Merkury – Słońce Nauczyciel dyktuje klasie pracę domową. Tematyka strukturyzacji, zrozumienia i wprowadzania prawa jest tu omawiana na materiale tworzenia lub niszczenia obiektu. Typowa sytuacja merkuryjsko-słoneczna to posiedzenie władz miejskich w związku z nadchodzącymi zamieszkami w mieście, np. zagrożeniem nielegalnego zgromadzenia. Na merkuryjsko-słonecznej energii pracuje położna, która precyzyjnie kieruje rodzącą; ta ostatnia, jeśli poród przebiega normalnie, rodzi przy słoneczno-merkuryjskiej energii. Na merkuryjsko-słonecznej energii wykonywany jest projekt koncepcyjny, w którym zakładane są główne cechy i struktury przyszłego obiektu. Dokładniejszy przykład to przygotowanie struktury przyszłego poważnego dokumentu, np. ustawy państwowej. Co powinno zostać uwzględnione w Konstytucji? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy bezpośrednio skontaktować się z państwowym egrzegorem, który oczywiście nie udostępni dokładnego tekstu głównego Prawa państwa, ale z pewnością będzie miał pewne zdanie dotyczące jego struktury, głównych punktów treści oraz nazwy państwa (nie należy mylić z nazwą kraju, którą nadaje egrzegor etniczny). Niedostateczna ilość merkuryjsko-słonecznej energii, w szczególności niedostateczna uwaga poświęcona prawom, które rządzą życiem tworzonego lub nowonarodzonego obiektu, odbija się po pewnym czasie (czasem od razu) na jego losie, a sytuacja merkuryjsko-słoneczna przemienia się w słoneczno-merkuryjską: tak niedostateczna dbałość władzy o potrzeby obywateli kończy się… czytelnikowi proponuje się odnaleźć analogię takich wydarzeń we własnym świecie wewnętrznym.
Merkury – Księżyc Rząd określa budżetowe środki na zabezpieczenie społeczne. W merkuryjsko-księżycowym nurcie, przy Merkurym w Pannie, pisane są książki o wychowaniu dzieci. Zawierają one reguły, recepty, których przestrzeganie pozwala lepiej dbać o dorastające pokolenie, a także prawa rozwoju, które powinni uwzględnić rodzice. Znacznie subtelniejszą materią są indywidualne cechy dziecka, czyli prawa jego osobistego rozwoju i interakcji ze środowiskiem zewnętrznym (zarówno naturalnym, jak i społecznym); na zrozumienie tych praw powinna być skierowana istotna część merkuryjsko-księżycowej energii rodziców, gdyż ogólne prawa dotyczące wszystkich dzieci, nawet jeśli istnieją i są dobrze opisane, przejawiające się w konkretnych okolicznościach jego życia, tworzą unikalne struktury, które lepiej jest wykorzystywać, niż łamać. Należy odróżnić księżycowo-merkuryjską oraz merkuryjsko-księżycową energię. Pierwsza wywołuje do życia wysiłki pod ogólnym sztandarem troski, która przejawia się na materiale porządkowania; druga zaś ma znacznie chłodniejszy, oderwany charakter, a jej główną treścią jest poszukiwanie praw i ich wprowadzanie poprzez tworzenie struktur – na materiale troski o obiekt. Bardzo często w egrzegorze rodzinnym księżycowo-merkuryjska energia matki („a teraz czas iść na spacer, to jest dobre dla twojego zdrowia”) jest odbierana przez dzieci jako merkuryjsko-księżycowa, przy czym sztywno narzucają one własne struktury. Prawdziwa merkuryjsko-księżycowa działalność jest bardzo trudna, i wielu ludzi (w tym także polityków) podejmuje się jej i ponosi fiasko, a następnie próbuje
ukryć ją, grając w psychologiczną grę „chciałem tylko pomóc”, której podstawą jest podmiana merkuryjno-księżycowej pozycji znacznie mniej odpowiedzialną księżycowo-merkuryjską. Merkury — to energia strukturyzowania struktur i praw, ujawniania metazasad i metastruktur, które organizują struktury obiektu. Rzadkie państwo, a jeszcze rzadsza rodzina, dochodzi do zrozumienia merkuryjno-merkuryjskiego poziomu energetycznego. Prawa regulujące działalność legislacyjną zarówno w najwyższych organach państwowych, jak i „lokalnych”, najczęściej formułowane są dość dowolnie i bez żadnego głębszego zastanowienia się nad tym, że dla państwowego egrégoru stanowią one bezpośrednie zainteresowanie. Wynika to z faktu, że każdy złożony obiekt budowany jest jako hierarchia struktur i odpowiednio — praw, przy czym wyższe szczeble hierarchii często zupełnie nie przypominają niższych — dotyczy to nie tylko ich elementów, ale i struktur organizujących oraz praw. I chociaż niższe elementy hierarchii często niemal bezpośrednio odczuwają wyższe i więcej ich charakterystycznych struktur, to jednak te ostatnie odgrywają ważną rolę w życiu pierwszych. Tak więc na merkuryjno-merkuryjskiej energii dokonuje się zrozumienie wielopoziomowej, czyli „pionowej” struktury obiektu oraz dyferencjacja typów praw; typowo merkuryjno-merkuryjska jest rozpatrywana w tym dziele struktura organizmu, w której każde ciało ma swoje prawa, a ponadto kierowane jest przez wyższe, które ingeruje nie tylko w medytacje danego, ale i w jego struktury — nawet (w pewnym stopniu) w prawa, które je tworzą.
W rodzinie brak merkuryjno-merkuryjskiej energii odczuwany jest wówczas, gdy z jakiegoś powodu przestają działać ustalone zasady podziału obowiązków organizacji życia i trzeba myśleć o ich jakościowej zmianie. Tak często bywa, gdy w rodzinie z jednym dzieckiem 5-letnim lub starszym rodzi się niemowlę i rodzicom katastrofalnie brakuje sił i czasu — wówczas na starsze dziecko nakładane są pewne zupełnie „dorosłe” obowiązki, a żeby je prawidłowo określić, potrzebna jest konsultacja z rodzinnym egrégorem właśnie na merkuryjno-merkuryjskim poziomie.
Merkury — Wenus
Kawa, którą wnoszą w trakcie napiętych negocjacji biznesowych. Gdy zbuduje się hierarchiczną strukturę obiektu, można szybko przekonać się, że jednak jej brakuje. Będzie martwa, a żywa woda, która daje jej możliwość istnienia, to właśnie energia merkuryjno-wenusjańskiego poziomu. Na płaszczyźnie fizycznej merkuryjno-wenusjańska energia zapewnia smarowanie w ruchomych połączeniach — stawach ciała fizycznego i łożyskach turbin. Zapewnia miękkość zmian biegów samochodu, wymyślono żółty sygnał świetlny, dmuchane komory rowerowe oraz węzły autostrad. Merkuryjno-wenusjańska energetyka planu kauzalnego wyraża się wyraźnie w społecznych rytuałach: dawniej były to ukłony i machanie kapeluszem, dziś — specyficzne powitania i uprzejme wstępne rozmowy na zadane tematy: podwyżki cen i podatków, pogoda itp.
Merkuryjno-wenusjańskiej energii właściwe są uprzejmość, delikatność, pewne zamazanie ostrych kątów i połączeń, które w merkuryjno-merkuryjskich sytuacjach wyraźnie wystają na zewnątrz. Draperie, zewnętrzna ozdoba funkcjonalnych węzłów i agregatów wymaga właśnie merkuryjno-wenusjańskich starań, których rezultatem będzie wrażenie transformacji twardej merkuryjno-merkuryjskiej hierarchii w złagodzone, choć strukturalno-funkcjonalne, całość: na przykład samochód, niech jeszcze niedoskonały, częściowo amatorsko uformowany, urządzenie, ale sztywność prawa, które nim rządzi, została już złagodzona.
Tak więc przeznaczeniem merkuryjno-wenusjańskiej energii jest złagodzenie działania prawa poprzez wzajemne przystosowanie rzeczywistości do niego i jego do niej — często za pomocą pewnych dodatkowych środków. Bardzo ciekawie przejawia się włączenie tej energii w komunikacji, gdy człowiek czuje, że mówi zbyt sztywno, wyraźnie i schematycznie: nagle w jego mowie pojawiają się pauzy, wstępne słowa, zdania się wydłużają, pojawiają się przykłady i porównania, a także odwołania do doświadczenia rozmówcy, uśmiech i wiele innych środków, które odróżniają uprzejmość.
Merkury — Mars
Trener układa program łyżwiarzom figurowym. To energia, w której tworzone są struktury, które realnie wcielają prawo, gdy nie ma wątpliwości co do jego istnienia i skuteczności. Dla merkuryjno-marsjańskiego poziomu charakterystyczne jest wyraźne uformowanie struktur, jednak same one, podobnie jak prawa, które je stworzyły, mogą być zupełnie nieoczywiste dla powierzchownego obserwatora. Tak zbudowany jest współczesny samochód i komputer osobisty — ich funkcjonalność jest oczywista dla użytkownika, ale wewnętrzna struktura jest znacznie bardziej złożona i odsłania się mu jedynie pośrednio i w takim zakresie, w jakim jest to konieczne.
Na merkuryjno-marsjańskiej energii w rodzinie tworzone są skuteczne i trwałe rytuały, wcielające w życie podstawowe rodzinne struktury, podział obowiązków i odpowiedzialności, przy czym domownicy często nie zastanawiają się nad tym, dlaczego w danej sytuacji postępują w określony sposób, ale dobrze czują, że na tym opiera się rodzinny porządek, a naruszenie merkuryjno-marsjańskich form wywołuje rodzinny nieporządek. W każdej rodzinie istnieją takie często ukryte za zwykłymi działaniami, ale bardzo skuteczne sposoby wprowadzania porządku, a sfery ich przejawiania się w dużej mierze określane są przez położenie Merkurego w znaku. Na przykład merkuryjno-marsjańskie rytuały przy raczym Merkurym mogą wyrażać się w bardzo emocjonalnych scenach lub nawet awanturach, które członkowie rodziny urządzają sobie nawzajem z różnych zewnętrznych powodów, a jedynie długie i uważne obserwowanie może ujawnić ich organizującą, strukturyzującą i ukierunkowującą rolę w rodzinie. Merkuryjno-marsjańskie wibracje skorpionowego Merkurego dadzą rodzinę, w której wyraźne strukturyzowanie rodzinnych programów odbywa się poprzez ukryte gromadzenie pewnych emocjonalnych nastrojów — typowe dla rodzin w powieściach Agaty Christie, gdzie w pewnym momencie dochodzi do morderstwa, a małżonkowie koniecznie podejrzewają siebie nawzajem. (Autor nie chce przez to powiedzieć, że Merkury w Skorpionie koniecznie da rodzinę z kryminalnymi skłonnościami — ale konieczne jest uważne śledzenie emocjonalnego podłoża tego, co się dzieje, i ogólnego emocjonalnego tła).
Merkury — Jowisz
Dyplomaci prowadzą negocjacje dotyczące porządku dziennego spotkania na najwyższym szczeblu. Na merkuryjno-jowiszjańskiej energii tworzone są struktury, które zapewniają jedność obiektu, a nawet cały system jego powiązań ze światem zewnętrznym. Merkuryjno-marsjańskiej doskonałości poszczególnych podstruktur, w tym hierarchicznych, brakuje do ostatecznego uformowania z nich jednej struktury obiektu — między innymi dlatego, że często są one słabo kompatybilne ze sobą, zapewniają sprzeczne funkcje itp., a zadanie stworzenia uniwersalnej struktury obejmującej, często pod względem wielu aspektów bardziej subtelnej niż na merkuryjno-merkuryjskim, jest domeną merkuryjno-jowiszjańskiej energetyki.
W państwowym egrégorze na niej pracują różne międzyresortowe komisje, wyższe organy planujące, rządy narodowego pojednania itp.; w komputerze rolę tę przejmuje system operacyjny, który rozdziela czas i pamięć pomiędzy innymi (przeznaczonymi dla użytkownika) programami i utrzymuje łączność z urządzeniami zewnętrznymi. Typowa merkuryjno-jowiszjańska sytuacja pojawia się na zebraniu rodzinny, które określa główne kierunki wysiłków, podstawową strukturę finansowych dochodów i wydatków itp. Przy tym w zależności od położenia Merkurego w znaku formy i akcenty dyskusji mogą być różne: na przykład merkuryj owiński Merkury podniesie dyskusję na zasadniczą wysokość, będą przywoływane przykłady z historii, wzorce z dziedziny polityki zagranicznej, moralne powiedzenia filozofów itp.
W sprawach firmy, na energii merkuryjsko-jowiszowej, kształtuje się ogólna struktura jej działalności zewnętrznej i wewnętrznej oraz ich wzajemne powiązania, w których uczestniczą niekiedy najbardziej zaskakujące momenty (typowo omawiane na zebraniach w dziale „różne”), a rozwiązywanie konfliktów między niekiedy przeciwstawnymi interesami różnych struktur wymaga subtelnej dyplomacji i mądrości, wychodzących głównie z egrégoru firmy, ale nie zawsze akceptowanych przez jej kierownictwo.
Merkury – Saturn Maratończyk wychodzi na drugie tchnienie. Na tej energii prawa życia wewnętrznego obiektu, zasady jego interakcji ze środowiskiem i struktury je podtrzymujące, przechodzą próbę praktyczną, w której ujawnia się, czy jest wolą Bożą na istnienie i działanie tych struktur, czy też nie, a także co one realnie dają.
U Żydów, pomimo ich szacunku dla mędrców (cadyków), istnieje takie prawo: prawa wprowadzane przez nich uważane są za obowiązujące tylko wówczas, gdy są akceptowane przez lud, i w ten sposób testem dla merkuryjsko-jowiszowych konstrukcji staje się merkuryjsko-saturnijska sytuacja (autor podkreśla, że nie chodzi tu o to).
Główny morał istnienia merkuryjsko-saturnijskiej energii polega na tym, że żadne prawo ani struktura, otwarte i stworzone bez uwzględnienia konkretnych warunków środowiska i życia w nim, nie pozostawiają obiektowi szans na istnienie w ramach tego prawa i na podstawie jego struktur: jedno i drugie muszą być podtrzymywane przez życie zewnętrzne i wewnętrzne obiektu; energia tej podtrzymy (lub destrukcji), czyli strukturalnie uświadomionego biokoenozy, jest właśnie merkuryjsko-saturnijską.
Antymerkuryjsko-saturnijska idea polega na tym, aby wejść w zorganizowany świat, maksymalnie go konsumować i odejść, pozostawiając po sobie stos śmieci; opracowanie daje przeciwne dążenie: znaleźć strukturalny symbiozę siebie i świata, i odejść z rzeczywistości, podnosząc poziom ewolucyjny zarówno jej, jak i siebie samego – co, rzecz jasna, brzmi czystym idealizmem, gdyż sprzeciwia się drugiemu prawu termodynamiki… świat z nią obojgu.
***
Silny Merkury daje człowieka, którego życie jest zarządzane i wymaga zarządzania prawami w większym stopniu, niż on sam przewiduje. W ogóle silna planeta zawsze ostro stawia pytanie o balans aktywnych i pasywnych przejawów swej zasady; w tym przypadku pojawia się problem balansu wysiłków: tych, które są skierowane na zrozumienie praw, które rządzą człowiekiem, i tych, które on poświęca na tworzenie reguł i struktur regulujących jego życie i działalność. Dopóki człowiek z silnym Merkurym nie znajdzie takiego balansu, jest rzucany to w jedną, to w drugą stronę: albo popada w woluntaryzm, wmawiając sobie, że jego życie w pełni zależy od tego, jak precyzyjnie je reguluje i stara się podporządkować wewnętrzną, a przede wszystkim zewnętrzną rzeczywistość samodzielnie ustanowionym prawom, rytmom i prawom swojego życia, i jak bardzo można dostosować się do nich, uważając je za całkowicie niezależne od swojej woli i określające jego życie w najmniejszych szczegółach. Jednak zarówno jedno, jak i drugie stanowisko okazują się niewystarczające: tej osobie brakuje wysiłków jednego lub drugiego rodzaju osobno; potrzebuje ona uważnie studiować imperatywne dla niej prawa i struktury, i wprowadzać pewien porządek wewnątrz i wokół siebie, i robić to w spójny sposób. Na jakim materiale to wszystko się odbędzie, pokaże położenie Merkurego w znaku, domu i jego aspekty.
Silny Merkury w horoskopie pary da jej masę chaosu w relacjach i mnóstwo problemów wymagających od partnerów ustanowienia regulaminu w rozmowach i jasnego podziału obowiązków we wszystkich sferach, włącznie z najintymniejszymi – ale okaże się to niewystarczające, gdyż pary egrégor manifestuje „z powietrza” swoje prawa i wymagania, które są niemożliwe. Praca nad tym nie będzie łatwa, ale pozwoli (osobie, parze, rodzinie, państwu, firmie, książce) nie tylko stworzyć rzeczywistość ze swoimi prawami, ale i rozprzestrzenić ją na świat zewnętrzny.
Słaby Merkury często oznacza człowieka, który dość lekkomyślnie odnosi się do praw w ogóle, a w odniesieniu do siebie i swoich okoliczności szczególnie. Rzadko kiedy wydaje mu się, że on koniecznie musi podporządkowywać się jakimś twardym regułom lub je ustanawiać – czy to dla siebie, czy dla innych nie ma to znaczenia. Na ludzi, którzy surowo podporządkowują się reżimowi lub trzymają w ryzach otoczenie, patrzy z pewnym zdziwieniem, słabo rozumiejąc, po co to wszystko jest potrzebne: dla niego osobiście niekontrolowana wolność wcale nie musi i nie od razu obraca się chaosem i zamętem – zarówno w życiu zewnętrznym, jak i wewnętrznym. Z drugiej strony, ciężko mu podporządkować się porządkowi i słuchać go nawet wówczas, gdy jest on wyraźnie transmitowany ze świata subtelnego, a zupełnie niemożliwe wyda mu się powierzenie ujarzmienia chaotycznej sytuacji i szybkiego wprowadzenia w niej klarownego porządku – choć przy opracowaniu Merkurego i nie będąc zbytnio ograniczonym czasem i środkami, czasem potrafi zrobić to zręczniej i lepiej.
Ostatnia okoliczność jest bardzo ważna; w ogóle słabość planety w horoskopie oznacza małą wrażliwość człowieka na jej grube energie, za to możliwość usłyszenia jej wyższych wibracji; dlatego człowiek ze słabym Merkurym raczej nie stanie się dobrym administratorem, ale jego obserwacje filozoficzne mogą okazać się bardzo głębokie.
