TECHNIKA – BARIERA DLA INTUICJI Postęp techniczny, który niby ma poprawiać życie człowieka, w rzeczywistości w większości hamuje rozwój wrażliwego postrzegania świata. Telewizja pokazuje człowiekowi to, co może on zobaczyć jasnowidzeniem, zastępuje jasnosłuch, a telefon – jedno i drugie. Ale właśnie telefon może pomóc ci szybko rozwinąć swoją intuicję. Jeśli przed podniesieniem słuchawki telefonu, który zadzwonił, spróbujesz nastroić się na to, kto to mógłby być, przypomnij sobie w tych kilku sekundach, o kim myślałeś, postaraj się poczuć, kto jest po drugiej stronie linii i pragnie cię usłyszeć. I od razu, podnosząc słuchawkę, możesz sprawdzić siebie. Nawet twój organizm może podpowiedzieć. Nagle pojawią się jakieś symptomy odczuć. Podnieś słuchawkę telefonu, a zrozumiesz, na kogo reaguje twój organizm. Cały czas sprawdzaj i śledź swoje odczucia, służą ci one dobrze. Uchronią cię od niepożądanych spotkań i rozmów, pomogą zachować spokój ducha i zdrowie. Ale postęp telefoniczny już stworzył identyfikatory numerów, blokujące urządzenia dla niepożądanych abonentów itd. Postęp zmierza do tego, abyś nawet nie pomyślał o jakimkolwiek wewnętrznym uczuciu. Technika zrobi wszystko za ciebie. Komputer również nie jest darem wrażliwego świata człowieka, ponieważ sam mózg i serce człowieka są najlepszymi komputerami. Można stopniowo zrezygnować z noszenia zegarka, sprawdzaj siebie, zanim na niego spojrzysz. Postęp techniczny ujął człowieka swoją prostotą i dostępnością. Po co się wysilać? Wszystko ci pokażą i powiedzą, rozłożą na czynniki pierwsze i włożą do ust, z ciebie zrobią wygodne i posłuszne narzędzie. Postęp techniczny zastępuje wewnętrzną pracę duszy szybkim efektem zewnętrznym, a to rodzi duchową pustkę. Dlatego leżymy całymi dniami przed telewizorem, zatykamy uszy odtwarzaczami, godzinami prowadzimy puste rozmowy telefoniczne, dniami bez przerwy możemy obgryzać nasiona i „myć kości”. Oto martwe i puste życie.
W praktyce ezoterycznej obecnie bardzo rozpowszechniło się „różdżkarstwo”, zwane współczesnym językiem „metodą biolokacji”. O nim bardzo dużo napisano w książkach i prasie, dlatego nie będę zagłębiał się w jego szczegóły. Sens polega na możliwości uzyskania dowolnej informacji za pomocą witki wierzbowej, ramki w kształcie litery „G” lub wahadełka. Tutaj ponownie widzimy użycie jakichś środków zamiast rozwijania swoich uczuć. Ale metoda biolokacji może przyspieszyć rozwój intuicji u każdego człowieka. Zanim zaczniesz z niej korzystać, spróbuj samemu za pomocą swoich uczuć zdobyć interesującą cię informację. A dopiero potem sprawdź ją za pomocą narzędzia technicznego. Można również odwrotnie: najpierw zmierzyć przyrządem wskazania w różnych badanych miejscach, a potem sprawdzić różnice tych wskazań swoimi uczuciami. Bardzo łatwo własnymi rękami określić granice biopola człowieka lub zidentyfikować strefę geopatogeniczną. Poćwiczywszy w ten sposób i sprawdzając się ramką lub wahadełkiem, szybko opanujesz metodę intuicyjnej diagnostyki. Pozwoli ci ona odbierać informacje z dowolnej odległości, a wtedy całkowicie odejdzie potrzeba korzystania z pomocniczych środków. Wielu praktyków myli się w tym, że korzystając z ramki lub wahadełka, wzmacniają swoją intuicję. Informacja uzyskana w ten sposób nazywa się nie intuicyjną, a spirytystyczną. Spirytystycznie komunikuje się z nami nie wyższy umysł, a niższy świat równoległy. Intuicja to stan, w którym pracują wszystkie nasze uczucia i komórki, a według ich stanu określasz jakość otrzymanej informacji. Jeśli diagnozujesz kogoś za pomocą ramki lub wahadełka, bądź pewien, że informacja może być nieprawdziwa, a osoba prowadząca seans nie posiada tej intuicji, która jest konieczna każdemu lekarzowi czy uzdrowicielowi.
Prawie nie pozostało już dziedziny działalności, w której można by pracować jedynie siłą wewnętrznych organów zmysłu. Człowiek sięgnął po sztuczną inteligencję, ale jego życie przez to nie stało się lepsze. Człowiek wymyślił „wykrywacz kłamstw”, a on znajduje się wewnątrz nas. Ale i to narzędzie techniczne można doskonale wykorzystać do rozwoju intuicji. Czyż nie dlatego spadają samoloty, którymi sterują autopiloty? A przez to pilot traci zdolność „złączenia się” ze swoją maszyną i odczuwania jej wibracji życiowych. Okazuje się więc, że im bardziej udoskonalamy technicznie swoje życie, tym więcej globalnych katastrof i epidemii spada na nas. Na morzu istnieje niepisane prawo: jeśli statek ulega katastrofie i idzie na dno, wszyscy mają prawo się ratować, oprócz kapitana. On niejako świadomie przyjmuje na siebie karę wyższej boskiej sprawiedliwości. Tą karą (karma) jest tutaj nie tylko osłabienie lub zgrubienie uczuć, ale także obojętność wobec ludzi, która uruchamia jeszcze bardziej subtelny mechanizm przyczyn karmicznych.
