Ołeksandr Astrogor — Energetyczny wampiryzm
Modlitwa Świętego Franciszka
Panie, uczyń mnie narzędziem Twego pokoju,
Bym niósł wiarę tam, gdzie wątpią,
Nadzieję tam, gdzie rozpacza się,
Radość tam, gdzie cierpią,
Miłość tam, gdzie nienawidzą.
Bym niósł prawdę tam, gdzie błądzą,
Światło w ciemność.
Panie, uczyń mnie godnym!
Pocieszać, nie oczekując pociechy,
Rozumieć, nie oczekując zrozumienia,
Miłować, nie oczekując miłości.
Bo kto daje, ten otrzymuje,
Kto zapomina o sobie, ten się odnajduje,
Kto przebacza, temu będzie przebaczone,
Kto umiera, ten budzi się do życia wiecznego.
Amen.
Przedmowa
Ta książka nie ma specjalnego adresata. Jest skierowana do każdego i, niczym szkło powiększające, precyzyjnie celuje w samą głębię ludzkiej istoty, w wir duszy, a w tym tkwi jej główna zaleta. Nauka, moralność, rodzina, kościół, szkoła, uniwersytet, armia – wszystkie one równie dobrze omijają ten problem, nie zbliżają się do niego, lecz obchodzą go z daleka niczym delikatną kwestię. Problem wampiryzmu nie jest zaprzeczany ani potwierdzany przez oficjalne instytucje, nie jest stawiany ani rozwiązywany. Najwyraźniej uważa się, że społeczeństwo, które tak śmiało podąża ku demokratyzmowi, oczyści się z ciemnych szlaków nową etyką. Milczy sama psychologia. I chciałoby się zapytać jej adeptów: jak może powstać głębokie zrozumienie zjawisk psychicznych bez szczerości i uczciwości, jak może zostać osiągnięta jasność, skoro do naszych szkół, szpitali, armii (z niewiedzy?) dopuszczani są ludzie, którzy niosą wir inwolucji? Całe pokolenie pedagogów, lekarzy i innych specjalistów okazuje się niekompetentne, wyrządzając nieodwracalne szkody zdrowiu psychicznemu ludzi. A oto ta książka… Nie myśląc o żadnej własnej zasłudze, na podstawie własnych badań i licznych faktów Astrogor nie tylko odsłania przed nami dramat ludzkiego wampiryzmu, lecz staje z nim do walki. Nie snuje długich rozważań, nie udaje kaznodziei, lecz kieruje swoje szkło powiększające na nasze dusze i ujawnia to, czego dotąd nie chcieliśmy w sobie zobaczyć. Tą książką postawiono nam wszystkim nie byle jaki diagnozę i dano ostrzeżenie: „Uwaga, porażka duszy może wychodzić także od ciebie, proszę, bądź czujny”.
WŁADYMIROWA L.W., kandydat nauk filozoficznych (Moskwa)
Karmiczna medycyna o wampiryzmie i wampirach
Karmiczna medycyna otwiera tą książką nowe (stare) zjawisko, chorobę – WAMPIRYZM. We współczesnej medycynie nie istnieje taki kierunek, który opisywałby „wampiryzm” jako zjawisko społeczne, jako chorobę. Nie ma metod określania ludzi – wampirów, ochrony przed nimi, środków i metod leczenia zarówno wampirów, jak i ich ofiar. Karmiczna medycyna bada ukryte i jawne interakcje energetyczne między wszystkimi systemami biologicznymi. Ale w tym wypadku poświęcimy więcej uwagi rozpatrzeniu energetycznych relacji między systemami biologicznymi myślącymi – „człowiek – człowiek”.
Wampiryzm w rozumieniu mitycznym i okultystycznym rzekomo daje nieśmiertelność, lecz przy tym okrada lub odbiera życie drugiemu. Pamiętajmy, jak w bajkach piękna królewna przemienia się w żabę, a chłopiec w jagnię. Wówczas Koszczej Bezsmiertelny lub Baba Jaga otrzymywali dodatkową siłę do swoich zbrodni. Drżeli z zadowolenia i radości, rozkoszowali się i cieszyli. Tym bajkowym chwytem oznaczano wampiryzm, a to świadczy o jego dawnym i głębokim rodowodzie. Dokładnie to samo do dziś widzimy w relacjach międzyludzkich.
W słowiańskich ludowych wierzeniach wampir to zmarły, który wychodzi z grobu i wysysa krew żywych ludzi. Jest w tym pewna doza prawdy, ale o niej porozmawiamy innym razem.
Pod pojęciem „energetyczny wampiryzm” należy rozumieć takie relacje między ludźmi, w których dochodzi do siłowego odbierania życiowej energii. U Chińczyków ta siła nazywa się „Czi”, u Japończyków „Ki”, u indyjskich joginów „Prana”. Obecnie rozpowszechnił się termin „biopole”, a współczesna medycyna określa tę siłę mianem „energia psychiczna”. Psychologowie i lekarze pracują z tymi zaburzeniami stanu psychicznego człowieka. Przywracają lub blokują te zmiany, które noszą nazwy załamań i stresów, zmęczenia i podrażnień, kryzysów psychicznych itd. Naukowcy głęboko wniknęli w procesy psychiczne zachodzące w organizmie człowieka, opisali, jak przebiegają one w zewnętrznych relacjach człowieka ze światem zewnętrznym, lecz pominęli fakt lub efekt psychiczny, który od wieków ukrywał się pod pojęciem „wampiryzm”. Wszyscy rozumieli go dosłownie – „wysysa krew”, lecz przecież energia psychiczna to ta sama krew, tylko innego planu lub poziomu. Ona również przenika wszystkie organy i komórki, a jej utrata natychmiast odbija się na zdrowiu człowieka.
„Nie denerwuj się” – mówi lekarz. „Bądź spokojny” – radzi psycholog, nie rozumiejąc, że są ludzie, którzy specjalnie prowokują nas do załamań i irytacji, gdyż tylko tak mogą odebrać naszą życiową siłę. To są wampiry, oni wysysają, wytrząsają i odbierają naszą energię psychiczną wszystkimi dostępnymi im sposobami. Wampiryzm to energetyczne rozbójnictwo. Przy tym wampir zawsze czuje się lekko i dobrze, zaś dawca, czyli ofiara wampira, pozostaje „roztrzaskana” i chora. Wampiryzm jako zjawisko towarzyszył człowiekowi od zawsze, a nasz XX wiek (niesłusznie nazwany „nerwowym”, „psychicznym”) stał się wszechobecny. Im bardziej skomplikowane i napięte stają się relacje międzyludzkie, tym częściej wampiryzm staje się przyczyną powstawania i zaostrzania wielu chorób.
Człowiek jako system biologiczno-myślący wypracował cały arsenał wyrafinowanych sposobów wampiryzmu, aby przedłużyć swoje życie kosztem innych ludzi. O przedłużenie życia upomina się już to, co niezdolne do życia, ono obumiera lub choruje przewlekle. Można to porównać do drugiej zasady termodynamiki, zgodnie z którą procesy zachodzące w układzie zamkniętym zawsze dążą do stanu równowagi, lecz wymagają stałego dopływu energii. Innymi słowy, jeśli nie ma stałego dopływu energii do układu, procesy zachodzące w nim dążą do wygasania i zaniku. Choroba to kara za nieprawy sposób życia, myśli i czynów, co bada medycyna karmiczna.
Wampiry nie wiedzą o swojej chorobie, one po prostu źle się czują, kiedy innym jest dobrze. Przy zetknięciu z nimi zaczynamy chorować, zaś oni zdrowieć. Pojawia się u nas słabość i senność, wzrasta pobudliwość i zaostrzają się stare choroby, stajemy się podatni na choroby zakaźne, doznajemy niespodziewanych urazów, i jeszcze mnóstwo innych problemów pojawia się nie wiadomo skąd. Wszystko to stało się powodem napisania tej książki, która – miejmy nadzieję – pomoże nam dostrzec i zrozumieć ukryte mechanizmy strat energetycznych oraz ukryte przyczyny naszych chorób.
Wampiry zawsze same szukają kontaktów, aby się doładować i podkarmić jakąś nieznaną siłą, energią, której u nich nie ma, nie tworzy się, nie gromadzi, lecz jakoś jest u tych, którzy są w pobliżu: matka – córka, mąż – żona, szef – podwładny, sąsiadki, przyjaciele i znajomi. Wampiryzm stał się społeczną plagą w miejscach publicznych.
W Piśmie Świętym mówi się, że Królestwa Bożego nie odziedziczą ani złodzieje, ani zdziercy, ani pijacy, ani bluźniercy, ani drapieżcy. Właśnie „drapieżcami” nazywa Bóg wampirów. „Z was samych powstaną wilki i zniszczą was”. Tak otwiera biblijna mądrość fenomen wampiryzmu. Bo, niczym drapieżniki, z dziką pasją lub z ukrytą złością rzucają się oni na ofiarę, aby zaspokoić swoje potrzeby.
W jednej z gazetowych notatek pisano o zwierzęcej naturze wampira doprowadzonego do choroby psychicznej. Przytoczę ją w całości.
„Oblizał sąsiadkę”
„W dosłownym znaczeniu ugryzł sąsiadkę dwudziestosiedmioletni moskwicz w czwartek około jedenastej wieczorem na ulicy Liniowej. Po solidnym wypiciu z kolegą, chłopak udał się szukać przygód do sąsiedniego mieszkania. Zobaczywszy, że drzwi otworzyła urodziwa kobieta, on – złodziej, sprawca – odciągnął przestraszoną kobietę do pokoju, przywiązał do krzesła pasami i zaczął ją torturować. W ustach miała szmatę. Wampir tak sprowokował kobietę, że na ciele nie zostało żywego miejsca. Gdy zobaczył, że „jest” już nic, krwiopijca zadał decydujący cios w gardło, wyrywając duży kawał mięsa, i odszedł. Poszkodowana zemdlała. Tylko dzięki szczęśliwemu przypadkowi w uchylone drzwi weszła jej przyjaciółka i zobaczywszy straszny widok, wezwała milicję i „karetkę”. Po przyjeździe „karetki” okazało się, że wampir od dawna był zarejestrowany w poradni psychiatrycznej. Kobietę, na szczęście, udało się uratować”.
Tak wampiryzm wpływa na wszystkie fizyczne, psychiczne i intelektualne sfery życia człowieka. I u wszystkich wampirów jest jedno pragnienie – otrząsnąć się z przemęczonego i wyczerpanego ciała, nasycić się i zaspokoić duszę, w której jest „czarna dziura” i otchłań samolubstwa. Skąd bierze się energia, która daje życie i zdrowie? Skąd się bierze, komu jest dana i dlaczego u jednych jej jest dużo, a u innych jej nie ma wcale?
Energetyczna podstawa człowieka
Biologiczne życie ludzkiego organizmu utrzymywane jest przez wiele energetycznych sposobów. Rozważymy jedynie trzy. Dwa z nich są widoczne – to odżywianie i oddychanie, a trzecie – ukryte, niewidzialne źródło subtelnych energii, których akumulatorem jest DUSZA człowieka, jego serce. Oddychanie i odżywianie – te główne siły dla ciała, energie – gęste i ciężkie. Mają one ilościowe i jakościowe charakterystyki objętości, wagi, gęstości itp., co umożliwia przeprowadzenie ich analizy. Siły te podtrzymują życie organizmu fizycznie, na poziomie komórkowym, ale nie dają mu energii życiowej. Głównym źródłem siły życiowej, energii zdrowia i długowieczności jest świat duchowy człowieka. Właśnie tutaj gromadzą się siły, które dają prawdziwe życie. Świat duchowy, czyli siły duszy, kształtowane są na energiach RADOŚCI, MIŁOŚCI I MĄDROŚCI. Oto trzy filary odwiecznej filozofii sensu życia. To one kształtują kaskadę celów i dróg: z WIARĄ, WOLĄ i NADZIEJĄ, rodząc rześkość Ducha. To właśnie one przekształcają gęste energie odżywiania i oddychania w nowy jakościowy stan i dają oparcie oraz podstawę dla zdrowego, szczęśliwego życia. Ale ponieważ energie te nie można dotknąć, zważyć i zmierzyć, ich interpretacja należy do filozofii tajemnych nauk, zwanych ezoterycznymi. Wszystkie religie w swej istocie mają ezoteryczną filozofię – tajemną, ukrytą przed oczami niewtajemniczonych.
RADOŚĆ, która wypełnia naszą duszę, przenika do każdej komórki organizmu, nasycając ją i wypełniając, i wtedy spieszymy się, by się nią podzielić, napełniając tą energią innych. MIŁOŚĆ ogarnia serce i rozprowadza tę energię po organach. Najczystsza i najsubtelniejsza energia miłości działa na zasadzie oddawania. We wszystkich filozoficznych i religijnych naukach przewija się myśl, że należy kochać samego siebie, a nie oczekiwać miłości od kogoś. W posłaniu apostoła Pawła mówi się: „Największe zaufanie miejcie do miłości, która jest doskonałością”. MĄDROŚĆ daje spokój i wiarę, zrozumienie prawdy, siłę wewnętrznej organizacji i koncentracji na tym, z czego czerpiemy radość, co kochamy i w co wierzymy. Nie posiadając mądrości, możemy wpaść w zwodniczą Wiarę, fałszywą Nadzieję, a to zrodzi niszczącą Wolę. Te cechy czynią człowieka „otwartym układem kosmicznym”, otwartym na Kosmos, Boga, Anioła Stróża i wszystko, co istnieje na ziemi. Fizycy jeszcze nadadzą nazwy tym energiom, być może, już unoszą się w fizycznych terminach kwantowych i chronalnych, leptonowych i kalibracyjnych pól. Być może, a póki co nazywać je będziemy prostymi, zrozumiałymi dla wszystkich słowami: siły Radości, Miłości i Mądrości – siły Ducha.
Zgodnie z chińską symboliką, nazwałbym te siły „potrójnym piecem”. Różne psychofizyczne metody i techniki pobierania energii z kosmosu i z przyrody, którymi teraz tak zachwyca się wielu, nie dają stabilnego i trwałego efektu energetycznego. Każde celowe pobieranie energii z przyrody, z kosmosu, ze słońca – to twarde nastawienie na to, że energii człowiekowi brakuje, trzeba ją gdzieś brać. To konsumpcja i przesłanka rozwoju wampiryzmu. Pamiętajcie, że tylko naturalne i czyste uczucia miłości i radości dają energię i są tą niewidzialną siłą duszy, która podtrzymuje człowieka, uskrzydla i inspiruje. On sam cieszy się, kocha innych, a życie jego nabiera boskiego sensu. Bez tego stanu, bez tych energii człowiek będzie stale chorował, cierpiał i błądził, bez tego nie można szczęśliwie żyć. Bez tych cech człowiek staje się „zamkniętym układem kosmicznym”, zamkniętym na subtelne postrzeganie świata i realizację siebie w nim. Żyje on na grubych i gęstych energiach, a one dławią, dławią, przesycają i drażnią. Zmuszony jest zrzucać je na otaczający świat, na tego, kto jest obok, kto pierwszy się trafi. Ci ludzie myślą tylko o sobie, żyją jedynie dla siebie, są egoistami. Ci ludzie mają tylko osobistą radość, a swoją miłość narzucają w słodkim opakowaniu. Ciągle prześladują swoją ofiarę, czyhając na nią w napadach. Wampiry odbierają nam radość, pozbawiają nas miłości, skupiając uwagę na sobie, zabierają nasze subtelne energie, doprowadzając nas do irytacji. Wampiry żyją na naszych nieprzydatnych energiach. Nie tylko oddajemy im siłę, ale zawsze na energiach irytacji zrywamy się, zrzucamy. Zmuszają nas być ich dawcami, a my po tym chorujemy.
Przez stadium wampiryzmu przechodzi każdy człowiek, ale jedni potrafią z niego wyjść, napełniając swoją duszę miłością i radością, inni do samej śmierci pozostają wampirami. Jeśli odizolować wampira od otaczających go ludzi, to on, nie mając możliwości ładowania się, zasilania, będzie boleśnie umierał, a nie wytrzymawszy tego, odbiera sobie życie. Dokładnie przeanalizowawszy jego życie, można postawić diagnozę: śmierć nastąpiła w wyniku przewlekłej formy wampiryzmu. Psychicznie chorzy, którzy wykazują agresję i sadyzm w stosunku do innych ludzi, również w swej istocie mają główną diagnozę – przewlekły wampiryzm.
Ale są techniki, które pomogą człowiekowi wyrwać się z tego zaczarowanego energetycznego kręgu wampiryzmu. O nich porozmawiamy poniżej, a teraz zobaczymy, jak się on kształtuje, aby wypracować technikę walki, metody i techniki leczenia.
Słoneczni i księżycowi wampiry
Astronomia dzieli wszystkich ludzi na „słonecznych” i „księżycowych”, niezależnie od tego, pod jakim znakiem Zodiaku się urodzili. Mnie, jako astrologa, wygodniej jest posługiwać się tymi symbolami, gdyż zawierają one realne siły energetyczne, siły dwóch światłem – Słońca i Księżyca. Psychologia oznacza te grupy ludzi jako „ekstrawertyków” i „introwertyków”. Te filozoficzne terminy są ciężkie, wymagają tłumaczenia i interpretacji, podczas gdy słoneczne i księżycowe określenia typów ludzi dają nam od razu obrazowe i jasne wyobrażenie o nich: wszyscy jesteśmy dziećmi Słońca i Księżyca. W filozoficznych naukach Wschodu te energie noszą nazwy „Jangskich” i „Jin’skich”. W tych dualnościach – „światło – ciemność”, „ciepło – zimno” itd. człowiek spędza całe życie. Wampiry żyją jedynie w tych energiach i nie znają istnienia innych, subtelniejszych i czystszych energii „DEN”. DEN – to dojrzałe energie, które człowiek może wykształcić tylko sam. Początkowo posiadają je ci ludzie, którzy urodzili się pod znakami Zodiaku: Strzelec, Koziorożec, Wodnik i Ryby. Ale to nie oznacza, że mogli zachować je przez całe życie. I odwrotnie, urodzeni pod innymi znakami Zodiaku mogą rozwinąć i wypracować w sobie ten niewidzialny i czysty nurt, i przebywać w nim stale. W chińskich naukach wszystkie te energie nazywają się „Czi”, stąd – „Czigun”. Chińczycy mówią, że obrazić kogoś – dosłownie zakłócić czyjąś „Czi”. Astrologia określa jakościowe energetyczne właściwości ludzi, kierowanych światłami i planetami, a stąd wyprowadza się i motywacja czynów. Astrolog widzi, w jakich energiach planet jest zanurzony. Ale rozważymy jedynie Słońce i Księżyc, gdyż są one energetyczną podstawą każdego człowieka.
Energia słonecznych wampirów jest gorąca i sucha, zawsze agresywna. Mówimy, że to okrutny człowiek, krwiopijca i sadyści. Ci ludzie są wyjątkowo egoistyczni. Sami atakują „ofiarę”, prowokują awantury i kłótnie, wywołując ból duchowy i fizyczny. To oni oświadczają, że wyssą z nas całą duszę. Słoneczny wampir działa zuchwale, wywołując wybuch naszego oburzenia, obrażając w twarz, otwarcie plując w duszę. Działają zuchwale otwarcie, nawet gdy ukrywają swoje zamiary. Prowadzi ich zazdrość, złość i nienawiść – to ich energetyczny świat, innego nie znają. Jeśli nie reagujemy na słonecznych wampirów, to są w stanie uderzyć w nas, aby osiągnąć swój cel – otrzymać porcję nieprzydatnej energii. Słoneczny wampir może momentalnie wyssać energię dawcy do wyczerpania. Od kontaktów z nim gwałtownie zmienia się ciśnienie, pojawiają się lub zaostrzają choroby układu krążenia. Słoneczny wampir jest sprawcą wielu naszych nieszczęść, jest podstępny i niebezpieczny, on od razu jednym uderzeniem odbiera dawcy dużą ilość energii. To oni, wampiry, z chorej głowy zwalają na zdrową. To oni szukają burzy i urządzają ją przy najmniejszej drobnicy, aby narzucić swój reżim i porządek, stworzyć twarde warunki w tym obszarze, który obrali dla swojej działalności.
Może przypadkowo trafili do naszej działalności, ale nam z tego nie jest lżej. Określić słonecznego wampira można liniami na dłoniach jego rąk. Mają one ciemnoczerwony lub fioletowy kolor zamiast równomiernie czerwonego. To świadczy także o tym, że kanały energetyczne i krew u nich są zaszlakowane. W leczeniu pomaga korygowanie energii chińskimi kanałami, akupunktura i masaż punktowy. Na Rusi stosowano upuszczanie krwi, aby ulżyć w chorobie, w której przeważała ciężka krew. Ale najskuteczniejszą i nieszkodliwą metodą leczenia było użycie pijawek lekarskich. Tak, takimi metodami można leczyć, ale przy tym ważne jest zmienienie samego człowieka, aby choroba do niego nie powróciła. Cała istota leczenia polega na tym, że nic nie chcemy zmieniać ani w sobie, ani wokół siebie. Łatwiej jest przyjąć tabletkę, pójść do lekarza czy ekstrasensa, tak stajemy się ich zakładnikami.
Energia księżycowych ludzi-wampirów jest przeciwna słonecznej. Jest zimna i wilgotna. Księżycowa energia posiada silną jakość magnetyczną. To ludzie, którzy niezauważalnie, łagodnie i spokojnie ciągną z nas duszę (energię). Jeśli słoneczny wampir to energetyczny bandyta, to księżycowy wampir to energetyczny złodziej, cichy i skryty. On zawsze użala się nad swoimi problemami, udaje głuchego i niezrozumiałego. To męcząca osoba. On nie krzyczy, nie awanturuje się, nie doprowadza do ostateczności, on jęczy i tym wyprowadza nas z równowagi duchowej. Ale my jesteśmy tak skonstruowani, że jeśli na nas nie napadają, nie są grubiańscy, to niby nie ma powodu, by odepchnąć człowieka, gdyż on niby szuka rady i pomocy. U takiego zawsze te same problemy i, ilekolwiek mu nie powiesz, nie poradzisz, problemy się nie zmieniają, a to zaczyna irytować. Od zetknięcia z nim tracimy siły, obniża się witalność, zaczyna się ziewać, gardło coś ściska i drapie. Księżycowi wampiry, niczym „szare myszki”, ciche i nieśpieszne, nieczułe, wybaczą wam każdą grubiańskość. Oni cenią przyjaźń z wami, bo zdołali
podjąć z wami delikatną współpracę i nauczyć się delikatnie otwierać śluzy waszych kanałów energetycznych. A sama magnetyczna istota księżycowego wampira „cichą sapa” przepompowuje energię do siebie. „W cichym wirze diabły się rodzą” – to o ludziach-wampirach o naturze księżycowej. Agresywni bywają tylko wobec bliskiej osoby, tylko w domu mogą sobie pozwolić na bycie grubiańskimi i okrutnymi. Poza domem są cichsi od wody i niższej trawy, ostrożni, służalczy. Ogólnie wszystkim wampirom właściwa jest dwoistość: w pracy są jedni, a w domu zupełnie inni. Wampir niczym dwulicowy Janus ukazuje nam raz jedną, raz drugą stronę swojej istoty.
Zidentyfikować księżycowego wampira po liniach na jego dłoniach jest bardzo prosto. Linie mają kolor żółty, brązowy lub ciemnobrązowy, a u zdrowej osoby o typie księżycowym linie na dłoniach są bezbarwne, cielistego koloru. Leczenie jest takie samo jak w przypadku wampirów słonecznych, ale księżycowym jeszcze dobrze pomaga hipnoza, sugestia i modlitwa.
Jak to wszystko się zaczyna?
Dziecięcy wampiryzm
Kto z nas nie pamięta siebie w dzieciństwie. Właśnie w tym wieku, od narodzin do zakończenia szkoły, kształtuje się wampiryzm. Przez tę fazę rozwoju przechodzi każda osoba, ale jeszcze nie można jej nazwać chorobą. Dziecko jest czyste, to Anioł zesłany nam przez Boga, i tylko my odpowiadamy za to, że u niego może rozwinąć się choroba wampiryzmu. Dopóki dziecko jest bezradne, po prostu potrzebuje, abyśmy poświęcali mu uwagę: bawili się z nim i spacerowali, opowiadali bajki i śpiewali piosenki, uczyli rysować, budować, majsterkować itd. Przypomnijcie sobie, jak odnosili się do was rodzice – czy stale odganiali od siebie, czy cierpliwie zajmowali się wami? Dziecko w rodzinie to święty obowiązek rodziców, zwłaszcza matki, poświęcić się jego wychowaniu, oddać dziecku ciepło swojej duszy, nauczyć cieszyć się i kochać. Ale nauczyć tego można jedynie kochając swoje potomstwo, właśnie tego często brakuje dzieciom. Bardzo często widzimy rodzicielską obojętność i rozdrażnienie. Właśnie w tym polu kształtuje się wampiryzm. Dziecięcy wampiryzm to kara dla rodziców i dorosłych. Dziecko jest wskaźnikiem duszy rodziny, „papierkiem lakmusowym” jakości energii, w których żyje, z którymi się styka. Wiadomo, że dziecko zawsze ciągnie się do czystej, jasnej i radosnej osoby, a zaczyna marudzić w obecności złej osoby o ciężkim charakterze. A jeśli wasze dziecko cały czas was drażni, przyznajcie się, że jesteście ciężką osobą, że zawsze wolelibyście bez niego niż z nim, że ono, niczym kamień, niczym ciężar, duszy dusi. To oznacza, że wy jesteście wampirem dla swojego dziecka, a nie odwrotnie. Kto jednak przyzna się do tego? Ale z boku widać, jak odnosicie się do swojego dziecka, jak na nie krzyczycie, je łajacie, bijecie na oczach wszystkich. A wasza twarz staje się wówczas zwierzęca, drapieżna, głos szczekliwy, a ciałem przebiega nerwowy dreszcz. Już nie jesteście ludźmi, pamiętajcie o tym, bo z boku widać.
Powinniśmy pomagać dziecku poznawać świat, naładować je zainteresowaniem, oczarować osobistym przykładem. Jeśli nie dajemy dziecku naszej miłości, radości i wiedzy, jeśli mówimy: „odczep się, naprzykrzam się, idź sobie sam baw”, to ono marudzi, a dorastając – wyrzeka się, dorosłe – chamieje. W tych przeciwieństwach tracimy panowanie nad sobą i wylewamy na dziecko nienawiść i rozdrażnienie. Zamiast czystych energii zrzucacie na nie nagromadzone śmieci swojej duszy, a ono uspokaja się, naładowuje. Ale co? Tak żyje dziecko, ładując się w domu, w szkole i na ulicy energetycznymi odpadami dorosłych i rówieśników. Otrzymuje pogardliwe etykietki „cham”, „idiota”, „gnojek” itd. Ono samo zaczyna szukać sił, dzięki którym przywykło czerpać. Musi niszczyć i rozbijać, kląć i chamieć, pić i palić, i robić to na pokaz, aby wywołać jawne lub ukryte rozdrażnienie otoczenia, aby się naładować. Nie rozumie tego, działa tu w nim instynkt przetrwania. A potem całe życie będzie podporządkowane temu zwierzęcemu instynktowi samozachowawczemu, najczęściej z prymitywnym umysłem. Dobrze, jeśli na jego drodze spotka nauczyciela, przyjaciela lub przyjaciółkę, którzy pokażą mu radość życia, miłość do bliźniego i do wiedzy, jeśli otworzą przed nim świat duchowy, wówczas zostanie uratowany.
Dziecięcy wampiryzm przejawia się poprzez wczesną okrucieczność wobec roślin i zwierząt, rówieśników i rodziców. Częste obrazy zadawane duszy dziecka tworzą w nim niszę, w której gromadzi się negatywna energia. Obecnie modne stało się trzymanie psa w miejskim mieszkaniu. Ale czy rodzice widzą, jak ich dzieci spacerują z „ulubieńcem”? Jeśli dziecko w rodzinie nie jest kochane, od razu widać to z jego postępowania z psem na ulicy. W tych czynach dziecka widać wczesny przejaw wampiryzmu. I wówczas stają się zrozumiałe częstsze przypadki ataków psów na dzieci. Jeśli nie rodzice, to kto weźmie na siebie moralne wychowanie dzieci? Przedszkola, szkoły, kościół czy kolonie? Kto? Prawdopodobnie tylko wczesne chrześcijańskie wychowanie dziecka może zapobiec rozwojowi wampiryzmu.
