<p>zalogować się/zarejestrować</p>
<p>zalogować się/zarejestrować</p>
Astro Way Logo Astro Way Logo

Кабалістична astrologia :: Część 1 – CIAŁA ENERGETYCZNE Część 1

Avesalom Podvodny „Kabałystyczna astrologia” Część 1 CIEŁKIE CIAŁA

Wstęp

Nie w próżnej gorliwości przekonać czytelnika dowodami, ale w nieugiętym wewnętrznym pragnieniu autora, by odnaleźć i wyraźnie sformułować jedność świata, którą on niewyraźnie wyczuwa, napisany został ten traktat.

Każdej epoce, każdemu czasowi odpowiadają własne modele fizyczne, a także wyobrażenia o psychologii człowieka i naturze Boga, i nawet powierzchowny historyczny przegląd ostatnich stuleci pokazuje, że wiodące fizyczne, psychologiczne i teologiczne paradygmaty są ze sobą ściśle powiązane.

Czasami wydaje się, że każdej epoce dana jest jedna, dość ogólna, objawienie, które jest uchwytywane przez ludzi najbardziej zaawansowanych w różnych dziedzinach, a następnie interpretowane przez nich w odniesieniu do konkretnych problemów, które ich interesują.

Mechanika Newtona i determinizm Laplace’a, oparty na niej, czyli zasadnicza możliwość dokładnego przewidzenia położenia wszystkich ciał we Wszechświecie w dowolnym momencie czasu, dobrze współgra z jednej strony z ateistycznym materializmem, a z drugiej — z koncepcjami rozwoju ludzkości opartej na doskonaleniu form państwowych, w których jednostka społeczna jest postrzegana jako bierna i materialnym punktem w mechanice Newtona, posłusznie poruszającym się z przyśpieszeniem, wynikającym z działania na nią siły.

Fizyce Newtona nie był potrzebny Bóg — z tej prostej przyczyny, że w Jego roli występował fizyk, który ogarniał, podobnie do orła, Wszechświat od razu i w całości, i był obecny jednocześnie we wszystkich jej miejscach — inaczej nie ma możliwości wprowadzić absolutnego czasu i przestrzeni oraz napisać równań ruchu.

Temu poglądowi odpowiadają zarówno wczesne utopijno-socjalistyczne, jak i tyrańsko-uniwersalne idee ustroju państwowego, regulującego życie człowieka od narodzin aż do śmierci, od jego fizjologii aż po myśli i obrzędy kultowe włącznie.

Inną charakterystyczną i bardzo ulubioną przez fizyków cechą fizyki Newtona jest możliwość istnienia układów zamkniętych, czyli izolowanych od reszty świata, które zatem można badać własnymi siłami. Milcząco zakłada się, że fizyk może wziąć dowolną część „pustej” przestrzeni, zaludnić ją ciałami i cząstkami według własnego wyboru i zobaczyć, co z tego wyniknie; co więcej, obliczenie niektórych najprostszych układów zamkniętych i przeprowadzenie odpowiednich eksperymentów stanowi ważną część fizyki.

W społeczno-państwowej paradygmie tym ideom odpowiada wyobrażenie o możliwości stworzenia przez władzę — za dość mocnymi kratami — takich praw i rzeczywistości, które przez nią są uważane za najbardziej pożądane i sprawiedliwe. Jedną kratą ogrodzona jest granica państwa, drugą — zakratowane są okna więzień, a na koniec kolczastym drutem wyznaczana jest cała pozostała przestrzeń na kwadraty. No i oczywiście, najważniejszą rolę w takich systemach odgrywa tajna policja, która nieubłaganie czuwa nad wypełnieniem przez ludność karmicznych obowiązków, wyrażających się w jej bezwarunkowym podporządkowaniu woli państwa — w modelach fizycznych temu odpowiada postać obserwatora, czyli eksperymentatora, wyposażonego w najbardziej subtelną aparaturę, która czuwa.

* * *

Alternatywą wobec cząstki jest pojęcie fali, wibracji czy drgania. Fala nie jest zlokalizowana w przestrzeni, a jej głównymi charakterystykami są nie współrzędne, jak w przypadku cząstki, lecz częstotliwość (liczba drgań na sekundę) i amplituda (wysokość grzbietu). Różnicę między podejściem korpuskularnym (opartym na pojęciu cząstki) a falowym dobrze ilustruje przykład symptomatologii chorób ciała fizycznego człowieka. Niektóre choroby lepiej opisywać w paradygmacie korpuskularnym, gdyż są one mocno zlokalizowane, a główny problem polega na odszukaniu wadliwego miejsca lub organu.

— Co cię boli?
— Palec.
— Gdzie?
— Tutaj.
— A, to drzazga. Zaraz ją wyciągniemy.

Jeśli zamiast drzazgi okazuje się guz nowotworowy, postępujemy analogicznie. Jednak symptomy wielu innych, pozornie patologicznych stanów nie dają się zlokalizować.

— Co ci jest?
— Trzęsie mnie, źle się czuję.
Ospałość, osłabienie, niski tonus życiowy, a także gorączka, dreszcze i wiele innych nielokalizowanych w konkretnym organie symptomów o wiele naturalniej opisać w paradygmacie falowym — wyraźnie wyczuwalne jest, że u człowieka rozregulowały się jakieś rytmy cielesne, a organizm funkcjonuje w niezwykły i niezbyt naturalny sposób.

Jednak we współczesnej zachodniej medycynie, która bardzo daleko poszła, tak zwanym, korpuskularnym szlakiem rozwoju, praktycznie nie rozwinięte jest myślenie falowe lub wibracyjne — do niego starają się dotrzeć tak zwani ekstrasensi, ale mówić o poważnych opracowaniach naukowych i stworzeniu języka falowego, zbliżonego pod względem szczegółowości do tradycyjnego medycznego, póki co nie ma podstaw.

Jeszcze gorzej przedstawia się sprawa w opisie procesów społecznych, których globalny i „falowy” charakter od dawna stał się oczywisty, sądząc po rozpowszechnionych metaforach typu „władza drży” lub „ fala powstań ludowych”. Mimo to, korpuskularne podejście pozostaje dominujące w teoretycznym ujęciu: socjologów i politologów; praktyczni politycy natomiast coraz bardziej skłaniają się ku paradygmatowi falowemu, posługując się takimi sformułowaniami, jak „równowaga sił w regionie”, „stabilizacja” itd.; wprawdzie, póki co niewielu z nich (o ile autor wie) bezpośrednio kieruje się wskazaniami Lao-Cy, przedstawionymi w jego niezrównanym „Daodejing”.

* * *

Oczywiście pojęcie drgania (lub rytmu) jest równie fundamentalne, jak pojęcie punktu (konkretnego miejsca), i dlatego trudno zdecydowanie faworyzować jedno z dwóch podejść — falowe lub korpuskularne, i oba powinny istnieć w sferze poznania jako sposoby postrzegania i metody modelowania świata zewnętrznego, zarówno gęstego.

Na drodze syntezy tych podejść pojawiają się jednak bardzo specyficzne trudności, które — zdaniem autora — są zasadniczo nie do pokonania. Wskazówkę do tej sytuacji w fizyce teoretycznej stanowi zasada nieoznaczoności: dowiadując się z dużą dokładnością współrzędnej cząstki, nie możemy liczyć na to, by tak samo dokładnie określić jej prędkość: iloczyn błędów pomiaru tych wielkości zawsze przewyższa stałą absolutną.

W ogólnej teorii systemów (jeśli kiedykolwiek zostanie zbudowana) zasada nieoznaczoności mogłaby wyglądać mniej więcej tak: badając system, stajemy w pewnym momencie przed alternatywą: albo badać, czym on jest w tej chwili, zagłębiając się we wszelkie szczegóły (odpowiedniki: podejście korpuskularne, określenie jego próby określenia go), albo szukać pewnego podejścia, określenia prędkości. Zrobić jedno i drugie zwykle się nie udaje, i to nie tylko dlatego, że na taki projekt brakuje środków, ale także z tej przyczyny, że rytmy drobnych części systemu najczęściej nie dają wyobrażenia o jego głównym rytmie, i w pewnym sensie im głębiej zanurzamy się w badanie struktury i elementów systemu, tym bardziej oddalamy się od jego istoty. Odwrotnie, skupienie uwagi na głównym rytmie systemu lub kierunku jego rozwoju nie daje możliwości konkretyzacji jego badania — szczegóły po prostu się rozmywają i pozostaje pewna abstrakcyjna całość, która wykonuje określony, najprostszy ruch.

Rozważmy różnicę między tymi podejściami na przykładzie badania wahadła. Przy korpuskularnym podejściu musimy podejść do niego jak najbliżej, zbadać materiał, z którego jest zrobione, kształt obciążnika i pręta, węzeł zawieszenia, określić współczynnik tarcia itd. Przy tym ruch wahadła będzie nam bardzo przeszkadzał, i postaramy się go zatrzymać lub przenieść laboratorium pomiarowe bezpośrednio na wahadło.

Przy podejściu falowym zrobimy odwrotnie — odejdziemy od wahadła na tyle daleko, by widoczne było jedynie wahanie się obciążnika w prawo i w lewo, a inne szczegóły jego budowy i ruchu nie odwracały naszej uwagi. Tak właśnie zbudowany jest złożony wahadłowiec — zegar mechaniczny: wszystkie wewnętrzne rytmy — obrót wielu kół zębatych — są starannie ukryte przed konsumentem pod obudową, a na zewnątrz na tarczy pozostawiony jest jedynie główny rytm: godzina i minuta.

Podejście falowe różni się od korpuskularnego w bardzo ważnym aspekcie: pozwala ono jakoś odzwierciedlić jedność świata i wzajemny związek wszystkich jego części.

Model newtonowska absolutnej przestrzeni-czasu ma przeciwną cechę: w jej obrębie mocno rozdzielone są obszary niezależne, czyli to, co dzieje się w danym miejscu przestrzeni, w żaden sposób nie wpływa na rejony znajdujące się w odpowiedniej od niego odległości. Siły grawitacyjne, a tym bardziej elektromagnetyczne, szybko maleją wraz z odległością, i pisze gubernia w stolicy. Koncepcja zaś drgań zakłada ogólny ruch systemu jako całości, a ponadto same wierzchołki grzbietów fal łączą się ze sobą w sposób widoczny; ponadto, drgania zapewniają również powiązanie czasów: „Na wiosnę owies kiełkował nie w przyrodzie przyjaźniej” – mówimy i bezpośrednio odczuwamy na sobie powiew Wieczności.

***

Pod koniec XIX i na początku XX wieku idea świata jako złożonego z dużej liczby niezależnych kawałków zaczęła się zdecydowanie przeżywać. Największy mistyk XIX wieku Shri Ramakrishna, którego wielu uważało za Awatara, czyli Boskie wcielenie, nie przyniósł jednak ze sobą nowej religii; jego misja polegała na tym, aby, pojąwszy Boga poprzez już istniejące konfesje, dostrzec, że On jest jeden, i obwieścić to światu. Zygmunt Freud powiązał ze sobą wiele psychicznych przejawów człowieka, które wydawały się niezależne, zinterpretowawszy je jako następstwa ogólnej przyczyny ukrytej w podświadomości. Oczywiście, modele Freuda były dość naiwne i jeśli posługiwać się fizycznymi analogiami, to przypominały urządzenia hydrauliczne (choć jego sublimacja już nie jest taka prosta i niewątpliwie odwołuje się do alchemicznej sublimacji), ale miały one tę zaletę, że jedność psychicznych procesów i duszy człowieka ustalano nie metodą nałożenia, lecz metodą zanurzenia (podświadomości) i ustalania pionowych powiązań z nią.