Postęp techniczny wzmocnił i spowodował osłabienie wrażliwych zdolności człowieka. Wiele zawodów zaczęto oceniać krótkim zdaniem – „Nie trzeba myśleć!”, a więc i odczuwać. Za ciebie myśli maszyna, szef, dowódca. I wtedy stajemy się biorobotami, a stąd pojawia się kolejny rodzaj chorób karmicznych – CHOROBY ZAWODOWE. I jakkolwiek by się one nie dzieliły według zawodów, jakkolwiek odbijałyby się na zdrowiu człowieka, karma „pracy” to zużywanie organów, systemów i funkcji. Wtedy staje się dla nas zrozumiały krzyk duszy: „Tępię od tej pracy!” Im bardziej będzie tego krzyku duszy, tym mniej będzie chorób zawodowych. Bo to wymaga zmiany pracy lub zawodu. A tu do emerytury zostało już kilka lat, ciągły staż pracy, i „weteran” pracy itd. Ileż pułapek zastawiono na człowieka, aby do końca swoich dni pozostał niewolnikiem.
Medycyna karmiczna uparcie zaleca człowiekowi z chorobami zawodowymi zmianę pracy. Ale człowiek zaczyna składać pozew do przedsiębiorstwa, rządu o zrujnowane zdrowie, choć winny jest we wszystkim on sam. Bo każda praca powinna być źródłem radości i miłości. A twórcza realizacja swoich zdolności podnosi duchowo i czyni człowieka niepowtarzalnym, niepodobnym do innych. „Biobot” przenosi nawyki zawodowe, zarówno mechaniczne, jak i psychiczne, na wszystkie sfery swojego życia. Szarość w pracy to ubóstwo także w środowisku domowym, a w skali państwowej – „masa ludzka”. W sferze pozaprodukcyjnej nie mniej jest duchowych problemów zawodowych. Weźmy chociażby wojskowych. Oni nie tylko w służbie, ale i w domu, i w miejscach publicznych pozostają w swojej wąskiej przestrzeni zawodowej, wyrażonej jedynymi frazami: „Tak jest!” i „Nie ma mowy!”. Gwarantowana zależność społeczna i materialna jeszcze bardziej zawęża ich wrażliwy świat, sprowadzając go do logiki korzyści. Tam, gdzie zakres uczuć zostaje przestrzennie zawężony i zaciśnięty, tam układ odpornościowy człowieka słabnie. Ale słabnie on także od nadmiernej wrażliwości, o czym porozmawiamy poniżej.
Profesjonalizm wymaga nie nawyków, a umiejętności. Umiejętność zawsze poszukuje nowych metod i technik, co wymaga podejścia twórczego, podczas gdy nawyk ogranicza – „Tak już jest!”, „Tak łatwiej i prościej żyć”. Znów nie trzeba wysilać myśli i uczuć. Racjonalizatorzy i wynalazcy chorują mniej, ponieważ ruchliwość ich uczuć podtrzymuje zainteresowanie pracą, wypełniając ją nowymi jakościami.
Ale chyba najważniejszy wniosek, który chcę uczynić w związku z rozwojem postępu naukowo-technicznego, jest taki, że on wprowadził ludzkość na nowy etap wrażliwego rozwoju planetarnego. Radio, telewizja, druk, łączność satelitarna dały każdemu mieszkańcowi planety możliwość widzenia, słyszenia i odczuwania pulsu życia, pulsu czasu, oddechu planety Ziemi. Ludzkość powinna żyć nie wąskim światem międzyludzkich relacji, ale być współuczestnikiem wszystkiego, co dzieje się na świecie. Nie tak, jak u jednego z moich znajomych, który mówi: „W Taszkencie był trzęsienie ziemi, a u mnie w Moskwie rodzina się rozpadła!”
Postęp techniczny i boom informacyjny dają człowiekowi możliwość odczuwania życia szerzej w przestrzeni i szybciej w czasie. A Bóg wystawia nas na próbę wrażliwego postrzegania, na ból lub radość, którą przy tym odczuwamy, na umiejętność współczucia, niepozostawania obojętnym na to, co się dzieje, na możliwość wnoszenia swojego wkładu w sprawę pokoju, twórczości i zdrowia ludzi na Ziemi.
Można kontynuować ten temat w inny, bardziej obrazowy i subtelny sposób — językiem astrologii. O tym właśnie będzie kolejny rozdział.
RETRO, CZYLI ASTROLOGIA UCZUĆ
Być może najpiękniejszym wskaźnikiem intuicyjnego programu dla każdego człowieka jest to, co zapisane jest w jego horoskopie i wyrażone językiem astrologii. W nim kryje się Tajemnica Duszy, przeznaczona przez gwiazdy, program działania, możliwości porażki, drogi walki i wiele więcej. Kosmogram to Najwyższe Prawo Kosmosu oraz Boski program rozwoju duchowego i intelektualnego. Jest on pierwotny, zawiera sens i cel życia, wyznaczony przez Najwyższy Umysł. To moment Prawdy o skali kosmicznej. A człowiek to taka cząstka kosmiczna, która powinna, nabrawszy sił, połączyć się z Jednym, Wiecznym i Niezmiennym. To Duch, który kształtowany jest w człowieku na drodze życiowych prób.
Ten poziom rozwoju duchowego w człowieku będziemy rozpatrywać w astrologicznym ujęciu kosmogramu. Horoskop to „siatka domów” nałożona na kosmogram. Horoskop to to, co zapisane jest w twoim rodzie. Wyobraźcie sobie pająka, w sieć którego wpadła muszka. Ona tam się miota, rzuca, coraz bardziej plącze, przykleja się i w konwulsjach umiera. A czarny pająk owija ją w całun. Tak i my w naszym życiu rzucamy się w materiałnym dostatku lub w nędzy, w chwilowych korzyściach lub w dalekosiężnych korzystnych programach. Albo po prostu wpadając w sieć praw, zakazów, statutów: tego nie wolno, to cię nie dotyczy, tutaj nie wtykaj nosa, to jeszcze na ciebie za wcześnie, albo w ogóle niepotrzebne itd. Wychodzi na to, że człowiek żyje z nałożoną na niego siecią, „pod kloszem”. Ma związane ręce i nogi, język boi się powiedzieć za dużo, nos boi się wysunąć. Pozostaje tylko myśleć o tym, jak przetrwać, albo dożyć przynajmniej emerytury. Tak on dogasa, dogasa i gaśnie w chorobach przewlekłych.