Jak możemy oceniać nauczyciela, u którego wielu uczniów to dwójniarze? On nie kocha swojej pracy, nie potrafi oczarować swoim przedmiotem, zainteresować i udowodnić, że jego wiedza jest najważniejsza w życiu człowieka. Nie zmuszać, a oczarowywać tym światem, który sobie zbudowaliście. Jeśli tego nie ma, uczeń nieświadomie zaczyna wyprowadzać nauczyciela z równowagi duchowej. Nie otrzymując radości poznawania tych subtelnych i czystych energii, uczeń wstrząsa choćby jakąś energią nauczyciela. On nieświadomie nie pozwala się okradać i zaczyna wampiryzować nauczyciela. I wówczas staje się zrozumiała inna ukryta treść „skrzydlatego” powiedzenia nauczycieli: „Albo ja, albo…!”. Oceny ucznia to wskaźnik jego stosunku do nauczyciela. Jeśli z dwójki na trójkę, ten uczeń nie chce, abyście go uczyli. Wy jesteście mu wstrętni, przecież nie ma nieciekawych przedmiotów. Być może dlatego w amerykańskich szkołach o ocenach ucznia wie tylko on sam, nauczyciel i rodzice. Opowiadając wszystkim dookoła, jak uczy się wasz uczeń, otwieracie w ten sposób swoje nastawienie do niego: jesteście dla niego przyjacielem i pomocnikiem czy… Wychowanie to droga służby. Dlatego dziecięcy wampiryzm powinien stać się pierwszym sygnałem niepokoju o losy przyszłego obywatela. Jeśli w domu, w rodzinie, nie zajmują się nim, to jest waszym świętym posłannictwem wobec Ojczyzny, wobec Boga. Do dwunastego roku życia dziecko może swobodnie rozważać, bronić swoich interesów i poglądów. Powinno pojawić się jego naturalne zainteresowanie życiem: sport, technika, sztuka, natura, książki itd. Ale oto widzimy, że nic go nie interesuje, nie porusza, nie pragnie wkładać wysiłku w swój rozwój duchowy i intelektualny. Jego pragnienia sprowadzają się jedynie do dwóch słów: „daj” i „chcę”. Wszystkie wasze próby oczarowania podrostka światem duchowej radości rozbijają się o cielesność: „A co ja z tego będę miał?”. Oto już ukształtowany wampir. Spotkałem dorosłych ludzi chorych na wampiryzm i przy długim wyjaśnianiu okoliczności ich życia odkrywałem, że przyczyną tego stanu była szkoła, a nawet konkretny nauczyciel. Przecież u niektórych naszych nauczycieli już weszło w nawyk upokarzania i obrażania ucznia przed klasą, rówieśnikami, szkołą, a nawet rodzicami. Ale nie złość mnie chce się, a postawić wszystko na swoim miejscu, powiedzieć prosto i otwarcie. Takich nauczycieli należy odsuwać daleko od dzieci, od przedszkoli, szkół, techników i wyższych uczelni, aby nie zarażali dzieci wirusem wampiryzmu. Do czternastego roku życia wielu dzieci choruje na chroniczny wampiryzm. A przed nimi wielkie życie, ale jakie? Bieda rodziny, w której rośnie dziecko-wampir, ale trzykrotnie większe nieszczęście czeka rodzinę, którą ono sobie stworzy. O tym rozmowa będzie niżej.
Wampiry w pracy
Co rano, budząc się, spieszymy do pracy. Człowiek, który kocha swoją pracę i ludzi, z którymi się na niej styka, już od rana napełnia się energią radości. Inny zaś, budząc się, myśli o pracy jak o kaźni, przeklina ją, z trudem wstaje, ale jest zmuszony jechać. Przy tym nie ma ani sił, ani zdrowia, wszystko go już drażni, coś go gnębi – to klasyczny wampir. Siadamy z nim w jednym autobusie, tramwaju czy wagonie metra. Wampirowi jest ciężko, musi zrzucić te dławiące energie, i nadepnie wam na stopę, na waszą ukochaną odcisk. Wampir zrobi to koniecznie boleśnie, celowo, aby wywołać wasze oburzenie i gniew. To on się miota i prowokuje nas do rozdrażnienia, i my włączamy się.
Twoje serce zaczyna bić szybciej, reagując na tę bezczelną grubiańskość, twoja wewnętrzna energia (prana) zaczyna się wahać i przechodzi do zewnętrznej energetycznej otoczki (aury). Drżysz i tracisz radość, a wampir dodatkowo podsycają twoje rozdrażnienie obraźliwymi obrazami. Wtedy twoja energia ostatecznie przechodzi do niego. Wampirowi ulżyło, odetchnął z ulgą, pozbył się tego, co go obciążało i przygniatało, i naładował się świeżą energią, choć nie najlepszej jakości, bezużyteczną, ale i tak mu to odpowiada. A ty przyjeżdżasz do pracy i długo nie możesz się uspokoić ani skupić, nie masz sił, jesteś wyczerpany, jak wyciśnięty cytryna. Wyrzuciłeś swoje perły do bagna, a ono nie daje nic w zamian, obrzucili cię błotem. Czy zauważyłeś, jak wampiry, otrząsnąwszy się z kogoś, czują się bohaterami, jak ich oczy w tym momencie błyszczą szaleńczo, jak dumnie unoszą głowę? I wtedy stają się zrozumiałe powszechne powiedzenia: „W taksówce trzeba jeździć!”, „A jeszcze kapelusz założył!” itd.
Jeśli udało ci się szczęśliwie dotrzeć do pracy, to i tutaj może na ciebie czekać wampir. Dość częste zjawisko, gdy wampirem okazuje się szef. Znajoma scena, gdy w poniedziałek zbiera on swoich podwładnych i zaczyna ich besztać. Każdy dostanie „po wątrobie”, każdemu znajdzie się obraźliwe słowo, podniesie cały zespół, odejmie wszelką chęć do pracy. A po planówce odchodzi, klepie wszystkich po ramieniu, prosi, by się nie obrażali, bo niby stara się,
Dla wspólnej sprawy, mówiąc, że jeśli się go nie popędza, to nie będzie pracował. Taki szef-wampir nie lubi swojej pracy, nie czerpie z niej satysfakcji. Jak każdy wampir, cieszy go jedynie to, co osobiste, nie obchodzi go nikt inny — wystarczy, by samemu siedzieć w miejscu. Dlatego twój szef nie posiada tej życiodajnej energii, która mogłaby inspirować i napędzać cały zespół, cieszyć samym swoim pojawieniem się w pracy. Przed nim wszyscy się ukrywają, trzyma on zespół w strachu. On sam boi się przede wszystkim o siebie. I wtedy staje się dla nas jasne, dlaczego krzyczy, wali pięścią, obraża prosto w oczy, i to jeszcze na oczach wszystkich. On się ładuje energią i przy tym łapie się za serce. Oto znak od Kosmosu, że w jego sercu nie ma miłości ani do was, ani do sprawy. Dobrze, jeśli on ładuje się od was tylko w każdy poniedziałek na cały tydzień, a co jeśli dzieje się to codziennie? Jeśli choruje, dopóki nie przeprowadzi swojego wampirzego „pięciominutowego seansu”? Jeśli człowiek swoją pracą, zainteresowaniem, miłością i dobrocią nie potrafi zasłużyć na szacunek, zaczyna go żądać. Pamiętajcie, jak u Puszkina: „Kiedy nie żartem zachorował, zmusił się do szacunku dla siebie…”. U szefa-wampira największa fluktuacja kadr. Nikt nie chce pracować z wampirem, żyć w ciągłym psychicznym napięciu. A takich wstrząsów i tak mamy w życiu wystarczająco. Najgorsze, gdy wampirzy szefowie zarządzają placówkami dla dzieci. Zdarzało mi się widzieć dyrektorów przedszkoli, dyrektorów szkół i klubów dziecięcych, gdzie z ich winy w zespole pracowników panuje ciągłe napięte pole psychiczne. Nadszedł czas, by wyższe kierownictwo zwróciło uwagę na to, że ludzie odchodzą — znaczy, nie ma duchowego komfortu, nie będzie i nie może być prawdziwej pracy, bo „ryba psuje się od głowy”. Gdy szef jest wampirem, na tym podłożu pojawiają się u niego lizusy i ugodowcy. To słabe jednostki i w ten sposób bronią się one przed energetycznymi wstrząsami. Ale szefowi-wampirowi jak chleb potrzebni są roztrzepańcy, będzie ich trzymał stale przy sobie, zatrzyma takich, których można codziennie bezkarnie obrażać i obrażać, albo, jak już się przyjęło mówić — energetycznie potrząsać. Walczyć z szefem-wampirem na próżno, od tego on jeszcze lepiej będzie się ładował waszą energią. Dla niego jesteście „kozłem ofiarnym”, „głową do bicia”, cieszy się, że was widzi codziennie, szuka spotkania z wami, jesteście dla niego bezcennym znaleziskiem, on nie może bez was żyć, jesteście jego osobistym dawcą. Możecie żądać trzy-, pięciokrotnej sumy waszej pracy — to rekompensata za wasze zdrowie. Ale pamiętajcie, że on choruje jeszcze bardziej, dopóki nie naładuje się od was. Przeprowadźcie eksperyment: nie zareagujcie na grubiaństwo szefa, uśmiechnijcie się, powiedzcie coś o pogodzie, a zobaczycie cuda. On nagle zrobi się czerwony, zadrży i złapie się za serce. Nie daliście mu swojej energii, a przed wami odsłoniły się symptomy wampiryzmu: krzyk z bezsilności, grubiaństwo z braku wychowania, wściekłość z powodu złości. Tak oto wszystko ukryte staje się oczywiste. Być może piszę tak otwarcie na próżno, ale bez tego długo jeszcze nie nauczymy się rozumieć, kto jest kim i co jest czym. Dlatego radzę wam: patrzeć i milczeć, patrzeć i widzieć, co i jak się dzieje. Milczenie — złoto, mawiali starożytni, i to drogocenny okruch, który powinien pozostać przy was, a nie wylać się na zewnątrz.
Czy tylko szefowie nie lubią swojej pracy? A czy my sami ją kochamy, tę, na którą chodzimy codziennie? Praca to energetyczne pole naszej działalności, i w tym polu spędzamy większą część swojego życia. Dla wielu jest to nieszczęśliwa część ich życia. Czyż będzie miał siłę i zdrowie, jeśli nie będzie czerpał jej od współpracowników, a potem i w domu, na ulicy? I niech dla was będzie sygnałem, gdy ktoś mówi, że nie kocha swojej pracy. To sygnał, że obok was jest wampir. A to i tak widać, kto i jak odnosi się do pracy. I niech się nie obraża, że szef go łaje, a w zespole nie cieszy się autorytetem. To cecha wspólna wampirów — nikt ich nie lubi i nie mają autorytetu w swoim środowisku.
Jest wielu ludzi, którzy nie ukrywają, że nie lubią swojej pracy, że są na niej jakby odbywali karę. Ale jednocześnie są zawsze weseli i pełni życia, na nikogo nie zwracają uwagi, bo żyją w myślach swoim własnym światem. I przy każdej okazji starają się uciec z pracy tam, gdzie ich dusza śpiewa i cieszy się. Może to być sport, sztuka, różnorodne pasje technicznej twórczości itd. Ale jednocześnie swoim lenistwem prowokują, by na nich krzyczano, a potem obrażają się i nazywają krzywdziciela wampirem. A czyż w pracy, którą kochacie, nie zdarza się człowiek, którego nie lubicie i który was drażni? I oto tylko dlatego, że cały czas myślicie o nim w ten sposób, wasza energia idzie do tej osoby, i musicie okresowo ładować się od kogoś innego. Ten, kto w waszym miejscu pracy najwięcej osądza innych, to potencjalny wampir. Zdrowy człowiek wybacza wszystko lub nie zauważa tego, skąd bije duchowa zgnilizna. Jeszcze częściej wampirami w pracy są ludzie „wolnych stanowisk” — to komitety partyjne, rady zakładowe, lokalne komitety itp. Tutaj wampira widać od razu, bo każdym gestem i słowem podkreśla on znaczenie swojej osoby. Przed jednymi się podlizuje i słodzi, z innymi zaś jest w wrogich relacjach. Wampiry nie przebierając w środkach i tak okradną was. Udają głuchych, a my musimy cały czas krzyczeć, co drażni, bo zauważamy, że słyszą nawet cicho wypowiedziane słowa do nich skierowane.
Jest duża grupa księżycowych wampirów, którzy udają niezrozumiałych. Rzeczy elementarne muszą im tłumaczyć tyle razy, dopóki nie wybuchniemy. A oni w tym czasie otrzymują swoją porcję nieprzydatnej energii. Oto rada mędrca: „Nie siadaj pod zgniłym drzewem, nie obcuj z człowiekiem ogasłego umysłu” (E. Rerich „Wspólnota”).
Postęp techniczny stworzył jeszcze jeden wyrafinowany rodzaj wampiryzmu — telefoniczny. Telefonujący wampir, dzwoniąc, nie dzieli się z wami radością, lecz wylewa na was kolejne problemy, te same lub różne. Może to być krewny, znajomy, współpracownik — dzwonią prawie codziennie i zawsze w złym momencie, zabierając dużo czasu, odrywając od spraw. Słuchacie ich z irytacją, a niewidzialnym prądem wasza energia przepływa do wampira. Odległość geograficzna nie ma znaczenia. Telefon jest najczęściej wykorzystywany przez księżycowych wampirów. Oto moja rada. Rozdając numer telefonu, uprzedźcie, że wasz aparat jest stary, zepsuty i podczas rozmowy może się wyłączyć! Możecie znaleźć swój, bardziej skuteczny sposób. Określniki numerów telefonów wchodzących do waszej służby technicznej pomogą wam „zobaczyć” osobę, z którą już macie dość rozmów.
Wiemy już, że szef-wampir w weekendy ładuje się w rodzinie. A co się z nim dzieje, gdy jest w delegacji? Oto jaskrawa ilustracja podobnego przypadku, zaczerpnięta z gazety „Moskowskij Komsomolec”: „Pasażer okazał się maniakiem”. Drzwi zalał benzyną i chciał ją podpalić. Związał swoich pasażerów (dwie babcie i trzydziestoletniego mężczyznę) i zaczął ich przesłuchiwać, kto ich podłożył. Przy tym pasażer, który wpadł w szał, bił swoje ofiary kolbą strzelby i opluwał gazem z butli. Rozszarpał także ich rzeczy osobiste w poszukiwaniu nadajnika. Następnie zaczął strzelać z karabinu, odstraszając ciekawskich pasażerów, którzy wyleźli z innych przedziałów. Potem, zerwawszy hamulec bezpieczeństwa, wyskoczył przez okno pociągu. Maniaka, jak poinformowano nas w milicji rejonu Leningradzkiego, zatrzymano jeszcze tego samego dnia. Okazało się, że jest majorem milicji z Norilska”.
Jak już ustaliliśmy, wampiry potrzebują codziennego doładowania energii psychicznej. Dlatego dla nich bardziej typowa jest ta sama sytuacja. Ów major milicji jest wyjątkiem. Brak awansu, brak podwyżki na swoim stanowisku — stąd lęki i podejrzliwość. Niedostatek ten z czasem staje się chroniczny, i będzie musiał gdzieś silnie generować energię w ulubiony sposób. Należy wziąć pod uwagę, że ten major milicji należy do typu słonecznego, a dla nich grubiaństwo, presja i sadyzm są środkiem ładowania się energią. Maniak zawsze cierpi z powodu mentalnych kompleksów, i to, co ukrywał w myślach, ujawniło się w tak nieoczekiwany sposób.
Dlatego zawsze przerażające upadki wampirów w pracy, jak wysoko by się nie wznieśli, a o dobrobyt rodzinny nawet nie ma co mówić — go po prostu nie ma. Podobnych przykładów można przytoczyć tysiące, znamy mnóstwo szefów-wampirów, którzy zmieniają stanowiska i gabinety tylko przez swoją niekompatybilność z zespołem, a na tym cierpi sprawa.
Ukryte techniki wampiryzmu
Bardzo często wampiry stosują ukryte techniki. Do pokoju, gabinetu, kuchni itd., w których się znajdujesz, nagle wchodzi osoba, której nie lubisz lub, jak się mówi, „nie możesz znieść”. Otóż ta osoba celowo wesoło lub celowo hałaśliwie zaczyna kręcić się przed tobą albo rozmawiać z kimś z obecnych w tym samym pomieszczeniu. Udaje, że ciebie to wcale nie dotyczy, ale w rzeczywistości to właśnie jest ukryta technika, dzięki której uzyska sporą dawkę twojej energii.
Przypomnij sobie, jak przy pojawieniu się tej osoby od razu zaczyna cię „bić”. Jest ci ona nieprzyjemna, dlatego twoje serce bije szybciej, kłujące myśli ogarniają świadomość, oddech zatrzymuje się lub przechodzi w część nosową, a to powoduje, że nozdrza nerwowo pulsują. Zęby i usta nerwowo się zaciskają, gardło ściska skurcz, ręce i nogi nerwowo drgają. Jednocześnie, uważając się za osobę kulturalną, nawet nie okazujesz, nie ujawniając uczuć, które w szalonym tempie zalewają całą twoją istotę.
Wampir celowo zastosował przeciwko tobie ukrytą technikę, a ty okazałeś ukryte rozdrażnienie. Im intensywniejsza była twoja reakcja, tym szybciej i lepiej nakarmiłeś wampira, a jemu tylko tego było trzeba. Po pewnym czasie wampir wychodzi, a ty łapiesz się za serce, głowę, tabletki i zaczynasz głośno się oburzać. Od razu staje się jasne, że ze wszystkich obecnych w tym pomieszczeniu dawcą dla wampira stałeś się ty. A jeśli to powtarza się codziennie, to czy nie czas zrozumieć, że gorzej jest tylko tobie — ty cierpisz, a jego leczysz. Skąd, u licha, to się bierze?
Zauważono, że im więcej myśli o sobie, tym częściej wpada się w ukryte sidła wampirów. Znałem jedną młodą, bardzo żywiołową osobę, która w Wielkim Poście po raz pierwszy postanowiła pościć. I oto podczas tego postu zauważyłem, jak swoimi niestosownymi żartami wyprowadza z równowagi duchowej otaczających go ludzi. Na niego się obrażano, a on prosił, by nie mieć do niego pretensji, gdyż tylko żartuje. Wcześniej jego żarty były łagodniejsze i bardziej życzliwe. W tych relacjach dostrzegłem, że on, zaczynając pościć i oczyszczać się — co ogólnie jest dobrym czynem — jednocześnie żywił się nieodpowiednią energią od swoich przyjaciół. Nieświadomie zastosował ukryty chwyt wampiryzmu. Dobrze, że mnie zrozumiał, kiedy mu to wytłumaczyłem. Podczas postu (do którego nie był duchowo przygotowany i dlatego odczuwał nie radość oczyszczenia, lecz fizyczne cierpienie) pojawiło się rozdrażnienie, które on żartobliwie pakował. Niech to będzie lekcją dla innych. Obecnie modne stały się różne metody oczyszczania organizmu, umiarkowania, diety, postu. I niestety, niektórzy ludzie po takich praktykach czują się jeszcze gorzej, a zdarzały się nawet śmiertelne skutki. Oto zbliżyliśmy się do wyjaśnienia: fizycznie oczyszczamy się, zaśluzowujemy siebie w sferze astralnej i mentalnej, dlatego nie uzyskujemy efektu pełnego zdrowia.
Mówiąc językiem ezoterycznej filozofii, człowiekowi potrzeba stale utrzymywać w harmonii i równowadze trzy swoje ciała: fizyczne, astralne i mentalne. Na poziomie mentalnym lepiej gasić negatywne myśli, które trawią i wyprowadzają człowieka z równowagi; na poziomie astralnym konieczne jest uspokajanie swoich uczuć i emocji, a dopiero wówczas w ciele fizycznym zachodzą realne zmiany na lepsze. Nieprzypadkowo w prawosławiu przed Postem następuje „Niedziela Przebaczenia”. Uspokój się, przebacz wszystkim, pogódź się z losem, pokochaj bliźniego i ciesz się wewnętrzną odnową, duchowym oczyszczeniem i fizyczną ulgą. Bez tego aspektu moralnego za każdym razem wpadać będziecie nie w światłą przyszłość, lecz w ciężką przeszłość.
Jest jeszcze jeden ukryty chwyt wampiryzmu, którego używają wampiry — żądają dowodów. Nigdy i w niczym ich nie przekonacie, i tak pozostaną przy swoim zdaniu, a ile nerwów przy tym zepsujecie i jakimi pustymi wychodzicie z tych rozmów. Tutaj wampirowi ważny jest konflikt, prowokuje on nas do energetycznego zderzenia. Rzucamy się przed nim, a on napawa się dostatkiem. Jednocześnie on nas obraża, a my i tak staramy się coś mu udowodnić. Na próżno. Pamiętajcie, mądry człowiek nikomu niczego nie dowodzi.
Poza granicami widzialnego pozostaje jeszcze jeden fakt, który wpisuje się w wampiryzm. Zdarzało mi się spotykać mnóstwo ekstrasensów, czarowników, hipnotyzerów, którzy leczą machnięciami rąk, ale przedtem rzekomo ładują się energią kosmiczną. Jeden mag na swoich zajęciach uczył, że przed rozpoczęciem seansu należy się naładować, a najlepiej zrobić to, rozgniewawszy się. I widziałem, jak przed rozpoczęciem seansu wybuchał na któregoś ze słuchaczy lub znajomych. Ładował się nieodpowiednią energią i rozpoczynał swoją „czarną robotę”. Poza tym, jeśli tym lekarzem w ukryciu kierują pieniądze, chciwość i zazdrość, to i tak nosi w sobie wiele ciężkich energii. Jezus Chrystus mówił swoim uczniom: „Bóg dał wam ten dar darmo, a wy nie bierzcie pieniędzy”. Na takich seansach zawsze są ludzie o subtelnej duszy i czystej energii. A kiedy zaczynają przyjmować ciężkie, nieodpowiednie energie uzdrowiciela, to pojawia się u nich mdłości, zaczyna boleć głowa, a niektórym w ogóle robi się niedobrze. Inni zaś, którzy podobnie jak on żyją na nieodpowiednich energiach, odczuwają ulgę podczas seansu i tymczasowe wyzdrowienie. Podobne przyciąga podobne. Dlatego zawsze są tak różne odczucia i opinie o tych czarownikach: jedni ich chwalą, inni ganią. A skrzynka po prostu się otworzyła.
Przypomnijcie sobie, gdzie i kiedy zetknęliście się z niewidzialnymi granicami tych energii. Przysłuchajcie się sobie, aby uchwycić i zatrzymać ten destrukcyjny nurt. Rozszyfrowawszy wszystko, zrozumiawszy to, wprowadzicie w swoje życie ciszę i spokój. Jeśli patrzeć na świat nie oczami, lecz sercem, jeśli słuchać go, szukając współbrzmienia w swojej duszy, jeśli odczuwać i wyłapywać jego subtelne wibracje, wówczas otworzą się nowe granice niewidzialnego, ukrytego, tajemnego świata. I przebywając w nim, nie chce się już rzucać w wir wspólnego zgiełku. Ja od dawna żyję w takim świecie i rozmyślając w nim, przekazuję wam swoje subiektywne poglądy i sądy. I każdy z was inaczej je odbierze: jedni będą oburzeni, inni pozostaną zadowoleni, a jeszcze inni — obojętni. Każdemu swoje. Ale piszę do was, mając nadzieję, że komuś również zechce się wkroczyć poza granicę widzialnego, aby później wspólnie zmieniać ten zwodniczy świat widzialny — świat iluzji. Ta książka, niczym ścieżka, poprowadzi was w mój świat, a wówczas razem wybrukujemy szeroką drogę nowej wiedzy. Temat „wampiryzmu” to nowy owoc z drzewa poznania dobra i zła. I uważam, że sam Bóg zesłał nam go, abyśmy zawstydzili się życia, które sami sobie stworzyliśmy i nadal tworzymy, wciągając w nie nowe pokolenia. Chcę, aby wszyscy zobaczyli, jak wampiry krążą między nami, zajmując i zawłaszczając przestrzeń. Coraz trudniej i straszniej chodzić po mieście, czytać gazety, słuchać radia, oglądać telewizję. Wszystko drży w tym świecie, gdzie każdy stara się wyrwać, zająć miękkie krzesło. Wszystkie miejsca publiczne: poczty, administracje osiedlowe, sklepy i przychodnie, metro, różne gabinety i służby przemieniły się w przybytki wampiryzmu. Być może dałoby się tego uniknąć, gdyby te służby bardziej myślały o tych, dla których są przeznaczone. Mimowolnie staniesz się wampirem, gdy obsługa jest powolna, a jej pracownicy wywołują rozdrażnienie. I drżeniem ich trzęsą. Nie szukajcie współczucia, jeśli sami go nie okazujecie. Ponieważ jeśli każdy troszczy się tylko o siebie, o pieniądze i nikt nie działa dla wspólnego dobra, to o jakim zdrowiu może być mowa? Ile środków zostanie bezsensownie wydanych na leczenie nie wiadomo czego. I ja nazywam tę chorobę ponownie prostym i zwięzłym słowem — wampiryzm.
Jedną z największych plag wampirów jest nieumiejętność zachowania radości w swojej duszy. Tak jak u wszystkich ludzi, u nich również zdarzają się ludzkie radości, lecz wypiera je pogoń za marnościami, odciąga zwodniczy świat. Nauczenie wampira doświadczania i zachowywania w sobie czystej radości jest bardzo trudne. U niego już ukształtowało się błędne postrzeganie świata. Oni wszyscy uważają, że ktoś im coś jest winien. Spróbujcie ich przekonać, że obok żyją, z nimi pracują. Starsi ludzie, którzy nie potrafili w życiu dostrzec radości i miłości, wpadają w dziecinność. To jedyna szczęśliwa pamiątka z ich życia. Pan powiedział: „Bądźcie jak dzieci”, ale to nie znaczy, że należy wpadać w dziecinność. Tak, dzięki temu następuje samouzdrowienie, lecz taka osoba staje się społecznie niebezpieczna. On nie jest chory, on znajduje się w błogim stanie. Jeśli w poprzednim życiu człowiek wpadał w dziecinność, to na jego dłoni jest znak, który mówi o tym, że i w tym życiu może wpaść w tę samą pułapkę. Ale o tym opowiem w osobnej książce „Ręka i kosmiczna tajemnica duszy”. Problemy wampirów tworzą sobie sami, lecz obwiniają za nie innych. Żalcie ich, a nie denerwujcie się na nich. I jeśli jesteście z nimi codziennie obok, to tylko wy będziecie mogli zmienić ich sposób myślenia i życia. Pamiętajcie, jak powiedziano w Piśmie: „Pokochać bliźniego swego jak siebie samego”. A Ignacy Brjanczaninow mówił, że doskonałość chrześcijanina tkwi w doskonałej miłości do bliźniego. Podobne wypowiedzi, sentencje istnieją we wszystkich religijnych i filozoficznych naukach Zachodu i Wschodu.
Zawsze mówię tym ludziom, aby nie obwiniali się. Podnieście głowy, tam są drzewa, niebo, ptaki i słońce – to wielki i piękny świat. Cieszcie się, a on wleje się w was, aby objawił się nową jakością. Da wam siłę i zdrowie. Uczcie się panować nad swoimi uczuciami, swoim losem, inaczej będziecie zabawką w rękach innych. Wampiry nie cierpią z powodu ciągłego bólu w swojej chorobie. U wampirów słonecznych włącza się ona codziennie, a u wampirów księżycowych dzieje się to kilka razy dziennie. Kiedy ta choroba przybiera formy chroniczne, tworzy brudne energetyczne tło dla całego ciała i organów, dlatego nie poddaje się leczeniu. Stąd wynika, że chińska, tybetańska i indyjska medycyna tradycyjna w pierwszej kolejności zajmują się energetycznym oczyszczaniem organizmu na poziomie kanałów, czakr i organów, podczas gdy współczesna medycyna leczy ciało fizycznie. Poza granicą widzialnego pozostaje fakt, że krótkotrwałe podłączenie wampira do dawcy czyni tę chorobę ukrytą przed oczami lekarzy i psychologów, wszystkich zajmujących się problemami człowieka. I wampir nie opowiada o swojej chorobie. Jaka to wewnętrzna napięcie lub pustka popycha go do kontaktu z innymi ludźmi, po czym następuje ulga. I każda osoba przechodzi przez ten stan, który można nazwać „martwym punktem”, ale nie wszyscy w nim zamarzają. Miłość i radość nieustannie prowadzą nas do harmonijnego wzbogacania się nawzajem na poziomie czystych uczuć, emocji i wiedzy. Wyobraźcie sobie geologa, marynarza, żołnierza lub kosmonautę, którzy na długi czas opuszczają społeczeństwo, dom, przyjaciół. Po pewnym czasie u wszystkich zaczyna się nuda, którą psychologowie nazywają „niekompatybilnością”. Coś zaczyna kogoś drażnić. Winnych szukają w otoczeniu i zaczynają wyładowywać na nich swoje niezadowolenie. Tak rodzi się wampiryzm w pozornie zdrowych i normalnych ludziach. A przyczyną tego wampiryzmu jest to, że stając się niekompatybilnym, stracił radość z tej sprawy, której poświęcił się. Wszystko go znudziło, znudziło, jego dusza pragnie jakichś cielesnych przyjemności. Nic wokół niego już nie cieszy. Z tego powodu ustaje w nim przepływ czystych energii i zaczyna wyssać je z otoczenia. Jednak wystarczy, że człowiek powróci do zwykłego otoczenia, do świata tej radości, której tak mu brakowało, aby zjawisko wampiryzmu zniknęło, proces zgasł, wszystko wróciło na swoje miejsce. Niekompatybilność nie istnieje tam, gdzie ludzie żyją i oddychają jedną sprawą, jedną ideą, jednym marzeniem.
