszą sukcesy w nauce, a po ukończeniu szkoły wzrok się odnawia.

Dalekowzroczność jest przeciwieństwem krótkowzroczności. To jest obniżenie wzroku z bliska. Ten człowiek został narodzony dla społeczeństwa, dla przyszłości. Praca i aktywność społeczna powinny stać się normą jego życia. To umiejętność patrzenia na życie z lotu ptaka. Umiejętność widzenia wszystkiego naraz.

Z punktu widzenia karmicznej medycyny, dalekowzroczność to chorobliwe postrzeganie tego, co dzieje się wokół człowieka. Częściej oczy zaczynają boleć i męczyć się w warunkach domowych, ponieważ ten bliski świat zaczyna przygniatać swoimi problemami, na które „oczy nie chcą patrzeć”.

Ta powszechna fraza „oczy by moje na ciebie (na to) nie patrzyły” jest jednym z kluczy do zrozumienia przyczyn zaburzeń wzroku. Jak często ją wypowiadasz? Na kogo lub na co nie możesz patrzeć bez bólu? Jeśli ten ból odbija się w duszy cierpieniem, to spowoduje jeszcze większą dalekowzroczność – ślepotę na tych, którzy są obok.

Jeśli to, co widzisz, wywołuje w tobie gniew i rozdrażnienie, choroba będzie postępować z różnymi powikłaniami na siatkówce, soczewce, ciśnieniu wewnątrzgałkowym itd. Gniew i rozdrażnienie zawsze wywołują ból, który prowadzi do interwencji chirurgicznej, natomiast spokój wobec tego, co się dzieje wokół, utrzyma stabilną liczbę dioptrii bez bolesnych powikłań.

Często dalekowzroczność jest protestem przeciwko temu, że na ciebie zwala się pracę, którą powinni wykonywać inni – oczywiście, jeśli powtarza się to dzień po dniu.

Dalekowzroczne dzieci są utalentowane. Odczuwają swoją przynależność do wspólnego życia całej grupy, kraju itd. Czasem ich dalekowzroczność występuje jako protest wobec tego, co się w niej dzieje.

Podejście do wykrywania przyczyn zaburzeń wzroku u dzieci powinno być wyłącznie indywidualne. Karmiczna medycyna nie mierzy wszystkich ludzi i wszystkich chorób tą samą miarą. Szuka problemów duchowego stanu człowieka, a każda choroba jest sygnałem ciała, duszy i ducha.

Tak, starczą dalekowzroczność wskazuje na to, że problemy rodziny, w której żyje, nie powinny ciążyć na nim jako niezadowolenie. Dzieci, wnuki, zięciowie lub teściowe – oni mają swoją karmę, swoje relacje, w których powinni nauczyć się żyć w harmonii. A starsza osoba w rodzinie, dalekowzroczna, znaczy, wyposażona życiowym doświadczeniem, wszystko wiedząc z góry, powinna spokojnie patrzeć na to, co się dzieje. Jego zadaniem jest ogrzewać ciepłem duszy, mądrą radą gasić nienawiść i rozdrażnienie, które panują w rodzinie. Ale gasić dobrym słowem i łagodnym spojrzeniem. To właśnie do starszej osoby powinny ciągnąć się dusze jego krewnych, ponieważ on, człowiek Boży, przygotowuje się do spotkania ze Stwórcą.

To w jeszcze większym stopniu odnosi się także do starczego krótkowidztwa, które się rozwija. Mówi ono o tym, że przeżywszy życie, on przemyślał najważniejsze – swoich krewnych. Dlatego Bóg zamyka mu wzrok w dal, aby skierować uwagę duszy na swój ród, aby stał się dla nich „bożą mniszką”. I wówczas dusza jego łatwo wzniesie się w piękno daleka.

Przypadków cudownego, niefarmakologicznego leczenia krótkowzroczności i dalekowzroczności jest bardzo wiele. Jednakże będzie interesujące, jeśli napiszesz o swoich obserwacjach, o swoim doświadczeniu.

Pewnego razu, po wykładzie w mieście Nabrzeżne Czołny, podeszła do mnie kobieta i opowiedziała, że wstąpiwszy na studia, które wybrała nie z miłości, nie z duszy, zaczęła gwałtownie tracić wzrok. Rozwinęła się u niej dalekowzroczność. Czytać i pisać bez okularów mogła. Po ukończeniu studiów jeszcze przez dziesięć lat pracowała w tej specjalności, nie zdejmując okularów. Ale dopiero gdy zmieniła pracę, zawód, czerpiąc z tego zadowolenie, wzrok sam całkowicie się odnowił. Ale zrozumiała to dopiero teraz, na wykładzie. Czyż to nie wskaźnik przyjmowania do pracy, do placówki naukowej, na stanowisko itp.

Przeczytawszy ten rozdział, wielu zechce pozbyć się okularów. I słusznie zrobią! Wówczas będziesz mógł zobaczyć tylko to, na co Bóg wskazuje ci w doskonałości ducha.

Nie próbuj zastępować okularów soczewkami kontaktowymi. W ten sposób wzmocnisz wszystkie inne swoje choroby. Ukrywanie zawsze prowadzi do trudności w postawieniu diagnozy, a zatem do niewłaściwego leczenia. I wówczas staje się dla nas zrozumiałe, dlaczego człowiek umiera całkowicie z powodu innej choroby, niż ta, od której leczono go u lekarzy. Obwinia się lekarzy, a nawet sądzi się z nimi rodziny – cała sprawa w ukrywaniu, które zawsze jest przebiegłe i szuka zysku w życiu.

Zgadzam się, że zdarzają się niekompetentni lekarze. Ale ogólnie, czy to normalne, żeby lekarz nosił okulary? A nauczyciel lub kapłan w okularach? Czy są oni szczerzy? Uczyć i leczyć dusze ludzi należy z czystą duszą, a w oczach powinno świecić się miłość.

Nie zapominajmy, że u ludzi cierpiących na energetyczny wampiryzm także odnawia się wzrok, jednak jest on podtrzymywany na grubych i ciężkich energiach, które zatykają, a nawet spalają ten kanał. I wówczas w następnym wcieleniu człowiek urodzi się niewidomym. To nie oznacza, że wszyscy niewidomi byli w przeszłym życiu energetycznymi wampirami. Każdy ma swoją Karmę, czasem świadomie wybraną. Ale o tym porozmawiamy w następnych książkach.

I wreszcie, co można powiedzieć o człowieku, który stale zmienia okulary plus na minus lub odwrotnie? Mówi to o tym, że jego dusza nie jest spokojna, że się miota, że człowiek jest niestały w uczuciach i myślach. A od tego nie będzie zdrowia, i wzrok jeszcze bardziej się pogorszy.

To samo można powiedzieć o człowieku, u którego jedno oko cierpi na krótkowzroczność, a drugie – na dalekowzroczność. Ale u tej osoby jest więcej osobistych problemów niż u tego, kto zmienia okulary. Główny strumień informacji o świecie dociera do człowieka przez wzrok. Jest on jak termometr, na którego skali stoją dioptrie. Dopóki plusy i minusy waszego wzroku będą „skakać”, nie będzie spokoju w duszy, nie będzie zdrowia w ciele, nie będzie radości w życiu, nie będzie Bożej łaski. Wyrzućcie, rozgniećcie swoje okulary. Uczcie się odnosić do świata w doświadczeniu żywego postrzegania, a u was zacznie rozwijać się intuicja. Nie oczami zobaczycie, a sercem poczujecie to oszustwo, w którym się znajdujecie. „Patrz w korzeń!” – uczy Kozma Prutkow. Korzeń wielu naszych nieszczęść tkwi w duszy pozbawionej poczucia intuicji. Spokojnie i pewnie słuchajcie siebie, a zrozumiecie, za kim i dokąd iść w życiu. Poznawajcie metody i techniki autotreningu, medytacji i jogi, pomogą one szybciej odkryć wewnętrzne rezerwy waszych uczuć. A szczere zwrócenie się do Boga uczyni wasze uczucia mocnymi, czystymi i jasnymi.

INTUICJA I PODSTAWY Na rozwiniętą intuicję wskazują sny. Wielu ludzi codziennie śni. O tym będzie osobna rozmowa, ale tutaj chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że codzienne sny są znakiem niewykorzystanej intuicji, ograniczonych i w pełni nierozwiniętych uczuć. Oto, co na ten temat mówi indyjska nauka „Bhagawata-Purana”: „Życie człowieka niewykształconego, którego istnienie i duch są równie ogarnięte lenistwem, mija nocą, we śnie, a w dzień w próżnych czynnościach”. Przez sen intuicja wyprowadza osobowość z tego wcielenia, odsyłając ją w daleką przeszłość lub odsłaniając przed nią obrazy przyszłości. Im bardziej człowiek jest konsekwentny w myślach i uczuciach przeżytego dnia, tym bliżej jest zdrowej treści i informacji otrzymywanej we śnie. I odwrotnie, jeśli myśli „skaczą”, to sny będą chaotyczne, a człowiek otrzyma „papkę” obrazów, w której nie on sam, ani nikt inny nie będzie w stanie się połapać. To jest jego prawdziwe życie. Takie sny są jak obce języki, których znamy. I pozostają one nieprzetłumaczone, a życie takiej osoby jest chaotyczne, bez zrozumienia.

Jeśli człowiek nie zajmuje się rozwojem doświadczenia duchowego, to we śnie otrzymuje informacje z przeszłego życia. Stąd staje się zrozumiałe, dlaczego widzimy siebie we śnie w najbardziej nieprawdopodobnych sytuacjach i okolicznościach. To wojny, pożary, klęski żywiołowe, morderstwa itd. Wchłonęliśmy w siebie doświadczenie wielu przeszłych żyć. Widzimy to, od czego w przeszłych wcieleniach nasza dusza nie raz cierpiała. To znak, że i w tym życiu możemy trafić w te same sytuacje, że doświadczenie przeszłości jeszcze nie uczyniło nas mądrzejszymi, a liczba przeżytych żyć nie przerodziła się w jakość. Jest nad czym się zastanowić każdemu, kto codziennie błąka się we snach.

Na przykład, jeśli kobieta we śnie stale się rozwodzi z mężem, to jej karmiczny dług polega na odwrotnym: wystarczy, że sama „mącic wodę” w rodzinie, z jednego życia w drugie, nie szukaj lepszego losu – go nie będzie. To, co mamy, nie zachowujemy, tracąc – płaczemy. W ten sposób, we śnie otrzymujemy ostrzeżenie o tym, nad czym dusza powinna pracować. To nasza karma pokazuje „dół”, do którego możemy ponownie wpaść. To sny rzeczywistości przeszłej i programy obecne dla doskonałości w przyszłość. We śnie przeżywamy nie czyjeś życie czy los, a swoje własne.

Jeśli matka nie jest nastawiona na swoje dziecko, nie żyje z nim jednym oddechem, nie umie czuć go każdą komórką swojego organizmu, to będzie stale widzieć złe i straszne sny o swoim dziecku. W ten sposób Bóg stara się wskazać na jej karmiczny program: zająć się jego wychowaniem i edukacją, żyć jego zainteresowaniami i uczuciami. I wszystko to po to, aby samej stać się lepszą i czystszą. Tak dzieci stają się naszymi aniołami, ratując nasze dusze.

Ludzie czystymi uczuciami rzadko śnią, a jeśli się to zdarza, to sny są wróżebne, jasne i obrazowe. Historia pokazuje, że zaangażowana osoba często znajduje rozwiązanie zadań we śnie. Tak było z układem okresowym pierwiastków, który zobaczył Mendelejew, a Antonow we śnie ujrzał kształt statecznika samolotu. Podobnych przykładów można przytoczyć wiele. I wszystkie one potwierdzają, że uczucia i myśli skierowane na tworzenie, oświecone zainteresowaniem i zaangażowaniem, często przynoszą swoje owoce w intuicyjnych objawieniach snów.

Kiedy brakuje naszej intuicji, to we śnie możemy otrzymać ostrzeżenie dotyczące pozornie całkowicie niewinnej strony naszego życia. Dotyczy to śmierci bliskiej osoby. Ale teraz opowiem tylko o dwóch rodzajach snów pośmiertnych. Często zmarli krewni „odwiedzają” nas we śnie i dają nam pieniądze lub inne wartości. To mówi o tym, że dusza waszego krewnego nie odeszła do „Rajskiego świata”, a pozostała na ziemi jako mytarz. Kiedy on coś wam we śnie daje, chce kupić sobie prawo do życia razem z wami w waszym mieszkaniu. W ludowej tradycji nie radzi się brać we śnie od zmarłego niczego. W przeciwnym razie będziecie stale słyszeć, jak na kuchni, kiedy tam nikogo nie ma, z jakiegoś powodu grzechoczą garnki. Albo nocne człapanie, niby ktoś je, ale kiedy przychodzicie do kuchni, nikogo tam nie ma. Albo skrzypienie desek podłogowych, jakby ktoś chodził po pokoju. Czasem nawet czuć lekki oddech, jakby ktoś przeszedł obok, chociaż oprócz was w mieszkaniu nikogo nie ma. U was zaczną się lęki, widzenia i inne nieprzyjemne odczucia. Będziecie częściej chorować, z trudem budzić się rano, a pomóc wam będzie mogła tylko cerkiew. Trzeba kilka razy z rzędu zamówić „czterdziestodniówkę” za spokój duszy waszego zmarłego krewnego, a wtedy wszystkie nieprzyjemności znikną.