Równocześnie dochodziło do największej rewolucji w fizyce: Einstein obalił absolutną przestrzeń-czas (szczególna teoria względności) i ustalił, że ciała (masy grawitacyjne) wpływają na właściwości „pustej” przestrzeni wokół nich (zakrzywiają ją – ogólna teoria względności); w ten sposób świat okazał się znacznie bardziej złożony, niż u Newtona, ale i trochę bardziej powiązany, choć, jak i dawniej, zdeterminowany w sensie Laplace’a. Niszczycielskiego ciosu zadania mechaniki kwantowej zachodnia filozofia nie wytrzymała, i w gruncie rzeczy

po prostu ją zignorowała. Przecież było się czym dziwić: odtąd cząstka elementarna istniała w postaci rozmytej w przestrzeni chmury, mogąc pojawić się w dowolnym jej miejscu, jednak miejsce to można było przewidzieć jedynie z pewnym prawdopodobieństwem. W ten sposób bezwzględna, niewolnicza zależność cząstki od eksperymentatora dobiegła końca — ale to nie była, sama w sobie, uderzająca wyobraźnia okoliczność, najważniejsza. Od tej pory przestrzeń stała się powiązana: obecna w każdej dziedzinie, cząstka mogła pojawić się także w każdej innej, nawet oddzielonej od pierwszej nieprzezwyciężalną w poprzedniej fizyce potencjalną barierą (tzw. „przejście tunelowe”). Mówiąc językiem politycznym, więzień otrzymywał ważne prawo kopania podkopu i ucieczki z więzienia. Ciekawe, że nawet w tak „suchej” dziedzinie, jak ekonomia, w latach trzydziestych tego wieku zyskał rozpowszechnienie model międzygałęziowy Wasyla Leontjewa, którego sens sprowadza się do następującego: w podstawie gospodarki leży bilansowanie strumieni towarowych i pieniężnych między jej różnymi gałęziami, a zmiana w którejkolwiek z nich natychmiast odbija się na pozostałych. Rozwój nauki w drugiej połowie XX wieku przyniósł zupełnie nieoczekiwane rozszerzenie globalnej paradygmatu, już przyswojonego w fizyce, na fizjologię wyższej działalności nerwowej. Badania znanego neurofizjologa Karla Pribrama pokazały, że różna informacja nie jest przechowywana w oddzielnych neuronach lub niewielkich obszarach kory mózgowej, lecz rozłożona jest po niej całkowicie. Równolegle z tym została zrealizowana idea obrazu holograficznego, któremu okazuje się ten sam efekt: dowolny fragment hologramu zawiera informację o całym przedstawianym obiekcie.

Na poziomie filozoficznego ujęcia nasuwa się analogia z Wedantą: człowiek jako mikrokosmos jest tożsamy z Wszechświatem jako makrokosmosem. Zauważmy, że sam hologram jest bezpośrednio powiązany z podejściem falowym, gdyż jest niczym innym jak fotografią obrazu interferencyjnego, otrzymanego przy oświetleniu przedmiotu światłem o precyzyjnie dobranych charakterystykach falowych. Przy tym każdy element (szczegół) przedmiotu wpływa na każdy fragment płytki hologramu, gdyż, odbijając się od niego, fala rozprzestrzenia się dalej po całej przestrzeni płytki i interferuje z innymi odbitymi falami. Tu symbolicznie wyrażona jest doniosłość globalnego paradygmatu: jeśli uznać oddzielny szczegół przedmiotu za „cząstkę”, to na holograficznej płytce rozprzestrzenia się on po całej jej powierzchni — analogia z wyobrażeniami mechaniki kwantowej jest tu oczywista.

Stosunek między podejściem korpuskularnym a falowym przypomina balans Panny i Ryb: Panna pogłębia się w szczegółach i znajduje w nich smak oraz sens swojej działalności, podczas gdy Ryby dążą do uchwycenia i odczucia czegoś tajemnego i niewyrażalnego, ukrytego za oczywistą fasadą, lecz stanowiącego jej wewnętrzną treść. Trudność jednak polega na tym, że znalezienie tego sensu, głównego rytmu lub głównego kierunku rozwoju systemu od razu się nie udaje: najpierw należy go zbadać w tej lub innej modelu korpuskularnej, a dopiero potem staje się możliwe podejście falowe; i tu najważniejszy moment to znajomość tego, gdzie należy zatrzymać się w badaniu szczegółów i spróbować przejść do syntezy, czyli zacząć przedstawiać obiekt świata subtelnego, który powołał ten system: jego symbolem jest właśnie główny rytm systemu.

Dialektyka starożytnych Indii przewidywała trzy główne guny (fazy) rozwoju dowolnego obiektu lub systemu: sattwę (stworzenie), tamas (uformowanie) oraz radźas (zniszczenie). Rozwijając te wyobrażenia, autor proponuje następujący archetypiczny obraz losu obiektu.

a) Okres sattwiczny — materializacja subtelnego obiektu. Najpierw istnieje pewien obiekt w świecie subtelnym — prototyp tworzonego. Następnie włącza się program materializacji i zaczyna się tworzenie gęstego obiektu zgodnie z prototypem; proces ten towarzyszy odczytywaniu informacji z subtelnego prototypu, lecz tworzony gęsty obiekt nie odpowiada subtelnemu dokładnie: w trakcie materializacji zawsze zachodzą zarówno zgrubienia, jak i zniekształcenia. Główny strumień energetyczny idzie od subtelnego obiektu do gęstego; pojawia się jednak także pewien strumień w kierunku przeciwnym (zob. rys. 1).

Rys. 1. Schemat alchemiczny (subtelne ciała i główne strumienie organizmu)

b) Okres tamasiczny — właściwe życie gęstego obiektu. Charakterystyczne są tu dwustronne relacje energetyczne między obiektem a prototypem. Rozwijają się one, każdy zgodnie z prawami swojego świata, które nieco się rozchodzą, dlatego potrzebne jest uzgodnienie, które odbywa się za pomocą dwóch informacyjno-energetycznych strumieni: od subtelnego obiektu do gęstego i z powrotem. Dlatego rozwój gęstego obiektu odbywa się pod wpływem dwóch różnych oddziaływań: z jednej strony są to prawa otaczającego gęstego świata, z drugiej — wpływ prototypu; to samo odnosi się do subtelnego obiektu, którego życie okazuje się pod wpływem powołanego przez niego gęstego, i jeśli zostało to wykonane źle oraz ich drogi rozwoju mocno się rozchodzą, to wpływ gęstego obiektu na subtelny może być bardzo dysharmonijny, a nawet destrukcyjny.

c) Okres radźasiczny — zniszczenie gęstego obiektu. W tym czasie główny strumień energii idzie od gęstego obiektu do subtelnego, a ten ostatni przekształca się, czyli także kończy swoje istnienie w dotychczasowej postaci i staje się jakościowo innym.

Rys. 1.1. Faz rozwoju obiektu.

Komentując ten model dialektyczny, należy zwrócić uwagę na następujące ważne momenty. Przede wszystkim rzuca się w oczy teleologiczność (ściślej, entelechia), czyli posiadanie całkowicie określonego, wyższego sensu istnienia i rozwoju obiektu, mianowicie: ujawnienie jego subtelnego prototypu. Czytelnik może zauważyć, że żyć dla jasnej przyszłości, a jeszcze cudzej, nie jest zbyt inspirująca perspektywa. Nie należy jednak być tak prostolinijnym: po pierwsze, tchnienie wyższego początku odczuwalne jest nie tylko w fazie radźasicznej, lecz także w pozostałych fazach rozwoju obiektu (zob. rys. 1.1: strzałki biegnące z góry na dół są przedstawione na wszystkich trzech schematach), a po drugie, paradygmat holograficzny (a także wielka

Prawda monizmu Adwajta-Wedanty mówi, że w rzeczywistości nie istnieje podział na obiekty subtelne i gęste: oba są jednym, rozdzielonym jedynie dla wygody badania. Jednakże, przechodząc do świata gęstego, możemy (przynajmniej przez pewien czas z powodzeniem) rozpatrywać ewolucję samego obiektu gęstego, pomijając jego interakcję z subtelnym: wówczas na pierwszy plan wysuwa się jego interakcja ze środowiskiem oraz zachowanie zgodne z prawami jego rozwoju; ten aspekt badania można umownie nazwać materialistycznym. Można z kolei skupić swoją uwagę (na ile to się udaje) właśnie na obiekcie subtelnym i jego rozwoju, traktując gęsty jako nieistotny szczegół — taki pogląd zasługuje na miano „idealistycznego”. Biorąc pod uwagę, że obiekt subtelny, co do zasady (choć nie zawsze), manifestuje się globalnie w gęstym, „materialistyczny” w tym sensie podejście częściej przybiera postać cząsteczkową, zaś „idealistyczne” — falową, skłaniając się ku koncepcji nie do końca jasnej jedności, która scala wszystkie „istotne” detale obiektu gęstego. Wszakże, jak odróżnić te „istotne” detale od pozostałych, zwykle nie jest oczywiste.

Każdemu profesjonaliście jest całkowicie jasne, że w jego dziedzinie niezbędny jest talent: fizykowi potrzebna jest umiejętność wyczucia „fizycznej treści”, matematykowi — matematyczna intuicja, historykowi — historyczna, i tak dalej. Te nieuchwytne pojęcia — „talent”, „intuicja” — właśnie oznaczają zdolność człowieka do przenikania obiektu subtelnego i ewolucji jego wpływu na świat gęsty. Jednakże wyższy poziom mistrzostwa wymaga ponadto umiejętności pracy z wstępującym nurtem (od obiektu gęstego do subtelnego) oraz bezpośrednio z obiektem subtelnym.

Stworzenie obiektu gęstego następuje zwykle z tej prostej przyczyny, że subtelny nie jest w stanie rozwiązać problemów swojej ewolucji na poziomie, na którym się znajduje. Dlatego też tworzy w planie gęstszym swoją grubą modelę, wyposażając ją w określone zadanie, które przez obiekt gęsty postrzegane jest jako nałożona z zewnątrz karma, którą należy zniweczyć; geneza tej karmy jest jasna: nie jest ona niczym innym, jak nierozwiązanym na poziomie subtelnym zadaniem obiektu subtelnego, spuszczonym na bardziej gęsty plan i nałożonym na powstały obiekt gęsty w nadziei, że on je rozwiąże. Tutaj jednak rezultat jest niejednoznaczny, gdyż obiekt gęsty może nie wykonać powierzonego mu programu, a wówczas, kończąc swoje życie, nie rozwiąże, lecz znacznie skomplikuje to karmiczne zadanie obiektu subtelnego, dla którego został niegdyś stworzony. Możliwa jest jednak i trzecia opcja: obiekt gęsty, nie mogąc rozwiązać zadania swojej ewolucji na swoim poziomie, może pójść tą samą drogą, na której został stworzony, to znaczy stworzyć nowy, jeszcze grubszy obiekt i nałożyć na niego część swojej karmy. W tym miejscu czytelnik może usłyszeć wieloznaczne „i tak dalej”, ale, na szczęście, tworzenie obiektów i światów jest zajęciem dość trudnym, a ponadto starannie kontrolowanym przez dotychczas prawie niezbadane prawa natury. Niemniej jednak każdy obiekt ponosi odpowiedzialność za wszystkie przez siebie powołane do życia obiekty gęstsze, i póki one wszystkie nie ustaną, jego oświecenie i przemiana są niemożliwe; zaś źle obliczone tworzenie grubych rzeczywistości i obiektów w celu przeniesienia na nie własnej karmy jest głównym źródłem dysharmonii i zła świata.

