Badacze zajmujący się badaniem związku między ludzką śmiertelnością a aktywnością Słońca byli niezwykle uradowani w 1934 r., kiedy w „Virchow’s Archiv” (tom 293, nr 2, s. 272, 1934 r.) ukazała się znakomita praca braci T. i B. Düll pod tytułem „O wybuchach na Słońcu i istnieniu 27-dniowego okresu w przypadkach śmierci”. Wspaniały artykuł braci Düll w pełni potwierdził główne założenia i idee, które od dawna przedstawialiśmy w naszych pracach. Ponieważ praca braci Düll opiera się na dogłębnym badaniu tej kwestii, na fundamentalnych i precyzyjnych danych statystycznych oraz zawiera wiele interesujących spostrzeżeń, uważam za bardzo stosowne szczegółowo się na niej zatrzymać.
Bracia Düll otrzymali do swojej dyspozycji do pierwszej pracy materiały statystyczne dotyczące śmiertelności w podziale na dni z podaniem przyczyn śmierci (indywidualna ocena), a także materiały dotyczące samobójstw i śmierci w wyniku wypadków z dwóch miejscowości: z Kopenhagi — 20 tys. przypadków z lat 1928–1932, z Zurychu — 4 tys. za ten sam okres, czyli łącznie przez 5 lat 24 tys. indywidualnie ocenionych przypadków z przyporządkowaniem każdego osobnego przypadku do określonego dnia, wieku, płci, choroby oraz przyczyny śmierci. Przyczyny śmierci i chorób zostały podzielone na 14 kategorii. Autorzy wspomnianego badania sporządzili bardzo szczegółowe zestawienia tabelaryczne każdego dnia przez 5 lat, przy czym tabele te zawierały wszystkie niezbędne informacje dotyczące przyczyn śmierci. Gdy ta mozolna praca została ukończona, niemieccy uczeni postanowili porównać przebieg śmiertelności z różnych przyczyn z aktywnością Słońca, z wybuchami na Słońcu.
Z całego przedstawionego w tej książce powyżej wiadomo, że uwzględnienie aktywności słonecznej może być dwojakie: 1) bezpośrednio czysto astronomicznego lub astrofizycznego charakteru, tj. uwzględnienie plam słonecznych, ich liczby, powierzchni, polaryzacji itd., uwzględnienie protuberancji, pochodni, flokuł, pochodni chromosferycznych itd.; 2) uwzględnienie zjawisk geofizycznych, które wywołują na Ziemi: zorze polarne, wahania magnetyczne, burze magnetyczne, elektryczność atmosferyczną i wiele innych zjawisk. Wszystkie one w mniejszym lub większym stopniu odzwierciedlają perturbacje słoneczne. Zatem uczony ma prawo wybrać sobie sposób porównania zjawisk fizjologicznych. Może on porównywać je bądź z zjawiskami astrofizycznymi, bądź z geofizycznymi. Tak więc dni z burzami magnetycznymi okazują się oddzielone od siebie odstępami 27-dniowymi, które pokrywają się z okresami obrotu górnych warstw Słońca, tj. z obrotem tych miejsc na Słońcu, które produkują te lub inne promieniowania — korpuskularne lub magnetyczne.
Do swoich prac statystycznych autorzy wybrali dobrze znany metod, który często stosuje się do prac tego rodzaju. Do badania takich kwestii metoda nałożenia okresów była przez nas już stosowana w 1915 r. Polega ona na tym, że cały dostępny materiał cyfrowy, tj. tak zwane szeregi empiryczne za cały okres, dzieli się na grupy po 27 dni każda. Następnie grupy te zapisuje się jedna pod drugą, od góry do dołu, i wreszcie dodaje się je: dane pierwszego dnia wszystkich grup dodaje się do siebie, a wynik dzieli przez liczbę grup. Tak samo postępuje się z danymi drugiego dnia itd. Porównując ze sobą otrzymane wyniki, otrzymamy średnią arytmetyczną wszystkich grup, w której wszystkie główne prawidłowości powinny ujawnić się niezwykle wyraźnie, a odchylenia i przypadkowe zjawiska powinny zostać wygładzone. Takie są prawa tej metody.