Jednym z najniebezpieczniejszych snów jest taki, w którym wasz zmarły krewny prosi was, abyście przyszli w określonym dniu w określone miejsce, a nawet o określonej porze. Ludowe doświadczenie i obserwacje pokazują, że wszystkie te spotkania kończą się śmiercią. Jemu, waszemu krewnemu, nudno jest samemu w tamtej krainie, i w ten sposób zwabia was do siebie, wiedząc, że tam na pewno dojdzie do katastrofy. Dlatego nie zaleca się chodzić na takie wyznaczone we śnie spotkania.

O życiu mytarzy, o ich wpływie na nasze życie i zdrowie opowiem szczegółowo w następnej książce „Dusza i Karma”. A temat snów jeszcze zostanie szeroko omówiony w kartach karmicznej medycyny.

Ale najważniejszy egzamin, który zdajemy we śnie, polega na tym, że Bóg sprawdza jakość naszych myśli i uczuć. W rzeczywistości, kiedy człowiek śpi, wyłączają mu się myśli i uczucia, jest zrelaksowany, nie jest świadomy. Właśnie wtedy zastawiane są na nas pułapki naszych prawdziwych uczuć i myśli. We śnie pokazują nam sytuację, w której na jawie moglibyśmy oszukać, wymyślić sobie, zdradzić bliskiego, obrazić bezbronnego, ukraść cudze, zabić itd. We śnie zaś, przy wyłączonych uczuciach i myślach, jesteśmy sprawdzani pod względem duchowej dojrzałości. I jeśli we śnie zrobimy komuś coś złego, gdzie ujawni się nasza duchowa słabość, to Bóg ukształtuje nam w życiu takie sytuacje, aby dusza nasza przez cierpienie uczyła się uspokajać, a duch umacniać.

Jeśli człowiek ciągle się z kimś kłóci, awanturuje, to i we śnie będzie to kontynuował. Jeszcze gorzej, jeśli człowiek ukrywa swoje uczucia, to jego sny opowiedzą o jego duchowej istocie. I wtedy stanie się jasne, dlaczego w pozornie szczęśliwej rodzinie żona czy mąż cały czas we śnie się kłócą. Komu to się śni, ten nie umie kochać, dlatego i nocny odpoczynek zamienia się w koszmar uczuć.

W ten sposób, zawsze powinniśmy kontrolować siebie na poziomie uczuć i myśli, szczerze powstrzymywać się, mówiąc: „Nigdy nie złamię Bożych przykazań: nie ukradnę, nie zabiję, nie zdradzę, nie oszukam…” i tak dalej. A już we śnie Bóg sprawdzi, jak bardzo jesteście szczerzy i silni, na ile wasze myśli nie odbiegają od rzeczywistych uczuć. Pamiętajcie więc, że każdego wieczoru, kładąc się spać, spotykamy się z Bogiem i zdajemy Mu egzamin z naszej duchowej dojrzałości. I wtedy stanie się jasne, dlaczego mówimy: „Panie, za co Ty mnie doświadczasz, za co mnie sądzisz, dlaczego moje życie jest niespokojne i bolesne?” Odpowiedzi szukajcie we snach.

PROSTE WNIOSKI

Rozmowa o intuicji jeszcze się nie skończyła. To tylko mała przerwa, aby złapać oddech i poczynić konieczne wnioski. Z całej powyższej treści można wyciągnąć następujące wnioski.

Intuicja to pamięć przeżytego doświadczenia, w tym także przeszłych wcieleń. Intuicja to Boża opieka nad Duchem Świętym – człowiekiem. Intuicja to strażniczy punkt duszy. Intuicja to droga Prawdy na wiecznej ścieżce wiedzy. Intuicja to UZNANIE. Intuicja to Gwiazda Duszy. Kiedy rozumiemy się z półsłówka, to Gwiazda z Gwiazdą rozmawia.

Intuicja to energetyczny kanał informacji, gdzie ciało odczytuje ją na poziomie ideomotorycznym (fizycznym); serce ocenia ją na poziomie duchowym (astralnym); a myśl odczytuje informację bez logicznego uzasadnienia na poziomie mentalnym.

Intuicja rozwija się tylko poprzez doświadczenie własnego postrzegania. Zachowujcie czystymi kanały percepcji!

Intuicja to droga do samego siebie! Bez intuicji nie jest możliwy ewolucyjny rozwój duszy. Intuicja może rozwijać się u tych, którzy umieją kochać i cieszyć się, którzy są wewnętrznie nastawieni i całkowicie oddają się ukochanej sprawie, którzy są pełni zapału i marzycielscy, których myśli nie skaczą z jednego problemu na drugi, a są noszone w sercu.

Podporządkujcie swoje uczucia intuicji, a staniecie się szczęśliwymi ludźmi.

Zapomnicie o chorobach, one po prostu nie będą mogły się u was pojawić. Bez intuicji choroby zaczynają się od narządów zmysłów. Karmiczna medycyna twierdzi, że rozwinięta intuicja jest w stanie zatrzymać każdą chorobę i uleczyć każde ciało, zachowuje zdrowie, przedłuża młodość i życie, czyni człowieka interesującym i niepowtarzalnym. Po co prowadziliśmy tak długą rozmowę o intuicji, stanie się jasne, kiedy zajrzymy do organizmu człowieka i zobaczymy, co dzieje się w nim na poziomie biologicznym i energetycznym. I wtedy każdy zrozumie, że czystość uczuć to dar Boży, który trzeba odkryć w sobie. Dobrze, jeśli każdy sam dojdzie do tych prostych wniosków i zdoła z nich korzystać. Wtedy brama zmysłów Świątyni wpuści w siebie zdumiewający świat nieznanych odkryć, a ciało stanie się nietknięte przez czas. Daj Boże!

Część II. ODŻYWIANIE

KARMA A ODŻYWIANIE Problemy żywienia to problemy wieczne. Ileż to specjalistów zajmowało się tą kwestią. Porad, diet i badań naukowych na ten temat jest tak wiele, że zdumiewa, iż do tej pory nie doszło do bijatyk, gdyż każdy z nich głosi diametralnie przeciwne idee, prawdy i postulaty. Wszystko dlatego, że „na gust i kolor nie ma rady”, a być może dlatego, że „człowiek może być władcą świata, ale zawsze pozostaje niewolnikiem swego żołądka” — jak często powtarzał mi ojciec czyjąś myśl. To właśnie okoliczność ta uczyniła człowieka zależnym od jedzenia i zrodziła w nim mnóstwo wad. Karma w medycynie widzi w tym powód do refleksji, do poszukiwania nowych możliwości usuwania przyczyn, a przede wszystkim — do profilaktyki chorób związanych z odżywianiem. Aby to osiągnąć, musimy zerwać z odwiecznym powiedzeniem „o gustach się nie dyskutuje”. Przecież nie wiedzieliśmy, jak i o co dyskutować. Nie znaliśmy mechanizmów działania naszych smaków, uczuć i intuicji. Nie wiedzieliśmy, że miarą wszystkiego jest ludzka dusza z jej potrzebami, pragnieniami i pragnieniami, z jej sterowanymi i niesterowanymi uczuciami, najczęściej z prymitywną świadomością. Nadeszła pora, aby dyskutować o smakach. Nadeszła pora, aby uszeregować je według ewolucyjnej, duchowej skali wartości. Nadeszła pora, aby obudzić śpiących, dać siłę zmęczonym, otrząsnąć niedbających. Nadeszła pora, aby poddać analizie smaki i uczucia, myśli i pragnienia, by ujrzeć nową odsłonę istoty ludzkiego bytu. A nauka o odżywianiu człowieka w tym szeregu wiedzy pomoże odczytać informację o subtelnym świecie uczuć, w którym on przebywa w danej chwili. A to pomoże zrozumieć, dokąd on dojdzie w przyszłości.

Rozpoznając smaki żywieniowe, zrozumiemy, jak działa intuicja u tej czy innej osoby i do czego to doprowadzi w przyszłości. Musimy zrozumieć, jak — odżywiając się codziennie — nie chorować od jedzenia. Dlaczego trzymamy się tylko określonego rodzaju pożywienia, ignorując resztę? Dlaczego zmuszeni jesteśmy stosować żywienie rozdzielne, diety, posty itp.? Co kryje się za tym wszystkim? Co tkwi w związku przyczynowo-skutkowym, który okazuje się tak nieoczekiwany?

ZA POŻYWIENIEM MOŻEMY PRZEPROWADZAĆ DIAGNOZĘ KARMY przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Przeszłość ukryta jest w żywieniu dziecięcym. Teraźniejszość określana jest przez potrzeby żywieniowe dnia dzisiejszego. Przyszłość rozciąga się od łona matki, od tego, jaką żywność spożywała ona w czasie ciąży, aż do punktu zwrotnego w stanie duchowym człowieka — zdolności panowania nad swoimi uczuciami. Jeśli człowiek nie umie tego robić, nie może zmienić swojej karmy. A stosowanie różnych technik i metod żywieniowych, którymi tak zachwycają się niektórzy, nie usuwa karmicznych długów, dlatego też wszystkie te metody wymagają stałego stosowania. A to już jest patologia, którą należy kompensować czymś innym. Jeśli nie można tego, to można coś innego — i koniecznie w odpowiedniej ilości. Pewnie wkrótce stanie się powszechnym powiedzeniem: „Powiedz mi, co jesz, a powiem ci, kim jesteś”.

Jest jeszcze jeden problem, który można nazwać „Prawem karmicznej podobieństwa”. Zaczyna ono coraz silniej przejawiać się w naszym kraju i związane jest z produktami żywnościowymi pochodzenia importowanego. Co zatem karmicznego kryje się za napływem dużej ilości importowanej żywności, która zalewa nasz kraj? Wiadomo, że w każdym kraju istnieje określony, podwyższony stopień podatności na niektóre choroby. Na przykład w „krajach bananowych” po raz pierwszy pojawił się AIDS, Ebola i inne choroby. Ich żywność stanowi dla organizmu drogę wnikania tych chorób. Tak samo jest we wszystkich krajach i u wszystkich narodów. Każdy z nich ma bowiem swój styl życia, cechy klimatyczne, ekologiczne i inne. My również gwałtownie zmieniliśmy swoje życie, relacje i ekologię, stajemy się „cywilizowanymi” ludźmi, a to natychmiast odbija się na naszym zdrowiu. Kiedy zaczynamy spożywać ich produkty, nasz organizm staje się podatny na ich choroby. To jedna z przyczyn rozprzestrzeniania się epidemii na planecie. Tak działa prawo karmicznej podobieństwa.

Zatem karma w medycynie zaleca stosować tę dietę, która istnieje w waszej okolicy. Zbyt urozmaicone odżywianie, choć konieczne, utrudni diagnozę, a leczenie będzie wymagało zastosowania znacznie większej liczby różnorodnych środków farmaceutycznych. Bowiem „ obce” produkty wprowadzają zmiany w organizmie nawet na poziomie molekularnym. Kiedy byliśmy „posmarowani jednym światem”, choroby były u wszystkich podobne, a krajowe leki pomagały. Im bardziej jednak stykać się z innymi krajami i narodami, tym bardziej różnorodne i złożone stają się nasze choroby. Nie trzeba jeździć do innych krajów — wystarczy spożywać ich produkty, pić ich wino, palić ich papierosy, żuć ich gumę do żucia, a nawet nosić ich ubrania. W ten sposób stajemy się zakładnikami ich chorób. Nieprzypadkowo wraz z tym importowanym dostatkiem napłynął do nas strumień importowanych leków. Dlatego właśnie naszych preparatów jest coraz mniej, a importowanych — więcej. Istnieje nawet „wirus Dolara”, a naukowcom jeszcze przyjdzie odkryć jego ukryty wpływ. Dlatego myślcie o pokusie importu i o tym, jakim echem odbije się on w waszym organizmie.

DUCHOWE REAKTYWY

Wiadomo, że pożywienie jest źródłem życia i siły. Jednak każdy pokarm spożywany bezmyślnie, jedynie po to, by napełnić żołądek, stanie się „martwy”, ciężki i wywoła choroby. Cały świat przeniknięty jest życiodajnymi fluidami, duchowymi wibracjami. W pożywieniu zawsze obecne są żywe elementy, enzymy, reaktywy itd., które oddziałują zarówno na świat materialny, jak i duchowy człowieka. Wnikając do organizmu, zaczynają one wywoływać reakcje wymiany, podstawienia, uzupełnienia, rozkładu i inne. Najsubtelniejsza i najczystsza energia pożywienia nie ma kształtu, objętości ani wagi, lecz mimo to niejako unosi się na powierzchni i odebrać ją mogą jedynie narządy naszych zmysłów. Człowiek zaś częściej zadowala się gęstością wypełnienia żołądka niż czerpaniem przyjemności przez wszystkie organy zmysłów. I wówczas oszukane zmysły nie są w stanie ochronić „Bożej Świątyni” przed naporem grubych energii, a spożywany przez nas pokarm jest słabo przyswajany, „przelatuje”, zalega lub jest odrzucany.

W każdym pożywieniu znajdują się reaktywy, które odbiera nasza dusza poprzez zmysły. Nazywam je DUCHOWYMI REAKTYWAMI, które przygotowują wszystkie wewnętrzne organy człowieka do przyjęcia pokarmu.

Widzimy pokarm i mówimy, że budzi się w nas apetyt. Już sam jego widok wywołuje reakcję, która przebiega falą energetyczną przez całe nasze ciało. Tak! Wzrok przyjął informację o pokarmie, zarejestrował, wchłonął, coś wewnątrz zafalowało. Zapach pokarmu dodaje kolejnej energetycznej fali. Tak! Kolejny sygnał pobudza organy, uruchamiając odpowiednie funkcje i wydzielanie niezbędne do przetworzenia pokarmu. Przy tym nie ma znaczenia, czy najpierw zobaczyliśmy pokarm, czy poczuliśmy jego zapach. Smak i dotyk pokarmu potrafią wywołać najsilniejszą falę uczuć, ostatecznie doprowadzając organizm do stanu gotowości do pracy.