Typowym przykładem jest tu niezdolność do rozwiązania konfliktu w pokojowy sposób, to znaczy poprzez negocjacje. Wyczerpując dyplomatyczne środki, państwa tworzą swoje gęste modele — armie zbrojne, które pozwalają na rozwiązanie sprzeczności metodami im właściwymi i w jakościowo innym, znacznie gęstszym i grubszym planie rzeczywistości, noszącym złowróżbne miano: wojna.

Po drugiej wojnie światowej psychologia zaczęła cieszyć szerokie kręgi swoich zwolenników i klientów tym, że zwróciła się (a ściślej mówiąc, zaczęła się zwracać) ku nim twarzą: pojawił się nurt, który otrzymał miano psychologii humanistycznej (Carl Rogers, Viktor Frankl, Virginia Satir) i następnie psychologii sakralnej. Teraz w centrum uwagi znalazły się nie zwierzęce instynkty czy infantylne doświadczenia, lecz to, co aktualnie nurtuje człowieka, to znaczy w momencie, gdy przychodzi on do psychologa; wartością ogłoszono niepowtarzalną ludzką osobowość — taką, jaka jest.

Rogers nigdy nie dążył do sztywnego determinowania tematów w swoich grupach dyskusyjnych: uważano, że grupa sama je odnajduje, wybierając spośród najbardziej aktualnych dla uczestników. W ten sposób zakładano, że rozwiązanie każdego pojedynczego problemu, na przykład uwolnienia jednego konkretnego napięcia, korzystnie wpływa na psychikę jako całość. Innymi słowy, jeśli Freud poszukiwał korzeni problemów swoich klientów w ich dziecięcych doświadczeniach, wypartego do podświadomości, i dążył do odnalezienia oraz unieszkodliwienia prawdziwej przyczyny zaburzenia, często ignorując zdanie pacjenta, to Rogers stosował, by tak rzec, leczenie objawowe, zajmując się tym, co mu przedstawiono. Wydawałoby się, że Freud działa bardziej profesjonalnie: każdy lekarz powinien leczyć nie objaw, a chorobę. Jednakże taki pogląd charakterystyczny jest dla lokalnej paradygmaty, której sens można sformułować następująco: to, co dzieje się w tej izolowanej przestrzeni (na przykład psychiki), nie ma istotnego wpływu na inne obszary. Wówczas, usuwając objaw, przerywamy niejako jeden liść z drzewa, podczas gdy jego korzeń i pień pozostają nietknięte, a choroba się utrzymuje. Jeśli natomiast przyjmiemy globalny punkt widzenia, zgodnie z którym nie istnieją izolowane obszary, a psychika stanowi jeden organizm, w którym wszystkie zjawiska i programy są wzajemnie powiązane, to okaże się, że model korzeń–liść jest niespójny, ponieważ liść można uznać za korzeń, a korzeń za liść, i złośliwą roślinę można wyeliminować, zaczynając od dowolnego miejsca. Drugi istotny moment wyróżniający szkołę humanistyczną to teleologiczny akcent, który H’iuston nazywa entelechią, czyli pewnym ukrytym (u niego – sakralnym) celem i sensem, którym obdarzone jest zarówno życie każdego człowieka, jak i grupy; ten sens, wyznaczający dynamikę rozwoju, stopniowo się ujawnia i uzasadnia trudności oraz przeciwności egzystencji. U Rogersa entelechia jest ukryta, ale, jak się wydaje, w jego własnych grupach była odczuwalna bardzo wyraźnie, choć znikała w książkach poświęconych jego metodzie, za co był krytykowany: bowiem samo doskonalenie się w sztuce komunikacji pod okiem doświadczonego mentora i w całkowitym oderwaniu od zwyczajnej rzeczywistości uczestników nie wnosi zbyt wiele, a dopiero rozprzestrzeniając się na grupę, nadaje komunikacji dodatkowy, wyższy sens, a zatem i globalny efekt terapeutyczny. Jeśli zaś przewodnik grupy dyskusyjnej nie posiada odpowiednich cech duchowego lidera, rezultaty mogą okazać się całkowicie iluzoryczne. Rogers unikał jednak bezpośredniego stawiania pytań duchowych czy religijnych (choć w jego osobowości wyraźnie wyczuwalna była siła duchowa); natomiast Frankl i H’iuston już wprost mówią o doświadczeniach religijnych jako istotnej części procesu pracy psychologicznej. To również oznacza przejście od paradygmatu lokalnego do globalnego: bowiem jeśli istnieje pewna wyższa instancja, która prowadzi człowieka przez życie, to poprzez nią dokonuje się powiązanie między wszelkimi fragmentami życia i psychiki; mówiąc naiwnie, Bóg wszystko widzi, i za etyczne przewinienia w jednej dziedzinie mojego życia może ukarać mnie zupełnie w innej, pozornie z pierwszą niepowiązaną. Analogicznie, poprzez entelechię wszystkie przejawy życia i psychiki zostają ze sobą powiązane: zbliżanie się do życiowego celu obejmuje jakościowo inne rytmy i energie we wszystkich dziedzinach życia zewnętrznego i wewnętrznego człowieka (podobnie jak oddalanie się od niego). Do entelechii w modelach fizycznych jeszcze jednak nie doszliśmy.

* * *

Odrzucenie paradygmatu lokalnego, kuszącego z oczywistych dla każdego badacza powodów (można wyodrębnić niewielki izolowany obszar i szczegółowo się w nim rozeznać), wiąże się ściśle z odrzuceniem paradygmatu liniowego, czyli zasady superpozycji (nałożenia). Co to jest zasada superpozycji, najłatwiej zrozumieć, wyobrażając sobie dwie fale na oceanie, poruszające się naprzeciw siebie. Jeśli obie są dość łagodne, to w miejscu ich spotkania powstanie grzbiet, którego wysokość równa się sumie wysokości tych fal, a następnie rozdzielą się one dalej tak, jakby spotkania nie było wcale. To jest triumf zasady liniowości. Jeśli jednak fale okażą się strome, a nawet z grzbietami, jak przy wejściu na płyciznę (zob. rys. 1.2), to przy spotkaniu dojdzie do uderzenia, woda się rozbryzga, i nie powstanie jeden grzbiet, lecz po wzajemnym oddziaływaniu pojawi się chaotyczna fala – tutaj zasada superpozycji już nie działa.

Rys. 1.2. Efekty nieliniowe: spotkanie dwóch stromych fal.

Inną ilustracją zasady superpozycji jest sytuacja, gdy człowiek choruje równocześnie na dwie choroby, powiedzmy, zaczyna go boleć głowa, a jednocześnie kaleczy sobie palec. Wówczas może on całkowicie oddzielnie leczyć swoje dolegliwości, to znaczy wziąć tabletkę analgenu na ból głowy i opatrzyć palec, posmarowawszy go jodem. Najprawdopodobniej działania te nie wywołają skutków ubocznych (medyczny odpowiednik „liniowości” w fizyce), ale jeśli od jodu głowa zacznie boleć jeszcze bardziej, to uznamy, że zasada superpozycji tu nie zadziałała, czyli leczenie różnych chorób osobno nie jest możliwe; w przypadku poważnych schorzeń jest to raczej reguła niż wyjątek.

* * *

Analizując dowolny obiekt, można wyróżnić normalne warunki jego funkcjonowania, dla których, by tak rzec, został zaprojektowany, oraz tryby forsowne, w których zachowuje się on często zupełnie inaczej. I jeśli w normalnych trybach często wystarczające są lokalne, korpuskularne i liniowe podejścia, to w trybach forsownych mimowolnie dochodzi się do globalnych i falowych wyobrażeń oraz modeli nieliniowych. Typowe przykłady to przemiany fazowe w fizyce oraz stany stresowe w psychologii. Podobieństwo między nimi odzwierciedlone jest nawet w języku: o stanie silnego emocjonalnego podniecenia mówi się „jest bliski wybuchu”. W trybach forsownych, a zwłaszcza zagrażających zniszczeniem, często ujawniają się globalne właściwości obiektu, w tym nasilają się jego energetyczne powiązania z jego subtelnym pierwowzorem, a nawet ze środowiskiem. Jest to dobrze znane w psychologii: doświadczenie religijne najczęściej pojawia się w sytuacjach ekstremalnych, bądź spontanicznie, bądź w wyniku intensywnych prób człowieka znalezienia wyjścia z impasu i niezwykle trudnej dla niego sytuacji. Wówczas modele liniowe, których filozofia zawarta jest w zasadzie „Dokąd szliśmy, tam dalej pójdziemy”, przestają wystarczać człowiekowi, i on (często nieświadomie) przechodzi na tryb forsowny. Prawdopodobnie tryby forsowne funkcjonowania wszelkich systemów – nieożywionych, żywych i społecznych – są znacznie gorzej zbadane niż ich zachowanie w normalnych warunkach istnienia. Z drugiej zaś strony, ich znaczenie i wpływ na ogólny proces ewolucji są oczywiste, nie wspominając o możliwości zajrzenia w takie tajemnice, które w zwyczajnym biegu życia skryte są gęstym mrokiem. Ogólnym celem niniejszego traktatu jest próba opisu niektórych bardzo złożonych systemów, takich jak człowiek, rodzina, państwo i niektóre inne, z punktu widzenia modelu organizmu składającego się z siedmiu ciał, opisanych w książce autora „Odwrócony okultyzm, czyli Opowieść o subtelnym siódemiu”. Podejście do opisu jest głównie falowe, wyróżnia się jedynie różne ciała w organizmie, zaś zróżnicowanie samych ciał prawie wcale nie jest przeprowadzane. Główną uwagę autora przykuwają tryby forsowne oraz wymiany energetyczne między różnymi ciałami – to właśnie te informacje w ujęciu ogólnym przedstawia horoskop; jednak z powodu słabego poznania modelu podstawowego autor stara się jakoś opisać również normalne tryby funkcjonowania organizmu. Autor będzie starał się prowadzić wykład niezależnie od „Odwróconego okultyzmu”, ale oczywiście znajomość tej książki niezwykle ułatwi czytelnikowi zrozumienie niniejszego tekstu.

Część 1

Najprostsza definicja, być może, brzmi następująco: medytacja to życie. Autor zamierza zatem wystąpić w roli botanika, czyli zbadać wzrost, rozwój i wzajemne relacje z otoczeniem subtelnych ciał człowieka (w tym także ciała fizycznego), posługując się głównie fitomorfizmem, czyli utożsamiając każde z ciał z rośliną lub, częściej, z całą florą pewnego obszaru, na przykład.