Materiał dotyczący śmiertelności w Kopenhadze od stycznia 1928 r. do 31 grudnia 1932 r., tj. przez pięć lat, dał 68 grup po 27 dni każda. Na te same okresy synchroniczne zostały podzielone wszystkie dane dotyczące burz magnetycznych, a także cyfrowe dane względnych liczb Wolfa-Wolfersa. Wyniki wszystkich tych obliczeń przedstawiono w formie krzywych, które zostały zamieszczone na rys. 107.
Z rozpatrzenia tych ważnych krzywych wynikają następujące prawidłowości:
1) Wahania śmiertelności z różnych przyczyn w Kopenhadze w ciągu 27-dniowego okresu dążą do pokrywania się z 27-dniowym okresem w przebiegu plam słonecznych, wahań magnetycznych i zórz polarnych.
2) Najściślejszy związek między wspomnianymi zjawiskami słonecznymi i geofizycznymi w Kopenhadze wykazują zgony z powodu chorób układu nerwowego i narządów wyższej czynności nerwowej. Tego należało spodziewać się a priori. Tutaj widzimy całkowite pokrywanie się krzywych, które przedstawiają przebieg perturbacji magnetycznych i śmiertelności z powodu chorób układu nerwowego. Na rys. 107 widać czarne punkty: pokazują one opóźnienie maksimów w przebiegu śmiertelności. Największe opóźnienie maksimum w przebiegu czynników słonecznych lub magnetycznych widać z krzywej śmiertelności z powodu chorób dróg oddechowych. Wynosi ono osiem dni.
Rozpatrując krzywe, należy pamiętać, że każda z nich jest średnim przebiegiem 68 krzywych. To z bezsporną oczywistością świadczy o istnieniu potężnego wpływu perturbacji słonecznych na te fizjologiczne układy w organizmie człowieka, które kierują podstawowymi funkcjami życiowymi.
Zwraca uwagę również okoliczność, że obserwuje się podobieństwo krzywych nawet w szczegółach. Nie sposób się nie zgodzić, że zjawisko to jest więcej niż zdumiewające.
Dokładnie opracowawszy materiał statystyczny dotyczący Kopenhagi, bracia Düll postawili sobie za cel zbadanie śmiertelności w tym samym względzie i w innym mieście. Rzeczywiście, ogromną wartość uzyskałyby wyniki takiej pracy w przypadku, gdyby dwie krzywe, które przedstawiają przebieg liczby zgonów z tej samej grupy chorób w dwóch miastach bardzo oddalonych od siebie, wykazałyby wyraźne podobieństwo w swoim rytmie.
Takie prace zostały wykonane przez wspomnianych niemieckich badaczy na materiale statystycznym dotyczącym śmiertelności z niektórych chorób Zurychu za ten sam okres — 1928–1932. Sami autorzy piszą, że otrzymane przez nich wyniki przerosły najśmielsze oczekiwania.
