Авесалом Подводный
ВYŻSZE ARCHETYPY: DOŚWIADCZENIE PSYCHOLOGICZNYCH BADAŃ
WSTĘP
Wszystko, co napisane w tej książce, jest doskonale znane czytelnikowi. Po prostu on nie zawsze pamięta o tym lub nazywa to innymi słowami. Książka ta została pomyślana przez autora jako swoiste wprowadzenie do psychologii. Przeznaczona jest dla osób, które, nie będąc psychologami z wykształcenia lub zawodu, spotykają się jednak codziennie z licznymi przedstawicielami ludzkiego rodu i ich problemami, zmuszone są w ten czy inny sposób dostosowywać się do niektórych ludzi oraz kierować innymi, posługując się przy tym metodami, które nie do końca są dla nich samych zrozumiałe.
Komunikacja, czyli, mówiąc prościej, międzyludzkie kontakty, są tak powszechne i zwyczajne, że laikowi wydaje się, iż nie zawierają żadnych szczególnych subtelności ani tajemnic. Z drugiej strony, najwyższe osiągnięcia profesjonalistów — psychoterapeutów, biznesmenów, prawników, polityków, dyplomatów — są w bardzo dużym stopniu związane z umiejętnością subtelnego dostosowywania się i nie mniej subtelnego wpływania na swoich partnerów, korzystając z metod psychologicznych, z których większość opanowują w sposób czysto intuicyjny, a pozostałe w ogóle nie poddają się racjonalnemu poznaniu.
Królewskie drogi do podświadomości.
Głównym osiągnięciem teoretycznej psychologii XX wieku, związanym przede wszystkim z nazwiskiem Zygmunta Freuda, było odkrycie podświadomości, czyli ukrytych przed człowiekiem procesów psychicznych, które jednak w znacznym stopniu wpływają na jego postrzeganie świata, samopoczucie i zachowanie. Oczywiście, nie można powiedzieć, że Freud pierwszy odkrył istnienie podświadomości, ale po pierwsze, uczynił na niej duży nacisk i powiedział całemu cywilizowanemu światu: „Podświadomość — istnieje!” — i został wysłuchany, a po drugie, zbadał i szczegółowo opisał drogi, za pomocą których można przeniknąć do podświadomości i dowiedzieć się czegoś o niej. Główną metodą, której używał w odniesieniu do podświadomości założyciel psychoanalizy, były wolne skojarzenia związane z treścią snów człowieka. Freud nawet mówił, że sen to królewska droga do podświadomości.
Tego samego zdania był najsłynniejszy uczeń Freuda — szwajcarski psycholog Carl Jung, którego można uznać za prekursora psychologii transpersonalnej, intensywnie rozwijającej się w drugiej połowie naszego stulecia. Jung, badając sny swoich pacjentów, napotkał na zdumiewający go fakt, że w tych snach pojawiały się niezrozumiałe i nieznane samym pacjentom symbole, bardzo znaczące i popularne w innych czasach oraz innych kulturach. Stąd Jung wyciągnął wniosek, że poprzez swoją psychikę i podświadomość człowiek, sam o tym nie wiedząc, jest związany z innymi ludźmi i kulturami poprzez uniwersalne archetypy, czyli prototypy, odzwierciedlające w osobistej podświadomości podstawowe i wspólne dla całej ludzkości scenariusze, przedstawione w najbardziej rozpowszechnionych mitach, legendach i baśniach.
Jung, podążając za swoim nauczycielem, także uważał, że interpretacja snów to królewska droga do indywidualnej podświadomości.
W drugiej połowie XX wieku nasz współczesny czeski psychiatra Stanislav Grof, badając działanie psychiki swoich pacjentów pod wpływem silnego środka psychotropowego LSD, zetknął się z takimi efektami ich przenikania w głębiny własnej pamięci i podświadomości, które wydały mu się i jego zwolennikom nieporównywalnymi nawet z dogłębną psychoanalizą. I, podsumowując zalety swojej metody, Grof zauważył, że królewska droga do podświadomości to LSD. (W ostatniej dekadzie na miejsce tej substancji, zakazanej z powodu negatywnych skutków ubocznych, przyszła bardziej łagodna metoda tak zwanego wolnego oddychania, dająca podobne rezultaty przenikania w psychikę.)
Wspólnym dla Freuda, Junga i Grofa oraz ich zwolenników było to, aby przeniknąć do podświadomego korzenia jego problemów psychologicznych, na przykład pierwotnego traumatycznego przeżycia, którego reakcją stały się aktualne problemy. Takie podejście do psychoterapii można nazwać chirurgicznym, ale nie jest ono jedynym możliwym. W ogóle uświadomienie sobie głębokich sprzeczności i urazów własnej podświadomości jest dla większości ludzi zbyt bolesnym doświadczeniem, do którego nie są psychicznie gotowi. Dlatego ich podświadomość broni się przed takim bezpośrednim wtargnięciem w miarę swoich możliwości, a spryt i skuteczność tej obrony można tylko podziwiać. Bardziej delikatnym i wywołującym mniejszy opór podświadomości podejściem jest metoda terapeutyczna, w której psycholog nie dąży do tego, aby pacjent uświadomił sobie podświadome korzenie i źródła swoich problemów, lecz oddziałuje na nie pośrednio, idąc okrężną drogą. Jeśli podejście to okaże się skuteczne, pacjent słabo rozumie, dlaczego symptomy, które go niepokoiły, zniknęły lub osłabły, a rola psychoterapeuty staje się przynajmniej nieoczywista. Ostatni z wymienionych czynników jest w dużej mierze niekorzystny dla terapeuty (po pierwsze, nie pojawia się u niego należyte poczucie spełnienia, a po drugie, u klienta może pojawić się pytanie, za co płacił pieniądze?), ale korzystny dla klienta, który nie wpada w schemat Bezradnej Ofiary, nieunikniony przy jakiejkolwiek skutecznej pomocy.
Czy istnieje droga do podświadomości niezwiązana bezpośrednio z uświadomieniem sobie traumatycznych przeżyć przeszłości i innych bolesnych jej stref? Według autora, taką drogą jest badanie modalności (jakościowych cech) postrzegania i zachowania człowieka, odpowiadających najwyższym, czyli najbardziej abstrakcyjnym archetypom. Czy jest to droga królewska — niech osądzi czytelnik; sprawą autora jest opisać ją i przejść nią razem z czytelnikiem do momentu, kiedy nasze drogi się rozejdą, czyli do ostatniej strony tej książki.
Modalność.
Badanie ludzkiej psychiki faktycznie dopiero się zaczyna, i nie ma w tym nic dziwnego, gdyż jest ona najbardziej złożonym z nam znanych obiektów we Wszechświecie. Rewolucyjnym odkryciem XX wieku było funkcjonalne zróżnicowanie półkul mózgowych, czyli anatomiczno-fizjologiczne potwierdzenie istnienia dwóch zasadniczo różnych rodzajów myślenia: logiczno-dyskursywnego (lewej półkuli) i abstrakcyjno-obrazowego (prawej półkuli). W szczególności lewa półkula skupia się na konkretnym elemencie, treści i znaczeniu dosłownym, natomiast prawa półkula odpowiada za tło, otoczenie i ogólne okoliczności oraz treść, która stanowi jedną całość. Wydawałoby się, że te role są równie ważne; jednak dotyczy to jedynie codziennego życia i myślenia człowieka. Przy przejściu do najsubtelniejszych i jednocześnie najważniejszych aspektów ludzkiego życia, do tego, co odróżnia człowieka od zwierzęcia i czyni go istotą samoświadomą i duchową, zdolną do dialogu z Boskim początkiem Wszechświata, okazuje się, że rola prawej półkuli gwałtownie wzrasta: staje się ona, według autora, wyraźnie główną.
Wiara religijna, duchowe dążenia, humanizm nie są logiczne, lecz obrazowe, a myśl racjonalna jest tu dobra jedynie pod warunkiem jej bezwarunkowego podporządkowania pierwotnie irracjonalnemu jedynemu obrazowi. Podobne zjawisko obserwuje się także przy badaniu ludzkiej psychiki i podświadomości: najbardziej fundamentalne ich struktury są lepiej poznawane przez prawą niż lewą półkulę badacza (o ile, oczywiście, nie jest on leworęczny). W szczególności im głębiej w podświadomość, tym większą rolę odgrywają pytania „jak?” i „w jakim stylu?” w porównaniu z „co?” i „gdzie?”. Dla psychiki częściej ważniejsze są okoliczności, odcienie, ogólna treść, brzmienie niż konkretne działanie, szczegóły, precyzyjne relacje.