Prawdopodobnie tylko słuch pozostaje nieuchwytny dla tych wrażeń, dlatego mówi się, że „w brzuchu nie ma ucha”. Słuchem odbieramy to, co chrzęści, trzeszczy i grzechocze między zębami. Ci zaś, którzy przygotowują pokarm, słyszą jego syczenie, bulgotanie i inne dźwięki, co przynosi dodatkowe emocje związane z percepcją zmysłową. Mlaskanie to praca na słuch, lecz zawsze wywołuje irytację otoczenia, gdyż słychać w nim zwierzęcą naturę człowieka. Są jednak ludy, które jedzą rękami i u których przyjęło się głośne mlaskanie.

Wiele słów padło na temat starannego przeżuwania pokarmu. Niektórzy nawet zalecali liczenie liczby ruchów żucia na każdy kęs. W prasie pojawiła się kiedyś wiadomość o pewnym amerykańskim wykładowcy, który „postradał zmysły”, zmuszając studentów do wykonywania 33 ruchów żucia na każdy kęs, przy czym dokładnie je liczył.

Cała TAJEMNICA polega na tym, by rozkoszować się smakiem pokarmu, odebrać z niego duchowe reaktywy, i dopiero potem połknąć. To właśnie daje niezbędne wydzielanie śliny potrzebnej do jego przetworzenia. Organy wydzielania wewnętrznego — gruczoły — są tym sekretnym, tajemnym mechanizmem duchowych reaktywów, Boskiej łaski. Nie bez powodu mieszkańcy równoległego świata — perfumy, mytarze i tym podobne plugastwa — polują na naszą ślinę i krew. Ciągle znajdują się w pobliżu człowieka, który pluje. Dlatego w „Ditce” Porfirija Iwanowa mówi się: „… Nie pluj dookoła i nie wypluwaj niczego. Przyzwyczaj się do tego, że to twoje zdrowie”.

Smaczny pokarm to nie znaczy, że należy go szybko zjadać, lecz pretekst, by rozkoszować się nim, by uruchomiły się wewnętrzne mechanizmy jego przyjęcia i przyswojenia. Trzeba nauczyć nasze zmysły odbierania duchowych reaktywów z spożywanego pokarmu, angażując wszystkie pięć zmysłów, a wówczas pojawi się główne uczucie — intuicja. I dusza zacznie rozmawiać z każdym kęsem i łykiem pokarmu. W porę zatrzymamy się przed tym, co nie jest dla duszy miłe, czego ona nie akceptuje, by potem nie chorować i nie cierpieć.

Kiedykolwiek w domu zbieramy się całą wielką rodziną, by uczcić jakieś święto, moja mama, nalewając kieliszek, przeprowadza ten sam rytuał. Podnosząc kieliszek, pyta:

— Duszo, przyjmujesz?

— Nie, nie mogę i nie chcę! — sama za nią odpowiada.

— Więc przesuń się, bo cię oblęję! — mówi mama i wylewa zawartość kieliszka do siebie.

Wystarcza to na całe święto. Dla niej najważniejsze jest to, że nasza przyjacielska rodzina zebrała się razem, od tego jest na duszy dobrze i radośnie, a zatem nie ma potrzeby stymulować jej ani ciała dopingiem „szczęścia”.

Oto taka prosta mądrość daje siły, zdrowie i długie życie. Bo dusza wie i czuje, od jakich duchowych energii otrzymuje proste życiowe dobro — duchowe zadowolenie.

Alchemia odżywiania

Karmiąc intuicję, poprawiamy przemianę materii, gdyż zachodzi wymiana uczuć. Uczucia muszą wyławiać z pokarmu wszelkie wibracje, lecz koniecznie przyjemne, przepuszczone przez duszę. I wówczas w organizmie zachodzi swoistego rodzaju „alchemiczna reakcja łańcuchowa”. Pokarm dostarcza organizmowi składników chemicznych, lecz aby proces jego rozkładu przebiegał prawidłowo i czysto, potrzebna jest PRZYGOTOWAWCZA praca na poziomie duchowych reaktywów. Właśnie tę pracę nazywam „ALCHEMIĄ ODŻYWIANIA”.

Duchowe reaktywy odbierane z pokarmu nastrajają gruczoły wydzielania wewnętrznego, te zaś uruchamiają organy, a cała praca staje się zsynchronizowana, precyzyjna i bezbłędna. Dochodzi do zsynchronizowanego nastrojenia na pokarm jeszcze przed jego przyjęciem do organizmu. Podobnie jak muzyk stroi instrument przed koncertem, tak i my powinniśmy nastroić swój organizm, by mogła rozbrzmieć symfonia uczuć.

Spożywanie pokarmu powinno nieodłącznie towarzyszyć radość, duchowe oczekiwanie, a nie wypełnianie żołądka. Wówczas „i głupie usta, i język szpadel”. Mówimy: przygotowanie, oczekiwanie, oczekiwanie. Jakaż subtelna treść kryje się w tym „PRZED”. Zastanówcie się nad jego głębią, a ujrzycie prostotę. Ujrzycie PRAWDĘ w jej pierwotnym blasku, a wówczas problemy z odżywianiem przestaną być problemami.

Nazywając to zjawisko alchemią, staram się wyjaśnić naturę przemiany prostych substancji w leczniczy eliksir zdrowia. Pragnę, by wszyscy zrozumieli, że ten eliksir, tę panaceum, nie da się sporządzić w żadnej aptece świata. Tylko wewnętrzną pracą własnych uczuć osiągniemy zarówno leczenie chorób, jak i odzyskanie młodości, nabranie sił oraz nieograniczone przedłużenie życia. A „kamień filozoficzny” alchemii odsłoni swoje właściwości, odbijając w swych ścianach różne jakościowe strony naszego życia. Alchemia człowieka może dokonywać się jedynie poprzez duchową sferę jego życia. Ta sfera może jaśnieć jasnym blaskiem, przyciągając do siebie wszystko, co istnieje, lub blednąć, zamieniając się w czarną bryłę skały.

W życiu nieustannie stykać się z alchemią, a kto ją rozumie, ten włada „kamieniem filozoficznym”.

Jednym z potężnych procesów alchemicznych jest muzyka. Przemienia ona to, co widziane lub słyszane, w nową jakość, którą można odczuć i docenić jedynie duszą.

Tak więc alchemia, niejako odwrotna chemia, wykorzystuje nie elementarne cząstki układu okresowego, lecz duchowe komponenty energetyczne w obwodowym promieniowaniu. Dlatego stosując alchemię odżywiania, człowiek otrzymuje dodatkową energię substancji, prowadzącą do szybkiego nasycenia. I w tejże energii zawarta jest informacja o zgodności elementarnych cząstek z twoim organizmem. Słuchajcie intuicji! Dlatego wykluczone są tutaj zatrucia i zaburzenia żołądka i jelit, tworzenie się różnych zatorów w układach, zaparć jelitowych i tym podobnych. Tu działa prawo karmiczne ze znakiem plus. Gdyż duchowe postrzeganie czyni wewnętrzną harmonię organizmu podobną do kosmicznej, boskiej.

I wówczas staje się dla nas zrozumiała fraza, której często używamy, mówiąc o człowieku, że „żył DUCHEM ŚWIĘTYM”. Jezus Chrystus, zwracając się do Rzymian, pytał: „Czym się odznaczacie — Duchem Bożym czy ciałem cielesnym?” Tu chce się przypomnieć Porfirija Korniejewicza Iwanowa, który, według świadków, mógł nie jeść i nie pić przez 108 dni. Oto prawdziwie żył DUCHEM ŚWIĘTYM! A nauki Żywej Etyki twierdzą, że kosmiczne prądy mogą niemal całkowicie zniszczyć potrzebę napełniania żołądka. W starożytnych Chinach twierdzono, że „którzy żywią się powietrzem, posiadają oświeconą wiedzę przodków i żyją długo”.

ODŻYWIANIE DZIECIĘCE

Temat żywienia dzieci pojawi się tutaj jedynie częściowo, a jedynie w niewielkim aspekcie karmicznym. W przyszłości podejdę do tej kwestii wielokrotnie, za każdym razem odsłaniając jej nowe oblicza. Duchowe reakcje na pokarm, które intuicyjnie odbiera się z jedzenia, pełnią rolę strażników. Dzieje się to na subtelnym poziomie psychofizycznym, który jeszcze przez długi czas pozostanie ukryty przed przyrządami naukowców, jednak sam fakt jego istnienia nie jest już dla nikogo tajemnicą. Jeśli dorosłym trzeba ponownie opanować technikę intuicyjnego odżywiania, to dzieci posiadają ten dar od urodzenia. One szczególnie subtelnie wyczuwają wszystko, z czym się stykają. Kiedy człowiek je, zawsze odczuje sytość: chce się wyprostować, głęboko odetchnąć lub westchnąć, pogłaskać się po brzuchu i powiedzieć: „Wszystko! Dość! Najadłem się!”. Ale problem w tym, że na talerzu zostało jeszcze dużo jedzenia, a dookoła już burczą: „A to co? Wyrzucić?”. Z dziećmi jest prościej: zmuszamy je siłą do zjedzenia tego, co stoi im już w gardle. W niektórych rodzinach karmienie dziecka to cały problem. Ileż sił, pomysłowości muszą włożyć rodzice, aby dziecko zjadło kilka łyżeczek. Wszystko zaczyna się od namawiania, obiecywania, a kończy się zwykle groźbami i przymusowym karmieniem. Wszystko to może doprowadzić do trwałej utraty apetytu, zwanej jadłowstrętem psychicznym. Pamiętajcie, dusza zna miarę, zwłaszcza dziecięca. Każda łyżeczka lub kęs zjedzone ponad poczucie sytości staną się trucizną, zatrują organizm i będą szkodliwe dla zdrowia.

Wszystkie dzieci można podzielić na dwie główne grupy pod względem odżywiania. Jedne, z reguły, odmawiają jedzenia. Drugie – jedzą wszystko po kolei. Do pierwszej grupy należą dzieci, których dusza jest z początku czysta i jasna. Szczegółowo o tym porozmawiamy w następnej książce. Na razie zauważmy, że te dzieci rodzą się z miłości, są wrażliwe, radosne i utalentowane. Mają nienaruszone nerwy percepcji. To właśnie te dzieci odmawiają jedzenia i częściej zadowalają się kromką chleba i wodą. To doprowadza rodziców do irytacji, a nawet do szału. Oni nie rozumieją, a raczej nawet nie wiedzą, że czysta dusza żyje „Duchem Świętym”. A zatem, w niej jest i miłość, i radość, i zainteresowanie życiem. Im bardziej angażujemy się w dziecko, zachwycając je światem radości i miłości, tym mniej będzie ono jadło, tym bardziej wyostrzone i wymagające będą jego uczucia względem jedzenia, jego jakości. Dlatego zaklinam was: nie zatruwajcie dzieci! Nie bądźcie okrutni dla swojego dziecka! Nie niszczcie duszy u jej korzeni! To zupełnie normalne, że dziecko je mało. Oznacza to, że dajecie mu wystarczająco dużo energii duchowej, że jest z wami dobrze i komfortowo. Przecież sami zauważamy, że kiedy czymś się pochłaniamy, zapominamy o jedzeniu, nie dostrzegamy upływu czasu. A dziecko stale przebywa w tym stanie. Jest radosne i ciekawe, odkrywając dla siebie ten świat.

Karmiczna medycyna twierdzi, że jadłowstręt psychiczny (utrata apetytu) pojawia się właśnie w tej grupie dzieci. Powstaje on jako protest, którego dziecko nie może wyrazić słowami, ale mogłoby powiedzieć tak: „Rodzice! Wy mnie zupełnie nie rozumiecie, nie widzicie i nie czujecie mojego wewnętrznego świata. Tłamsicie i gnieciecie mnie ciężkimi, cielesnymi energiami. To przynosi mi cierpienie i choroby, przeszkadza w moim subtelnym postrzeganiu. Ostatecznie nie będę mógł zrealizować się jako indywidualność. A choruję, aby wzbudzić wasze współczucie, aby złagodzić wasz surowy nacisk. Pamiętajcie o tym, inaczej nadejdzie czas, kiedy ucieknę od was, aby być wolnym i niezależnym”.

Zauważono, że kiedy takie dziecko wraca z spaceru, gdzie aktywnie odpoczywało, będzie jadło z przyjemnością, ale znowu selektywnie, nie wszystko i nie dużo. Wiele zależeć będzie od duchowej jakości pokarmu, ale o tym porozmawiamy później.