Dolna krzywa — dynamika liczby zmarłych w Zurychu z powodu samobójstw w 27-dniowym okresie obrotu Słońca. 482 przypadki samobójstw (za T. i B. Düll)
Geomagnetyczne zjawiska w Kopenhadze i Zurychu ujawniają się jednocześnie, fale elektromagnetyczne Rys. 9. Powyżej — dynamika liczby zgonów w Zurychu z powodu chorób układu krążenia w okresie 27-dniowego obiegu Słońca. Średnia z 68 obrotów Słońca w okresie od 1 stycznia 1928 do 31 grudnia 1932 roku. 3381 zgonów. Poniżej — dynamika liczby zgonów w Kopenhadze z powodu chorób układu krążenia i zaniku starczej. W tym samym okresie 27-dniowym. 8099 zgonów (według T. i B. Düll). Fale emitowane przez ogniska wzbudzenia na Słońcu powinny docierać do obu miast również jednocześnie. Inaczej jest z korpuskułami słonecznymi: wnikając w ziemską atmosferę, nie równomiernie ją obejmują, lecz selektywnie, zgodnie z określonymi zjawiskami meteorologicznymi i warunkami geofizycznymi. Dobrze wiadomo, że tory strumieni korpuskuł ze Słońca mają bardzo złożoną trajektorię, a same korpuskuły nie są równomiernie rozłożone w atmosferze, lecz w pewnym związku z szerokością geograficzną miejsca i innymi warunkami. Uzyskując tak znaczący rezultat w wyniku swoich badań, bracia Düll nie poprzestali na osiągniętym, lecz postanowili jeszcze raz sprawdzić swoje obliczenia, stosując do obróbki danych nieco zmienioną metodę. Jak wiadomo, średniej siły perturbacje magnetyczne powtarzają się co 27 dni, natomiast bardzo duże często występują pojedynczo lub pojawiają się w odstępach bliskich 30 dniom. Naturalnie, wydawało się bardzo interesujące szczegółowo zbadać kwestię, czy pokrywają się w czasie te wielkie burze magnetyczne z przebiegiem umieralności. W tym celu autorzy postąpili następująco: przez pięć lat, od 1928 do 1932 roku, wybrano wszystkie te dni, w których, według danych obserwatoriów geomagnetycznych, miały miejsce silne burze magnetyczne. Okazało się, że w tym pięcioletnim okresie wystąpiło 67 silnych burz magnetycznych, czyli 67 dni z silnymi perturbacjami magnetycznymi. Dzień burzy magnetycznej oznaczono literą „n”. Wzdłuż osi „n” (kreska, rys. 110 i 111) poprzez nałożenie okresu na okres uzyskano średnie wielkości z 67 i dla kilku dni sąsiednich: dla 10 dni przed „n” i dla 10 dni po „n”. W ten sposób autorzy uzyskali średnie krzywe przebiegu burz magnetycznych, które zostały zestawione z przebiegiem umieralności z różnych przyczyn w Kopenhadze i Zurychu. Podczas obróbki materiału zauważono, że spośród 67 dni na rok 1930 przypada 22 dni z silnymi perturbacjami (zamiast 13 dni średnio). Rzeczywiście, w 1930 roku wystąpiło najwięcej burz magnetycznych i były one najsilniejsze. Należy zapamiętać, że 1930 był rokiem silnej erupcyjnej działalności Słońca. Ostatnia przedstawiona przez braci Düll w kilku rysunkach. Z rozpatrzenia krzywych widać związek zarówno między burzami magnetycznymi a umieralnością w Kopenhadze i Zurychu, jak i związek umieralności w obu miastach. Przebieg umieralności w Kopenhadze i Zurychu w głównych punktach krzywych dąży do pokrywania się. Tak więc związek tych zjawisk jest absolutnie niepodważalny. W tym przypadku, pomimo innej metody obliczeniowej, rezultat okazał się ten sam. Wszystko to z niepodważalną oczywistością świadczy o tym, że specyficzne promieniowanie Słońca wywiera niezwykle silny wpływ na niektóre fizjologiczne aparaty naszego organizmu.