Dyrektorowi firmy ze słabym Merkurym będzie bardzo trudno ustanowić dla swoich pracowników klarowny i regularnie kontrolowany reżim pracy, ale to nie oznacza, że firma będzie źle funkcjonować; jednak raczej nie powinien on płacić pracownikom stałej pensji – lepiej pomyśleć o pewnym systemie premiowym zależnym (niekoniecznie bezpośrednio) od jakości pracy.
Harmonijny Merkury da człowieka, który zadziwiająco precyzyjnie wyczuwa realne prawa, którym lepiej się podporządkować, niż je przeciwstawiać, i naturalnie korzysta z nich dla swoich celów. Jeśli musi wprowadzić gdzieś porządek, najczęściej zrobi to łatwo i wcale niekoniecznie własnymi rękami: to naturalny przywódca (a czasem, jeśli trzeba, także prorok i wróżbita), ale nie należy myśleć, że będzie dążył do podejmowania najtrudniejszych i słabo kontrolowanych sytuacji; one z reguły nie pojawiają się na jego drodze. Jego problemy są innego rodzaju: to między innymi nuda i niemożność wydostania się z własnego, stworzonego przez siebie porządku rzeczy, który wciąga go niczym bagno (choć zewnętrznie może być urządzony bardzo komfortowymi strukturami: miękkie meble i grube dywany w gabinecie służbowym, uważnie uprzedzająca sekretarka). Także rodzinie i państwu z harmonijnym Merkurym bardzo trudno jest zrozumieć innych, którzy nie posiadają tej szczęśliwej jakości. Rzeczywistość wokół niego nie tylko układa się w wygodne dla niego prawa – rozciąga się także na pewną odległość wokół, nie pozwalając mu dostrzec ukrytych, brzydkich, dysharmonijnych praw, które określają rzeczywistość innych – ich kłopoty wydają mu się nie więcej niż przypadłościami, które z pewnością nie mają szans na kontynuację. Praca nad tym jest trudna, gdyż wymaga istotnego poszerzenia świadomości, ale daje człowiekowi wielkie możliwości rozprzestrzenienia harmonijnych praw jego własnego losu na cały świat; jeśli zaś zadowoli się bezczynnością, harmonijne struktury stopniowo oplecioną wszystkie jego ciała, ostatnie obrosną pasożytami, i uwolnić się z powstałej pułapki (na początku miękkiej) będzie niewiarygodnie trudno, a człowiek, którego głównym prawem staje się bezwstydny pasożytnictwo, jest żałosnym widowiskiem; wprawdzie, zbierze on bogaty jałmużnę, koniecznie przyciągając uwagę świata zewnętrznego.
Urażony Merkury nie daje prostego, łatwego i zrozumiałego życia; czasem, aby jakoś do niego przystosować, człowiekowi przychodzi się zgiąć znakiem zapytania, lub złożyć się trzykrotnie, albo, co mniej przyjemne, zmuszać do tego otoczenie. Przy harmonijnych Słońcu i Księżycu słaba zdolność przystosowania się człowieka do praw własnego życia nie ujawnia się od razu (czasem całe życie jest wypierane do podświadomości), ale i w tym przypadku z biegiem lat do jego duszy wkrada się wątpliwość: coś ze mną nie tak, jakoś źle wpisuję się w świat zewnętrzny w ogóle.
Innymi słowy, człowiek z porażonym Merkurym może liczyć na chroniczną porażkę (szczególnie w sferach wskazywanych przez merkuryjski znak, dom oraz aspekty), dopóki będzie się on opierał na ogólnie przyjętych prawach społecznych — formułowanych wprost lub pośrednio. Jednakże, przyjmując pewną swoją zasadniczą cechę, czyli odmienność od przeciętnego członka społeczeństwa, i uchwyciwszy — choćby ogólnie i intuicyjnie — specyficzne i nie zawsze od razu wygodne (często początkowo bardzo niewygodne), ale jednak zrozumiałe prawa swojego bytu, nie tylko dostosowuje się do nich, lecz stopniowo odkrywa w nich pewną wygodę — dla siebie osobiście i nikogo innego, a także ujawnia w sobie zdolność do życia w okolicznościach, które z żadnego punktu widzenia nie są do zniesienia. Druga część jego trosk to stale pojawiające się chaotyczne sytuacje, jakby wzywające go do pomocy w przywróceniu porządku. Tu początkowo najczęściej wpada w tarapaty: albo bierze się za nie swoje sprawy, albo robi to w niewłaściwym czasie, albo w niewłaściwy sposób, albo — wreszcie — wszystko wychodzi dobrze, z wyjątkiem tego, że zamiast podziękowań spotyka go hańba i zostaje wyrzucony, nie uznając w ogóle jego zasług. Tu pokusa polega na pośpiechu i surowości narzuconych przez niego praw, a na wyższym poziomie — na zawyżonych wymaganiach wobec siebie i sytuacji, którą porządkuje: jeśli egrzegor każe ci zamiatać podłogę i daje ci miotłę, nie oczekuj od siebie i podłogi sterylnej czystości sali operacyjnej; inna rzecz, oczywiście, jeśli pracujesz tam jako salowa. Merkury w znakach Położenie Merkurego w znaku pokaże obszar, w którym człowiek z jednej strony jest w największym stopniu zdolny ujawniać i ustanawiać prawa i porządek, a z drugiej — najbardziej jawnie tego potrzebuje, tak że brak odpowiednich starań szybko prowadzi do bardzo negatywnych konsekwencji. Opracowywanie Merkurego najlepiej prowadzić w znaku, w którym on się znajduje; jednak to łatwiej powiedzieć niż zrobić, a poza tym problemy poszukiwania i ustanawiania praw i struktur pojawiają się u każdego człowieka we wszystkich kanałach zodiakalnych bez wyjątku i rozwiązywać je najczęściej trzeba na tym materiale, na którym one powstają. Jaki jest zatem sens położenia Merkurego w znaku? Przede wszystkim polega on na akcentowaniu problemów merkuryjskich — najbardziej aktualne są one dla człowieka, czy tego chce, czy nie, czy uświadamia je, czy wypiera do podświadomości, właśnie w obszarze określonym przez merkuryjski znak. Drugą, również bardzo ważną okolicznością jest to, że w tej dziedzinie nieuchronnie pojawi się odzew na merkuryjskie włączenie, gdziekolwiek by ono nie nastąpiło, i od tego, jak człowiek usłyszy ten odzew i zareaguje, w dużym stopniu zależy rozwiązanie pierwotnego problemu merkuryjskiego. Merkury w znaku pokaże chaotyczny kompleks człowieka — obszar, w którym powinien on częściowo pojąć Boskie, a częściowo ustanowić własny porządek, ale z jakiegoś powodu nie jest w stanie tego zrobić i w rezultacie okazuje się pod władzą chaosu. Podobnie jak każda inna planeta, Merkury w horoskopie wskazuje jednocześnie na źródło określonej siły (w tym przypadku — porządkującej, podporządkowującej prawu itp.) oraz na terytorium znajdujące się w pobliżu tego źródła, z ostrym deficytem tej siły, a do zadań rozwoju ewolucyjnego należy najpierw oddzielenie źródła energii od terytorium jej niedoboru, a następnie poszukiwanie pośrednich (czasem bardzo okrężnych) dróg przekazywania energii ze źródła do terytorium, które jej potrzebuje — bezpośrednia transmisja jest tu niemożliwa (w tych swoistych mękach Tantala często kryje się treść świętej rany — patrz książka „Znaki Zodiaku”, rozdz. 8).
Merkury w Baranie
Treść życia człowieka leży od niego nieco z boku, aby było mu łatwiej ją dostrzec. W opracowanej wersji jest to aspekt religijnego mędrca: pandity, cadyka, ogólnie — guru, który umie dostrzec odbicie misji człowieka jako prawa regulującego jego główne programy życiowe, czyli reguły rozkładające akcenty jego egzystencjalnych wartości. To prawo nie wyraża się w zwykłych słowach (ani w liczbach, ani w formułach matematycznych), ale będąc choćby częściowo zrozumiałe, daje człowiekowi możliwość bardzo precyzyjnego prowadzenia głównej linii swojego życia — dar, który otrzymuje niewiele osób i zazwyczaj w drugiej połowie życia. Merkury w Baranie ostro stawia problem precyzyjnej strukturyzacji wartości zgodnie z ruchem ideału, i każda sytuacja poszukiwania, tworzenia lub przeprowadzania prawa jest podświadomie interpretowana przez człowieka jako duchowo-wartościowa, co daje czasem społecznie nieadekwatne (i słabo przez niego samego zrozumiałe) żarliwość postrzegania i reakcji. Na niskim poziomie ta osoba będzie skłonna do drobnej filozofii z byle powodu, tanich uogólnień i burzliwych, ale abstrakcyjnych rozważań w sytuacjach, w których należałoby spojrzeć konkretniej, coś realnego zrozumieć, a czasem nawet zrobić. Będzie jej szczerze wydawało się, że wprowadzenie porządku w wartościach to więcej niż wystarczająco, a wszystko inne samo się doda, i bardzo trudno jej zrozumieć, że u innych ludzi problemy z porządkiem mogą okazać się zupełnie inne. Jednocześnie uczciwe wprowadzenie porządku w swoich wartościach, wydobycie ich przynajmniej częściowo z głębin podświadomości i spojrzenie na nie z punktu widzenia Głównego Prawa Etycznego będzie dla niej niezwykle trudne i przerażające: jej chaotyczny kompleks polega na podświadomym przekonaniu, że w ogóle nie jest w stanie doprowadzić swoich głównych programów życiowych do jasnej zgodności niczym zając uciekający przed lisem…
Merkury w Byku
Człowiek, który wie, jak potoczą się wydarzenia, jest zazwyczaj zbyt wielki, aby się w nie wpasować. Jeśli Merkury w Baranie symbolizuje żydowskiego mędrca, który wie, jak należy ogólnie, to Merkury w Byku charakterystyczny jest dla jego żony, która wie, jak należy we wszystkich przypadkach. Opracowany aspekt daje specyficzną praktyczną mądrość wysoko cenioną przez społeczeństwo: ta osoba odczuwa prawa (i w pewnym stopniu umie na nie wpływać), określające przebieg strumienia wydarzeń na podstawie interakcji głównych dążeń i wartości ich uczestników. W skali państwowej może to być dar wielkiego ekonomisty, który umiejętnym systemem opodatkowania i dotacji państwowych jakościowo uzdrowi gospodarkę,
dyplomata zdolnego do załagodzenia na negocjacjach ostrych międzynarodowych konfliktów, które mają z reguły buddhiiczne, a nawet atmaiczne podłoże, lecz przyczynowo manifestują się zgodnie z zupełnie określonymi prawami, które człowiekowi z Merkurym w Byku mogą być widoczne lepiej niż innym. Merkury byczy daje pokusę zbyt konkretnego rozumienia działania prawa w ogóle, zwłaszcza na niskim poziomie rozwoju, gdy samo pojęcie „wydarzenia” odbierane jest przez niego dość surowo i przyziemnie. Wówczas jego wyobrażenie o prawach bytu, myślenia, życia emocjonalnego (nie mówiąc już o duchowym) będzie skrajnie prymitywne albo też będzie skłonny je całkowicie negować: z jego punktu widzenia prawo to to, co wciela się w jasnej strukturze ciągu wydarzeń, a dostrzeżenie go w nurcie emocji czy skokach myślenia jest trudne nawet dla profesjonalisty. Z merkuryjnym Bykiem trudno się rozmawia, nawet jeśli znajduje się on na wysokim poziomie rozwoju; jego logika wywiera bezpośredni nacisk, choć wcale nie jest skłonny argumentować: oddziałuje na ciebie jego własna struktura, zapewniająca przejście z planu buddhiicznego do kauzalnego, i jeśli twoje analogiczne struktury są słabsze (a jeśli twój Merkury nie jest w Byku, to najprawdopodobniej są słabsze, przynajmniej przy bezpośredniej interakcji), kształtowanie się ciągu wydarzeń staje się dla ciebie odczuwalne — silne (choć nie zawsze nieprzyjemne).
Chaotyczny kompleks merkuryjnego Byka — strach, że prawa kształtowania ciągu wydarzeń są przez niego zrozumiane i nałożone na rzeczywistość niedostatecznie, i oto zaraz stanie się coś nieprzewidzianego, a wydarzenia zaczną wirować w sposób chaotyczny i niekontrolowany z planu buddhiicznego. Tak żona, która znalazła skuteczne psychologiczno-growe metody sterowania mężem, w ukryciu boi się: a co jeśli on pewnego dnia zauważy, jak bardzo się zestarzała, i porzuci ją, odchodząc do młodej i pięknej.
Prawdziwe zrozumienie wydarzeń przychodzi znacznie później — zrozumienie, jak nie należało ich rozumieć. Uwaga. Ta osoba obdarzona jest przez naturę wieloma zdolnościami — ważne jest jedynie nie roztrwonić ich na drobiazgi. Tutaj kwestia poszukiwania i ustalania praw rozwiązywana jest (przynajmniej stawiana) na materiale mentalnego modelowania ciągu wydarzeń — precyzyjniej, gwałtownych zakrętów, zatrzymań i ślepych zaułków tegoż nurtu. Merkury bliźniaczy powołany jest do szukania praw i struktur, którymi dokonuje się (lub powinno się dokonywać) uświadomienie kauzalnych ślepych zaułków i trudności; można to nazwać prawami myślenia praktycznego, i u każdego człowieka są one w dużej mierze indywidualne. Tak więc główna tematyka merkuryjskiego Bliźnięcia to poszukiwanie adekwatnych reguł interpretacji trudnych wydarzeń i sytuacji w różnych mentalnych systemach symbolicznych, przy czym słowo „adekwatnych” w tej frazie ma przede wszystkim znaczenie subiektywne: adekwatnych w rzeczywistości samego człowieka; dopiero bardzo głębokie opracowanie aspektu daje możliwość dostrzegania i opracowywania praw interpretacji nurtu życia, skutecznych i efektywnych także dla innych ludzi. Dotąd zaś merkuryjski Bliźniak skłonny jest narzucać otoczeniu czasem efektownie wyglądające sposoby interpretacji wydarzeniowych ślepych zaułków, nie zauważając, że w rzeczywistości innych ludzi jego komentarze są niczym więcej niż ładnymi grzechotkami.
Istotnym problemem tej osoby jest zrozumienie, że prawo i porządek w życiu innych ludzi to najczęściej kategorie nie tylko mentalne, ale i jakieś jeszcze, oraz że najwłaściwsza interpretacja trudności najczęściej nie wystarcza do jej rozwiązania.
Chaotyczny kompleks w tym przypadku polega na ukrytym strachu przed nieadekwatnością stosowanych przez człowieka reguł interpretacji kauzalnego nurtu: a co jeśli, boi się on, wydarzy się coś, czego nie będę w stanie złożenie wyjaśnić, i ktoś połączy moje lekkie słowa i wystawi mnie na pośmiewisko, jak miejskiego głupka? A co jeśli już dawno jestem głupcem w oczach samego siebie?
Nie umiejąc naprawdę cieszyć się, czy zdołasz zrobić dla ludzkości coś pożytecznego? Tutaj kwestia porządku musi być rozwiązywana przez człowieka przede wszystkim na materiale jego reakcji emocjonalnych; innymi słowy, dla niego bardzo ważna jest umiejętność rozumienia własnych uczuć, a przede wszystkim — reakcji na te czy inne myśli. Jogi mówią: myśli rodzą uczucia, i Merkury odczuwa to jak nikt; co więcej, potrafi dość precyzyjnie zauważać, jakie myśli wywołują jakie uczucia, i z pewną dozą prostoduszności ekstrapoluje swoje spostrzeżenia na otoczenie. W ogóle obecność planety w Raku daje człowiekowi podwyższony poziom emocjonalności, zwłaszcza w sytuacjach jej aktywności. Merkury w Raku oznacza wysoką emocjonalną wrażliwość w sytuacjach, gdy trzeba wprowadzić porządek lub mu się podporządkować, i ta cecha człowieka może być zupełnie niezrozumiała dla otoczenia, a nawet dla niego samego.
Właśnie takie osoby zaczynają bunty i powstania przeciwko tyranii, to one często nie mogą przejść obojętnie wobec niesprawiedliwości, która ich osobiście nie dotyczy. W rodzinie i w pracy taka osoba może być źle znoszona, zwłaszcza przy porażonym Merkurym, gdy jej wyobrażenia o prawie i sprawiedliwości będą bardziej niż swoiste, lecz służy ona ważnym wskaźnikiem jakości porządku i przestrzegania prawa w tych kolektywach i sytuacjach, w których się przejawia.
Merkurymu rakowemu trzeba nauczyć się dwóch rzeczy: po pierwsze, zrozumieć, że emocjonalna reakcja na bezład, naruszenie prawa czy struktury to jeszcze nie wszystko — czasem trzeba pomyśleć, czasem coś zrobić, a czasem i pokutować; a po drugie, nie oczekiwać w podobnych przypadkach od otoczenia reakcji podobnych do swoich i nie uważać, że emocjonalna obojętność jest oznaką braku zaangażowania.
Chaotyczny kompleks merkuryjskiego Raka — niepewność co do natury i sterowalności własnych reakcji emocjonalnych na zewnętrzne i wewnętrzne wydarzenia (a precyzyjniej — na ich uświadomienie). Człowiek w ukryciu boi się o siebie: a co jeśli moją szczerozną reakcją na chorobę nauczyciela będzie triumf? A co jeśli myśl o przyszłym Królestwie Niebieskim nie wywołuje we mnie niczego poza głuchą tęsknotą?
Kobieca uroda — przedmiot działań, a nie rozważań. Nie należy sądzić, że człowiek z Merkurym w Lwie reaguje na sytuacje, w których trzeba podporządkować się prawu lub zorganizować strukturę, wyłącznie swoją fizjologią, lecz jego podwyższona reakcja bioenergetyczna w podobnych przypadkach rzuca się w oczy. Tam, gdzie merkuryjski Bliźniak zacznie długo i nudno rozważać, lewowy odczuje energetyczny wzrost, nie będzie mógł usiedzieć na miejscu i powstrzymać gestykulacji. W ogóle opracowanie kanału Lwa to dość subtelny punkt samopoznania i autoregulacji, który w nowoczesnej kulturze zachodniej jest prawie nie badany. „Uczcie się panować nad sobą”; „Nie dajcie ujścia uczuciom, ale i nie tłumcie ich zbyt mocno” — takiego rodzaju wskazówkami i ograniczeniami ogranicza się współczesna astrologiczna pedagogika, uważając, że resztę człowiek jest w stanie opanować sam. Kto jest w stanie, a kto nie; jednak posiadając Merkurego w Lwie, człowiek może nauczyć się wielu skutecznych reguł i metod transformacji pozostałości odegranych emocji w pozytywny potencjał bioenergetyczny. Co prawda, te reguły i metody początkowo będą działać tylko u niego samego, lecz opracowanie daje możliwość opanowania tej sztuki na tyle, by zacząć uczyć jej i innych. Jeśli zaś człowiek nie nauczy się tego choćby sam, znajdzie się w dość nieprzyjemnym położeniu: każda sytuacja, która wymaga zastosowania merkuryjskiej energii (to znaczy posłuszeństwa prawom, wprowadzenia ich w życie lub samodzielnego ich tworzenia), odbiję się uderzeniem w ciało eteryczne, które z czasem utraci swoje osłony i zacznie chorować, a potem i choroby fizyczne.