Ponadto psychika jest niezwykle spójna, a „wolne skojarzenia”, którymi posługiwali się Freud i Jung, są prawdopodobnie nie tylko prywatną techniką psychologiczną, lecz fundamentalnym mechanizmem łączącym różne sfery i obszary podświadomości. Skojarzenia te powstają według zasady wspólnoty pewnej jakości, czyli modalności, które posiadają dwa w inny sposób wcale nie powiązane ze sobą słowa lub wspomnienia. Jednak nie wszystkie jakości, czyli modalności, są równie ważne dla psychiki. Najbardziej fundamentalne są te, które stale obecne są (w jednej ze swoich odmian) w niej zawsze, przy czym najczęściej niezauważalne dla człowieka. Te modalności odpowiadają wyższym, czyli najbardziej abstrakcyjnym archetypom, i są zdolne dziwacznie nakładać się na siebie, tworząc najróżnorodniejsze wzory i sploty, bardzo indywidualne dla każdego człowieka.
Można nawet powiedzieć, że unikalna psychiczna indywidualność człowieka polega właśnie na specyficznej dla niego grze modalności wyższych archetypów, która towarzyszy mu w życiu zwyczajnym (lub nadzwyczajnym). Psychologiczna uzdolnienie człowieka zależy przede wszystkim od tego, jak precyzyjnie potrafi (najczęściej podświadomie) dostrzegać modalności otaczającej rzeczywistości i adekwatnie na nie reagować. Trudność polega również na tym, że te modalności dość szybko się zmieniają, a reakcja profesjonalisty musi być natychmiastowa. Jednak największa trudność wiąże się z przełamaniem sztywnej fiksacji modalności, charakterystycznej dla danej osoby, i nie narzucaniu ich partnerowi. Człowiek, który brutalnie narzuca swoje modalności otoczeniu, sprawia wrażenie tyrana, psychologicznego grubiańskiego, gruboskórnego nosorożca, twardego egoisty — choć sam w sobie, wewnętrznie, może nie odpowiadać tym cechom; jednak nieuwaga jednostki do stosowanych przez nią modalności nie pozostaje bez konsekwencji dla społeczeństwa. Wręcz przeciwnie, człowiek, który mistrzowsko i subtelnie operuje modalnościami własnego i cudzego zachowania, zyskuje miano czarodzieja, ulubieńca społeczeństwa, centrum grawitacji społecznej, talentu administracyjnego, geniusza komunikacji itp.; i choć jego rozumienie otoczenia może wcale nie być głębokie, intuicyjnie odnalezione klucze otwierają o wiele bardziej tajemne drzwi, niż mógłby przypuszczać.
Proponowana czytelnikowi książka, zgodnie z zamysłem autora, ma charakter całkowicie praktyczny: daje pracowitemu i uważnemu czytelnikowi możliwość nie tylko teoretycznego zapoznania się z wyższymi archetypami, ale także nauczenia się dostrzegania ich przejawów w modalnościach stosowanych przez niego samego i otaczających go ludzi, a także w koniecznych przypadkach — nawet wbrew podświadomości, która z jakiegoś powodu temu zaprzecza.
Wyższe archetypy. Poszukiwanie aktualnych dla epoki archetypów jest zadaniem antropologów, kulturoznawców i poetów; refleksja nad nimi oraz abstrakcyjny opis powinny należeć do filozofów, natomiast badaniem ich odbicia w ludzkiej psychice, podświadomości i zachowaniu zajmuje się psychologia teoretyczna i praktyczna. W tej książce autor koncentruje się głównie na tym ostatnim aspekcie, czyli na przejawach archetypów w ludzkiej psychice i zachowaniu.
Zestaw archetypów omawianych w książce jest w zasadzie znany czytelnikowi z wcześniejszych prac autora „Ezoteryczna astrologia” i „Płaszcz Mai, czyli Bajki dla neurotyków”; jednak tam analiza psychologiczna była jedynie zasygnalizowana, natomiast w niniejszej książce autor postawił sobie za cel przedstawienie szerokiego, szczegółowego i wszechstronnego obrazu przejawów archetypów we wszystkich niemal aspektach ludzkiego bytu.
Po co to wszystko? Otóż abstrakcyjno-filozoficzny opis wyższego archetypu jest zwykle bardzo prosty — na tyle, że zrozumieć go może uczeń pierwszej klasy; jednak działanie tego archetypu w konkretnej sytuacji świata zewnętrznego lub wewnętrznego człowieka wykracza poza treść odpowiedniego epizodu, nadając mu określone zabarwienie, czyli modalność, na którą człowiek zwykle nie zwraca szczególnej uwagi, choć odgrywa ona pierwszorzędną rolę w psychice. Liczne problemy psychologiczne i niedoskonałości wiążą się z nieprecyzyjnym lub wręcz nieudolnym stosowaniem podstawowych modalności, przy czym często odnosimy wrażenie, że za takimi błędami stoi celowa siła podświadomości, dosłownie zmuszająca człowieka do używania nieadekwatnych modalności — wyraźnie na swoją szkodę.
Psycholog szkoły freudowskiej lub jungowskiej, dostrzegając to, spróbuje ustalić, jakie wewnętrzne przyczyny stoją za takimi systematycznymi zniekształceniami, odkryć odpowiednie doświadczenie z dzieciństwa itp. Jednak po pierwsze, nie zawsze jest to możliwe, a po drugie, wiąże się z pokonaniem znacznego oporu podświadomości: psychika nie pochlebia bezpośredniej ingerencji w swoje intymne i bolesne miejsca. Z drugiej strony, szczegółowa znajomość innych, zwykle ignorowanych przez człowieka wariantów postrzegania i zachowania, związanych z wykorzystaniem innych modalności, daje możliwość istotnej (i bardzo głębokiej) psychokorekcji bez konieczności poszukiwania i naprawiania „prawdziwych” przyczyn nerwicy
rozumieniu Freuda czy Grofa. W takim podejściu są zarówno zalety, jak i wady: jest mniej efektowne, nierzadko zajmuje sporo czasu i wymaga od klienta intensywnej pracy nad sobą. Z drugiej strony, jest bardziej „terapeutyczne” i łatwiej wpisuje się w bezpośrednie życie klienta; ponadto, w takim podejściu leczenie dokonuje się niejako pośrednio, jako rezultat procesu uczenia się, co — według autora — będzie głównym nurtem psychoanalizy XXI wieku.
Modalności i wolność. Kwestia wewnętrznej wolności człowieka oraz umiejętności „panowania nad sobą” jest ściśle powiązana z jego świadomością i opanowaniem modalności własnego zachowania, zarówno zewnętrznego, jak i wewnętrznego. Jest to widoczne nawet w codziennym życiu: przyjaciele i krewni obrażają się na siebie nawzajem nie tyle z powodu tego, co robią, ile z powodu tego, jak to robią. Prośba wyrażona tonem rozkazu; przeprosiny wypowiedziane w tonie oskarżenia; niedbale wyrażone współczucie — to typowe powody uraz, zarówno krótkoterminowych, jak i długotrwałych. Uważna obserwacja pokazuje jednak, że podobne nieadekwatności, z reguły, nie są przypadkowe, i to, co wydaje się oczywistą i prostą korektą zachowania, okazuje się dla człowieka — z niejasnych dla niego samego powodów — niezwykle trudnym zadaniem. Mimo to, kiedy mu się to udaje, człowiek odczuwa ulgę w życiu ogółem, zyskując znacznie większą swobodę przeżyć i działań niż wcześniej.
Cele. Szczegółowo opisując poziomy opracowania wyższych archetypów i przejawy odpowiednich modalności na różnym materiale życiowym, autor stawia sobie trzy główne cele. Pierwszym z nich było jak najpełniejsze przedstawienie czytelnikowi opisu tych archetypów oraz ich wpływu na psychikę i zachowanie człowieka. Drugim celem było pomóc czytelnikowi prawidłowo postrzegać ludzi znacznie różniących się od niego samego i znaleźć adekwatne środki komunikacji z nimi. I wreszcie, trzecim — najważniejszym dla autora — celem było stworzenie praktycznego przewodnika do samorozwoju: czytając przedstawione opisy, czytelnik — jak ma nadzieję autor — nie tylko pozna, jakie modalności są charakterystyczne dla jego dobrych znajomych, kolegów i bohaterów filmowych, ale także otrzyma klucze do kształtowania w sobie najodpowiedniejszych umiejętności i nawyków.
Jeśli czytelnik postawił sobie za cel aktywne opanowanie proponowanego materiału, to po przeczytaniu każdego fragmentu opisu archetypu może postawić sobie następujące pytania:
- Które z opisanych modalności są najbardziej charakterystyczne dla mnie, a które — dla mojego otoczenia?
- Które z opisanych modalności są dla mnie nie do zniesienia, a które — dla moich przyjaciół i wrogów?
- Jaki zakres modalności jest dla mnie zasadniczo dostępny, a których nigdy nie używam i z jakich powodów? Czy te ostatnie są poważne, czy są jedynie maskowaniem czegoś głębszego?
- Jaki zakres modalności przypisuję swoim bliskim, i jak on koreluje z zakresem, który zasadniczo sobie pozwalam? Faktycznie sobie pozwalam?