Mówiąc o energii cielesnej, należy wspomnieć także o energii mentalnej. Są to myśli i idee, książki i obliczenia, badania, wymyślanie i wszelka inna twórczość, w której mentalnej energii żyje człowiek. Gdy człowiek traci kontakt z tym światem lub zmusza się, zmusza do robienia zupełnie czegoś innego, czyż nie pojawi się w nim rozdrażnienie, czyż nie będzie on świadomie szarpał tych, którzy pozbawili go tego świata. Człowiek twórczy stanie się wampirem, ale jego ogromną energią będą się posługiwać wampiry cielesne. Ich trawi zazdrość. Trudno przekonać zazdrosnego. Zazdrość to uczucie przykrości spowodowane powodzeniem lub sukcesem drugiej osoby. Zazdrość szarpie człowieka i pozbawia go sił, znajduje się on w stanie niezadowolenia i rozdrażnienia, a zatem on musi, on jest zmuszony czerpać energię od innych. Od zazdrości u człowieka na oku pojawia się jęczmień. Dlatego w medycynie ludowej na jęczmień się pluje i pokazuje się figa, mówiąc: „Na cię figę, co chcesz, to sobie i kupisz. Kup sobie siekierę, rozrąbij się w poprzek”. Przy tym należy trzy razy zdmuchnąć z figi i trzy razy pluć przez lewe ramię. Zauważono, że jęczmienie częściej pojawiają się u dzieci, a dorośli rzadziej. Ale jeśli dzieci widzą i zazdroszczą, to dorośli przy tym jeszcze i obmawiają. Dlatego u dorosłych na ustach pojawia się opryszczka – od zazdrości, nie obmawiaj. Tak tłumaczy ten związek przyczynowo-skutkowy karmiczna medycyna. Zazdrość siać wewnątrz człowieka i złość, a to rodzi wampiryzm. Zauważono, że u takich ludzi na działkach i w ogrodach nie rośnie obfity plon, wszystko jest marne i słabe. Jedna kobieta opowiedziała mi, że gdy u niej zmarła babcia, to nagle na parapecie zakwitł kwiat, który nigdy wcześniej nie kwitł. Zapytała mnie, jaki to znak. Opowiedziałem jej o babci, dopasowując jej słowa i czyny do rodzinnego wampiryzmu, i okazało się, że to była prawda. Kwiaty – wyjaśniam – nie mogą kwitnąć w mieszkaniu wampira, ciężko im wytrzymać w grubych energiach, i nie mogą wylać się radością koloru. Gdy babcia zmarła, uwolniła kwiat od swojego brudnego wpływu energetycznego, i on zakwitł. Jak rozkwita kobieta, odchodząc od męża-wampira, tak znajduje spokój mężczyzna, odchodząc od żony lub teściowej-wampirki. A u was, którzy teraz czytacie te słowa, w mieszkaniu kwitną kwiaty? A może bujnie rosną pnące rośliny, które nie dają kwiatów, i dlatego cieszą się złą sławą w ludziach. Podczas licznych wykładów i kursów, na które zdarzało mi się uczęszczać, widać, że wśród wykładowców i nauczycieli jest wielu wampirów. Oni ciągną jakiś temat, przeżuwają go, a człowiek, który pragnie wiedzy, czeka na świeżą myśl, nowe słowo, spojrzenie i podejście. Czeka w napięciu, aby, pochwyciwszy, zacząć medytować. Nie doczekawszy się, człowiek zasypia na zajęciach, siły się kończą, one odeszły do wykładowcy, a wy słodko zaśniecie na jego lekcji. To wyczerpanie pochodzi także stąd, że źle się słucha, niezrozumiale wypowiadają się słowa, gdy się mówi w podłogę lub sufit, a nie w oczy uczniów. Jeśli lekcja lub wykład idzie z zaangażowaniem, ciekawie i nawet wesoło, to na niej wszyscy otrzymują ładunek energii, radości, a przede wszystkim materiał jest dobrze przyswajany. Ciekawe, że natura po swojemu umie przywracać równowagę energetyczną. Pluskwy i komary, wieczni towarzysze człowieka, to małe wampiry na planie fizycznym. One nie tylko piją krew, i nie u każdego, a jedynie u tych, którzy są przesycone negatywnymi energiami. Zmieńcie swoje podejście do innych ludzi, nauczcie się żyć czystymi energiami radości i miłości, a wtedy pluskwy same znikną, a komary, nawet jeśli usiądą na was, to nie będą mogły wbić swojego żądła. A oto jeszcze jeden mały akapit z nauk „Żywej Etyki” Jeleny Rierich: „Ogniste rozpoznanie trzymania nazywa się Urumią. Nie tylko ludzie mogą mieć takie uczucia, ale i zwierzęta. Konie i psy szczególnie oburzają się przy zbliżaniu się opętanych. W starożytnych Chinach istniała specjalna rasa psów, wysoko ceniona, która szczególnie czule rozpoznawała opętanych. W dawnych czasach było przyjęte pokazywać gościom konie i psy. W tym dostrzegano stosunek zwierząt. Wielu posłów przeszło przez to doświadczenie… Koty też wyczuwają opętanego, ale zwykle zupełnie inaczej. Opętanie wprowadza je w radość: kot nie chowa się, a chodzi, ciesząc się i miaucząc. Podczas gdy pies nastrosza się lub rzuca na tę osobę”. Tu należy zaznaczyć, że kot, zbierając, nawlekając na siebie negatywne energie, potem je zrzuca, wychodząc na spacer na ulicę lub na balkon. Zauważono, że wampiry lubią dręczyć koty, niby bawiąc się z nimi. A u dobrych ludzi koty od razu zasypiają na rękach. Wiadomo, że kot zawsze śpi na chorym miejscu u gospodyni. Wielu dorosłych boi się, gdy koty śpią na szyi lub na głowie u dzieci. Przecież one w tym czasie biorą na siebie ciężkie energie choroby. Dla rodziców to już znak, sygnał, że dziecko poważnie choruje. A je, kota, częściej wyrzucają z mieszkania lub oddają innym ludziom. Kiedyż nauczymy się dostrzegać Znaki Natury, które wskazują zbliżającą się biedę? O psach już pisałem, ale chciałoby się dodać jeszcze kilka informacji. Jeśli niespodziewanie zaszczekał pies i się przestraszyliście, to oznacza, że na waszym biopolu zawisło dużo negatywnej energii. Przy przestrachu od szczekania psa negatywna energia zrzuca się z waszego biopola. Pomódlcie się w myślach lub na głos podziękujcie psu za to, że pomógł wam pozbyć się tych ciężkich energii i podpowiedział przyczynę waszego niedomagania. Jeśli pies nie uspokoił się i nadal bardziej was odprowadza szczekaniem, to już poważny znak. Wróćcie do domu i weźcie prysznic, najlepiej kontrastowy. Woda wszystko zabiera. Ale póki nie weźmiecie prysznica, nie włączajcie sprzętu AGD, niech lepiej przepali się żarówka, niż wasz sprzęt domowy. Psy zawsze starają się ugryźć wampiry, puścić im krew. Dawca nigdy nie zachoruje na wściekliznę, to los wampirów. Prawdopodobnie największym nieszczęściem dla ludzi jest rodzinny wampiryzm. W większości rodzin są dawcy i wampiry. W rodzinach istnieje mnóstwo subtelnych energetycznych powiązań, które można pomylić z wampiryzmem. Dlatego jeszcze raz wyjaśnijmy, że wampir kocha tylko siebie, on nie umie kochać innych i cieszyć się życiem. W rodzinie nawet księżycowi wampiry zawsze są agresywni i codziennie przeprowadzają energetyczne wstrząsy całej rodziny lub komuś z jej członków. Pierwszym wskaźnikiem wampiryzmu wśród małżonków jest RÓWNOŚĆ. Zazdrość to nie miłość, a sposoby wampirów, aby utrzymać swoją ofiarę w stałym napięciu energetycznym (psychicznym) i stresie. Rodzinne dramaty na tle zazdrości prawie zawsze prowadzą do rozpadu rodziny. A póki są razem, wampir mąż przez zazdrość prowokuje dawcę męża do swojego energetycznego podkarmienia. Bardzo trudno jest jednej z małżonek żyć w stałym napięciu i dowodach swojej miłości i oddania. Zazdrość to choroba głuchej, ślepej i bezdusznej osoby, to wampiryzm. Wampir nie widzi i nie słyszy obiektu swojej miłości, póki nie zacznie szarpać jego energią. I dopiero potem może rozpływać się w swoich kłamliwych uczuciach. Ciężko sercu bez miłości, ciężko ciału bez serca – można powiedzieć, parafrazując Homera. Czy trzeba dowodzić, że miłość nie potrzebuje dowodów, że w miłości żyją jednym tchem, że miłość zawsze boi się czymś obrazić bliźniego, że prawdziwa miłość nie cierpi z powodu wątpliwości co do wierności. Tak, trzeba dowodzić, bo żyjemy, nie wiedząc z kim, poniżamy się i wymyślamy usprawiedliwienia:kochać. A tak naprawdę okazuje się, że jest samolubna, podejrzliwa, nieufna i chora na wampiryzm. Francuski filozof René Descartes mówił: „Zazdrość jest rodzajem strachu o zachowanie posiadania jakiegoś dobra, uważając siebie za niegodnego, dlatego też podejrzliwy i nieufny”. Szukając męża lub żony często kierujemy się wyglądem zewnętrznym lub sytuacją materialną partnera. To rodzi urojone uczucie, które niechybnie ujawni efekt wampiryzmu. „Ślepa miłość” zawsze jest podszyta cielesnymi namiętnościami, a potem te namiętności będą wstrząsać duszą. Zazdrość to wada, to ograniczenie duchowe, intelektualne i fizyczne. Dlatego dusza cierpi, umysł nie wie, co czyni, a ciało bije się w poszukiwaniu siły.
Drugim czynnikiem rodzinnego wampiryzmu są ciągłe zarzuty i zaczepki jednego z małżonków, które wywołują obrażenie i rozdrażnienie. To to, co w ludziach nazywa się: widzieć drzazgę w oku bliźniego, a we własnym nie dostrzegać belki. Tutaj wampir mocno i stale trzyma się dawcy — męża. Ciężko jest w rodzinie, kiedy nie ma z kim się podzielić, porozmawiać, a jeśli się próbuje, to zamiast wsparcia otrzymuje się grad wyrzutów. Trudno żyć bez emocjonalnego wsparcia bliskiej osoby, a na tym gruncie rozwija się szyjny osteochondroza.
Bardzo często w rodzinnych relacjach wampirami są teściowe i świekry, ale nie wobec swoich dzieci, a wobec tych, których dzieci wybrały sobie za współmałżonków. Prawda, że i synowe oraz zięciowie nie są bezinteresowni. Jeden mędrzec powiedział, że komu trafił się dobry zięć, ten zyskał i syna, a komu się trafił zły, ten stracił i córkę.
Kiedyś po wykładzie podeszła do mnie młoda kobieta i powiedziała, że dopiero teraz zrozumiała, iż jej świekra to najczystszy wampir. Poprosiłem ją, aby więcej nic nie opowiadała, i sam nakreśliłem obraz tego, jak zachowuje się w rodzinie jej świekra. Opowiadałem długo i szczegółowo, a kobieta powiedziała, że poczuła, jakbym przez wiele lat mieszkał w ich mieszkaniu.
Krótko przedstawię tę historię. Codziennie, przychodząc z pracy, jesteś obowiązkowo witana przez świekrę przy drzwiach wejściowych. Wylewa z siebie takie słowa, od których „wybuchasz”. Powodów i przyczyn zawsze jest mnóstwo: coś zrobiłaś nie tak, położyłaś, posprzątałaś. Nie ważne gdzie i jak, ważne, aby znaleźć pretekst, uruchomić mechanizm twoich uczuć, wywołać przypływ emocji i rozdrażnienia. I jej to łatwo się udaje. Przy tym, otworzywszy usta, ona, mlaskając, pochłania twoją bezużyteczną energię. Wszystko. Konflikt kończy się do końca następnego dnia, kiedy przyjdziesz z pracy. Cały wieczór i ranek świekra już na ciebie nie krzyczy, nie strofuje. Może pogłaskać i przeprosić, staje się cicha jak myszka i łaskawa jak kotka. Wszystko jej wybaczasz, ale sił i zdrowia nie przybywa, nie możesz poświęcić uwagi dzieciom i mężowi, wcześnie kładziesz się spać. Rano budzisz się ciężko. Za dnia na ukochanej pracy, w radości kontaktu, znowu nabierasz czystych ludzkich uczuć, ale to tylko do progu domu. Twoja świekra czuje, jak wysiadłaś z autobusu, weszłaś do klatki schodowej, do windy… Już stoi przy drzwiach i „szczerze cieszy się” na twój widok.
Mogłabyś obdarować ją swoją miłością i radością, ale tego nie ma, i wtedy stajesz się jej jedynym ratunkiem, ale po to musisz zostać wstrząśnięta, podduszona… Gdybyś chociaż raz, powiedziałem, na jej słowa gorzkie i obraźliwe, odpowiedziała: „Tak! Jestem taka!”, i przy tym dumnie unosząc głowę, weszła do mieszkania, to twoja świekra, która wylała resztę swoich sił i nie otrzymała nic w zamian, padłaby od razu, bezwładnie osuwając się przy drzwiach.
– Boże, – powiedziała do mnie kobieta, – raz tak właśnie zrobiłam. Nie odpowiedziałam na jej chamstwo, uśmiechnęłam się i poszłam do pokoju. Słyszę, że coś upadło, odwróciłam się, a ta świekra leży przy drzwiach i się nie rusza. Nie rozumiem, co się stało, co się stało. Z pokoju wybiegli dzieci, mąż: „Co ty zrobiłaś z babcią?”. Osłupiałam. Zaczęłam zapewniać ich, że sama nie rozumiem, że nawet nie zbliżałam się, ona sama upadła. Cała rodzina zaczęła ją ocucać — bez skutku. Wezwano pogotowie — na próżno. Pogotowie zabrało ją do szpitala, i leżała tam dwa miesiące. Wtedy ponownie wyraziłem przypuszczenie, że jeśli ma jeszcze syna lub córkę, to po szpitalu powinna pojechać mieszkać do któregoś z nich, a do was już nie wrócić.
– Tak, – odpowiedziała kobieta, – ona rzeczywiście pojechała mieszkać do innego syna, do innej synowej.
– Oto, – zakończyłem, – okazuje się, że i na chamstwo jest sposób, jak mówią w ludziach. A potem, kiedy dzieci podrosną, babcia będzie wysysać siły i z nich. Z krewnymi zawsze jest to łatwiejsze zrobić i motywów bywa wystarczająco dużo.
Inna kobieta opowiedziała mi, że dopiero teraz, po wykładzie, zrozumiała, dlaczego co roku, kiedy wyjeżdża na działkę na całe lato, jej świekra, tracąc dawcę, trafia do szpitala i leży tam całe lato.
W szpitalu? Chorzy krewni, czy to w domu, czy w szpitalu, podtrzymują swoje istnienie na drobnych urazach, drażniąc otoczenie. Oczywiście, leżąc w łóżku, czasem przez lata, są zmuszeni odbierać siłę od otaczających ich osób. A to jest wskaźnikiem tego, że będą musieli leżeć długo, a leki i terapia nie przyniosą należytego efektu. Prawdopodobnie w szpitalach należałoby stworzyć przemysł rozrywkowy, aby ubarwić ich szare istnienie. Potrzebny jest przytulny wystrój, wnętrza, muzyka, rękodzieło. A co z domem? I znowu przychodzą na myśl wiersze Puszkina, który skarży się:
Ale, Boże mój, jaka nuda
Z chorym siedzieć dzień i noc,
Nie odchodząc ani kroku stąd!
Jakaż niska podłość
Półżywego karmić,
Jemu poduszki poprawiać,
Smutno lekarstwa podawać,
Westchnąć i myśleć o sobie:
«Kiedyż diabeł cię weźmie!»
I w te odległe czasy też nie wiedzieli, jak leczyć wampirów! Włączajcie swoim chorym krewnym „Potrójny ogrzewacz” swojej duszy. On wypędzi, rozpuści ciężkie energie choroby i napełni ciało nową jakością.
Znałem kobietę, której syn i matka to wampiry. Syn toksykoman, a matka od kilku lat leży przykuta do łóżka. Obydwoje trzęsą nią codziennie, ale ona i tak ich kocha, żałuje i oddaje całą siebie na ich służbę. Co trzy dni matka doprowadza ją do stanu nieprzytomności, ale jej miłość do matki przywraca ją do życia. Syn codziennie grozi zabiciem, a ona wybacza mu wszystko. Po mojej prelekcji w notatce napisała: „Zrozumiałam, że jestem klasycznym dawcą, dziękuję wam, naładowaliście mnie dobrą energią i swoją prelekcją odwróciliście mnie od strasznych myśli. Nieświadomie odcięliście mi ostatnią nadzieję. Zatem to moja dola – próba i kara za mojego syna. Teraz on leży w szpitalu i przeklina mnie, ale miłość i litość są znacznie silniejsze niż mój strach przed nim – znacznie! I niech mnie zabije, ale ja go kocham! I nawet na jeden dzień urlopu nie pojadę, bo matki nie ma z kim zostawić, bóle u niej są straszne. Muszę być przy niej i ulżyć jej w cierpieniu”.
Tak, miłość czyni cuda! Ale jeszcze większym cudem jest coś innego. Jeśli swojemu choremu, nie wstającemu z łóżka krewnemu szczerze i z miłością powiesz, że to ty jesteś winny jego choroby, że to ty doprowadziłeś go do stanu, w którym się obecnie znajduje, jeśli uda ci się go o tym przekonać i poprosisz go o wybaczenie (a to nie jest trudne, gdyż on i tak uważa, że winni jesteście wy i ci, którzy go otaczają), to właśnie wtedy, gdy wybaczysz i otrzymasz jego przebaczenie, wydarza się cud. Twój krewny przykuty do łóżka zaczyna ożywać. Już tego samego dnia lub następnego samodzielnie wstaje z łóżka, zaczyna chodzić, jeść, śpiewać piosenki itd. Twoje życie diametralnie się zmieni, ale odtąd musisz stać się altruistą – żyć dla innych, całkowicie oddając się służbie ludziom, pomagając im. Zapomnij o sobie, to twój krzyż, ale to dobry krzyż, przyniesie ci on duchowe szczęście. Tylko w ten sposób spalisz przekazaną ci karmę krewniaka, ugasisz swoją karmę i przerwiesz klątwę rodową.
Oto jeszcze jeden przykład, opowiedziany przez kobietę w Permie, kiedy prowadziłem tam kurs wykładów. Dotyczący on najbardziej okrutnego rodzaju rodzinnego wampiryzmu – energetycznego maroderstwa. W nim podłość i okrucieństwo, nie można go nawet nazwać zwierzęcym, gdyż zwierzęta nie cierpią na brak energii, żyją w harmonii z naturą. Oto ta historia.
„Co rano, przez wiele lat, słyszę od swojej matki, której już jest 77 lat, te same słowa: «Ty jeszcze nie umarłaś?! Kiedyż wreszcie zdechniesz?!» Tak zaczyna się mój dzień. Do tego można się przyzwyczaić i nie denerwować, ale matka, nie otrzymując odpowiedniej reakcji, pada na podłogę i drapie swoje twarz. Czasem otwarcie się denerwuje. Po kilku minutach matka wstaje, jakby nic się nie stało. Rany u niej goją się jak u kota. Opowiada, że ją biję, pokazuje zadrapania i ugryzienia. Udało jej się w ciągu dwóch dni odwiedzić szesnaście organizacji ze skargami na mnie. I wszędzie jej wierzą i uważają za swój obowiązek wezwać mnie na przesłuchanie. Ciągłe telefony od nich nie dają mi spokoju, jestem zmęczona takim życiem. A moich wyjaśnień nawet nie chcą wysłuchać, krzyczą: «Jak śmiesz! Przecież ona jest matką!» I zrozumiałam, że to z jej winy mam już drugą grupę niepełnosprawności. Ratuje mnie jedynie to, że zajmuję się muzyką, piszę wiersze, maluję – to przywraca mi siły. Odpoczywam od niej latem, kiedy ona mieszka na działce”.
Takimi podstępnymi, złymi i okrutnymi bywają rodzinni wampiry. Nie daj Boże mieć ich zawsze obok siebie. Od bliskich uderzenia są silniejsze i bolą dłużej. Życie, ale z drugiej strony, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jeśli trafisz w pułapkę głębokiego konfliktu energetycznego i kryzysu, będziesz cierpiał i chorował. I tylko poprzez uświadomienie i wolę dojdzie do nas ukojenie i radość. Rodzinni wampiry żyją boleśnie długo, nie dając życia swoim domownikom. ONI PRZEŻYWAJĄ SWOICH DAWCÓW, a my dziwimy się, dlaczego dobrzy ludzie umierają wcześniej niż źli. Ile nieszczęśliwych losów, rodzin i talentów zostało zmiecionych na śmietnik, ponieważ podstępność wampirów nie została w porę rozpoznana i powstrzymana. W ogóle nie wiedzieliśmy o ich istnieniu. Zamiast tego tworzymy mądre nauki czy centra. A ostatecznie, istnieje jeszcze jeden rodzaj rodzinnego wampiryzmu, ale nie zdarzyło mi się spotkać jego grubych form. Dotyczący on miesięcznego przejawu i przebiega łagodnie, jedynie od czasu do czasu stwarzając napięte sytuacje. Zrodzić się ten rodzaj wampiryzmu może u rodziców, kiedy ich dzieci wychodzą za mąż lub żenią się. Lęk lub strach przed pozostaniem na starość samotnym popycha rodzica, zazwyczaj jednego z nich, do postawienia dzieci w zależności materialnej i finansowej. Jednym to się podoba i są nawet szczęśliwi z takiej opieki (na razie, póki co), inni zaś – denerwują się, nie chcą być zależnymi, obciąża ich natrętna opieka, rodzicielskie zarzuty i skrupuły na tym tle. Wielu ludzi cierpi nie z powodu braku wysiłków i uczuć, lecz z ich nadmiaru. I jeśli u takich osób nie ma twórczego początku, gdzie mogłyby wyładować te, generalnie dobre energie, w pokojowych celach, to zaczynają tłumić nimi bliską osobę. Na przykładzie może to wyglądać tak. Kobieta bardzo kocha czystość i porządek, co generalnie jest szlachetną cechą – utrzymywać w czystości i porządku przestrzeń, w której się żyje. Ale zawsze znajdzie się ktoś w pobliżu: mąż, dzieci, krewni, którzy naruszają tworzoną przez nią radosną atmosferę. I wszystkie jej niezadowolenia wylewają się właśnie na to.
Wiele kobiet skarżyło mi się na swoich krewnych, mówiąc, że żyją z wampirami i pytały o radę, jak postępować z nimi, jak odczarować ich wampiryzm. Podczas wyjaśniania zachowań i sytuacji okazywało się, że w jej rodzinie nie ma wampirów, że ona sama jest ograniczona w ocenie tego, co się dzieje wokół. Że to właśnie ona pierwsza wybucha na swoich bliskich z powodu najmniejszego śmiecia lub źle położonej rzeczy. Wampiryzmem można ją nazwać jedynie umownie, ale jeśli nie będzie rozszerzać sfery zastosowania swoich uczuć, to taka zakompleksowość na czymś jednym, niewątpliwie, będzie rodzić wampiryzm. Stąd też wybuchy z byle powodu.
Do mężczyzn odnosi się to równie mocno. Przyczyny napięć w życiu rodzinnym, spowodowane wampiryzmem, kryją się także w innych aspektach. Już wiemy, że wokół ludzkiego ciała, na jego aurze, utrzymują się negatywne grudki energii. Zebraliśmy je w pracy, na ulicy, w miejscach publicznych, a wróciwszy do domu, najlepiej jest wziąć prysznic. Są one łatwo zmywane. W przeciwnym razie te energie będą odczuwane przez członków twojej rodziny jako coś zimnego i lepkiego, ciężkiego i przygniatającego, pochodzącego od ciebie. Zwracaliście uwagę na to, że kiedy ktoś z członków rodziny przychodzi do domu, od razu powstaje ciężka i nerwowa atmosfera. Te energie przygnębiają wszystkich do czasu, aż nie nastąpi energetyczne rozładowanie pod nazwą – „wszystkim po równo”. Wielu wampirów nie może sobie pozwolić na wybuchy w pracy. Do tego zobowiązuje prestiżowa praca i pozycja społeczna, dlatego pasożytują jedynie w domu. Trzymają swoich bliskich „biczem i marchewką”, najpierw wysysają, wytrząsają z nich siły, pozbawiają radości, a potem udobruchują. Albo tak: przez pięć dni w tygodniu twój mąż to normalny człowiek, a w soboty i niedziele jakby demon w nim się objawia.
I wiele lat z rzędu. Oznacza to, że pięć dni w tygodniu on wyczerpuje wszystkich w pracy, a w weekendy ładuje się waszą energią. Można powiedzieć, że jeszcze mieliście szczęście i znaleźliście sposób, by nie kontaktować się z nim w te dni, jeśli między wami nie ma miłości — to już wasz problem. Jakkolwiek by nici nie wić, koniec zawsze nadchodzi, dlatego najczęściej w takich rodzinach dochodzi do kłótni i tragedii.
Istnieje jeszcze jeden rodzaj rodzinnego wampiryzmu, który rodzi się w małżeństwie wkrótce po ślubie lub narodzinach pierwszego dziecka. Tutaj zarówno mężczyźni, jak i kobiety przejawiają szczególny stan psychiczny, który można wyrazić prostym i zwięzłym słowem — niezadowolenie. Najczęściej cierpi z tego powodu kobieta, a wszelkie cierpienie odbiera siły, pozbawia energii. Spędzając cały dzień w domu lub w pracy, jest niezadowolona ze swojego męża, ciągle opowiada o nim coś złego. Przypomnijcie sobie swoich znajomych czy krewnych, którzy obgadują swoich mężów. W ten sposób osłabiają swoją siłę. Kiedy mąż wraca z pracy, nie czuje od żony tej siły, która by go pociągała, przyciągała, która wywoływałaby chęć objęcia i pocałowania. Takiej siły nie ma, on spotyka się z zimną i bezduszną żoną, dlatego choćby mała awantura czy milczące rozdrażnienie między nimi niechybnie wybuchnie. I sprowokuje je pusta dusza, ta, która już została wyssana do sucha.
Normalne małżeństwo nie kłóci się z byle powodu, oszczędza siły na większą awanturę. Ojej, co ja mówię. Normalne małżeństwo zawsze i wobec wszystkich mówi o sobie tylko dobrze. W ten sposób tworzy się pole radości i miłości, czego wam właśnie życzę. Miłość zakrywa mnóstwo grzechów.
Od tematu rodzinnego wampiryzmu nie uciekniesz. Można zmienić pracę, nie wpuszczać do siebie sąsiadów-wampirów, unikać w miejscach publicznych osób, które was denerwują. Ale w domu, w rodzinie, kiedy jesteście zależni i związani nie miłością, a okolicznościami, na tym gruncie kwitnie i rozwija się wampiryzm. To właśnie wampir będzie tworzył i narzucał warunki, ton i rytm dla całej rodziny. Naładowawszy się, wampir zaczyna śpiewać pieśni, w których melodii brzmią podniosłe dźwięki.