W takim życiu nie rozwija się dusza człowieka, nie staje się ona na tyle silna, by rozerwać nałożoną na niego sieć i wyrwać się na wolność. Tutaj pojawia się mnóstwo programów karmicznych, które początkowo odzwierciedlone są w karcie urodzeniowej człowieka. Człowiek silny duchem zrywa, zrzuca z siebie wszystkie ograniczenia horoskopu. On żyje kosmogramem, ale w tym pomaga mu intuicja. Człowiek silny duchem nie potrzebuje wróżbitów, żyje tak, jak jest dobre i komfortowe dla jego duszy, ale nie w planie materialnym i finansowym, gdyż tutaj dusza zawsze drży, zanim uzyska chwilowe ukojenie, a on podporządkowuje się uczuciu zainteresowania. Zainteresowanie zawsze dotyka wewnętrznej strony duszy. Ten ruch w głąb nazywa się „Retro”.
Astrologia to starożytna nauka, w której początkowo istniało pojęcie „planety retrogradacyjnej”. Planeta staje się retrogradacyjna, kiedy znajduje się w opozycji do Słońca. Jeśli mówimy, że Słońce to Duch człowieka, to jest to to, czym powinien on oświetlić swoje życie, dać światło radości innym, to planeta retrogradacyjna wskazuje na tę sferę działalności, w której człowiek jeszcze nie odnalazł siebie, nie zrealizował się lub był przeciwnikiem, opozycjonistą wobec zewnętrznego świata dla wygody wewnętrznej. Właśnie w energii planety retrogradacyjnej brakuje siły ducha, doświadczenia i iskierki twórczej. Ruch retrogradacyjny planety to ruch iluzyjny, zwodniczy, podobnie jak często oszukujemy samych siebie w ruchu życia. Dlatego znaczenie planety w astrologicznej interpretacji ulega zmianie i przypisuje się jej właściwości charakteru „do wewnątrz” ludzkiej osobowości.
Zatem „Retro” to wskazówka, by człowiek szukał swego przeznaczenia wewnątrz siebie, w swojej duszy, podporządkowując się intuicji. Mam nadzieję, że wielu moich czytelników posiada już osobisty horoskop, dlatego trochę pomogę tym ludziom poznać swój kosmiczny program poprzez ruch retrogradacyjny planet, w których kryje się karma przeszłych wcieleń. Ta karma rozpatrywana jest w ustalonym położeniu planet w karcie urodzeniowej w momencie twoich narodzin. A planeta retrogradacyjna oznaczana jest literą „R”.
Retrogradacyjne planety Merkury, Wenus i Mars w twoim kosmogramie wskazują na program międzyludzkich relacji w rodzinie, z krewnymi, z bliskim otoczeniem ludzi, z którymi pozostajesz w stałym kontakcie. Słońce i Księżyc nie mają znaczenia retrogradacyjnego. Za to Księżyc ma stacje fazowe: nów, pierwszą kwadrę, pełnię i ostatnią kwadrę, którym przypisuję retrogradacyjne znaczenie Księżyca.
Zatem przy retrogradacyjnym znaczeniu Merkurego, Wenus lub Marsa oraz przy fazowym Księżycu całe twoje życie, wychowanie twoich uczuć będą przebiegać przez program rodzinno-bytowy i od tego nie uciekniesz, nawet jeśli pójdziesz do klasztoru lub zostaniesz joginem. Wybrany lub odziedziczony program „Retro” będzie cię naciskał, dopóki nie staniesz się dla swoich krewnych „bożą mleczną”.
Jeszcze nie spotkałem ani jednej kobiety, w horoskopie której byłby retrogradacyjny Mars, by nie rozwiodła się z mężem. To pułapka ze strony mężczyzn. Ona wpada w jego podwyższoną uwagę, troskę, w jego obfite uczuciowe wylewy, ale przy tym nawet nie zdąży ocenić swoich uczuć, swojego stosunku do niego. Podoba jej się to, czego tak bardzo brakuje kobietom od mężczyzn – uwaga i troska. Ale jak tylko mężczyzna zdobywa i opanowuje kobietę, jego zainteresowanie nią natychmiast znika. Zaczyna on szukać sobie nowej „ofiary”, a ich małżeństwo nerwowo rozpada się. Tak będzie trwało, dopóki kobieta nie nauczy się rozumieć i kontrolować swoich uczuć, kochać, a nie poddawać się zewnętrznemu masowemu wpływowi, zapisanemu jej przez retrogradacyjnego Marsa w rodzie.
Nie stawiam sobie tutaj zadania napisania podręcznika astrologii, ważne jest dla mnie, by odsłonić dla was ogólne prawo i zasadę planetarnej retrogradacji dla intuicyjnej pracy w sferze uczuć.
Następna grupa retrogradacyjnych planet – Jowisz i Saturn. One stawiają człowiekowi wymagania wewnętrznego rozwoju dla realizacji siebie w społeczeństwie – Jowisz, a dla zrozumienia norm, praw i reguł społeczeństwa – Saturn. Retrogradacja tych planet mówi o tym, by człowiek nie łamał się w otwarte drzwi dla swojej realizacji społecznej, ale by podszedł do niej z wewnętrzną gotowością i wypracowanym doświadczeniem duchowym i twórczym. Bo sfera społeczna częściej przyciąga do siebie ludzi samolubnych i władczych, gdzie przy minimalnych duchowych nakładach człowiek otrzymuje maksymalne materialne zadowolenie.