Proponowane opisy bynajmniej nie pretendują do miana naukowych; ogólnie rzecz biorąc, gatunek traktatu można by próbować określić jako literacko-filozoficzny z elementami publicystyki oraz nauki — jednakże czytelnikowi, rzecz jasna, widziane jest to lepiej — zwłaszcza jeśli dotrze do końca tekstu, a autor obiecuje mu w tym nie przeszkadzać. Astrologia zresztą jest nauką demokratyczną, przynajmniej w tym sensie, że zgadza się interpretować horoskop natalny czegokolwiek, co zostało w jakimś sensie urodzone: człowieka, rodziny, państwa, rośliny, grupy rockowej, a nawet budynku czy idei. Kabalistyczna astrologia w domniemanym swoim wariancie nie pretenduje do tak szerokiego zakresu; autor ogranicza się do obiektów posiadających wyraźne ciało fizyczne, które w momencie „narodzin” albo po raz pierwszy pojawia się na świecie (kurczę przebija skorupę i wychodzi na świat Boży), albo ponownie łączy się z istniejącymi dotąd materialnymi obiektami — takim na przykład jest narodziny rodziny w momencie rejestracji małżeństwa lub oficjalne ogłoszenie nowego państwa. Narodziny instytucji następują w momencie wystawienia pieczęci na dokumencie (np. rozporządzeniu), na podstawie którego można rozpocząć nabór pracowników i podjąć pracę; narodziny książki mają miejsce w chwili, gdy autor stawia datę na pierwszej stronie maszynopisu. We wszystkich powyższych przypadkach „narodzinom” towarzyszą, rzecz jasna, również pewne „poczęcie” i odpowiednio okres „ciąży”. W przypadku rodziny „poczęciem” może być moment poznania się przyszłych małżonków, a w wariancie państwa — utworzenie np. partii politycznej, która w nowym państwie stanie się wiodącą; przy tworzeniu nowej instytucji wydaje się także rozporządzenie o powołaniu np. dyrektora-organizatora, który powinien stworzyć ogólną koncepcję i przeprowadzić różnorodne prace przygotowawcze i koordynacyjne, których efektem stanie się ostateczne rozporządzenie o utworzeniu nowej instytucji o takim podziale, z takim statutem, dyrektorem itd. Rozważa się, oczywiście, że choćby na podstawie horoskopu poczęcia można wiele powiedzieć o tym, jak przebiegać będzie „ciąża”. Niemniej jednak, według autora, decydującym dla losu systemu jest horoskop jego narodzin, który właśnie znajdować się będzie w centrum dalszego wywodu. Autor nieprzypadkowo akcentuje moment oficjalnego bądź fizycznego narodzenia systemu, albo — posługując się językiem prawniczym — „podmiotu horoskopu”. Rzecz w tym, że zarówno stworzenie świata, jak i utworzenie jego jakiegokolwiek całościowego fragmentu dokonuje się w kierunku od ciał subtelnych do bardziej gęstych, tak że stworzenie ciała fizycznego wieńczy inwolucyjny proces tworzenia systemu i rozpoczyna jego ewolucję w świecie przejawionym jako złożony obiekt posiadający (w ramach analizowanej tu koncepcji) siedem ciał: atmaniczne, ognistowe, eteryczne i fizyczne. Okultyści często uważają za subtelne jedynie pierwsze pięć z nich, uznając eteryczne i fizyczne za gęste; autor tymczasem, niekiedy pozwalając sobie na swobodę języka, będzie używał określenia „siedem ciał subtelnych”, a także „organizm systemu”, rozumiejąc przez to całość siedmiu ciał oraz wszelkich powiązań między nimi.

Człowiek nie redukuje się do swego organizmu; ponadto posiada on wyższe „ja”, Atman, czyli indywidualnego ducha, który uczestniczy zarówno w tworzeniu wszystkich siedmiu ciał, jak i w ich dalszej ewolucji. Im subtelniejsze jest ciało, tym bardziej odczuwalny jest w nim wpływ ducha, lecz czasem objawia się on bezpośrednio nawet w fizycznym. Stopnie inwolucji, czyli tworzenia coraz gęstszych ciał w kabałe rozpatrywane są jako etapy oddalenia człowieka od Boga, i na to była Jego wola. Ewolucję można interpretować jako drogę do Boga poprzez stopniowe oświecanie wszystkich ciał organizmu. Jednakże nawet w obecnym, jeszcze nie do końca oświeconym stanie, organizm jest niezwykle doskonałym obiektem, którym człowiekowi trzeba nauczyć się umiejętnie posługiwać. Analogicznie do organizmu człowieka można rozpatrywać subtelne ciała państwa, rodziny, książki itd. Co zaś tyczy się ich wyższego „ja”, to jest to zagadnienie złożone (klasyczny problem zen: czy pies posiada naturę Buddy?), a autor nie jest skłonny zagłębiać się w jego omawianie, podobnie jak w precyzowanie tego pojęcia w odniesieniu do „korony stworzenia”. Dla celów niniejszego traktatu wystarczy wyobrażenie o wyższym „ja” jako pewnym pierwotnym początku twórczym, towarzyszącym zarówno tworzeniu, jak i ewolucji systemu, lecz zawsze ujawniającym się subtelnie, w ramach obowiązujących w danym momencie praw jego istnienia i rozwoju.

W tej części autor stara się dać ogólny opis subtelnych ciał różnych systemów oraz ich, by tak rzec, horyzontalnych wymian informacyjno-energetycznych: omawiane są kwestie życia samych ciał oraz powiązań między ciałami o tej samej nazwie różnych obiektów, np. obywatela i państwa, książki i czytelnika itp.

Byt 1:2 Ciało atmaniczne — najsubtelniejsze ze wszystkich ciał, stanowiące dla zwykłej świadomości przedmiot delikatniejszy, przynajmniej zrozumiały racjonalnie z

wielką pracą. Zawiera on informacje określające misję, czyli główne przeznaczenie człowieka w jego życiu, a także podstawowe cechy jego losu, w ramach których misja ta będzie realizowana. Z reguły ciało atmaniczne jest ukryte przed świadomością człowieka lub odczuwane przez niego niezwykle niejasno, jednak czasem ujawnia się ono niezwykle wyraziście, a wówczas u człowieka zmienia się zwykły stan świadomości i postrzegania, stając się widocznymi rzeczy, o których nie mógł nawet podejrzewać. Jednak powróciwszy do rzeczywistości, człowiek zwykle zapomina praktycznie o wszystkim, co widział, i pozostaje jedynie ogólne wrażenie czegoś niezwykłego i jasnego, któremu nie udaje się znaleźć adekwatnych słów i pojęć, aby wyrazić to zwykłym językiem. Autor zresztą nie stawia sobie za cel opisu ciała atmanicznego jako takiego ani stanów podwyższonej świadomości, kiedy jest ono postrzegane bezpośrednio, i ograniczy się do badania oznak jego wpływu na człowieka w zwykłej świadomości.

Energia ciała atmanicznego jest główną ze wszystkich energii wpływających na życie człowieka. Atmaniczne wibracje, kiedy są rejestrowane przez świadomość, odbierane są przez człowieka jako absolutny autorytet, któremu nie podlega się w wątpliwość ani nie koryguje. Jako wytłumaczenie swoich działań, podyktowanych energiami atmanicznymi, zwykle mówi: „Nie mogłem inaczej”, a dalsza wypowiedź urywa się. Racjonalne rozumowanie, obowiązek i sumienie w ich cywilno-społecznym znaczeniu schodzą na dalszy plan, a istotne okazuje się jedynie jedno: obowiązek człowieka wobec samego siebie, swojego wyższego „ja”, osobistego Boga lub abstrakcyjnej zasady etycznej – w zależności od tego, w jakim systemie etycznym i religijnym człowiek został wychowany.

Sfera okoliczności, w których wyraźnie odczuwalny jest wpływ ciała atmanicznego, jest znacznie szersza niż dziedziny religijnych przeżyć i przejawów wyższego obowiązku. Dość często wpływy ciała atmanicznego okazują się niemal niezauważone przez człowieka i wcale nie są odbierane przez niego jako coś wzniosłego; odcieniem, którym można podejrzewać bezpośrednie włączenie ciała atmanicznego, jest subiektywna absolutna niekwestionowalność tego, co się dzieje, lub jego ukryte, nielogiczne, ale oczywiste i bezsporne dla człowieka znaczenie.

Można zatem wyróżnić silne włączenia ciała atmanicznego, takie jak pojawienie się duchowego nauczyciela lub Nauk, lub niemal cudowne uwolnienie od nieuchronnej śmierci, oraz jego tła, które towarzyszą człowiekowi przez całe życie i nadają duchowe akcenty praktycznie całemu jego życiu zewnętrznemu i wewnętrznemu. Z drugiej strony misja nie jest całym życiem człowieka; dokładniej, różne okoliczności i wątki życia mają różny stosunek do misji: jedne – bezpośredni, drugie – jedynie pośredni. Odpowiednio, atmaniczne transmisje w pierwszym przypadku będą częste i określone, a w drugim ich przejawy okażą się znacznie mniej liczne, i człowiek w związku z tym może nawet odczuć pewną „wolność”, która w tym przypadku jest niczym innym jak możliwością oddania części swojego życia w dyspozycję chaotycznych sił.

Misja znajduje swoje odbicie we wszystkich ciałach subtelnych, a u człowieka odpowiednio do niej kształtuje się obraz świata i system etyczny (ciało buddhialne), zachodzą serie konkretnych wydarzeń (ciało kauzalne), które są w jakiś sposób przemyślane (ciało mentalne) i przeżywane (ciała astralne, eteryczne i fizyczne). Ważne, w pewnym sensie nawet podstawowe znaczenie, misja ma jednak w samym ciele atmanicznym i polega na jego określonej transformacji i ewolucji, a także interakcji z ciałami atmanicznymi innych ludzi oraz atmanicznym planem świata subtelnego w ogóle. Wszystkie te właśnie atmaniczne ruchy znajdują swoje odbicie w ciałach bardziej gęstych, jednak poprawna interpretacja efektów, które przy tym powstają, może być bardzo trudna: człowiek często odczuwa, że wydarzenia, które go spotykają i dzieją się wokół niego, mają jakiś ważny ukryty przed nim sens, ale jaki dokładnie, nie potrafi się domyślić. Zazwyczaj jednak nie jest to od niego wymagane.

Człowiek nie został stworzony do ciągłych poszukiwań sensu swojego życia, a nieustanne wzniosło-duchowe interpretowanie wszystkiego, co się z nim dzieje, nie tylko nie odwraca jego uwagi od „przyziemnych” ziemskich sfer, ale silnie deformuje wszystkie jego ciała bez wyjątku.

Głównym prawem regulującym wszystkie sfery życia człowieka jest bardzo subtelna i złożona równowaga wszystkich ciał organizmu, stale oddziałujących zarówno na siebie nawzajem, jak i ze środowiskiem. Próba opisu głównych przepływów energetycznych zapewniających tę równowagę i poświęcony jest niniejszy traktat – jednak jest to nie więcej niż pierwsze kroki na bardzo długiej drodze. Poza badaniem związków między różnymi ciałami niezwykle ważne jest również śledzenie ich stanu i rozwoju samych w sobie, a ten temat, który można by nazwać subtelną higieną lub, bardziej wzniosle, kulturą ciał subtelnych, jest obecnie opracowany bardzo słabo.