Oto co napisał do mnie w mieście Saratowie po wykładzie Jurij K.:
„To właśnie to, czego mi tak brakowało, by zrozumieć prawdę o mojej chorobie. Chodzi o to, że trafiłem pod działanie wampira. Stało się to bardzo dawno, w 1978 roku, i trwa do dziś. Byłem bardzo wesołym i zdrowym człowiekiem,
Gdy tylko moi rodzice zmienili mieszkanie i zaczęliśmy razem mieszkać z moją babcią i dziadkiem, moje zdrowie zaczęło się pogarszać i teraz jestem osobą niepełnosprawną drugiego stopnia. Natomiast, jeśli moja babcia do 78. roku życia co roku leżała w szpitalu z powodu problemów z sercem i strasznej astmy, to po tym, jak się wprowadziliśmy, nie była hospitalizowana ani razu, astma zniknęła, nawet czytać zaczęła bez okularów. Moja babcia to wyraźnie ukształtowany księżycowy wampir, a wszystkie cechy, o których opowiadałam, do niej pasują. Piszę natomiast dlatego, że mam nadzieję dowiedzieć się od państwa, kiedy skończy się to piekło.
W jednym z listów z Irkucka kobieta opowiadała o swojej 75-letniej matce.
„Trudno mi z nią żyć. Na zewnątrz wygląda na bardzo zdrową i energiczną, ale po tym, jak wyładowuje na mnie grad obelg i wyrzutów, czuję się wyczerpana. Przeczytawszy państwa książkę, zrozumiałam, że to energetyczny wampiryzm. Najwięcej musiałam znosić od matki, kiedy wracałam późno z pracy. Ale oto zmienił mi się grafik pracy i zaczęłam przychodzić do domu o dwie godziny później. Pierwsze dni zastałam matkę półżywą. Domagała się, abym wróciła do poprzedniego trybu i grafiku pracy, ale na szczęście nie było to możliwe. Nie wiem, jak wytrzymałam psychiczne ataki matki przez te dni, ale stało się cud! Pewnego razu po pracy nie zastałam matki w domu. Ogarnął mnie niepokój o nią. Dokąd mogła pójść z chorymi nogami i kulami? Okazało się, że zaczęła jeździć miejskim transportem w godzinach wieczornych, w szczycie. Wracała do domu radosna i pełna energii. Twarz jej rumieniła się. Ale najbardziej zdumiewające było to, że przestała robić mi jakiekolwiek wyrzuty. Deszcz czy upał, śnieg czy mróz, nic nie mogło jej już zatrzymać w domu. Okazało się, że została zmuszona przenieść się na innych ludzi. Sąsiedzi opowiadali mi, że czasem wsiada do przepełnionego autobusu, przejeżdża kilka przystanków i wysiada. I zawsze odbywa się to ze złorzeczeniem i obrażaniem pasażerów. Na przystanku czeka na następny autobus, również przepełniony, i znowu zaczyna wsiadać z klątwami. I tak codziennie. Przeczytawszy państwa książkę, zrozumiałam, że moja matka zajmuje się lub nawet choruje na klasyczny wampiryzm. Pomóżcie, doradźcie, co można zrobić dla jej leczenia”.
Aby każdy znalazł w niej odpowiedzi na swoje pytania dotyczące leczenia i ochrony przed wampirami, piszę tę książkę. Często w rodzinach, gdzie rodzice są wampirami, dzieci wyrastają na takich samych. Kiedy tacy rodzice dzień po dniu, rok po roku, z najmniejszego powodu lub pretekstu wyładowują się na dziecku, wychowują dla siebie wampira. Tacy rodzice nie tylko czegoś zakazują dziecku, ale robią to zawsze ostro i grubiańsko, z irytacją i nienawiścią: nie wchodź, nie bierz, nie skacz, nie krzycz, siedź spokojnie itd. W dodatku upokarzają i obrażają dziecko. I nie wiedzą oni, że nadejdzie czas, kiedy „odpłaci się za krzywdę”. Kiedy takie dziecko dorasta, samo staje się wampirem i zaczyna „wstrząsać” swoimi rodzicami. Ile takich chorych na wampiryzm rodzin widziałem, ilu nieszczęsnych rodziców próbowało u mnie znaleźć odpowiedzi, ochrony i ratunku przed synem-sadyścią.
W przesłaniu świętego Apostoła Pawła mówi się: „Ojcowie, nie drażnijcie swoich dzieci, aby nie traciły ducha”. Kiedy zrozumiemy, że „wszystko wraca na swoje koła” i że każdemu odda się to, co sieje wokół siebie?! Widziałem wiele lękliwych i upokorzonych dzieci, które dorastając na ulicy, w towarzystwie, doskonalą „umiejętność” zemsty na rodzicach, nauczycielach i innych dorosłych, z którymi zawsze spotykały się z fizycznymi i duchowymi policzkami.
Rodzice, którzy nie dali dziecku ani miłości, ani czułości, niech nie liczą na szczęśliwą starość, dzieci pozostaną wobec nich obojętne. I jeśli w dzieciństwie dziecko znosiło od was niemal codzienne pobicia i obrazy, wiedzcie, że to samo czeka was na starość. To wasza karma – prawo odpłaty. Na tym gruncie pojawia się wiele chorób karmicznych, których nie zrozumiejąc i nie usuwając przyczyn, chorób nie da się wyleczyć. Pozostaje wam jedynie pokora i skrucha, i zaklinam was, pamiętajcie o tym!
Charakterystyczna jest jeszcze jedna okoliczność: księżycowi wampiry w rodzinie zadowalają się energią jednego członka rodziny, z reguły najsłabszego i najbardziej bezbronnego. Natomiast słoneczni wampiry „wstrząsają” całą rodziną. Oto jeden z charakterystycznych listów na ten temat.
„Przeczytałam państwa książkę i ponownie przekonałam się o tym, że naprawdę musiałam żyć z dwoma wampirami. Takie „szczęście”! Jednym z nich był mój ojciec. Choć nieładnie o tym mówić, ale on to wyjątkowo nieprzyjemna osoba. Nie tylko ja go nie lubię, ale także moja mama, siostra, wszyscy krewni, a nawet znajomi.
Pamiętam z dzieciństwa, jak nas wszystkich trzech dręczył, doprowadzał do łez, a potem uspokajał się i niby ustępował. O każdej porze doby włączał telewizor razem z radiem, zapalał światło w wszystkich pokojach, a na kuchni zaczynał hałaśliwie grzechotać naczyniami. Do dzisiaj to robi. W nocy może komuś ze znajomych zadzwonić i przy tym głośno rozmawiać. Mówi, że słabo słyszy, a kiedy czegoś nie chce usłyszeć, to i tak usłyszy. Naturalnie, swoją postawą doprowadza wszystkich do szału. I nie daj Boże, żeby mu coś powiedzieć. Zaczynał krzyczeć i bić matkę. Ja z siostrą w łzy, a jemu choćby co. «To wasza matka we wszystkim jest winna» – jego ulubione zdanie. Kiedy on jest w domu, wszyscy chodzą w napięciu i po raz kolejny nie chce się wychodzić z pokoju. A jeśli on sam tam wejdzie, to zaczyna cię trząść – taka nieprzyjemna osoba. Zwierząt nie lubi. Teraz mam psa, mieszkamy z nim osobno od rodziców. Kiedy przychodzę z nim do rodziców i ojca nie ma w domu, pies jest spokojny. Wystarczy, że on tylko wsunie klucz do zamka, a zaczyna się histeryczny szczek, którego trudno powstrzymać. Kilka razy zdarzyło się, że pies ugryzł ojca. W domu panuje negatywna energia, choć pokoje poświęcano. Pewnie, nigdzie nie ma tylu karaluchów, co u nas. To po prostu katastrofa. Już tyle środków wypróbowano, ale rezultat żałosny. Latem na balkonie kwitną kwiaty doniczkowe. Mamie chciałoby się, żeby kwitły także w mieszkaniu. Ale kiedy je przynosi się z balkonu, po jakimś czasie kwiaty zaczynają marnieć. Co dziwne, pelargonie rosną bardzo dobrze. Mama u nas ciągle choruje. W ostatnich latach jakoś nagle postarzała się. Nie ma już sił żyć obok męża, a my z ojcem. Gdybym miała opisać wszystkie jego podłości, to po prostu nie starczyłoby papieru. Okresowo oskarża kogoś z nas, że coś mu ukradliśmy. I dosłownie doprowadza to do histerii. Do osiemnastego roku życia mieszkałam z rodzicami. I oto „szczęście”! Babcia z dziadkiem (rodzice mamy) dostali dwupokojowe mieszkanie i bardzo chcieli, żebym zamieszkała z nimi. Tak bardzo cieszyłam się, że rzadziej będę widywać się z ojcem, że moja praca – pielęgniarka dziecięca – zyska więcej sił do pracy. Po jakimś czasie moja radość przygasła. Babcia „zajęła się” mną. Dziadek był spokojną osobą, szanowałam go (niech spoczywa w pokoju). Ja z natury jestem pogodna, ale spokojna. Otóż mojej babci nie podobało się w moim zachowaniu wszystko. Szukała tylko złego, dobrego po prostu nie chciała widzieć. Nie wolno mi było późno wracać do domu, nie wolno było myć się pod prysznicem, nie wolno było prać w każdy weekend. Nie wolno było prasować bielizny, bo żelazko się spali. Nie wolno było długo rozmawiać przez telefon, a już tym bardziej głośno się śmiać. Widziałaby pani jej twarz w momencie, kiedy się na nią obraziłam. Tyle szczęścia w jej oczach, tyle balsamu wylewa się na jej serce. I tak codziennie. Przez sześć lat mieszkania z babcią schudłam sześć kilogramów. U mnie pojawiła się hipotonia, a babcia cierpi na nadciśnienie. Ciągle byłam przygnębiona. Nie chciało mi się wracać do tego piekła. Często łapałam się na tym, że powoli idę od przystanku autobusowego do domu, choć to tylko dwie minuty spaceru. I jeszcze jedno ciekawe spostrzeżenie. Dziadek był tak chudy i pod koniec życia tak niedołężny, że wyglądał jak obciągnięty szkielet. A babcia jeszcze w dobrej formie, choć starsza od niego. Kiedy dziadek zmarł, wyprowadziłam się z ich mieszkania. Zostać z nią sam na sam nie było w moich siłach.
Niemal automatycznie nasuwa się pytanie: kto ochroni rodzinę przed wampirem? Państwo? Nauka? Lekarze? Psychologowie? Milicja? Wszyscy oni rozkładają ręce. A ludzie cierpią, chorują i umierają z powodu nieznanej siły zła. Pozostaje jedno: Boże, pomóż!
Sąsiedzi-wampiry
W relacjach sąsiedzkich najczęściej ujawnia się księżycowy wampiryzm. Księżyczni sąsiedzi-wampiry pod różnymi pretekstami narzucają się z przyjaźnią. Przychodzą do ciebie swobodnie, po sąsiedzku, pewnie, tak powinno być. Ale, powtarzam, każda interakcja powinna nieść wzajemną radość i zainteresowanie — dzięki temu wszyscy zyskują odpoczynek i zadowolenie. Jednak wampir nie dostrzega, kiedy jego przyjście nie jest mile widziane, i męczy swoją obecnością. Charakterystyczny szczegół: wampiry nigdy nie zapraszają cię do siebie w gości, lecz starają się przyjść do ciebie, napić się herbatki, ale same nigdy nie częstują herbatą. A jeśli zdarzyło ci się być w gościach u wampira, odejdziesz od niego z bólem głowy, osłabieniem ciała, ze straconym czasem. Księżyczni wampiry przychodzą do ciebie w gości, posiedzą, popłaczą się albo nie powiedzą ani słowa, nabiorą rumieńców i odejdą. Wampir nie rozumie, że z nim nie
chcą mówić, że jemu tylko dla przyzwoitości mówią: „Tak, nie”. Myśmy zmęczeni pustymi rozmowami, nas to męczy i drażni taka natrętna obecność. Ale wampirom to tylko jest potrzebne. Źle, że one same tego nie rozumieją. Nie możemy znaleźć powodu, żeby je wystawić, a one przyznają się do tego, że u nas czują się bardzo dobrze i nawet zaczynają się lepiej czuć. Jeszcze by nie inaczej! Zazwyczaj one przychodzą codziennie o tej samej porze, jak do pracy. Znajdźcie powód lub możliwość, żeby ich nie wpuszczać do siebie do domu. Nie będzie dla was wielkiego nieszczęścia, jeśli zerwiecie z nimi wszelkie kontakty. Wampiry znajdą sobie inne źródło energii. Ale nasza bieda polega na tym, że one już mocno zdążyły wziąć nas w swoje ręce: drobnymi usługami i prezentami. Podnieście się nad to, i spadnie ciężar wampira z waszych ramion, zrzućcie kamień, który dusi duszę.
Słoneczne wampiry – sąsiedzi cały czas trzymają was w jakimś stałym psychicznym napięciu. To pochodzi stąd, że domy na nie już nikt nie reaguje, nie podtrzymuje ich, a one potrzebują stale mieć obok napięte pole. I tego one osiągają, budując wam i nawet całemu podwórku, domowi, różne podstępy. One zauważają każdy wasz błąd w słowach i czynach. I wy już siedzicie w swoim mieszkaniu czy pokoju i boicie się raz jeszcze zetknąć z nimi. Ale dziwne, że to wam się nie udaje. Tylko wy za próg, a wampir jak tu. To pochodzi stąd, że wy stale o nim myślicie, tworzycie mocny energetyczny związek i swoimi myślami podtrzymujecie go. Przestańcie o nim myśleć i mówić, nie obmawiajcie swoich nieprzyjaciół. Oderwać energetyczny kanał z waszym wampirem można milczeniem, uspokoiwszy swoją duszę, nie zwracać uwagi, zapomnieć, wybaczyć. To trudno zrobić, bo wampir już przywykł, że na niego dobrze reagujecie, i za każdym razem on jeszcze silniejszy, jeszcze złośliwszy, jeszcze więcej wysiłku wkłada, żeby nie stracić takiego wspaniałego energetycznego źródła.
Ale dlaczego wy tak reagujecie na wampira? Czyż nie dlatego, że w waszej duszy pusto i ciemno, że nie ma zainteresowania w życiu, któremu można by się całkowicie poświęcić? Ale wtedy zgiełk i rozdrażnienie nie odejdą z waszego życia. Tak, oprzeć się grubemu naporowi wampirów jest bardzo trudno, ale to są wasze problemy, a ja staram się pokazać wam drogę wyjścia z duchowego energetycznego kryzysu.
Babcie i dziadkowie, którzy siedzą przy wejściu do klatki schodowej, ktoś wśród nich na pewno jest wampirem. Najczęściej babcie, one niby z dobrych pobudek, robią grubiańskie uwagi dorosłym, ale najwięcej dostaje się od nich dzieciom. Już jakich tylko klątw nie posyłają na dzieci z byle powodu. Dorośli, słysząc to, nie wdają się z nimi w dyskusję, znając ich skandaliczny charakter, ale milcząco i ukradkiem drażnią się na nich. To o nich, o wampirach, mówią w narodzie, że u złej Natalii wszyscy ludzie są kanałami. I urządzają nam psychiczne wahanałie. Oto kalambur! Jedna moja znajoma kilka lat cierpiała na ból serca i każdej zimy trafiała do szpitala. Ile ja z nią walczyłem, starając się pomóc, zrozumieć przyczynę jej choroby, nic nie pomagało. Horoskopy, które robiłem na każde zaostrzenie choroby serca, pokazywały wpływ Księżyca, który można interpretować bardzo szeroko. Lekarze już powiedzieli jej, że tylko operacja uratuje, i nagle pewnego razu zobaczyłem, jak z jej mieszkania wychodziła babcia, która jest znana z powodu złej sławy. Mówiąc językiem karticznej medycyny – ona jest wampirem. Zalała mnie fala radości. Wreszcie! Znalazłem! Zobaczyłem! Czekałem, aż ona odejdzie, i zacząłem dzwonić do drzwi. Długo nikt nie odpowiadał i nie otwierał. Zgadłem, żeby zadzwonić, przyjaciółka podniosła słuchawkę i wyjaśniła, że leży chora i nie może wstać. Opowiedziałem jej, że jeśli teraz wstanie i otworzy drzwi, to będzie tańczyć z radości, którą jej powiem. I oto wszedłem, poprosiłem o zaparzenie herbaty i zacząłem opowiadać o wampirach. Tak właśnie się okazało. Właśnie zimą, kiedy siedząc przy wejściu do klatki schodowej, jest zimno, żeby się naładować, ta babcia przychodziła do niej niby po to, żeby posiedzieć z chorą, pomóc. Ta „księżycowa” pomoc kończyła się dwumiesięcznym pobytem w szpitalu, a potem wiosną, wampir znowu na swoim stanowisku – przy wejściu do klatki schodowej. Tak, pocieszyłem ją, ale od razu trzeba było ratować, bo moją znajomą ogarnął gniew do jej dobroczynicy – babci opiekunki. Uspokoiłem, doradziłem, jak postępować dalej. Potem, kilka dni wspierając moralnie, zdołałem ostatecznie uspokoić i przekonać o prawidłowym rozumieniu jej myśli, słów i czynów wobec babki-wampirzycy. Od tego czasu minęły już dwa lata, dwie zimy, i moja znajoma czuje się świetnie, operacja nie była potrzebna, i do szpitala już nie trafiała.
Jeszcze sąsiedzi-wampiry co wieczór włączają głośno muzykę, telewizor czy radio, żeby było słychać w całej klatce schodowej. To one stale stukają i grzmią w nocy, nie mogą zasnąć dlatego, że ich przygniatają ciężkie energie. Tworząc hałas, one drażnią nas i dzięki temu otrzymują ładunek naszej energii. A jak często my, nie wytrzymując, idziemy z nimi się kłócić, grozimy wezwaniem milicji i tak dalej. A im tylko tego potrzeba, żeby się posprzeczać, a nawet nas oskarżyć. I jak już, prawdopodobnie, zrozumieliście, tym zajmują się słoneczne wampiry, a księżycowe nie wchodzą w konflikt z sąsiadami, one szukają litości do siebie.
W straszne piekło trafiają ludzie w mieszkaniach komunalnych, kiedy ktoś z sąsiadów jest wampirem. A dla samych wampirów takie mieszkanie staje się energetycznym rajem. Nie trzeba im nigdzie chodzić, wszystko blisko, wszystko pod ręką. Co więcej, jednocześnie do dwóch sąsiadów z mieszkania komunalnego wampir będzie odnosił się inaczej. Z jednym sąsiadem, z reguły bardzo żywiołowym, on będzie agresywny, czyli występować jako słoneczny wampir. Do drugiego zaś sąsiada, słabszego, on zastosuje księżycowy sposób wampiryzmu.
Widziałem wielu dziadków, którzy, siedząc przy wejściu do klatki schodowej, przeklinają polityków, rządzących i prawa. I zawsze to robią, wymachując rękami. Oni ładują się od tych, którzy nie zgadzają się z ich zdaniem. Jedna znajoma zapytała, dlaczego na działce ogrodowej jej sąsiadka nagle upadła i została odwieziona do szpitala z udarem. Co się stało między wami? – zapytałem. „Nic – odpowiedziała moja znajoma – sąsiadka nagle zaczęła na mnie krzyczeć przez płot różne głupstwa, a ja patrzę na nią i mówię do siebie: «Panie Boże, skąd u niej tyle złości i nienawiści?» Ona krzyczy, a ja patrzę i myślę o niej ze współczuciem, żal mi jej, że przeżywszy życie, niczego w nim nie zrozumiała, niczego się nie nauczyła”. Tak było ze mną kilka razy i z innymi ludźmi, którzy z jakiegoś powodu zaczynali się na mnie obrażać. Ja im wszystkim życzyłam dobra i zdrowia, a one upadały i były odwożone do szpitala. „I zwróci się wam w waszych sprawach” – powiedziane jest w Piśmie. Siejesz zło – dostaniesz chorobę. Nie umiesz się oprzeć temu, też będziesz chory. I dlatego spotykałem chorych na udar zarówno wampirów, jak i dawców. A jeśli tak, to jak ta choroba ma być wielka różnica, którą lekarz może wykryć w badaniach, i przede wszystkim we krwi. A o tym porozmawiamy poniżej.
Ochrona przed wampirami
A teraz nadszedł czas porozmawiać o ochronie przed wampirami. Już było dużo powiedziane o tym, ale potrzebne jest niewielkie uogólnienie, bo wampiry czyhają na nas wszędzie, i musimy umieć się obronić, oprzeć się ich grubemu naporowi i nieznośnemu nudziarstwu.
Wampiryzm to diabelski sposób istnienia. Tutaj zawsze trzeba kogoś podjudzać, obrażać i obrażać. Taka opętanie określa podniesiony ton, chęć do czegoś przyczepić się, o co się przyczepić, z muchy zrobić słonia bez wyraźnych powodów. Tutaj i ostre reakcje na myśli, z którymi on się nie zgadza, nietolerancja i kategoryczność w sporze. Wampir potrzebuje przeciwnika, jeśli takiego nie ma, on tworzy go sztucznie. Wtedy stają się zrozumiałe takie osoby w kolejkach, w miejscach publicznych, przy wejściu do klatek schodowych domów i tak dalej.
Wampiry realnie zagrażają otoczeniu. One prowadzą ogromną destrukcyjną pracę nerwowych ośrodków i kanałów u otaczających ludzi. Zneutralizować je można tylko naszym wspólnym cierpliwością i milczeniem. I wtedy one same prowadzą się do samobójstw, ataków wściekłości, wylewów i tak dalej.
Oto kilka metod, które można wykorzystać w zależności od okoliczności. One są połączone kształtowaniem w sobie zdolności, które pozwolą wam nie reagować na źródła rozdrażnienia.
Należy pamiętać, że kiedy dochodzi do energetycznego (psychicznego) ataku, to przeważnie świadczy to o słabości napastnika — słabości fizycznej, duchowej i umysłowej. Uświadamiając to sobie, spojrzymy na agresora innymi oczami, a jego atak wywoła uśmiech, a później śmiech. Będzie wam do śmiechu, gdy zaczniecie zauważać, że wampiry zachowują się rozmaicie. U jednych zaczynają drgać powieki, u innych poruszają się uszy, u trzecich twarz czerwienieje, u czwartych rozdymują się nozdrza, wszyscy wymachują rękami, grymaszą i szpecą się, ogólnie rzecz biorąc, to cały teatr mimiki i gestów. To naprawdę śmieszne. Ale pamiętajcie, że jeśli wampir doprowadzi was do irytacji, to on będzie świętował zwycięstwo, a wy zostaniecie przy rozbitym korycie. Jeśli was obrażają — a to zawsze jest przykro — postarajcie się nie odpowiadać lub uśmiechnąć się i powiedzieć: TAK, JESTEM TAKA! I JESZCZE TAKA I TAKA I TAKA! Jeśli wam to nie odpowiada, znajdźcie kogoś innego, a mnie nie ruszajcie! Aby wychodziło to naturalnie, poćwiczcie przed lustrem. Starajcie się, by żaden mięsień nie drgnął na waszej twarzy. Dobrze przy tym szeroko otwierać oczy, unosić brwi. To działa silniej niż mrużenie oczu. Ćwiczcie przy tym umiejętne operowanie rękami i ciałem. Wampiry będzie to bardzo drażnić. Zrozumieją, że przeciwko nim znaleziono sposób, i wycofają się od was.
W ludziach zawsze stosowano bardzo prosty sposób. Ściska się duży palec w „figę” lub „dulę” i chowa w kieszeni, za plecami lub pod stołem, przy którym siedzicie. To pomaga się powstrzymać. Esoterycznie oznacza to zamknięcie swoich energii przed wpływem zewnętrznym, niedopuszczenie, by przeniknęły one do wnętrza organizmu, a jednocześnie niedopuszczenie, by cenne siły zostały wypuszczone na zewnątrz. Można przy tym powtarzać w myślach: „Czort mnie broni!”.
Trzeba wiedzieć i pamiętać, że jakkolwiek byśmy byli dobrzy i weseli, wokół nas, w biopolu człowieka, znajdują się skupiska negatywnej energii. Ktoś zawsze bywa niezadowolony z nas i posyła w naszym kierunku negatywne myśli i słowa, a one w postaci energetycznych skupisk utrzymują się w obrębie naszego pola. Dopóki jesteśmy spokojni i weseli, te skupiska nie mogą przeniknąć do wnętrza naszego organizmu. Ale gdy tylko zaczynamy się irytować, te energie ranią swoją niszczycielską siłą i pojawiają się symptomy chorób.
Całkiem inna sprawa, gdy się nie irytujemy, uśmiechamy się na prowokatora. Wampir kieruje w waszą stronę wiązkę negatywnej energii w postaci chamstwa, a wy nie reagujecie, uśmiechacie się i śmiejecie. Wówczas ta negatywna energia wampira pochłania z waszego biopola podobne energie i z podwójną siłą wraca do niego. Uderza go dwukrotnie mocniej. Właśnie w tym momencie księżycowy wampir może upaść, a słoneczny wampir wybucha gniewem, czerwienieje, krzyczy, oburza się, trzęsie się. W tym momencie bądźcie czujni, może uderzyć — trzeba postawić kropkę w rozpoczętej prowokacji, on już nie jest w stanie przestawić się na coś innego. Staje się opętany. Zaczyna się u niego bolesne odłączenie od rzeczywistości: napad wściekłości, drgawki, ataki — widzicie w nim zwierzę w ludzkiej postaci. A to jest chory człowiek. Ciekawe, że jeśli powiemy „chory człowiek”, to już budzi w nas litość, a jeśli powiemy „sadysta, krwiopijca, wampir” — efekt jest zupełnie przeciwny. Tak oto proste jest zakrywanie zbrodni chorobą. Na tym gruncie dochodzi do mnóstwa morderstw, gwałtów i innych przestępstw. Ale my mówimy, że u niego występuje szał maniakalny. Przecież lekarze wiedzą, że szał maniakalny mija, a gdy człowiek to uświadamia, zaczyna symulować, by uniknąć kary. Oto klucz dla lekarzy i prawników, by wydać swój werdykt.
Nam jeszcze długo przyjdzie się uczyć, by nie irytować się. Jeśli dotychczas rozpatrywaliśmy systemy biologiczne „człowiek — człowiek”, to nie zauważamy, że nieadekwatnie odbieramy to, co się wokół nas dzieje. Denerwujemy się na pogodę, na muzykę, na reklamę, na to, że długo nie ma autobusu itd. Sami włączamy w sobie bodźce — czy będziemy zdrowi?
Patrzcie na świat prościej. „Bądź prosty — dłużej pożyjesz”, mówi ludowa mądrość. Uczcie się w tym, co wam się nie podoba, dostrzegać drugą stronę, albo w ogóle nie zwracać na to uwagi. W stosunku do innych ludzi bądźcie spokojni, ale nie obojętni. Bo obojętność to już wada, to obojętność wobec świata, pusta przestrzeń, którą wypełnia się metodą wampiryzmu. A jednak staliście się ofiarą wampira. Tu mało jest się uspokoić, trzeba jeszcze zapomnieć o krzywdzicielu. Trzeba mu wybaczyć, pożałować siebie, że znaleźliście się w tej sytuacji, daliście powód, by do niej doszło. Spróbujcie zrozumieć, dlaczego właśnie na was spadł psychiczny atak. Ale dopóki będziecie pamiętać o swoim krzywdzicielu, nosić w sobie złość i urazę, dopóki będziecie obmawiać go — was będzie trząść, a wasza energia i siła będą wciąż do niego płynąć. Nie bez powodu zawsze mówią: „Ty mnie jeszcze długo będziesz pamiętać”. Ten niewidzialny związek wampir wyczuwa, i gdy tylko o nim przypomnicie i zaczniecie mówić z irytacją, on chwyta wasz impuls i bezbłędnie stwierdza: „Dobrze ją (jego) dzisiaj (wczoraj, tydzień temu, miesiąc temu…) dopadłem! Przy samym wspomnieniu o mnie będzie drżeć!” I wy drżycie, niezależnie od tego, jakie jest wasze położenie geograficzne.