Następnie czytelnik może dla każdej z opisanych przez autora modalności wymyślić przykład życiowy, w którym jest ona wykorzystywana, i spróbować zrealizować go w praktyce. Potem można rozważyć własne doświadczenie życiowe z takiej perspektywy:
- Które z trudnych problemów mogłyby zostać ominięte lub rozwiązane z mniejszymi stratami jedynie poprzez staranny dobór używanych przez ciebie modalności?
- Jakie przypadki wypaczonego i całkowicie błędnego zrozumienia przez ciebie człowieka lub sytuacji były związane z błędnym zrozumieniem modalności tego, co się dzieje?
Autor nie wątpi, że poważne przemyślenia na te tematy doprowadzą czytelnika do nieoczekiwanych i dalekosiężnych odkryć.
Uniwersalne archetypy i psychologia
Czas i archetypy. Dynamika czasu określana i ujawniana jest przez dominujące w społeczeństwie archetypy; zmiana epok oznacza zmianę archetypów lub przynajmniej sposobów ich przejawiania się i akcentowania. Z reguły wiodące archetypy epoki są zakamuflowane i pośredniczone przez społeczne rytuały oraz powszechnie przyjęte półświadome wyobrażenia, z którymi nikt nie dyskutuje, a nawet nie poddaje ich w wątpliwość — po prostu dlatego, że nie przychodzi to nikomu do głowy. Powietrze, którym oddychamy, nie jest przedmiotem dyskusji — dopóki nie zmieni radykalnie swojego składu chemicznego, do którego trzeba się ponownie przystosować lub, jeśli to okaże się niemożliwe, jakościowo go zmienić.
Obecnie jednak zmieniają się nie tylko formy życia społecznego wielkich zbiorowości — zmienia się sam człowiek, zmieniają się archetypowe warianty losów jednostek i zbiorowości, a natura człowieka jako dzieła Bożego i boskiego narzędzia świata staje się nieporównywalnie jaśniejsza. Informacje i techniki, które wcześniej były dostępne jedynie wąskiej elicie, są odtajniane i stają się dostępne dla wszystkich chętnych — oczywiście tracąc przy tym pierwotną charyzmę i przemieniając się z ostatnich w pierwsze stopnie Wschodu, ale mimo to otwierając je wszystkim, którzy pragną.
Greckie słowo „archetyp” w tłumaczeniu oznacza prototyp. Za sprawą słynnego szwajcarskiego psychologa Carla Junga weszło ono do zachodniej kultury XX wieku w znaczeniu „uniwersalnego wzorca”, a choć sam Jung rozumiał archetyp dość konkretnie — jako uniwersalny mitologiczny motyw lub symbol obecny w większości kultur religijnych — z czasem znaczenie tego słowa zostało rozszerzone do pojęcia uniwersalnego.
Poszukiwanie i pierwotny opis wiodących (aktywnych) archetypów epoki to zadanie kulturologii i filozofii, jednakże bez szczegółowego badania ich wpływu na psychikę jednostek i zbiorowości nie można uznać go za zakończony, gdyż to właśnie w psychice archetyp przejawia się najpełniej i najbardziej wszechstronnie.
Archetypy i modalności
Archetyp przejawia się w wewnętrznym i zewnętrznym zachowaniu człowieka nie bezpośrednio, lecz poprzez określoną modalność, czyli poprzez jakość procesów zachodzących wewnątrz i na zewnątrz człowieka. Ludzie często nie zwracają uwagi na używane przez siebie i skierowane do nich modalności, bardziej interesując się „istotą sprawy”; jednak dla podświadomości, a także dla życia człowieka w ogóle, modalności odgrywają nie mniej ważną rolę niż świadomie postrzegana „istota sprawy”, nadając jej określone odcienie i barwy, które ostatecznie okazują się głównym czynnikiem, podczas gdy to, co wydawało się istotą, w dużej mierze schodzi na drugi plan lub nawet okazuje się nieistotne.
Jednym z zadań praktycznego psychologa jest pomóc klientowi jasno zobaczyć zakres modalności, których używa, a także go rozszerzyć — i dlatego, jak i w jaki sposób można ten zakres poszerzać, w dużej mierze poświęcone jest niniejsze badanie.
Uniwersalne i prywatne archetypy
Z reguły wyższe archetypy nie istnieją pojedynczo: pojawiają się one w pokrewnych grupach (jeśli kto woli — klanach), ściśle powiązanych ze sobą zarówno na płaszczyźnie filozoficznej, jak i w psychologii indywidualnej, i to właśnie w taki, systemowy sposób naturalnie je opisywać — przynajmniej autor idzie tą drogą. Całościowy zbiór prywatnych, wzajemnie powiązanych archetypów tworzy archetyp uniwersalny, którego opis na poziomie modalności psychiki odpowiada jej rozpatrywaniu z jednego, bardzo specyficznego punktu widzenia.
Co daje takie podejście? Według doświadczenia autora, każdy problem psychologiczny człowieka, choćby konkretny się wydawał, zawsze towarzyszą mu poważne zaburzenia równowagi i interakcji prywatnych archetypów (modalności) w obrębie jakiegoś archetypu uniwersalnego (nierzadko kilku naraz). Dlatego też, ucząc się prawidłowo równoważyć odpowiednie prywatne archetypy, człowiek — nawet jeśli nie rozwiąże radykalnie swojego bolączkowego problemu — to przynajmniej znacząco uzdrowi chory grunt, na którym ten problem wyrósł.
Można śmiało powiedzieć, że archetyp nadaje określony sposób postrzegania (interpretacji) świata; prywatne archetypy w obrębie danego archetypu uniwersalnego dają razem szeroki pogląd, pozwalający objąć obiekt (proces) ze wszystkich stron, nie pozostawiając niczego niedostrzeżonego.
Na przykład rzućmy pierwszy rzut oka na szczegółowo omówione w kolejnych częściach książki uniwersalne archetypy.
Archetyp holistyczny. Ten uniwersalny archetyp składa się z dwóch prywatnych archetypów: globalnego i lokalnego.
Globalnemu archetypowi odpowiada spojrzenie na obiekt w całości, gdy jest on rozpatrywany jako jedyny zamknięty system, istniejący w izolacji od reszty (zewnętrznego) świata — to, jeśli kto woli, archetyp ramy, która nakładana jest na pewien fragment świata, oddziela go od otaczającej przestrzeni nieprzeniknionym murem i scala w jedną całość. Lokalny archetyp rozpatruje obiekt jako wyróżnioną część (detal) pewnej całości, której części (detale) powiązane są z innymi różnymi związkami. Przy tym zarówno sama całość, jak i jej pozostałe detale jawią się niejako w gęstej mgle, jakby były jedynie domyślnie obecne, a cały ogniskowy punkt uwagi skierowany jest na dany obiekt. Tak więc globalne i lokalne spojrzenie na obiekt w pewnym sensie są przeciwstawne i wzajemnie uzupełniające się: globalne spojrzenie oznacza rozpatrywanie obiektu w całości, gdy wszystkie detale, w szczególności, schodzą na drugi plan, lokalne spojrzenie zaś koncentruje się na jednej z detali (elementów, części) danego obiektu, bada jej cechy, rozpatruje jej połączenia z innymi detalami w ramach całości.
Archetyp diadyczny (zob. książkę autora „Płaszcz Mai, czyli bajki dla neurotyków”). Ten uniwersalny archetyp również składa się z dwóch archetypów, które w tradycji chińskiej nazywane są jin (żeński początek) oraz jang (męski początek); w tradycji zachodniej odpowiadają im mniej więcej pojęcia materii i ducha. Jang (męski) początek zwykle opisywany jest jako aktywny, stymulujący, twórczy, materializujący się; jin (żeński) początek jawi się jako bierny, reaktywny (reagujący na wpływy), podatny, poddający się wpływom, materiał do kreacji (materializacji). Można więc powiedzieć, że jang oddziałuje, a jin poddaje się wpływowi; przy tym wszystko, co dotyczy charakterystyk oddziaływania — zamysł, energia, narzędzia — jest atrybutem jang, natomiast wszystko, co dotyczy obiektu oddziaływania — jego cechy, sposoby i aspekty reagowania — jest atrybutem jin.