Jakie powinno być ciało atmaniczne w ogóle i u tego konkretnego człowieka? Jakie mechanizmy oczyszczania ciała buddhialnego i kauzalnego? Jak walczyć z eterycznym osłabieniem? Wszystkie te pytania w pełni dopuszczają przemyślane odpowiedzi, a bez nich, jak staje się oczywiste już dla wielu, nie można oczekiwać zdecydowanych zmian ani w medycynie, ani w rozbrojeniu nuklearnym.

Mówiąc o kulturze ciał subtelnych, należy zauważyć, że obecnie w świadomości społecznej ukształtowała się bardzo specyficzna sytuacja: społeczeństwo uznaje konieczność lub przynajmniej pożądalność higieny ciała fizycznego, mentalnego i buddhialnego, a praktycznie nie zwraca uwagi na zanieczyszczenie innych – w zwykłym języku nie ma nawet odpowiednich pojęć, aby to wyrazić. Przechodzimy zatem do rozważania ciała atmanicznego i problemów jego życia.

Czy człowiek, a dokładniej jego wolny wybór, wpływa na ciało atmaniczne? Pytanie delikatne, gdyż pojęcia losu i przeznaczenia niosą nieprzyjemne skojarzenia; nie zapominajmy jednak, że te słowa były wypełniane sensem w minionych wiekach, kiedy ewolucja ludzkości przebiegała zupełnie inaczej niż obecnie: po pierwsze, znacznie wolniej, a po drugie, z nieporównanie mniejszym udziałem świadomości – zarówno indywidualnej, jak i grupowej. Ale nawet w starożytności mędrcy i duchowi przywódcy obok stwierdzenia „Na wszystko jest wolą Bożą” zawsze głosili również możliwość wpływu człowieka na swój los.

W jaki sposób można wpływać na ciało atmaniczne? Główny pryncypium zarządzania organizmem mówi: w nim zmienia się przede wszystkim ta jego część, na którą skierowana jest uwaga człowieka. Jak dokładnie będzie się ona zmieniać – to już inne pytanie, jednak w każdym razie systematycznie zajmując się swoim ciałem atmanicznym, człowiek je niewątpliwie zmienia. Oczywiście, pewnego centralnego ogniwa misji zmienić się nie da, ale można w dużym stopniu wpłynąć na charakter swojego przeznaczenia, zmienić je odpowiednio do lokalnych warunków, rozszerzyć, skorygować w pożądanym przez człowieka kierunku itd. Wszystko, co nieożywione, jest w rękach samego człowieka, choć często nie uświadamia on sobie, w jakim stopniu stan ciała atmanicznego zależy od jego woli. Tu oczywiście wiele zależy od indywidualnego rytmu życiowego,

określa się horoskopem narodzeniowym. Człowiek z silnymi Rybami lub Jowiszem będzie miał stałe zasilanie ciała atmanicznego z niższych ciał subtelnych, natomiast człowiek z silnym Baranem lub Marsem często odczuwać będzie bezpośredni wpływ energii atmanicznej na cały organizm. W obu przypadkach odczucie aktywności ciała atmanicznego, a pośrednio także jego ogólnego stanu, będzie dla człowieka wyraźne. Jeśli natomiast energie Ryb i Barana będą słabe, bezpośrednie odczucie ciała atmanicznego stanie się dla człowieka rzadkim wydarzeniem, a prowadzenie bezpośredniej pracy z nim będzie dla niego trudniejsze. Jednak w każdym przypadku możliwości wpływu — zarówno bezpośredniego, jak i pośredniego — na ciało atmaniczne są u każdego człowieka dość duże, choć same te wpływy często pozostają niezauważone.

Jedną z głównych metod doskonalenia ciała atmanicznego jest kształtowanie ideału odpowiadającego misji człowieka oraz niszczenie ideałów do niej nieprzynależnych. Ogólnie rzecz biorąc, mówiąc o ideałach, należy odróżnić wyobrażenia umysłowe człowieka na temat celów, do których dąży — to obszar ciała mentalno-atmanicznego — od jego rzeczywistych ideałów, które znajdują się w ciele atmanicznym i są w większości nieświadome. Ideał (w przeciwieństwie do jakiejkolwiek wyobraźni mentalnej) posiada energię atmaniczną i wywołuje w człowieku szczególny, wyższy entuzjazm, który wypełnia jego istnienie sensem i staje się źródłem wszelkich innych rodzajów energii. Zbliżanie się do ideału manifestuje się zatem w sposób bardziej niż wyraźny — człowiek nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że pragnie go całym swoim jestestwem i bez żadnych zastrzeżeń. Tak przyszły muzyk zostanie oczarowany po raz pierwszy usłyszaną melodią skrzypcową, a cukiernik — widokiem tortu orzechowego, którego smak będzie odczuwał na odległość, ale z całkowitą pewnością.

Nie zawsze jednak powołanie życiowe ujawnia się z taką siłą i tak wcześnie. Najczęściej ideał trzeba szukać długo i z poczuciem całkowitej bezradności, a wielu ludzi uważa, że przeżyje tak, jak jest, i wypiera wszystkie specyficzne problemy atmaniczne do podświadomości. Od tego ciało atmaniczne, rzecz jasna, nigdzie nie znika, ale ulega zaniedbaniu. Przepływy energetyczne przez nie maleją i ulegają degradacji, a w nim zagnieżdżają się różne pasożyty: człowiek zaczyna odczuwać szczególny duchowy dławiący ucisk, smutek, cichy pesymizm i beznadziejność własnych okoliczności oraz samego siebie. Jeśli tę chorobę zaniedbać, stopniowo opada ona w dół i atakuje wszystkie ciała, włącznie z fizycznym, a wówczas leczenie staje się bardzo trudne.

Ogólnie problemy (i choroby) ciała atmanicznego mogą być najróżniejsze, a zbiorowa podświadomość, która przycina całe społeczeństwo do jednego wzorca, ustanawia tu, jak i wszędzie, prokrustowe normy, które odbierane są przez ciało atmaniczne człowieka szczególnie boleśnie, ponieważ właśnie w misjach tkwi prawdziwa i głęboka istota — nic innego jak duchowe rozprzężenie. Ciało atmaniczne może być silne lub słabe, luźne i gęste, amorficzne i wyraźnie zarysowane, czyste i zadbane lub, przeciwnie, brudne i obfitujące w pasożyty, i o wszystkim tym człowiek powinien czasem myśleć, domyślając się na podstawie pośrednich (a czasem i bezpośrednich) oznak o swych najpilniejszych potrzebach.

Ideały nie muszą być logiczne — powinny być subiektywnie prawdziwe, czyli pomagać człowiekowi w realizacji jego misji: dawać mu do tego energię i kierunek drogi. Jednak znalezienie własnych ideałów może być trudne, zwłaszcza że otaczające środowisko atmaniczne jest stale agresywne i człowiek może je przez długi czas w ogóle nie zauważać. Ale nawet po tym, jak ideał zostanie w pierwszym przybliżeniu odkryty, człowiek musi jeszcze długą drogę przebyć, aby go ukształtować i ochronić przed tym samym środowiskiem, które będzie mu przeszkadzać w doskonaleniu ideału nie mniej niż na etapie jego poszukiwań.

Bez ideałów (nawet nieświadomych lub paradoksalnych) żyć się nie da, gdyż stanowią one główne i nie do zastąpienia źródło energii organizmu. Trudność polega na szczególnej selektywności ciała atmanicznego, dla którego energia ideałów nieodpowiadających misji okazuje się nie do przyjęcia. Stąd źródło życiowych tragedii wszystkich ludzi, których misja polega na tworzeniu nowych ideałów, wcześniej nieuznanych przez społeczeństwo: starymi ideałami przyszli bohaterowie narodowi i myśliciele nie mogą się inspirować, a otwieranie nowych jest z jednej strony trudne, a z drugiej — niebezpieczne (może rozerwać na kawałki we wszystkich ciałach, począwszy od atmanicznego — w tym sensie kara obywatelska). Jeśli porównać energię ideałów do wody na ogólnym reliefie planu atmanicznego, to z nią można robić to samo, co ludzie robią na powierzchni Ziemi: jedni szukają źródła, inni już je znaleźli i wiercą studnię, jeszcze inni grabią bogatych sąsiadów, a niektórzy robią sobie kanał odprowadzający ze źródła powszechnie dostępnego i od dawna znanego.

Ostatnią drogą idą ogromne rzesze wierzących, którzy szczerze uważają, że najważniejszym Bożym obowiązkiem jest troska o nich osobiście, ale w żadnym stopniu nie są skłonni służyć Mu kosztem swego ego.

Można zatem wyróżnić cztery główne fazy rozwoju ciała atmanicznego. W pierwszej fazie człowiek żywi się energią powszechnie dostępnych ideałów, niekoniecznie czystych, ale to mu nie przeszkadza. W drugiej fazie energia ta przestaje go zadowalać i człowiek zaczyna to, co nazywa się poszukiwaniami duchowymi w wąskim znaczeniu tego słowa, czyli szuka ideałów i celów wyższych, które go zainspirują. W trzeciej fazie te ideały zostają odkryte i człowiek z radością podejmuje się ich służby. We wszystkich tych fazach jednak pozostaje on odbiorcą energii atmanicznej świata zewnętrznego, a ściślej — planu atmanicznego. Dopiero w czwartej fazie zaczyna on działać, kształtując nowe ideały w jakimś atmanicznym egrzeorze, którymi będą mogli później posłużyć się inni ludzie.

Epoki aktywności atmanicznej zdecydowanie różnią się od epok jej ospałości, a odpowiednie pokolenia mają trudności ze wzajemnym zrozumieniem. Energia atmaniczna jest najwyższą ze wszystkich rodzajów energii, a jej działanie symbolicznie opisano w legendzie o szczurze z Hameln: usłyszawszy dźwięk jego fletu, szczury jak urzeczone podążyły za nim, a nawet widok oczywistej perspektywy śmierci w morzu nie zdołał ich powstrzymać.

Człowiek z silnym ciałem atmanicznym może stać się religijnym przywódcą — ludzie idą za nim, niszcząc swe dotychczasowe życie i nie żałując tego, gdyż daje im on poczucie pełni i wyższej świadomości bytu, a w jego obecności są po prostu szczęśliwi — bez żadnych widocznych powodów. Takie atmaniczne więzi wyróżniają się bezinteresownością, absolutną lojalnością i niemożnością ich racjonalno-mentalnego wyjaśnienia. Jednak w epokach słabej energii atmanicznej czysto atmaniczne więzi są wielką rzadkością, a ludzie z silnym ciałem atmanicznym są często skazani na mętne istnienie, gdyż nie znajdują naśladowców, którzy mogliby przyjąć ich energię. Tak świeca może zapalić suchy las, ale nawet silny ogień stopniowo gaśnie w wilgotnej pogodzie.

Kiedy na świecie pojawia się prorok, wierci on studnię i w planie atmanicznym bije nowe, silne źródło energii atmanicznej. Wówczas wokół niego pojawiają się naśladowcy — ludzie, którzy od razu znajdują się na trzeciej fazie rozwoju ciała atmanicznego, choć wielu z nich nie włożyło w to żadnego wysiłku i nie jest przygotowanych do potężnych strumieni energii, które na nich spadają.