Do drugiej grupy dzieci karmiczna medycyna zalicza tych, którzy jedzą wszystko po kolei, nie rozróżniając i nie zagłębiając się w szczegóły. „Wszystko, co wlezie do ust, jest pożyteczne! Lepiej w nas niż w zlew!” – oto dewiza ich życia. Mówię o dziecku, ale rozumiem także dorosłych. Takie odżywianie ukazuje nam człowieka o ciężkiej duszy, który urodził się bez miłości, na ciężkich, cielesnych energiach. Zawsze żal mi jest rodziców, którzy wzruszeni są, że ich dziecko „BARDZO DOBRZE” je, kiedy jest syte, a oczy są głodne. Dziecko, które dużo je, nie dąży do poznawania świata, jego myśli, uczynków i uczuć są prymitywne. W szkole jest średnim trójkowiczem, uczy się bez zainteresowania i miłości. Idzie do szkoły jak na karę. Ale to właśnie szkoła powinna go oczarować nowym światem wiedzy. Jeśli to się stanie, to i odżywianie dziecka ulegnie zmianie. Dopóki w nim płonie zainteresowanie czymś lub kimś, będzie „tracić apetyt”, co pokaże nam jego jakościową duchową przemianę. Zauważając to, pomóżcie mu, a odwdzięczy się wam dobrem. I odwrotnie, znałem wielu zapalonych dzieci, które dorastając, przemieniały się w „stado zwierząt”, w „umarłych”, którym oprócz jedzenia, picia i innych cielesnych przyjemności nic więcej w życiu nie jest potrzebne. „Czyż nie widzicie – mówił Jezus Chrystus – że obok was chodzą umarli?”

Wychowanie i edukacja takich dzieci wymaga od dorosłych wielkiej cierpliwości i pomysłowości, ponieważ nie zapalają się do żadnej sprawy, jeśli nie widzą w niej korzyści. Bezinteresowność – oto wskaźnik czystej i dobrej duszy. Jak tu nie wspomnieć baśń o Kopciuszku. Dwie córki żyją syto i nic nie robiąc, a trzecia dużo pracuje i mało je. Dlatego też uśmiechnęło się do niej szczęście. Szczęście dla subtelnej duszy obraca się w zadowolenie serca, a dla cielesnej – w cielesną radość.

Pomiędzy tymi dwiema grupami istnieje stan pośredni, który może wpłynąć na radykalną zmianę w odżywianiu w jedną lub drugą stronę, a także na stan zdrowia. W Riazańskim Instytucie Medycznym przeprowadzono badania. Zebrano w przychodniach dane o zdrowiu 760 dzieci w wieku przedszkolnym i przeanalizowano główne choroby, a następnie „poszli do domów”, poprosili matki o wypełnienie specjalnej ankiety. Na wiele pytań lekarze nie byli w stanie odpowiedzieć, niemniej jednak okazało się, że: „Dziecko nie bez powodu coś lubi, a czegoś nie. Upodobania żywieniowe określają stan jego zdrowia, choć jeszcze NIE JEST TO CAŁKIEM JASNE JAK. Zazwyczaj zdrowe dzieci wolą słodycze i jeszcze coś jednego: nabiał lub warzywa. A chore lubią albo tylko mięso, albo tylko ryby, albo jedynie jajka, czasem w połączeniu z czymś jeszcze. Bezpośredni związek z konkretnymi chorobami nie został jeszcze wykryty. Normalne jest to, że istnieją takie potrawy, których nie znoszą. Co więcej, ich brak wskazuje na niekorzystny stan zdrowia”.

Teraz przeanalizujmy to oświadczenie lekarzy z punktu widzenia karmicznej medycyny. Bolesny stan dziecka składa się z duchowej niezadowoloności lub duchowej słabości u dzieci z pierwszej grupy oraz z pragnienia posiadania czegoś materialnego – u dzieci z drugiej grupy. To znaczy, że od przewagi lekkich lub ciężkich energii duchowych zależą one. Dzieci z pierwszej grupy bardzo mocno i boleśnie reagują na klimat psychologiczny, duchowy w rodzinie lub szkole, podczas gdy dzieci z drugiej grupy wykorzystują ten stan w swoich samolubnych celach. Pierwsze cierpią na choroby układu sercowo-naczyniowego, częstą wysoką gorączką i uszkodzeniem narządów oddechowych. Drugie mają zaburzenia zdrowia w dolnej części ciała – układu pokarmowego. U dorosłych jest podobnie, ale dorośli stwarzają sobie jeszcze więcej trudności i problemów, dlatego i choroby są szersze.

Jeśli stan duchowy dziecka utrzymuje się przez długi czas na jakiejkolwiek napiętej energii, czy to u dzieci z pierwszej, czy drugiej grupy, to ich choroby przybierają trwałe formy chroniczne. Szczegółowo o wszystkich chorobach dziecięcych z punktu widzenia Karmy, o ich rodzajach, formach i przyczynach będzie opowiedziane w następnej książce.

Teraz musimy zrozumieć niektóre szczególne cechy żywienia dzieci. Wiadomo, że wszystkie dzieci mają słabość do słodyczy. Ale zauważono, że patologicznie przejawia się to tam, gdzie dziecko nie otrzymuje ciepła duszy, miłości i pieszczot rodziców. Dla subtelnych dziecięcych dusz nie ma słodyczy dla duszy, a przeciwnie, pragnienie słodkiego życia przy duchowej obojętności i obojętności w duszach cielesnych. To samo dotyczy dorosłych: słodyczami lubią się zajadać ludzie dobrzy i wrażliwi, ale podatni na zranienia. Przyczyna „cukrzycy” kryje się tutaj i atakuje organizm cielesny.

Zaobserwowano również, że tam, gdzie upodobania kulinarne dziecka poszerzają się i zaostrzają się pod wpływem przypraw, duch dziecka staje się cięższy. Dziecko staje się obojętne i bezlitosne. Właśnie u takich dzieci, jak pokazały badania lekarzy, występuje niekorzystny stan zdrowia. Dlatego też ostrzegają oni rodziców, lekarzy i wychowawców, aby byli czujni wobec łakomstwa dziecka — czy nie zachorowało? Zatem stan zdrowia dziecka określa się nie przez nałogi żywieniowe, lecz przez potrzeby duchowe, pragnienia. Pokarm wraz z jego jakością i ilością wskazuje na życie duchowe, z którego ukształtuje się zdrowie. Jedni żyją, aby jeść, inni jedzą, aby żyć. Dlatego też tak różne są potrzeby żywieniowe. Szkodliwym czynnikiem dla dzieci o delikatnej naturze jest przegotowana zimna woda. W Nauce „Żywej Etyki” J.I. Riuricha mowa jest o szkodliwości takiej wody. Chodzi o to, że kiedy woda się gotuje, niszczone są w niej wszystkie dobre i złe substancje. Można pić gorącą i ciepłą wodę, ale kiedy ostygnie, wówczas w czystej przestrzeni magnetycznej wody gromadzą się, przede wszystkim, ciężkie i brudne energie, które znajdują się w naszym mieszkaniu. W ten sposób ta woda staje się szkodliwa dla zdrowia i może wywoływać różne choroby. Pamiętam, gdy kierowałem teatrem dziecięcym, jeden dziewięcioletni chłopiec Misza cały czas skarżył się na ból głowy. Podczas rozmowy okazało się, że pije on tylko przegotowaną zimną wodę, którą codziennie przygotowywała mu mama w dzbanku. Wyjaśniłem mu, że nie wolno pić takiej wody: „Pij tylko z kranu, ale daj jej trochę odstawać — i nie wypijaj do dna. A żeby mama nie zauważyła, wylej z dzbanka do zlewu taką samą porcję”. Od następnego dnia u Michała przestała boleć głowa. Po pewnym czasie mama zauważyła, że dziecko nie skarży się na ból głowy i nie domaga się tabletek. Wtedy chłopiec wyjawił jej nasz mały sekret. Po tym mama nalewała do dzbanka zimną wodę, aby odstała. Jeśli na wrażliwe dzieci przegotowana zimna woda działa negatywnie, to dla drugiej grupy taka woda jest „czysta”, „sterylna” brud. Podobne problemy leczą się w następujący sposób. I właśnie tym dzieciom nie wolno pić wody z kranu. Na koniec zaś chciałbym powiedzieć: obserwujcie nałogi żywieniowe swojego dziecka, a wiele zrozumiecie.

CZY TRZEBA JADAĆ ŚNIADANIE SAMODZIELNIE?

Oto już druga książka, w której próbuję jakoś zaklasyfikować ludzi według jakości ich duszy. Jakie tylko określenia nie zastosowałem, a na mojej duszy pozostał jakiś nieprzyjemny osad, dzieląc ludzi na duchowo czystych i brudnych. Gdzie i jak znaleźć słowa łagodniejsze, aby nie urazić ludzi o ciężkim charakterze, którzy kochają siebie i swoje ciało. Przecież nawet Pismo Święte nazywa ich umarłymi, celnikami, polnymi zwierzętami. Że nieczysty duch rządzi ich myślami, czynami i pragnieniami. Że siedzi w nich szatan i rządzi diabeł, że kąpią się oni w morzu szaleństwa, a ich uczucia buzują, dopóki nie zatka wszędzie. Cóż, nie ma takich słów, aby nie brzmiały tak grubo i ostro. Prawdę mówiąc, wydaje mi się, że znalazłem takie określenie i w pierwszej książce użyłem terminu „biopatogenni ludzie”, mając na myśli tych, którzy żyją jedynie cielesnymi uczuciami, które ich gnębią, wywołują bóle i cierpienia, dlatego też muszą je nieustannie zrzucać. To znaczy, że biopatogenni ludzie emanują destrukcyjnymi energiami, i dlatego bardzo trudno jest przebywać w ich pobliżu. Sami jednak nie wiedzą, co czynią, ich dusza nudzi się w fizycznym ciele. Być może, przeczytawszy te książki, zrozumieją, że należy coś zmienić w swoim życiu, a przede wszystkim w myślach i uczuciach. A póki co pozostawiam dla nich określenie „biopatogenni”, jak mówią lekarze, brzmi ono łagodniej i bardziej humanitarnie.

Jak już zrozumieliśmy, odżywianie wymaga ciężkiego ducha. Dlatego też każdego ranka musi on koniecznie solidnie zjeść. Wtedy dopiero staje się dla nas jasne, kto wymyślił, że śniadanie należy zjadać samemu, obiad dzielić z przyjacielem, a kolację oddać wrogowi. Albo tak: jedz śniadanie jak król, obiad jak książę, a kolację jak żebrak. Karmaiczna medycyna twierdzi, że powinno być zupełnie odwrotnie. Budząc się rano i ciesząc nowym dniem, nowymi spotkaniami, troskami i odkryciami, człowiek już ładuje się potężną energią. I wystarcza mu rano tylko jedna szklanka gorącej herbaty, aby w porze obiadu przypomnieć sobie, że nie byłoby źle napić się jeszcze herbatki. Wieczorem zaś, kiedy wróci do domu, już będzie chciał coś zjeść. Oczywiście, to nieco przesadzone. Trudząc się fizyczną pracą, nie da się przeżyć jedynie na herbacie. Każdemu człowiekowi potrzebny jest pokarm, bo nie ma takiego ptaka, który by śpiewał, a nie jadł. Ale trzeba, aby w pokarmie dusza czuła i znała miarę — „serce jest wróżem, a dusza — miarą”. Karmaiczna medycyna podkreśla, że człowiek o czystych duchowych energiach zawsze je wieczorem, podobnie jak cały świat zwierzęcy: zjadł i spać. Natomiast biopatogenni ludzie cierpią z powodu tego, że jedzą przed snem. Stąd ciężkie sny, chrapanie i choroby. Kiedy u człowieka na pierwszym miejscu jest kult jedzenia, oczywiście, syty nie zrozumie głodnego.

Pewien znajomy malarz opowiedział mi kiedyś taką historię. Zawsze wraca do domu późno. Kocha swoją pracę, zapominając o obrazach, uczuciach i myślach. Przez cały dzień w pracy obywa się herbatą, a kiedy przychodzi do domu, oczywiście chce coś zjeść, więc odkroiwszy łyżeczkę zupy, odsuwa talerz i prosi żonę, aby nalała herbaty. Na początku takie zachowanie wywoływało u żony irytację, później zaczęła podejrzewać, że ktoś i gdzieś go dokarmia. A pewnego razu, kiedy on ponownie odsunął talerz, nawet nie spróbowawszy, żona tak i zapytała: „U której baby dzisiaj jadłeś?”. „Oburzony jestem — mówi przyjaciel — i nie lubię się tłumaczyć, ale takie słowa dotknęły mnie do żywego. Nie wiem jak, ale wyrwało mi się, że nikt mnie nie dokarmia, ale tobie trzeba gotować z duszą! Boże, należało tak powiedzieć żonie!”. Ona opuściła ręce i pomknęła…

Słuchałem opowieści przyjaciela, a na mnie napłynął strumień myśli, który dał wiele wyjaśnień naszego życia codziennego. W rzeczywistości, każda kobieta wie, że jeśli przygotuje posiłek z przyjemnością, z duszą, to wszyscy domownicy będą jej dziękować i nalewać:

  • — Kto dziś tak smacznie nam ugotował?
  • — To ja, starałam się!
  • — Brawo! Zawsze będziesz gotować!

I zupełnie inna sprawa, kiedy ciągłe przygotowywanie posiłków wywołuje irytację, kiedy odczuwa się jakiś obowiązek, a nie radość. Pokarm przygotowany w złym nastroju jest zawsze niesmaczny, szybko się psuje i oczywiście wywołuje choroby. Należy tu zaznaczyć, że biopatogenna osoba nie zauważa, nie czuje jakości pokarmu. „U nich usta jak skrobaczka: wszystko podłapią” lub tak: „Nasza synowa wszystko tłucze…”. Ja zawsze lubiłem gotować, nie wiedząc dlaczego. A tu jak olśnienie: Boże, przecież nie zajmują się tym codziennie. Spróbowanie czegoś w domu to zawsze długie przygotowanie, nastrój jak na święto. Właśnie na tych dobrych energiach ugniata się ciasto. Dlatego gotowanie zawsze smakuje. Zawsze, kiedy zapraszamy gości, czeka na nas świątecznie nakryty stół, to przynosi radość i zadowolenie. Ale kiedy siadamy do tego stołu, nagle szczególnie wrażliwie odbieramy energię pokarmu. I wówczas wszystkie widelce i łyżki kierują się ku najkorzystniej naładowanym potrawom, a reszta pozostaje nietknięta. Wtedy gospodyni biega wokół stołu, namawiając do zjedzenia, ale nikt nie sięga, znajdując różne wymówki. Pamiętajcie więc, że goście przychodzą w dobrym nastroju i bezbłędnie wyrzucą do kosza wszystko to, co przygotowano bez duszy. Trzeba być Kubą Rozpruwaczem, aby zjadać wszystko, a jeszcze rano.