Wielu moich znajomych z retrogradacyjnym Jowiszem i Saturnem mówi o tym, że życie publiczne i uczestnictwo w nim wcale ich nie pociąga i nie kusi. A szkoda, gdyż to właśnie oni powinni rozwijać w sobie poczucie własnego uczestnictwa w tym, co dzieje się w ich pracy, w mieście czy wsi, w kraju. Ich zadaniem jest bić na alarm, podnosić społeczeństwo dla dobra ogółu. Ale jeśli mają oni samolubne cele, to będą konflikty i problemy ze społeczeństwem i jego prawami.
I wreszcie trzecia grupa dalekich ciężkich planet – Uran, Neptun i Pluton. Zostały one odkryte stosunkowo niedawno, ale swoją mocą łączą każdego człowieka z problemami ziemskiej cywilizacji. Uosabiają one wszystkie procesy międzypaństwowych, religijnych, naukowo-technicznych i kulturalnych relacji. Te planety wpływają na subtelne procesy w organizmie człowieka. Uran to zbiorowa świadomość, Neptun – zbiorowa psychika, Pluton – zbiorowa wola.
Retrogradacyjne znaczenie tych planet mówi o tym, że człowiek jeszcze nie żył w skalach planetarnych, był cząstką małą: rodzina, praca, ojczyzna. Nie interesowały go subtelne mechanizmy natury, dziedzictwo kulturowe ani wiele innych rzeczy, które działy się w jego przeszłym życiu na planecie. Niektóre aspekty retrogradacyjnych planet wskazują także na efekt odwrotny: człowiek był mocno włączony w jakieś procesy cywilizowanego świata, ale nie zrozumiał ich znaczenia, nie docenił, został przez nie zdławiony lub wykorzystywał je w swoich samolubnych celach.
Każda planeta retrogradacyjna to sygnał intuicyjnego wewnętrznego poszukiwania tego, co przeznaczone jest człowiekowi przez gwiazdy. Ten rysunek opowie ci astrolog, koniecznie badając twoje dłonie. Jeśli wyższe planety nie mają znaczenia retrogradacyjnego, to takiego człowieka można uznać albo za jeszcze bardzo „młodą duszę”, albo za wzorzec cywilizacji. Oczywiście, to znaczenie umowne. Każdemu konkretnemu człowiekowi potrzebne jest indywidualne podejście, by rozsupłać jego karmiczny i kosmiczny program. I tutaj przyda się lokalna diagnostyka, nakreślona na jego częściach ciała.
Eталоном Cywilizacji można nazwać światową społeczność ludzi zjednoczonych wspólnym celem i zadaniem. Obecnie są to „Organizacja Narodów Zjednoczonych”, „Światowa Organizacja Zdrowia”, „UNESCO”, „Międzynarodowy Komitet Olimpijski” i setki innych organizacji światowych i międzynarodowych, których działalność skierowana jest na przekształcanie światowych procesów w kierunku pokoju i zgody. Retyrogradne światowe i inne zrzeszenia zawsze są agresywne. Nie rozwijając swojej intuicji, człowiek z retyrogradnymi najwyższymi planetami zostanie wciągnięty w światowe wydarzenia kataklizmów, w masowe zgony i epidemie. To jednak czeka każdego, kto nawet na poziomie swojego kraju nie potrafi dokonać właściwego wyboru i wyciągnąć wniosków. Nie chodzimy nawet na wybory, pozostając obojętnymi i biernymi, dlatego stajemy się zakładnikami chorób w strefach epidemii. Tak nieubłagane prawo odpłaty, zwane Karma, działa. To tak jak w przypadku grypy. Przeszła fala grypy grupy „A”, dotknęła (zaraziła) wszystkich, którzy nie żyją w rodzinie w jedności miłości i dobra. Przeszła inna fala grypy grupy „B” — dla tych, którzy zbezczeszczają boski początek w człowieku lub naturze. To tylko obrazowe założenie, ale sądzę, że i ono nie jest bezpodstawne. I kiedyś otrzymamy na to dokładną naukową odpowiedź.
Zapytajcie siebie, co w życiu was najbardziej niepokoi. Od kogo lub czego otrzymujecie życiowe policzki? Rodzina, praca, szef, sąsiedzi, partia czy rząd? I zrozumiecie karmę swoich uczuć. A wtedy zapomnijcie choć na chwilę o tym, co zwyczajne, podnieście głowę, a wzrok skierujcie w głąb swojej duszy, i wtedy, prawdopodobnie, intuicyjnie otworzy się przed wami coś nowego w zrozumieniu waszych problemów. Przestańcie rozmyślać o swoim cierpieniu, a ono odejdzie w przeszłość. Rozpocznie się wewnętrzna walka, której wynik zależeć będzie nie od tego, że ktoś zmieni się względem was na lepsze, ale przeciwnie — musicie zmienić się sami. I wtedy wszystko wokół was będzie się działo tak, jak tego potrzebujecie, i zrozumiecie, czym jest wasze szczęście.
Postęp naukowo-techniczny scala ludzi w jeden pulsujący organizm. A jeśli w tym organizmie jest ziejąca dziura samolubstwa, seksualnego rozpasania i wulgarności, to AIDS przybiera nie lokalny, a planetarny charakter. Radio, telewizja, prasa i lekarze powtarzają nam dzień w dzień: nie prowadźcie bezładnego życia seksualnego. Ale my nie słuchamy. I stali się jak skrzywdzone dzieci z Biblii według Mateusza: „Graliśmy wam na flet, a nie tańczyliście; śpiewaliśmy wam pieśni smutne, a nie płakaliście”. „I usprawiedliwiła się mądrość przez swe dzieci”. I nie pomogą tu żadne środki antykoncepcyjne, ani jednorazowe strzykawki, ani inna sterylność. Bo sterylna, jasna i czysta ma być dusza człowieka. A póki co odczuwamy w tym deficyt, on zaś będzie się odbijał w „zespole niedoboru odporności”. A wojskowe i techniczne wykorzystanie atomu Uranu i Plutona. W astrologii Uran to symbol zbiorowej świadomości, a Pluton — zbiorowa wola skierowana na tworzenie. Nic w społeczeństwie nie istnieje, jest chaos, anarchia, opozycja, rozpasanie przestępczości itd. I dlatego wybuchają elektrownie i składy wojskowe, wycieka promieniowanie do rzek, pól i mórz, i tam znajduje tych, którzy również są nieuporządkowani ani zewnętrznie, ani wewnętrznie.