Odległość was dzieli. Te energie zawsze przychodzą z przeznaczeniem i, jak już ustaliliśmy, żyją i działają wyraźnie w czasie i przestrzeni. Przestańcie mówić i denerwować się na wampirów, nie trzymajcie urazy do nich. Najcenniejsze w człowieku jest zdrowie. „Nie rzucajcie pereł przed wieprze” – uczy nas Chrystus. Medycyna karmiczna wyjaśnia, że wszystkie nasze urazy przeradzają się w guzy, ale o tym będzie osobna rozmowa. Istnieje wiele sposobów energetycznej ochrony przed wampirami. Uczą ich na różnych kursach i szkołach jogi, ćigongu, ekstrasensów i czarowników. Ale te metody i sposoby, znowuż, będą skuteczne jedynie wtedy, gdy uda wam się zachować spokój. Jaka korzyść z „kokonów”, „luster”, „piramid”, „ścian” itd., jeśli denerwujecie się przy energetycznym ataku wampira. Cała wasza ochrona natychmiast się rozpada. A kiedy księżycowy wampir podłącza się do was, od razu nie zrozumiecie, że dokonano na was energetycznego ataku. Tak więc ponownie dochodzimy do wniosku, że tylko spokój, tylko wypełniona radością dusza człowieka może przeciwstawić się psychicznym atakom. Ona wyczuje je z góry i odwróci się, bo to, co drży wokół, nie odpowiada jej wewnętrznemu światu. Tam, gdzie jest radość i miłość, nie ma zapalonych punktów. A wampiry, niczym natrętne muchy, uwzięte są siadać na zapalonej części ciała. Wiadomo, że milczenie to dobra energetyczna ochrona. Milczenie daje człowiekowi mądrość, ale pod jednym warunkiem: nie powinno być wewnętrznego dialogu – wyrzutów, uraz… Kiedy widzimy, że idzie na nas atak psychiczny i rozumiemy, że to wampiryzm, że idzie on od chorej osoby, to jedynym mądrym dialogiem będzie wasze zwrócenie się do Boga: „Panie, przebacz mu, bo nie wie, co czyni”. Ta szczera modlitwa ze współczuciem dla człowieka jest w stanie zatrzymać go, a was uchronić od cierpienia. Istnieje taka piękna bajka. Przychodzi babcia do księdza i mówi: „Ojcze, pomóż, nie mam sił ze starym, on mnie zupełnie zżarł, piłuje i piłuje”. „To proste – odpowiada tamten – oto święta woda. I kiedy mąż zacznie cię piłować, weź do ust świętej wody, kiedy skończy, połknij”. Po tygodniu przychodzi staruszka, przynosi kurkę, miód, jajka: „Dziękuję, ojcze, stary dziad stał się złoty”. Myślę, że ta prosta przypowieść stanie się dobrą lekcją, ochroną przed wampirami. Jest prosta i mądra, a przez to skuteczna. Oto doszliśmy chyba do najważniejszego pytania. Jak leczyć ludzi, którzy ucierpieli od wampirów, jak wampirów uczynić pełnowartościowymi ludźmi? Już wiemy, że wampiryzm rozwija się w pustej duszy, że cierpią od niego żywiołowi ludzie, że od dotyku wampira boli dusza. „Psychoterapia” oznacza: leczenie duszy. Jednak współczesna medycyna cały czas truci duszę i ciało tabletkami. Arseonał środków i metod niefarmakologicznych wciąż jest znikomy i mało skuteczny. Właśnie dlatego rozkwitają różne szkoły duchowego uzdrawiania, masowy powrót do religii, i obojętnie do której. Od psychicznie napiętego, energetycznie brudnego i poszarpanego życia ludzie szukają ratunku, którego nie może im dać współczesna medycyna. Wszyscy szukają nowych sposobów i metod leczenia, i co dziwne, znajdują. Ale do tego trzeba zmienić styl życia i myślenia, a uczucia skierować w nową jakość. Lekarze wiedzą, jak wielu chorych do nich przychodzi, którym trudno postawić diagnozę. Skarg jest wiele, analizy prawie w normie, a oni jęczą i skarżą się, boli wszystko i nic konkretnego, czy jest jedna stara bolączka, a reszta to nieznane choroby. Chory jest rozdrażniony, sprzeciwia się sam sobie i lekarzowi. Lekarz z nim walczy, namawia, i oczywiście wewnętrznie się denerwuje. Ale doświadczone oko lekarza zawsze zauważy, że chory, posiedziawszy na wizycie, uspokaja się, na jego policzkach pojawia się rumieniec, leczenie skończone, chory idzie. A lekarz pozostaje rozbity, wyciśnięty jak cytryna. Nie może przyjąć kolejnego chorego, musi wyjść z gabinetu, przejść się, rozerwać się, nabrać nowych wrażeń, napić się herbaty, dopiero wtedy może przyjąć następnego chorego. A jeśli i następny wampir, i trzeci! Choroba to wyczerpanie organizmu, a przede wszystkim – energetyczne. Dlatego ekstrasensi wywierają natychmiastowy efekt uzdrowienia, czym zyskują swoich pacjentów. Nie dziwi więc, że wielu lekarzy już zaczęło zajmować się ekstrasensorią. Chory pragnie natychmiastowej ulgi i takie metody już zostały znalezione. Pierwszym i najskuteczniejszym sposobem leczenia po kontakcie z wampirem jest gorąca herbata. Nie kawę, ona pobudza, a herbatę, która uspokaja i leczy ze wszystkich chorób. Kiedy pijesz gorącą herbatę, to wewnątrz na duszy od razu robi się ciepło i dobrze. Ona rozgrzewa i równoważy wewnętrzną energię. Ten psychofizyczny sposób zawsze stosowały ludzie przy niedomaganiach. Po 5–10 minutach jesteś zdrowym człowiekiem. Ale, przypominam, zapomnijcie o krzywdzicielu, wybaczcie mu, nie zrzucajcie swojej energii w bagno. W swoich badaniach i obserwacjach zauważyłem, że wampiry nie mogą pić gorącej herbaty, ona ich parzy. Gorącą herbatę lubią żywiołowi, którzy umieją kochać. Im mniej radości w człowieku, tym bardziej on studzi herbatę. Zauważono także, że tam, gdzie pracuje się z ludzkim potokiem, stale pije się herbatę co półtorej – dwie godziny. Ten ratujący obrzęd pomaga odzyskiwać siły. Oddanie po tym idzie wysokie, a zachorowalność pracowników spada. Po wykładach zawsze podchodzą do mnie ludzie związani z przyjmowaniem gości, pacjentów czy klientów, nauczyciele, i mówią, że rzeczywiście, nawet nie wiedząc o tym, urządzają takie popijawy. Tak mija cały dzień pracy, ale po niektórych odwiedzających od razu chce się gorącej herbaty, choć piło się pół godziny temu. Ciekawe, że szefom sekretarki przynoszą herbatę na pierwsze żądanie, ale jeśli przyłapią was za piciem herbaty, to od razu grożą kłopoty. Dlatego zwracam się do wszystkich szefów i dyrektorów od razu. Chcecie mieć zdrowych pracowników – zapewnijcie im czajniki i samowary, i nie skąpić się na liście herbaty. Oni pierwsi przyjmują uderzenia, począwszy od portiera, kończąc na sekretarce. Ale nie zapomnijcie o księgowych, wokół pieniędzy zawsze najbardziej napięte energie. A jeszcze zmieńcie styl i metody pracy, żeby nie było powodu dla wampirów do tworzenia energetycznej próżni. A póki co chodźcie do pracy z termosem, to wasze zbawienie. Ekstrasensi teraz już wcale nie tajemniczymi ruchami napełnią was nową energią, poprawią wasze biopole, oczyścią kanały energetyczne i czakry. Ale nie dajcie się ponieść, pamiętajcie, że przez miłość i radość, wiarę i nadzieję będziecie mieć wystarczająco siły i zdrowia do twórczego życia. Zmieniajcie się sami, żeby nie stać się zakładnikami czarowników, sensów i czarownic. Już wspominałem o pijawkach jako sposobie leczenia wampirów i jestem przekonany, że to jeden z najlepszych sposobów wyrównywania energetycznej i fizycznej równowagi w organizmie człowieka. Niezłomne prawa medycyny świadczą, że podobne leczy się podobnym lub przeciwnym. Wampiry są podobne do pijawek, nie odstąpią od was, dopóki nie nasycą się waszą energią, co usilnie starałem się udowodnić w każdym wierszu tego opracowania. Wiadomo, że pijawka trzyma się ciała człowieka od trzydziestu minut do dwóch godzin, a potem sama odpada. Myślę, że im cięższa krew człowieka, tym szybciej pijawka się nią nasyca, tym więcej ich potrzeba przyczepić do ciała. Jeszcze w starożytności medycyna stosowała pijawki do leczenia wielu chorób. Ich użycie nie daje skutków ubocznych. Choremu społeczeństwu potrzebne są nie fermy drobiu, a fermy pijawek. Pijawki to zapomniana łaska Przyrody. Wiadomo, że pijawki, wysysając krew człowieka, wydzielają ślinę, która zawiera substancje biologicznie aktywne,korzystnie wpływa na układ krwionośny, a przez to na cały organizm. (Znowu krew!) Leczenie pijawkami nazywa się „hirudoterapią”, rozpuszcza skrzepy, rozszerza naczynia krwionośne, leczy żylaki i stymuluje system odpornościowy. Efekt od pijawek jest natychmiastowy, a przebieg leczenia zaskakuje rezultatami. I koniecznie trzeba poradzić się lekarza, bo wszyscy rzucą się do aptek (a nie starczy dla wszystkich), zaczną sami hodować, pojawią się setki „Duremarów” – sprzedawców pijawek – i narobią bałaganu. A póki co, powiem, że po kuracji pijawki niszczy się w roztworze formaliny lub amoniaku, aby nie zarazić innej osoby wirusem HIV lub inną chorobą. Może jednak znajdzie się specjalista, który z tych zużytych pijawek stworzy nowy naturalny lek, gdyż wiadomo, że klin klinem wybija, i wtedy powstaną surowice przeciwko wirusowi HIV, rakowi i innym chorobom. I jeszcze. Wiele chorób, które pojawiają się u nas, medycyna ludowa klasyfikuje jako „uroki”, „złe oko” i „przekleństwo”. O nich będzie osobna rozmowa w książkach serii „Karmiczna medycyna”. A teraz trzeba powiedzieć, że życie, które upływa w ciągłych irytacjach, sprawia, że nasza aura staje się luźna i słaba. To pozwala nieżyczliwym osobom łatwo przeszyć nas urokami lub przyczepić do nas „złe oko”. Niektórzy ludzie przyznają, że mają „ciężkie oko”, tylko nie wiedzą, że są też wampirami. Dzieci to wskaźniki, i kiedy od was odchodzi wampir, zaczynają bez powodu marudzić, uderzać się o ostre rogi. To samo dzieje się, kiedy je prowadzimy na spacer. Ale wystarczy umyć im twarz i ręce, mówimy: „Jak ręką zdjęło”. Jeśli od razu nie rozpoznasz, że dziecko jest przygniatane ciężkimi energiami wampira, to może kilka dni chorować, z gorączką bez wyraźnych objawów jakiejś choroby. A sami rodzice, zbierając negatywne energie, są przyczyną ciągłych chorób swoich dzieci. Znałem jedną kobietę-wampira, która, przeczytawszy w gazecie, jak „naładować” wodę, robiła to dla swoich dzieci, a potem prowadziła je do lekarzy i ekstrasensów. I śmiech, i płacz. Spotkałem kiedyś kobietę, która rok temu słuchała mojego wykładu o wampirach. Opowiedziała, że jej mąż był typowym księżycowym wampirem. Codziennie wysłuchiwała od niego drobnych zarzutów i obraźliwych słów, zawsze nie chciało jej się wracać do domu, bo w domu zawsze czuła dyskomfort, senność i zmęczenie. Zawsze była sparaliżowana strachem, że mąż znowu będzie ją psychicznie przygniatał. Trzynaście lat życia małżeńskiego było dla niej ciągłym bólem.
Oto do czego prowadzi małżeństwo zbudowane bez miłości. Mówimy, że „cierpliwość prowadzi do miłości”. Ale nie, okazuje się, że cierpimy i cierpimy. Jednak po moim wykładzie ta kobieta zaczęła „przerabiać” siebie: uczyła się cierpliwości i nie denerwowania się. Niedługo potem zauważyła, że nauczyła się panować nad swoimi uczuciami i emocjami, natomiast jej mąż zaczął ciągle chorować. Zauważyła, że jego irytuje jej spokój, a na „drobnostki” życia już nie zwracał uwagi. Jako osoba „księżycowa”, zaczęła cały czas narzekać na zmęczenie i senność. To, co było u mnie, przeszło do niego, i poradziłam mu zająć się czymś. Długo nie mógł się na nic zdecydować, ale w końcu zaczął biegać, najpierw rano, a potem także wieczorami. Zmęczenie i senność od razu minęły. Stał się wesoły i gadatliwy. Starałam się wspierać go dobrym słowem. Przestał się denerwować, a ja zobaczyłam w nim zupełnie inną osobę i pojawiło się we mnie uczucie miłości. Tak oto w ciągu roku zmieniło się moje życie. Czyż to nie jest najlepszy przykład tego, jak dawca i wampir przez rok odmienili swoje życie, w którym miłość i radość zajęły należne im miejsce? Starożytni mówili: „Zmień się sam, a wszystko wokół ciebie zmieni się na lepsze”. Chrześcijaństwo uczy nas szukać zbawienia w Bogu, a wtedy wokół ciebie uratuje się tysiące ludzi. O leczeniu wampirów już mówiłem w wielu rozdziałach, ale poniżej zwrócę się bezpośrednio do nich, aby wyciągnąć ich z czarnej dziury bytu. Aby leczyć wampirów, trzeba wiedzieć, jakie choroby i zmiany w organizmie oni prowokują. W książce „Formuła duszy i genetyka ducha” znajdziesz moje badania mechanizmu powstawania i utrwalania się energetycznego wampiryzmu genetycznie. Stąd możemy wyciągnąć wniosek, że niektórzy ludzie rodzą się już z tą chorobą. Inni zaś nabywają ją w ciągu życia. Energetyczny wampiryzm wymaga skrupulatnych badań. Potrzebne są przyrządy mierzące pole energetyczne człowieka i jego narządów. Takie przyrządy istnieją, ale brak jest badań na ten temat. Wówczas przyjrzyjmy się biologicznym mechanizmom wampiryzmu, które proponuje medycyna karmiczna. Do badań weźmiemy dwa parametry: krew i serce, gdyż to one są głównymi akumulatorami radości i miłości, których tak bardzo brakuje wampirom. O stanie psychicznym tych ludzi już nawet nie wspomnę, bo i tak jest jasne, że on daleki jest od ideału. Ciekawe stwierdzenie znajdujemy w Biblii: „Bo dusza wszelkiego ciała – jego krew, ona jest duszą jego. A kto ją będzie jadł, zginie”. Rozumiejąc, że wampiry odczuwają radość z tego, że „zatankowały” nieodpowiednią energią, dochodzimy do wniosku, że jakościowe i ilościowe zmiany można przede wszystkim wykryć we krwi. Bo wampiryzm zawsze kojarzony był z krwią, z nienasyconymi krwiopijcami. Dlatego koniecznie należy przynajmniej dwa razy dziennie pobierać krew do analizy u tych chorych. Należy wziąć pod uwagę, że oni, każdy z osobna, mają swój wewnętrzny harmonogram lub rytm, kiedy szukają swojego dawcy. Jedni ładują się rano, inni w południe, a jeszcze inni wieczorem. Przed tym słoneczni wampiry odczuwają stan jakiegoś niepokoju i napięcia, a księżycowi wampiry odczuwają osłabienie i upadek sił. Dlatego koniecznie trzeba odczekać tego stanu granicznego (przed i po). Już mówiliśmy, że tego ładunku wystarcza im na dobę, i dlatego byłoby dobrze, gdyby udało się zrobić także pośrednią analizę krwi. Jasne jest, że takie badania można przeprowadzić jedynie w szpitalach, i trzeba być bardzo twórczą i zapaloną naturą, aby podjąć się tej żmudnej pracy.
Podobnie jak ludzkość przez wieki nie wiedziała o chorobie wampiryzmu, istniały i istnieją choroby, których przyczyny pochodzenia do dziś nie potrafią zrozumieć. Co więcej, nie są one wyleczalne, a jedynie poddają się leczeniu, jednak chorzy i tak unikają życia właśnie z powodu swojej choroby. To ciężkie formy chorób, których lista umieszczona jest na wielu stronach. Czyż nie prościej zwrócić uwagę na fakt, że „ciężcy ludzie” chorują na ciężkie formy chorób? I ta przyczyna tkwi we wampiryzmie. Podobnie jak oni rozkładają i plugawią ten obszar, w którym żyją, pasożytują w rodzinie i w pracy, tak i choroby ich coraz bardziej postępują, rozkładając organizm. Lekarz leczy go preparatami i zabiegami, a on w tym czasie energetyczną tarczą niszczy efekt zdrowienia, który się zarysował. I ja twierdzę, że RAK – to przewlekła forma choroby wampiryzmu. Ale na te same choroby chorują także dawcy. Weźcie analizy u ludzi z tą samą chorobą, a okaże się, że są one różne. U jednych jakieś wskaźniki będą wyższe od normy, a u innych te same wskaźniki, ale niższe od normy. Więc możemy rozróżnić, kto jest wampirem, a kto dawcą. Jestem przekonany, że na niedokrwienny udar cierpi dawca, a krwotoczny udar, jako kara, otrzymuje wampir. Wyjaśniam. Niedokrwienny – zatem uciska serce, uciska uczucia, ściska duszę. Taka osoba traci radość życia z powodu tego, że ktoś ją ciągle obraża, drwi z niej. A ona, dobra, uczuciowa i wrażliwa na cudzy ból, nie potrafi się obronić. Są także inne rodzaje niedokrwiennych chorób, które powstają z tego powodu, że wampir, ciągle ograniczając uczucia dawcy, sam otrzymuje niedokrwienną chorobę. Krwotoczny – zatem krwotok, przesycenie jakichkolwiek organów krwią, pękają naczynia. W ten sposób wampir – dosłownie „ssie krew” – przesyca się energią innych ludzi, i to odbija się w krwotokach. W listach, które otrzymałem po pierwszym wydaniu tej książki, jest mnóstwo przykładów rodzinnego wampiryzmu z opisem chorób. Dawcy piszą, że cierpią na hipotonię, a wampiry – na nadciśnienie. W ten sposób choroby HIPO i HIPER – to wskaźniki energetycznej wymiany między ludźmi, zbudowanej na wampiryzmie – dawcy-wampiry. O innych chorobach opowiem następnym razem.
Teraz dużo mówimy o geopatogennych strefach Ziemi, które negatywnie wpływają na zdrowie człowieka. Udowodniono, że właśnie w tych strefach postępują i rozwijają się nowotwory złośliwe w organizmie człowieka. „Geo” – ziemia, „bio” – życie, „patogeneza” – patologia, cierpienie na skutek pochodzenia lub rozwoju jakiegokolwiek zjawiska. To, co pochodzi od Ziemi, to geopatogenne zjawiska, z negatywnymi wpływami energetycznymi na systemy biologiczne. Ale i systemy biologiczne, które negatywnie wpływają na otaczający świat, także będą oddziaływać, ale już biopatogennie. Podobne przyciąga podobne. Dlatego właśnie w tej „harmonii” ciężkich i negatywnych energii dochodzi do wzajemnego przenikania, co prowadzi do ciężkich chorobliwych form, biopatogenni ludzie stają się zakładnikami geopatogennych sił. Wychodząc z powyższego, można określić ludzi-wampirów jako „biopatogennych”, którzy wydzielają destrukcyjne energie. Istnieje opinia, że przez geopatogenne strefy Ziemi przenikają „nieczyste siły” – diabeł, szatan itd., które opanowują człowieka. A my pytamy go: „Jaki diabeł w ciebie wstąpił?”. Największym przysmakiem dla diabłów jest brudna energia ludzkich dusz. Religia mówi nam, że to – diabeł pokusy, egoizm, złość, zazdrość itd. Duchowa czystość – oto klucz do zdrowego życia, a miłość, radość i mądrość będą jej niezawodnym wsparciem. Zauważono, że człowiek z czystymi energiami psychicznymi zawsze odczuwa wpływ negatywnych sił, skąd by one nie wychodziły. Ale jedni umieją odsunąć się od tych wpływów, odczuwając w nich niepokój i niebezpieczeństwo, inni (wampiry) prowokują te energie dla swoich potrzeb.
Według doniesień czasopisma „Kurier Polski” odkryto hormon szczęścia – oksytocynę, którą organizm wydziela w momencie, gdy odczuwa uczucie miłości i inne tkliwe emocje. Amerykańscy naukowcy ustalili, że hormon zwiększa odporność na różne choroby i przedłuża życie. Jeśli zaś okaże się możliwe, pisze czasopismo, otrzymać hormon sztucznie, to według wzoru miłości sprawa nie stanie! Jednak chciałbym powtórzyć, że miłość i radość – to jedyne uczucie dla wszystkich ludzi, że te cechy powinny być naturalne, a nie otrzymywane w tabletkach. Naukowcy stworzą jeszcze jeden narkotyk, on może stać się hormonem smutku, a nie szczęścia. Sądzę, że tym hormonem będzie można sprawdzać wampiryzm, jak „reakcją Mantu” na gruźlicę. Wyniki na pewno będą. Szukajcie, badacze!
Teraz, kiedy tak wiele stało się wiadome o wampiryzmie, o tej podstępnej chorobie, możemy znaleźć naukowe wyjaśnienia i potwierdzenia istnienia wampiryzmu, odnaleźć metody i techniki leczenia wielu chorób. Jeśli wampiryzm to choroba, to tak jak każda choroba, ma on swoje przyczyny powstawania i fazy rozwoju. Samo przez się pojawia się pytanie: czym jest ta choroba? Jaka to plaga prześladuje ludzi, czyniąc z nich diabłów wcielonych i tajemnych pożeraczy zdrowia?
Karmiczna medycyna nazywa tę chorobę wirusową, zaraźliwą, o niezwykłej formie powstawania, przenikania i rozwoju. Nauka poznała i zbadała biologiczne gatunki wirusów, ale pozostaje w nieświadomości istnienia wirusa energetycznego, do którego należy wampiryzm. Tworzy się on dzięki wrażliwym wibracjom człowieka oraz jego myślom. U podstawy tego zjawiska leży myśl i uczucie wyrażone słowami „Chcę”. Każdy ma swoje pragnienia i życzenia, które często nie odpowiadają wykształceniu, wychowaniu, talentom i zdolnościom. Energetyczny wampiryzm to polowa porażka, która trawi ludzką świadomość i ciało. Wiemy, że dusza i duch człowieka to substancja energetyczna, która nie rozpada się nawet po fizycznej śmierci ciała. Wirusy wampiryzmu atakują duszę człowieka, a następnie i jego ducha. Przez całą tę książkę mówiliśmy o tym, jak cierpią dusza i duch ludzi-dawców oraz wampirów. Oni żyją w energetycznie brudnych polach swoich uczuć i myśli, które przekształcają się w słowa i czyny. To wystarczy, aby wirus inwolucji rozpoczął swoją destrukcyjną pracę. INWOLUCJA to wewnętrzne promieniowanie. Człowiek to promieniowanie jego nastrojów, które może być zarówno pozytywne, jak i negatywne. Mówimy, że ktoś zaraźliwie się śmieje, a o kimś innym: „Oto zaraza, cały nastrój zepsuł!” Mówiąc o wirusie inwolucji, mamy na myśli negatywne promieniowanie. Jednak czytelnik zauważy, że w swoich książkach lubię używać terminu „biopatogenni” ludzie, którzy promieniują destrukcyjną energią na ludzi, naturę i zwierzęta.
Już rozumiemy, jak dochodzi do zarażenia: od kontaktu z wampirem zaczyna was trząść, jesteście gotowi krzyczeć i płakać z obrazy. Zarażacie się uczuciami i myślami niezadowolenia. Pojawia się pragnienie, aby pozbyć się tego wszystkiego, poskarżyć się komuś, popłakać się lub krzyknąć, uderzyć kogoś. Innymi słowy, pod ręką musi się znaleźć ktoś, komu można przekazać, uwolnić się od powstałego uczucia. Tak powstaje reakcja łańcuchowa, w której, przekazując zaraźliwy nastrój dalej, samemu stajesz się energetycznym wampirem. Najbardziej niebezpiecznymi nosicielami i roznosicielami tego wirusa są wampiry słoneczne. Codziennie ogarnia ich „zaraźliwy” nastrój, który przekazuje wirusa w łańcuchu przyczyn i skutków. Jeśli wampir księżycowy zarazi tylko jedną osobę, to wampiry słoneczne potrzebują grup ludzi, i im więcej, tym lepiej. Jeśli u wampirów księżycowych następuje chroniczna faza tej choroby, to zachowują się jednocześnie jak wampiry słoneczne i jak księżycowe. Ich „słoneczność” ujawnia się tylko wobec bliskich, a „księżycowość” wobec wszystkich pozostałych.
Tak więc energetyczny wampiryzm to ciężka i brudna energetyka, do której trafiamy, a nawet jesteśmy w nią wciągani, zarzucani siecią przyczyn. Wystarczy, aby wasza dusza otworzyła się na ten brud, a skutek porażki wirusem natychmiast odbiję się na waszym zdrowiu. Znaleźć ten wirus będą mogli fizycy i chemicy, a wtedy lekarze otrzymają środek walki. Ale nie daj Boże, aby tym środkiem stała się szczepionka czy inżynieria genetyczna. One zagonią chorobę w taką głąb problemów, że jeszcze wiele pokoleń będzie cierpieć, nie wiedząc, z czego.
Słowo do wampirów
Napisałem ten tytuł i zastanowiłem się. Bo jakoś zuchwale, napięte i niepokojąco on brzmi, a to wcale nie wpisuje się w moje plany. Chcę złagodzić ten cios, który spadnie na was wraz z ukazaniem się tej książki. Poniżające „wampir” będą rzucali wam w twarz i plecy. Wy ze swoimi nawykami staniecie się żywym zdjęciem rentgenowskim, każde wasze słowo i czyn, niczym papierek lakmusowy, będą ujawniać waszą prawdziwą istotę. Ktoś będzie wam współczuł, a ktoś złośliwie cieszył się. Najtrudniej przyjdzie szefom, wielu będzie musiało zmienić pracę, bo będą odczuwać ogólne potępienie „rodzinnego” zespołu. Niełatwo będzie również w relacjach rodzinnych, ale nie doprowadzajcie do rozwodów, bo ucierpią na tym dzieci, i wy sami. Z tą chorobą można poradzić sobie samemu, ale lepiej, gdy bliska osoba pomoże wam w tym.
Pisząc tę książkę, nie wyrok chciałem wam wydać, a pokazać, jak bardzo jesteśmy niedoskonali. Celem tej książki jest otworzyć oczy, zmusić do zastanowienia, nauczyć dostrzegać i rozumieć świat na nowo, niech nawet w świetle tej niewielkiej wiązki medycyny karmicznej. Nie waśnie chcę siać, a radość nowego zrozumienia, uświadomienia siebie, a przez to i świat stanie się jaśniejszy, a spojrzenie czystsze. Karmiczna medycyna twierdzi, że każde leczenie powinno zaczynać się od pokuty, i przede wszystkim – przed samym sobą. Tylko wtedy każda choroba zacznie ustępować. Choroba wampiryzmu powstaje z osłabienia ducha, choć wampiry słoneczne uważają się za silne osoby, skąd jednak te okresowe drżenia nerwowe, które fundują otoczeniu? Przyznajcie się przed sobą w tym, pokutujcie, a wtedy łatwo będzie wam pozbyć się tej choroby.
Co zatem jest do tego potrzebne? Nauczcie się rejestrować stan, kiedy nagle odczuwacie ostrą potrzebę rozładowania się. Analizując ten stan, zrozumiecie, że przedtem wszystkie wasze myśli skupiły się na sobie z powodu niezadowolenia czy irytacji na kogoś. Że wszystko, co widzicie i słyszycie, was denerwuje. Uwolnić się od tego przygniatającego stanu i przekształcić go w coś nowego nie jest trudno. Ludzkość wypracowała mnóstwo metod i technik, które z powodzeniem stosuje, aby doprowadzić się do spokojnego stanu. U ich podstaw leży zasada abstrakcyjności, kiedy przestawiamy swoją uwagę na nową działalność lub stan. Z jednej strony to medytacja i relaksacja, a z drugiej – aktywna działalność. Aktywna działalność we wszelkich przejawach pomaga przestawić uwagę i świadomość, a obciążenia fizyczne usuwają napięcie, które nas przygniata. Wtedy staje się dla nas zrozumiałe, dlaczego niektórzy ludzie często przesuwają meble w mieszkaniu. Oto realne wcielenie frazy: „Twoją energię w pokojowych celach”. Tu ważne jest wziąć pod uwagę, że nawet podczas aktywności fizycznej nie następuje przestawienie świadomości, dlatego dochodzi do nieszczęśliwych wypadków. Każda praca powinna przynosić radość, a to jest fundamentalną podstawą jakościowej zmiany stanu, w którym jedne energie zostaną zastąpione nowymi. Dlatego mówi się, że praca poprawia. Kiedy człowiek z zapałem pracuje, wpada w stan „czwartego wymiaru”, a w tym stanie ludzie nie tylko pracują, oni tworzą! Wówczas traci się poczucie czasu, nie chce się jeść i pić, ustępują choroby, bo całe ciało człowieka, jego organy wypełnia się czystą, boską energią, wypierając to, co wcześniej przeszkadzało i gnębiło. I każdy może przypomnieć sobie, że był nie raz w tym stanie. Odzyskujcie go raz po raz, a poczujecie się szczęśliwą osobą.