Niedługo po tym, jak niemieccy autorzy zakończyli pracę z danymi dotyczącymi umieralności w Kopenhadze i Zurychu, przystąpili do obróbki materiałów Rys. 110. Powyżej — dynamika zaburzeń magnetycznych w okresie 20 dni: za 10 dni przed i przez 10 dni po najsilniejszych perturbacjach na Słońcu w okresie od 1 stycznia 1928 do 31 grudnia 1930 roku. Średnia z 22 okresów po 20 dni. W środku — dynamika liczby zgonów w Kopenhadze z powodu chorób układu nerwowego i narządów zmysłów. Za te same okresy. 771 zgonów. Poniżej — samobójstwa w Kopenhadze. 180 przypadków w tym samym czasie (według T. i B. Düll). Rys. 111. Powyżej — przebieg zaburzeń magnetycznych w 20-dniowych okresach, najsilniejsze wstrząsy na Słońcu. Łącznie 67 20-dniowych okresów w okresie od 1 stycznia 1928 do 31 grudnia 1932 roku. W środku — samobójstwa w Kopenhadze w tych samych okresach. Między dzienną liczbą zgonów a burzami magnetycznymi. W tę pracę włączono również bardzo obszerny materiał statystyczny — 30 tysięcy zgonów. Zjawisk słonecznych i geofizycznych. Następnie autorzy zestawiali liczbę zgonów tych trzech grup w Kopenhadze, Zurychu i we Frankfurcie–nad–Menem za każdy osobny dzień badanego odcinka czasu od 1 stycznia 1928 do 31 grudnia 1932 roku, aby w miarę możliwości wyeliminować lokalne wpływy, które z pewnością istnieją poza poszukiwanymi. Za 1927 dni autorzy uzyskali 24 739 zgonów, co stanowi ponad ⅓ całego materiału według danych dotyczących umieralności (70 tysięcy przypadków). Jednym z najbardziej zdumiewających rezultatów tych ostatnich badań jest to, że odstęp czasu, który upływa między maksymalnym zaburzeniem magnetycznym a wzrostem liczby zgonów w 1930 roku, był średnio krótszy niż w pozostałych czterech latach: 1928, 1929, 1931 i 1932. W te lata wynosił on 3, 3 i 3 lata — 4 dni, natomiast w 1930 roku w tych dniach, kiedy pojawiły się najsilniejsze wstrząsy magnetyczne, dokładnie i jednocześnie osiągały swoją największą wysokość cyfry zgonów.
Zatrzymajmy się na graficznych rezultatach tej pracy Düllów. Ukazuje ona względnie silne podniesienie aktywności magnetycznej tuż przed dniami i w samych dniach z wyjątkowo wysokimi cyframi zgonów. Jakie były wielkie dni i po dniach z silnymi zaburzeniami magnetycznymi cyfry zgonów, charakteryzuje rys. 112. Na rys. 113 autorzy pokazują wzrost cyfr zgonów po „sumarycznym” dniu burzy magnetycznej przez wszystkie pięć lat, mianowicie: w górnej krzywej — dane tylko szczególnie wyróżniające się ziemskim magnetyzmem w okresie równonocnych miesięcy, a w dolnej — dla wszystkich innych miesięcy. Rys. 114 i 115 zostały obliczone na podstawie 27-dniowego okresu. Przy tej metodzie cały szereg obserwacji za jeden lub odpowiednio za pięć lat został podzielony na grupy po 27 dni każda; zostały one rozdzielone według rzędów i zestawione. Na rysunkach przedstawione są, zatem, sumaryczne krzywe. Rys. 114 i 115, pomimo zupełnie innej metody, pokazują w gruncie rzeczy to samo, co poprzednie krzywe. Z nich również jasno wynika nieznaczne przesunięcie faz między krzywymi ziemskiego magnetyzmu a umieralności w 1930 roku i równe mniej więcej 3-4 dniach przesunięcia faz w pozostałe lata. Ostatni rys. 115 został wykonany w taki sposób, że dolną krzywą (umieralność) przesunięto o cztery dni w lewo. Ponadto z rysunku widać, że od sumowania 68 szeregów po 27 dni każdy (odpowiadających, zatem, okresowi obserwacji pięciu lat) otrzymuje się już znaczne wygładzenie amplitudy zarówno w krzywej wahań ziemskiego magnetyzmu, jak i w krzywej umieralności.
Rys. 113. Powyżej średni przebieg liczby zgonów z powodu samobójstw, chorób umysłowych, układu nerwowego, narządów zmysłów i układu krążenia w Kopenhadze, Frankfurcie–nad–Menem i Zurychu w okresie 30 okresów z wyjątkowo silnymi zaburzeniami magnetycznymi. Od lutego do maja i od sierpnia do października 1928 roku i do 1932 roku. 12 393 zgonów. Poniżej średni przebieg liczby zgonów z powodu samobójstw, chorób umysłowych, układu nerwowego, narządów zmysłów i układu krążenia w Kopenhadze, Frankfurcie–nad–Menem i Zurychu w okresie 60 okresów z wyjątkowo silnymi zaburzeniami magnetycznymi. Od 1 stycznia 1928 do 31 grudnia 1932 roku. 24 739 zgonów (według T. i B. Düll).