Stan bezpośredniego energetycznego połączenia z ideałem nazywa się wiarą, a wezwanie proroka: „wiercie” ma sens zaproszenia: każdy, kto się do niego zbliża, natychmiast znajduje tę samą wiarę, czyli bezpośrednią atmaniczną inwolucję. Z upływem czasu jednak zmienia się ogólna sytuacja atmaniczna, umiera prorok i jego charyzmatyczni naśladowcy, wyczerpuje się artezyjska studnia atmanicznej łaski, która staje się podziemnym źródłem. Teraz wezwanie: „wiercie” traci pierwotny sens zaproszenia, a staje się wskazówką do dość długiej drogi, którą musi przebyć człowiek, zanim dotknie obiecanego źródła energii atmanicznej — i to jeszcze nie wiadomo, czy mu ono odpowiada.

Im wyższy poziom ewolucyjny człowieka, tym węższy zakres energii atmanicznej go zadowala, a poszukiwanie ideałów staje się niemożliwe. Ponadto zaczynają ujawniać się charakterystyczne efekty czwartej fazy rozwoju ciała atmanicznego: okazuje się, że ideału nie tylko trzeba znaleźć, ale także go doprecyzować i uformować, na co idzie wiele pracy i natchnienia najsubtelniejszego rodzaju, czyli osobistej energii atmanicznej człowieka. Z drugiej strony, należy dostosować swoje pragnienia do realnych możliwości swojego ciała atmanicznego, a także do energii atmanicznej otaczającego świata. W epokach ubogich w energię atmaniczną nie warto liczyć na szerokie strumienie, często trzeba zadowolić się drobnymi strumyczkami energii atmanicznej — ważne jest jedynie, aby woda w nich była subiektywnie czysta, czyli aby znalezione ideały przybliżały do wypełnienia misji.

Higiena ciała atmanicznego

Pierwszym, ale wcale nie prostym aktem higienicznym jest identyfikacja ciała, czyli proces, podczas którego człowiek uczy się odróżniać wibracje atmaniczne od pozostałych. U jednych ludzi momenty, w których otwiera się przed nimi wyższa treść ich życia, zdarzają się raz na jakiś czas, u innych — kilka razy dziennie. Jednak dopóki człowiek nie nauczy się odróżniać wyższego od niższego nie na podstawie formalnych cech, lecz bezpośredniego odczucia, można uznać, że jego rozwój duchowy znajduje się w fazie poprzedniej. Należy tu zauważyć, że ogólnie zdolność rozróżniania swoich ciał i planów świata subtelnego u człowieka jest doskonale rozwinięta i nie trzeba być „jasnowidzem”, aby odróżnić ciało atmaniczne od astralnego. Jednak przewrotnie rozwinięte ciało mentalne przeciętnego człowieka naszych czasów ma zwyczaj wtrącać się w jego sprawy, w tym w medytację nad subtelniejszymi ciałami, i grubo je zniekształcać. Dlatego próby mentalnego modelowania swoich subtelnych doświadczeń nieuchronnie prowadzą do deformacji trzech wyższych ciał, a w szczególności doświadczenia religijnego i interakcji z ideałem.

Wiara nie jest produktem logicznych rozważań (ciało mentalne) ani bezpośredniego zewnętrznego doświadczenia życiowego (ciało kauzalne). Nabycie wiary, czyli znalezienie swojego ideału lub kanału w egrze atmaniczny, jest przede wszystkim wynikiem właśnie atmanicznej medytacji, która jest trudna do uświadomienia i tylko w niewielkim stopniu. Człowiek czuje, że coś bardzo ważnego dzieje się z nim, że coś go przyciąga, ale co to jest, dlaczego i dokąd — nie potrafi powiedzieć. To w pewnym sensie przypomina dziecięcą zabawę „zimno–gorąco”, ale nie zawsze jest tak samo wesoło. Wiek mentalny przyzwyczaił nas do tego, że prawda to to, co da się udowodnić. Jednak takie sądzenie nie wytrzymuje krytyki, choćby dlatego, że samo pojęcie „dowodu” odnosi się do planu mentalnego, a do innych nie ma zastosowania, nie mówiąc już o tym, że rozumowania, które uchodzą za bardzo przekonujące w jednym okresie, w innym brzmią co najmniej jak parodia dowodu, a w najgorszym razie — jak jawne kłamstwo.

Autor w tym przypadku zajmuje stanowisko, że człowiek posiada wystarczająco zdrowe (zdrowe) poczucie prawdy, które pozwala mu w każdym razie wyeliminować gruby samouwiedzenie, a bardziej precyzyjne badania w każdej dziedzinie i na każdym planie są możliwe jedynie przy odpowiednim powołaniu i ukierunkowaniu.

W odniesieniu do ciała atmanicznego można powiedzieć tak: ideał jest ideałem, a autorytet jest autorytetem, i jeśli w kimś pojawiają się wątpliwości, to znaczy, że przestały one być obiektami jego ciała atmanicznego, choć całkiem prawdopodobne, że pozostały w leżących niżej, na przykład mentalnym lub astralnym. Tak więc człowiek może myśleć o kiedyś ukochanej kobiecie i nawet wzruszać się na jej widok, ale obraz idealnej kobiecości, który niegdyś w niej dostrzegał, już go nie porusza.

Główny problem nie tkwi w wątpliwościach, lecz w niestabilności kanału w egrze, natomiast w odniesieniu do ideału najpierw pojawia się problem jego znalezienia, a następnie oczyszczenia i uformowania — przy czym drugie jest znacznie trudniejsze od pierwszego. Rzecz w tym, że fałszywy (dla człowieka) ideał bardzo łatwo rozpoznać: nie wywołuje on żadnych wibracji w odpowiedzi ciała atmanicznego, czyli człowiek nie odczuwa wyższego uniesienia, entuzjazmu, uczucia niezwykłej radości, pragnienia poświęcenia ideałowi całego swojego życia lub czegoś podobnego. Jednak ideał, który wydał się prawdziwy, czyli wywołał atmaniczny odzew w człowieku, podlega oczyszczeniu, doprecyzowaniu i uformowaniu, co bywa niezwykle trudnym zadaniem. Przede wszystkim dlatego, że ideały, podobnie jak inne szczegóły ciała atmanicznego i innych ciał, są w większości nieświadome dla człowieka, i niewielu ludzi ma widoczną część ideału pomalowaną na czarno: oficjalnie wszyscy uznają ideały miłości, dobra, sprawiedliwości, piękna i niepowodzenia zła; jednak część ideału pozostająca w podświadomości często wprowadza istotne poprawki, a miłość ogranicza się do egoistycznych lub rodzinno-centrycznych przejawów, dobro jest rozumiane w wąskich ramach, sprawiedliwość rozpatrywana jest z określonej pozycji, a piękno — wyłącznie w utylitarnym sensie.

Wyjaśnienie, jakie są naprawdę ideały człowieka, jest jednym z najważniejszych zadań rozwoju duchowego, ponieważ najczęściej ich główne przesłanie, które faktycznie określa całe życie człowieka, jest wypchnięte do podświadomości, i wydobycie go na światło dzienne może być niełatwe (i niekoniecznie przyjemne; zresztą współczesna cywilizacja przywiązuje wagę do mniejszych spraw niż przy próbach uświadomienia sobie ciała buddhiicznego, a zwłaszcza kauzalnego).

Z punktu widzenia egrów ideał jest niczym innym jak symbolem kanału w egr atmaniczny; i dostrojenie tego symbolu (na przykład przez powtarzanie modlitwy lub imienia Boga) podłącza człowieka do tego kanału. Egry atmaniczne (podobnie jak wszystkie inne) dzielą się na światłe (synonim: wysokie) i ciemne (synonim: twarde), a różnice w ich ideałach są dobrze znane; czytelnik, który nie chce studiować średniowiecznych źródeł, może sięgnąć po całkiem współczesną „Różę Świata” Daniiła Andriejewa i znaleźć odpowiednie odpowiedniki.

W niższych warstwach planu atmanicznego panuje planetarny demon Gagtungr ze swoimi ideałami całkowitej światowej dominacji i podporządkowania sobie wolnej woli każdej cząstki świata. W wyższych warstwach atmanicznych znajdują się światłe egry Planetarnego Logosu, których ideały to pokój, miłość, współpraca, ewolucja… wprawdzie każdej epoce właściwe są swoje światłe ideały, a autor proponuje czytelnikowi samemu kontynuować ostatnią listę.

Bardzo rzadko spotyka się ludzi — świadomych nosicieli ciemnych misji. Znacznie częściej egr karmiczny, który prowadzi człowieka przez życie, znajduje się gdzieś w średnich warstwach atmanicznych, dając mu możliwość wypełnienia swojej głównej misji nieco wyżej lub nieco niżej, ale wciąż w granicach, które oddalają go zarówno od świętości, jak i od prawdziwych otchłani upadku. Dlatego dla większości ludzi główny wybór życiowy nie polega na wyborze między dobrem a złem, lecz na większej lub mniejszej precyzji w wypełnianiu swojej misji; innymi słowy, ich wybór polega na tym, aby wypełnić ją jak najstaranniej lub, przeciwnie, odpuścić.

Ogólnie zjawisko „odpuszczania” zasługuje na filozoficzne przemyślenie, gdyż stało się ono tak powszechne, że w duszy autora zaczyna się nawet pojawiać wątpliwość: czy planetarny demon nie zmienił ostatnio taktyki, zastępując na swoich najbardziej jawnych sztandarach słowo „zło” słowem „odpuszczenie”. Kiedy rozpoczęła się ta reorientacja Gagtungra, trudno powiedzieć. Ale w każdym razie jasne jest, że gdy integralna średniowieczna paradygmat, która naturalnie i nieuchronnie zakładała zarówno jedność człowieka, jak i jedność świata, zaczęła pękać pod naporem coraz bardziej zróżnicowanej wiedzy o świecie zewnętrznym, i pojawiło się mnóstwo nauk zamiast jednej wszechogarniającej filozofii, to zasada „odpuszczania” została złożona w samym rdzeniu wiedzy o świecie: badając dowolną sferę w izolacji od innych, szybko dochodzimy do konieczności ignorowania wszystkich „ubocznych” efektów, których przyczyną są powiązania tej sfery z innymi. Metodyczny zaś pryncypium, milcząco zakładane u podstaw takiego podejścia, można mniej więcej sformułować tak: badając wszystkie poszczególne kawałki Wszechświata wystarczająco szczegółowo, można w końcu znaleźć powiązania między nimi, czym i dopełnić budowę naukowej wiedzy o świecie. Świat jednak okazał się ułożony jak hologram, a nie mozaika, i zbadanie dowolnego jego fragmentu wcale nie jest prostsze niż całości — ale aby to zrozumieć, potrzeba było kilku stuleci.