Przy tym wcale nie ważne jest, czym się zajmujecie. Najważniejsze, aby dusza śpiewała z radości z tego, co robicie. Przypominam sobie pionierski obóz, gdzie wszyscy dorośli mieli kolejno nakrywać stoły dla siedmiuset dzieci na śniadanie, obiad i kolację. Wszyscy uważali to za najcięższą pracę. Kiedy pierwszy raz przyszedłem nakrywać stoły, to rzeczywiście moje myśli były gdzie indziej. Można było spędzić dodatkową godzinę na kąpieli w morzu, opalać się, zająć się swoimi sprawami, a tu… I ja rzeczywiście się zmęczyłem, nie mówiąc już o tym, że inni wychowawcy „padali” z wyczerpania, stawali się rozdrażnieni.
– Nie – powiedziałem sobie – tak pracować nie można, trzeba coś wymyślić. I wymyśliłem. Przyszedłszy nakrywać obiad, wcieliłem się w rolę kelnera. Och, jak oni latają między stołami, z gracją trzymając tace i z werwą kierując swoim ciałem. Wszyscy. Z radości byłem w siódmym niebie. I kiedy wszys
odpoczęliśmy, rozluźniliśmy się, staliśmy się drażliwi. Ja, nie odczuwając zmęczenia, przemierzałem sale, roznosząc dzieciom dodatki. Moja dusza śpiewała! Obiad był smaczny i wspaniały, ale poczułem, że kotlety zostały przygotowane z brudnych energii i źle zrobione przez złego człowieka, dlatego moja dusza ich nie przyjęła. Po obiedzie dowiedziałem się, kto przygotowywał kotlety, i okazało się — kucharz z najgorszą reputacją w zespole. To samo dzieje się w naszym domu, gdy członkowie rodziny odmawiają jedzenia przygotowanego posiłku. W jakim stanie psychicznym go przygotowałeś? Ale my siłą lub podstępem zmuszamy dziecko do zjedzenia tej potrawy, a potem dziwimy się, dlaczego ma biegunkę, gorączkę itp.
Medycyna karmiczna opisuje zewnętrzne prawa, nie zagłębiając się w badania fizykalno-biologiczne. Pokazuje nowe ścieżki poszukiwań specjalistów: fizyków, biologów, chemików, genetyków itd. I jeśli istnieją niepodważalne dowody na występowanie pewnych zjawisk w życiu i zdrowiu człowieka, to oni powinni je wyjaśnić. Biopole (aura) wokół ludzkiego ciała istniało zawsze, o tym wiedzieli starożytni, ale dopiero pod koniec XX wieku fizykom udało się je wykryć i zarejestrować za pomocą urządzeń, zobaczyć jego kolorowy obraz. Przecież tych, którzy mówili o jego istnieniu, uważano za szarlatanów. To z bezsilności i nieznajomości Jedynych Praw Natury.
Teraz zaś wróćmy do tematu tego rozdziału. Ustaliliśmy już, że aby pozbyć się ciężaru energii, należy doprowadzić siebie do stanu odmiennego. Omówiliśmy jego aktywne formy, a teraz porozmawiamy o biernych. Wielu ludzi nie dysponuje wystarczającą siłą fizyczną, dlatego łatwiej przychodzi im osiągnięcie stanu odmiennego poprzez wewnętrzne uspokojenie, rozluźnienie i relaksację. Pomóc im w tym może muzyka i malarstwo, wyjście na łono natury, a najsilniejszym środkiem dla nich może okazać się modlitwa, mantra, medytacja. Czystość organizmu człowieka zależy od jego stanu duchowego. U ludzi typu księżycowego stan duszy jest zmienny, niestały i niepewny, brakuje im wewnętrznego oparcia, które kształtuje się na fundamencie wiary i woli. Ludzie typu księżycowego reagują na wszystkie wydarzenia wokół siebie i bardzo szybko przechodzą z jednego stanu do drugiego, przy czym nowy stan jest w stanie całkowicie zastąpić stary. Jeśli mieli radosny i wesoły nastrój, to po chwili, zareagowawszy na negatywne źródło, radość znika bez śladu. Ogarnia ich nuda, lecz zamiast użalać się nad sobą, należy przypomnieć sobie ten stan, który był chwilę wcześniej. Ludzie typu księżycowego są szczególnie podatni na obrazy, co czyni ich trudnymi w kontaktach. Radość w duszy to to, czego przede wszystkim potrzebujemy. „Nie trać ducha, bo się potkniesz” – mawiał Kozma Prutkow i miał rację. Księżycowi wampirzy cały czas mówią o swoich chorobach, szukając naszego współczucia, a spotykają się z nieprzyjemną odpowiedzią: „Odczep się, już mam dość twoich dolegliwości!”. Z tego powodu cierpią jeszcze bardziej. Starajcie się zmieniać wrażenia, chodzić na wystawy, do teatrów, do parków, jeździć do domów wypoczynkowych i chodzić w piesze wycieczki. Wszystko to zatrzymuje negatywne wibracje uczuć i emocji pochodzących od ciężkich myśli i napełnia was czystymi energiami psychicznymi, budzi świat duchowy.
Przepraszam, że wypowiedziałem wiele przykrych słów pod waszym adresem, ale proszę, abyście się nie obrażali. Dopiero teraz dowiecie się bowiem, że chorujecie na nieznaną dotąd chorobę, o której już teraz wiedzą wszyscy. Jeden mędrzec powiedział: „Ostrzeżony znaczy uzbrojony”. Uzbrajam was w wiedzę, jak pozbyć się choroby, a nie ukrywać jej (to i tak jest niemożliwe). Pamiętajcie, że teraz nie możecie ukryć swojej wady, można ją jedynie zmienić, jeśli zmieni się sposób życia, myślenia i postępowania.
Chcę zakończyć swoje przesłanie do was słowami S. J. Marszaka:
„Niechaj będzie dobrym rozum u was,
A serce rozumnym będzie”.
Astralogia o wampiryzmie
Efekt wampiryzmu, podobnie jak wszystko, co związane z działalnością człowieka, można łatwo opisać językiem astrologii. Proszę o wybaczenie czytelnikom masowym, gdyż ten rozdział będzie dla nich mniej zrozumiały – jest on przeznaczony dla astrologów, którzy potrafią odczytać informacje z karty urodzeniowej, planet, planetoid i gwiazd stałych oraz wielu innych. Ważna jest dla nas energetyczna rozkładanka planet w Zodiaku w momencie narodzin człowieka.
Dusza człowieka, rodząca się wraz z nim w płaszczyźnie horyzontu, wpada w pułapki astrologicznych domów, w świat pośpiechu i pragnień, aby zbierać okruchy doświadczenia, które pomogą jej wzmocnić ducha i wyrwać się z wiecznego koła przyczyn i skutków, aby zniszczyć pułapki zastawione dla niej już przy narodzinach. Człowiek, który wznosi się ponad ziemskie namiętności i pośpiech – Bóg go miłuje. Bóg miłuje wszystkich, lecz jednych miłuje z litością, innych błogosławi i podnosi, a jeszcze innych gmatwa i zmusza do ruszenia z miejsca, o czym świadczą nam Pisma.
Ustaliliśmy już, że u wampirów radość jest zwierzęca, a miłość cielesna, co oznacza, że oni walczą w płaszczyźnie horyzontu. Astrologom wiadomo, że ta płaszczyzna daje rytm dobowy, ten sam, w którego energetycznej przestrzeni zawiera się swój „generator” wampira. Włącza się on codziennie o tej samej porze. Doświadczony astrolog może wykorzystać ten fakt do ustalenia planetarnego i zodiakalnego włączenia choroby, rektyfikacji. W rytmie dobowym jest to zawsze związane z domami horoskopu i nieodzownie z chińskimi kanałami, które mają rytm czasowy i dobowy. Specjalista dostrzeże w tym zarówno chory organ, jak i energetyczny blok, i przyczynę choroby. Zodiakalne „krzyże” pomogą zrozumieć energetyczny rozkład choroby, jej behawioralny program karmiczny. Wykorzystując inny poziom interpretacji karty urodzeniowej, można oprzeć się na „kwadrantach”. Wiadomo, że pusty kwadrant dzieciństwa, młodości, dojrzałości czy starości pozbawia człowieka punktów energetycznych, w których można byłoby rozwinąć program działania. Kwadranty to poziom psychicznej orientacji na danym etapie rozwoju osobowości. Dlatego taka energetyczna pustka wielkiego etapu życia, do dwudziestego roku życia, może rozwinąć u człowieka chorobę wampiryzmu.
Należy zaznaczyć, że prawie wszyscy ludzie w horoskopach mają puste od planet znaki Zodiaku, milczące strefy, głuchy krzyże i niemy kwadrant. Jednak nie u wszystkich jest tak źle, nie wszyscy stają się wampirami. „Gwiazdy skłaniają, lecz nie zmuszają” – dewiza astrologii. Oznacza to, że można i należy żyć, napełniając się tym, co wieczne i niezmienne. Tym, czym zawsze chce się dzielić, i wtedy zechce się „siać mądre, dobre, wieczne”; i gwiazdy zstąpią z niebios, aby powitać nas ze świętem Duszy.
Już opowiadałem o ludziach typu słonecznego i księżycowego – to najważniejsza energetyczna podstawa człowieka, która nie zależy od znaku zodiaku. Teraz odsłonię jeszcze jedną fundamentalną warstwę, której imię brzmi – Pierwiastki. Są one wskaźnikami wampiryzmu, lecz mają kilka łagodniejszych odcieni i ograniczają się do małej i wybiórczej bariery energii. Pierwiastki ukazują zdolność gromadzenia i wydatkowania energii, a korektę wnosi tu świat duchowy człowieka. Ten, kto nie posiada świata duchowego – a takich jest bardzo wielu – żyje w świecie pierwiastków, dlatego zawsze są rozpoznawalni przez astrologa w swojej behawioralnej karmicznej programie.
Pierwiastki – to cztery żywioły, w których żyje człowiek – OGIEŃ, WODA, POWIETRZE i ZIEMIA. W każdym człowieku są wszystkie cztery pierwiastki, lecz u jednych jest więcej ognia, mało powietrza i jeszcze mniej ziemi i wody itd. Astrologia pomaga wykryć, w jakiej proporcji u każdego człowieka występują te lub inne pierwiastki. Bardzo blisko podeszła do tego młoda nauka „Socjonika”, lecz ona o tym jeszcze nie wie i opisuje to dość trudnym językiem. Doświadczony astrolog od razu powie wam, do jakiego pierwiastka należcie, choć może to nie odpowiadać waszemu Słońcu w Zodiaku. Ale odpowiada to waszym czynom, słowom i myślom, a zatem jesteście ludźmi danego pierwiastka. Harmonijny człowiek umiejętnie łączy w sobie wszystkie pierwiastki. Dlatego jest bardziej miękki, ustępliwy i zrównoważony. Umie słuchać, lecz umie też mówić, może wszystko, lecz nie może jednego – prowadzić próżnego trybu życia. A w nim każdy pluszcze się w swoim pierwiastku.
Zatem pierwszy pierwiastek – Ogień. To ludzie urodzeni pod znakami Zodiaku: Baran, Lew oraz Strzelec. Drugi pierwiastek – Pierwiastek Powietrza: Bliźnięta, Waga i Wodnik. Trzeci pierwiastek – Pierwiastek Ziemi: Byk, Panna i Koziorożec. Czwarty – Pierwiastek Wody: Rak, Skorpion i Ryby.
Wampiryczne cechy pierwiastków można krótko sformułować następująco: ogień – niszczy fizycznie; ziemia – wdeptuje w błoto; woda – polewa „pomyjami”; powietrze – roznosi plotki, pisząc je. Oto astrologiczne charakterystyki pierwiastków, dzięki którym dowiecie się o sobie i o tych, z którymi stale się kontaktujecie.
Ogień potrzebuje stałego kontaktu z powietrzem. To właśnie powietrze rozdmuchuje go, podsyca i rozgrzewa się samo. Patrząc na tę grę pierwiastków, odczuwamy radość i zadowolenie. W życiu ogień stale będzie szukał i prowokował powietrze do swojego energetycznego zasilania. Ale i powietrze potrzebuje ognia, aby być lekkim i ruchliwym. Tworząc w ten sposób wzajemne naładowanie, tworzą wspaniałą parę harmonii. Dobrze, jeśli opiera się ona na radości kontaktu, na twórczym porywie i na grze wyobraźni. Dlatego mówi się, że dając – otrzymujesz, albo jeszcze prościej: ty – mnie, ja – tobie. Jeśli ogień jest źródłem miłości, to wiatr powietrza to radość. Przenikając się wzajemnie, aktywnie wpływają na otaczający świat.
Woda może ogrzać ogień lub doprowadzić go do wrzenia. Właśnie w tej relacji w większym stopniu ujawnia się antagonizm: niecierpliwość, niezrozumienie i irytacja. Woda gasi ogień, a on nie jest w stanie w niej płonąć. Ale woda nie może istnieć bez ognia, staje się zimna i zamienia się w lód. Koniecznie potrzebuje ciepła ognia i nasycenia powietrzem, aby w jej głębinach mogło rodzić się życie. Woda potrzebuje ziemi, aby się gromadzić i trzymać się w określonych ramach, a za to daje jej swoją energię – wilgoć i siłę. Ziemia boi się ognia i powietrza; oba ją wysuszają, dlatego czerpie siłę z wody, aby mogła rodzić. Tak więc najbardziej energetyczni ludzie to ci urodzeni w żywiołach ognia i wody. Tutaj ogień panuje. Woda, ziemia i powietrze – wszystkie chcą ogrzać się przy jego gorącym źródle. Ale jeśli nie ma harmonijnych punktów styku, to one swoją grubiańskością, marudzeniem czy chytrością wysysają energię z ognia. Ogień zawsze daje, ale pod warunkiem, że jest co dać. Pusta, chciwa i zła dusza człowieka ognia jest zawsze wampiryczna i przynosi znacznie więcej nieszczęść, cierpień i chorób każdemu, kto się z nią styka. Woda natomiast potrzebuje jedynie ciepła, a wtedy odda swoje siły błogiemu powietrzu i żarłocznej ziemi.
We wschodnich naukach istnieje jeszcze piąty element – to jest ETER. To on uznawany jest za niewidzialny, subtelny i czysty przepływ, który wywołuje dobre procesy alchemiczne przy wzajemnym oddziaływaniu gęstych pierwiastków żywiołów między sobą. Eter to istotne energie, rozumieć je można jedynie poprzez włączenie płaszczyzny duchowej. Już wspominałem, że w astrologii istnieją te subtelne energie w strefie „DÓŁ”. Do niej należą znaki Zodiaku: Strzelec, Koziorożec, Wodnik i Ryby. Urodzili się w tym czystym środowisku, ponieważ w poprzednim życiu już osiągnęli ten poziom. Ale w tym życiu mogą o tym nie pamiętać, walcząc w międzyludzkich relacjach i żywiąc się nieodpowiednimi energiami. Przypomnieć nagromadzone doświadczenie poprzednich żyć można jedynie poprzez kanał intuicyjny. O tym opowiem w następnej książce.
Tak oto energetyczny wampiryzm odsłania swoje tajemnice. Kończąc ten temat, jeszcze raz powtarzam: nie bądźcie ludźmi żywiołu. To was zniszczy jako osobowość, przyniesie wiele nieszczęść i cierpień, nie wspominając o tym, że cały czas będziecie musieli czerpać energię niekoniecznie najlepszą dla otoczenia.
Astrologiczne aspekty wampiryzmu można kontynuować rozpatrywać w innych aspektach, ale chciałbym zaproponować wam metodę, którą odkryłem, pracując z efemerydami – astronomicznymi tabelami ruchu planet po Zodiakalnym kole. Tę metodę postanowiłem nazwać „Efekt solarny” z graficznym przedstawieniem. Opiera się on na tranzycie Słońca przez jego natalne położenie. Raz w roku, w dniu waszych urodzin, Słońce powraca do swojego znaku i stopnia, który był w momencie narodzin. Ale jeśli uważnie przyjrzeć się wskaźnikowi stopniowemu efemeryd rok po roku i przedstawić to w tabeli, to okaże się, że Słońce albo nie dochodzi do tego stopnia, co oznacza się znakiem, albo przechodzi go czasem więcej niż o jeden stopień. Gdyby to było związane jedynie z latami przestępnymi, to nie byłoby problemu. Lata przestępne odgrywają tu rolę, ale nie najważniejszą. U jednych Słońce ma wskaźnik cyfrowy wyższy od natalnego, i wtedy jest dla nich korzystne. U innych w roku przestępnym położenie Słońca jest niższe od natalnego, i to będzie dla nich niekorzystny rok, słaby, a człowiek mówi, że brakuje mu sił. W te słabe lata człowiek częściej choruje, zmienia pracę lub miejsce zamieszkania, ogólnie rzecz biorąc, jest rzucany nie wiadomo przez co. Wiemy, że w
Lata przestępne przynoszą więcej śmierci i tragedii. U jednych wynika to z niedoboru sił, u innych zaś dochodzi do ich wypalenia z powodu ich nadmiaru. „Efekt solarny” to wskaźnik całego roku życia, a badania wykazały, że działa on doskonale. U jednych ludzi położenie Słońca w radixie przez wiele lat może być niższe, u innych zaś wyższe, a tylko czasem efekt ten daje jakiś nieoczekiwany wstrząs. Jeden przedsiębiorca, który nie wierzył w nic, zapytał mnie, który rok w jego życiu był najtrudniejszy. Dlatego musiałem określić ramy czasowe od 1982 do 1991 roku. Aby odpowiedzieć na to pytanie, posłużyłem się jedynie efektem solarnym. Spoglądając w efemerydy, sprawdziłem położenie jego Słońca w dniu urodzenia, wypisałem potrzebne do badania lata i na wszelki wypadek dołączyłem także rok 2000. Okazało się, że w tej serii danych występowało ciągłe narastanie energii słonecznej, ale w 1988 roku doszło do jakiegoś zakłócenia. Ten rok okazał się najgorszym i najbardziej niszczycielskim w jego życiu. U wielu osób efekt solarny ukazuje łamany cykl, dlatego właśnie od nich słyszymy, że ich życie jest jak ciasto ułożone warstwami: raz dobrze, raz źle. Niepowodzenia i sukcesy życiowe doskonale dają się prześledzić w efekcie solarnym, a nawet nasunęła mi się pokusa, aby nazwać ten efekt „retrogradacją i ruchem direct Słońca”, gdyż wizualnie jest to jasne i konkretne. Na razie jednak powstrzymam się od tego, ponieważ potrzebne są jeszcze badania, do czego również zachęcam astrologów, a potem można będzie rozstrzygnąć tę kwestię kolegialnie.
Powszechnie wiadomo, że fazy Księżyca — nów, pierwsza kwadra, pełnia i ostatnia kwadra — powodują u wielu osób psychiczne załamania. Tak jak u tego wampira, który w poniedziałek mocno się naładowuje od wszystkich, a potem przez cały tydzień powoli wysysa ich energię. Znając fazy Księżyca, które są podane w kalendarzach ściennych, należy być w tych dniach bardziej ostrożnym i uważnym, aby nie stać się ofiarą wampiryzmu.
Tak więc to właśnie astrologia pokaże energetyczny obraz twojego życia, a astrolog wyznaczy racjonalny harmonogram twojego dobrostanu.
„Agni Joga” o wampiryzmie
Kiedy książka była już napisana, odkryłem w „Nauce Żywej Etyki” „Agni Jogi”, przekazanej ludzkości XX wieku przez wspaniałą rosyjską kobietę, Helenę Iwanownę Roerich, że wszystkie moje myśli, poszukiwania i obserwacje nie odbiegają od „Nauki Żywej Etyki”. To nauczanie jest syntezą poglądów filozoficznych, religijnych i naukowych. Nazywane jest Nowym Objawieniem XX wieku. Integralną częścią „Żywej Etyki” jest nauka o człowieku jako akumulatorze i transmuterze wysokiej energii, która otrzymała nazwę „energii psychicznej”. Nie włączyłem tych nauk do tekstu, aby od razu potwierdzać swoje wnioski, lecz umieściłem je w osobnym rozdziale. Tutaj występuje swoisty język i styl pisania, a wampiryzm określany jest mianem „zdobywania”. Czyż nie są oni opętani, kiedy tracą siły, którymi codziennie są zasilani przez dawców?
Oto co pisze się w „Agni Jodze” o wampiryzmie. Czytajcie, myślcie, szukajcie!
- Wampiryzm w znacznej mierze można przypisać do nieodpowiedniej rytmiki. Dochodzi do pożerania, a nie współpracy. Dlatego odczuwajcie, czyje fale wam nie szkodzą, choć ich zewnętrzny wygląd ukazuje duszę obcą wam narodowościowo.
- Zdarza się u ludzi takie zdziczenie ducha, że mogą istnieć jedynie poprzez potępianie siebie nawzajem… Jeśli odebrać takiemu potępiającemu mowę, zginie on, jak roślina bez wody… Można w tym dostrzec rodzaj wampiryzmu polegającego na zdobywaniu, kiedy konieczne jest opanowanie bardziej aktywnego życiowego fluidu, aby nakarmić odbiorcę.
- Oczywiście, trudno pokonać zdobywanie, zwłaszcza dlatego, że po opętaniu przez długi czas pozostają otwarte wrota dla gości… Serce jest najlepszą ochroną przed zdobywaniem, ale musi ono nie zasnąć.
- Ciemni ludzie starają się wzmocnić siebie poprzez zdobywanie, ale taka metoda nie jest w stanie trwać długo, gdyż właśnie poprzez zdobywanie rozkładają siebie. Wiecie, jak zdobycze stopniowo niszczą organizm, nieuchronny jest paraliż niektórych ośrodków nerwowych.
- Każdy kawałek chleba sąsiada jest chroniony prawem, a pożeranie i rozkradanie sił ducha nie służy dobru — w najlepszym razie dla egoizmu, ale potem następuje cała ciemna przestępczość.
- Należy uważnie przyjrzeć się przypadkom podwójnego życia. W najgorszym razie jest to rodzaj opętania, w najlepszym — przeżywanie poprzednich wcieleń… Żadne inne promieniowanie nie jest porównywalne z mocą ludzkiej energii. Człowiek może zarówno uzdrowić, jak i zniszczyć wszystko, co go otacza… Mędrzec prosił: „Nie dopuszczajcie do złości, ona jest źródłem chorób”.
- Nawet najsilniejsi ludzie bywali paraliżowani przez osoby o mniejszej energii. Przeszkadzający dzielą się na dwa rodzaje. Jedni przeszkadzają jedynie określonym osobom, inni zaś całkowicie blokują prądy energii psychicznej. Pierwszy rodzaj jest zrozumiały: każda dysharmonia już zakłóca swobodę dążenia do energii. Nic dobrego nie wynika z blokowania prądów, aby je zatrzymać, potrzeba ogromnej siły negatywnej. Takie osoby nazywane są kosmicznymi wampirami. Przy tym z wyglądu nie zdradzają siebie i nawet wydają się nieznacznymi istotami. Nie należy gwałcić energii, jeśli poczujecie taką istotę… Wzajemna wymiana energii jest zjawiskiem naturalnym, ale wysysanie energii cudzej bez przekazywania własnej jest już niedopuszczalne. Zjawisko to występuje tak często, jak choroby zakaźne… Wiele rodzajów wampiryzmu to nic innego jak nieoświecona rozwiązłość.
- Anemia jest zwykle uważana za niedokrwistość… Ale jest to jedynie skutek odpływu energii psychicznej… Dużą szkodę przynoszą transfuzje krwi… Zwiększenie energii psychicznej osiąga się prostymi środkami, o których już mówiliśmy. Ważne jest jednak, aby w pobliżu nie znajdowała się osoba pochłaniająca energię. Można ją pochłaniać świadomie i nieświadomie. Każde rozdrażnienie, każde przygnębienie już pochłania cenną energię.
- Przestępczość to choroba psychiczna. Także sadyzm, okrucieństwo i wściekłość są skutkiem tej samej psychicznej epidemii wampiryzmu. Należy skierować energię psychiczną na wyznaczone jej tory, inaczej zatrzyma ewolucję.
- Energia psychiczna odnawia się przede wszystkim poprzez uczucia, a nie poprzez fizyczny odpoczynek… Jeśli człowiek umie oceniać swoje uczucia, to wśród nich wybierze najgodniejsze, a będzie to Miłość… Aby wzmocnić energię, potrzebny jest ognisty zapał. Żadne rozważania nie dają tego Ognia, który spala się iskierką uczucia miłości.
- Kwestia ludzi oczyszczających i szkodliwych jest potrzebna w medycynie. Bez rozwiązania tego problemu nie znajdzie się ratunku przed wieloma nowymi chorobami. Nie wolno zapominać, że choroby ewoluują wraz z rasami i epokami.
- Gdyby zamiast sądów i prokuratury ludzie stosowali energię psychiczną, nieuleczalna choroba przestępstw stałaby się zjawiskiem podlegającym zwykłym badaniom. Naszym lekarzom należy przyjrzeć się temu stopniowi opętania.
- W przypadku wykrycia opętania należy albo wypędzić opętującego, albo pozostawić opętanego w spokoju, sam na sam, gdyż wówczas opętujący nie znajdzie pola działania, znudzi się i odejdzie. Oczywiście, lepiej nie dawać opętanym broni i alkoholu.
- Mamy już przykład, jakie szkody przynoszą przekleństwa i klątwy nawet na duże odległości… Łatwo można sobie wyobrazić, jakimi roznosicielami zakażenia są opętani, dlatego należy ich unikać.
- Utrata niewidzialnej energii przy senności cielesnej jest wiernym znakiem uczestnictwa w odbiciu ciemności… Nagły napad senności powinien zwracać na siebie szczególną uwagę. Tak samo nie należy pozostawiać niezauważonym strumienia energii. Zostanie utracone dużo energii serca, dlatego warto ponownie pozwolić jej się nagromadzić. Niedobrze jest pozwalać, aby wyciekła, dlatego przypomnijmy o odpoczynku w postaci zmiany zajęcia.
- Nie zapominajmy, że zdobycze czasem ujawniają się na powierzchni skóry, a nawet drgawkami na twarzy.
Jeszcze uprzedźcie lekarza o ostrożność z opętanymi. Nawet w myślach nie powinno się mieć jawnych wskazań dotyczących odbioru, gdy zbliżacie się do opętanego. Nie wolno zapominać, że odbiorca jest bardzo wrażliwy na myśli, gdy podejrzewa, że jego obecność jest odkryta.
Zniszczenie odbioru może przynieść wrogów. Dlatego należy przeprowadzać te obserwacje bez żadnego osobistego ogłoszenia.
Odbiór rozlewa się i zagraża obłędem. Wiele krajów rządzi się przez szaleńców w dosłownym sensie. Masowego odbioru wcześniej nie było — nie wiadomo, dlaczego naukowcy nie zwracają uwagi na takie nieszczęście! Ludzie popełniają miliony morderstw. Nikt nie myśli, gdzie jest wylęgarnia odbioru?!
Można obserwować przykłady okrutnego opętania. Potrzebne jest, aby lekarze zrozumieli taki stan bydła i umieli powstrzymać zarazę. Należy izolować opętanych podobnie do trędowatych. Stopnie odbioru mogą być nieuleczalne. Mózg i serce ulegają degeneracji od podwójnego nacisku. A człowiek twardy, uczciwy, poznający ducha nie zna odbioru.
Zapytają: „Jak wymierza się sprawiedliwość nad opętanymi? Kto ponosi karę — opętany czy odbiorca?”. Odbiór następuje, gdy dostęp jest otwarty. Co więcej, do odbioru zło już podszeptuje, przygotowuje słaby duch. U potrzebujących zła pojawiają się i przyciągnięciem istoty. Karma opętanych jest ciężka!