Chaotyczny kompleks lewowego Merkurego — niepewność co do swojej zdolności poradzenia sobie z reakcjami eterycznymi, które następują po emocjonalnych bodźcach. Typowe przykłady: „niedźwiedzia” choroba, strach przed czerwienieniem się, jąkanie w odpowiedzialnych sytuacjach itp.
Dyskusja o bycie Boskim wydaje mi się jałowa: Kto bowiem tak regularnie i celowo daje mi w łeb?
Przede wszystkim oznacza to dużą zależność człowieka od interakcji ciała eterycznego i fizycznego: koniecznie musi on poznać przynajmniej podstawowe zasady fizycznego postępowania w charakterystycznych napięciach i dyskomfortach eterycznych, aby uniknąć chorób fizycznych i urazów. Zwykle człowiek z Merkurym w Pannie od dzieciństwa dostrzega u siebie pewne „niezbyt dobre” cechy fizycznego zachowania, na przykład podwyższoną skłonność do urazów w sytuacjach głębokiego wzburzenia: albo uderzy się w róg stołu, albo strąci na podłogę filiżankę, albo po prostu nie wiadomo skąd pojawią się siniaki, otarcia lub stłuczenia. Z reguły z wiekiem pojawiają się sposoby kompensacji, na przykład uspokajający system oddychania, umiejętności typu autotreningu, specjalne ćwiczenia gimnastyczne itp., ale ujawniają się także choroby przewlekłe narządów wewnętrznych, które nasilają się przy wzmożonej energii merkurycznej i problematyce.
Problemy z poszukiwaniem i wcielaniem prawa Panny Merkury ma skłonność postrzegać przede wszystkim jako czysto materialne, nawet w tych przypadkach, gdy noszą one pozornie czysto emocjonalny, mentalny, a nawet światopoglądowy charakter. Przynajmniej bardzo trudno mu sobie wyobrazić prawo, które nie ma czysto fizycznej manifestacji, i trudno zrozumieć, że inni ludzie mogą myśleć inaczej. Nie zaprzecza temu, że czasem trzeba wprowadzić porządek w umyśle (przepraszam, ideach) — ale jeśli zrobi się to dobrze, to nie może nie odbić się także na świecie przedmiotów fizycznych?! Chaotyczny kompleks Panny Merkurego to przede wszystkim niepewność co do własnej zdolności wykonania koniecznego ruchu fizycznego. W ogóle ta osoba jest fizycznie utalentowana, na przykład może zostać niezłym tancerzem, ale całkowitej swobody i naturalności ruchów osiągnięcie jest dla niej bardzo trudne, jeśli nie są one wyćwiczone przez lata treningów. Prawdopodobne są także projekcje tego kompleksu na świat zewnętrzny — niepewność w interakcji z przedmiotami i w nich samych. W ramach kompensacji Panna Merkury może stać się akrobatą lub atletą ciężkiej wagi, ale prawdziwe przezwyciężenie kompleksu zawsze idzie drogą okrężną.
Merkury w Wadze
Ogólnie można powiedzieć, że problemy zdrowotne ujawniają się u niego pozytywnie. W życiu tej osoby ważną rolę odegra troska o własne zdrowie; takie pojęcia, jak tryb snu i odżywiania, systematyczne spacery (biegi) na świeżym powietrzu, regularna gimnastyka itp., które są dla innych ludzi nie do zniesienia nudne, będą dla niego nie tylko naturalną, ale i konieczną częścią życia. Już w dzieciństwie jego matka zauważy, jak ważny jest dla niego tryb dnia, przy czym dziecko w dużej mierze ustali je samo i ostro zaprotestuje przeciwko jego naruszeniu: płaczem, pogorszeniem tonusu i nastroju, rozstrojem trawienia, a jedynym sposobem przywrócenia wszystkiego będzie posłuchanie głosu jego natury i przywrócenie koniecznego trybu życia. Oczywiście, w dorosłym życiu niewielu ludzi słucha swojego ciała fizycznego, tym bardziej jego próśb o tryb regeneracji sił, ale merkuryjska Waga słyszy je znacznie wyraźniej niż inni ludzie i często się do nich stosuje, znając z doświadczenia, że inaczej będzie gorzej: gwałtownie pogorszy się samopoczucie i mogą się nasilić choroby przewlekłe. Jeśli zapytać tę osobę, jaki jest najbardziej odczuwalny prawo życia, prawdopodobnie odpowie, że jest to prawo odpowiedniości zdrowia do wysiłków fizycznych, które zostały w nie włożone. Co więcej, wszystkie sytuacje, w których trzeba podporządkować się prawu lub samemu ustanowić jakieś reguły (dla siebie lub innych), odbijają się u merkuryjskiej Wagi bioenergetycznie: pojawią się trudności z przyswajaniem pokarmu, problemy ze snem, zwykła gimnastyka okaże się mniej skuteczna niż zwykle, lub coś w tym rodzaju, a przezwyciężenie tych trudności będzie bezpośrednio związane z rozwiązaniem pierwotnego problemu merkuryjskiego, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie miał on nic wspólnego ze zdrowiem (powiedzmy, uporządkowanie obrazu, który się zmienił).
Chaotyczny kompleks merkuryjskiej Wagi to obawa o swój energetyczny tonus i zdrowie w ogóle: czy zdołam je utrzymać odpowiednim trybem fizycznym, czy pewnego nieszczęsnego dnia padnę bez sił lub zachoruję na straszną chorobę, mimo wszelkich starań?
Merkury w Skorpionie
Wyjście od zwierzęcia, człowiek bardzo się ucieszył. Merkury w Skorpionie (być może nie zdając sobie z tego sprawy) jest ekspertem w takiej kwestii: według jakich praw owoce jego bioenergetycznych przeżyć stają się podłożem dla emocjonalnych medytacji i jakim właśnie podłożem? Jeśli ta osoba jest choć w niewielkim stopniu skłonna do samoobserwacji, to już w młodości (czasem wcześniej) zauważa, jak wielkie znaczenie dla ogólnego tła jej nastroju ma samopoczucie, tonus, poziom sytości itp.; przy tym na ogólne dla wszystkich prawidłowości (na przykład głodny — zły) nakładają się u niego reguły właściwe tylko jemu (na przykład warunki powstawania porannej dysforii i sposoby walki z nią: dopóki nie wypiję pierwszej filiżanki kawy, lepiej do mnie nie podchodzić — wszystkich nienawidzę!). Zazwyczaj skorpionowy Merkury dość wyraźnie śledzi osobliwości zależności swoich negatywnych stanów emocjonalnych przy bioenergetycznym dyskomforcie, chorobach, złym tonusie itp. Jednak przy chęci ujawniają się u niego nie mniej wyraźnie pozytywne efekty emocjonalne od prawidłowego odżywiania, hartowania, kontaktu z żywiołami natury i innymi działaniami zdrowotnymi. Te ostatnie obserwacje mają dla skorpionowego Merkurego ogromne znaczenie, ponieważ pomagają zrekompensować ukryte napięcie emocjonalne, które zawsze pojawia się u niego w sytuacjach, gdy trzeba podporządkować się jakimś regułom, wprowadzać porządek, ustanawiać prawa i pilnować ich przestrzegania.
Skorpionowy Merkury ma skłonność do ostrej emocjonalnej reakcji na sytuacje naruszenia prawa i porządku, ale nie bezpośrednim negatywnym uczuciem (jak to jest właściwe rakowemu Merkuremu), lecz nagromadzeniem powiązanych negatywnych energii (potencjalnego rozdrażnienia, oburzenia, złości, agresji) w głębi aastralnych gruntów. Opracowanie tutaj nie bez powodu i koniecznie obejmuje pracę z ciałami wyższymi (wypracowanie wystarczająco wysokich pozycji życiowych); dopiero potem udaje się złagodzić chaotyczny kompleks skorpionowego Merkurego: lęk przed emocjonalną niekontrolowalnością przy eterycznej agresji zarówno własnego ciała (choroby, słaby tonus, złe odżywianie), jak i otoczenia (zimno, niedostateczny komfort itd.).
Merkury w Strzelcu
Jak powiązane są uczucia królika przed pytonem z myślami pytona o króliku? Problem ustanawiania prawa i podporządkowania mu rozwiązuje merkuryjski Strzelec przede wszystkim na materiale kształtowania nastroju z owoców emocjonalnych medytacji. Merkury w Strzelcu daje zdolności tego rodzaju, ale człowiek rzadko je uświadamia, przynajmniej w odniesieniu do siebie osobiście. Raczej są one zauważalne w sytuacjach grupowych: kiedy emocje częściowo opadają i pojawia się pytanie: „A czego właściwie hałasujemy?” — merkuryjski Strzelec stwierdza, że w jego głowie ukształtowało się pewne ustrukturyzowane podłoże, na którym może odbyć się medytacja mentalna, dająca odpowiedź na postawione pytanie. Czy przejdzie ta medytacja mentalna i na ile będzie zadowalająca, zależy nie tylko od aspektów Merkurego, ale także od poziomu rozwoju ciała mentalnego człowieka. W ogóle przemiana owoców emocjonalnych medytacji w jako tako ustrukturyzowane i uporządkowane podłoże mentalne to praca ciężka i z punktu widzenia społeczeństwa bardzo podejrzana — zarówno dla jego warstw zorientowanych mentalnie, jak i aastralnie. Pierwsza kategoria uważa, że myśli w ogóle nie zależą (lub nie powinny zależeć) od uczuć i podświadomie stara się zablokować lub zignorować merkuryjski kanał, druga zaś postrzega owoce emocjonalnych medytacji jako autonomiczną wartość, która nie podlega wysłaniu z ciała aastralnego gdziekolwiek indziej. Jednak dla merkuryjskiego Strzelca życiowo ważne jest nauczenie się prawidłowego strukturyzowania owoców emocjonalnych jeszcze poprzez skierowanie ich do ciała mentalnego, inaczej jego podłoże mentalne stopniowo popadnie w całkowite zaniedbanie, zaśmiecenie i stanie się zdolne wydać jedynie chuderlawe mentalne chwasty.
Na wysokim poziomie ta osoba jest zdolna do transmutacji wzburzonego morza emocji w pewną klarowną strukturę mentalną, na przykład wyrazić w kilku słowach to, co nurtuje całą grupę, przenosząc tym samym problem grupowy z poziomu astralnego na mentalny. Nadużywanie tego talentu może dać zręcznego demagoga, umiejętnie kierującego emocjami grupy w pożądane przez siebie mentalne koryto. Osobie tej trudno zrozumieć zarówno siebie, jak i innych, gdyż każda sytuacja wymagająca podporządkowania się prawu, uporządkowania, strukturyzacji itp. odbija się u niej emocjonalnie i musi ona przekształcić rezultaty tych emocji w uporządkowany nastrój — a nie jest jej to ani oczywiste, ani (jeszcze mniej) nie są jej znane reakcje otoczenia na tę samą sytuację. Uwagi wymaga wydarzenie, którego wrażenia mentalne muszą być wyraźnie ustrukturyzowane, podczas gdy emocje w ogóle nie mają znaczenia). Chaotyczny kompleks strzeleckiego Merkurego to ukryta obawa przed niezdolnością do stworzenia klarownego nastroju po intensywnej medytacji emocjonalnej. A co jeśli uświadomienie nie nastąpi i moje myśli będą równie amorficzne i chaotyczne, jak uczucia?
Merkury w Koziorożcu
Rozważając, nie staraj się dojść do wniosków. Ale gdy już do nich dojdziesz, przyjmij je jednak do własnej wiadomości. To aspekt praktycznego filozofa, lecz człowiekowi potrzeba w porę zrozumieć dwie okoliczności. Pierwsza z nich polega na tym, że dla niego praktyczna filozofia, czyli prawa, którym podlegają rezultaty mentalnej medytacji, stają się gruntem dla przyszłych wydarzeń, jest bardzo ważna i odpowiedzialna, gdyż w dużej mierze spoczywa na niej ciężar wszystkich jego prac związanych z porządkowaniem, wprowadzaniem praw, tworzeniem struktur itp. Druga, i wcale nie mniej ważna, okoliczność polega na tym, że inni ludzie mogą być zupełnie inaczej ukształtowani — na przykład dla dziewiątego Merkurego ustrukturyzowanie oznacza przede wszystkim określoną działalność materialną, z którą Koziorożcowi Merkuremu w głębi duszy często nie ma nic wspólnego. Dlatego ten aspekt często daje skrajności: albo człowiek w sytuacjach wprowadzania porządku jest bardziej niż skuteczny i wszyscy to doskonale odczuwają, albo przeciwnie — zajmuje się niejasną drobną filozofią z pretensją do jakiejś użyteczności, której (użyteczności) oprócz niego nikt nie jest w stanie dostrzec (a on sam również).
Obróbka aspektu przebiega według dwóch głównych linii. Po pierwsze, człowiek uczy się starannie wybierać najlepsze rezultaty swoich przemyśleń i jedynie je przesyłać do ciała kauzalnego, przekształcając je w grunt dla przyszłych czynów. Po drugie, uczy się nie programować przyszłości (im precyzyjniej — tym lepiej!), lecz starannie przygotowywać dla niej grunt, pozostawiając pewną swobodę dla wydarzeń, które realnie wyrastają, których nasiona (on się domyśla) przynosi strumień Byka z ciała buddhicznego. W sytuacjach merkuryjnych człowiek ten jawi się jako twardo mentalny pragmatyk, jeszcze bardziej niż merkuryczny Byk, ale ma ku temu pewne podstawy. Inna sprawa, że nie należy interpretować poszukiwań prawa moralnego (Merkury w Baranie) jako czystej mentalnej gimnastyki z koniecznym praktycznym wyjściem — ale dla koziorożcowego Merkurego elementy drugiego zajęcia w pierwszym są obowiązkowe.
Chaotyczny kompleks koziorożcowego Merkurego to wątpliwość co do własnej zdolności do przekształcenia owoców rozważań w wystarczająco ustrukturyzowany grunt kauzalny. Myśli mam liczne i wszystkie różne — a co jeśli nie dojdę do końca i wydarzenia potoczą się równie krzywo i na opak?
Merkury w Wodniku
I bywa tak: spóźnić się z wysłuchaniem wiecznej mądrości! To aspekt mędrca, który umie wyciągnąć wnioski z wydarzeń, które się dzieją, wzmacniając i wzbogacając grunt ciała buddhicznego. W ogóle Wodnik realizuje zasadę rzeczywistości dla wyższego ciała (duszy), zmuszając je do korygowania programów swojego rozwoju w związku z tym, co dzieje się na grzesznej ziemi (ciało kauzalne i niższe plany). Merkury w Wodniku oznacza możliwość (i w znacznej mierze konieczność) przeprowadzania wodnikowych transmisji w uporządkowany sposób, tworząc wyraźne struktury g
strumienia wyraźnie rozdzieliła się na podłożu buddhi, wspierając jedne wartości i programy, a osłabiając inne. Trudność polega tutaj, po pierwsze, na tym, że człowiek nie jest świadomy wszystkich swoich wartości, po drugie, że wśród nich zawsze znajduje się pewna liczba pozornych, a po trzecie, prawa, według których przyczynowe rezultaty przekształcają się w podłoże zmiany egzystencjalnego (wartościowego) obrazu świata, są bardzo subtelne i obszerne. Dlatego mędrców jest znacznie mniej niż ludzi inteligentnych. Życie tej osoby nie jest łatwe, gdyż los wymaga od niej w każdej sytuacji, w której trzeba podporządkować się prawu, ustanowić strukturę lub wprowadzić porządek (nawet na własnym biurku czy kuchennym stole), elementów podobnej mądrości. Stała pokusa merkuryjskiego Wodnika polega na wyciąganiu tanich wniosków z wydarzeń, na przykład umacnianiu się w nihilistycznych życiowych pozycjach („w gruncie rzeczy nic dobrego nie może się ze mną stać”). Z drugiej strony, musi on zrozumieć, że tak ważny dla niego w merkuryjskich sytuacjach element korygowania światopoglądu może być zupełnie nieistotny dla innych, a nawet postrzegany przez nich jako tania demagogia, mająca na celu unikanie konkretnej działalności. Chaotyczny kompleks merkuryjskiego Wodnika to lęk przed egzystencjalną bezsensownością konkretnych wysiłków, które mogą, co więcej, doprowadzić do podważenia wartościowego obrazu świata, gdy rezultaty wydarzeń z bezwzględną jasnością pokażą jego bezład i całkowitą niezdolność do funkcjonowania.
Merkury: Co jest dla Boga interesujące we mnie? Prawdopodobnie przeciwieństwo tego, co mnie interesuje w Nim. Na wysokim poziomie opracowania ten aspekt daje człowiekowi wgląd w prawa regulujące transmisję informacji z planu buddhi do atmana — na przykład to, co w języku religijnym nazywa się spowiedzią. Dlatego święty z Merkurym w Rybach może (oczywiście, z Bożą pomocą) napisać modlitwę, która otworzy wielu jego współczesnym ścieżkę do Boga. W czasach ateistycznych rolę podobnej drogi pokuty często przejmują dzieła literackie o moralnym odcieniu; przynajmniej w Rosji (zarówno carskiej, jak i sowieckiej) tego rodzaju tendencje były bardzo silne. Jednym z głównych problemów rozumienia i opracowania kanału Ryb jest to, że materiałem do wewnętrznej spowiedzi służą nie myśli, nie czyny, lecz owoce procesów buddhi dotyczących przebudowy egzystencjalnego obrazu świata, które człowiek uświadamia sobie w bardzo niewielkim stopniu — przede wszystkim z powodu subtelności ich materii. Jak i według jakich praw te metawartości przekształcają się w grunt atmaniczny, wzmacniając (lub osłabiając) człowieka duchowo, stanowi jedną z największych tajemnic wszechświata, a do niej może zbliżyć się przynajmniej rybi Merkury, przynajmniej w odniesieniu do natury własnego kanału Ryb. Zatem, w istocie, Merkury w Rybach to aspekt religijnego filozofa, ale sam człowiek może o tym nie wiedzieć i czasem być nieskończenie dalekim od takich spraw jak spowiedź, pokuta czy religijność. Jednak w sytuacjach, gdy rybiemu Merkuremu okaże się konieczne podporządkowanie się pewnemu prawu lub porządkowi albo ustanowienie ich samemu, ujawni on pewną niewyobrażalną rozmytość swojej uwagi, związaną z tym, że będzie mu bardzo trudno postrzegać takie sytuacje w ich czysto społecznym lub gęstym (eteryczno-fizycznym) aspekcie: podświadomie będzie on nadal podporządkowany prawom, jakby w tej chwili Bóg uważnie obserwował go osobiście i lepiej było pokazać Mu wszystko takim, jakie jest (no, poza drobnymi grzeszkami, które można, jeśli się uda, ukryć). Najprawdopodobniej ta osoba będzie miała talent spowiednika, i nawet nie chcąc tego, wielu ludzi otworzy przed nią swoją duszę — i rybiemu Merkuremu bardzo ważne jest zrozumienie, że w takich momentach przez niego przemawia Bóg i nie przeszkadzać Mu własnymi próżnymi myślami i uczuciami. Chaotyczny kompleks rybiego Merkurego jest bardzo trudny do uświadomienia, gdyż jest to wyjątkowo subtelny program podświadomości. Bardzo ogólnie można go określić jako lęk przed bezsensownością wszelkich duchowych wysiłków, które ostatecznie i tak nie pomagają w wypełnieniu misji, a może nawet ją całkowicie dezorganizują.