Rys. 114. Powyżej światowy rezultat przebiegu zaburzeń magnetycznych według 27-dniowego okresu obiegu Słońca. Średnia z 14 obrotów Słońca w okresie od 30 grudnia 1929 do 1 stycznia 1931 roku. Poniżej — odpowiedni przebieg liczby zgonów z powodu chorób narządów zmysłów i układu krążenia w Kopenhadze, Frankfurcie–nad–Menem i Zurychu. 4404 zgonów (według T. i B.
Düll.) Najważniejsze wyniki, które badania statystyczne Düllów faktycznie ujawniły, mówią zatem na korzyść już wysuniętej na samym początku tezy o wpływie na procesy biologiczne promieniowań wychodzących od Słońca. W 1937 r. ukazała się nowa praca braci Düll. W tej pracy wszystkie wyżej wymienione wnioski znalazły nowe potwierdzenie na nowych materiałach cyfrowych i statystycznych, jak np. na materiałach Berlina, Hamburga i Budapesztu. W ten sposób, synchronizm śmiertelności w największych miastach Europy pojawił się ponownie.
Rys. 115. U góry: światowy wynik dynamiki zakłóceń magnetycznych według 27-dniowego okresu obiegu Słońca. Średnie z 6 obrotów Słońca w okresie od 1 stycznia 1926 r. do 31 grudnia 1932 r. Na dole: odpowiedni przebieg liczby zmarłych od suicidi, mart. mentis syaematis nerrosi, mart. organ, senmrium et mart. organ, circulationis w Kopenhadze, Frankfurcie nad Menem oraz Zurychu. 24 739 przypadków zgonów (według T. i B. Düll) 21-105 321 potwierdzono i dowiedziono, tak samo jak i zależność dynamiki śmiertelności od promieniowań słonecznych.
Z szczególnym zadowoleniem odnotowuję tu uwagę, jaką bracia Düll poświęcili naszym pracom w tej dziedzinie, zarówno w tym artykule, jak i w specjalnym zbiorze „Medyczna meteorologiczna statystyka” (1937 r.) oraz w referacie na Konferencji we Frankfurcie nad Menem nt. współpracy medyczno-przyrodniczej (30 i 31 marca 1936 r.). Zakończając przegląd wspaniałych prac Düllów, uważam za stosowne wyrazić podziw dla rzetelności i sumienności ich błyskotliwych badań.
Rozdział X
UTRACONA RÓWNOWAGA ORAZ RATUNKOWA TARCZA
Ogromny materiał dotyczący śmiertelności, zebrany przez nas, dr. Fora i jego współpracowników, a także przez braci Düll, ustala całkowicie niepodważalny i precyzyjny fakt naukowy: liczba przypadków śmierci rozkłada się w czasie zgodnie z promieniowaniem Słońca, które pozostaje w związku przyczynowym z wybuchami i plamami na jego powierzchni. Charakter tych promieniowań, ich jakość oraz inne właściwości są nam znane jeszcze bardzo niepełnie. Nie byłoby jednak wcale słuszne przypuszczać, że choroby lub przypadki śmiertelne są wywoływane przez zjawiska kosmiczne lub atmosferyczno-telluryczne. Tego, rzecz jasna, nie wolno dopuszczać. Chodzi tu o impuls ze strony wymienionych czynników zewnętrznych, który, padając na przygotowany organizm, prowadzi go do zagłady. Jeśli przyjąć ten punkt widzenia, stanie się zrozumiałe, że okresy wzmożonej śmiertelności są określane przez czynniki kosmiczne, natomiast liczba zgonów zależy od gotowości organizmu do odbioru wpływu zewnętrznego, w tym przypadku szkodliwych promieniowań kosmicznych. Dlatego też konieczne jest ściśle rozgraniczać: 1) wpływ zewnętrzny na organizm oraz 2) gotowość organizmu do jego odbioru. Są to dwie rzeczy o zupełnie odmiennym znaczeniu.