Odbiór i samozatrucie są bliskimi sąsiadami… Przy samozatruciu szczególnie łatwo dochodzi do odbioru, przy odbiorze zatrucie następuje już ostatecznie… Niektórzy twierdzą, że przy odbiorze zdrowie nie tylko nie pogarsza się, ale nawet poprawia. To wielki błąd: tylko napięcie nerwowe daje zdrowie, które się wydaje. Natomiast wtargnięcie cudzej energii psychicznej nieuchronnie otworzy drogę różnym infekcjom. Odbiór to nie psychizm, lecz porażka całego organizmu… Wiele epidemii ma podstawę w odbiorze. Oczywiście ciemny odbiorca nie będzie dbał o zdrowie nosiciela. Każda choroba jest już rozkładem, który jest przyjemny dla ciemności. Dwie energie psychiczne nie mogą długo współistnieć. Okresowo może nastąpić osłabienie, jeśli odbiorca ceni ofiarę. Dążenie do Wyższego Świata jest najlepszym środkiem przeciwko odbiorowi… Podniesione myśli wpływają nie tylko na substancję nerwową, ale także oczyszczają krew. Doświadczenia nad zmianą składu krwi w zależności od myślenia są bardzo wymowne.
Uruswati wie, że czeka wiele udoskonaleń medycznych. Przede wszystkim zostanie oceniona energia psychiczna. Chorzy będą poddawani gruntownemu badaniu dotyczącemu jakości ich energii psychicznej. Można wzmacniać leczenie poprzez zastosowanie odpowiedniej energii. Można będzie otaczać chorego specjalnym ozonem, który wzmocni stan energii. Będą także badane źródła różnych chorób, które tkwią w niektórych ludziach. Już teraz zwraca się uwagę na takich nosicieli chorób, ale jest ich niewspółmiernie więcej, niż się wydaje… Należy badać stan ośrodków nerwowych u dzieci. Rozwijają się one niezwykle indywidualnie i nierównomiernie… Czasami ośrodki wykazują bolesność, ku zdziwieniu lekarzy. Na podstawie tych bolesnych oznak i niezwykłych zjawisk można sądzić o istocie ciała i jakości ducha. Ile dobra mogłyby przynieść podobne obserwacje!… Dla starych duchów, które przeszły wiele wcieleń, stan po siedmiu latach jest już bardzo ciężki, a szczególnie po czternastu. Po czternastu latach energia psychiczna już nabiera mocy. Duch oderwał się od dawnych istniejowań, ciężar nowej, nieznanej drogi przygniata, niewyraźnie nurtują nagromadzone wartości, istoty porywają się z powrotem, gdzie możliwości świadomości były wielkie. Właściwa opieka nad ośrodkami nerwowymi dzieci jest potrzebna przyszłości… To troska o przyszłą rasę.
Migdały bardzo zależą od energii psychicznej. Obrzęk migdałów tłumaczy się jej odpływem… Wszystkie narośla można zaliczyć do odpływu energii psychicznej… Im dłuższy odpływ energii psychicznej, tym złośliwsze będą choroby.
Jak i dawniej ludzie nadmiernie boją się zarażenia fizycznego, zapominając o głównym kanale wszelkich zarażeń: psychicznym. Czy można oczekiwać, że jadowite promieniowania złowrogiej energii będą się rozpraszać? Przeciwnie, będą się zagęszczać i uciskać pranę. Nigdy nie osiedlajcie się w miejscach krwawych. Nowe sprawy powinny być w nowym miejscu.
Nie należy żałować opętanego ani go ganić — przeciwnie. Przez słabość serca wdziera się odbior.
Myślę, że problem energetycznych wampirów, przedstawiony w tej książce, to dopiero początek wielkiej Drogi. I na tę drogę stanie wielu, których nurtuje los ludzkości. Teraz będzie to zbiorowa praca badaczy, uczonych, filozofów i koniecznie mistyków. I niech Bóg pomoże! Mamy pierwsze wyniki badań!
Temat energetycznego wampiryzmu okazał się tak aktualny, że podjęła się jego rozwiązania moskiewski lekarz, kandydat nauk medycznych — Jakowlew Siergiej Anatoliewicz. Często miałam okazję widzieć go w telewizyjnej audycji „Niepoznany wszechświat”, gdzie z zapałem opowiadał o nietradycyjnych metodach leczenia i konieczności ich wprowadzenia do praktyki współczesnej medycyny. To lekarz-innowator, który stara się połączyć to, co odrzucają ortodoksyjne kręgi nauki. W tym rozdziale zamieszczam materiały jego badań naukowych, w których fenomen wampiryzmu nabiera realnych form biologicznych.
Przeczytawszy w pierwszym wydaniu tej książki rozdział „Zaproszenie do badań”, my w Naukowym Centrum Medycznym „BIOLIT” przeprowadziliśmy serię eksperymentów naukowych, aby sprawdzić, czy rzeczywiście istnieją jakieś „wampiryczne” mechanizmy w powstawaniu różnych chorób. W tym celu zastosowaliśmy bardzo czułą metodę morfologicznej analizy kryształów ciekłych krwi. Krew bowiem zawiera informacje o wszystkich procesach zachodzących w organizmie. Wyniki były zaskakujące — potwierdziły filozoficzne rozważania i proroctwa Astrohora. Kryształy były jednorodne, żółtego koloru i miały prawidłowy, okrągły kształt. Każdy kryształ przypominał małe słońce z jądrem w centrum. Stąd też pochodzi biblijne „Nie rzucajcie pereł przed wieprze”. Radosny człowiek to zdrowy człowiek. To, co maluje się na jego twarzy — „słońce świeci dla wszystkich” — przyciąga do niego innych ludzi. Obserwujemy to również w budowie biologicznej kryształów ciekłych krwi. Oto naprawdę mądrość natury, odzwierciedlona w podobieństwie. Dochodzimy tu do wniosku, że okrągła, promienista budowa kryształu ciekłego krwi zdrowego człowieka niejako chroni jego promieniste jądro, tworząc zdumiewającą harmonię kształtu. I wtedy staje się zrozumiałe, dlaczego niektórych ludzi nazywamy „promienistymi”. Kościół zaś przedstawia wszystkich świętych w promienistym blasku, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Całkiem inny obraz ukazuje się przy różnych chorobach człowieka. Obserwujemy wówczas zmiany w strukturze, kształcie, powierzchni i gamie kolorystycznej biokryształów. Przy morfologicznej analizie kryształów ciekłych wszystkie choroby podzieliliśmy umownie na zimne, gorące i neutralne. Stany te odpowiadają słonecznemu i księżycowemu typowi wampiryzmu z wieloma formami pośrednimi. W mikroskopie polaryzacyjnym wyglądają one jak czerwone, pomarańczowe, niebieskie, zielone i inne odcienie kryształów ciekłych krwi, z defektami i różnymi kombinacjami nieprawidłowych kształtów. Struktura kryształu krwi u osoby przewlekle chorej ma postrzępiony i wydłużony kształt, z obowiązkowym uszkodzeniem jądra kryształu. Jego kolor traci słoneczne zabarwienie i przybiera barwy w postaci zielonych, niebieskich lub pomarańczowych promieni albo plam.
Obserwując chorych, doszliśmy do wniosku, że taka struktura kryształu ciekłego krwi jest charakterystyczna dla dawców. Jak pisze Astrogor, przy wampiryzmie to właśnie dawca jest dotknięty wampiryzmem w głębi duszy. Dlatego dawcy żyją krócej. Uszkodzeniu ulega biologiczna istota — serce, jądro kryształu krwi. I ponownie znajdujemy potwierdzenie biblijnej mądrości: „Dusza bowiem wszelkiego ciała jest jego krew, ona jest jego duszą”. Dochodzimy więc do wniosku, że to właśnie we krwi zaczynają pojawiać się pierwsze energetyczne problemy człowieka, związane z jego światem duchowym. Bardzo duży i ohydny kształtem kryształ ciekły krwi wykryto u energetycznych wampirów. Co więcej: wielu z nich ma otwarte jądro. Zaliczyliśmy ich do słonecznych wampirów. Tam zaś, gdzie jądro jest zaznaczone jakąś formą, ukazuje nam to księżycowego wampira. Kryształy zarówno u jednych, jak i drugich wampirów mają ciemnoczerwone i blaknące kolory.
Nasze badania, przeprowadzone wspólnie z autorem tej książki, mogą mieć duże znaczenie praktyczne — stworzenie testu ekspresowego, pozwalającego wykrywać różne formy energetycznego wampiryzmu. Umożliwi to, przy odpowiedniej psychicznej, energetycznej i społecznej korekcie, zapobieganie powstawaniu i rozwojowi różnych chorób. Nie bez powodu w dawnej medycynie choroba była postrzegana jako kara za niewłaściwy tryb życia, złe myśli i uczynki. Jesteśmy przekonani, że gdy zmienia się stan duchowy człowieka, zmienia się również jego krew. Obszar energii psychicznej jest wciąż słabo zbadany przez współczesną medycynę. Energia psychiczna przenika do wszystkich tkanek, do każdej komórki, ustanawiając w całym organizmie harmonijną równowagę. Wydaje mi się, że współczesna medycyna powinna docenić znaczenie badania energetycznych i informacyjnych interakcji ludzi między sobą oraz z otaczającą naturą. Pozwoli to wznieść się na nowy poziom rozwoju współczesnej medycynie. Powinna ponadto wykorzystać doświadczenie medycyny ludowej wraz z osiągnięciami nauki. Takie doświadczenie pozwoli objąć szerszy i głębszy zakres wszelkich duchowych i fizycznych rezerw człowieka, podejść do zachowania zdrowia z perspektywy medycyny profilaktycznej. Odkrycie możliwości ochronnych człowieka i przestrzeganie harmonii natury — oto źródło zdrowia, piękna i długowieczności.
Czeka nas jeszcze wiele eksperymentów naukowych, które wyznaczyliśmy sobie w pracy nad tą interesującą i ważną problematyką — problemem energetycznego wampiryzmu. Ale już teraz możemy przeprowadzać ekspresową analizę dla placówek medycznych, przedsiębiorstw i wszystkich chętnych. Ponadto Naukowo-Medyczne Centrum „BIOLIT” zaprasza wszystkie zainteresowane osoby i organizacje do współpracy naukowej w tej dziedzinie.
Telefon Centrum „BIOLIT”: 279 27 60
Niezwykłe historie
Z ogromnej liczby opinii czytelników wybrałem kilka listów, które są nie tylko interesujące pod względem treści, ale i uzupełniają poruszoną tematykę. Listy te przekonująco potwierdzają, że energetyczny wampiryzm niszczy życie rodzinne, zmusza do odejścia z ukochanej pracy, popycha do przestępstw i odbiera zdrowie.
Jeśli w Twoim życiu wydarzyło się coś, czego nie rozumiesz, czego nie potrafisz wyjaśnić, co Cię niepokoi — w tej książce znajdziesz odpowiedź na każde pytanie związane z wampiryzmem. Znajdziesz tu również niezwykłe przypadki i historie, które przydarzyły się Tobie.
List pierwszy
Dzień dobry, Człowieku, który mówisz językiem gwiazd! Po raz pierwszy piszę do autora książki. Dlatego że spotkanie z nią miało miejsce w bardzo ciekawych okolicznościach. Od dawna wierzę w Przeznaczenie. Początkowo uosabiałam je sobie jako postać surowej matki, która mocno trzyma w rękach swoje nierozumne dziecko i ciągnie je po wybojach życia tam, gdzie jej się podoba. Gdy dziecko próbowało się uwolnić, wpadało w nieplanowaną kałużę — i dostawało klapsa. Każda inicjatywa była tłumiona w zarodku. Opór był daremny. Później uznałam, że obraz wyszedł zbyt łagodny i pojawiło się porównanie z szefem więzienia. Nawet przyszła mi do głowy myśl, by napisać książkę pod tytułem „Czterdzieści lat więzienia”. Thriller z wartką akcją i elementami mistyki, ale bez krzty fantazji. Prawdę, tylko prawdę, na przykładzie własnego życia. Niczym się nie udało wyrwać z tej więzieni: ani podkopów, ani łapówek, ani ucieczek — wszystko na próżno. Pozostało tylko jedno: stać się wzorowym więźniem, polerować kajdany do połysku i uczestniczyć w amatorskiej działalności artystycznej. I oto kiedy to zrozumiałam i podporządkowałam się wszystkim rozkazom — ulżyło, a na horyzoncie zamajaczyła nikła poświata amnestii.
Spotkanie z Twoją książką to kolejny rozkaz Przewodnika, którego po prostu nie mogłam nie wykonać. Tak oto się stało. Wczoraj, dysponując ostatnimi pieniędzmi, celowo skierowałam się do sklepu spożywczego. Sklep był niedaleko domu. Doskonale znałam drogę do niego, ale, jak w transie, przeszłam obok otwartych drzwi i zatrzymałam się na drugim końcu budynku, przed drzwiami księgarni. W głowie pojawiło się naturalne pytanie: Co Ty robisz? Dokąd Cię zaniosło? Książki dla naszej rodziny to od dawna niebywała rozrzutność. Naszą bibliotekę i tak już pochłonął ogień. Chwilowe oszołomienie i myśl: „Dobrze, wejdę. Chcę zobaczyć, co teraz wydają”. Dokładnie przeglądam półki, szukając czegoś nowego o rzemiośle ludowym (jedynym źródle naszego utrzymania, które wysycha) i, pozostawiając dziecko bez jedzenia, za szaleńczo wysoką cenę kupuję Twój traktat, nawet nie rozumiejąc, dlaczego to zrobiłam. Ostatnia myśl: „No to teraz nie ma już pieniędzy i zupełnie straciłam rozum”. Wieczorem zamiast kolacji pijemy zalecaną gorącą herbatę w towarzystwie „Energetycznych wampirów”, a potem do północy dyskutujemy. Miałam nadzieję znaleźć w książce odpowiedź na jedną tajemniczą sytuację, która wydarzyła się jakieś dwa lata temu,
nie znalazłam. Za to znalazłam wiele innego… Odniosłam wrażenie, jakby z nami zasiadła mądra, dobra osoba i w przyjacielskiej rozmowie porządnie nam wyćwiczyła umysły. Bez nacisku i moralizatorstwa przeżuła nieszczęsną formułę „Sens życia”, odpowiedziała na wiele pytań, pocieszyła i dodała otuchy. W duszy zapanował spokój, cisza i radość z największego odkrycia: okazuje się, że żyjemy właściwie!
Obecnie tylko jedno pragnienie: chcemy więcej Pańskich książek. A póki co będziemy wypełniać nakazy Przeznaczenia!
Lubow Wasiljewna
(m. Moskwa)
List drugi.
Szanowny Astrohorze!
Biorąc pod uwagę możliwość rozwoju negatywnych interakcji między ludźmi, problem wampiryzmu lub energicznych wampirów, który Pan w swoim badaniu odsłania, nabiera istotnego znaczenia w naszym życiu. Jednocześnie wieloaspektowy charakter wykonanej przez Pana pracy, a w szczególności uzasadnione tezy dotyczące tego, że wampiryzm często przybiera charakter choroby przewlekłej, przyciągnęły moją uwagę zarówno jako lekarza, jak i badacza naukowego, pracownika instytutu medycznego, nauczyciela, a także psychologa.
Interakcja człowieka z ludźmi, ptakami, roślinami, zwierzętami, z całym żywym i istniejącym na zasadach radości i miłości, jak Pan wskazuje w swojej pracy, sprzyja przebudzeniu własnej świadomości lub duszy, rozwojowi w każdym z nas i w otoczeniu lepszych cech duchowych i moralnych, wzrostowi w ludziach subtelnej służby ludzkości i Naturze w ogóle. Słusznie podkreśla Pan, że ludzie, którzy stanęli na ścieżkę służby i pielęgnują w sobie oraz otaczają pozytywne interakcje, stają się otwarci na Kosmos. Bardzo interesujący jest Pana pomysł dotyczący możliwości kształtowania się wampiryzmu u dzieci w wieku dziecięcym i szkolnym, i uważam, że kryje się w tym rozsądne ziarno.
Przykuły moją uwagę także informacje o wampiryzmie wśród kadry kierowniczej. Studiując rozdział „Wampiry w pracy”, wielu czytelników zgodzi się z tym, że sami wielokrotnie trafiali w podobne sytuacje. Osobiście przez kilka lat musiałam współpracować z profesor, która nie tyle wykonywała swoją pracę, co rozstrzygała relacje ze swoimi współpracownikami, wyprowadzając ich z równowagi psychicznej, okazując się wyraźnie zaznaczonym energetycznym wampirem. Zauważę, że choć sposoby pobierania energii u słonecznych i księżycowych wampirów, zgodnie z Pana klasyfikacją, są różne, to jednak zarówno jednych, jak i drugich można zaliczyć do kategorii osób superegoistycznych. Próbując żyć kosztem innych, stopniowo gromadzą ciężar negatywnych energii. To naprawdę nieszczęśliwi i chorzy ludzie, u których prawie nigdy nie zdarzają się radosne i pogodne dni.
Interesujący jest także przejaw wampiryzmu w małżeństwie w postaci zazdrości, ciągłych wyrzutów pod adresem jednego z małżonków. Rozwinięcie istoty tego zagadnienia uważamy za niezwykle istotne zarówno dla osób, które żyją razem od wielu lat, jak i dla tych, którzy zamierzają po raz pierwszy zawrzeć związek małżeński.
Słusznie wskazuje Pan na konieczność cierpliwej i mozolnej pracy w rodzinie dawcy energii, która może przyczynić się do wyzdrowienia z tej niebezpiecznej choroby, pod warunkiem, że nie przybrała ona długotrwałego, przewlekłego przebiegu.
Dużą uwagę poświęca Pan zasadom ochrony przed psychicznym atakiem. W badaniach tego kierunku powstało już wiele prac, ale Pan proponuje kilka prostych i dostępnych ezoterycznych metod, pozwalających zamknąć swoje kanały energetyczne i centra przed wpływem zewnętrznym przy zachowaniu spokoju i pogodnego nastroju.
Trudniej bronić się przed ludźmi, którzy świadomie zdają sobie sprawę ze zła, które wyrządzają drugiej osobie. Takich ludzi należy koniecznie ostrzec, że znamy metody samoobrony i że zło, które zamierza uczynić, bez wątpienia powróci do niego z wielką siłą niczym bumerang. Nasze doświadczenia, opracowane w saratowskiej filii związku „Kosmos”, wskazują na to, że spokojne i rozważne interakcje z takimi ludźmi wywierają silny wpływ psychologiczny i zmuszają ich do rezygnacji ze swoich wybryków.
W swojej pracy całkowicie nie poruszył Pan świadomego wampiryzmu. Najwyraźniej pojawia się on u takich osób, u których, jak mówimy, nie ma ani wstydu, ani sumienia. Świadomy wampiryzm zachodzi wówczas, gdy człowiek świadomie wie, że to, co robi, jest złem, ale czerpie z tego satysfakcję. Nie sposób nie zgodzić się z Pana radą dotyczącą wybaczania krzywdzicielowi, który próbował lub już dokonał ataku psychicznego. Wydaje nam się, że w tym przypadku najważniejsze jest podejście do wampirów, którzy czynią zło, jak do chorych ludzi — podobnie jak mądry lekarz odnosi się do swojego pacjenta, pragnąc zaangażować całą swoją wiedzę i siły duchowe dla uzdrowienia chorej osoby.
Nie mogę nie zgodzić się z Pana opinią dotyczącą odnawiania sił energetycznych organizmu poprzez picie gorącej herbaty. Takie podejście całkowicie sprzeciwia się kanonom staroindyjskiej i tybetańskiej medycyny, które wskazują, że kawa i czarna herbata powinny być wyłączone z diety człowieka, gdyż zatruwają organizm, blokując kanały energetyczne. Według mnie najlepszym napojem jest woda. Dlatego przyjęcie 200–300 ml gorącej wody jest doskonałym sposobem oczyszczenia organizmu i sprzyja wzrostowi w nim siły energetycznej. To właśnie szklanka wrzątku, szczególnie gdy jest pita powoli małymi łykami na czczo, łagodzi bóle głowy, obniża gorączkę, poprawia apetyt, a sam człowiek staje się wówczas spokojniejszy i bardziej skoncentrowany. Gorąca woda wypłukuje wszystkie grzechy, wady i toksyny z organizmu, także na poziomie energetycznym.
Na koniec chciałbym podkreślić, że ogólnie można uznać, iż Pana praca jest aktualna, poruszony problem jest istotny, a liczne porady i zalecenia są bliskie życiu i mają charakter powszechnie dostępny. Wszystko to jest niezbędne lekarzom, psychologom i pedagogom szkół średnich oraz wyższych. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby uznać Pana pracę za realną i wprowadzić do terminologii medycznej pojęcie „ENERGETYCZNY WAMPIRYZM”. Co więcej, termin „biopatogenni ludzie” brzmi nieco łagodniej i bardziej humanitarnie dla lekarza.
Towkanica Władimir Aleksandrowicz
kandydat nauk medycznych
(m. Saratów)
List trzeci
Dzień dobry, szanowny Aleksandrze Aleksandrowiczu!
Gdzieś przeczytałam, że myśl nie pojawia się bez powodu. I jeśli jest zła – należy ją wyrzucić, a jeśli dobra – doprowadzić do końca. Myśl o napisaniu do Pana przyszła do mnie po przeczytaniu książki o wampirach, ale próbowałam się jej pozbyć, uznając, że dla Pana moje spostrzeżenia życiowe nie są ważne, ale… myśl nie odchodzi, a zatem jest to wolą Pana Boga, abym napisała do Pana. Przepraszam za wstęp. Nie zamierzam opisywać Panu swojego życia, które jest pełne smutku i cierpień. To właśnie te nieszczęścia zmusiły mnie do spojrzenia na życie niejako z boku. Już od czterech lat prowadzę dziennik. Przychodzi myśl, ją zapisuję, a po jakimś czasie trafiają do moich rąk artykuł lub książka, a czasem nawet program telewizyjny, które potwierdzają to lub inne zjawisko w moim życiu. Boże Miłosierny, pomóż mi w tej sprawie.
Oto pierwsza historia, która przydarzyła się mi półtora roku temu. Przeszłam operację w znieczuleniu ogólnym. Nie będę opisywać tego, co już odeszło w przeszłość, słowem, przywrócono mnie do życia. Mama nie odwiedziła mnie ani razu. Przychodził do mnie tata. Gdy zostałam wypisana ze szpitala i zaczęłam dochodzić do siebie, półtora miesiąca później nagle sparaliżowało mamę. Co się stało? Dopiero teraz zrozumiałam i Pan mi pomógł. Zrozumiałam, że moja mama żywiła się moją energią przez całe moje życie. Dlatego nie mam pewności, czy kiedykolwiek będę szczęśliwa w ludzkim rozumieniu tego słowa.
Nie pisz Pan o wpływie znieczulenia na wampira i dawcę. Ale wydało mi się, że znieczulenie uwolniło mnie od matki-wampira. Jestem córką, z krwi związana z matką, ale gdy znieczuleniem wprowadzono mnie w inny wymiar, straciłam matkę i teraz ona nie może mnie odnaleźć. Ja powróciłam na Ziemię, ale dla własnego wampira jestem stracona.
Piszę „osobisty”, ponieważ wydaje mi się — nie obrażając Pana — że wampiramy stają się, nie wiem dlaczego, natomiast dawcami rodzimy się. Nie znam przyczyn tego interesującego zjawiska, prawdopodobnie jest ono związane z rodową karmą — to moje przypuszczenia.
Tak więc to, o czym zaczęłam pisać, ale zboczyłam z tematu. To, że znieczulenie uwalnia działanie na dawcę, z jego złośliwego wampira, potwierdza jeszcze jedna historia ze znieczuleniem. Moja znajoma do szóstego roku życia miała bardzo słabe zdrowie. Po sześciu latach przeszła operację w znieczuleniu ogólnym, a po tym zaczęła się poprawiać. A oto jej matka zaczęła chorować, przez prawie sześć lat zmagała się z różnymi chorobami, ale nie udało się jej wyleczyć i zmarła. Wygląda na to, że dla tej kobiety córka była dawcą, ale znieczulenie uratowało dziewczynkę. Rozumiem, że to tylko zbiegi okoliczności, które przekształciły się w moje przypuszczenia. Nie mogę tego oceniać. Ale jak dobrze by było, gdyby znieczulenie okazało się antidotum dla dawcy, środkiem walki z złośliwym wampiryzmem. Nie, nie myślcie, że Wasza książka nastawiła mnie przeciwko mojej matce, nie. Mam na to swoje powody. Tylko szkoda, że przejrzanie przychodzi tak późno. A jednak, nie mam racji. W wieku trzydziestu siedmiu lat zaczęło mi się otwierać to, co innym w osiemdziesiąt nie otwiera się. I za tę łaskę Wszechmogącego jestem wdzięczna. Myśli jest wiele. Jedna bieda: to tylko myśli, które nie mają dowodów eksperymentalnych. Ale swój dziennik i tak prowadzę, po prostu tak mi łatwiej: wylewam myśli na kartkę papieru i żyję spokojnie. Prawdopodobnie zakończę ten monolog z nieznaną mi osobą. Do widzenia. Czuwaszyja, m. Jadrin, Lidia Michajłowna.
To, co napisała Lidia Michajłowna, zasługuje na uwagę nie tylko medyków, naukowców i psychologów, ale także mistyków, filozofów. Uważam, że obserwacje i rozważania tej prostej kobiety, która żyje w duszy z Bogiem, są warte wiele. Wiadomo, że operacja w znieczuleniu ogólnym pozwala duszy opuścić ciało w inny wymiar (o tym przeczytacie w mojej czwartej książce). Ale zdumiewająca jest sama myśl Lidii Michajłowny, że energetyczny wampir jest zdolny „stracić” swojego dawcę, stracić kanał energetycznego połączenia. Stąd krótki wynik – choroba wampira. Na dzień dzisiejszy żaden magiczny sposób nie jest w stanie na dłużej przerwać energetycznego połączenia „wampir dawca”. Ale kiedy dusza uwalnia się od ciała (podczas śmierci klinicznej), to według okultystycznych praw jest to możliwe. Dodam, że możliwe tylko dla dawcy o naturze księżycowej. O tym dowiecie się później. Nastanie czas, kiedy lekarze nauczą się od razu określać przyczynę choroby związaną z wampiryzmem. Ale już dziś jasne jest, że choroby ludzi dawców manifestują się na gruczołach wewnętrznej sekrecji, a wampirów – na organach. Myślę, że Wasze listy pomogą jeszcze bardziej rozszerzyć ten temat, wyciągając wnioski na podstawie własnego doświadczenia i obserwacji.
List czwarty
Witaj, Astrogorze! Przeczytawszy, zupełnie przypadkowo, Twoją miłą pierwszą książkę, postanowiłam podzielić się swoim nieszczęściem. Z mężem przeżyłam 40 lat i często spotykałam się z nierozwiązywalnymi dla siebie problemami. Im dłużej żyliśmy i im starsi się stawaliśmy, tym więcej on miał do mnie pretensji. Zaczynał kłótnię z byle powodu, chociaż nie było ku temu żadnego powodu. Żyłam i wciąż miałam nadzieję: no, dzieci dorosną, może się zawstydzi, nic z tego. No, myślę, wkrótce wnuki przyjdą, i coś się zmieni. Znowu pomyliłam się w swoich oczekiwaniach. I doczekałam się, że z wiekiem miał coraz więcej złości, podejrzeń, pretensji i nienawiści. Coraz częściej kłócił się o byle co. Łatwo wyprowadzał z równowagi nie tylko mnie, ale i dzieci, a potem innym się skarżył, przedstawiając się jako taki żałosny, mówił, że w domu go krzywdzą. Tak dobrze kłamie, stara się wzruszyć ludzi. Próbowałam go przekonać, że nie można poniżać swojej rodziny w oczach innych ludzi, że nie poniżasz nas, a siebie. Kiedyś wykrzyknął: „Zagryzę!” A potem, nie znajdując nic więcej do powiedzenia, szczekał jak pies: „Aw, aw!”. Ostatnio nie wiedziałam, co robić. Rozmawiałam z lekarzem psychiatrą. Ale ona mnie pocieszyła. Ale jak to, moja córka i wnuczka powiedziały mi, gdzie czytały artykuł, że jeśli doświadczasz ataku psychicznego, to w myślach przykryj szklanką krzywdziciela lub wsadź go do dzbanka, jak dżina. Podeszłam do tego jakoś nieufnie i zapomniałam. Ale kiedy on mnie po raz kolejny doprowadził „do ręki”, przypomniałam sobie tę radę i postanowiłam spróbować. Do tej pory nie wierzę w to, ale uwierzcie mi, po tym „szkle” on zwalił się na kanapę i przez całą dobę nie wstawał. A potem wstał i cały dzień chodził jak szalony, nie było mu do nas.