Rozdział 4 WENUS
ANAHATA — faza ewolucji zasady energetycznej. Rządzi Bykiem i Wagami.
Słowa kluczowe: życie; miłość; łaska; poczucie humoru; niewidzialna Boska obecność.
„I zobaczył Bóg wszystko, co stworzył, a oto było bardzo dobre. I był wieczór, i był ranek: dzień szósty” (Księga Rodzaju 1:31).
Gdy zrozpaczona matka prowadzi dziecko do psychologa z licznymi skargami z zakresu od domowej grubiaństwa, nieposłuszeństwa i złośliwego dłubania w nosie po chroniczne dwójki w szkole i próbę rabunku kasy piwnej, dosłownie wszystko dla niego zrobiła — karmiła, ubierała, sprawdzała lekcje, kładła spać na czas — nieszczęsna matka bardzo ryzykuje otrzymaniem w odpowiedzi nieoczekiwanego i niezrozumiałego oskarżenia: „Dziecko chronicznie nie otrzymuje od ciebie miłości”. „Ale jak to możliwe? — wykrzyknie zasmucona matka — przecież tak bardzo je kocham, czego jeszcze od mnie potrzebuje?!”
Rzeczywiście, czego? Co jest potrzebne, aby w domu chciało się żyć? Przede wszystkim, dom musi być zbudowany (energia Słońca) i zapewniać pewną ochronę przed otoczeniem (dach nie powinien przeciekać) — a także regulowane środki komunikacji z nim (drzwi, okna) — to energia Księżyca. Na przykład, w domu muszą być przewidziane różne pomieszczenia (salon, sypialnia, łazienka, kuchnia, spiżarnia), systemy ogrzewania i instalacji elektrycznej itp. — do tego potrzebna jest energia Merkurego. Ale aby dom był przytulny, tak aby wchodząc do niego, człowiek czuł się zaproszony — radośnie, łagodnie, delikatnie i przynajmniej szczerze — aby w nim mieszkało się mile, to jest właśnie oznaka energii Wenus, która wypełnia dom życiem, miłością, łaską lub, innymi słowy, niewidzialną, ale bardzo wyraźnie odczuwalną Boską obecnością.
**
Specyfiką energii wenusjańskiej jest jej kierunek — w pewnym sensie przeciwny temu, jak zwykle wyobrażamy sobie działanie strumienia energetycznego. Energii wenusjańskiej nie można skierować na zewnątrz w sposób imperatywny, podobnie jak kwiat nie może skierować swojego aromatu — on po prostu go wydziela. Nawet jeśli pszczoła lub motyl zostaną zwabione zapachem kwiatu i wyda im się on nieodpartą pokusą, ich zachowanie wciąż w dużej mierze zależy od nich samych i nie można go precyzyjnie regulować jedynie samym zapachem. W tym sensie powszechne oskarżenie, które bliscy ludzie czasem kierują do siebie nawzajem: „Nie kochasz mnie!” — z punktu widzenia energetycznego jest niepoprawne, gdyż sugeruje coś w rodzaju: „Otrzymuję zbyt mało energii twojej miłości”, jednak energia miłości (wenusjańska) nie może być wysłana bezpośrednio do adresata w sposób podobny do energii Merkurego (zarządzanie jego życiem) — ona jedynie tworzy wokół niego pewne pole, które obiekt miłości może odebrać.
Na razie nie będziemy jednak omawiać wcześniejszych przejawów wenusjańskich w związku partnerskim. Przede wszystkim należy zrozumieć, jakie jest główne źródło energii wenusjańskiej dla człowieka, a odpowiedź na to pytanie we wszystkich religiach jest taka sama: jest nim Bóg. Człowiek kocha kogoś (matkę, żonę, dziecko, przyjaciela, ukochaną) lub coś (ojczyznę, miejsce, zawód, ideę) w takim stopniu, w jakim Bóg objawia mu Siebie poprzez obiekt miłości — ale objawia w sposób ukryty, szczególną (wenusjańską) emanacją, która sprawia, że człowiek drży, wzrasta: „cudownie!” — ale zawsze w odniesieniu do konkretnej osoby lub obiektu, za którym Bóg Sam w Sobie starannie się ukrywa.
Piękny opis podobnego doświadczenia przedstawia Bhagawan Shri Rajneesh w książce „Prawdziwy mędrzec” (interpretacja chasydzkich przypowieści):
„Prawdopodobnie słyszeliście o słynnym chartcie Rintintin. Jego trenera poproszono o opisanie Rintintina. Próbował to zrobić, ale właściwości psa były nie do opisania. Więc jąkał się, bełkotał i w końcu powiedział: «Rintintin to Bóg w postaci psa!»”
— to opis doświadczenia poszukiwania Boga, który objawia się w miłości (ścieżka bhakti-jogi). Prawdziwe odczucie niewidzialnej Boskiej obecności w czymkolwiek: ukochanej osobie czy idei, znanym krajobrazie czy burzowym horyzoncie — jest przede wszystkim naturalne i nienarzucone siłą.
Nie zmuszam siebie, by je kochać: raczej przeciwnie, czuję, jak niewypowiedziana Boska miłość niepowstrzymanym strumieniem wylewa się na mnie przez nie, dosłownie rozrywając moje serce, które usiłuje odpowiedzieć wzajemnym uczuciem i okazuje się zupełnie, ewidentnie niezdolne do tego, tak słabe siły i serce drżące niczym owczy ogon, mogę zaoferować światu. Dlatego tak charakterystyczne dla epoki Ryb nawoływania do miłości, płynące zarówno od religijnych, jak i świeckich moralistów, w gruncie rzeczy — jeśli nie demagogiczne — to przynajmniej zupełnie nie uwzględniają natury wenusjańskiej energii. Nawet rozważając to z czysto teologicznego punktu widzenia, jest zupełnie oczywiste, że mogę pokochać kogoś lub coś, czyli ujrzeć za danym obiektem Boga, tylko wówczas, gdy On sam zechce mi się przez ten obiekt objawić. Tak więc, nawet jeśli bardzo zapragnę pokochać coś, ale Jego woli na to nie będzie, to ja — będę uciekać się do bardziej lub mniej wyrafinowanego samoułudy, biorąc za miłość uczucia i doznania, które nie mają z nią nic wspólnego.
Droga bhakti-jogi, czyli droga miłości, ma na swoim końcu nie miłość człowieka do świata, lecz miłość świata do człowieka — ale o tym mówić jakoś niezręcznie, zbyt egoistycznie to brzmi. Jeśli wyobrazić sobie tę drogę jako stale wzrastającą miłość człowieka do świata, to przynajmniej jasne jest, czego wymaga się od ucznia: „Pokochaliście rodzinne pola i doliny? Daję wam pół roku na pierwsze i pół roku na drugie. Za rok przyjdźcie, zdacie egzamin i zajmiemy się bliźnimi”. Jeśli zaś nie rozumieć drogi miłości jako stopniowego otwarcia się na miłość świata do siebie, to nauka powinna wyglądać tak: guru posyła ucznia, by ten siedział pod dębem, dopóki nie poczuje miłości do siebie tego drzewa. „Rób, co chcesz, ale póki ono ciebie nie pokocha, nie wracaj”. „A jeśli ono mnie znienawidzi?”
W ten sposób należy odróżnić dwa kierunki wenusjańskiej energii: od świata do mnie i ode mnie do świata. Pierwsze doświadczenie jest odbierane jako miłość, drugie — jako czary, urok lub, na wyższym poziomie, łaska, która przeze mnie przepływa do świata. Ciężki los człowieka, który żyje bez miłości, zupełnie nie odbiera łaski, która do niego płynie ze świata. Jeszcze cięższy los świętego, który zdobył Bożą łaskę, zrealizował się miłością do świata, niesie ją ze sobą i nie umie jej przekazać tak, by została przyjęta przez ludzkie dusze, lecz rozkradana po drodze przez różne demoniczne istoty, lub odrzucona przez wąskie świadomości ludzi przyzwyczajonych do odbierania.
To również poważny problem, który pojawia się nie tylko przed świętymi, a klucze do jego rozwiązania leżą w wewnętrznym świecie człowieka, którego zewnętrzny świat jest symbolicznym odbiciem. W szczególności, jeśli jestem przepełniony miłością, a z jakiegoś powodu nie udaje mi się adekwatnie wyrazić jej zewnętrznymi działaniami, można podejrzewać obecność silnego wewnętrznego oporu wobec takiego wyrażenia — może żal mi własnej miłości, nie jestem pewien jej jakości, lub obawiam się negatywnych skutków ubocznych…
Wyrażenia: „miłość świata (Boga) do człowieka”. Z punktu widzenia osiągniętego bhakty, w świecie nie ma niczego poza Boską miłością, która wylewa się nieprzerwanym strumieniem na wszystkie istoty bez wyjątku — ale jak daleko jest do takiego widzenia (czytaj — położenia punktu złożenia) przeciętnemu człowiekowi, przygniecionemu problemami rodzinnymi, finansowymi i zawodowymi, wzrostem podatków, bezrobociem i przestępczością, wewnętrznie nie wierzącemu w nic poza sobą — ani w Boga, ani w diabła, ani w humanitarną pomoc krajów rozwiniętych.
Aby poczuć miłość świata do siebie, człowiek musi w pewnym sensie dokonać heroicznego aktu samozaparcia — zdjąć z siebie pancerz ego i przyjąć los świata jako część własnego losu; dopiero wtedy (i daleko nie od razu) będzie mógł ją odczuć realnie, a nie iluzorycznie. Różne praktyki medytacyjne, a gorzej — alkohol i narkotyki, pomagają jedynie na chwilę „pożyczyć” (ukraść) z wyższych warstw planu astralnego podobne doznania (w rzeczywistości — ich słabą namiastkę) i w ten sposób uzyskać pewne wyobrażenie o zmysłowym — ale nie duchowym! — doświadczeniu prawdziwych świętych i oświeconych.
Zatem pierwszą przeszkodą na drodze postrzegania Boga w obiekcie jest, paradoksalnie, jego ochrona. Kto kocha, nie jest chroniony przed ukochanym, a gdy tylko pojawia się ochrona, znika widzenie Boga i odpowiednio — miłość, choć człowiek rzadko jest skłonny do tego się przyznać. Z drugiej strony, być kochanym, pozostając chronionym przed tym, kto cię kocha, jest całkiem możliwe (choć nie do końca etyczne z punktu widzenia etyki Wodnika; epoka Ryb traktowała tego rodzaju postępowanie dość pobłażliwie).
Dla sprawiedliwości należy powiedzieć, że ochrona ego, która uniemożliwia włączenie obiektu w zbyt intymny krąg percepcji, ma na ogół poważne podstawy. W każdym obiekcie, a zwłaszcza w człowieku, są jaśniejsze i ciemniejsze strony, gdzieś lata anioł-stróż i dobry geniusz, a niedaleko (trochę niżej) szczerzą się różne demony, które jako pierwsze reagują na wenusjańskie promieniowanie. „Pokochać nas czarnymi — radośnie wołają, podlatując na pełnych żaglach do mającego się zakochiwać — białymi przecież każdy pokocha!”
A każdy człowiek, który świadomie, półświadomie lub nieświadomie próbuje iść drogą bhakti, dość szybko odkrywa, że miłość do drugiego oznacza nie tylko uzależnienie od niego — to jeszcze znaczy stawać się ofiarą lub darmowym dawcą dla różnych demonów i pasożytów, lub — w ujęciu psychologicznym — negatywnych cech charakteru ukochanej istoty.
W etykę epoki Wodnika z pewnością będą wchodzić reguły ochrony otoczenia człowieka przed jego osobistymi demonami — w tym sensie, że każdy człowiek, na równi z myciem zębów, powinien dbać o to, by towarzyszące mu demony nie przekraczały pewnych granic i nie zbytnio dokuczały otoczeniu. Niestety, współczesna etyka społeczna skierowana jest bardziej na zewnętrzne maniery zachowania, a inni ludzie z niewiarygodnie brudnymi ciałami kauzalnymi, a nawet astralnymi, bywają czasem dobrze uspołecznieni.
Temat specjalnych wenusjańskich pasożytów jeszcze przed nami, a póki co autor chce powrócić do cech wenusjańskiej energii.
Człowiek nie jest w stanie dać światu więcej miłości, niż posiada; a posiada tyle, ile otrzymuje od Boga. Nie znaczy to, że mając na celu pokochanie świata (stanie się dla niego źródłem łaski), powinienem najpierw pokochać siebie — wcale nie; ale zanim stanę się źródłem miłości, muszę poczuć się jej podmiotem, czyli odczuć miłość Boga do siebie — nie mniejszą, niż zamierzam oddać światu. To oczywiste rozumowanie arytmetyczne; w rzeczywistości człowiek oddaje światu jedynie niewielką część tej miłości, którą otrzymuje od Boga: część zużywa na cele osobiste, część idzie na utrzymanie swoich demonów, część bezpowrotnie ulatnia się w przestrzeni, część znika nie wiadomo gdzie… ale coś dociera i do otoczenia: ludziom, psom, przedmiotom i krewnym, i oni na oczach — a oni na oczach — i oni na oczach — oświetleni Boskim światłem, umacniają życie w każdych warunkach, nawet — wydawałoby się — całkowicie dla niego niemożliwych.
Zatem wenusjańska energia, która płynie od człowieka do świata, jest zawsze odbitym światłem miłości, którą człowiek otrzymuje od Boga, by tak rzec, bezpłatnie, z łaski. Nawet jeśli człowiekowi wydaje się, że Bóg i świat go zupełnie nie kochają, ale przy tym wenusjański strumień od człowieka do świata płynie, można śmiało stwierdzić, że gdzieś poza jego świadomością, w świecie zewnętrznym lub wewnętrznym, istnieje źródło Boskiej miłości, które go oświetla, i które znacznie przewyższa to, co on transmituje na zewnątrz.
Prościej ująć myśl tego akapitu można tak: miłość, która płynie od człowieka do świata, jest zawsze nie więcej niż odbiciem tej Boskiej miłości, którą człowiek otrzymuje. To ostatnie wcale nie umniejsza jakości miłości transmitowanej przez człowieka do świata: odbicie Bóstwa zawsze jest Boskim odbiciem.
Jakie są poziomy przetwarzania wenusjańskiej energii? To pytanie o duchową drogę miłości, czyli bhakti-jogi.
Tut autor, jako astrolog, pozwala sobie wyrazić pewną niechęć wobec poglądu Swamiego Vivekanandy, który twierdzi, że jest to najprostsza i najbardziej naturalna ze wszystkich dróg duchowego wzlotu. Prawda, te słowa należy rozumieć właściwie — na przykład w kontekście „Praktycznej Wedanty”, gdzie wyraźnie stwierdza się, że religijność sama w sobie jest rzadkim darem, który można otrzymać jedynie w wyniku ciągłych zmagań z własnym niższym „ja”. W każdym razie bez nieustępliwej, codziennej walki z własnym egoizmem i ograniczeniami świadomości poważna praca nad sobą nie idzie wprost, lecz pośrednio, jednak bynajmniej nie staje się przez to mniej zaciekła. Jaka jest przyczyna tej surowości?
Na pierwszym poziomie pracy z Wenus miłość, by tak delikatnie powiedzieć, jest zbyt dobra i pociągająca, stanowiąc ogromną pokusę dla ego: bardzo chce się zamknąć przed światem (w tym przed ukochanym obiektem) i pochłonąć całą energię Wenus wyłącznie dla siebie, nie dzieląc się nią z nikim. Tego rodzaju egoizm tworzy swoistą półprzepuszczalną membranę, która przepuszcza miłość do człowieka, ale nie od niego na zewnątrz. Pozycja życiowa, najczęściej mało uświadomiona, w takich przypadkach jest mniej więcej następująca: „Kochacie mnie, kochacie, niech choć trochę będzie mi ciepło i dobrze od tego, bo przez całe życie tylko mnie krzywdzono i uciszano, a moje serce dla innych zupełnie zamarzło. Dopiero gdy trochę odtaje — zobaczycie, że i ode mnie do was”. Skutkiem powstania takiej półprzepuszczalnej membrany jest zwężenie postrzegania (interesuje człowieka nie sam obiekt, lecz jedynie własne pozytywne odczucia z nim związane) i ograniczone widzenie obiektu — a zatem i Boskiego światła, które przez niego przenika: półprzepuszczalna membrana wykazuje tendencję do stawania się całkowicie nieprzepuszczalną, a miłość — zanika. Wyjątkiem od tej reguły są obiekty w całości lub częściowo związane z egzystencjalnym losem człowieka i znajdujące się w sferze jego bezpośrednich zainteresowań (w tym także czysto egoistycznych). Każdy człowiek kogoś lub coś kocha — i choć czasem mamy opory przed nazywaniem miłością (w najlepszym sensie tego słowa) uczucia lenia do swojego łóżka, łakomcy do pożeranej przez niego żywności, a nawet skrajnie egoistycznej matki do swojego dziecka, to jednak widać tu wyraźne przejawy Wenus, choć na niższym poziomie, gdyż nawet skończonemu egoiście Bóg objawia się, i to czasem dość jasno i wyrazicie — na tyle, że wyższe wibracje Wenus przez długi czas odbierane są przez niego jako całkowicie efemeryczne.