Protest nie jest pozbawiony prawdopodobieństwa i to przypuszczenie, że jeśli kosmiczne promieniowanie o takim charakterze powtarza się często lub trwa zbyt długo, to może tak bardzo zachwiać organizm, iż stanie się czynnikiem gotowości, czyli przeobrazi się z czynnika wywołującego w czynnik prowokujący. Innymi słowy, wpływ nawet najsłabszych impulsów elektrycznych, trwający przez wiele dni, byłby zapewne wystarczający, by ostatecznie spowodować zaburzenia w elektrycznej gospodarce chorego organizmu. Z drugiej strony, możliwe, że nagłe i gwałtowne wybuchy słoneczne, następujące po długim okresie spokoju, tuż po minimum, mogą wywołać duży efekt biologiczny – gwałtownie zwiększyć liczbę zgonów, gdyż w czasie spokoju nagromadziła się duża liczba potencjalnych kandydatów na śmierć. Jednocześnie, bez wątpienia, częste impulsy promieniowania kosmicznego znacznie zmniejszają liczbę kandydatów na śmierć lub pogorszenie stanu zdrowia. W takim przypadku nawet gwałtowne nasilenie czynnika kosmicznego nie będzie towarzyszyło szczególnie wysokim wzrostem liczby zachorowań czy zgonów. Stąd wynika, że przy starannym badaniu tej kwestii wszystkie te momenty muszą zostać wzięte pod uwagę. Niewątpliwie również przy badaniu biologicznych lub fizjologicznych efektów działania czynników słonecznych lub kosmicznych konieczne jest uwzględnienie dla każdego indywidualnego przypadku także działania czynników meteorologicznych, wpływu „pogody”: ciśnienia,
temperatury, wilgotności, wiatru i wielu innych. Wszystkie te czynniki, jak pokazuje statystyka (wielka liczba badań), wywierają specyficzny wpływ na organizm i nie mogą być pominięte w badaniu tego problemu, jednakże czynniki meteorologiczne, które nie zależą od Słońca, według naszych prac statystycznych, odgrywają rolę drugorzędną. Teraz stajemy przed dwoma pytaniami: 1) jaki jest mechanizm tych szkodliwych wpływów? i 2) jak ich zapobiec, jak uchronić przed nimi człowieka? W kwestii natury mechanizmu tego zjawiska zdania autorów są podzielone. Jedni uważają (z bardzo istotnymi podstawami), że przyczyną są elektromagnetyczne promieniowania o krótkiej długości fali. Takie krótkie fale mogą emitować zjawiska słoneczne podczas wybuchów, protuberancji, burz wirowych na Słońcu. Fale te docierają do Ziemi w ciągu 8 minut i 17 sekund, przenikają przez jej atmosferę i oddziałują na organizm, na jego aparaty receptorowe. Inni sądzą, że przyczyna tkwi w elektrycznych i magnetycznych wpływach ziemskiej atmosfery i skorupy ziemskiej, które zależą od elektromagnetycznych i korpuskularnych radiacji Słońca. Hipoteza ta jest prawdopodobna, ale znacznie bardziej złożona. Wreszcie, możliwe, że oba te wpływy rzeczywiście mają miejsce. Przynajmniej niepodważalnym jest fakt, że zjawiska słoneczne w ciągu od jednej do trzech-czterech dób od ich pojawienia się na Słońcu szkodliwie wpływają na stare, słabe, chore, z wyraźnie zaznaczonymi zmianami miażdżycowymi, degeneracją serca organizmy, a także w momentach kryzysów przy chorobach zakaźnych itd. Oddziałują one na głębokie funkcje życiowe: na układ nerwowy, na ośrodki oddychania i krążenia, wywołując w nich zjawiska skurczu, nadpobudliwości, parabiozy przy osłabionej funkcjonalnej działalności nerwowych przyrządów. Po skurczowym nadpobudzeniu lub stanie parabiozy następuje śmierć. Tutaj przed eksperymentatorem otwierają się wielkie możliwości. Elektromagnetyczne fale takiej długości obecnie metodą prof. A. A. Głagolewej-Arkadjewej