W horoskopie człowieka są też inne wskaźniki, które skłaniają do napięć zmysłowych, ale to temat na inną rozmowę. Dlatego na zakończenie chciałbym powiedzieć: więcej nam wszystkim retyrogradności, aby dusza spełniła się swoim przeznaczeniem. A intuicja, uwolniona od iluzji, przyjmuje świat takim, jakim jest, i człowiek znajduje w życiu swoje jedyne miejsce. W twojej duszy tkwi twoja dola. I niech wasz horoskop pomoże wcześniej dostrzec programy — nad czym dusza powinna pracować dniem i nocą, i dzień i noc. W końcu retyrogradność powinna wzbudzić w człowieku wewnętrzny pęd do służby.
SĄD UCZUĆ
Dzień w dzień musimy się kontaktować. Dzień w dzień osądzamy i komentujemy masę ludzi, problemów oraz wydarzeń. Co nas porusza, czego nam brakuje, a nie jesteśmy zadowoleni, że od najmniejszej informacji podnosimy swoje uczucia. Wprowadzając termin „sąd uczuć”, rozpatruję go z punktu widzenia karmicznej medycyny, choć na poziomie fizjologicznym, zgodnie z trafnym stwierdzeniem W.M. Bechterewa, „…ta sfera zewnętrznych i wewnętrznych interakcji leży w obszarze subiektywnej psychologii. Ale samo ocenianie tych subiektywnych zjawisk stanowi zjawisko całkowicie obiektywne”.
Zatem „sąd uczuć” to obiektywnie istniejące, wzajemnie przenikające się procesy psychologiczne i fizjologiczne. Pozostaje nam zatem rozważyć duchowe mechanizmy uruchomienia tych procesów, aby zrozumieć przyczyny powstawania różnych chorób na poziomie psychosomatycznym. Dotknięcie „istoty uczuć” i ich duchowych mechanizmów pomoże nam Biblia, gdyż mówi się: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni” lub „Według waszych czynów będziecie sądzeni” itd. Jaki powód dajemy innym ludziom, aby nas osądzali? Każdy na swój sposób, ale można i nie dawać powodu, każdy ocenia z własnej „dzwonnicy” – materialnej, ideologicznej, religijnej, moralnej, a także z zazdrości, korzyści itd. Wszystkim nie dogodzisz, ale i nie trzeba, bo prędzej czy później samemu trafi się pod celny ogień osądów i trzeba będzie się bronić. Przypowieść biblijna uczy: „Nie strofuj bluźniercy, by cię nie znienawidził; strofuj mądrego, a będzie cię kochał”.
Sąd uczuć zaczyna się wówczas, gdy człowiek czymś jest niezadowolony, gdy szuka dla siebie korzyści. Wewnątrz organizmu coś zaczyna się poruszać, poruszać, zaczynają działać energie, nazwijmy je sympatycznymi, i wszystko to zaczyna wibrować i drżeć, wyczerpując siły organizmu. Duchowy stan człowieka, który sądzi, nie może być określony jako spokojny i życzliwy, to cecha roztropności. Jeśli człowiek sądzi, to nieuchronnie dochodzi do patologii jego organizmu, narządów, układów i funkcji, które można wyrazić terminami: skurcze, porażenia, kolki, bóle, drgawki. Drgawki to przejaw ukrytego lub jawnego wewnętrznego protestu. Przeciwko czemu protestuje człowiek, z czym się nie zgadza, na jakich motywach oparty jest jego protest? Kogo rani i sieje zamęt w świadomości innych swoimi słowami, paraliżując ich umysły? Wszystko to możemy wyjaśnić za pomocą karmicznej medycyny.
Drgawki, jakby nimi kierowały niewidzialne nici ze świata subtelnego, dlatego w medycynie nazywane są mimowolnymi skurczami mięśni. Sądzić innych, a spójrz na siebie, jak ciebie samego szarpie od środka. Drgawki, skurcze mogą być długotrwałe i krótkotrwałe, przenikają całe ciało lub lokalizują się w narządach.
Wśród przyczyn ich powstawania lekarze wymieniają procesy zapalne lub podwyższoną pobudliwość układu nerwowego. A czyż my sami nie rozpalamy swoich uczuć, czyż nie podniecamy się, sądząc innych. Wychodzi na to, że zgodnie z prawem Karmy, Prawem Odpłaty, to nam samym zwraca się chorobami, ale to już sąd Boży. I wtedy staje się zrozumiała fraza: „Nie sądź, a nie będziesz sądzony”. Tak sąd Boży dokonuje się nie tylko na niebiosach, ale i na ziemi – w naszym ciele. Nawet niewielki przegląd chorób związanych z sądem uczuć pokaże całą gamę ludzkich namiętności. Choroba, jak i nieszczęście, nie przychodzi samo, dlatego analiza każdej choroby wymaga różnych podejść i połączenia różnych symptomów dla karmicznej diagnozy.
Tym zajmiemy się w kolejnych książkach. A oto prosty przykład. Wymioty – na poziomie psychosomatycznym dochodzi do skurczu i drgawek mięśni. A na płaszczyźnie duchowej? Czyż, osądzając kogoś lub coś, nie mówimy z rozdrażnieniem i nienawiścią, że „mnie od niego mdli”.