Archetyp dialektyczny (zob. książkę autora „Ezoteryczna astrologia”). Ten uniwersalny archetyp obejmuje trzy prywatne archetypy, odpowiadające trzem fazom istnienia obiektu: kreacji, urzeczywistnienia i rozpuszczenia. Archetyp (faza) kreacji odpowiada okresowi, gdy obiekt pojawia się w otoczeniu niejako z niczego lub kosztem niego; jest budowany, tworzony, bierze pożyczki i przechodzi wstępne próby w sztucznie uproszczonych warunkach; tutaj jego zadanie karmiczne jest jedynie stawiane. Archetyp (faza) urzeczywistnienia odpowiada okresowi życia obiektu, gdy ten znajduje się w równowadze z otoczeniem, uczestniczy w pełni w przewidzianym w świecie zewnętrznym podziale pracy, bierze niewielkie kredyty i spłaca je operatywnie, oraz generalnie wypełnia swoje zadanie karmiczne. Archetyp (faza) rozpuszczenia odpowiada okresowi niszczenia obiektu; tutaj przestaje on wypełniać funkcje, które były mu właściwe w fazie urzeczywistnienia, traci równowagę z otoczeniem, stając się jego ofiarą, spłaca długoterminowe zobowiązania, zaciągnięte jeszcze w fazie kreacji, i kończy swoje zadanie karmiczne, dokańczając to, co zostało utracone w fazie urzeczywistnienia. Czasowe archetypy (fazy czasu) w życiu każdej osoby oraz w każdej sytuacji zmieniają się w bardzo kapryśny sposób, a ich uważne śledzenie daje człowiekowi znacznie lepsze zrozumienie dynamiki procesów zewnętrznych i wewnętrznych.
Indywidualność i modalności. Każda osoba potrzebuje zdobycia i ujawnienia swojej unikalnej indywidualności (nawet jeśli nie jest tego świadoma lub wyparła odpowiednią potrzebę w podświadomości). Ta indywidualność przejawia się z reguły w subtelnościach i akcentach, które pojawiają się spontanicznie i niejako znikąd, nadając jej zachowaniu, postrzeganiu świata i samoekspresji określone tonacje i odcienie. Jednakże niejednokrotnie te odcienie nie spotykają się z wystarczająco przychylnym odbiorem ze strony otoczenia, a człowiek próbuje je radykalnie zmienić — ze szkodą dla swojej indywidualności. Inną opcją istotnego zniekształcenia osobistego losu jest sytuacja, gdy człowiek w ogóle nie przywiązuje wagi do ważnych modalności swojego życia zewnętrznego i wewnętrznego, żyje „jak się trafi” lub „jak wszyscy”, ignorując bardzo istotne dla siebie subtelności (a najczęściej i „grubości”). W tym przypadku niedostrzeżone przez niego, lecz bardzo istotne dla niego półtony i odcienie faktycznie ciągną go za sobą w cudze dla niego życiowe scenariusze, z których bezskutecznie próbuje się wyrwać poprzez bezpośrednie działania (postępując według krótkowzrocznej „logiki”), a przekonawszy się o bezowocności takich prób, zupełnie macha w rozpaczy ręką. Faktycznie znalezienie i obrona prawa do „własnych” modalności zachowania i postrzegania jest najważniejszym zadaniem duchowym człowieka, bez którego rozwiązania nie może on się spełnić i rozwiązać głównych zadań swojego obecnego życia. Jednak nie jest to takie proste — w szczególności te modalności życia zewnętrznego i wewnętrznego, które ujawniają się u człowieka w dzieciństwie lub intensywnie rozwijają się w młodości, w wielu przypadkach stanowią nałożenie środowiska rodzinnego i społecznego, od których należy się uwolnić lub je istotnie skorygować. I nawet jeśli człowiek podejmuje się tego, postępuje w dużej mierze spontanicznie i niespójnie, nie mając adekwatnego języka do wyrażenia swoich problemów; stworzeniu takiego języka i poświęcone są wysiłki autora.
Modalności i podświadomość. Modalności z definicji zwykle odbierane są przez podświadomość — świadomość skierowana jest na istotę, na to, co się dzieje. W tych przypadkach, gdy uczeń specjalnie przyswaja nową modalność, ta oczywiście znajduje się w centrum jego uwagi — ale z reguły nie na długo, dopóki nie zostanie przyswojona, a następnie ponownie schodzi na peryferie świadomości. Z drugiej zaś strony, to właśnie modalności są maksymalnie dogodne do odbioru i przechowywania przez podświadomość — jest ona archetypowa i symboliczna w znacznie większym stopniu niż świadomość, a modalności są jej naturalnym językiem. Na początku XX wieku Zygmunt Freud wyraził myśl, że królewską drogą do podświadomości jest interpretacja snów, a jego uczeń Karol Jung był z nim solidarny. W drugiej połowie naszego stulecia trzeci wielki badacz podświadomości, Stanisław Grof, prowadzący swoje badania na doświadczeniach z LSD, stwierdził, że królewską drogą do podświadomości są transy psychedeliczne. Jednak zarówno jedno, jak i drugie (tj. sen, jak i trans LSD) są stanami świadomości w sposób wyraźny zmienionymi, i nie kwestionując klasyków, autor uważa, że również w zwyczajnych stanach świadomości człowieka istnieje bezpośredni dostęp do jego podświadomości — niejako trzecia królewska droga do niej — to obserwacja modalności, których używa i na które reaguje człowiek; ilustracjom tej ostatniej tezy poświęcona jest znaczna część następnych stron tej książki.
Modalności: synchroniczność i komplementarność. W każdej interakcji człowieka ze światem zewnętrznym i z samym sobą bardzo istotne, choć najczęściej pozostające poza polem świadomości, są interakcje między modalnościami. Jeśli człowiek, odpowiadając mi, używa tej samej modalności, którą ja zastosowałem, zwracając się do niego, jego odpowiedź będzie synchroniczna, czyli, jak się czasem mówi, lustrzana. Jednak synchroniczna odpowiedź daleka nie zawsze mnie zadowoli, a nierzadko wręcz zerwie komunikację: na przykład występując w jangowej (aktywnej) modalności, powiedzmy intensywnie namawiając swojego partnera do zrobienia czegoś, zakładam, że mnie wysłucha i przyjmie moje propozycje, czyli zajmie przynajmniej na czas mojego monologu modalność jin. Modalność, która naturalnie uzupełnia tę modalność, nazywa się komplementarną względem niej (kalka z angielskiego słowa complementary — odpowiedni czemuś), i ten sam termin dalej używamy dla archetypów: tak, komplementarnym względem archetypu jin będzie archetyp jang, i odwrotnie. Użycie w dialogu jakiejkolwiek modalności, różnej od komplementarnej, będzie niekomplementarnym zachowaniem, komplikującym komunikację; jednak niekomplementarność może być różna: od bardzo surowej, która faktycznie rozrywa tkankę komunikacji, do lekkiej lub mało zauważalnej, która jedynie pośrednio ją komplikuje. Na przykład ostre przerywanie rozmówcy w trakcie jego wypowiedzi i narzucanie mu kontrargumentów, w żaden sposób nie powiązanych z treścią jego słów, to zachowanie na kształt „jang na jang” — bez wątpienia rażąco niekomplementarne.
Mniej grubą, choć również niekomplementarną, jest reakcja w stylu „jin na jin”, którą ilustruje wieloznaczna wieczorna rozmowa małżonków:
— Tak dużo dziś zrobiłam w domu, a nie mam najmniejsnej ochoty sprzątać samej kuchni…
— A ja miałem dzisiaj tak ciężki dzień w pracy i muszę pilnie sprawdzić giełdy.
Archetyp ukrywa się więc w tle, w modalności, w półcieniu, głębiej w podświadomości. Po co więc wyciągać go na bezwzględnie jasne światło świadomości? Odpowiedź jest prosta: światem rządzą subtelności (najsubtelniejsza z nich to Absolut), i jeśli chcemy choć trochę przeniknąć najlżejsze koronki karmy, to ignorując modalności, zrobimy w nich tylko dziury i zawiążemy dodatkowe węzły. Wręcz przeciwnie, wyczuwanie archetypu, które wyraża się w stałej półświadomej uwadze do stosowanych przez nas samych i otaczających nas modalności, daje nam subtelne i precyzyjne wyczucie czasu, poczucie miary, wspaniałe zdolności komunikacyjne.
Ale to, rzecz jasna, jeszcze nie wszystko. Subtelny świat rządzi głównymi procesami świata gęstego. Język świata subtelnego to język archetypów i abstrakcyjnych jakości, które barwią gęste wydarzenia akwarelowymi tonami odpowiednich modalności. Dlatego, zwracając na nie świadomą uwagę, otrzymujemy bezpośredni klucz do subtelnej karmy — tym skuteczniejszy, im lepiej potrafimy rozróżniać odcienie i półcienie.
Z punktu widzenia psychologii,Archetypy i modalności są najbardziej adekwatnym językiem opisu głębokich warstw podświadomości, gdzie rządzą bardzo abstrakcyjne symbole, a nie ma miejsca na żadną konkretność w jej powszednim rozumieniu: nawet całkowicie konkretne traumatyczne doświadczenie, stając się dla człowieka źródłem istotnego zablokowania w psychice, nieuchronnie przechodzi wcześniej etap istotnego uogólnienia i emocjonalnego nacechowania, zaczynając malować całe życie człowieka, działając niejako „pod archetypem”.