stało się możliwe otrzymywać w laboratoriach i oddziaływać nimi na chore, konające zwierzęta. Dla zdrowego człowieka te wpływy są niczym, lub prawie niczym. Ale wyobraźcie sobie człowieka starego, sędziwego, z miażdżycą lub wyniszczonego chorobą, ciężką chorobą przewlekłą lub, przeciwnie, z ostrą infekcją, wyobraźcie sobie człowieka w momencie kryzysu choroby zakaźnej z temperaturą 40,5°C, z tachykardią, z ledwie wyczuwalnym pulsem, z osłabionym krążeniem, i będzie jasne, że najmniejszy impuls z zewnątrz może go zniszczyć. Tak też się dzieje. Giną nie silne, młode czy zdrowe organizmy, a chore. Prawie natychmiast od szkodliwych słonecznych promieniowań giną chorzy na choroby układu nerwowego i mózgu, przez dwa–cztery dni po wybuchach na Słońcu giną chorzy z chorobami krążenia, starzy, a także gwałtownie wzrasta liczba samobójstw (zjawiska afektywne związane z zaburzeniem układu nerwowego). Ale powiedziane wystarczy: szkodliwy wpływ specyficznych słonecznych promieniowań został obecnie udowodniony. Skromne rozmiary tej książki oraz konieczność maksymalnego skrócenia materiału nie pozwalają szeroko rozwinąć dyskusji dotyczącej fizjologicznych mechanizmów śmiertelnego działania perturbacji w kosmo-tellurycznym środowisku. Ogromne, zgromadzone przez naukę materiały świadczą, że żywy organizm bardzo wrażliwie reaguje na elektromagnetyczne wpływy. Wiemy, że nawet minimalnych ilości energii elektrycznej bywa wystarczająco, aby wprawić w ruch tę czy inną część naszego organizmu, i że w organizmie prawdopodobnie istnieją receptory zdolne do pobudzenia od drobnych cząstek emitowanych przy radioaktywnym rozpadzie atomu potasu-40, od którego zależy tego rodzaju pobudzenie zabezpieczonych komórek nerwowych itd. Zebrane przez naukę fakty zmuszają nas do myślenia, że żywy organizm, a szczególnie organizm w stanie choroby, ma niezwykle wrażliwie wibrować w unisonie z różnymi czynnikami zewnętrznej natury, które mogą wywierać na niego ogromny wpływ. Układ nerwowy i sercowo-naczyniowy są prawdopodobnie najbardziej wrażliwymi odbiornikami zewnętrznych wpływów, na które mogą dać natychmiastową reakcję.
Kończę następującą myślą. Widzimy kawałek stali, zimnej, nieruchomej i, jak sądzicie, całkowicie nieczułej na wszystko, co ją otacza. Mistrzowski rzemieślnik wziął część tej obojętnej substancji, nadał jej określoną formę, poddał wpływowi sąsiedniego magnesu, i oto w jej masie zachodzi w jakiś niepojęty sposób niewidzialna zmiana, która czyni ją zdolną – do czego? – „wskazywać północ i południe”. Tak, ale na coś znacznie więcej niż to: jej drgania będą teraz wskazywać dla rozumiejącego oka powstawanie i przebieg burz na Słońcu. Tak więc, obojętny kawałek stali został przemieniony w najczulszy aparat, który reaguje na ruch materii znajdującej się w odległości 150 milionów km. Cząsteczka żelaza, z której zrobiona jest igła magnetyczna, składa się z atomów, które z kolei dzielimy itd. W materii organicznej zaś każda cząsteczka zawiera w sobie więcej atomów niż widoczne niebo gwiazd, a zatem zjawiska zachodzące w takiej substancji muszą być znacznie bardziej subtelne, musi być ona tak samo czuła i wrażliwa, jak złożona i subtelna jest stal. Teraz stajemy przed innym pytaniem: jak ochronić człowieka od śmiertelnego wpływu środowiska, jeśli jest ono związane z elektrycznością atmosferyczną i elektromagnetyczną radiacją? Jak uchronić chorego człowieka, który przeżywa kryzys choroby? Przecież jasne