ZWIERZĘ CZY ROŚLINA?

Dużo mówimy o szkodliwości pokarmów zwierzęcych, o tym, że są one naładowane negatywnymi energiami, które powstają podczas zabijania zwierzęcia. Wówczas w mięsie, w każdej jego komórce, obecne są energie strachu i złości, smutku i nienawiści, energie cierpienia zabitej istoty. Obróbka termiczna mięsa na płycie nie usuwa z niego tych ciężkich energii, i zaczynają one ciążyć nad człowiekiem. Ci, którzy zajmują się ciężką pracą fizyczną, spalają, transformują te energie w pożyteczną jakość. Ale i tak wpływają one na organizm człowieka, a pod względem chorób będą powodować formy przewlekłe. Właśnie pokarmy zwierzęce, nie przyswajając się w organizmie, prowadzą do jego przesycenia ciężkimi energiami, a stąd przy wielu chorobach dochodzi do ODMAWY JEDZENIA.

Oto wam kartmiczny sygnał nieprawidłowości w odżywianiu oraz nieumiejętności korzystania z duchowych reaktywów. Procesy biochemiczne ulegają zakłóceniom, gdyż nie znamy alchemii odżywiania. Oto co pisze się w nauczaniu Żywej Etyki: „Trupy nie jedzą, ale przyjęło się jeść zwierzęta zabite. Jaka jest różnica? Czyż zabite zwierzę nie jest trupem? Radzimy nie spożywać mięsa z prostej racjonalności. Każdy powinien rozumieć, że spożywanie komórek, które ulegają rozkładowi, jest szkodliwe. Ale kiedy zaczyna się rozkład? W momencie ustania funkcji ciało traci osłonowe promieniowanie, a rozkład rozpoczyna się natychmiast. Dlatego życiowa mądrość, która mówi, że nie jada się trupów, jest obłudna. Radzimy spożywać pokarmy mleczne, mączne oraz roślinne, w których rozkład zachodzi w znacznie mniejszym stopniu. Rozkład roślin zaczyna się znacznie później. Lepiej jeść świeże rośliny lub suszone w wysokiej temperaturze. Chleb lepiej spożywać przaśny, bez tłuszczów. Wystarczająco tłuszczów dostarczają masło oraz oleje roślinne. Nie zapominajmy o korzyściach płynących z żywicy we wszystkich jej postaciach. Dwa posiłki dziennie wystarczą. Długo przy stole nie siadamy. Nauka wskazuje, że dozwolone jest spożywanie jedynie wędzonego lub suszonego mięsa, lecz lepiej powstrzymać się od niego, gdyż jest ono względnie mniej szkodliwe. Karmaiczna medycyna mówi o tym, że w procesie przygotowywania mięsa zachodzą alchemiczne procesy, które nadają mu nowej jakości, czynią je pożytecznym i jadalnym. Dzieje się tak wówczas, gdy mięso przepuszczamy przez maszynkę, ugniatamy, przygotowujemy i koniecznie rękami. Wówczas każda kotlet, pieróg, pyragas lub klopsik jest przetwarzany nie tylko energią duszy i nabiera ciepła waszych rąk, ale również radosnym nastrojem podczas przygotowywania. Tą metodą rozbijane są, rozładowywane ciężkie energie, usuwany jest trupi smród, czyli dochodzi do alchemii produktu, a mięso staje się smaczne i pożywne. Fizycy kiedyś odkryją i opiszą te energie, a póki co nic nie stoi na przeszkodzie, aby korzystać z nich, tak jak korzystamy z elektryczności, nie znając jej praw. Wiele kobiet opowiadało mi, że ich mężowie nie jedzą mięsa, ale zawsze proszą o zrobienie odlotów i zjadają je z wielką przyjemnością. Oto wam wskaźnik duszy: skąd pochodzi, tam i powraca. Jeszcze raz należy przypomnieć, że dzieci są najlepszym wskaźnikiem duchowych reaktywów, które są usuwane z pożywienia. A kiedy w placówkach dziecięcych dochodzi do masowych zatruć, należy jeszcze sprawdzić, czy nie tkwi przyczyna w samych produktach. A co było na duszy u kucharza? Czym naładował on pokarm? Jaki duchowy klimat panował w kuchni? I wówczas staje się dla nas zrozumiałe, dlaczego po wyżywieniu zbiorowym częściej dochodzi do zaburzeń zdrowotnych niż po posiłkach domowych.

Chciałbym również zwrócić uwagę na pokarm przygotowywany nie rękami człowieka, lecz automatami. Przecież ani ręce, ani serce ludzkie nie biorą udziału w tym procesie, w pożywieniu brakuje pewnych reaktywów, które mogłyby wywołać alchemiczne reakcje w organizmie. Dlatego też pokarm ten obficie przyprawia się ziołami, aby choć w minimalnym stopniu poczuć smak. Wędliny oraz wyroby makaronowe zajmują pierwsze miejsce wśród takich produktów. Kiedy miałem dziesięć lat, nagle przestałem jeść makarony, nie wiedząc dlaczego. Był to dla mnie jedyny nienawidzony pokarm. Nie jem makaronów do dziś, a do osoby, której makarony są ulubionym pokarmem, odnoszę się z ostrożnością. Wydaje mi się, że w jego duszy czegoś brakuje.

Jak wam się podoba takie stwierdzenie? Gazety doniosły, że „Gorbaczow”, odwiedzając kawiarnię przy brytyjskim parlamencie, pozostawił tam wyraźny ślad: teraz brytyjskim parlamentarzystom proponuje się nową firmową potrawę – „makaron z kawiorem po-gorbaczowsku”.

Pokarm służący rozwojowi intuicji powinien być lekki. Przecież nie można rozwijać subtelnego uczucia w oparciu o grube substancje pochodzenia zwierzęcego. Tam, gdzie spożywa się pokarm roślinny, nie występują „głodne duchy” – mieszkańcy świata równoległego, dla nich ten pokarm jest trucizną. O pokarmie roślinnym powiedziano i napisano wiele, i w pełni popieram ten kierunek w odżywianiu.

Kiedy u człowieka dzieje się coś niedobrego na duszy, najczęściej stara się on naprawić ten stan poprzez różne techniki i metody żywieniowe: diety i ograniczenia. Przyjrzyjmy się niektórym z nich. W tym względzie wymowny jest przykład ODŻYWIANIA ROZDZIELNEGO. Kiedy ktoś nas zapewnia, że jest to najlepszy sposób na pozbycie się różnych chorób, jest bliski prawdy. Ale, ponownie, wszystko to dotyczy jedynie poziomu materialnego. Karmaiczna przyczyna tkwi w tym, że człowiek nie umie rozdzielać swoich uczuć. Jego świat duchowy jest zaśmiecony grubymi energiami, przygnieciony uczuciami i emocjami. W jego duszy dochodzi do mieszania się wrażeń i postrzegania otaczającego świata. I właśnie te duchowe jakości stara się człowiek doprowadzić do harmonii poprzez odżywianie rozdzielne. Ale jeśli człowiek nie rozumie, że nieład w jego uczuciach oraz brak kontroli nad życiem zakłócają jego zdrowie, wówczas stosowanie odżywiania rozdzielnego będzie trwało u niego przez wiele lat. Przyczyny i skutki, niczym w zaklętym kręgu, będą utrzymywały go w ciągłej koncentracji na swoim zdrowiu.

SPOŻYWANIE POKARMÓW W STANIE SUROWYM powiązane jest z patologią naszych uczuć. Karmaiczna medycyna wyjaśnia to tym, że człowiek powinien nauczyć się postrzegać świat, ludzi i rzeczy takimi, jakimi są w rzeczywistości. Matka – dziecko, mąż – żona, przełożony – podwładny, praca – pensja, prawa – polityka i wiele innych. Właśnie w tych kategoriach najczęściej nie potrafimy się rozeznać i zrozumieć elementarnej istoty rzeczy. Dlatego też dochodzi do przejścia na surowe pożywienie, aby nauczyć się rozumieć i nazywać rzeczy po imieniu. „Znajdź wszystkiemu początek – mawiał Kozma Prutkow – a wiele zrozumiesz”. Zrozumiesz, że marchewka jest czerwona i słodka, że takiego smaku nie ma w innych roślinach. Że dziecko jest małe i słabe, że jeszcze wiele rzeczy nie rozumie. Że ma swój charakter, swoją dolę. Że jest to surowy materiał, z którego można ulepić coś dobrego i duchowego. Ale należy wychodzić od tego, co już istnieje, a nie narzucać to, co bardziej nam odpowiada. Dopiero wówczas, kiedy to zrozumiesz, uświadomisz sobie, że z marchewki można coś ugotować.

Ludzi biopatogennych zawsze widać po jedzeniu. Mało tego, że dużo jedzą, to jeszcze obficie przyprawiają pokarm różnymi ziołami. Ich uczucia potrzebują ostrych, piekących, kwaśnych i innych przypraw, których potrzebuje ciało i dusza. I wówczas bez wątpienia możesz spodziewać się ciętego słowa, palącego spojrzenia lub kwaśnego osadu na duszy. Nie dotyczy to kobiet w ciąży, gdyż u nich jest to kartmiczna powinowactwo dla przyszłego dziecka – o tym będzie osobna rozmowa. Ale nie tylko człowieka o wyuzdanych pragnieniach widać po jedzeniu. Im bardziej zrównoważony, spokojny, o dobrych myślach i duchowo czystszy człowiek, tym mniej przypraw spożywa. A jeśli zupełnie ich nie lubi, to można sobie wyobrazić, w jakich duchowych energiach żyje, a intuicja tworzy bal w jego duszy!

Wiadomo, że każdy naród ma swoje ulubione potrawy, przyprawy i dodatki. Na ich podstawie można wnioskować o wrażliwości i rozwoju duchowym narodu. Jedni lubią ostre i palące potrawy oraz przyprawy, a ich naród wyróżnia się szczególnym temperamentem. Inne narody stosują łagodne w smaku dodatki, a życie tego ludu jest bardziej zrównoważone i spokojne. Narody, w których przeważa ostra żywność, będą jeszcze długo żyły w poszukiwaniu duchowego spokoju. Ostrość i napięcie uczuć wymagają realizacji. A najlepszym ich wyrazem będzie twórcza realizacja, która z kolei powinna przynosić duchowe zadowolenie i spokój. Tam, gdzie napięte energie pozostają niezrealizowane, tam i kataklizmy – rodzinne, narodowe i społeczne, religijne i polityczne, tam trzęsienia ziemi i tsunami, powodzie i pożary, nieurodzaje i wojny. I dopóki naród nie zmieni się duchowo, jego pożywienie pozostanie niezmienione.

Rosja zawsze soliła i kisła, piła kwas miodowy, obficie przygotowywała dżemy. Rosja żyła solą i radością ziemi. Wszyscy znają wspaniałe czeskie piwo, francuskie wina, ostra kuchnię koreańską. Szczególnie imponują mi konserwowane warzywa Bułgarii i Rumunii. Przez wiele lat te kraje karmiły nimi nas. Smak neutralny, trudny do opisania słowami. Ten smak spodobał się naszemu narodowi, a już mało kto soli warzywa na zimę, marynuje, nawet czosnek. Dlatego też lata „przebudowy” minęły w tych krajach gładko, podczas gdy w innych – ogniście i krwawo. Tutaj zasadne jest pytanie: „Na co się konserwujemy i marynuje? Jaką jakość zyskuje «Dusza Narodu»?”

Konserwując produkty, niejako zatrzymujemy swoje uczucia, co równa się spokojowi, ale w tym spokoju wyraźnie zaznacza się elementarna obojętność. Nasz naród pozostaje obojętny, dopóki nie zagrzmi grzmot. Już mówiłem, że kiedy człowiek ukrywa swoje uczucia, konserwuje relacje ze światem zewnętrznym, wówczas diagnoza jego chorób staje się trudniejsza. Ale najważniejsze polega na tym, że osłabiają się wewnętrzne mechanizmy obronne organizmu, a konkretnie odporność. Podobne odbija się w podobnym. Dlatego naród staje się słabszy i bezbronny wobec epidemii. Na Zachodzie zaś prawie wcale nie gotuje się i nie przygotowuje posiłków. Jedzenie podgrzewa się już gotowe i zakonserwowane, rozcieńcza się takimi samymi przyprawami — i gotowe! A popularność kanapek wprawia w zdumienie. Przekroił bułkę zrobioną przez automat, włożył do niej kiełbasę również zrobioną automatycznie, i zalewa przyprawami. To właśnie przyprawy swoim ostrym, gorzkim, słodkim, kwaśnym lub słonym smakiem wywołują reakcję chemiczną w organizmie, podczas gdy reszta pożywienia osiada martwym ciężarem w naszych żołądkach i jelitach. Nie dochodzi do reakcji alchemicznej, dlatego też zaczynają się inne reakcje: odrzucenia, zanieczyszczenia organizmu lub odmawiania jedzenia.