Nawet dzisiaj „mozaikowa” paradygmatyka triumfuje, i to nie tylko w nauce, ale także w świadomości społecznej oraz podświadomości, skąd przenika do każdego jednostki społecznej. Kiedy Wolter i jego kompania uroczystym aktem znieśli religię, a następnie Boga, zupełnie zapomnieli o potrzebach ciała atmanicznego. Ideały edukacyjne niewiele mówiły większości ówczesnych nie do końca uczonych współczesnych; a w ogóle, jak poucza wielka mądrość indyjska, dźńani-joga – droga poznania – jest ciężkim losem wybranych, najbardziej zaawansowanych ludzkich dusz. Rezultatem (a ściślej – przyczyną) masowej ateizacji społeczeństwa, przy braku jakichkolwiek odpowiednich ideałów zastępujących zniesione religijne, było ogólne osłabienie atmanicznej energii społeczeństwa. Jeśli dla średniowiecznej świadomości kwestia wyboru drogi duszy – do Boga czy do diabła – była zupełnie konkretna, to wraz z gwałtownym spadkiem atmanicznej energii wiele rzeczy, które w średniowieczu wydawały się oczywiste i wyraźne, zaczęło się zacierać i rozmywać. Ryba psuje się od głowy, człowiek – od ciała atmanicznego. Likwidując je całkowicie, ludzkość poszła dalej, znosząc także ciało buddhi, zaś kauzalne po prostu zignorowano, oddając je w ręce ciemnych wróżek. W rezultacie najważniejsze i najwyższe pozostało to, co mentalne, które oficjalnie ogłoszono obiektem kultu. Człowiek – koroną stworzenia, bo jest rozumny. A zwierząt nie ma! Nie! Nigdy nie będzie, mądre nasze kotki, pieski i delfiniki… Tak oto, pozostawiając człowiekowi z siedmiu ciał cztery (w rzeczywistości – trzy: mentalne, astralne i fizyczne, gdyż co do eterycznego – czy istnieje, czy nie – toczą się do dzisiaj zażarte bitwy między ezoterykami z jednej strony, a fizykami – z drugiej, aż po kres tysiącleci i koniec epoki Ryb. Później nasi potomkowie będą patrzeć na „naiwną” filozofię starożytnych Greków z większym szacunkiem niż na współczesne naukowe wyobrażenia…

Ideał partactwa w pewnym sensie przeciwstawia się idei wypełniania misji i ściśle wiąże się z koncepcjami równości i powielania. Człowiekowi z silnym ciałem atmanicznym i wyraźnie odczuwaną unikalną misją nie przystoi ani myśl o idei równości, ani zamiar partactwa. Wrażenia osobiste zwykle projektuje się na świat, a jeśli odczuwam unikalność swego losu, to zupełnie naturalnie przeniosę to spostrzeżenie także na innych ludzi, i nie tylko na ludzi, ale, powiedzmy, na przedmioty i grupy społeczne – wówczas ideę równości po prostu nie sposób pomieścić w mej głowie: los chłopa to jedno, los mieszkańca królestwa – drugie. Co zaś się tyczy partactwa, to jest ono wykluczone przez silne wibracje atmaniczne, które całkowicie pochłaniają człowieka i bezpośrednio kierują wszystkimi jego ciałami. U podstaw partactwa (i chorób organizmu) leży brak koordynacji między ciałami: mam jedno (ciało buddhi), robię co innego (ciało kauzalne), myślę przy tym o trzecim (ciało mentalne), zaś pochłonięty jestem czwartym (ciało astralne). Przy silnej energii atmanicznej i wyraźnym kierownictwie ciała atmanicznego nad innymi taka sytuacja jest niemożliwa – lecz ludzie walczyli o wolność, nie zasługując na nią swym rozwojem ewolucyjnym, i w rezultacie osłabili i rozregulowali powiązania między ciałami, „wyzwalając” je wzajemnie od siebie. Typowy współczesny mag dokonuje czynów nie do pomyślenia nawet dla samej matki wiedźmy z XIII wieku: leci jednocześnie w astralu w jednym kierunku, w mentalu – w innym, zaś w kauzalnym – w trzecim, i do tego jeszcze jakoś udaje mu się zebrać wszystkie ciała razem (wprawdzie, według spostrzeżeń autora, czasem przy tym kauzalne zajmuje miejsce eterycznego, co nieco psuje samopoczucie i prowadzi do dziwnych zdarzeń, ale to ostatecznie drobiazgi).

Ideał w prawdziwym sensie tego słowa, czyli symbol kanału do atmanicznego egrzegoru, jest rzeczą dość dynamiczną i sprawiającą sporo kłopotów swemu właścicielowi: ideał nie tylko inspiruje, ale i zmusza do odpowiedniego działania. Innymi słowy, informacyjno-energetyczny strumień atmanicznego egrzegoru inspiruje człowieka nie „w ogóle”, lecz do określonych programów działania, a przy próbach uchylenia się lub zignorowania woli egrzegoru ten ostatni szybko reaguje, czasem zadając człowiekowi poważne przykrości. Innymi słowy, póki jesteś daleki od Boga, względnie jesteś wolny od Niego, lecz już do Niego przychodząc, chcąc nie chcąc, będziesz posłusznie wypełniać Jego wolę. Dlatego póki człowiek szuka swego ideału, może wyobrażać sobie cokolwiek, nawet rajski sad owocowy, lecz go odnajdując, po pewnym czasie odkrywa, że posiada własną wolę i niedwuznaczny wpływ na swego pana. Najczęściej wpływ ten w znacznej mierze nie odpowiada człowiekowi, toteż zaczyna on szukać dróg ucieczki, a najpowszechniejsza z nich to regresja na drogę, dobrze opracowaną wielowiekowym doświadczeniem pogaństwa, czyli praca w niższych i niskich warstwach atmanicznych. Posiadając nie „wytwornie-abstrakcyjne”, a „surowo-przedmiotowe” myślenie, dzikus-poganin gromadził swą atmaniczną energię, koncentrując ją na bałwanie symbolizującym

atmaniczny egregor – na przykład totem plemienia. Wówczas idol postrzegany był dość użytkowo, a jeśli zaczynał działać źle, nie zapewniając plemieniu wystarczającej ilości pożywienia, to po jednoznacznych ostrzeżeniach i groźbach mógł zostać pozbawiony ofiar, zniszczony i zastąpiony innym. Wraz z pojawieniem się monoteizmu ten najprostszy i psychologicznie adekwatny schemat relacji z bóstwem, czyli zasada regulacji medytacji atmanicznych, został raczej zastąpiony innym, w którym najważniejsze miejsce zajmuje podporządkowanie własnej woli – boskiej Woli. Jednak prawdziwa przebudowa świadomości i ciała atmanicznego według schematu zaproponowanego w Pięcioksięgu Mojżeszowym (nie mówiąc już o chrześcijaństwie!) wciąż jeszcze nie nastąpiła, i przeciętny człowiek XX wieku po narodzeniu Chrystusa pod względem budowy ciała atmanicznego niewiele różni się od żyjącego w XX wieku przed naszą erą dzikusa wołającego: „Dokąd jeszcze będzie mnie drażnić ten lud?”. Bóg Jahwe nieustannie i bezskutecznie walczył z pogańskimi kultami, pozbawiając wybrany lud swej opieki i stale przypominając: „Jam jest Pan” – ale, jak się wydaje, Jego sukcesy były niewielkie, a nawet pojawienie się Chrystusa nie zmniejszyło w istotnym stopniu pragnienia ludzkości (i każdego człowieka).

Walka monoteizmu z pogaństwem symbolizuje (na poziomie świadomości społecznej) walkę wyższych i niższych pierwiastków w człowieku. Jedyny Bóg jest symbolem pierwiastka wyższego, a idol, który spełnia konkretne pragnienia człowieka, symbolizuje jego niższe „ja”, czyli ego. W wyniku walki między wyższym a niższym „ja” w ciele atmanicznym powstają ideały czterech typów: jasne, pośrednie, ciemne oraz lalkowe, czyli atrapowe. Jasne ideały są symbolami kanałów do wysokich atmanicznych egregorów, ciemne – do niskich (również atmanicznych); lalkowe zaś ideały nie są ideałami w ścisłym znaczeniu tego słowa, gdyż nie stoją za nimi żadne kanały do danego atmanicznego egregoru, ale pretendują do tego i mogą być wykorzystywane przez człowieka w celach praktycznych.

Jaka jest natura i pochodzenie lalkowych ideałów? Główną „niedogodnością” w interakcji człowieka z każdym egregorem (nie tylko atmanicznym) jest to, że nie tylko dostarcza on określonej energii i informacji, ale także czegoś od człowieka wymaga. W odniesieniu do ideałów oznacza to, że z jednej strony dają one człowiekowi stabilność, siłę i natchnienie, a z drugiej – żądają, by on im odpowiadał, czyli realizował pewien egregoryczny program, który może być sprzeczny z interesami ego. W rezultacie ideał okazuje się walizką bez rączki: ciężko go nieść, a szkoda go wyrzucić. Podświadomość zaczyna niepostrzeżenie manipulować, czyli ideał zostaje zastąpiony podobnym, ale mniej wymagającym dla człowieka, bardziej pobłażliwym i uległym. Egregor reaguje natychmiastowo, odłączając człowieka od pierwotnego, czystego kanału i przenosząc go na niższy typ służby, czyli przewiduje mniejszą swobodę twórczości i bardziej rygorystyczne podporządkowanie, które może jednocześnie bardziej odpowiadać pragnieniom niższego „ja”, bądź przynajmniej mniej im zaprzeczać.

Jeśli jednak nawet obniżony ideał wyda się podświadomości zbyt ciężki, może ona pójść drogą dalszej jego profanacji, na co egregor zareaguje jeszcze większym obniżeniem typu służby – lub całkowicie odłączy człowieka od siebie. W tym ostatnim przypadku powstaje paradoksalna, na pierwszy rzut oka, sytuacja utworzenia lalkowego ideału, czyli atrapowego symbolu podłączenia do atmanicznego egregoru: klucza, który niczego nie otwiera. Z okultystycznego punktu widzenia nie ma w tym jednak nic dziwnego: zjawisko mimikry istnieje zarówno w świecie subtelnym, jak i w tym przypadku mamy do czynienia z jednym z jego przejawów. Prawdziwy ideał (niezależnie od tego, czy jest jasny, ciemny czy pośredni) jest symbolem kanału do atmanicznego egregoru, czyli pewnego obiektu w planie atmanicznym, który pełni rolę klucza otwierającego określone wejście do egregoru. Jednak ten klucz musi zwrócić sam człowiek: na przykład wymawiając kluczowe słowa określające ideał jako świętą mantrę, czyli na energii atmanicznej. Wówczas klucz zostaje włożony do zamka, a na człowieka opada kanał z egregoru; pierwotna energia atmaniczna, wydatkowana podczas wymawiania mantry, zużywana jest na pokonanie tarcia w zamku – zaczarowanym dla innych wejściu do egregoru.

Zatem prawdziwy ideał jest kluczem do wejścia do atmanicznego egregoru, natomiast lalkowy ideał różni się tym, że zewnętrznie jest bardzo podobny do prawdziwego, ale nie pasuje do żadnego egregoru. Można go dowolnie „nakarmić” osobistą energią atmaniczną, jednak jest on w stanie jedynie obracać się w egregorycznym zamku, nie mogąc go otworzyć. W czasach silnej energii atmanicznej różnica między prawdziwymi a lalkowymi ideałami jest oczywista, ale gdy plan atmaniczny jest ogólnie osłabiony lub człowiek ma słabe ciało atmaniczne, problem ich odróżnienia może okazać się nie tak prosty. Wynika to z faktu, że lalkowy ideał, czyli atrapowy klucz, podobnie jak każdy obiekt planu atmanicznego, posiada pewną własną (naturalnie, atmaniczną) energię, i gdy zostanie „nakarmiony” osobistą energią człowieka, zaczyna niejako świecić, a człowiek może wziąć to świecenie za energię egregoru.