Paradoks w przejściu na drugi poziom pracy z Wenus polega na tym, że z punktu widzenia świadomości sytuacja jakościowo się nie zmienia: nadal mogę kochać jedynie te obiekty, które w istocie (buddhialnie) postrzegane są jako „swoje”, czyli nie dzielę z nimi ani ich losu, ani własnego. Różnica polega na tym, że po pierwsze, zmieniają się charakterystyczne uczucia towarzyszące miłości (wzrastają ich wibracje), a po drugie, pojawia się pragnienie otwarcia się na obiekt miłości i zrobienia dla niego czegoś. Charakterystyczny jest drugi poziom pracy z Wenus, kiedy u człowieka pojawia się niewyraźny pomysł wspólnej medytacji z obiektem miłości — niekoniecznie emocjonalnej, być może mentalnej lub kauzalnej („będziemy razem żyć, dzielić trudności i pokonywać przeszkody”). Oczywiście, ten pomysł jest początkowo rozumiany dość prymitywnie (spodobał się kwiat — zerwać i powąchać, spodobała się dziewczyna — zagadać i uśmiechnąć się i/lub wziąć numer telefonu, spodobał się krajobraz — określić go jako miejsce swojego ostatecznego spokoju), ale właśnie w nim tkwi główne ukierunkowanie zwężenia świadomości, które początkowo — z punktu widzenia podświadomości społecznej — bezpośrednio się do niego odnosi.
Tut spotykamy się — i to nie po raz pierwszy — z dwojaką funkcją regulująco-standardyzującą społecznych egrzegorów. Osobisty egoizm i zwężenie postrzegania jednostki w bardzo dużym stopniu uwarunkowane są bezpośrednimi wpływami ze strony podświadomości społecznej, która ma zupełnie określone zdanie na temat tego, co wchodzi w sferę moich osobistych zainteresowań, a co nie, i surowo blokuje wszelkie próby rozszerzenia tej sfery, tak że walka o jej poszerzenie jest wojną z egrzegorem społecznym, który dokładnie wie, kogo, co, w jakiej sytuacji i w jakim stopniu mogę kochać — a dalej — nie wolno! Przejście w poprzek takiego rodzaju ogólnospołecznego zarządzania jest dość trudne, ale ono pełni najważniejszą funkcję ochronną, chroniąc jednostkę społeczną przed zbyt silnym włączeniem Wenus. Może on trochę się nudzić, a nawet wątpić, czy miłość w ogóle istnieje, czy — co bardziej prawdopodobne — to wymysły poetów i egzaltowanych osób płci żeńskiej, ale za to nie stanie się ofiarą namiętności, które bardzo szybko postawią go na granicy nie tylko egzystencji społecznej, ale i jawnego szaleństwa.
Dlatego że Bóg zagraża człowiekowi w każdej swojej postaci, a nawet jedna z najłagodniejszych (na pierwszy rzut oka) energetycznych wibracji staje się nie do zniesienia wraz ze wzrostem jej siły i bardziej intensywnym przenikaniem przez ciało atmaniczne i plan. Można nawet powiedzieć, że najstraszniejsze zbrodnie ludzkości, zarówno indywidualne, jak i grupowe, dokonywały się, będąc inspirowane Wenus, a zagłada Troi jest przez to archetypiczny przykład. Kiedy Bóg objawia się zbyt jasnym, nie do zniesienia dla psychiki światłem, człowiek reaguje szaleństwem: zaczyna dążyć do obiektu miłości w sposób fanatyczny, zapominając o wszystkim innym, w tym o ograniczeniach moralnych, poczuciu obowiązku i odpowiedzialności, a nawet instynkcie samozachowawczym.
Na trzecim poziomie pracy z Wenus człowiek zaczyna dostrzegać różne oblicza miłości oraz różne efekty, jakie ona wywołuje zarówno w nim samym, jak i w ukochanym obiekcie. Przede wszystkim uczy się on rozpoznawać jej ciemną twarz — światło Bóstwa, na które, czy tego chce, czy nie, reaguje przede wszystkim jego niższe, czasem wręcz biologiczno-zwierzęce „ja”, znajdując nad nim władzę i zmuszając do ogólnej degradacji. Na niskim, zupełnie już jawnym poziomie może to być namiętność do narkotyków lub seksualność wykraczająca poza wszelkie społeczne granice; znacznie częściej jednak ciemna twarz miłości objawia się w względnie uspołecznionej formie — na przykład w postaci miłości do drugiej osoby (matki, dziecka, męża, kochanki…), w postaci hobby lub pasji pochłaniającej wszystkie jego zainteresowania (na przykład kolekcjonerstwo znaczków, kota lub papugi) itp. Wszystko to może całkowicie przesłonić człowiekowi świat, ale na trzecim poziomie pracy z Wenus jest on w stanie w pewnym momencie to uświadomić, uznać swoją miłość za w dużej mierze żywiące go osobiste demony i istotnie ograniczyć jej rolę w swoim życiu — zarówno na płaszczyźnie buddhialnej, jak i kauzalnej.
Z drugiej strony, człowiek uczy się bardziej zróżnicowanego postrzegania ukochanego obiektu, przy czym tak, że analiza nie zabija jego miłości. Jeśli na drugim poziomie dostrzeganie jakichkolwiek wad w obiekcie równa się zakończeniu miłości do niego (pozycja: „jeśli go kocham, to dla mnie jest on doskonały”) i człowiek reaguje na krytykę ukochanej istoty niezwykle boleśnie, praktycznie jej nie przyjmując, to na trzecim obraz postrzegania się zmienia. Teraz możliwe jest już członkowanie obiektu miłości, dostrzeganie jego wad (od których wydaje się on tylko milszy), a także drobnych demonów i demonków, które wesoło krążą wokół niego. Te „demoniątka” są oczywiście urocze, ale człowiek jednocześnie widzi, jaką szkodę wyrządzają ukochanej istocie (będąc w istocie pasożytami), i często ma ochotę z nimi walczyć — nie dlatego, że same w sobie mu się nie podobają, wcale nie, lecz wyłącznie broniąc ukochaną istotę — jej energię, jej energię. Tutaj po raz pierwszy pojawia się problem, o którym na pierwszych dwóch poziomach pracy z Wenus człowiek nawet nie podejrzewa: okazuje się, że aby dotrzeć ze swoją miłością do obiektu, potrzebne są specjalne wysiłki, gdyż w przeciwnym razie po drodze jej „pochwycą” różne drapieżniki, w tym własne „demoniątka” ukochanej istoty, i wówczas okaże się, że z mojej — najlepszej i najczystszej — miłości do niego nie wyniknie nic dobrego, poza wzmocnieniem jego egoizmu i rozkwitem różnych. Ale nawet nie mówiąc o drapieżnikach, ukochana istota może wcale nie zauważyć mojej miłości, choćby była ona wyrażona w najbardziej oczywisty i jednoznaczny sposób…
Widzimy, że na trzecim poziomie przetwarzania energii Wenus człowiekowi nie wystarcza naturalne, medytacyjne zanurzenie się w obiekcie miłości – potrzebuje on jeszcze jakoś wyrazić i ujawnić swoją miłość wobec niego, ale zrobić to w odpowiedni sposób. Wenusjańska energia daje naturalne promieniowanie, lecz nie skierowane oświetlenie – za to odpowiedzialny jest raczej Mars. Jednak na trzecim poziomie przetwarzania Wenus człowiek bardzo ciężko to rozumie i cierpi z powodu niewyrażonej miłości, złego zrozumienia, a czasem tragicznych skutków swoich działań, zapominając (a częściej wręcz nieświadomie ignorując), że jest oświecony (i uświęcony) miłością przede wszystkim i głównie dla samego siebie, a nie dla otaczającego świata.
Na czwartym poziomie przetwarzania Wenus człowiek w wielu aspektach przemyśla naturę swoich energetycznych przepływów – przede wszystkim w ogóle. Staje się dla niego całkowicie jasne, że obdarzenie drugiego swoją miłością wcale nie jest łatwiejsze niż samo jej odnalezienie – i do jednego, i do drugiego potrzebne jest Boże wyzwolenie, i to wcale nie mniejsze. Z tej perspektywy staje się oczywisty błąd młodej matki, która myśli mniej więcej tak: „Będę gorąco kochać swoje dziecko, a przez to ono wyrośnie dobre i szlachetne”. Tak, właśnie tak – ale pod warunkiem, że jej miłość zostanie przez nie przyjęta, a osiągnięcie tego wcale nie jest tak proste, jak jej się początkowo wydaje. Te same problemy pojawiają się u każdego, kto idzie ścieżką miłości, i na czwartym poziomie przetwarzania Wenus człowiek rozumie, że w podobnej sytuacji są one nierozwiązywalne: kwiat, który rozkwitł, piękny z wyglądu i rozprzestrzeniający swój aromat na całą polanę, dlaczegoś jednak przyciąga uwagę jedynie dwie-trzy pszczoły z całego roju. Jak mówi przysłowie, na siłę miłym nie będziesz, i w tym przypadku trudno o trafniejsze określenie. Głównym wyzwaniem, przed którym staje człowiek na czwartym poziomie przetwarzania Wenus, jest dostrzeżenie scenariuszy związanych z tą planetą jako zasadniczo niesymetrycznych – i nauczenie się w miłości sublimacji oraz przeniesienia. Innymi słowy, prawda jest taka, że naszą miłość budzą pewne obiekty, a potrzebują jej inne, przy czym wybierać ani tych, ani tamtych człowiek nie może. Tak Księżyc, oświetlany przez Słońce, rzuca odbite światło na nocną powierzchnię Ziemi, a nie zwraca go z powrotem dziennemu ciału niebieskiemu.
Podobnie jak inne fazy ewolucji energetycznego aspektu, wenusjańska (anahatyczna) rodzi specyficznych pasożytów; niektóre z nich opisujemy poniżej. Pierwszą kategorię wenusjańskich pasożytów ożywia się, gdy Bóg zaczyna objawiać się człowiekowi w tym czy innym obiekcie – mówiąc prościej, gdy na człowieka zstępuje miłość; druga kategoria aktywizuje się natomiast, gdy człowiek wewnętrznie przepełnia się miłością i zaczyna ją transmitować w świat, stając się dla niego źródłem światła i łaski. Nie należy myśleć (o tym będzie jeszcze mowa w tym rozdziale), że miłość doświadczana jest tylko lub głównie emocjonalnie; jeśli w społecznej podświadomości istnieje taka ustalona opinia, to wiąże się ona z rolą ciała astralnego jako kryterium realności doświadczenia: to, co nie znajduje emocjonalnego rezonansu, uznawane jest za nierealne, iluzoryczne, coś w rodzaju fatamorgany. To oczywiście niesprawiedliwe, tym bardziej że emocje mogą pojawić się później, jednak w czasach dominacji energii i konstrukcji mentalnych może to służyć za swoistą odtrutkę: jeśli antyczna mądrość brzmiała „myślę, więc jestem”, to współczesny człowiek, próbujący oprzeć się na płaszczyźnie mentalnej, żyje. Jeśli jednak mowa o miłości, a ściślej – o postrzeganiu Boga, to sprowadzanie tego do reakcji emocjonalnych, zwłaszcza w ich prymitywnym rozumieniu, byłoby grubym błędem i profanacją.
Bóg objawia się człowiekowi przede wszystkim jako piękno – zarówno materialnych obrazów, jak i idei, niekiedy o bardzo abstrakcyjnym charakterze (atmaniczny poziom). Czasem niepojęcie pięknymi wydają się określone wartości i cnoty (płaszczyzna buddhi), a czasem niezwykłe zbiegi okoliczności, eleganckie zwroty akcji lub wspaniałe finały dobrze (na niebiosach) zaplanowanych działań. We wszystkich tych przypadkach wyraźna reakcja emocjonalna nie pojawia się lub nie jest zbyt istotna, a na tej podstawie szary głos społecznego egrégoru umniejsza doświadczenie, choć mogło ono być całkowicie prawdziwe i silne.
Pierwszym z wenusjańskich pasożytów, które omawiamy, jest Sceptyk, którego postawa brzmi na przykład tak: „A wy mi udowodnijcie, że to, co widzę, to właśnie Bóg, a nie ktoś inny”. Sceptykowi mało jest do czynienia z tym, że Bóg znajduje się za obiektem i jako Taki nie powinien być widoczny; ale nawet jeśli tak jest, zawsze można podważyć samo doświadczenie człowieka: „Czy naprawdę widziałeś Boże światło?”. Trudno uznać jego istnienie i znaczenie dla samego siebie. Ulubionym retorycznym (tak on to przedstawia) pytaniem Sceptyka jest: „No i co?” – „No, spodobał ci się dzisiejszy świt, uśmiechnęła się do ciebie kobieta na ulicy, zeszły się bez widocznej przyczyny końce z końcami w sprawozdaniu finansowym, nawet w piekarni sprzedawali ulubione ciastko – no i co z tego? Co to dowodzi i co, w wielkim rozrachunku, w twoim życiu zmienia? Nie zaczniesz na tej podstawie twierdzić, że Bóg istnieje i osobiście dzisiaj cztery razy zajął się tobą?”.
Człowiek z silnym Sceptykiem prowadzi wewnętrznie dość nieszczęśliwe i pozbawione łaski życie, gdyż rozwinięty sceptycyzm może pochłonąć praktycznie całe wenusjańskie promieniowanie docierające ze świata do jego gospodarza. Zewnętrznie takiego człowieka łatwo rozpoznać po zdumiewającej (aż nienaturalnej) niewdzięczności wobec jakichkolwiek bezinteresownych uczynków skierowanych pod jego adresem: przyjmuje je początkowo z ogromnym podejrzliwością („A co wy chcecie w zamian ode mnie?”), a przekonawszy się o ich prawdziwie dobroczynnym charakterze, akceptuje je całkowicie jako coś oczywistego i z poczuciem własnej winy: „Pewnie czegoś nie przewidziałem, nie dołożyłem, nie dokończyłem…”.
Do pewnego stopnia przeciwieństwem Sceptyka jest Płomienny Ukochany, który niszczy każde Boże zjawisko potężnym uderzeniem swojego entuzjazmu. „Jak pięknie! Nie, niech pan spojrzy, do czego to piękne! Pewnie nic piękniejszego niż ten zamek nie widziałem od czasów swojej młodości, kiedy mieszkałem w przedwojennej Pradze, i powiem panu, że piwo tam było zupełnie inne niż tutaj. Tak, to było piwo, taki piwo!”. Jasne, że od przelotnego, początkowego wrażenia estetycznego do końca tej tyrady nie pozostaje ani śladu – cała wenusjańska energia zostaje pochłonięta przez Płomiennego Ukochnego. Ale główną sferą jego działania są oczywiście relacje międzyludzkie. On musi poczuć – i, jak to się mówi, nie uchybia sposobności, choć w rzeczywistości człowiek nie czuje niczego lub prawie niczego. Czar znika momentalnie, zamieniając się w najlepszym razie w tandetną pocztówkę.
„Kocham w tobie młodość, swobodę manier, smukłość talii, długość nóg, łabędzi zarys szyi i mocny wyraz podbródka, a także szare okrągłe oczy, nos bez garbu i uwodzicielskie kolana. Moje uczucia do ciebie są tak silne, że jestem gotów gonić za tobą na koniec świata samochodem, który sam na to zarobię”.
W wersji żeńskiej podobne obietnice mogą zabrzmieć tak:
„– Gdybym była carycą – mówi jedna dziewczyna – na cały chrzestny świat urządziłabym ucztę.
– Gdybym była carycą – mówi jej siostra – na cały by świat
Jedna Natka utkała płótna.
– Gdybym była carycą –
Trzecia odezwała się siostra –
Ja by dla ojca cara
Urodziła bohatera” (A. Puszkin)
Różnica między siostrami z bajki a Płomiennym Ukochanym polega na tym, że pierwsze były zdolne spełnić swoje obietnice, on zaś – nigdy.
Ona pochłania wenusjańską energię w dowolnej ilości i jakości, a w odpowiedzi wypluwa trujące kłęby niezadowolenia i niewdzięczności: w świat w ogóle, a w szczególności w kierunku nieszczęsnego wenusjańskiego dawcy. Tak więc człowiek otrzymuje bardzo ważną lekcję (której sensu nie rozumie od razu): jego miłość nie poddaje się skupieniu i nie można jej skierować na dowolnie wybrany obiekt; co więcej, być może przyjdzie długo czekać i szukać, aż znajdzie się ktoś lub coś, komu ta miłość naprawdę się przyda. Skutkiem kilku kolejnych spotkań na ścieżce życia z postaciami poprzedniego typu, skłonnymi pasożytować na jego miłości, jest reakcja obronna podświadomości, która wystawia hasło w stylu: „Twoja miłość nikomu nie jest potrzebna, a w każdym razie przyniesie ci jedynie przykrości”. Po tym pojawia się pytanie o (przynajmniej częściową) ochronę przed ukochanym obiektem, zgodnie z powiedzeniem „kochać – to kochać, ale całej dupy nie pokazywać”, a także o możliwe osobiste spożycie energii miłości, która z założenia jest skierowana na zewnątrz. I oto wyrasta wewnętrzny pasożyt o imieniu Ukochany, znacznie groźniejszy od wszystkich zewnętrznych: człowiek za jego pomocą uczy się wygodnie, komfortowo i w pełnym bezpieczeństwie pochłaniać przez niego samemu generowaną wenusjańską energię. Tu pozycja jest mniej więcej taka: „Wiem, że powinienem przekazać ci pewne uczucia lub coś zrobić, ale przez jakiś czas ogrzeję się w tej energii sam – dopóki nie złożą się sprzyjające okoliczności i nie pojawi się pełna pewność co do bezpieczeństwa”. Oczywiście, ani jednego, ani drugiego nie da się doczekać, i wenusjańską energię pożera pasożyt, który nakłada się na obraz obiektu. Na przykład odczuwam pewne napięcie wobec znajomego, któremu brakuje mojego wsparcia i pewnych słów szczerej wdzięczności – które mu ewidentnie powinienem powiedzieć. Jednocześnie obawiam się, że jeśli zrobię to szczerze, to na chwilę znajdę się w jego władzy i on – jeśli zechce – będzie mógł rozegrać ze mną nieprzyjemną psychologiczną grę lub po prostu zaspokoić się moim kosztem. Co mam zrobić? Na pomoc natychmiast przybywa Kochany, który nakłada się na wyobrażony obraz znajomego, i teraz w mojej wyobraźni i w całkowitym bezpieczeństwie odgrywam potrzebną mi scenę, czyli wypowiadam słowa wsparcia i wdzięczności, których wenusjańską energię pożera Kochany, po czym moje wewnętrzne napięcie nawet radośnie znika. Prawda, przy następnym realnym spotkaniu z tym znajomym pojawia się pewne napięcie – on oczekuje ode mnie choćby wdzięcznego spojrzenia, ale nie otrzymuje nawet tego (ponieważ nie mam już nadmiaru wenusjańskiej energii), i w rozdrażnieniu myśli o mnie lub o sobie coś…
złe (na przykład: „jest zupełnie bezwstydny” lub „chyba jestem wobec niego winny”), ale nie potrafi wyrazić pretensji na głos: niedostatek miłości w związkach społeczeństwo pozwala omawiać jedynie w tak intymnych, partnerskich relacjach, jak kochanek – kochanka, mąż – żona lub ojciec – dziecko. Kto z czytelników odważy się powiedzieć swojemu szefowi: „Niedostatecznie mnie kochasz!?”