Człowiek, który wykształcił w sobie stałą uwagę na stosowanych przez otoczenie i przez siebie samego modalnościach, nigdy nie okaże się zaskoczony nagle pojawiającymi się dramatycznymi, a tym bardziej katastroficznymi wydarzeniami i zmianami w życiu: zawsze będą im towarzyszyć istotne dysbalansy i napięcia na poziomie subtelnych archetypicznych przejawów. Jeśli zostaną one dostrzeżone w porę i adekwatnie zrozumiane, mogą wskazać drogi zapobieżenia przyszłej katastrofie lub jej istotnego złagodzenia.
Archetypy i życiowe scenariusze
Każdy człowiek prędzej czy później odkrywa, że jego życie nie jest chaotycznym zbiorem przypadków, lecz przeciwnie — podporządkowane jest pewnym prawidłowościom, czyli scenariuszowi, z którego wyjście jest niezwykle trudne, jeśli w ogóle możliwe. Jednocześnie faktyczna treść życia może się zmieniać, ale niektóre jego psychologicznie najistotniejsze cechy i prawidłowości pozostają niezmienne, niezależnie od okoliczności.
Prawdopodobnie każdy człowiek w młodości zetknął się z koniecznością napisania lub przynajmniej przeczytania traktatu pod tytułem: „Co to jest «pech» i jak z nim walczyć?”. Z biegiem lat niektórzy tracą zainteresowanie tą tematyką, jakby znaleźli wyraźną konstruktywną odpowiedź na postawione pytanie, inni zaś całkowicie poddają się podstępnej, niewidzialnej istocie zwanej Pech, stając się jej nierozłącznymi przyjaciółmi, a żadne ich wysiłki nie pomagają odwrócić jej uwagi od ich osoby.
Znany amerykański psycholog Eric Berne wprowadził nawet specjalne określenia charakteryzujące trzy rodzaje losu, czyli życiowej drogi człowieka: pechowiec, średniak i zwycięzca.
Pechowiec charakteryzuje się tym, że niezmiennie doprowadza do fiaska każdy poważny plan, bez względu na to, jaką pomoc i wsparcie otrzymuje z zewnątrz. Nawet jeśli wszystko wskazuje na to, że jego przedsięwzięcie zakończy się sukcesem, w ostatnim krytycznym momencie na pewno zachoruje, wpadnie w wypadek samochodowy lub po prostu zapomni przekazać ważną informację — i sprawa zostanie zniweczona.
Średniak stara się unikać poważnych niepowodzeń i z reguły mu się to udaje. Dokładnie zna swoje możliwości i nie sięga ponad nie, ale jednocześnie starannie utrzymuje swój poziom. Jeśli pojawi się szansa, by za cenę znacznego wysiłku wznieść się o dwa szczeble wyżej, odmówi — albo z obawy, albo z naturalnej skromności uzna, że to zadanie jest dla niego nieosiągalne. Nie jest bohaterem, ale i nie jest żebrakiem, wyraźnie unikając obu tych skrajności, których w głębi duszy się lęka i których jednocześnie się wstydzi.
Zwycięzca nie stawia sobie żadnych apriorycznych ograniczeń: jeśli los postawi go w sytuacji, w której zaproponuje mu stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych lub obdarzy charyzmą guru-cudotwórcy, chętnie je przyjmie i dołoży wszelkich starań, by osiągnąć odpowiedni cel, jeśli ten go skusi. Z drugiej strony, intuicyjnie zna granicę oddzielającą to, co realnie osiągalne, od tego, co zasadniczo dla niego niemożliwe, i żywi szczery wstręt do poważnych niepowodzeń — nie tylko własnych (które u niego są niezwykle rzadkie), ale także cudzych. Z reguły stawia sobie realne cele i je osiąga — choć czasem kosztem znacznie większych nakładów niż średniak.
Berne twierdzi (i czytelnik zapewne się z nim zgodzi), że każdy z tych trzech scenariuszy jest niezwykle trwały, więc np. przeżyć pierwszą połowę życia jako średniak, a następnie przekwalifikować się na zwycięzcę, jest bardzo trudno, jeśli w ogóle możliwe.
Czym zatem są determinowane podobne role i scenariusze życiowe? Jeśli zadać to pytanie retrospektywnie, korzenie można szukać w karmie przeszłych (lub przyszłych) wcieleń, specyfice procesu porodowego (doświadczenia perinatalne), wczesnych wrażeniach dziecięcych, wychowaniu itd. Poszukiwanie przyczyn nie uchyla jednak konieczności badania mechanizmu aktualnego wcielania się w rolę i scenariusz: dlaczego u jednej osoby wszystko układa się według jednego schematu, a u innej — zupełnie inaczej?
Odpowiedź na to pytanie może dać uważna analiza aktualnie stosowanych przez człowieka modalności, jego zachowania — komplementarnego w niektórych przypadkach i wyraźnie niekomplementarnego w innych. Korekta niekomplementarnych modalności oznacza pozornie bardzo powierzchowną zmianę manier człowieka, ale psychologicznie jest subtelnym wkroczeniem w głębokie warstwy podświadomości odpowiedzialne za globalne życiowe scenariusze.
Na przykład życiowy scenariusz pechowca, niezależnie od jego pochodzenia, z reguły oznacza problemy człowieka z dialektycznym archetypem, nieumiejętność (a może i podświadome niechęć) odróżnienia fazy realizacji od fazy rozpuszczania: typową przyczyną chronicznych niepowodzeń jest zaprzestanie wysiłków dokładnie wtedy, gdy są one absolutnie konieczne do zrealizowania projektu — czyli nawyk samoprzerywania, który czasem przeradza się w nerwicę. Jednakże korektę takiego rodzaju zachowania można prowadzić na dowolnym materiale życiowym, nawet bardzo odległym od traumatycznego i istotnie znaczącego, co daje możliwość pośredniego wpływu terapeutycznego, w pewnym sensie podobnego do terapii metaforą według M. Ericksona.
Pomysł polega na tym, że podświadomość, niepostrzeżenie dla samego człowieka, szybko uogólnia konkretne zachowanie, które prawidłowo stosuje modalność czasu, do poziomu archetypicznego. Tak więc praca człowieka polegająca na śledzeniu i prawidłowym stosowaniu modalności wyższych archetypów może doprowadzić do zmiany nawet globalnych życiowych scenariuszy.
W jakim kierunku można prowadzić tę pracę? Oczywiście, odpowiedź na to pytanie zależy w istotny sposób od konkretnego archetypu, ale istnieją pewne etapy wspólne dla wszystkich przypadków. Ponieważ wyższe archetypy zazwyczaj łączą się w spokrewnione grupy tworzące jeden uniwersalny archetyp, ich opracowanie przebiega — jeśli nie równolegle — to wzajemnie uwarunkowanym sposobem. Dlatego też słuszniej jest mówić o poziomach opracowania uniwersalnych archetypów, które poniżej krótko opisano w ujęciu ogólnym, a następnie zilustrowano na konkretnych przykładach.
Etap 1. Pierwotny chaos
Na tym etapie człowiek w ogóle nie różnicuje prywatnych archetypów składających się na ten uniwersalny. Oczywiście nie zastanawia się nad stosowaniem odpowiednich do nich modalności, nie zauważa, jak są one stosowane przez innych ludzi, a zwłaszcza przez siebie samego. Charakterystyczne dla tego etapu jest używanie niejako zlepionych i nierozdzielonych, ale jednocześnie wzajemnie sprzecznych modalności. Jeśli zapytać człowieka, którą z nich ma na myśli, najprawdopodobniej się speszy i nie będzie w stanie odpowiedzieć, gdyż pytanie wyda mu się pozbawione sensu.
Przykład: „Idę!” — oświadcza rozgniewany mąż swojej żonie. Tu niezwykle ważna jest zastosowana przez niego faza (modalność) czasu, gdyż jeśli znajduje się on w fazie tworzenia, czyli dopiero zaczyna „iść”, żona ma duże szanse, by się poprawić, zadośćuczynić za swoją winę i nakłonić męża do zmiany gniewu w łagodność. Jeśli zdanie zostało wypowiedziane w modalności realizacji, oznacza to, że mąż został doprowadzony do pewnej granicy i (myślowo lub nawet faktycznie) pakuje walizki i szykuje sobie nowe miejsce zamieszkania, więc żonie nie wystarczy szybkie przeproszenie — będzie musiała solidnie popracować nad poprawą sytuacji rodzinnej. Jeśli zaś mąż wypowiedział swoje zdanie w modalności rozpuszczania, oznacza to, że kwestia jego dalszego pozostawania w rodzinie została przez niego praktycznie rozstrzygnięta negatywnie, wyrusza w dalekie pielgrzymki i informuje ją o tym, więc opór z jej strony jest praktycznie daremny — lub wymagać będzie nadzwyczajnych środków, takich jak wielka histeria z groźbami samobójstwa męża.