Na tym efekcie opierają swą działalność szarzy nauczyciele duchowi, którzy oferują swoim uczniom lalkowe ideały, czyli handlują duchowymi kanałami, którymi w rzeczywistości nie władają. W rezultacie takiego „nauczania” uczniowie tracą osobistą energię atmaniczną i rozczarowują się danym przez nauczyciela ideałem, a wraz z nim we wszystkie inne: przecież z wyczerpanym ciałem atmanicznym nie chce się szukać nowych ideałów i wydawać pozostałych sił na ich aktywację.

Zatem nauczycieli duchowych można podzielić na trzy główne kategorie: białych, czarnych i szarych. Pierwsi podłączają swoich uczniów do wysokich atmanicznych egregorów, kształtując i aktywizując wysokie ideały; drudzy, przeciwnie, kierują uczniów w dół, do twardych atmanicznych egregorów i na satanistyczne ideały; trzecich zaś odłączają uczniów od wszelkich atmanicznych egregorów, pochłaniając posiadaną przez nich energię atmaniczną. W epokach o silnej energii atmanicznej częstsze są czarni nauczyciele duchowi, w epokach o słabej energii – szarzy, i pod pewnymi względami ci ostatni są nawet bardziej niebezpieczni.

Ogólnie zagrożenia i wrogowie ciała atmanicznego są różnorodne, ale każdy człowiek, w zależności od typu swego organizmu, ma własnych, specyficznych kusicieli i pasożytów, z walką z którymi wiąże się ważna część rozwoju duchowego w wąskim znaczeniu tego słowa. Istotne informacje o właściwościach organizmu można uzyskać z horoskopu, a temu zagadnieniu poświęcona jest znaczna część traktatu. Jednak wiele okoliczności pozostaje poza astrologiczną mapą, i wówczas badaczowi pozostaje polegać na innych metodach, na przykład bezpośredniej obserwacji.

Jedną z takich przyczyn jest względny poziom energetyki ciała atmanicznego człowieka. Można go porównywać z jednej strony ze średnim poziomem atmanicznej energii otaczających ludzi oraz planu atmanicznego (powiedzmy, Ziemi) jako całości, a z drugiej – z energią ciał położonych niżej (czyli gęstszych) samego człowieka: buddhiicznego, kauzalnego itd. Jeśli iść od ogółu do szczegółu, to najpierw należy sklasyfikować epoki według względnej siły planów subtelnych, a dopiero potem przechodzić do ludzi, jednak autor odkłada omówienie tych tematów do momentu, w którym ogranicza się na razie do kilku uwag.

W epokach, gdy atmaniczna energetyka jest silna, a ideały płoną tak jasno, że przyćmiewają rzeczywistość wszystkich planów poza atmanicznym, ludziom ze słabym ciałem atmanicznym wiedzie się źle; ich sytuację określa się mianem: „kac po cudzym bankiecie”. Odwrotnie zaś, w epokach o słabej atmanicznej energetyce, gdy na pierwsze miejsce wysuwa się plan buddhiiczny i ceni się nie ideały, a konkretne, dość długotrwałe, lecz jednak mierzalne programy działań, źle mają się ludzie o silnym ciele atmanicznym, ale słabym ciele buddhiicznym: to, co się wokół nich dzieje, ich wzrok przykuwa do przyziemności.

Jeśli osłabieniu ulegają jednocześnie energia atmaniczna i buddhialna, a na pierwszy plan wysuwa się plan kauzalny, wówczas pojawia się sytuacja, którą czasem określa się mianem „zmierzchu bogów”: niebiosa zdają się całkowicie oddalać, pozostawiając ludziom jedynie niekontrolowany chaos wzajemnie ze sobą niepowiązanych wydarzeń, a prawa karmy na jakiś czas zanikają. Oczywiście, realizacja misji człowieka w znacznej mierze zależy od poziomu energii jego ciała atmanicznego: im jest wyższa, tym misja staje się bardziej widoczna i wyraźna. Niemniej jednak, misja może zostać zrealizowana także przy niskiej energii atmanicznej, zwłaszcza jeśli w danym wcieleniu człowieka energia planu atmanicznego jest ogólnie słaba. Subiektywnie rzecz biorąc, oczywiście przyjemniej jest, gdy ciało atmaniczne jest silne, misja dobrze widoczna, Bóg jest blisko i w każdej chwili można z Nim porozmawiać, zasięgnąć Jego rady, poprosić o pozwolenie na jakieś wybryki i poczuć się całkowicie chronionym przez Niego. Jednak prawdziwe pokorne przyjęcie losu polega na zaakceptowaniu rozkładu energii wszystkich ciał subtelnych, narzuconego przez misję, i nie forsowaniu żadnego z nich kosztem innych, jeśli nie ma specjalnych wskazań od „ja” wyższego. Innymi słowy, misja może zakładać, że człowiek przeżyje całe życie, mając bardzo słabą religijność i najbardziej nikłe światło ideałów, nie podejmując się ani poszukiwań Boga, ani dążenia do jaśniejszych i bardziej skutecznych ideałów, lecz wypełniając to, co podsuwa mu życie, wkładając maksimum wysiłku w realizację pozornie całkowicie prozaicznej, oddalonej duchowo misji, której jednak będzie mu w zupełności wystarczająca — los typowy dla silnego ciała kauzalnego przy słabych ciałach buddhialnym i atmanicznym. Oczywiście, taki człowiek może czasem z zazdrością spoglądać na innych, którzy odnaleźli jaśniejszy ideał i świecą swoim światłem atmanicznym — jednak dla niego ta droga jest niedostępna, a próby forsowania energii atmanicznej zamiast rozjaśnienia misji, przeciwnie, ją przyćmią. Taka dola wcale nie wyklucza wysokiej misji — przykładem może być Puszkin, którego religijność była bardzo wątpliwa, a życie wypełnione do granic światowością, co jednak nie przeszkodziło mu stać się jednym z największych ludzi Rosji (szczegóły dotyczące jego misji można znaleźć w „Roju świata” D. Andriejewa).

Zatem nie ciałem atmanicznym zajmuje się duch ludzki, ale także innymi ciałami, które — każde na swój sposób — uczestniczą w realizacji misji. W związku z tym nabierają bardzo istotnego znaczenia teksty modlitw, których wierzący używają, często nie myśląc o tym, że ogólnie rzecz biorąc, Bogu wiadomo lepiej niż człowiekowi, czego mu potrzeba. Zwrot „Panie, daj mi to i tamto” bywa postrzegany przez wielu jako żebractwo, jeśli chodzi o potrzeby pięciu niższych ciał, od fizycznego po kauzalne, ale uznawany jest za całkowicie dopuszczalny, jeśli dotyczy dwóch wyższych, czyli buddhialnego i atmanicznego — na przykład prośba o zmianę charakteru (buddhialne) lub wzmocnienie wiary (atmaniczne — „ode mnie odejdź zły”). Prośba do Boga nie jest jednak żebractwem, o cokolwiek człowiek by Go nie poprosił — Wszechwiedzący i Wszechobecny różni się bowiem od zwykłego rozmówcy. Z drugiej strony, rozumując ściśle logicznie, dość dziwne jest wydawanie poleceń Wszechobecnemu i Wszechwiedzącemu, co dokładnie powinien zrobić — na przykład dać mi chleb powszedni na dzisiaj albo nie dać, może akurat nadeszła pora na krótką ascezę, a On to widzi, podczas gdy ja, z moim ubogim umysłem, tego nie dostrzegam. Co zaś tyczy się pokus, to one również są mi czasem potrzebne, i lepiej niż ja wie On, kiedy i w jakiej formie należy do mnie dopuścić zło. Oczywiście, modlitwa ma jakiś inny, dodatkowy sens, który nie sprowadza się do jej dosłownego znaczenia. Sens ten polega z jednej strony na połączeniu ciała atmanicznego z egregorem, z drugiej zaś — na redystrybucji energii wewnątrz ciała atmanicznego. Na przykład, modląc się do Boga, aby postawił mnie na właściwej drodze, wzmacniam energię ciała atmaniczno-atmanicznego, natomiast zwracając się do Niego z prośbą o ochronę przed nieuchronnym nieszczęściem, akcentuję aspekt atmaniczno-buddhialny. Oczywiście, będąc doskonałym, On odbiera i spełnia moje prośby znacznie precyzyjniej, niż jestem w stanie sobie wyobrazić, jednak moja bezpośrednia wola, nawet wyrażona w modlitwie, może okazać się dla mnie ewidentnie szkodliwa, zakłócając naturalną równowagę ciał organizmu, charakterystyczną dla mojej natury i misji. Dlatego podczas pracy z ciałem atmanicznym należy zawsze wsłuchiwać się w jego reakcje i nie nalegać na te prośby, które wywołują odrzucenie lub sprzeciw. Mówiąc zwykłym językiem, modlitwa powinna zostać przyjęta, w przeciwnym razie należy ją odstawić na później, poddając w wątpliwość jej — dla mnie — aktualność i zasadność. Z drugiej strony, w przypadku gwałtownego zaburzenia równowagi ciał i przepływów energetycznych organizmu, trafnie dobrana modlitwa lub po prostu szczere zwrócenie się do swego „ja” wyższego może przynieść efekt natychmiastowego uzdrowienia lub silnej ulgi — jednak takie zwrócenie się często nie jest łatwe do znalezienia.

Wracając zaś do tematu duchowych nauczycieli — białych, szarych i czarnych — należy zauważyć, że prawdziwym nauczycielem człowieka będzie ten, kto pomoże mu bardziej precyzyjnie wypełnić swoją misję. Pomoc ta może być potrzebna na każdym poziomie — ważne jest jedynie, aby nadeszła w odpowiednim czasie i była adekwatna. Tradycyjnie jednak mianem duchowego nauczyciela określa się osobę pracującą na energii atmanicznej i częściowo buddhialnej, i autor niniejszego tekstu będzie się trzymał tej definicji.

Ideały można porównać do latarni morskich, które jednocześnie są punktami zaopatrzenia na krętej rzece indywidualnej ewolucji. Aby dostrzec ideał, trzeba włożyć pewien wysiłek; z kolei zbliżanie się do niego nagradzane jest znaczącym kwantem energii — dopóki nie pojawi się kolejna latarnia, która automatycznie unieważnia starą i wymaga od człowieka zmiany kursu. Oczywiście, ideały rzadko zmieniają się na przeciwne, lecz są korygowane w ciągu życia — czasem bardzo istotnie. Poza swoimi latarniami można jednak często dostrzec cudze, czyli „pirackie” światła, które zwodzą statek na skały, a także pławy, które same nie świecą, lecz jedynie odbijają rzucone na nie światło i nie wskazują żadnej drogi — są to lalkowe ideały.

Zagłębcie się głębiej w astrologię

Darmowe kalkulatory, mapa urodzenia, Tarot online oraz inne narzędzia do samopoznania.

Udostępnij:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Updating
  • Brak produktów w koszyku.