Teraz rozważmy przejawy wenusjańskiej energii w różnych zbiorowościach. Temat miłości w związku partnerskim to chyba jeden z najpopularniejszych w światowej kulturze, jednak poglądy na miłość mężczyzn i kobiet w epoce Ryb i Wodnika rozbiegną się zapewne zupełnie diametralnie – tak bardzo, że najbardziej wzruszające i poruszające dla mijającej epoki wątki, z punktu widzenia nadchodzącej, będą postrzegane jako ciężkie psychicznie. Wiodące tematy miłosnych wątków ostatnich stuleci to tematy własności ulubionej istoty oraz supremacji miłości i związanych z nią afektów nad wszelkimi innymi energiami i strukturami obecnymi na świecie. Tutaj wszędzie widzimy wyłącznie ciemne oblicze miłości, nawet w tych przypadkach, gdy dla ukochanej istoty dochodzi do czynów samopoświęcenia – jednak wciąż zakochanego (zakochaną) prowadzą namiętności i pragnienia posiadania dla siebie; nie bez powodu we wszystkich bajkach z szczęśliwym zakończeniem wygląda to jakoś nienaturalnie i niepewnie: „…żyli długo i szczęśliwie i dorobili się majątku”. Jakiego właściwie majątku – nie wiadomo, ale jeśli materialnego, to wychodzi jakoś ordynarnie wulgarne…
Prawdopodobnie w epoce Wodnika miłość w związku partnerskim, zwłaszcza między różnymi płciami, będzie postrzegana jako okoliczność dająca możliwość szczególnie intensywnej pracy partnerskiej – na początku to głównie uzgadnianie oczyszczonych organizmów, a następnie, kiedy wyjaśni się program parnego egrégoru, jego wcielenie w życie. Postrzegane będą jako niedociągnięcia w partnerskich relacjach, swoiste niedociągnięcia pracy partnerskiej, ale za to nabierze pierwszorzędnego znaczenia dynamika partnerskich relacji i rosnące z czasem możliwości pary, którym towarzyszyć będzie modyfikacja wzajemnej miłości – temat praktycznie obecnie nie opracowany. Zwykłej miłości i oddania z strony żony tu nie wystarczy – potrzeba czegoś więcej, ale co właściwie? Autor zresztą nie zamierza odpowiadać na te pytania – jedynie ilustrują one możliwe akcenty wodnolijskich zainteresowań tą tematyką.
Rodzina tradycyjnie uważana jest za źródło miłości przynajmniej dla swoich członków. Jednak w istocie jej główne funkcje są jednak księżycowo-merkuryjskie, czyli troska o domowników i pewne ustrukturyzowanie ich życia, natomiast co do wenusjańskich energii, to to już zależy od przypadku; można także spojrzeć na położenie i aspekty Wenus w horoskopie rodziny. Z drugiej strony, życie w rodzinie, gdzie główna energetyka jest słoneczno-księżycowo-merkuryjska, a wpływ Wenus słaby, jest dość ciężkie. Wenus nadaje życiu sensu – nie filozoficzny, a przynajmniej egzystencjalny; innymi słowy, kiedy wibracja wenusjańska zanika, życie traci wszelki sens i smak, stając się po prostu istnieniem. Kiedy Wenus się włącza, rodzina niejako rozjaśnia się światłem, choć zewnętrznie może nic się nie dziać; jednak wiele konfliktów rozwiązuje się samoistnie, chłopcy biją się z przerwami i nie tak zaciekle, a dziewczynki nagle stają się podobne do aniołków, choć nie do końca wiadomo, gdzie się tego nauczyły. Wenus w rodzinie odczuwana jest jako luksus – coś, czego z punktu widzenia Słońca, Księżyca i Merkurego mogłoby w ogóle nie być. Piękne ubrania domowników i jaskrawe wystrojenie świąt, prezenty dla dzieci i dorosłych na urodziny, lekcje muzyki, podkreślona dbałość o wytworne i grzeczne maniery – to wszystko wpływy wenusjańskie, o ile nie towarzyszy im przymus i są przyjmowane z entuzjazmem. Wychowanie estetyczne zaczyna się nie od jaskrawej kokardy dziewczynki lub ładnych spodni chłopca – raczej od nocnej koszuli matki, która wstaje w nocy do niemowlęcia, i fartucha, w którym podaje dzieciom posiłki. Tak samo nieuprzejme zachowanie dziewczynki wobec matki ma źródła w braku szacunku do niej ze strony babci, który dzieci doskonale wyłapują i przyswajają – nie tylko przez naśladownictwo, ale także odbierając bezpośrednie wskazówki rodzinnego egrégoru.
W rodzinie z silną Wenus może być wiele sentymentalności i kaprysów; na stole i w kredensie nie będą znane rachunki różnorodnych słodyczy, a ciągłe uściski i całusy dzieci, zwłaszcza dorastających, z rodzicami mogą mieć niejednoznacznie seksualny posmak – jednak pozostawać w koniecznych granicach. Tutaj prawdopodobne są ulubieńcy, otoczeni watahą wenusjańskich pasożytów, ale przypadkowego gościa w tej rodzinie najprawdopodobniej powitają uśmiechem i poczęstują herbatą z odpowiednią ilością cukru i ciastek.
Kwestia miłości państwa do obywatela omawiana jest od dawna; przynajmniej Platon nie pominął jej swoją uwagą. Doświadczenie, niestety, pokazuje, że im więcej miłości i troski o naród widnieje na sztandarze ustroju państwowego, tym szybciej przeradza się w kolczasty drut i niewolniczy system przymusu we wszystkich sferach bytu tego samego narodu. Dlatego autor odważy się wysunąć hipotezę, która jednak zgadza się z główną treścią tego rozdziału, że lepiej, kiedy miłość państwa do swojego (i tym bardziej obcego) narodu znajduje wyraz pośredni, a nie bezpośredni. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że główne funkcje państwa (w czasie pokoju) wykonywane są na energii merkuryjskiej, gdyż polegają na tworzeniu i podtrzymywaniu pewnych struktur oraz wprowadzaniu porządku. Jednak żaden prawo i żadna struktura nie mogą być wcielone w życie i zrealizowane poza ludźmi, którzy zinterpretują wolę przełożonych stosownie do lokalnych warunków i w granicach swojego zrozumienia tak, że od pierwotnego aktu ustawodawczego czasem niewiele pozostaje – i różnica między pierwotnym pomysłem a jego wcieleniem w dużej mierze tkwi w tych wenusjańskich wibracjach. Przy silnej, nieprzepracowanej Wenus aparat państwowy wyróżniać się będzie podwyższoną miłością do samego siebie: wówczas pojawiają się przywileje, korupcja, rozwinięty system państwowych nagród i innych wyróżnień, które otrzymują wyżsi urzędnicy oraz obywatele szczególnie zasłużeni wobec państwowego egrégoru, powiedzmy, patrioci-pisarze i szczególnie poeci-piosenkarki. Opracowanie Wenus daje miłość wyrażającą się w rozsądnych programach społecznych, odpowiadających poziomowi ewolucyjnemu narodu i dostosowanych do jego charakteru narodowego; dużo powie tu położenie Wenus w znaku, domu oraz jej aspekty. Słaba Wenus w horoskopie państwa bynajmniej nie jest gwarancją braku korupcji; jednak ordery i inne insygnia, a także państwowe nagrody wydawane są tu z mniejszym przepychem. Najlepszy rząd czy popularny prezydent nie wywołają lawiny ludzkiej miłości – natomiast przy odpowiedniej polityce mogą liczyć na dużą realną pomoc przy umiarkowanych, pozytywnych uczuciach społeczeństwa.
Wenus w horoskopie firmy pokaże sposoby i formy przejawiania się miłości w warunkach pracy – przede wszystkim szefostwa wobec podwładnych i odwrotnie. Wenusjańskie energie łagodzą służbowe relacje, zwłaszcza hierarchiczne. Przejawiają się w uprzejmym zwracaniu się, szacunku do cudzego czasu i okoliczności, poczuciu humoru (wobec samego siebie), zdolności uśmiechu zamiast gniewu, taktowności, delikatności manier… umiejętności przezwyciężenia własnej nudziarstwa i w porę postawienia kropki. Pytanie, na jakich energii powinien bazować administrator, na przykład słonecznych, księżycowych, merkuryjskich czy wenusjańskich – rozstrzyga się w zależności od wielu czynników, do których należą poziom ewolucyjny firmy i jej pracowników, a nawet jej wiodące energie, uwarunkowane specyfiką działalności. Dlatego nie można powiedzieć, że wenusjańskie zarządzanie jest lepsze od merkuryjskiego – w wielu przypadkach to pierwsze jedynie żywi pasożyty i dlatego jest nie tylko nieefektywne, ale i świadomie nieadekwatne. Typowym przykładem tego jest system ocen w szkołach oraz egzaminacyjny – w wyższych uczelniach i nawet uniwersytetach. Całkowicie oczywiste jest, że aby opanować roczny kurs, potrzeba roku lub około tego; przygotowanie do odpowiedniego egzaminu zajmuje zwykle około tygodnia i nie daje niczego poza obciążeniem pamięci krótkotrwałej pewnym chaotycznym zbiorem informacji, który po dwóch-trzech dniach od egzaminu znika z głowy studenta w ponad 90%.
W ten sposób rola egzaminu w nauce sumiennego studenta równa się zeru – on i tak zna przedmiot, więc po co mu głupie próby pamięci, a dla nieuczciwego egzamin jest pewną grą sytuacyjną, w której sprawdzana jest garść piasku, która jutro–pojutrze i tak przesypie się między palcami… Mimo to takiej ilości nerwów zarówno studentom, jak i wykładowcom system egzaminacyjny istnieje i nieprędko zostanie zniesiony. I problem wcale nie tkwi w lenistwie poszczególnych uczniów: ezoteryczny sens systemu egzaminacyjnego polega na tym, że podtrzymuje on pewne sztywne struktury buddhiiczne i kauzalne, odpowiadające naturze wiedzy przekazywanej w nowoczesnych szkołach i uniwersytetach: aby ją zdobyć, trzeba uzbroić się w siekierę i brutalnie się przez nią przebijać, i nie ma tu mowy o subtelnościach. Prawdziwa wiedza o kości piętowej zaczyna się od tego, że człowiek uczy się odczuwać ją w sobie podczas chodzenia – a któż z nowoczesnych anatomów może się tym pochwalić?
W horoskopie książki Wenus pokaże sposoby przedstawienia przez jej autora żeńskich postaci, a także miłości w najszerszym znaczeniu tego słowa. Najwyraźniej u pisarzy średniego poziomu wychodzą wenusjańskie sceny związane z jedzeniem: tu, co do zasady, czuć dobre obeznanie z tematem. Sceny miłosne między mężczyzną a kobietą pisać jest znacznie trudniej, gdyż samo życie jest tu przygniecione sztywnymi stereotypami literackimi, z których uwolnić się prywatnikowi jest nie mniej trudno niż pisarzowi. Ale nie tylko w scenach miłosnych i w urokach natury przejawia się wpływ Wenus. Książka zawsze pisana jest dla określonego czytelnika, którego obraz tak czy inaczej, jaśniejszy czy ciemniejszy, obecny jest w świadomości pisarza, i od tego, jak ten ostatni odnosi się do pierwszego, zależy w książce bardzo wiele. Na przykład silna Wenus w horoskopie książki może dać efekt niezwykłej miłości jej autora do samego siebie, i tę miłość będzie on starał się wyrazić na materiale powieści czy zbioru wierszy – wcale nie przejmując się reakcją na nie czytelnika, który może wpaść w pewne nawet zdumienie od takiej ilości samouwielbienia bohatera lirycznego lub samego autora. Opracowanie Wenus zaczyna się prawdopodobnie od tego, że autor uczy się szanować czytelnika i nie stawiać siebie ponad niego; i dopiero znacznie później przychodzi zrozumienie, że książkę pisze egregor języka z jednej strony i egregor czytelniczy – z drugiej, a sam pisarz wraz ze swoją „twórczą pracownią” odgrywa przy tym czysto pomocniczą rolę – jeśli, oczywiście, jest to prawdziwy pisarz.
* * *
Dalej rozważymy siedem poziomów przejawiania się energii wenusjańskiej, których nie należy mylić z opisanymi powyżej poziomami opracowania; ogólnie mówiąc, każdy z poziomów przejawiania się wymaga osobnego opracowania, często zupełnie niepodobnego do opracowania innych.
Wenus – Słońce
Iwan Głupi wybawia z potwora piękną królewnę. Miłość ta przejawia się, gdy obiekt znajduje się na granicy zagłady; wtedy, czasem zupełnie niespodziewanie dla człowieka, może okazać się, że los pierwszego wcale nie jest obojętny wobec drugiego. Co dziwne, wiele związków partnerskich, a nawet rodzinnych istnieje właśnie na tej wenusjańskiej wibracji: miłość do partnera urzeczywistnia się tylko wtedy, gdy on znajduje się na granicy odejścia z mojego życia (lub rodziny) – ale uczucia przy tym odczuwam prawdziwe! Oczywiście, każda okresowo powtarzająca się sytuacja ma tendencję do przeradzania się w grę, w której wszystkie uczucia są fałszywe, niemniej jednak wielu ludzi żyjących według scenariusza wybawcy, czyli realizujących się w sytuacjach (czasem bardzo rozciągniętych w czasie) ratowania tej czy innej ofiary od miłości, która jej zagraża nieuchronnie, istnieje tylko na wenusjańsko-słonecznych wibracjach. W tym momencie Bóg jawi się człowiekowi w swojej cierpiącej i ginącej postaci, być może najwyraźniejszej ze wszystkich.
Inny wariant przejawiania się wenusjańsko-słonecznych wibracji – miłość do obiektu, który ma się narodzić, ale jego los jeszcze ostatecznie nie jest przesądzony. W tej energii powinny, w teorii, pracować położne i członkowie komisji przyjęć, ale tylko nieliczni z nich wznoszą się do tego poziomu.
Osobliwy spektakl przedstawia matka, której miłość do dzieci skupiona jest na wenusjańsko-słonecznych energiach: naprawdę interesują ją jedynie dzieci w jej łonie i noworodki lub, w ostateczności, niemowlęta do roku – do starszych dzieci odnosi się dość chłodno, z wyjątkiem momentów ciężkich chorób. Nagle powraca. Dość intuicyjne dzieci mogą z tego korzystać, spekulując na chorobach i niebezpieczeństwach.
Wenus – Księżyc
Goście na weselu składają młodym prezenty. Tu miłość znajduje mniej dramatyczne formy i okoliczności swojego pojawienia się i przejawiania. Wenusjańsko-księżycowe wibracje są właściwe Bogu, który jawi się w swej opiekuńczej i proszącej o troskę postaci. Ta ostatnia obecna jest w wielu bajkach, gdzie bohaterowi spotyka się ta czy inna istota, która prosi o pomoc, a później okazuje się potężnym pomocnikiem – jeśli bohater przechodzi test wrażliwości na wenusjańsko-księżycową prośbę.
Wenusjańsko-księżycowe wibracje łatwo odróżnić od księżycowo-wenusjańskich. Nawet w dzieciństwie różnica jest oczywista: jeśli Księżyc–Wenus to zwykła dobra i troskliwa mama, to Wenus–Księżyc to potężna wróżka, zdolna przemienić dynię w karetę, szczura w woźnicę i wysłać dziewczynkę do pałacu do księcia. W wieku dorosłym analogiczną rolę odgrywa miłość, przemieniając zwykłą dziewczynę w czarującą księżniczkę, oddana troska o którą stanowi granicę marzeń zakochanego młodzieńca (Wenus–Księżyc). Często po kilku latach małżeństwa płomień uczuć słabnie, i zakochanie na wzór Wenus–Księżyc przemienia się w dobrą troskę księżycowo-wenusjańskiego rodzaju, co, rzecz jasna, jest znacznie lepsze niż nic, ale do pierwotnego porywu czarów nie ma. Znacznie rzadziej spotyka się umiejętność transmitowania miłości na wenusjańsko-księżycowych wibracjach – zajęcie, które jedynie zewnętrznie jest troską, zasadnicza zaś jego treść stanowi właśnie miłość. Trudno wyjaśnić, co to właściwie oznacza; tak gospodarz głaszcze psa, a kochająca matka przygotowuje kanapki do szkoły swojemu synowi, i jej zupełnie wszystko jedno, ile w nich witamin i substancji biologicznie czynnych – to, oczywiście, ważne, ale wcale nie najważniejsze.
Wenus – Merkury
Uczeni dostrzegają pierwsze przebłyski pierwszego odkrycia. Tu Bóg objawia się człowiekowi jako prawo, struktura, reguła – lub przeciwnie, odsłania mu serce, aby ten wprowadził to czy inne prawo lub porządek w życie. Co, z wyłączeniem rozważań karierowych i merkantylnych, zmusza młodą osobę do złożenia dokumentów na wydział prawny? Co dziwne, często jest to wiara w to, że ludzie mogą i powinni podporządkować swoje życie całkowicie określonym prawom, które odpowiadają naturze życia społecznego i, wprowadzone w życie, znacznie je poprawiają. Merkury powie: „Prawo ponad wszystko”. Wenus, w tym Wenus–Merkury, nigdy tak nie powie, gdyż dla niej ponad wszystko jest Bóg i Jego miłość, ale w tym przypadku ta ostatnia objawia się w prawie, które można próbować odkryć, a jeśli jest ono odkryte – wprowadzić w życie. Wenusjańsko-merkurialna energetyka oświetla jedno i drugie zajęcie boskim światłem, ale tylko dla samego człowieka; dla otoczenia on najczęściej wygląda na amatora, gdyż profesjonalizm przychodzi dopiero na poziomie Marsa (w przypadku Mars–Merkury). Istnieje jednak wiele sfer, w których ustalając porządek, lepiej nie stać się profesjonalistą – na przykład regulując życie własnych dzieci. Tam, gdzie brakuje merkurialno-wenusjańskiej energetyki, można próbować przejść na wenusjańsko-merkurialną – jeśli podmiot jest gotowy ją przyjąć, a człowiek jest w stanie na niej trwale się utrzymać, nie zsuwając się raz na merkurialno-wenusjańską, merkurialno-merkurialną, a nawet merkuryjską. Wenusjańsko-merkurialne wibracje są właściwe dobrej kaznodziei w duchu chrześcijańskim, której patos polega na konieczności lub przynajmniej najwyższej pożądliwości przestrzegania praw sumienia i dobra. Ześlizgiwanie się na poziom merkurialno-wenusjański następuje, gdy przy tym jako uprzejme argumenty podawane są jakieś imperatywy („a inaczej będziecie płonąć w piekielnym ogniu”); merkuryjsko-merkuryjski poziom to prawo cywilne („kto zgrzeszy – temu kara”), a merkuryjsko-słoneczny – kryminalne („heretyków – na stos”).