Niedługo przed napisaniem tych słów przyszło mi uczestniczyć w weselu, gdzie panna młoda była niezadowolona z jednego z zaproszonych gości. Na zewnątrz tego nie okazywała, powstrzymywała się, ale gdy goście odeszli, dopadły ją silne i bolesne wymioty. Oto namacalny finał święta duszy. Im silniej sądzisz i dłużej znosisz, tym bardziej bolesne będą zachodzić procesy psychosomatyczne w organizmie.
Zatem doszliśmy do wniosku, że sąd uczuć to wewnętrzna dysharmonia naszych uczuć i myśli. W astrologicznej symbolice energetycznej jakość ta przechodzi przez znak zodiaku Wagi. Tutaj lokalizują się nerki, a ich choroba ukazuje nam człowieka niezrównoważonego, krytykana tego, czyje energie nie mają stabilnego spokoju. Nasze sądy uczuć najbardziej swoimi sympatiami i antypatiami biją w rodzinie, a później w pracy. U emerytów – wokół emerytury i polityki, a u dzieci – w rodzinie i szkole. Uspokoić uczucia można jedynie zmieniając świadomość lub odsuwając od siebie dokuczliwy problem. Tylko w ten sposób możemy radykalnie przełamać chorobę, a karmińska medycyna dodaje: KAŻDĄ. Jeśli człowiek cały czas siebie sądzi, zajmuje się tym, co nazywa się samojadem, to od razu widać to po jego obgryzionych paznokciach. To wskaźnik zarówno wewnętrznej niezadowoloności w życiu, jak i uczuciowej uciśniętości. To słabość duchowa, energetyczna, fizyczna i immunologiczna. Nie bez powodu mówi się, że samosąd nie jest sądem, zawsze na swoją korzyść się rozstrzyga. Dlatego wsłuchuj się w to, co o tobie mówią, i wyciągaj wnioski, ale tylko bez urazy. Zauważono, że jeśli człowieka brudnie sądzą za plecami, to zaczynają mu „palić” się uszy lub policzki. Umyj się zimną wodą lub weź prysznic, a ten zły wpływ nie wyrządzi ci szkody. Przestań „myć kości” innym ludziom, inaczej twoje kości staną się kruche i podatne na złamania. Wiadomo, że w kościach wytwarza się jeden ze składników ochrony immunologicznej. Otóż, przelewając kości innym, osłabiamy swoje mechanizmy obronne. Jeśli twoje uczucia i myśli drżą na kogoś z najbliższych lub dalekich krewnych, to pewnego razu, kiedy będziesz musiał iść do nich z wizytą, na równej powierzchni potkniesz się, upadniesz i złamiesz sobie nogę. Niewidzialne nici działają karmicznie precyzyjnie, zatrzymując nas, abyśmy poleżeli i zastanowili się, dlaczego mamy „bytową” kontuzję. A jeśli człowiek idzie do pracy i po drodze łamie sobie nogę, to jest to karmiczny znak tego, że nie lubi pracy i osądził wszystkich współpracowników oraz przełożonych. A przedsiębiorstwo jeszcze i zwolnienie lekarskie mu płaci. Paradoks! Mówiąc o tych faktach, nie podaję jednostkowego przykładu, a to, co spotyka się często, co dzieje się z nami codziennie, ale w każdego w swoim czasie. I jeśli zapamiętać dokładny czas nieszczęścia i przeprowadzić astrologiczną analizę wydarzenia, to horoskop dokładnie wskaże jego przyczynę. Dlatego w astrologicznych prognozach podaje się każdemu znakowi zodiaku, która pora doby i dla których organów jest bardziej podatna. Oczywiście, że nie u wszystkich ludzi konkretny znak zodiaku działa jak ostrzeżenie. Wszystko zależeć będzie od duchowego składu twoich uczuć i myśli, dlatego zachowuj je w czystości. Całkiem odwrotny efekt występuje u człowieka, który nie sądzi, a rozważa spokojnie i wyważenie, przyciągając do siebie promienie różnych wiedzy i wyobrażeń na ten temat sporu lub rozważań. Tak, w sporze rodzi się prawda, ale w sporze mądrym, kiedy myśli i uczucia skierowane są na wyjaśnienie przyczyn, naruszają Kosmiczną Boską harmonię. I jeśli sądzisz, potępiasz człowieka, to rób to spokojnie, starając się zrozumieć dla siebie i przekonać innych, jak i dlaczego powstał temat do rozmowy. Dlaczego on cię dotyka i porusza. I jeśli już dotknęła cię ta kwestia twoich uczuć, to znajdź siłę i sposób, aby nie trząść nimi i nie rozchwiewać, a przekazać przez nie zainteresowanie i piękno. Inaczej fale i koła twoich uczuć będą wpływać destrukcyjnie. W spokojnej wodzie odbijają się gwiazdy, a jeśli się wzburzy, to mącą się w oczach, kontury są niewyraźne, i długo musimy nastawiać swoje uczucia, aby zrozumieć, o co chodzi, o czym jest mowa. W ten sposób, rozważna osoba zawsze jest spokojna, a przez to staje się mądrzejsza, a jej zdrowie rzadziej ulega osłabieniu. Podsumowując to, co napisano, możemy stwierdzić, że choroby to Boży sąd nad uczuciami, gdyż one roztrwoniły się na egoizm i pożądliwość, gdyż drżą w korzyści, zazdrości i złości, nie umiejąc rozumieć i rozważać. Sąd uczuć to wyrok na twoje ciało. Świątynia zaczyna się rozpadać, i otwierają się dla niej karty ambulatoryjne, a później pojawia się historia choroby. A chory jeszcze bardziej sądzi innych z powodu swojej choroby. Kto sobą nie rządzi, ten i drugiego nie naprowadzi na rozum. Tak i kręci się wieczne koło przyczyn i skutków – koło Karmy.