Dla pierwszej etapy opracowywania uniwersalnego archetypu charakterystyczne jest mieszanie niekompatybilnych modalności; w danym przypadku człowiek zewnętrznie w żaden sposób nie ujawnia żadnej z opisanych trzech, jakby proponując żonie, by sama wybrała, jak go rozumieć. Jeśli jednak ona zrozumie go błędnie (na przykład zamiast podświadomie przez niego rozumianego tworzenia odbierze go w modalności rozpuszczania) i zareaguje odpowiednio (powiedzmy: „Żegnaj, ukochany!”), on będzie bardzo zirytowany — i to bez możliwości wyjaśnienia, z czym dokładnie ma problem.
Inną cechą pierwszej etapy opracowywania uniwersalnego archetypu jest rażąca samoniespójność (niekongruencja) zachowania człowieka, wyrażająca się w próbach jednoczesnego stosowania niekompatybilnych modalności. „Chcę!” — oświadcza kapryśna żona. Co okazuje żona: swój stan czy zamiar, yin czy yang? Według (półświadomego) przekonania kobiety, jedno i drugie razem, gdyż ani jedna, ani druga modalność osobno jej nie zadowala: yin jest zbyt słaby („Czyż mało czego chcesz?” — może odpowiedzieć niezadowolony mąż), a yang nie dość kobiecy (prawdziwa kobieta nie rozkazuje — pozwala jedynie pośrednimi znakami!).
Etap 2. Identyfikacja. Jeśli na pierwszej etapie człowiek w ogóle nie rozróżnia prywatnych archetypów w ramach danego uniwersalnego i nie zwraca uwagi na ich modalności, to na drugiej etapie zaczyna je rozróżniać, przynajmniej w tych sytuacjach, gdy są one ujawnione dość wyraźnie. Obrazowo rzecz ujmując, dostrzega on tony, ale z alikwotami. W tym procesie zwykle jego uwagę przyciąga jeden z prywatnych archetypów, który staje się jego ulubieńcem, natomiast pozostałe najczęściej ignoruje, lekceważy je, uznając za niewyraźne, nieistotne lub prostackie; nie podobają mu się lub uważa je za niegodne siebie. Na drugiej etapie wyróżnia się główne cechy włączenia prywatnych archetypów i w pewnym stopniu człowiek zaczyna je świadomie lub półświadomie śledzić, rozumiejąc, że odgrywają one istotną rolę w tym, co dzieje się z nim i wokół niego.
W tym procesie wyróżniony (ulubiony) prywatny archetyp człowiek bada dość wszechstronnie, choć póki co nie dogłębnie, natomiast pozostałe z reguły pozostają praktycznie niezbadane. Dla tej etapy charakterystyczny jest brak jakiejkolwiek opracowanej diagnostyki różnicowej, to znaczy człowiek nie zastanawia się nad tym, jakimi cechami można określić włączenie tego czy innego prywatnego archetypu, w związku z czym powszechne są takie zjawiska (przechodzące niezauważone przez niego), jak podstawienie archetypów i ich zlepianie się (to ostatnie charakterystyczne jest dla pierwszej etapy opracowywania).
Podstawienie jednego prywatnego archetypu innym, szczególnie w sytuacji, gdy ulubiony archetyp zastępuje jeden z tych, które są ignorowane, jest typowe dla drugiej etapy. Innymi słowy, człowiek opanowuje modalność odpowiadającą wybranemu przez niego prywatnemu archetypowi i stara się stosować tę modalność wszędzie i stale, nawet w przypadkach, gdy jest to całkowicie nieodpowiednie, a nawet niemożliwe. W tym ostatnim przypadku faktycznie posługuje się inną modalnością, ale sam dla siebie udaje, że jest to jego ulubiona. Na drugiej etapie następuje uświadomienie sytuacji niekomplementarności, to znaczy człowiek zasadniczo rozumie, jakie modalności należy zastosować w odpowiedzi na bodziec pochodzący ze świata zewnętrznego, jednak daleko mu do konsekwentnego stosowania się do tego zrozumienia. Przyczyną tego najczęściej jest wyparcie przez ulubioną modalnością pozostałych, co jest psychologicznie całkowicie zrozumiałe: nią posługuje się lepiej. Sytuacje, w których należy zastosować nieopanowany przez niego archetyp, zwykle stawiają człowieka pod ścianą, czynią go skrępowanym, nerwowym lub histerycznym.
Dla tej etapy charakterystyczne jest to, że niekomplementarność człowiek zauważa najczęściej we własnym zachowaniu, a nie w świecie zewnętrznym. Na przykład na drugiej etapie opracowywania archetypu diadycznego powszechna jest sytuacja, gdy człowiek wybiera sobie jako ulubiony archetyp yang (aktywne oddziaływanie), a jako niechciany, lekceważony — yin (zasada odbioru, posłuszeństwa, podporządkowania). W tym przypadku człowiek może przerwać swojego partnera i zacząć w odpowiedzi na agresję reagować agresją, całkowicie nie dostrzegając niekomplementarności swojego zachowania i uznając je nie tylko za naturalne, ale i za jedyne możliwe. Z drugiej strony, niekomplementarną reakcję świata zewnętrznego na swoje zachowanie zauważy znacznie szybciej, choć również nie od razu. Na przykład, jeśli jest to szef, szybko podzieli swoich podwładnych na dwie kategorie: posłusznych i krnąbrnych, i do pierwszych będzie odnosił się znacznie bardziej pozytywnie, choć to nie oznacza, że obciąża ich mniej — raczej przeciwnie.
Typowa sytuacja podstawienia w naszym przykładzie wyrazi się w tym, że człowiek z akcentacją początku yang na drugiej etapie opracowywania archetypu diadycznego nie będzie umiał przepraszać. Najprostsze zdanie: „Byłem winny” — okaże się dla niego praktycznie niemożliwe, i będzie starał się zastąpić modalność yin modalnością yang, składając pośrednie przeprosiny w rodzaju: „Popełniłem błąd i za niego odpowiadam”, ale najprawdopodobniej spróbuje zignorować takie sytuacje i przejść do innego tematu — wyrazić stan, ale nie wprost.
Bezpośrednie określenie swojego stanu jest dla niego równoznaczne z przyznaniem się do słabości, niekompetencji i niezdolności do zdecydowanych działań.
Opracowywanie prywatnych archetypów. Na drugiej etapie opracowywania uniwersalnego archetypu zaczyna się proces opracowywania składających się nań prywatnych archetypów. Rozważamy trzy główne poziomy opracowywania prywatnego archetypu: barbarzyński, amatorski i profesjonalny.
Na poziomie barbarzyńskim opracowywania człowiek nie uświadamia sobie archetypu i całkowicie nie posiada odpowiedniej modalności. Podlega nastrojowi i w ramach tego nastroju siebie uświadamia, zupełnie nie mając możliwości z nim walczyć.
Na poziomie amatorskim człowiek już uświadamia sobie modalność swojego archetypu, w pewnym stopniu ją śledzi i działa z uwzględnieniem jej przejawów zarówno w sobie, jak i w innych ludziach, i w sytuacji ogółem. Jednocześnie bardzo słabo może zmieniać tę modalność, ale koryguje odpowiednio do niej swoje zachowanie.
Na poziomie profesjonalnym człowiek dostrzega wiele submodalności w ramach modalności danego archetypu, umie je zmieniać w pożądany przez siebie sposób i w pewnym stopniu może zmieniać modalność danego prywatnego archetypu na modalność pokrewnego mu.
W swoim zachowaniu i postrzeganiu umie kierować zmianą modalności stosowanych przez otaczających ludzi oraz pojawiających się w otaczających sytuacjach.
Na drugiej etapie opracowywania uniwersalnego archetypu przez człowieka zwykle wyróżnia się i akcentuje jeden ze składających się nań prywatnych archetypów, który staje się ulubionym i któremu stale daje pierwszeństwo, i z reguły opracowuje go do poziomu amatorskiego; pozostałe zaś prywatne archetypy przeważnie pozostają na poziomie barbarzyńskim, jednak to człowieka nie niepokoi. Na przykład, w przypadku, gdy ulubionym archetypem jest yin, człowiek z dużą uwagą wsłuchuje się w to, co dzieje się wokół niego, stara się to w pełni i dogłębnie odbierać, śledzi swoje stany, ceni takie cechy jak plastyczność, podatność, wrażliwość, ale dość negatywnie odnosi się do większości wyrazistych przejawów początku yang, uznając je za prostackie w czystej postaci. Według jego zdania, początek yang w niektórych przypadkach jest konieczny, ale powinien być silnie uduchowiony przez yin.
Etap 3. Konkurencja. Na tej etapie człowiek rozumie, że bez opanowania wszystkich prywatnych archetypów w ramach uniwersalnego nie obejdzie się, i doprowadza do końca pracę nad pierwotną diagnostyką różnicową. Teraz posiada, w pewnym stopniu intuicyjnie, a w pewnym — świadomie, system znaków, którymi określa dominujący w danej sytuacji archetyp, i rozumie konieczność komplementarnego zachowania, w szczególności stosowania tych archetypów, których modalności opanowuje gorzej, w sytuacjach, gdy wymaga tego otoczenie. Na tej etapie włączenie archetypów jest dla niego czymś w rodzaju włączania świateł ulicznych regulujących napięty ruch miejskiego transportu.