I oto teraz Twoja miła książka otworzyła mi oczy. Wszystko się zgadza w niej. Teraz staram się trzymać, robię fikołka i powtarzam Twoje słowa. I nie wierzę własnym oczom i uszom – wszystko się kończy, a on staje się przygnębiony, a jego twarz czerwienieje. Nie wiem, jak Ci dziękować. Niech Bóg da Ci zdrowie i długie lata życia. Raisa Iwanowna. (Obwód Włodzimirski)
Miło jest otrzymywać takie listy, ale dla mnie niezwykle ważne jest, że człowiek sam znajduje w sobie siły, aby przeciwstawić się złu, aby się nie otworzyć i nie upodobnić do szaleństwa wampira. Należy zrozumieć, że poradzić sobie z tym problemem można tylko samemu, a Bóg pomoże.
List piąty (w skrócie i z komentarzami)
Szanowny San Saniczu! Przed sobą mam właśnie przeczytaną Twoją książkę „Energetyczni wampiry”. Z niej wyciągnąłem dla siebie mnóstwo odkryć. Wiele z tego, co w niej napisano, stało się dla mnie potwierdzeniem nieuchwytnych przemyśleń i intuicyjnych przeczuc, które dręczyły moją duszę przez wiele lat… I oto okazało się, że wiele moich myśli, przemyśleń i wątpliwości znalazło tak wyraźne, choć nie do końca ostateczne, potwierdzenia i wyjaśnienia. W Twojej książce w otwarty i dostępny sposób przedstawione są prawidłowości niewidzialnej strony ludzkich relacji i przyczyny wielu ludzkich niedomagań, które z nich wynikają. W tym sensie Twoja książka jest dla mnie odkryciem. Jednak nie będę więcej wychwalać Twojego dzieła, ponieważ wywołało we mnie także mnóstwo pytań, które nigdy wcześniej się nie pojawiały. Bez najmniejszej nuty ironii powiem, że w tym też jest zasługa Twojej książki. Jednak zanim zadam kilka pytań, najpierw się przedstawiam. Rudenko Piotr Aleksiejewicz, profesor, specjalizuję się w dziedzinie inżynierii mechanicznej, przez 22 lata kierowałem katedrą w uczelni technicznej. Autor 11 książek, w tym czterech podręczników i materiałów dydaktycznych. Hobby – poezja. Autor czterech zbiorów poezji. Piszesz, że „Wampiryzm, jako zjawisko, był stałym towarzyszem człowieka, a w naszym XX wieku zaczął występować wszędzie”. I dalej, przez całą książkę – żadnej ilościowej oceny tego zjawiska. Z tego mimowolnie wyciągam wniosek, że wszyscy ludzie w większym lub mniejszym stopniu są albo wampirami, albo dawcami. Czy dobrze Cię zrozumiałem, bo pierwsze i najważniejsze dla mnie pytanie, które pojawiło się po przeczytaniu książki – kim jestem? Próbując samodzielnie odpowiedzieć na to pytanie, przede wszystkim analizuję swoje zachowanie na poziomie rodzinnym. I tutaj widzę siebie zarówno w roli wampira, jak i w roli dawcy.
Szanowny Piotrze Aleksiejewiczu! Twój list spodobał mi się swoją konkretnością, chęcią wnikliwego zrozumienia wszystkiego. Nic dziwnego, że zadałeś te pytania. Wcześniej, gdy nie wiedzieliśmy o zjawisku wampiryzmu, nie zdawaliśmy sobie sprawy z naszych myśli, uczuć i czynów, reagując na to, co dzieje się wokół. Po przeczytaniu książki będziesz miał zupełnie inne postrzeganie rzeczywistości. Widząc jakieś zjawisko, będziesz odczuwał radość z uświadomienia, pojawi się chęć współczucia i przebaczenia człowiekowi, który nie wie, co czyni. Jeśli chcesz, medycyna karmiczna – to nowa psychologia, która nie pozostawia białych plam w ludzkiej świadomości, uczuciach i czynach. Tutaj wszystko jest proste, zwięzłe, dostępne w zrozumieniu i wykonaniu. Dziś ludzie prawie zapomnieli, jak się nawzajem rozumieć. Język jest zanieczyszczony wulgaryzmami i terminologią, im mądrzejsza osoba, tym trudniej ją zrozumieć, im niższa świadomość, tym grubszym językiem.
Tak samo jest z energiami człowieka: jedni oddają, inni odbierają. Otrzymywanie zawsze jest przyjemniejsze, a jeśli nie dostaje się tego, czego się potrzebuje – trzeba naciskać, naciskać, wytrząsnąć to, bez czego żyć już nie sposób. Prawidłowo zrozumieliście Państwo, że wszyscy ludzie są albo dawcami, albo wampirami. Ale dawców jest więcej, gdyż to święty obowiązek wszystkich ludzi: oddać siebie w służbie, być dobrym i wrażliwym, umieć szczerze cieszyć się, kochać i śmiać, być oddanym pracy, mieć pasję dla duszy. Ten twórczy potencjał, w którym żyjecie (szczególnie wiersze), nadaje wam mocne dawcze cechy. Jeśli bliska osoba nie dzieli radości z waszej twórczości, to musi „smakować” waszą energię, urządzając psychiczne wstrząsy dla waszych uczuć i myśli. Coś w stylu: „Ty sam jesteś wszystkiemu winien. Zawsze tak…” i tak dalej. Powróćmy do waszego listu. Czy każda kłótnia lub sprzeczka w rodzinie jest oznaką tego, że jeden z małżonków jest wampirem? Nie! Dla wampiryzmu charakterystyczna jest stałość w czasie i przestrzeni. Ale im częściej dochodzi do kłótni i sprzeczek, tym bardziej oczywista staje się oznaka rozwijającej się choroby wampiryzmu. Im dalej, tym gorzej. Taką sytuację można naprawić jedynie miłością i cierpliwością.
Z tej spowiedzi wynikają kolejne pytania, które nie znalazły odzwierciedlenia w waszej książce. Mianowicie: Czy wampiry i dawcy mogą zmieniać się miejscami, czy te kategorie, jak to u was określono, kształtują się do 17. roku życia, po czym ludzie na zawsze skazani są nosić ten niewidzialny etykiet? Wampirowi, szczególnie słonecznemu, nie ma z kim zmieniać się miejscami. Zmienność obserwuje się jedynie u ludzi księżycowych. Na przykład. Mąż przyszedł z pracy i urządził kolejną codzienną awanturę: wstrząsnął całą rodziną i uspokoił się. Matka uspokaja dzieci, oddając ostatnie siły radości i nadziei na lepsze. Ale i ona wyczerpuje się i idzie popłakać się do sąsiadki. Tak dawca staje się wymuszonym wampirem. To samo dzieje się rano, kiedy wampir ładuje się energią od całej rodziny. Rodzina się rozeszła. Ktoś do szkoły, ktoś do pracy. Jeśli kochasz pracę, to szybko energetycznie się regenerujesz, jeśli nie, to zaczynasz pracę od narzekań na ciężkie życie rodzinne. A w szkole? Grubiaństwo ucznia wobec kolegów i nauczycieli tak samo daje możliwość regeneracji energetycznej równowagi.
Czy istnieją ludzie neutralni, którzy nie mają ani cech wampiryzmu*, ani cech dawczości? Jaki jest ich odsetek i jak stabilne jest ich zachowanie w świetle karicznej medycyny? Jakie są relacje między tymi duchowo zdrowymi ludźmi? Jak zachowują się w procesie komunikacji? Przecież proces komunikacji to wymiana energii. Ktoś w wyniku komunikacji otrzymuje ładunek pozytywnych emocji, ktoś otrzymuje dawkę negatywnej energii lub, mówiąc językiem karicznej medycyny, oddaje swoją energię. Czasami obaj odchodzą niezadowoleni od siebie i pewni swej racji. Czasami (i często) komunikacja między nimi przynosi wyłącznie pozytywne emocje, i tym ludziom chce się znowu ze sobą rozmawiać, gdyż w komunikacji duchowo się wzbogacają. Czy to oznacza, że tacy subiekci nie noszą na sobie żadnych etykiet, czyli są normalnymi ludźmi? Czy wampir może nie ujawniać swoich cech wobec innych ludzi, którzy nie są jego dawcami? Jak stabilny jest „sojusz” wampira i dawcę? Tutaj sami odpowiedzieliście na pytanie, gdyż odpowiedź jest oczywista. Piszecie, że „wampir zmuszony jest zrzucać gęste i surowe energie na otaczający świat, na tego, kto jest obok, kto pierwszy się trafi”… W innych miejscach książki widoczna jest wyraźna przychylność wampira do jednego stałego dawcę. Przy czym w niektórych przypadkach wampir zrzuca energię, w innych ją odbiera. Czy to to samo, czy różne procesy? O tym już szczegółowo pisałem. Wampirowi jest źle, gdyż jest on przygnieciony, duszony, łamany i kręcony przez ciężkie energie niezadowolenia. Można je zrzucić ciężką pracą fizyczną lub zirytować kogoś, a potem naładować się: solidnie zjeść lub zadowolić się tym, że komuś też stanie się źle. Dawcy są dość mocno przywiązani do wampirów: rodzina i praca. Z rodziny nie uciekniesz, a rzucić pracę żal. W jednym miejscu klasyfikujecie wampiry na słoneczne i księżycowe. Dalej w tekście dzielicie wszystkich ludzi na słonecznych i księżycowych. Czy to ostatnie określenie ma znaczenie przeciwne, tzn. jeśli jestem księżycowy, to na pewno jestem księżycowym wampirem lub dawcą?
Wszyscy ludzie, niezależnie od znaku Zodiaku, pod którym się urodzili, dzielą się na słonecznych i księżycowych (ekstrawertów i introwertów). „Księżycowy mężczyzna będzie i księżycowym wampirem, i tylko tam, gdzie może pozostać bezkarny (w rodzinie lub w pracy), ujawni się jako słoneczny. Ludzie są niezwykle egoistyczni. Sami atakują „ofiarną”, prowokują awantury i kłótnie, wywołując ból duchowy i fizyczny”. Czy można na tej podstawie powiedzieć, że każdy, kto prowokuje awanturę lub kłótnię, jest wampirem? Dawca nigdy nie może prowokować awantury? Nie. Jeśli ktoś coś zrobił nie tak, wszystko popsuł, to czy nie można na niego nakrzyczeć? Można! Ale nie należy, aby ludzie mówili, że jesteście wampirem. Awantury lubią słoneczne natury, egoiści. Dawca nie awanturuje się, on oburza się na grubiaństwo, głupotę i chamstwo.
Czy wampiry różnią się siłą swojego wpływu na dawców? Co dzieje się przy interakcji dwóch wampirów? Czy zwycięża najsilniejszy? Niech Bóg broni być zawsze obok słonecznego wampira. Dwa wampiry zawsze łączą się przeciwko komuś. Rozbijają kolektywy na wrogie strony. W jednej rodzinie dwa wampiry zdarzają się bardzo rzadko, prawie wcale, gdyż niszczą się nawzajem w walce o strefę wpływu. Dwa wampiry w rodzinie starają się rozjechać, podzielić, a potem budować sobie podstępy. Czy ta sama osoba może w zależności od sytuacji występować zarówno w roli wampira, jak i dawcę? Powiedzmy, że w pracy, będąc szefem, wyciska wszystkie soki z powierzonego mu zespołu, a w domu podlega żonie.
Wszystko jest na odwrót. Dawca może stać się wampirem, natomiast wampir nigdy nie stanie się dawcą. Wampir-szef, nasycając się energią „powierzonego mu zespołu”, nie potrzebuje energii rodziny. Ale Wy nie wiecie, co u niego dzieje się w rodzinie w dni wolne. A kiedy się o tym dowiecie, nie będziecie już wątpić w jego ukrytą naturę. Czy pojęcie wymagającego (jakość bardzo cenna u każdego kierownika) wiąże się z pojęciem wampiryzmu, czyli czy wymagający szef odbiera energię swoim podwładnym? Wymagania muszą być konieczne. Ale jeśli jest to czysta wymagającośc i bezwarunkowe podporządkowanie, graniczące z samowolą, to jest to najbardziej żyzna gleba dla rozkwitu wampiryzmu. Dlatego on tak kwitnie wśród szefów, wojskowych, milicjantów, wśród tych, którzy boją się o swoje miejsce, fotel, stanowisko, stopień, rację żywnościową i koryto. Zauważono, że w wymagającośc najczęściej jest zewnętrzny wygląd, ale nie ma wewnętrznej treści.
Znam rodzinę, w której mąż jest wielkim szefem w zakładzie pracy i bardzo władczym człowiekiem w rodzinie, który gnębi jej członków zarówno fizycznie, jak i moralnie. Żona, pomimo jej przygnębienia (z punktu widzenia zewnętrznego), czuje się doskonale i nawet oddaje cześć jego autorytetowi. Co więcej, to ona tworzy mu ten autorytet, a nie tylko się z nim liczy. Przecież ma wspaniale umeblowane mieszkanie, wykończone według najlepszych europejskich wzorów, oboje mają samochody. Córka jest ustawiona na najwyższym poziomie. I wszystkie te osiągnięcia są dziełem jej męża-przedsiębiorcy. Żona nie czuje się przygnębiona ani chora. W swoich strojach kwitnie i pachnie. Uważa, że taki właśnie powinien być prawdziwy mężczyzna, głowa rodziny. A jej, według niej, Bóg nakazał podporządkowywać się i spełniać kaprysy burkliwego narzeczonego. Czy to jest wampiryzm? Czy to po prostu sumienne wypełnianie chrześcijańskiego obowiązku? Bardzo dobre pytanie!
Już wiemy, że wampiry są wiecznie czymś niezadowolone. W tym przypadku widzimy całkowite zadowolenie cielesnych namiętności. Szczególnie dotyczy to żony. Mąż-przedsiębiorca coś robi, stara się, żyje swoim napiętym zajęciem. Ale żony takich ludzi żyją zupełnie innym życiem. O chrześcijańskim obowiązku i moralności rzadko kto z nich pamięta. Nie mają przyjaciół i przyjaciółek, bo one budzą zewnętrzną zazdrość. Ale gdybyście wiedzieli, co się dzieje z ich wewnętrznym światem. Znałem wiele takich kobiet, które ostatecznie chorują na nieuleczalne choroby lub rodzą chore dzieci. Pozbawcie taką kobietę wszystkiego, co posiada, a otrzymacie potężnego wampira.
Jednym słowem, wszystkie moje pytania kręcą się wokół jednego: czy należy przyjmować Waszą książkę blisko serca i dociekać, kim jestem ja, kim jest moja żona, teściowa, zięć, kolega z pracy? Jeśli przyjmować blisko serca, to serce może zachorować, a rozum zaprzeczać istnieniu tego fenomenu. Książka została napisana tak, aby była odbierana ROZUMem, a to oznacza, że człowiek, mając oczy, uczy się nie patrzeć, a widzieć; mając uszy – nie słuchać, a słyszeć. Przy tym jego rozum powinien pozostać dobry, a serce – rozumne. Wszystko to nazywa się rozumieniem, które nie docieka, ale jednocześnie widzi, słyszy, czuje i wie.
Czy można czytać i omawiać Waszą książkę na głos we dwoje: wampirowi i dawcowi? Albo prościej: dwóm małżonkom, którzy przeżyli długie wspólne życie i nagromadzili wiele takich rzeczy, które teraz wymagają przemyślenia, aby oczyścić się i pomóc bliźniemu oraz sobie? Przecież może być mi dobrze tylko wtedy, kiedy dobrze jest mojemu bliźniemu. Jak tu być z chrześcijańską tezą „Poznaj samego siebie”? Przecież poznać samego siebie można tylko przez stosunek do siebie bliźniego. Omawiać można. Ale na czym każde z nich będzie budować swoje rozważania? Jedno z pozycji siły, drugie – broniąc się? Zauważono, że słoneczny wampir od razu przejmuje inicjatywę i zaczyna dusić dawcę w swojej ulubionej manierze. Uwagi, które stale sobie wzajemnie czynimy: „nie pluń do studni…”, „nie chodź po zboczu – buty podepniesz”… częściej przyjmujemy wroga niż jako dobrą radę.
Wszystko, co jest pełne dobra i miłości, nie potrzebuje przemyślenia, bo jest przykładem boskiego prawa bytu. Zrozumiawszy to, zrozumiecie, od kogo należy zacząć. Czy wampiryzm jest zjawiskiem postępującym z wiekiem? To pytanie wynika z tego, że w bajkach wszyscy czarodzieje, szamani, Koszeje i babie Jagi to ludzie w podeszłym wieku. Czyż nie dlatego u wielu dzieci występuje uprzedzenie do osób starszych? Nawiasem mówiąc, według moich obserwacji niektórzy rodzice starają się trzymać swoje dzieci z dala od osób starszych. Jeśli w świecie duchowym człowieka, który jest wampirem, nic się nie zmienia, to choroba postępuje, a w następnym życiu urodzi się on z wrodzoną nieuleczalną wadą. Jeśli osoby starsze stale trzymają w napięciu wnuki, szarpią ich, lepiej dzieci nie dopuszczać do nich. Ale wtedy ciągłe psychiczne wstrząsy i ataki wezmą na siebie rodzice.
Czy wampir może stać się nieformalnym liderem w kolektywie? Powiedzmy, wśród świata przestępczego? Każdy kierownik-wampir nie może być liderem, on jest dyktatorem. Kto nie podporządkuje się jego woli, ten, nie znajdując ratunku, ginie. Czy wampir swoimi negatywnymi działaniami może tworzyć sprawy, które w przyszłości zostaną mu zaliczone „na chwałę Ojczyzny”, czyli zaowocują społecznymi pozytywnymi rezultatami „nie zważając na szkodę zdrowiu ludzi, którzy go otaczają”? Na to pytanie odpowiem w książce, która nie należy do medycyny karmicznej. Czy wampiryzm nie jest przejawem nierozwiniętych zdolności hipnotyzerów? Dlaczego Cyganie mogą tak łatwo omamić człowieka, wyssać z niego nie tylko to, co materialne, ale i duchowe? Dlaczego ludzie, którzy korzystają z usług wróżek, tak często mają bóle głowy? Czy jest w tym jakiś związek z wampiryzmem? Wydaje mi się, że u Was pojawia się pragnienie dopasowania wszystkich niezrozumiałych zjawisk do narodzin wampiryzmu. Czy wampiryzm jest pojęciem międzyetnicznym, czy to jest dorobek naszego bezduchowego socjalistycznego sposobu życia? To choroba ludzkości, uważam, że wcześniej miała formę malarii, ale kiedy ludzie wymyślili szczepionki, pozbywając się malarii, choroba przyjęła nową formę i patologię. W medycynie karmicznej otrzymała nazwę „energetycznego wampiryzmu”. Zadaję ostatnie pytanie. Jeśli człowiek nawet w myślach nie powinien myśleć o wampirach nic złego, to czy pozostaje sprawiedliwą ta Wasza rada dotycząca wampirów, których już nie ma wśród żywych? Czy etycznie z punktu widzenia medycyny karmicznej mówić o zmarłym wampirze wszystko to, czego on zasłużył za życia?
Z głębokim szacunkiem,
Kandydat nauk technicznych, profesor P. Rudenko
Ukraina, m. Czernihów
Pamiętajcie ten koszmar, w którym żyliście obok wampira. Czy chce się Wam o tym przypominać? Nie! Więc zapomnijcie i przebaczcie. Nie szarpcie swojej duszy, nie przywołujcie na siebie tego, czego już nie ma. Waszym życiem wampir nauczył Was być innym, umieć się powstrzymywać, nie widzieć i nie słyszeć tego, co Wam nieprzyjemne. Tak, on był złym człowiekiem, ale powinniście być mu wdzięczni: „nie było szczęścia, a nieszczęście pomogło”. Jeśli zaś się nie zmieniliście, to obok Was będą stale pojawiać się nowi chorzy – energetyczni wampiry.
Wnioski
Pracując nad tematyką energetycznego wampiryzmu, zapoznałem się z pracami włoskiego profesora Antonio Meneghettiego. Ten największy współczesny psycholog, doktor filozofii, socjologii i teologii, twórca nowego kierunku w psychologii – „ontopsychologii”, co oznacza psychologię bytu w człowieku, rozpatruje kwestię energetycznego wampiryzmu jako negatywną psychologię. Oto niewielkie fragmenty z jego książki „Wstęp do ontopsychologii”, które pozostały poza uwagą.
Oto co on pisze:
„…Zatem negatywna psychologia rodzi się w osobowości, która, starając się pomagać innym, sama cierpi z powodu frustracji. Według fundamentalnego prawa biologicznego, najpierw należy zadbać o siebie, a dopiero potem o innych. Prawo natury mówi: «Po pierwsze, muszę żyć, po drugie, mogę dawać innym. Jeśli zaś odczuwam silną nieuświadomioną potrzebę w energii emocjonalnej, sam staram się jednocześnie pomagać innym, to w rzeczywistości znajduję się w roli wampira. Ten psychiczny wampiryzm dokonuje się pod postacią współczucia, miłości, troski, samozaparcia, czyli w każdej formie pseudomatczynej opieki…”
Można usłyszeć zdanie, które zewnętrznie wyraża największą miłość: „Oprócz mojego dziecka nic mi więcej nie potrzeba. W nim jest moje życie”. Tak właśnie ubiera się w szaty świętości energetyczny wampiryzm… Ten, kto jest silniejszy, pomaga temu, kto jest w potrzebie — i to jest wspaniałe, ponieważ ten, kto pomaga, duchowo wzrasta. Problem tkwi jednak w czymś innym: kiedy człowiek, który jeszcze nie osiągnął samorealizacji i niezbędnego poziomu duchowego zdrowia, próbuje pomagać drugiej osobie, to ją ogranicza, dusi i wyniszcza, zamiast dać jej siłę…
Aby powstrzymać pojawianie się psychicznego wampiryzmu, zazwyczaj wystarczy wybrać jeden z dwóch podejść. Pierwsze — obudzić świadomość ofiary wampirycznych relacji, uczynić ją niezależną… Trudność polega na tym, że ofiara zawsze jest otwarta. Bardzo często kocha i broni negatywnej osobowości, która czerpie z niej energię. A energię można odebrać jedynie pod warunkiem, że ofiara otworzy się od wewnątrz. Każdy z nas może, nie obawiając się niczego, przebywać w fizycznej bliskości negatywnej osoby, jeśli nie otworzymy się i nie zaufamy jej.
Drugie podejście — zmusić negatywną osobę do przyjęcia odpowiedzialności. Można jej spokojnie i otwarcie wyjaśnić, że nieświadomie odbiera energię drugiej osobie i że powinna mieć tego świadomość… Jeden ze studentów opowiedział mi taką historię: „Wcześniej uczyłem się dobrze i zdawałem wszystkie egzaminy. Ale potem zacząłem razem z kolegą, który był studentem słabym. Teraz on świetnie zdaje wszystkie egzaminy, a moje wyniki znacznie się pogorszyły”.
Pamiętam kobietę, którą wielu uważało za świętą, ponieważ jako pierwsza pojawiała się wszędzie tam, gdzie działo się jakieś nieszczęście lub zaczynała się epidemia. Zapytałem ją: „Czy kiedykolwiek była pani na weselu lub jakiejś innej uroczystości, gdzie ludzie się śmieją i bawią?”. Odpowiedziała: „Nigdy”. Zawsze miło jest przynosić innym radość. Ale ta kobieta żywi się cudzym cierpieniem, potrzebuje nieszczęść, aby czuć się wielką. Dla wielu to świętość, a dla mnie — psychiczny wampiryzm: kiedy wokół tej kobiety nie będzie nieszczęśliwych, umrze. Dlatego bądźcie ostrożni, kiedy ktoś jest pełen pragnienia czynienia dobra… Jeśli ktoś kocha, ponieważ potrzebuje miłości, uruchamia się mechanizm energetycznej kompensacji”.
Oto i dobiegło końca empiryczne badanie tej starej nowej choroby. Empiryczne — oznacza oparte na doświadczeniu ludzkich uczuć i obserwacji, uznawane przez starożytnych za jedyne źródło, i jedyne źródło wiedzy, w tym także naukowej, prowadzę rozważania w formie rozumowania, które ma na celu określenie zasad podejścia do tematu. Wszystkie strony i warstwy naszego życia, wszystkie poziomy relacji: społeczne, polityczne, ekonomiczne, bytowe itd. Próbowałem w tej książce wyprowadzić „formułę” wampiryzmu. Na ile mi się to udało — ocenić wam.
Jest wiele różnych medycyn. Wszystkie zajmują się leczeniem ciała, przywracaniem jego żywotności i zdolności do pracy. Ludzkość zapomniała o tym, że każda żywa istota posiada duszę. Człowiek zaś, oprócz duszy, obdarzony jest jeszcze i duchem. Karma medycyna odsłania świat ludzkiej duszy. Twierdzi, że biologiczne przyczyny powstawania chorób są wtórne. Jasnym przykładem tego jest przeczytana przez was książka. Przeszliśmy labiryntami ludzkiej duszy, zobaczyliśmy jej stan, opisaliśmy mechanizmy utraty zdrowia i jego odzyskiwania. A we wszystkim tym uczestniczyła ludzka dusza z zarządcą — duchem. To one — dusza i duch — cierpią i cierpią, są zadowolone lub złamane, pełne lub puste. Będąc substancjami energetycznymi, dusza i duch włączają w organizmie człowieka procesy biologiczne. Siła tkwi w duchu — jądrze, podczas gdy dusza to jego elektrony, które oddziałują z elektronami duszy innych ludzi. Pojawia się możliwość fizycznego odkrycia i zrozumienia tego mechanizmu. Uczeni pracują nad tymi problemami, ale już dziś astrologia posiada klucz do rozwikłania energetycznej tajemnicy duszy. Ten klucz nazwałem Formułą duszy. O tym przeczytacie w książce „Dusza i karma”. A póki co powiem, że mogę wyprowadzić „Formułę duszy” każdej osoby, odsłonić jej istotę, wskazać na newralgiczne punkty, nakreślić krąg zainteresowań i pasji, ostrzec przed możliwymi chorobami i mechanizmami ich zapobiegania.
Świat ludzkiej duszy przestał być tajemnicą, zagadką. Konieczne jest, aby tym metodom opanowali psycholodzy, pedagodzy, lekarze i uzdrowiciele — wszyscy ci, od których zależy nasze życie. „Formuła duszy” doskonale układa się w okresowy układ pierwiastków chemicznych D.I. Mendelejewa, a zatem blisko jest odkrycie biologicznych (cząsteczkowych) mechanizmów za pomocą astrologicznego klucza kodu duszy człowieka. Ponadto „Formuła duszy” przypomina łańcuch genetyczny, i obecnie pracuję z genetykami nad jej odkryciem. Jeśli ta problematyka was interesuje i jesteście gotowi do współpracy, napiszcie, a spotkamy się, aby porozmawiać o tym konkretnie.
Seria książek „Karma medycyna” odsłania przyczyny powstawania chorób i POTWIERDZA, że tylko dusza i duch człowieka są generatorami jego nieszczęść. Ale to właśnie one — DUSZA i DUCH — są w stanie uczynić ludzkie ciało czystym, promiennym i nietrwałym. Dopóki gnije ludzka dusza, dopóki duch sprzeczności tkwi w człowieku, może on spodziewać się dobrego zdrowia i szczęśliwego życia. Choroba to wyrok na ludzkie uczucia, myśli i czyny. Zdjąć to przekleństwo można jedynie poprzez duchową przemianę: kiedy w oczach świeci światło radości, w sercu płonie ogień miłości, a w głowie jaśnieje blask rozumu. Czasem całego życia nie wystarcza na zdobycie tych cech, i wówczas ponownie i ponownie trzeba powracać do życia ziemskiego.
Wracając do energetycznych wampirów, pamiętajmy, że nie bez powodu pojawiają się na naszej życiowej drodze. Dano nam je dla duchowego odnowienia. Powinniśmy być im wdzięczni za to, że uczą nas cierpliwości, wybaczania i spokoju. Powinniśmy ich żałować i szkoda nam, że przeżywszy życie, często większą jego część, ci ludzie nie nauczyli się kochać i cieszyć się. Niech waszym sercom będzie ich żal, a wówczas będziecie mogli wybaczyć. A jeszcze idźcie do świątyni i zapalcie za nich świecę ZA ZDROWIE, poproście, aby Bóg dał im zdrowie, które odbierają wam, niech wszystko u nich będzie dobrze i jeszcze lepiej. I wówczas wasza dusza zdobędzie skrzydła. Podarujcie duszy swoje skrzydła!