Gotować i przygotowywać posiłki w Rosji jeszcze nie zapomniano. Dlatego władcy i politycy, działacze różnych nurtów religijnych, mody, muzyki i sztuki znajdują dla siebie żyzny grunt, aby „ugotować” z rosyjskiego narodu to, co im się podoba. Przy tym wielu tylko zbiera śmietankę, „nagary”, a reszta jest wyrzucana, deptana i zapominana. Myślę, że nadejdzie czas, kiedy nauczymy się rozumieć, kto i jaką „kaszę” próbuje uwarzyć na uczuciach naszych dusz. Ale dojdziemy do tego nie wcześniej, niż ŚWIADOMOŚĆ BĘDZIE OKREŚLAŁA NASZE BYCIE, a nie odwrotnie. Szczegółowa analiza tego kierunku mogłaby okazać się pożyteczna dla polityków i socjologów, lekarzy i psychologów. Powinna być zbadana na poziomie Światowego Rządu, aby odsłonić ukryte mechanizmy wad, które prowadzą do światowych kataklizmów. Jeszcze wrócę do tej tematyki, a na razie chciałbym poruszyć inny wątek.

Człowiek żyjący w cielesnych pożądaniach nie jest w stanie wnieść do świata harmonii i sprawiedliwości, miłości i radości. Te jakości zawsze będą zastępowane cielesnymi przyjemnościami dla osobistych potrzeb. Istnieją kluby zainteresowań, a są i pożądania. U nas w Rosji powstał „Klub miłośników piwa”. I dobrze, niech sobie popijają piwkiem, dogadzając żołądkowi. Problem jest w czym innym: teraz zorganizowali partię i zamierzają kandydować do najwyższych organów władzy. Za puszkę lub butelkę piwa kupują sobie członków i już to robią. Cóż, sami pomyślcie, przy chorym i cielesnym, żołądkowym umyśle, jakimże to będzie politykiem-łakomczuchem?! Dlaczego mieliby podporządkowywać wewnętrzną i zewnętrzną politykę? W prasie już informowano, że partia miłośników piwa na podstawie wyników telefonicznego sondażu moskwian uznała Michaiła Poltoranina za „głównego skandalistę stycznia 94”. Zwycięzca otrzymuje nagrodę — pięciolitrową beczkę piwa. Oto wam „kosmiczne znaki”, które znakują każdego w swej istocie.

Jeśli dalej będziemy staczać się po schodach takiego marazmu, ponownie będziemy bici, ośmieszani i upokarzani. A jeśli jeszcze mniejszości seksualne zaczną kandydować do parlamentu! Właśnie tak mówią, że namiętność rządzi światem. Jeśli nie będziemy zwracać uwagi na takie sprawy, nigdy nie zrozumiemy, gdzie jest korzeń zła, jak kształtowała się karma narodu czy pojedynczego człowieka. Stawiać kropkę w tej rozmowie jeszcze za wcześnie, bo to dopiero początek wielkiej dyskusji. I swoje słowo tu powiedzą ludzie wielu zawodów. Niech chemicy wyprowadzą wzory „duchowych reagentów”, a do tego potrzebni im będą fizycy, aby razem rozwikłać zagadkę alchemii odżywiania. Tak jak udało się to moskiewskiemu lekarzowi, kandydatowi nauk medycznych Siergiejowi Anatoljewiczowi Jakowlewowi. Jego badania krwi potwierdziły istnienie energetycznego wampiryzmu, o którym pisałem w swojej pierwszej książce. Energetyczny wampiryzm można już testować, a przez to wykrywać karmiczną przyczynę choroby. Szczegółowo o tym napisano w drugim wydaniu pierwszej książki. Tak i w odżywianiu: szukajcie — a znajdziecie, pukajcie — a otworzą wam, proście — a będzie wam dane. A póki co pamiętajmy o tym, co powiedziano, aby w kulturze odżywiania pojawiało się nie tylko pięknie nakryty stół, ale i jakość duchowych reagentów pożywienia, aby uruchomić alchemię odżywiania.

Skąd bierze się nadwaga?

Na to pytanie odpowiedź, która stała się retorycznym, nie istnieje do tej pory. Co zatem mówi karmiczna medycyna na ten temat? Zacznijmy od znanego. Istnieją trzy formy nadwagi: alimentarna, endokrynna oraz mózgowa. Francuscy badacze półżartem nazywają je następująco: pierwsza – gdy otoczenie zazdrości, druga – gdy się z niej śmieją, trzecia – gdy jej współczują. Zgodnie z nauką Iwana Pawłowa o odruchach warunkowych, „organizm człowieka przystosowuje się do określonej pory jedzenia: pojawia się apetyt, a następnie zaczynają się wydzielać soki trawienne. Prawidłowe odstępy między posiłkami zapewniają uczucie sytości w tym czasie”. Tak żyjemy i wychowujemy dzieci z odruchami warunkowymi. A całe nasze życie przesiąknięte jest odruchami przetrwania. Przyzwyczajamy organizm do tego, by nie odczuwał głodu, stale utrzymujemy ten stan, a potem boleśnie reagujemy, gdy się pojawia, i zaczynamy jeść na zapas. Powinniśmy zrozumieć, że nie można żyć wyłącznie odruchami warunkowymi, gdyż jest to egzystencja zwierzęca, a człowiek posiada intuicję, która określa mu właściwą miarę. Powinniśmy zrozumieć, że poprzez odruch warunkowy żywią się ludzie-roboty, zależni od cudzej woli. Najpowszechniejsza forma nadwagi nazywa się ALIMENTARNĄ. U jej podstaw leży zasada odżywiania uwarunkowana odruchem warunkowym. Podobnie jak palacze lub pijacy nie są w stanie uwolnić się od nałogu, tak i człowiek, który lubi jeść, który stworzył kult jedzenia, wpada w tę samą pułapkę patologii uczuć. Odruch warunkowy oraz namiętność do jedzenia są jedną z głównych przyczyn nadwagi. Dotyka to całego organizmu i przybiera równomierny charakter. Formę alimentarną można nazwać „elementarnym obżarstwem”. Wiadomo, że kaloryczne odżywianie jest szkodliwe dla zdrowia, ale jak trudno się od niego uwolnić. Postęp techniczny zrodził mało aktywny tryb życia, lenistwo. Stąd bierze się niezgodność między przyjmowaniem a wydatkowaniem energii. Karmiczna medycyna wiąże nadwagę z patologią uczuć. Mówi ona o tym, że w podstawie ludzkiego odżywiania powinny leżeć cechy duchowe, intuicja oraz zapał. Gdyby ludzie byli zapalonymi naturami, umieli kochać i cieszyć się życiem, pracą, naturą, to odżywialiby się dwukrotnie mniej, nie odczuwając przy tym głodu. Zatem zapaleni ludzie żyją według własnego trybu odżywiania, który intuicyjnie sami sobie wyznaczają, a przez to zarówno ciału jest wygodnie, jak i na duszy spokojnie. Paleta ludzkich uczuć jest bardzo różnorodna, co daje powód do wielu karmicznych konsekwencji. Wiadomo, że kobiety cierpią z powodu nadwagi dwukrotnie częściej niż mężczyźni. Z punktu widzenia astrologii, żeńskie planety – Wenus i Księżyc – dają dużą ilość uczuć i emocji, a stąd, w rozumieniu Iwana Pawłowa, „zaburza się normalna interakcja procesów pobudzenia i hamowania w pokarmowych ośrodkach nerwowych”. Praktyka pokazuje, że najczęściej problem powściągliwości uczuć dopada kobietę po wyjściu za mąż, a jeszcze bardziej – po urodzeniu dziecka. Właśnie w tym okresie jakoś nagle staje się widoczne, że w czynach i wyglądzie kobiety pozostaje mało tego, co jest kobiece, innymi słowy, zamienia się w BABCĘ, skłonną do awantur, niechlujną, leniwą itd. Uczucia i ciało „rozpływają się”, jak na drożdżach. Kobiety subtelniej niż mężczyźni stykają się z różnymi aspektami życia. A gdzie delikatność, tam i pęka, rozchodzi się, staje się bezkształtna. Wówczas sięgają po gorsety, diety i obciążenia fizyczne. Trzeba się zmniejszać, wyczerpywać i ograniczać, ale na próżno. Jednym z najgorszych widowisk są „brzuchate chłopy”. Trzeba się tak zniekształcić! Jeśli u nich wystaje brzuch, to znaczy, że w domu jest rozpuszczany, dogadzany i dla czegoś odkarmiany. Przecież wszystkim wiadomo, że nadwaga przynosi mnóstwo chorób i prowadzi do przedwczesnej śmierci, dlatego lepiej niedojadać niż przejadać. W ogóle nadwaga i duży brzuch potwierdzają frazę „Żyję, aby jeść!”. Gdy duży brzuch opada w dół, taki człowiek staje się jeszcze bardziej moralnie grzeszny. Z punktu widzenia astrologii, dolna część brzucha, okolica jelitowa, jest kierowana przez znak Zodiaku Panna, a to kosmiczny i boski program ziemskiej służby. Tak czy inaczej wszyscy służymy komuś, czemuś, ale opadający w dół brzuch wskazuje na to, że ten człowiek już nikomu nie służy, a wszyscy służą jemu. Jest to znak rozpasania, dowolności dla zaspokojenia cielesnych pragnień. U innych ludzi, którzy nie są skłonni do nadwagi, ale łamią prawo ziemskiej służby, rozwiną się inne choroby, o których jeszcze porozmawiamy.

Kiedy jedzenie staje się jedyną radością w życiu człowieka, gen odpowiedzialny za kontrolę sytości staje się niepotrzebny, słabnie, „gubi się”, a w konsekwencji pojawia się obżarstwo. Po śmierci taka osoba staje się „głodnym duchem”. Właśnie tutaj kryje się zaprogramowana otyłość w następnym wcieleniu. Naukowcy odkryli specjalny gen, który odpowiada za sygnały sytości. U osób otyłych ten gen „działa niedokładnie”, jakby „stracił hamulce”, a przez to traci się kontrolę nad odżywianiem i uczuciami. Tak więc otyłość to nie podstępność genów, lecz słabość duszy i rozpasanie uczuć, które wpłynęły na kod genetyczny. Okazuje się więc, że nadwaga to zaburzenie metabolizmu na poziomie biologicznym, a na poziomie duchowym – „stracone hamulce”. Ta choroba o charakterze alimentarnym ma charakter odwracalny, a przy karmicznym zrozumieniu jej powstania oraz przy przyczynowym leczeniu może całkowicie zniknąć. Dlatego śmiem was zapewnić, że jeszcze nie wszystko stracone. A zatem podejdźcie do tego problemu z uśmiechem, z żartem, zarówno do siebie, jak i do innych. Wiadomo, że wszyscy otyli aktorzy doskonale grają role komediowe. Z drugiej strony otyłość niejako zmusza człowieka do nie wyróżniania się, do bycia skromniejszym, aby uniknąć szyderstw i niezadowolenia otoczenia. Tak czy inaczej nadwaga stawia przed człowiekiem zadanie rozwiązania moralnych problemów egzystencji oraz wzmocnienia swojego wewnętrznego, wrażliwego świata.

Przyjrzyjmy się teraz innej formie nadwagi i otyłości, którą lekarze nazywają endokrynną. Dotyka ona nie całego organizmu, lecz lokalizuje się wokół jakiegoś organu. Należy tu zaznaczyć, że jeśli człowiek kompleksuje swoją powierzchownością, to pojawiają się u niego złogi tłuszczowe, dochodzi do otyłości, która pełni funkcję ochronną przed brutalnym naciskiem otoczenia. Otyłość narządów wewnętrznych ukazuje nam zaś człowieka duchowo słabego, bezbronnego i wrażliwego. Być może dlatego pełne osoby starają się i mają opinię dobrych, wrażliwych, łagodnych, o uległym charakterze. To oni sami wymyślili sobie powiedzenie „dobremu człowiekowi powinno być dużo”. Wiadomo, że „na dobrych wodę wożą”, toteż osiada ona we wszystkich komórkach organizmu. Oni nie rozumieją, że nie można być dla wszystkich miłym, że po prostu są wykorzystywani w czyichś samolubnych celach, a przez to ich choroba przybiera formę endokrynnej otyłości. Z jednej strony otyłość chroni problematyczny obszar, organ, z drugiej zaś „dusi” go. Człowiek jakby dusi się od bezsilności wobec czegoś. Jego dusza cierpi i nie może sobie powiedzieć: „Wystarczy, więcej tego znosić nie można!”. A jeśli pokona samego siebie, to zdoła usunąć, odsunąć wieczny problem mąk i cierpień. W ten sposób wzmacnia się, a choroba mija sama. Nieprzypadkowo przy endokrynnej formie otyłości (chorobie gruczołów wydzielania wewnętrznego) żadna gimnastyka ani dieta nie pomogą. Bowiem słabe funkcje ochronne psychiki, słabe zrozumienie wydarzeń i sytuacji zachodzących w życiu. Można powiedzieć, że ci ludzie żyją pod jarzmem i terrorem bliskiej osoby, krewnych. W nazwach niektórych chorób endokrynnej formy występuje przedrostek HIPO (hipofizarna, hipotyreoidalna, hipowarialna), co wskazuje na podwyższoną wewnętrzną wrażliwość i bezbronność tej osoby, a także na nieumiejętność panowania nad swoimi uczuciami.