Wenus – moja osobista dusza wchodzi w kontakt ze światową. To nie jest zwykły poziom; to punkt zwrotny w religijnej świadomości, w którym ujawnia się, że oprócz Boskiej miłości człowiekowi nie jest potrzebne nic więcej, a jeśli jest jej w nim wystarczająco dużo, to i światu od niego również nie potrzeba niczego więcej. Tutaj znikają wszelkie zbędne zewnętrzne formy, a także – jeśli tak można powiedzieć – ukryte myśli towarzyszące postrzeganiu ukochanego obiektu i wpływowi na niego: w przypadku Wenus – Księżyca jest to troska, Wenus – Merkurego – struktura i porządek.
Tak patrzymy na krajobraz lub dzieło sztuki: najpierw przyglądamy się im kawałek po kawałku, jakoś je ze sobą zestawiając itd.; potem nagle medytacja podnosi widza z wenusjańsko-merkurialnych wibracji na wenusjańsko-wenusjańskie, przestaje on dostrzegać jakiekolwiek szczegóły, wszystkie analityczne słowa opuszczają jego umysł, a z ust wyrywa się zachwycone: „Ach!” – lub raczej jakiś eteryczny jęk wyrażający najwyższy stopień niewypowiedzianego zachwytu.
Człowiek, który opanował trwały wenusjańsko-wenusjański przepływ energii, może z dużym prawdopodobieństwem być uważany za świętego. W istocie jest to pierwszy, ale i najtrudniejszy stopień na ścieżce bhakti, trafiając na który człowiek rzeczywiście rozumie, widzi i odczuwa z całą oczywistością, że wszystko, co dzieje się w tym świecie – nawet najmniejsze wydarzenie – jest możliwe jedynie dzięki Bożej łasce. On ją dobrze odczuwa (podobnie jak miejsca i okoliczności, w których jej brakuje) i to daje mu poczucie uczestnictwa w Bożym zamyśle, ale jednocześnie poczucie całkowitej osobistej bezradności, a co więcej – przeciwdziałania wszelkiej osobistej inicjatywie, która nie zostałaby zainicjowana bezpośrednio przez Boską miłość. Takiemu człowiekowi bardzo trudno zrozumieć, że jego osiągnięcia to jeszcze nie granica rozwoju ewolucyjnego i że wysiłki innych, które w jego mniemaniu są bez łaski, w ich rzeczywistości mogą być całkowicie konstruktywne i sensowne.
W ogóle trzeba powiedzieć, że poziomy, które pokrywają się z fazą (Słońce-Słońce, Księżyc-Księżyc itd.), tworzą psychologicznie niezwykle trwałą rzeczywistość, której pokonanie udaje się jedynie dzięki poważnym poświęceniom; do Wenus – Wenus odnosi się to, być może, w największym stopniu.
Wenus – Mars
Na koncercie popularnego piosenkarza. Tutaj Bóg objawia się człowiekowi poprzez formy, które wydają się doskonałe – przynajmniej dopóki są podświetlone wenusjańsko-marsjańskimi wibracjami. Jest to poziom prawidłowego odbioru sztuki przez jej miłośników – niezdolnych jednak do poważnej samodzielnej twórczości, która staje się możliwa dopiero na poziomie Mars – Wenus. Z drugiej strony, blask miłości wenusjańsko-marsjańskiego poziomu nieuchronnie domaga się amatorsko-diletanckiego wyrażenia, i tutaj człowiekowi nie wolno wzorować się na dziełach wielkich mistrzów (a dokładniej – wymagać od siebie ich poziomu), ale powinien wyrażać siebie podobnie do motyla, który trzepocze na łące kwiatów.
Przy Wenus w Pannie zdanie to można rozumieć niemal dosłownie i zapisać się do zespołu choreograficznego – albo po prostu pozwolić swojemu ciału poruszać się tak, jak mu się podoba (to ostatnie, prawda, nie jest takie łatwe do zrealizowania, gdyż jest uwarunkowane surowymi stereotypami, ale przezwyciężenie któregokolwiek z nich przyniesie Pannie Wenus ogromną radość).
Wenusjańsko-marsjański poziom jest bardzo ważny w rodzinie – to przygotowanie do przyszłych marsjańskich wibracji, co oznacza mistrzostwo i profesjonalizm w najlepszym sensie tych słów – ale to jeszcze nie wszystko. Oprócz zawodu człowiek ma jeszcze resztę życia, i istnieje ogromna różnica między tym, by przeżyć je w niewyrażonej czy wyrazistej miłości, a Wenus – Mars jest początkowym i bardzo dogodnym stopniem od pierwszej do drugiej; ważne jest jedynie, by w porę na niego wejść.
Wenus – Jowisz
Widzenie Niebieskiego Jeruzalem. Tutaj Bóg objawia się człowiekowi w sposób całkowity: na przykład w postaci objawienia wszechogarniającej wizji świata lub uniwersalnej koncepcji filozoficznej (Wenus w Baranie), albo nagłej zmiany w losie, która przenosi człowieka do wyższej warstwy społecznej (Wenus w Byku). Bardziej prawdopodobne jest jednak, że wspomniane szczęśliwe okoliczności (przy porażce Wenus mogą być i nieszczęśliwe) będą, jak się mówi, świecić, ale nie materializować się (do tego potrzebne są wibracje jowiszowe): jedyna i uniwersalna koncepcja filozoficzna będzie jedynie delikatnie uśmiechać się jej twórcy, a innym nie dostanie się nic (filozofowie-amatorzy); piękny ukochany z hrabiowskim tytułem i dziedzicznym majątkiem będzie jakoś omijać tematy małżeństwa i przedstawiania go swojej matce.
Wyzwaniem jest tutaj przyjęcie – czasem bardzo subtelnej – miłości, która syntetyzuje świat w jedną całość, którą Bóg posyła poprzez zupełnie konkretnych ludzi i okoliczności, i nie profanować jej do niższych wibracji, nawet wenusjańsko-marsjańskich, nie mówiąc już o księżycowo-jowiszowych czy księżycowo-wenusjańskich.
Przy Wenus w Wadze włączenie wenusjańsko-jowiszowskiej energii może wyrazić się w tym, że człowiek zetknie się z systemem leczniczym, zdolnym uleczyć go ze wszystkich poważnych chorób, zamknąć eteryczne dziury i wynieść na nowy poziom bioenergetyczny – i niemal ujrzy siebie uzdrowionym, uwierzy w to pragnienie i podejmie wysiłki dodatkowe do bezpłatnie otrzymanych wenusjańsko-jowiszowskich wibracji – w tym przypadku będą prawdopodobnie potrzebne wibracje jowiszowo-księżycowe.
Wenus – Saturn
„Nie zamykajcie swoich drzwi – niech będą drzwi otwarte”. (B. Okudżawa)
Wenusjańsko-jowiszowa energia daje człowiekowi możliwość odczucia i wyrażenia miłości do świata jako całości, ale istniejącej niejako z daleka, niezależnie od niego. Wenusjańsko-saturnowe energie są potrzebne po to, by nie rozproszyć całkowicie tych uczuć, wchodząc i zanurzając się w świecie. Zasadniczo jest to bardzo trudny dla niego test, gdyż zasada miłości to przede wszystkim zasada otwarcia i zjednoczenia, która grozi człowiekowi poważnymi nieprzyjemnościami i bezpośrednio sprzeciwia się podstawowej egoistycznej postawie na oddzielenie podmiotu od otoczenia, które (otoczenie) może być rzeczywiście bardzo groźne.
Z drugiej strony, istnieją ludzie, którym właściwe jest odbieranie i emanowanie miłością właśnie na jej saturnowych wibracjach, czyli w trakcie swojego bezpośredniego życia: odczuwają, jak cieszą się drzewa, uśmiechają się psy i świergocą ptaki, ale nie zastanawiają się nad tym, uznając to za normę swojego bytu – podobnie jak radość, którą otwiera przed nimi ludzkie serce, nie wydaje im się zbyt przyjemna.
Człowiek z silną i trwałą wenusjańsko-saturnową energią przemienia swoją miłością cały świat wokół siebie, niepostrzeżenie i bez swojej woli przystosowując go do siebie – ale jest to odbierane naturalnie, bez przemocy, i często zmiana jest prawie niewyczuwalna – ale bardzo istotna: świat wokół staje się jaśniejszy, lżejszy i jakby tęczowy.
Odwrotnie, słaba wenusjańsko-saturnowa energia zmusza człowieka do obawy przed światem, odgradzania się od niego, postrzegania go jedynie jako źródła wszelakich nieprzyjemności – ale to nie oznacza, że miłość nie jest mu w ogóle właściwa: całkiem możliwe, że najbardziej naturalne dla niego wibracje to wenusjańsko-słoneczne, głównie wenusjańskie, i w nich żyje.
Nie należy myśleć, że to coś złego: czyste wenusjańsko-saturnowe wibracje są z natury dość chłodne; odpowiadają mniej więcej takiej postawie życiowej: „Akceptuję i kocham dopóty, dopóki jesteś blisko mnie i w takim stopniu, w jakim wchodzisz w moje życie; a dalej, jak to się mówi, z oczu precz – z serca precz”.
Dla świętego pustelnika, który przyjmuje w ciągu dnia setkę odwiedzających i (rzeczywiście) sprawuje nad nimi duchową opiekę, taka postawa jest zapewne naturalna i nawet konieczna, ale otrzymać ją od członka własnej rodziny (np. ojca lub dziecka) nie jest szczególnie przyjemnie, przynajmniej jeśli * horoskop daje los człowieka, w którego życiu miłość będzie obfitować, choć on może nigdy o tym nie myśleć. W każdym razie Bóg z jakiejś strony zawsze będzie się do niego uśmiechać – ale nie zawsze człowiekowi zechce się szukać tej strony, ku wielkiej szkodzie zarówno dla siebie, jak i dla świata.
Trudna sytuacja, gdyż w naszych czasach talenty tego, kto kocha, miłośnika, amatora-diletanta nie są cenione w społeczeństwie i są nawet częściowo pogardzane. Cóż po tym, że znasz się na balecie lub czytałeś w oryginale „Prolegomena” Immanuela Kanta, jeśli twoim głównym zawodem jest inżynier budowlany?
To właśnie ci bezgranicznie, lecz bardzo entuzjastycznie i na swój sposób sumiennie nastawieni czytelnicy, widzowie, słuchacze – miłośnicy wielkich talentów – nawet nie marzą, by samemu wznieść się na ich wysokość. To oni nie tylko stanowią grunt, na którym owe talenty wyrastają i później znajdują mocne oparcie, ale sami wnoszą niebagatelny wkład. Dopóki Wenus nie zostanie opracowana, człowiek ten będzie bezrefleksyjnie nadużywać Bożej miłości, która do niego napływa ze wszystkich stron: spekulować swoją urodą i uczuciami płci przeciwnej, lekkomyślnie polegać na swoim „szczęściu” i sądzić, że to wszystko jest w porządku. Opracowanie Wenus daje możliwość stania się źródłem łaski, jednak drogi jej otwarcia będą bardzo okrężne. Słaba Wenus oznacza życie, jeśli nie w półmroku, to przynajmniej w rozproszonym świetle. Prawie wszędzie, z wyjątkiem wąskich obszarów wskazanych przez położenie tej planety w znaku i domu, człowiek będzie miał trudności ze zrozumieniem, czym jest Boża obecność i czym różni się od Bożej nieobecności. W wielu aspektach może to być nawet korzystne, gdyż rodzi znacznie mniej namiętności i kuszącej pokusy, które dla tej osoby często pozostają niezrozumiałe – podobnie jak dla współczesnego mieszkańca miasta niezrozumiała jest namiętność jego pradziadka do koni. To, co zostało powiedziane, nie powinno być odbierane w ten sposób, że słaba Wenus symbolizuje niezdolność do odbierania miłości i emanowania łaską – wcale nie, ale obie te sfery w życiu nie są akcentowane i przebiegają raczej w tle niż na pierwszym planie. Może go szokować zbyt dosadne sceny erotyczne w filmach lub nawet zwykłe rozmowy o miłości, nie dlatego, że jest zbyt moralny, ale z powodu ogólnego nastawienia, że nie powinno to być przedmiotem bezpośredniej uwagi; skąd bierze się to nastawienie, człowiek ze słabą Wenus raczej nie potrafi wyjaśnić. Posiada on głęboką cnotliwość, której jego otoczeniu warto byłoby się nauczyć. Harmonijna Wenus obdarza człowieka mnóstwem niewinnych zalet, a w wielu przypadkach także pogodnym charakterem; przynajmniej na wezwanie: „No co ty cały się zasępiasz, twoje kłopoty nie są aż tak poważne, spróbuj spojrzeć na sprawy lżej” – można liczyć na wdzięczny uśmiech i słowa: „Tak, oczywiście, masz rację” (przy porażonej Wenus odpowiedź najprawdopodobniej będzie zniekształcona przez rozdrażnienie!). Tam, gdzie Bóg i los będą jaśniej uśmiechać się do człowieka, pokaże przede wszystkim położenie Wenus w znaku. Wenus w Pannie z trygonem do Jowisza w Koziorożcu daje szanse w konkursach piękności; jeśli dodatkowo występuje sekstyl do Saturna, można myśleć o karierze baletowej. Przy harmonijnej Wenus w Rybach człowiek może zostać duchownym, a nawet w przypadku profesji świeckiej jego słowa będą odbierane jak skuteczne kazania. Harmonijna Wenus w Wodniku może dać uczonego lub filozofa, którego prace wyróżniać się będą niezwykłym pięknem i elegancją; jeśli jest to matematyk, przyciągną go ukończone abstrakcyjne koncepcje, uogólnienia i kwintesencja konkretniejszych i technicznie złożonych teorii. Ale, jak rozumie czytelnik, nawet harmonijna Wenus daje jedynie odbiór światła od przyszłych (lub dawnych) wielkich odkryć, zarówno humanistycznych, jak i przyrodniczo-naukowych. Najważniejsze zaś odkrycie, często niewielkie, harmonijna Wenus niejako sama przynosi człowiekowi każdego dnia – i powinien on nauczyć się jej nie przegapić, aby później móc choć część swoich objawień przekazać światu, który czeka: „Natura w strojnej sukience Głową w niebo wpatrzona, Cały dzień gra na organie. Pluskanie maluchów, I szum lasów, i tańce gajów, I w gaju śmiech niezapominajek. (N. Zabołocki, „Poemat deszczu”)
Porażona Wenus stawia człowieka wobec ostrego problemu miłości – zarówno niebiańskiej, jak i ziemskiej – w jego życiu, i bardzo mało prawdopodobne, by mógł on łatwo obejść się tylko jedną z nich lub zdołał harmonijnie połączyć je razem. Tutaj Bóg zwraca ku człowiekowi swoje drwiące, zmiennolice oblicze – nie bohatera, lecz błazna, i często nie wiadomo, jak poważnie należy traktować to, co się dzieje: czy to tragedia, tragicomedia, czy jawny fars. Pierwszą okolicznością, którą człowiek z porażoną Wenus powinien wziąć pod uwagę (zazwyczaj intuicyjnie pojmuje ją około dwudziestego roku życia, ale przyznaje się do tego sobie znacznie później), jest to, że w kwestiach miłości i łaski nigdy nie udaje mu się „jak u ludzi”. Czasem miłość przychodzi do niego i zalewa go bez reszty – ale nie w takich warunkach i nie z takich powodów, których mógłby się spodziewać – i znika równie niewytłumaczalnie i niespodziewanie. Najczęściej dochodzi wówczas do niezrozumiałego fałszerstwa, gdy jedno uczucie maskuje się pod innym, i powstają sytuacje o wyraźnie podwyższonej sile magicznej, na które tak łase są liczne pisarze, nie będąc przy tym w stanie oddać ich na papierze. Charakterystyczne dla porażonej Wenus jest mieszanie obliczy Bóstwa: samemu człowiekowi jawi się ono raz w swej wzniosłej, raz w nisko kuszącej postaci, której odbity świat wpada w jego świat, zmuszając go raz do padania na twarz ze wzruszenia, raz do pogrążania się w otchłani, raz do odskakiwania ze zgrozą na krawędzi przepaści. Porażona Wenus proponuje człowiekowi mnóstwo pokus: od pokusy oddawania czci złemu Bogu, odrzucając dobrego jako obłudnego, po zwykłą manipulację ludźmi z samolubnym celem, posługując się magicznymi środkami, którymi człowiek ten obdarzony jest od urodzenia w nadmiarze. Praca nad sobą jest tu trudna i wymaga na pewnym etapie rezygnacji ze wszelkich „czarów”, poza tymi, które naturalnie towarzyszą zwykłemu ludzkiemu zachowaniu – a to dla porażonej Wenus jest bardzo wielka ofiara, której zrozumienie innym ludziom, szczególnie ze słabą Wenus, przychodzi dość trudno. Początkowo porażonej Wenus wydaje się, że jeśli zrezygnuje ze swoich namiętności i magii – to po co w ogóle żyć? – i dopiero straszliwe (zarówno dla innych, jak i dla siebie) konsekwencje zmuszają ją do jako takiej korekty swojego postępowania, częściowego ujarzmienia i oczyszczenia – lecz i ta droga usłana jest raczej kolcami niż płatkami róż.
Położenie Wenus w znaku pokaże, w jakich formach, obrazach i okolicznościach Bóg objawia się człowiekowi i jakie są najwygodniejsze i najnaturalniejsze dla niego sposoby wyrażania miłości – w tych przypadkach, gdy go ona przepełnia i tego wymaga. Z drugiej zaś strony położenia Wenus w znaku nie należy rozumieć zbyt dosłownie, to znaczy w tym sensie, że inne rodzaje miłości są człowiekowi niedostępne i nie jest on w stanie wyrazić siebie w inny sposób niż zaproponowany przez wenusjański znak. Przy interpretacji konkretnego horoskopu należy wziąć pod uwagę, po pierwsze, łukowe aspekty Wenus, a po drugie – w pewnym stopniu jej wpływ na znak odpowiedniego „szelftu”, dodatkowego do tego, w którym się ona znajduje. Na przykład opozycja Wenus-Księżyc z Wenus w Baranie i Księżycem w Wadze da wpływ wenusjański na Wagę i ponadto na Lwa (Lew jest znakiem „gęstego szelftu”, odpowiadającego Baranowi jako znakowi „cienkiego szelftu”). Ale nawet jeśli w karcie Wenus stoi w Baranie i nie aspektuje ani Panny, ani Merkurego, nie można powiedzieć, że człowiek nie potrafi pięknie zatańczyć lub czule pogłaskać – po prostu główne wewnętrzne akcenty jego miłosnych przejawów nie będą leżeć wcale w sferze fizycznej. Położenie Wenus w znaku pokaże także obszar, w którym człowiek cierpi na kompleks Kopciuszka, czyli tam, gdzie – jak mu się wydaje – bardzo potrzebuje miłości i złości się, że jej nie otrzymuje w wystarczającej mierze.