PATOLOGIA UCZUĆ
„Patologia (według definicji słownikowej) – to nauka medyczna o przyczynach, prawidłowościach rozwoju, przebiegu oraz wyniku chorób. Dzieli się na ogólną i szczegółową, a także na patologię anatomiczną i patologię fizjologiczną”. Lekarze opisują strukturalne podstawy procesów chorobowych i chorób na różnych poziomach: narządowym, tkankowym, komórkowym, subkomórkowym oraz molekularnym. Tutaj osiągnięcia medycyny są niekwestionowane. Od XVI wieku lekarze zaczęli gromadzić materiały z patologii anatomicznej chorób, uzyskane podczas sekcji zwłok. Tak, postępy są, biologiczne przyczyny są znane, ale choroby pozostają nieubłagane. I właśnie tutaj medycyna karmiczna proponuje nowy punkt widzenia na przyczyny powstawania chorób – karmiczny.
Zanim zachoruje jakiś narząd, zanim jego praca lub funkcja ulegnie zaburzeniu, muszą powstać przesłanki na poziomie duchowym człowieka. I te przesłanki medycyna karmiczna nazywa „patologią uczuć”. Można to również wyrazić następująco: każdy proces patologiczny ma początkowo duchową patologię uczuć.
Już ustaliliśmy, że uczucia i intuicja są duchową podstawą zdrowia, dla podtrzymania organizmu w normie, w dobrej kondycji, czystości i sile. Teraz przyjrzyjmy się, jak i na czym się kształtują, rozważmy mechanizmy, które angażują człowieka w działanie, aby zobaczyć, jak one funkcjonują – na korzyść lub na zniszczenie organizmu. W rozdziale „Sąd uczuć” częściowo dotknęliśmy tych mechanizmów. Teraz zaś nadszedł czas, aby spojrzeć na problem w całości.
Obecnie, w istocie ludzkiej natury, intuicja w większym stopniu jawi się jako instynkt, jako jedna z form przystosowania do warunków życia. Na niższym poziomie instynkt działa jako nieuświadomione uczucie, wrażenie, pociąg. Czyż nie przystosowujemy się do życia, jego warunków i potrzeb? W zależności od tego, czego człowiekowi potrzeba w życiu, do czego dąży, czego pragnie, czego mu brakuje – wszystko to wpływa na charakter jego sytuacyjnego zachowania.
Większość ludzi jedynie stara się jakoś ułożyć sobie życie, a gdy pojawia się dyskomfort psychiczny, stają się buntownikami. Formy buntu mogą być różne, ale im słabszy duchowo człowiek, tym bardziej jego protest wyraża się patologią uczuć. Wówczas choroby, kalectwa, formy ubioru i myślenia jasno ukazują jego duchową niedoskonałość.
Przeciw czemu buntuje się nasza dusza, tworząc patologię uczuć? Po pierwsze – bunt rodzinno-bytowy, następnie – społeczny, a wreszcie – religijny. Każdy bunt może być aktywny lub pasywny. Krótko je omówimy.
Rodzinno-bytowa patologia uczuć w swej aktywnej formie szczególnie mocno uderza w uczucia. Krzyki, wyzwiska, bójki, histerie, krwawa zemsta itp. Duchowe patologie dają mnóstwo jaskrawych chorób. Ponieważ forma aktywna jest zawsze otwarta, choroby są wyraźnie widoczne, łatwo je zdiagnozować, syndromy są zawsze widoczne. Alergia, astma, łuszczyca, złamania, oparzenia itd. Serce, lędźwie, głowa, skręcanie się od kolki w brzuchu – wszystko to wskazuje na otwartą, jawną patologię uczuć. Ponadto choroby te stale się manifestują, przechodząc od zaostrzeń do remisji. Żołądek, serce, płuca, wątroba, nerki – wszystkie narządy człowieka podlegają rytmom wzlotów i upadków. Czyż jesteśmy stałymi w naszych uczuciach? Drażliwość i zwiększone zmęczenie, wyczerpanie psychiczne i fizyczne – wszystko to zwiastuny astenii, która, jak wiadomo, jest jednym z najczęstszych syndromów w różnych chorobach.
Każdy znak Zodiaku opisuje pewne nasze narządy, układy i funkcje. Wówczas staje się jasne, dlaczego co roku 24 lipca, kiedy Słońce wchodzi w znak zodiakalny Lew, dochodzi do masowych chorób układu sercowo-naczyniowego. Słońce uruchamia problemowy punkt i strefę organizmu. Tego dnia wszystkie szpitale, wszystkie wezwania pogotowia pracują tylko dla osób z problemami sercowymi.
Znając te cykle i rytmy, można z wyprzedzeniem przygotować szpitale, poradnie, leki i sprzęt. Można z wyprzedzeniem prowadzić profilaktykę dla tej grupy ryzyka. I tak co miesiąc, wchodząc w kolejny znak Zodiaku, Słońce ujawnia nasze problemowe strefy, a jeśli tam nie ma porządku, to wzmacnia swoją siłę w konkretnym punkcie organizmu.
Zatem choroby związane z aktywną formą patologii uczuć mają rytmiczny cykl, a przy formie chronicznej cykle te zagęszczają się i zaczynają przybierać charakter sytuacyjny. Im mniej rozwiązywane są problemy duchowe, tym trudniej ciału radzić sobie z chorobami. Zwierzęcy instynkt przetrwania i przywództwa odbiera człowiekowi życie przez silne bóle cielesne i nieznośne cierpienia duchowe.