W medycynie ludowej do leczenia tej choroby stosuje się gorzki sok lub napar z gorzkich ziół: piołunu, kapusty białej, rdestu ptasiego, mięty pieprzowej itd. Gorzkie ziele na gorzkie życie. Podobne leczy się podobnym. Jeśli bezbronność i duchowa słabość powodują endokrynną formę otyłości, to z kolei forma mózgowa jest samej w sobie skutkiem grubiaństwa i nacisku tej osoby na innych. Nie bez powodu tę formę nazywa się „urojoną”. Na co tylko ci ludzie nie idą, podporządkowując sobie otoczenie. Otyłość mózgowa związana jest z ośrodkowym układem nerwowym, pozbycie się jej jest praktycznie niemożliwe, dopóki człowiek sam nie zacznie się „łamać”. Otyłość mózgowa postępuje w dolnej części ciała i na kończynach, co według nauk medycyny karmicznej wskazuje na materialne przywiązanie. Jedne kończyny ciągle chcą coś zagarniać, chwytać, drugie zaś gdzieś i po coś niosą nas, nabierając kształtu „galifé”. To świadczy o „szefie”, „dowódcy”, który organizuje wydarzenia i ludzi dla własnej korzyści. O takich ludziach mówimy: „chodzą tu wszyscy, rozkazują, z tłuszczu się pchają”. A im bardziej to „pchanie się” jest ukryte, tym bardziej choroba będzie postępować. Oto i karmiczna przyczyna, której usunięcie pozwala pozbyć się nadwagi i otyłości.

Tak więc walka z nadwagą to walka z własnymi uczuciami. Powstrzymywanie się zawsze było i będzie dla ludzi wielkim problemem. Jeśli zaczynamy się powstrzymywać w jednej dziedzinie, to koniecznie dajemy sobie luz w czymś innym. Religie nawołują nas do ascezy, a postęp naukowo-techniczny proponuje relaks, nie wysilać się. Moralno-etyczne prawa i normy są zapominane, gdyż zakazują człowiekowi relaksu zarówno myślami, jak i uczuciami, i ciałem. Dlatego ludzkości jeszcze długo przyjdzie walczyć z nadwagą swojego ciała, a wytwarzane hormony będą rodzić nowe problemy ze zdrowiem.

Rozdział III. ODPORNOŚĆ

INTUICJA A ODPORNOŚĆ
Intuicją zajmują się ezoteryczne nauki okultystyczne, których syntezę przedstawia medycyna karmiczna, natomiast immunologia jest medyczno-biologiczną dziedziną współczesnej medycyny. Nastał czas, by połączyć te nauki, podobnie jak obecnie żadne badania naukowe nie są możliwe bez łączenia się z innymi dziedzinami. Przez długi czas myśleliśmy w odmienny sposób, i nie było to przypadkowe — tak musiało być dla ewolucyjnego rozwoju ludzkości. „Bo powinny być między wami rozważania, aby otworzyły się między wami sprawne” — powiedziano w Piśmie Świętym. Nastał czas, by ludzkość godnie wyszła z okresu rozważań.
I medycyna karmiczna jest jednym z takich sposobów i metod, aby połączyć to, co niepołączalne, przeniknąć to, co nieznane, poszerzyć świadomość, aby na nowo zrozumieć teraźniejszość.
Intuicja rozwija się na płaszczyźnie duchowej, natomiast odporność — na fizycznej. Odporność i intuicja obejmują całokształt reakcji obronnych, skierowanych na utrzymanie stałości od duchowego do fizycznego, od zdrowego ducha do zdrowego ciała, lecz nie odwrotnie. I dowodów na to jest wiele. Wszystkie metody i systemy leczenia zaczynają się od ciała fizycznego i jedynie w niewielkim stopniu dotyczą płaszczyzny duchowej, dlatego choroby są jedynie poddawane leczeniu, ale nie wyleczone.
Medycyna karmiczna twierdzi, że intuicja to całokształt wrażliwego postrzegania i sterowania, że jest to reakcja obronna przeciwko przenikaniu obcych sił, które powodują osłabienie mechanizmów odpornościowych. Zatem w swoim najwyższym przeznaczeniu intuicja organizuje wewnętrzną pracę narządów, układów i funkcji, aby przeciwstawić się chorobom. Dlatego tak długo prowadziłem rozmowę o intuicji.
Tylko badając wzajemną zależność intuicji i odporności między sobą, będziemy mogli odpowiedzieć na wiele zagadek pochodzenia chorób, odkryć ukryte mechanizmy i przyczyny. Dlaczego w nie wszystkich przypadkach mechanizmy obronne okazują się skuteczne? Dlaczego pojawia się osłabienie samej obrony? Jak wpływa na to wiek, dziedziczność? Dlaczego dochodzi do intensyfikacji rozwoju choroby, wzrostu temperatury i wiele innych zjawisk?
Naukowcy ustalili, że odporność jest podstawową zasadą natury, strażnikiem unikalnej genetycznej kompozycji każdego osobnika. Odrzuca ona nie tylko choroby, ale i przeszczepione narządy. Stwierdzili również, że zdolność organizmu do silnej lub słabej odpowiedzi immunologicznej jest dziedziczna.
O tym mówi również nauka o intuicji. Co więcej, intuicja opiera się na karmicznym prawie reinkarnacji — odrodzenia duszy. Gromadząc okruchy doświadczenia i przenosząc je z jednego życia do drugiego, umacniając się w duchu — a on jest wieczny i niezmienny — ciało człowieka nabywa trwałego systemu odpornościowego, wypracowanego przez intuicję.
Siła odpornościowa jest dziedzictwem duchowego doświadczenia dla przyszłego ciała w ramach określonego programu. I biologiczna korekta tego programu, wymiana chorego narządu na zdrowy, jest niedopuszczalna. Dlatego dochodzi do odrzucenia, nieprzyjęcia obcego narządu, dopóki nie zostanie znaleziony i wypracowany „duchowy odczynnik” — zrozumienie siebie, swojego miejsca w życiu, pilnej potrzeby bycia użytecznym dla innych. Duchowe odczynniki to uczucia, które dają zadowolenie duchowe i wypełniają organizm nowymi psychicznymi energiami.
Już mówiliśmy o tym, że zarówno dobry, jak i zły człowiek jednakowo odczuwają duchowe zadowolenie, jednak jakość otrzymywanych energii u każdego z nich będzie różna. W tym zakresie współczesna medycyna osiągnie szczyt swojego naukowego sukcesu wówczas, gdy nauczy się mierzyć jakości duchowych energii, którymi żyje każdy człowiek, gdy zrozumie Prawo Karmy, że wszystko wraca na swoje koła — i z przeszłego życia, i od wypowiedzianego słowa, i od doświadczonego uczucia, i od zasianej myśli.
Zatem dziedziczna słabość mechanizmów obronnych jest powiązana ze słabością duchową z przeszłego życia.

O SZCZEPIENIACH I SZCZEPIONKACH

Dla wzmocnienia odporności człowiek powinien pracować duchowo. Ale oto problem – wśród lekarzy istnieje metoda blokowania chorób zwana „szczepieniem” lub „wszczepieniem”. O ich korzyściach i konieczności mówią oni z całą powagą na wszystkich szczeblach. Tak, był kiedyś, i to bardzo długi okres w historii ludzkości, kiedy ta metoda się sprawdzała. Ale umiejętność widzenia problemu szerzej i głębiej – na poziomie duszy i ducha – okazała się dla lekarzy twardym orzechem do zgryzienia. Dlatego też nie zrozumieli, że szczepieniami blokuje się choroby, które wskazują program i drogę duchowego rozwoju człowieka. Bo poprzez chorobę medycyna karmiczna ocenia właśnie przyczynę: w czym człowiek jest zły, jakie myśli, czyny lub uczucia niszczą jego ochronę. Szczepienie zaś to konserwanty. Łam prawa bytu, rób, mów, twórz wszystko, co chcesz, ciesz się uczuciami cielesnej żądzy – wszystko ujdzie ci na sucho. A jednak w imieniu tych, którzy żyli w tamtych czasach (choć one jeszcze się nie skończyły), którzy chorowali i cierpieli, chce się wyrazić lekarzom wdzięczność za to, że wyciągali ludzi z kryzysów, zapobiegali rozprzestrzenianiu się zaraz i epidemii prostą i dostępną metodą szczepień. Ale nastał czas, by spojrzeć na tę biotechniczną metodę leczenia chorób w nowy sposób i rozpatrzyć ją z punktu widzenia medycyny karmicznej. Medycyna karmiczna podnosi kwestię celowości stosowania szczepień. W ramach planowej wakcynacji każda osoba w naszym kraju powinna otrzymać nie mniej niż 25 szczepień różnymi szczepionkami. Jeszcze pod koniec XVIII wieku, kiedy wiejski lekarz Edward Jenner zaproponował względnie bezpieczną metodę zapobiegania ospie prawdziwej, papież rzymski Lew XVI wydał specjalne orędzie, w którym mówiono: „Ospa to sąd Boży nad grzechami ludzi. Każdy, kto stosuje to szczepienie, nie jest już sługą Bożym, lecz rewolucjonistą. Szczepienie to wyzwanie nieba i woli Bożej”. Mądrość tego stwierdzenia potwierdza medycyna karmiczna, ale wówczas zostało ono zapomniane, gdyż dla ratowania ciała znaleziono szczepionkę, a dla zbawienia duszy nie pozostało nawet myśli. W ten sposób uczeni starali się nas zablokować, zakonserwować w bezduchowości i dać nam wolność wszelkiego rodzaju rozpusty. Indywidualność każdej pojedynczej osoby, jego natury, jest sprawdzana przez Boga poprzez choroby, a immunolodzy postawili sobie za cel: przełamać barierę indywidualności, zmienić główną zasadę natury – nietykalność jednostki. Każdy człowiek jest unikalny w swoich uczuciach, myślach, pragnieniach i czynach, ale dlaczego na wszystkich ma „działać” ta sama tabletka, nie wychodzi. Wszystkich ma uchronić przed jakąś chorobą szczepienie. Znowu nie wychodzi. Właśnie dlatego w opisie każdej choroby lekarze piszą, że jej przyczyny powstania nie są zrozumiałe. Dlatego nastał czas, by zająć się światem duchowym człowieka, a wówczas ujawni się karmiczna przyczyna choroby. A dalszy rozwój immunologii powinien iść nie od masowej wakcynacji od dnia narodzin człowieka, lecz od wczesnego wykrywania choroby i jej likwidowania w okresie inkubacji. Choroba powinna wybuchnąć, by dać sygnał, w czym dana osoba pogubiła się w swoim życiu lub jaką karmiczną program przyniosła ze sobą z poprzedniego życia, a dopiero potem „zagłuszyć” chorobę szczepionką. Ale właśnie z tym trudno poradzić sobie współczesnej medycynie, a diagnostyka pozostawia wiele do życzenia. Dlatego wygodniej jest zapobiegać chorobom poprzez szczepienia, niż zajmować się duszą, której nie można dotknąć, zważyć lub zmierzyć. I współczesna medycyna jeszcze długo będzie bronić tej metody, dopóki nie dojdzie do nowego zrozumienia duchowego przeznaczenia człowieka na Ziemi. Trzeba zrozumieć, że profilaktyka chorób powinna być prowadzona przede wszystkim na poziomie duchowym, a dopiero potem w czystości ciała i w doskonałości fizycznej. Lekarze, szczepiąc dzieci, mówią, że nie mogą dopuścić do tego, by dziecko zachorowało. Właśnie! Ale jednocześnie przyznają się do swej bezsilności w stłumieniu choroby na wczesnym etapie jej powstania. Właśnie na to powinna być skierowana dzisiaj cała myśl naukowa i medyczna. Słowo „szczepionka” oznacza „krowa”. W astrologii wschodniej jest to znak Zodiaku „Krowa”, a w astrologii zachodniej nazywa się on „Byk”, co samo w sobie nie zmienia znaczenia. Przecież to jednoznacznie oznacza symbol siły życiowej, energii organizmu. Skąd czerpiemy siłę do życia? Na jakich energiach się ona kształtuje? Przede wszystkim z oddychania i odżywiania. A także z sytuacji materialno-finansowej, która wpływa na naszą siłę, czy to poprzez jej niedostatek, czy to poprzez przytłaczający nadmiar. Medycyna karmiczna zwraca uwagę na fakt, że im bardziej napięte staje się życie człowieka, włączając wszelkie formy, metody i sposoby drażnienia, w które angażują się wszystkie narządy zmysłów, tym częściej człowiek choruje. System odpornościowy nie nadąża reagować na nasze pośpiechy i bezduchowość, i wówczas w tej pustce wirusy znajdują dogodny grunt do swojego rozmnażania. Przez lata „przebudowy”, kiedy wszystkich zaczęło trząść w okresie przejściowym z komunizmu w kapitalizm, jakich tylko epidemii nie spadło nam na głowę. Lekarze narzekają na produkty i ekologię, i mają rację, ale to tylko mechanizmy, a przyczyny zawsze będą powstawać jedynie na poziomie duchowym. Już nie słyszymy siebie, nerwy drżą jak struny. Intrygi polityczne, materialna i finansowa huśtawka, muzyka rock-pop, reklama – wszystko miga, drży i wyje. Lekarze domagają się masowej wakcynacji ludności, ale czy jest ona potrzebna? Może warto zastanowić się, jakie duchowe i moralne oceny stoją za dyfterytem? I wówczas każdy chory będzie znał program swojego duchowego odnowienia. „Byk” odpowiada w organizmie człowieka za gardło, przełyk, jamę ustno-gardłową. To wejście dla odżywiania i oddychania w celu zdobycia i odzyskania siły. Tutaj powstaje jedna z form chorób – dyfteryt krtani, na który przypada 85–95% zachorowań. Czy nasze czyny przy zdobywaniu pożywienia są wystarczająco moralne? – pyta medycyna karmiczna chorego na tę chorobę. Pożądanie, oszustwo, napastliwość, podłość, wymuszenia i tym podobne wady działają przy dyfterycie jak hamulec w nasycaniu ciała niemoralnymi metodami i sposobami. Narzekamy na moskiewską milicję, że jest taka sobie, a tymczasem to ona jako pierwsza w trybie nakazowym zaszczepiła wszystkich swoich pracowników przeciwko dyfterytowi. Bo zaczęły się masowe zachorowania wśród pracowników. Można powiedzieć, że to troska o zdrowie fizyczne. A zdrowie duchowe? Nie zbuduje się go na politycznych informacjach i naganach. I wówczas z pomocą przychodzi Bóg, włączając nasze choroby. Nie zapominajmy, że wszystko, co zakonserwowane, prędzej czy później i tak się zepsuje. Również szczepionki nie są jednakowo skuteczne: jedne całkowicie chronią przed chorobą, inne częściowo; jedne tworzą długotrwałą odporność, inne krótkotrwałą. Z punktu widzenia medycyny karmicznej szczepienia dają nieuzasadnione przetrwanie, dlatego oczyszczenie duchowe odbywa się poprzez masowe kataklizmy, klęski żywiołowe, wojny i epidemie. A „nieszczęśliwe wypadki” na drogach, od których ginie obecnie więcej ludzi niż od chorób? A katastrofy samolotów, pociągów i statków, awarie w zakładach produkcyjnych i tak dalej? Nic nie dzieje się przypadkowo, o czym świadczą wszystkie nauki okultystyczne. Szczepienia blokują naszą zdolność odczuwania niebezpieczeństwa. A powstrzymać ten cały potok nieszczęść można jedynie poprzez zmianę postrzegania życia. I wówczas szczepienia nie będą tak niebezpieczne, gdyż pojawi się ruch duszy ku duchowości. Szczepienia blokują również unikalne zdolności człowieka do jasnowidzenia, jasnosłyszenia, telepatia i wielu innych umiejętności. I wówczas staje się jasne, dlaczego pojawiają się one u ludzi po przebytej śmierci klinicznej na stole operacyjnym lub po jakiejkolwiek katastrofie, wypadku, po przeżyciu urazu psychicznego, w przypadku utraty bliskiej osoby i tym podobnych sytuacjach. Szczepienia, szczepionki – one złamały barierę indywidualności, ale pozostała jeszcze mała szczelina, którą lekarze próbują wypełnić swoimi badaniami: jak osiągnąć przyjęcie się przeszczepionego organu lub tkanki. Jeśli serce człowieka nadwyręża się w egoizmie i samolubstwie, nie kocha nikogo, dlatego pokrywa się wadami. Ono nadwyręża się pragnieniami i pożądaniami, zalewa się żądzą krwi, a jego zastępują nowym.