Wenus w Baranie Kochany przesłonił mi słońce. Dlaczego więc, kiedy odszedł, znalazłam się w nieprzeniknionej ciemności? Miłość wkracza w życie tej osoby jako coś totalnego: wartość zesłana przez samego Boga, który postanowił objawić się przez nią. Dla tego sposobu postrzegania nie są istotne szczegóły, a nawet wydarzenia, które nie wpisują się w główną koncepcję: dopóki miłość trwa, nic – jak się wydaje – nie jest w stanie jej zmniejszyć ani zawęzić. Ogólnie jest to trudna sytuacja, gdyż człowiek instynktownie szuka Bożej miłości w Jego najwyższym, atmańskim wyrazie – i stale się zawodzi, gdyż po pierwszej, rzeczywiście atmańskiej iskierce następuje znacznie bardziej gęste, ziemskie przedłużenie, którego wenusjańskiemu Baranowi nie tylko nie jest potrzebne, ale w gruncie rzeczy jest mu obojętne. Jego wewnętrzne wymagania wobec miłości są bardzo wysokie: miłość powinna zmienić mu egzystencjalny obraz świata i system wartości, a także życie we wszystkich jego istotnych aspektach, i wszelkie próby przyjęcia za miłość czegoś (subiektywnie) mniejszego zwykle kończą się fiaskiem.
Z drugiej strony, ten aspekt często tworzy wyidealizowane, w dużej mierze naiwne i romantyczne wyobrażenia o przyszłej miłości, na którą zrzucane są wszystkie nierozwiązane wewnętrzne problemy człowieka. Gdy długo oczekiwana ukochana osoba nie wytrzymuje tego ciężaru, ożywa kompleks Kopciuszka, który w tym przypadku przybiera nieuchronnie globalno-światopoglądowy charakter, na przykład: „Nikt z tych, którzy mnie kochają i będą mnie kochać, nie jest w stanie objąć mnie całego, wraz ze wszystkimi moimi zewnętrznymi i wewnętrznymi możliwościami oraz problemami”. Przy dotkniętej Wenus może to brzmieć znacznie ostrzej i zjadliwie, przy harmonijnej — łagodnie, jakby z pewnym żalem. W czym trudno jest kochać taką osobę? Postrzega to, co się dzieje, zbyt ogólnie, i trudno na nią wpłynąć czymś konkretnym. Z drugiej strony, bardzo trudno jej wytłumaczyć, że miłość musi znaleźć swój materialny wyraz: to, co sama zechce zrobić, zrobi (pomimo oporu), a wszystko inne wyda jej się pewną fikcją, kaprysem partnera, niegodnym poważnej uwagi. A gdy miłość odejdzie, przestaje poświęcać ci swoje siły duchowe — i dopiero wtedy rozumiesz, czego straciłeś.
Wenus w Byku Ukochany przyszedł — boso po deszczu. Czyż to nie szczęście? Władca. Podczas gdy dla owczych Wenus miłość to przede wszystkim wzniosłe przeżycie duchowe i wartościujące, bycza Wenus odbiera ją jako ciąg wydarzeń, w których odczuwa niekwestionowaną Boską obecność. Najbardziej wyraźnym, z punktu widzenia byczej Wenus, przejawem miłości jest harmonijne i niemal cudowne rozwiązanie wydarzeń w buddhiowym przeciwieństwie lub ślepym zaułku. Chcesz dostać się do teatru na deficytowy spektakl, na który bilety są rejestrowane pół roku wcześniej — i nagle dzwoni do ciebie półznajoma osoba i proponuje pójść jutro. Albo wielki wujek późnym wieczorem blokuje ci drogę — ale szybko okazuje się, że chce tylko zapalić i nic więcej. Bycza Wenus przeżywa miłość jako ciąg jasnych, szczęśliwych wydarzeń i pięknych uczynków; w przeciwieństwie do owczej Wenus, może (jak jej się wydaje) zupełnie konkretnie powiedzieć, dlaczego kocha swojego ukochanego: jest taki uważny, tak delikatnie całuje w rączkę (lub w policzek), tak wzruszająco za każdym razem przynosi kwiaty, ma tak bezpośrednie spojrzenie itd. Przy silnym zaangażowaniu byczej Wenus u człowieka pojawia się uczucie, że stał się wartością w oczach Boga i teraz może prosić Go o dowolne wydarzenia, a wszystkie jej pragnienia zostaną spełnione — dobrze znany bajkowy motyw. Niestety, Wenus często świeci, ale nie grzeje, i trzy życzenia spełnione przez złotą rybkę w praktyce niewiele zmieniają na lepsze, ale umacniają byczą Wenus w kompleksie Kopciuszka, który w jej przypadku brzmi mniej więcej tak: „Ktokolwiek by mnie nie kochał, nie będzie w stanie naprawdę mi dogodzić”. Przenosząc się na sferę seksualną, ten kompleks może dać poważne problemy (aż do impotencji i frigidności), których jedyną drogą rozwiązania jest rezygnacja z wszelkich pretensji i roszczeń.
Wenus w Bliźniętach Ukochany przy spotkaniu speszył się i zaczerwienił. Czyżby jednak kochał? Czy umiesz cieszyć się myślami, które do ciebie przychodzą? Jeśli nie, to niech znajdziesz znajomego z bliźniaczą Wenus i naucz się od niego: on umie. Osobie z Wenus w Bliźniętach Bóg objawia się, interpretując wydarzenia, które ją otaczają, zwroty akcji i ślepe zaułki, co może wyglądać zupełnie inaczej w zależności od okoliczności i aspektów Wenus: „Wolność to zapomnieć o imieniu tyrana, a ślina w ustach słodsza jest od halwy, której kropla nie kapnie z błękitnego oka”, — twierdzi Josif Brodski, i czytelnik z bliźniaczą Wenus najprawdopodobniej się z nim zgodzi. Wolnomyślicielstwo (wolnomyślicielstwo) to częsty jej towarzysz, zwłaszcza jeśli te słowa rozumieć nie tylko w ich politycznym znaczeniu. Dlatego Wenus w Bliźniętach ciężko się opracowuje: Bóg nie lubi schematów i szablonów, albo objawia się poza nimi, albo je przezwycięża, modyfikując i rozszerzając, a przez to faktycznie je niszcząc, co, rzecz jasna, nie podoba się zbiorowej podświadomości i najczęściej samemu człowiekowi. Dlatego bliźniacza Wenus jest konkretnie dowcipna, ale najlepsze jej myśli i interpretacje czasem po prostu nie docierają do świadomości człowieka, zatrzymując się lub ulegając zniekształceniu przez cenzurę podświadomości — osobistej i zbiorowej. Bardzo trudno jest zdecydować się nie tyle powiedzieć — po prostu pomyśleć: „A król jest nagi!” — nawet jeśli później zostanie to uznane za odkrycie na równi z kopernikańskim. Kompleks Kopciuszka bliźniaczej Wenus brzmi tak: „A jednak najciekawsze (główne, aktualne, seksualne…) nigdy mi się nie pokazuje!”. W miłości z tą osobą nie jest nudno — dopóki nie zacznie wydawać się nie do zniesienia powierzchowna: jak można tyle gadać i interpretować zamiast czegoś zrobić lub poczuć? Za to łatwo jej się spodobać: zapytaj, jaką książkę (lub film) właśnie przeczytała i co o niej myśli — ale staraj się nie stracić wątku jej rozumowania, a przede wszystkim — nie zaśnij podczas niego: tego ci nie wybaczy. — Nie — odpowiedziała ukochana. O, rozkosz jej zaprzeczeń! Tylko nie zazdrość jej, proszę. I w ogóle, joga uczy, że miłość jest największym nieszczęściem w życiu człowieka, przynajmniej jeśli odbiera się ją emocjonalnie — a tutaj inaczej się nie da.
Raczej Wenus obiecuje człowiekowi mnóstwo emocjonalnych radości i pokus, słabo zrozumiałych dla wielu innych; z kolei jemu bardzo trudno zrozumieć niektóre reakcje, powiedzmy, bliźniaczej Wenus. Tutaj zjawisko Boga jest przeżywane jako emocjonalna reakcja na mentalne zwroty i ślepe zaułki, i to, co wydaje się mentalnie nierozwiązywalne, nagle okazuje się przyczyną emocjonalnego olśnienia i chwilowego szczęścia — ale tego nie da się wyjaśnić, można tylko przeżyć. Gdy Bóg objawia się poprzez emocjonalne reakcje — to bardzo silne przeżycie, emocja wydaje się czysta, wzniosła i piękna — ale kolejna medytacja astralna często obniża jej poziom, zanieczyszcza i dostosowuje do potrzeb ego, co człowiekowi trudno dostrzec i jeszcze trudniej przezwyciężyć. W miłości raczej Wenus jest często paradoksalna: czasem niezwykle subtelna, czasem równie okrutnie obojętna na uczucia partnera — wszystko zależy od tego, czy dany aspekt jej zachowania (a dokładniej: jej interpretacja tego zachowania) trafia w sferę podświetloną przez jej Wenus. Jeśli tak, reaguje emocjonalnie jak na coś bliskiego, jeśli nie — jak na coś całkowicie obcego, i trudno się do tego przyzwyczaić. Gwałtownie reaguje na słowa, często nadając im zupełnie inne znaczenie niż pierwotne: emocjonalna reakcja jest tu często nieprzewidywalna i w dużej mierze zależy od ogólnego kontekstu relacji. Przy porażce Wenus możliwe są psychologiczne i społeczne trudności: twardy orzech do zgryzienia dla psychoanalityka. Kompleks Kopciuszka zależy od poziomu opracowania aspektu: na niskim poziomie brzmi: „Nikt mnie (emocjonalnie) nie kocha”, na wyższym: „Mam niewystarczającą wrażliwość emocjonalną na wyższe wibracje”.
Wenus w Lwie Drogocenny przyniósł mi bukiet kwiatów. O, jego objęcia! Nikomu nie uda się objąć cię z takim uczuciem, jak to zrobi lwia Wenus; a jeśli przyłoży rękę do serca i patrząc ci prosto w oczy, o coś poprosi, nie będziesz w stanie się oprzeć: jeśli nie wzrok, nie gest, to tembr głosu ostatecznie cię pokona. Tutaj Bóg objawia się w uczuciach towarzyszących emocjom, a zatem — niemal fizjologicznie — stanowi żywe zaprzeczenie powszechnych wyobrażeń o Jego przebywaniu w najwyższych górskich sferach i objawia się jedynie w najsubtelniejszych, czysto duchowych emanacjach. Oczywiście, to nie znaczy, że lwia Wenus postrzega Boga tylko eterycznie — ale w sytuacjach miłosnych zawsze będzie miała charakterystyczny subtelny bioenergetyczny rezonans: charakterystyczne wewnętrzne drżenie, gdy przychodzi miłość, i szczególne, głębokie wzruszenie, gdy człowiek ją wyraża. Lwie Wenus bardzo trudno zrozumieć filozoficzne, mentalne lub powierzchownie emocjonalne formy wyrażania i przejawiania miłości — skłonna jest widzieć w nich parodię lub fałszerstwo prawdziwych przeżyć. Samej jej miłość może wydawać się prymitywnie prosta i naiwna, ale w zwyczajnych objęciach i pocałunkach, nie wspominając o spacerze po lesie, dla niej ułożą się znacznie głębsze objawienia i łaski, niż może przypuszczać powierzchowny obserwator.
Nie zapomnij jej przytulić i podarować piękną suknię — a ona dosłownie rozbłyśnie miłością, a wówczas obok niej poczujesz boskość zwyczajnych przedmiotów (w tym własnego ciała fizycznego) oraz czar dotyku. Kompleks Kopciuszka: „Mnie mało i niedostatecznie obejmują”; ulegając sublimacji, ten kompleks może przybrać nieco inny wyraz: „Mnie mało (emocjonalnie) kochają i dlatego nie ubierają wystarczająco wygodnie i pięknie”.
Wenus w Pannie
Ceni poranną pielęgnację zębów. Jaki odważny ruch czubka jej nosa! Ten aspekt daje boskie przejawy poprzez plan fizyczny, a tutaj mogą być one najtrudniejsze do rozpoznania. Rozkosze seksualne i gastronomiczne odbierane są głównie przez ciało eteryczne, natomiast sam plan fizyczny dany człowiekowi jest w odczuciu bardzo ograniczony. „Widzi” go oko, ale „nie chwyta” ząb, zorientowany także głównie na materię eteryczną. W pewnym stopniu odczuwają go dłonie, lecz one także w znacznej mierze skupiają się na momentach eterycznych: dotykając przedmiotu z zamkniętymi oczami, znacznie łatwiej opisać jego fakturę, rodzaj materiału, z którego jest wykonany — innymi słowy, dać opis eteryczny — niż określić kształt.
W miłości dziewiątej Wenus przywiązana jest do czysto materialnych szczegółów, które tak wiele mówią pod piórem doświadczonego pisarza, a dla większości ludzi są całkowicie nieistotne — co więcej, mogą okazać się całkowicie niszczące dla estetycznych i romantycznych uczuć innych osób: w sytuacjach, gdy oni spoglądają na plan fizyczny rozproszonym wzrokiem, dziewiąta Wenus patrzy. Ona może dostrzec Boga w ściegu i zakochać się w mężczyźnie, obserwując, jak przygotowuje i zjada kanapkę z kiełbasą, przy czym jego wzrost, szerokość barków i uśmiech nie odegrają w jej uczuciach żadnej roli — ale to, co w planie fizycznym jest dla niej ważne, zamknąć oczy nie zdoła, nawet gdyby bardzo chciała. Dla niej niezrozumiała jest miłość, która nie towarzyszy wystarczająco konkretnym gestom na planie fizycznym, a co do preambuły i techniki seksu może mieć — choć niekoniecznie sztywne — dość wyraźne reguły, które partner powinien poznać i przestrzegać, gdyż są one dla niej istotniejsze, niż mogłoby się wydawać.
Dziewiąta Wenus przyszła na świat, aby ukazać mu piękno i doskonałość planu fizycznego; jednak zanim to uczyni, musi nauczyć się sama odczuwać jego łaskę. Jej kompleks Kopciuszka: „Jestem fizycznie nieładna; cały świat jest brzydki”.
wokół mnie, choćby i ubierał się w piękne szaty – i tak przy bliższym przyjrzeniu się nie wytrzymuje żadnej krytyki”.
Wenus w znaku Wagi – taniec motyla nad mrowiskiem po deszczu. W ogóle planety w kanałach wstępujących ujawniają się mniej wyraziście i jasno niż w kanałach zstępujących – w pierwszym przypadku przygotowywany jest mniej więcej dobrej jakości grunt, ale co na nim wyrośnie, zależy od innych okoliczności (odpowiedniego ciału kanału zstępującego). Bóg jest w takich przypadłościach z punktu widzenia zwykłego człowieka, itp.
Tu spotkamy turystów, amatorskich sportowców (czasem z pogardą nazywanych „fizkulami”), naturopatów i entuzjastów holistycznego zdrowia, którzy z pewnością nie potrafiliby odpowiedzieć, dlaczego z takim zapałem i miłością oddają się swojej działalności: w naszych cywilizowanych czasach jakoś niezręcznie mówić o tym, że są szaleni. Kiedy ta osoba się zakochuje, z jej energią dzieją się zdumiewające rzeczy; kiedy wagińska Wenus doskonale się czuje i czasem nie może się nią nacieszyć.
Urażona Wenus może dać skłonność do pornografii lub seksualnych dewiacji – zresztą to drugie pojęcie jest zbyt rozciągliwe. W każdym razie wagińska Wenus obdarzona jest jako partner seksualny i będzie mogła wiele was nauczyć – jeśli wcześniej nauczy się sama lub jeśli będziecie mieli na to ochotę. Na wysokim poziomie może pojąć i opanować takie pojęcie jak eteryczna czystość; równolegle rozwijają się zdolności do uzdrawiania oraz dar intuicyjnego lekarza-terapeuty, ale to długa droga i na samych wenusjańskich energiach trudno ją przejść.
Kompleks Kopciuszka: „Mój ukochany nie dba o mnie (fizycznie) wystarczająco, dlatego źle się czuję i choruję” – często w seksualnym ujęciu, ale nie tylko w nim.
Wenus w Skorpionie
Niemowlę ze złością gryzie matczyne piersi. Gorzkie łzy obojga.
Skorpionowa Wenus potrafi precyzyjnie określić, gdzie przebiega granica między człowiekiem a zwierzęciem: tkwi ona w zdolności do dobroci i poczucia humoru, które nabywa się na płaszczyźnie emocjonalnej. Przynajmniej ona sama posiada te cechy (o ile tylko Wenus i horoskop jako całość nie są zbyt dotknięte). Ta osoba widzi Boga (lub Jego katastrofalny brak), wznosząc się ze swoich zwierzęco-biologicznych, a dokładniej eterycznych głębin na (względną) wysokość doznań astralnych, czyli emocji.
Jakie to momenty? No, na przykład tuż po przebudzeniu z głębokiego snu, lub godzinę po posiłku, albo po nagłym eterycznym stresie (skok w bok psa, który ruszył na nas z głośnym szczekaniem). Po tym, jak szybka lub wolna eteryczna medytacja dobiega końca, a jej owoce przemieszczają się przez Skorpiona do ciała astralnego, Wenus wypełnia je wyraźnie odczuwalną emocjonalną błogością – człowiek nie tyle myśli, co wręcz czuje: „Jak dobrze!”. I wcale nie chodzi tu o dobre trawienie czy uratowane spodnie, a o bezpośrednie postrzeganie Boskiej miłości, która w cudowny sposób przemienia astralny grunt…
Czy człowiek z Wenus w Skorpionie może być zły? Niestety, tak, i mściwy też, bo obecność Wenus w kanale zodiakalnym nie oznacza stałego i całkowitego Boskiego światła w nim, a jedynie obiecuje jego źródło, często dość kapryśne. A skorpionowa Wenus, czując, że miłość powinna być, ale jej jakoś nie ma, szuka winnego – i zwykle łatwo go znajduje.
„Jak śmiesz, psie, mnie nie kochać i odrzucać moją miłość?! Czego jeszcze ci potrzeba, łajdaku?!!”
Tutaj kompleks Kopciuszka: „Świat źle i niedostatecznie mnie (eterycznie) kocha i dogadza mi, dlatego jestem wobec wszystkiego obojętna (wszystkich nienawidzę)” – syndrom królewny, która nie umie się śmiać.