Rozumie, że jeśli będzie uważnie stosować się do wskazań sygnalizacji świetlnej i działać komplementarnie – czyli jechać na zielonym i hamować na czerwonym – to przynajmniej nie wpadnie w poważną katastrofę. Same jednak sygnalizatory pozostają dla niego niekontrolowane: jest zmuszony im się podporządkowywać niczym pewnej dyktaturze. Jednocześnie wciąż pozostaje mu ulubiony i najlepiej opanowany archetyp, w którego modalności pojawiają się już submodalności, które zresztą z przyjemnością wariuje (na razie w niewielkim zakresie). Jeśli zaś chodzi o inne, mniej ulubione prywatne archetypy, to przynajmniej przyznaje, że u innych ludzi mogą one być dominujące i doskonale opracowane na wysokim poziomie, niczym naturalnie im właściwe, i odnosi się do tego już bez negatywizmu charakterystycznego dla drugiej fazy.
Rozważmy, na przykład, dialektyczny archetyp na trzecim etapie jego opracowania. Człowiek, którego ulubionym spośród trzech możliwych jest archetyp spełnienia, kocha i rozumie odpowiedzialną pracę jako taką oraz sytuacje, w których człowiek pozostaje w równowadze ze środowiskiem – bierze tyle, ile oddaje. Taki człowiek może uznać, że istnieją (czasem się zdarzają) inni ludzie, dla których głównym archetypem życia jest faza tworzenia, kiedy trzeba brać z otoczenia z góry, nie myśląc o tym, kiedy przyjdzie czas za to zapłacić. (Na przykład na drugim etapie opracowania dialektycznego archetypu taki stosunek do życia wywołałby u naszego bohatera uczucie silnego rozdrażnienia lub całkowitego zaprzeczenia.) Oznacza to, że gdy znajdzie się w sytuacji tworzenia, nasz bohater będzie mógł psychicznie przełączyć się i zdjąć z siebie przynajmniej część ciężaru odpowiedzialności charakterystycznego dla modalności spełnienia, trochę się odprężyć i poczuć przynajmniej archetyp tworzenia. (Na drugim etapie opracowania dialektycznego archetypu byłoby to dla niego zupełnie niemożliwe.) Na trzecim etapie następuje opracowanie wszystkich prywatnych archetypów w obrębie uniwersalnego. Z reguły wszystkie one osiągają poziom amatorski, natomiast ulubiony, najlepiej opanowany przez człowieka, przechodzi już na poziom profesjonalny: w jego modalności człowiek dostrzega różnorodne submodalności i uczy się je regulować zgodnie ze swoimi potrzebami i zamiarami. Już znacznie subtelniej śledzi komplementarność swojego zachowania i odróżnia niekomplementarne zachowania innych ludzi, zwłaszcza przy korzystaniu z modalności najlepiej przez nich opanowanego archetypu.
Interesujące jest to, że akceptacja najmniej ulubionych przez człowieka archetypów często następuje poprzez stopniową internalizację. Oznacza to, że początkowo uznaje on możliwość stosowania niekochanego i nieopanowanego przez niego modalności przez innych ludzi: „Im można, mnie – nie”. Po pewnym czasie zaczyna sam używać tej modalności, ale niejako pod presją okoliczności i wyłącznie w zachowaniu zewnętrznym, samemu starając się, aby wewnętrznie – czyli w świecie wewnętrznym – została zastąpiona przez bardziej opanowaną i ulubioną. I wreszcie, w ostatniej kolejności przychodzi etap wewnętrznego przyjęcia niekochanego modalności. W wielu przypadkach, aby opracować „spóźnione” modalności, warto robić to w trybie zabawowym. Na przykład człowiek, który niechętnie wydaje bezpośrednie rozkazy i otwarcie wyraża swoje intencje i wolę, łatwiej zrobi to, wcielając się w rolę despotycznego króla z bajki.
Zatem dla trzeciego etapu opracowania uniwersalnego archetypu charakterystyczne jest uznanie przez człowieka wszystkich swoich prywatnych archetypów oraz nabycie podstawowych umiejętności komplementarnego zachowania i postrzegania. Włączenie jednak archetypów, zarówno w świecie zewnętrznym, jak i wewnętrznym, pozostaje dla niego wciąż prawie nieprzewidywalne i zupełnie niekontrolowane.
Etap 4. Współpraca.
Na czwartym etapie człowiek opracowuje wszystkie prywatne archetypy do poziomu amatorskiego, a niektóre nawet do poziomu profesjonalnego, i odkrywa, że dzięki sile woli jest w stanie w mniejszym lub większym stopniu zmieniać nie tylko submodalność w obrębie danego prywatnego archetypu, ale także włączać zamiast jednego prywatnego archetypu inny – innymi słowy, zmieniać modalności. W tym samym czasie odkrywa, że zarówno w jego podświadomości, jak i w świecie zewnętrznym między różnymi prywatnymi archetypami toczy się coś na kształt wojny. Pierwsze wrażenie jest takie, że między prywatnymi archetypami występuje antagonizm i całkowita wzajemna nieprzejednanie. Oznacza to, że każdy z nich dąży do zajęcia określonej pozycji i nawet przy zmianie sytuacji nie wyłącza się. Można by to nazwać bezwładnością psychiki: przyzwyczajony do korzystania z określonej modalności, człowiek ma trudności z szybkim przełączaniem się na inną, lecz ta bezwładność okazuje się znacznie większa, niż można by przypuszczać apriorycznie. Innymi słowy, człowiek, który rozumie, że w danej sytuacji należałoby zmienić modalność yin na yang i potrafi to zrobić w zasadzie, napotyka na konsekwentny opór zdumiewającej siły, którego natura jest mu zupełnie niejasna – niczym archetyp mówiłby mu od środka: „Albo ty mi służysz, albo ja tobie – strasznie”. Zatem pierwsza faza relacji między różnymi prywatnymi archetypami w obrębie uniwersalnego to fiksacja, czyli całkowita nieprzejednanie. Jakby archetyp mówił: „Albo ja, albo nikt”. Ta faza występuje także na drugim etapie opracowania uniwersalnego archetypu.
Druga faza polega na zazdrości i rywalizacji między konkretnymi prywatnymi archetypami. Jest to wyższy poziom opracowania relacji, ponieważ zarówno zazdrość, jak i rywalizacja zakładają jednoczesne, choć konfliktowe, włączenie prywatnych archetypów – czego w pierwszej fazie nie następuje: tam włącza się jeden archetyp, natomiast wszystkie pozostałe modalności są po prostu wyłączane. Tutaj zaś, czyli w drugiej fazie, wchodzą one w grę, ale ze sobą rywalizują lub wchodzą w konflikt. Objawia się to na przykład w tym, że człowiek nie jest w stanie utrzymać potrzebnej mu modalności i spontanicznie przełącza się na modalność rywala archetypu, a także nie jest w stanie długo w niej wytrwać i przełącza się z powrotem. Powstaje swego rodzaju wahadło, którego żadne położenie nie zadowala człowieka, a tryb wahań jest wymuszony. Taki typ zachowania jest charakterystyczny dla świadomych rodziców, którzy starają się wychowywać dzieci dobrem i miłością, lecz brakuje im cierpliwości i siły moralnej, aby powstrzymać dziecięcy chaos i negatywizm. Wówczas wychowanie przybiera formę polityki „bicza i marchewki”, przy czym bicz i marchewka łączą się w taki sposób, który rodziców z zasady nie zadowala, lecz nic lepszego nie potrafią wymyślić. W tym przypadku modalność yin polega na tworzeniu warunków, które pośrednio skłaniają dzieci do prawidłowego zachowania i rozwoju, natomiast modalność yang polega na narzucaniu dzieciom bezpośredniej woli rodziców metodą nacisku, a w przypadku nieposłuszeństwa – groźb i kar. Ta faza jest charakterystyczna dla trzeciego etapu opracowania uniwersalnego archetypu.
Trzecią fazę opracowania relacji między prywatnymi archetypami można określić jako uzgodnienie: człowiek już całkiem sprawnie manipuluje odpowiednimi modalnościami, tak że włączają się one zgodnie z jego potrzebami i nie konkurują ze sobą, lecz raczej współpracują. Nie należy jednak sądzić, że odbywa się to u człowieka bez żadnego wysiłku, jakby samo przez się (choć na pierwszy rzut oka tak właśnie wygląda). W rzeczywistości za tą naturalnością kryje się ogromna praca polegająca na precyzyjnym uzgadnianiu kolejności stosowanych modalności i dokładnym przestrzeganiu zupełnie określonych reguł tego uzgadniania. Te reguły człowiek zwykle odkrywa dla siebie przy osiągnięciu profesjonalnego poziomu opracowania prywatnych archetypów, a wówczas uświadamia sobie ich znaczenie.