jest, że jeśli kryzys minie pomyślnie – a kryzys trwa czasem tylko dobę-dwie – człowiek będzie żył jeszcze dziesiątki lat. O bezpośrednim zadaniu ochrony właśnie takich chorych chcę powiedzieć. Nauka może mówić dość stanowczo. Tak, fizyka zna sposoby ochrony człowieka od takiego rodzaju szkodliwych wpływów Słońca lub podobnych do nich, skądkolwiek by one nie pochodziły. Zbawiennym jest metal: żelazo, stal, ołów. Im krótsza długość fali, tym grubsza powinna być warstwa metalu, która chroni człowieka od zewnętrznych radiacji i ratuje jego życie. Jaką zaś długość fali mają te „szkodliwe” elektromagnetyczne promieniowania perturbacji i wybuchów słonecznych? Na to pytanie można dać jedynie mniej lub bardziej prawdopodobne wnioski. Nie ma potrzeby myśleć, że te promieniowania mają ultrafioletową długość fali na kształt „penetrantnego” promieniowania. Są podstawy, aby sądzić, że interesujące nas promieniowania znajdują się w granicach ultraradiowoli, to jest centymetr, milimetr, hektopikron. Do ultraradiowoli z jednej strony przylegają decymetrowe fale radiowe, z drugiej zaś – dekamikronowe promienie podczerwone. Czy przenikają milimetrowe ultraradiowole przez warstwę zjonizowanego powietrza? To jest póki co pytanie, ale z drugiej strony wiadomo, że nawet elektrony i jony, które lecą od Słońca z prędkością 1600 km na sekundę, mogą wzbudzać elektromagnetyczne fale krótkiej długości. Zauważmy, że neurohistolog i fizjolog prof. A. W. Leontowicz stwierdził, że układ nerwowy posiada „odbiorniki” milimetrowych ultraradiowoli. Jeśli tak jest, to nietrudno obliczyć grubość tej metalowej osłony, która ochroni chore lub stare organizmy od tych fal. Wszystkie otrzymane przy obliczeniach wielkości grubości metali, koniecznych do zapobieżenia tym falom, nie przekraczają ułamków milimetra. Zatem techniczne wyposażenie sal szpitalnych przewidywanej przez nas systemy nie stanowi absolutnie żadnych trudności, choć należy uważać nawet za lepsze robienie metalowego obicia sal grubszym, aby jednocześnie chronić chorych od promieniowań jeszcze krótszych. Taka sala powinna być ze wszystkich sześciu stron „pokryta warstwą metalu odpowiedniej grubości i odpowiedniej nieprzepuszczalności bez jednego otworu. Wejście i wyjście z niej powinny zapewniać nieprzenikanie szkodliwej radiacji do środka, co łatwo osiągnąć za pomocą dobrze opancerzonych drzwi z podwójnymi skrzydłami. Światło – sztuczne, niezmienne – zwykła wentylacja zastępowana jest dostarczaniem powietrza klimatyzowanego z maksymalną strefą komfortu. Szpital, który posiadałby takie sale, powinien być powiązany z obserwatorium astronomicznym.
o gwiazdach posłużyć może także ludzkie życie. Gdy tylko astronom, obserwujący powierzchnię Słońca, dostrzeże pierwsze oznaki wybuchu, gdy geofizyk lub statystyk-obliczeniowiec, znający tajemnicę okresowości tych burz i wybuchów słonecznych, wyda sygnał, chorych z wymienionymi wyżej schorzeniami będą umieszczano w sali, której ściany chronią ich przed promieniowaniem. W takiej sali chorzy będą leżeć jeden, dwa, trzy dni, a jeśli potrzeba, to i dłużej, dopóki nie minie kryzys, nie poprawi się praca serca i funkcja oddychania oraz nie ustąpią śmiertelne promieniowania. W niektórych przypadkach będą tu mogli przeżyć nawet beznadziejnie chorzy. Odsetek wyzdrowień wśród osób starszych, cierpiących na miażdżycę, chorujących na grypę, zapalenie płuc, zapalenie mięśnia sercowego itd., powinien wówczas gwałtownie wzrosnąć.