W pasywnej formie rodzinno-bytowego buntu choroby przebiegają w trybie ciągłym. Choroby te przybierają tak chroniczną formę, której nie da się wyleczyć. Jedynym podejściem do nich jest gwałtowne oddziaływanie na uczucia i umysł. „Klin klinem wybija”. Do pasywnego buntu uczuć zaliczają się alkoholicy, narkomani, toksykomani, palacze. Alkoholicy i narkomani to ludzie słabi duchowo, a także psychicznie. Alkohol i narkotyki, a także toksykomania, to możliwość „rozpuszczenia się”, stania się niewidzialnym, schowania się w sobie. Im większy jest nacisk z zewnątrz, tym częściej sięgają po używki. Bardzo szybko staje się to nałogiem i przybiera chroniczną formę choroby.
Leczymy tych ludzi, stosując różne metody kodowania, ale na próżno. Nie nauczyli się patrzeć trzeźwo i jasno na życie, nie zobaczyli w nim jasnej przyszłości, dlatego cicho chowają się w skorupie swoich uczuć.
Zauważono, że gdy człowiek zaczyna samodzielnie lub pod presją zmieniać swoje nawyki i zasady, pojawia się u niego stan cierpienia psychicznego. W medycynie ten bolesny stan nazywa się abstynencją. Mowa o nawykach, do których wytworzyła się narkotyczna zależność. Podczas abstynencji występuje skrajnie ciężkie samopoczucie, które może trwać kilka miesięcy. Ten stan i bóle pojawiają się u tych, którzy nie wiedzą, jak zagospodarować czas uwolniony od złych nawyków. Człowiek rujnował swoje zdrowie, jakby wykopał cały kanał, który okazał się nikomu niepotrzebny. Nie puścił przez niego leczniczej wody. I ile czasu to zajęło? Medycyna karmiczna mówi, że podczas abstynencji boli stracony czas.
Mimo to, podczas abstynencji następuje oczyszczenie organizmu: usuwanie żużli, trucizn i innych szkodliwości. W tym czasie pod paznokciami u człowieka pojawiają się białe kropki, co jest dobrą oznaką tego, że w organizmie zachodzi jakościowa wymiana substancji, zmiana równowagi kwasowo-zasadowej w kierunku alkaliczności. To zaś otwiera człowiekowi nowe możliwości rozwoju duchowego.
Rodzinno-bytowa, społeczna i religijna patologia uczuć włącza człowieka w życie. To ten świat kontaktów, komunikacji i afirmacji siebie, bez którego żaden człowiek nie może się obejść. O społecznej i religijnej patologii uczuć porozmawiamy innym razem. Teraz zaś rozważmy jeszcze jeden rodzaj patologii, który, jakby się wydawało, nie zależy od społeczeństwa, i nazwijmy go patologią duszy.
Patologia duszy kształtuje się na indywidualnych pragnieniach człowieka. To jego osobista sprawa, czym chce się zajmować, jak zaspokajać swoje potrzeby i pragnienia. Patologia duszy obejmuje wszystko, na co skierowana jest energia uczuć. Oczywiście, uczucia mogą i powinny być skierowane na dobro duszy. Ale jak odróżnić, co jest dobrem?
Mówiąc o patologii duszy, mamy na myśli to, że uczucia koncentrują się i skupiają na ciele i egoizmie. Rodzaje patologii uczuć najczęściej mają wąską orientację. Można powiedzieć, że każde uczucie mówi własnym językiem. Wówczas inne uczucia go nie słyszą ani nie rozumieją, podobnie jak nie rozumiemy, o czym mówi do nas cudzoziemiec. A jeśli nie potrafimy poradzić sobie z własnymi uczuciami, to jak możemy zrozumieć drugiego człowieka?
Patologia jednostronnych uczuć zrzesza ludzi w grupy. Tak powstały mniejszości seksualne, klany narkomanów i toksykomanów, grupki alkoholików, kluby miłośników piwa i innych smakoszy, społeczni buntownicy – nudystów itp. Co więcej, oni jeszcze wysuwają wobec społeczeństwa żądania, aby uznać prawo do zajmowania się tym, czego pragnie ich ciało.
Ludzie, którzy żyją tylko sobą, to chorzy ludzie. Oni szukają cielesnych przyjemności, których szczytem jest haj, ekstaza i błogość. W rzeczywistości zaś to wszystko jest nędzą. Widzimy tę nędzę w sztuce, sporcie, polityce i muzyce. Dusza człowieka powinna się zmieniać i doskonalić.A jeśli tego nie ma, to zaczyna zmieniać swój wygląd, wykonywać operacje plastyczne, zmieniać podłogę, wydłużać swój wzrost itd. W ten sposób powstają kompleksy niepełnosprawności, które rodzą choroby duchowe i cielesne. Ubóstwo widać zarówno w bogactwie, jak i w sławie, dla których żyje człowiek. Będziemy pamiętać, że Cesarstwo Rzymskie zginęło z powodu rozkoszy, a Sodoma i Gomora zostały zniszczone “boskim ogniem” za rozwiązłość i przeciwne naturze wady. Tak samo i pojedynczy człowiek, który żyje w bezdennej samotności, w duchowej agresji, będzie chorować i cierpieć z powodu patologii swoich uczuć. Zrozumieć i zatrzymać w sobie procesy duchowej patologii jest bardzo trudno. Na to czasem idzie kilka żyć. Kto może powiedzieć, że nie jest grzeszny? – pytał Jezus Chrystus. Do tego potrzeba stać się świętym, pokutując za wszystkie swoje grzechy. Potrzeba nauczyć się rozumieć i czuć siebie jako część pięknej wieczności, podlegając nie rozumowi, a Rozumowi. Szóstemu Zmysłowi. Aby uwolnić swoje uczucia, odkryć ich boskie zdolności, Kościół proponuje to uczynić przez pokutę. Oto krótkie zawieszenie spowiedzi, wypowiadane podczas sakramentu pokuty: “…zgrzeszyłem: czynem, słowem, myślą, wzrokiem, słuchem, zapachem, smakiem, dotykiem i innymi zmysłami dusznymi i cielesnymi, w nich się каю i przepraszam.