Na czwartej fazie opracowania relacji między prywatnymi archetypami dochodzi do ich połączenia na różnych poziomach – w formie „matrioszki”, kiedy na przykład człowiek wypowiada zdanie, którego sens odnosi się do jednej modalności, natomiast intonacja i wyraz twarzy – do innej. Takie połączenia modalności na różnych poziomach początkowo następują spontanicznie, a dopiero poprzez długotrwały wysiłek człowiek czyni je świadomym narzędziem swojego zachowania. Na przykład nałożenie yinowskiego podtonu na modalność yang nazywane jest czasem „żelazną ręką w aksamitnej rękawiczce” – bardzo skuteczna technika dla tych, którzy świadomie z niej korzystają.
Na tej fazie relacji między prywatnymi archetypami nie tylko całkowicie ustaje antagonizm między nimi, ale poziom komplementarności wzajemnych interakcji okazuje się znacznie wyższy, niż człowiek w ogóle mógłby przypuszczać. Na czwartej fazie opracowywania uniwersalnego archetypu u człowieka następuje podniesienie relacji między jego prywatnymi archetypami do trzeciej, a następnie czwartej fazy, w wyniku czego kształtuje się subtelne poczucie humoru, związane z intuicyjnym odczuciem i rozumieniem gry modalności, ich nałożeniem na siebie oraz umiejętność subtelnej manipulacji. Nie jednak w sposób bezpośredni (co zwykle odbierane jest jako grubiaństwo), lecz poprzez włączenie pożądanej modalności jako aluzji, czyli jako wewnętrzną „matrioszki” drugiego lub trzeciego poziomu.
Faza 5. Synteza. Wydawałoby się, że powyżej czwartej fazy nic już być nie może — jednak tak nie jest. Każde uczenie się zakłada wprowadzenie umiejętności do podświadomości, a kiedy umiejętność pracy z wielopoziomowymi „matrioszki” modalności zostaje przez człowieka całkowicie opanowana, może on w ogóle przestać myśleć o modalności odpowiadającej danemu uniwersalnemu archetypowi. Powstaje wówczas ich synteza, czyli zastosowanie, w którym — jak się wydaje — sprzeczne i wzajemnie wykluczające się modalności są używane jednocześnie, każda z własnym akcentem i na swoim poziomie głębi, nie przeciwstawiając się sobie nawzajem, lecz tworząc niepowtarzalny, emocjonalny i bardzo treściwy wzór — osobisty dla niego. Tą jakością charakteryzują się dobre wiersze oraz wielcy charyzmatyczni przywódcy.
Na pierwszy rzut oka piąta faza przypomina pierwszą, jednak w rzeczywistości zasadniczo się od niej różni, podobnie jak roztwór różni się od chaotycznej mieszaniny cząstek. Jeśli na fazie pierwotnego chaosu prywatne archetypy można porównać do tłumu, który podlega niejasnym instynktom i rozdziera go sprzeczności (na przykład taka jest sfora rozbójników), to na piątej fazie mamy do czynienia z jednością kolektywu, który przeszedł długą drogę rozwoju, połączony widzialnymi i niewidzialnymi więzami i zdolny do działania.
__________________
Poznanie archetypu. Aby zrozumieć i dogłębnie zgłębić archetyp, należy włożyć wiele wysiłku. Jego abstrakcyjno-filozoficzne sformułowanie jest z reguły niezwykle proste. Może je zrozumieć nawet pięcioletnie dziecko, jednak w życiu archetyp zawsze ujawnia się pośrednio i trzeba nauczyć się rozpoznawać jego charakterystyczne cechy. Odpowiadająca mu modalność może przejawiać się zupełnie inaczej w zależności od konkretnych okoliczności, dlatego aby nauczyć się rozpoznawać archetyp, należy szczegółowo przeanalizować jego przejawy w szerokim spektrum dziedzin życia zewnętrznego i wewnętrznego. Dopiero wówczas u człowieka pojawia się jasna intuicyjna wiedza o archetypie i stają się widoczne jego subtelności, w tym także jego subtelne, pośrednie wcielenia, na przykład w postaci submodalności innych archetypów.
Co zatem należy zrobić, aby opanować archetyp, zrozumieć go i odczuć jego charakterystyczną modalność? Przede wszystkim należy zastanowić się nad sytuacjami charakterystycznymi dla intensywnego włączenia danego archetypu. Jakie to sytuacje? Jakie z kolei są sytuacje, w których ten archetyp jest całkowicie nieobecny, czyli wyłączony? Jakie są oznaki jego włączenia, a z kolei — wyłączenia? Jakie są poziomy jego opracowywania, czyli na jakich poziomach ten archetyp może być aktywowany i działać? I wreszcie — najważniejsze zagadnienie podczas analizy archetypu — jego przejawy u człowieka: jak włączenie archetypu wpływa na człowieka, na jego świat wewnętrzny, na jego samoekspresję, na jego działalność zewnętrzną, na jego postrzeganie?
Im pełniej i dokładniej rozpatrzymy życie człowieka, im bardziej je sobie wyobrazimy, tym pełniejsze będzie nasze wyobrażenie o tym archetypie. Ważne jest przy tym zrozumienie, że w każdej chwili co najmniej jeden z prywatnych archetypów składających się na ten uniwersalny jest obecny w psychice człowieka i w jakiś sposób barwi jego życie. Cokolwiek by się z człowiekiem nie działo, należy umieć odpowiedzieć na pytanie: który prywatny archetyp z tej uniwersalnej rodziny jest obecnie aktywny? Jeśli to pytanie nigdy nie postawi was w sytuacji bez wyjścia, oznacza to, że głęboko przeniknęliście w naturę danego uniwersalnego archetypu i głęboko go odczuliście. Jeśli natomiast macie co do tego wątpliwości, to jest to kierunek do pogłębienia i poszerzenia swojego wyobrażenia o tym archetypie.
Zatem, niezależnie od tego, jakiej sfery życia wewnętrznego i zewnętrznego człowieka byśmy nie dotyczyli, wszędzie znajdziemy odbicia tych lub innych prywatnych archetypów. Trzeba jedynie nauczyć się patrzeć nie na istotę zjawiska czy procesu, lecz na jego jakość, na jego archetypowe cechy. Archetyp przejawia się w najbardziej abstrakcyjnych i subtelnych dziedzinach ludzkiej psychiki, w tym, co nazywamy światopoglądem, odczuwaniem świata, samoświadomością. Z drugiej strony, można przypuszczać, że przeciwnie — każdemu wyższemu archetypowi odpowiada jego własny, odrębny sposób postrzegania świata, odczuwania świata i samoświadomości człowieka. Oznacza to, że dla każdego wyższego archetypu istnieje tło programu podświadomości, które go osobiście obsługuje i istotnie wpływa na wszystkie, bez wyjątku, świadome i nieświadome procesy. Ta ostatnia hipoteza wymaga badań empirycznych, a autor ma nadzieję, że w przyszłości zostanie przeprowadzona z całą możliwą szczegółowością i starannością.
Opisy archetypów w kolejnych częściach książki zostały opracowane przez autora w taki sposób, aby dawały nie tylko teoretyczne wyobrażenie o nich i ich modalnościach, ale mogły również służyć jako praktyczny przewodnik. Oznacza to, że po zapoznaniu się z tymi opisami czytelnik będzie mógł poddać siebie testowi i zrozumieć, które archetypy zostały u niego lepiej opracowane, a które gorzej, które odgrywają większą, a które mniej zauważalną rolę w jego życiu. Ponadto może zaproponować dostępne opisy swoim przyjaciołom jako ankietę i w ten sposób uzyskać wyobrażenie o tym, jak wygląda on z zewnątrz — z punktu widzenia używanych przez niego archetypów. Tam, gdzie różnica między samooceną a oceną innych ludzi okaże się istotna, prawdopodobnie leżą korzenie samoułudy oraz różnych problemów psychologicznych człowieka.
Ponadto, i nie bez znaczenia, celem autora było zwiększenie wzajemnego zrozumienia między ludźmi, wyjaśnienie czytelnikowi, że inna osoba zachowuje się w niezrozumiały, niepojęty i irytujący sposób nie dlatego, że jest złośliwa, lecz dlatego, że nad nią dominuje pewien archetyp, właściwy jej ze względu na jej psychotyp, i właśnie tak należy ją postrzegać — jako taką osobę, z uwzględnieniem modalności, a także subtelną korektą submodalności w ramach adekwatnych i naturalnych dla niej modalności. I jeśli w wyniku lektury tej książki czytelnikowi staną się bardziej zrozumiali on sam oraz ludzie go otaczający, to główny cel, który postawił przed sobą autor, zostanie osiągnięty.