Natura jest mądrze urządzona, a jej Stwórca, Bóg, umieścił w nas takie pułapki immunologiczne, że do dziś naukowcy rozkładają ręce. Nowe serce nie przyjmuje się, utrzymuje się je przy życiu jedynie za pomocą silnych środków dopingujących. Dokładnie to samo dzieje się z innymi narządami. Ta reakcja odrzucenia pozostaje wciąż niezrozumiała. Mówiąc o biopatogennych ludziach, chciałoby się wspomnieć także o dobrych ludziach, którzy również potrzebują wymiany któregoś z narządów. Ich narządy zużywają się wskutek ciągłych przeżyć i cierpień, presji grubiaństwa, w którym stale muszą żyć. Ale wymiana chorego narządu na zdrowy również niczego nie da. Bowiem brakuje w tym organizmie zrozumienia i harmonii, brakuje siły ducha zdolnej powstrzymać i ukoić swoje uczucia, brakuje ciszy w duszy i radości w sercu. A w konsekwencji — słaby układ odpornościowy i odrzucenie narządu. W ten sposób sam przez się nasuwa się wniosek, że każdy przeszczepiony narząd może przyjąć się w nowym ciele, jeśli człowiek zmieni energetyczną czystość swoich uczuć i myśli. Wówczas przeciwciała będą zdolne wchodzić w interakcję z antygenami i unieszkodliwiać je. Energetyczna czystość zmienia się wówczas, gdy intuicja kieruje naszymi uczuciami, gdy duchowe reakcje uczuć tworzą procesy alchemiczne w organizmie. Wówczas dochodzi do naturalnego wytwarzania przeciwciał w odpowiedniej ilości.

Antygeny to obce dla organizmu substancje chemiczne: bakterie, wirusy, toksyny, grzyby, przeszczepione narządy lub tkanki. Wiadomo, że istnieje pięć klas przeciwciał, zwanych immunoglobulinami: M, G, A, E, D. Medycyna karmiczna mówi o tym, że odpowiadają one pięciu organom zmysłów. Zadaniem badacza jest określenie przynależności każdej immunoglobuliny do danego organu zmysłu. Przy tym wiadomo, że immunoglobulina M, największa pod względem masy cząsteczkowej, powstaje jako pierwsza w odpowiedzi na antygen. Tak więc immunoglobulina M to pierwsza reakcja człowieka na wydarzenie, które zaszło w jego życiu. Jest ona szybsza, dlatego immunoglobulina M działa na poziomie elementarnych uczuć. Następnie ich synteza zostaje zastąpiona wytwarzaniem immunoglobulin G, które skuteczniej unieszkodliwiają bakterie i ich toksyny. W wydzielinach błony śluzowej jelit, ślinie i innych płynach organizmu gromadzi się duża ilość immunoglobuliny A. Immunoglobulina ta stanowi pierwszą barierę dla wniknięcia mikroorganizmów z otoczenia. Mechanizmy i przyczyny przełączania w komórce syntezy immunoglobulin jednej klasy na inną pozostają dla medyków niezrozumiałe. Mimo to przypuszczają, że fakt ten jest odbiciem ogólnego prawa powtarzania filogenezy w ontogenezie. Można to tłumaczyć wieloma zjawiskami, jednak przyczyny pozostaną jedynie hipotezami, a choroby nieuleczalne.

Medycyna karmiczna mówi o tym, że metafizyka — przejście substancji z jednego stanu w drugi — w naszym organizmie dokonuje się za pomocą alchemii, czyli pracy organów zmysłów. Im subtelniejsze są uczucia dotyczące relacji międzyludzkich, tym bardziej wrażliwe stają się immunoglobuliny, których masa cząsteczkowa jest mniejsza od poprzedniej. Nieumiejętność człowieka rozpoznania i uświadomienia sobie tego, co dzieje się na poziomie zmysłowym, nie pozwoli przeciwciałom zorganizować ataku-obrony na poziomie najsubtelniejszych molekuł. To właśnie umożliwia antygenom prowadzenie swojej brudnej roboty. Tak więc IMMUNOGLOBULINY TO MOLEKULARNE STRUNY NASZYCH UCZUĆ. Działają one ochronnie, gdy umiemy kierować uczuciami, a przeciwnie, stają się wrażliwe i bezbronne w sytuacji odwrotnej.

Wszystko w życiu robimy pod wpływem pozytywnych lub negatywnych emocji i uczuć. Każde uczucie ma swoje polary (walencje), które określają fizykochemiczne charakterystyki interakcji przeciwciał z antygenem. Choroby powstają wówczas, gdy dusza jest niespokojna, gdy kierują naszym stanem nieokiełznane uczucia i niekontrolowane emocje. A nimi można kierować jedynie spokojnym umysłem, wiedzą i mądrością. To one neutralizują napięte, zarówno pozytywne, jak i negatywne energie, tworząc środowisko elektrolitów zbliżone do neutralnego. Właśnie w neutralnym środowisku elektrolitów dochodzi do harmonijnej interakcji przeciwciał z antygenem, a układ odpornościowy działa sprawnie i efektywnie. Wówczas staje się dla nas zrozumiałe, dlaczego optymalne stężenie elektrolitów o neutralnej wartości w organizmie człowieka powinno odpowiadać 0,85% roztworowi chlorku sodu (pH). Potrzebne jest mu środowisko alkaliczne. Dlatego w Nauce Żywej Etyki szczególną uwagę zwraca się na sodę jako środek podnoszący odporność. „Słusznie, że nie zapominacie o znaczeniu sody. Nie bez powodu nazwano ją popiołem boskiego Ognia… Należy pamiętać o sodzie nie tylko w chorobie, ale i w dobrym samopoczuciu… Jest ona tarczą przed ciemnością zniszczenia. Ale należy przyzwyczajać do niej ciało powoli. Codziennie trzeba ją przyjmować z wodą lub mlekiem. Przyjmując ją, należy niejako kierować ją do ośrodków nerwowych. W ten sposób można stopniowo wzmocnić odporność”.

Z punktu widzenia medycyny karicznej, stosowanie sody może sprowadzać się do czysto biologicznej korekcji. A jeśli przy tym człowiek będzie duchowo słaby? Jeśli nie zmieni sposobu myślenia, uczuć i postępowania, to nie wiadomo, gdzie i jak zadziała mechanizm odrzucenia dobrego zamiaru. Medycyna karmiczna przekłada pracę narządów wewnętrznych, układów i funkcji z języka naukowego, okultystycznego i metafizycznego na język duchowy. Bycie, we wszelkiej swej różnorodności i złożoności, stanowi makrokosmos lub makrokosm człowieka, który odbija się w mikrokosmosie naszego ciała. Każdy ruch i zmiana w makrokosmosie natychmiast odbija się w mikrokosmosie. Taki nieugięty jest prawo Analogii. Człowiek coś zobaczył lub usłyszał, ucieszył się lub zdenerwował — wszystko to, niczym dźwięczna lub głucha echo, rozchodzi się po ciele, zmieniając jego stan fizyczno-biologiczny, tworząc w nim środowisko kwaśne lub alkaliczne. Tak więc czynnik spokoju, życzliwości i przebaczenia odgrywa w naszym życiu i zdrowiu ogromną rolę. Na tym właśnie opierają się wszystkie moralne prawa Bytu. I wówczas staje się zrozumiałe, że to właśnie przestrzeganie tych praw prowadzi do wytworzenia w organizmie środowiska alkalicznego lub kwaśnego. Dla sfery alkalicznej potrzeba szczepień odpada, a dla kwaśnej — jest konieczna. Pozostaje jedynie dowiedzieć się, w jaki sposób można przeprowadzać ekspres-analizę tego środowiska. Takie właśnie odkrycie poczynił petersburski uczony-chemik A.A. Razin. Przeprowadzał on doświadczenia z naładowaną przez ekstrasensów wodą, które wykazały wysoki poziom energetycznego potencjału tej wody. „Jeśli po seansie wzrasta alkaliczność wody, to ekstrasens posiada pozytywne, nadające się do leczenia ludzi, właściwości. Jeśli natomiast wzrasta kwasowość, to takiemu ekstrasensowi nie wolno pracować z ludźmi — jest on «czarnym magiem»”.

Medycyna karmiczna uważa to wszystko za względne. Nie wszyscy ludzie są światli i czyści duszą (alkaliczni). Są też podli, zawistni, o duchowej woni zgnilizny — biopatogenni (kwaśni). Dlatego ekstrasensi z «kwaśną» energią leczą podobnych. I spróbujcie przekonać chorego, że u jego ekstrasensa, który go leczy, działają brudne energie — nie wybaczy wam tego. Tak więc, jak na razie, dopóki poziom moralny i duchowy jest wciąż dość niski, potrzebujemy zarówno «alkalicznych», jak i «kwaśnych» ekstrasensów. A intuicja podpowie wam, z kim najlepiej wam współpracować. I nie trzeba krzyczeć, kto jest czarny, a kto biały — każdy robi swoje i przyciąga do siebie podobnych, a Bóg im sądzia. Kiedyś w przychodniach pojawią się aparaty do określania chemicznej walencji chorego, i wówczas lekarz będzie mógł skierować go do jednego z ekstrasensów przy przychodni, którzy również będą mieli chemiczny certyfikat. Naturalnie, takie charakterystyki powinny być utrzymywane w tajemnicy zarówno przed jednymi, jak i drugimi. Dyrygować paradą powinien specjalista-lekarz. Sądzę, że zgodnie z prawem analogii soda będzie pomagać przede wszystkim ludziom ze wskaźnikiem alkalicznym, a przeciwnie — nasilać chorobę u kwaśnych. Dlatego nie rzucajcie się od razu na sodę, tu potrzebne jest subtelne podejście. Ale kto by to potrafił zrobić? Dopóki lekarze nie doczekają się specjalnej aparatury, pomrzemy. Proponuję najprostszy sposób. Człowiek stawia szklankę (pół szklanki) wody na dłoni lewej ręki, a prawą ręką zaczyna wodzić nad nią ruchami okrężnymi. W którą stronę, zgodnie z ruchem wskazówek zegara czy przeciwnie, nie zastanawiajcie się — intuicja podpowie, ona sama poprowadzi waszą rękę. Po 3–5 minutach woda zostanie naładowana waszym biopolami.

Lekarz zanurza w tej wodzie wrażliwy papierek lakmusowy lub jakiś odczynnik, który, zabarwiając papierek lub wodę, wskaże chemiczne stężenie twojej energii. W ten sposób szybko można przeprowadzić analizę, jeśli dysponuje się bardzo czułymi testami. Przed rozpoczęciem sesji dłonie należy koniecznie dobrze umyć i rozgrzać, mocno pocierając jedną o drugą. To przyspieszy proces naładowania wody. W ten sposób, %B

Zagłębcie się głębiej w astrologię

Darmowe kalkulatory, mapa urodzenia, Tarot online oraz inne narzędzia do samopoznania.

Udostępnij:
Updating
  • Brak produktów w koszyku.