Główną cechą odróżniającą pierwszy dom od innych jest to, że nie można tu przeszkadzać podmiotowi. Otoczenie powinno umrzeć, aby jednak dać mu wszelkie możliwości dla samowyrażenia i spontanicznego przejawu. Ogólna treść pierwszego domu przedstawia się następująco. Faza walki dotyczy nie tyle życia, co śmierci — istnienia, przetrwania, integralność podmiotu dobiegła końca i teraz on oswaja się z otaczającą przestrzenią. Na razie daleko jeszcze do rozkwitu, dom nie został zbudowany, ogród nie jest uprawiany, a partnerka nie została znaleziona — za to jest inicjatywa, energia, w pobliżu znajdują się niewykorzystane składy zapasów, majaczą składy narzędzi i materiałów budowlanych, a chodzą kuszące dzikuski wyraźnie zainteresowane bliższym poznaniem. W rodzinie pojawia się noworodek; po raz pierwszy na tournée przyjeżdża zagraniczna gwiazda; olimpijski mistrz prezentuje dowolny program; Pan Bóg tworzy światło i oddziela je od ciemności. We wszystkich tych sytuacjach podmiot wyraźnie znajduje się w centrum, a otoczenie kieruje na niego swoją, najczęściej apriorycznie zachwyconą (lub przeciwnie — oburzoną) uwagę pod ogólnym hasłem: „Jemu — wolno!” (odpowiednio: nie wolno!). Poeci w takich przypadkach piszą ody lub przynajmniej posługują się okrzykiem: „O!” — „O, jej głos! O, jego oczy i szlachetność!” Dla pierwszego domu charakterystyczny jest pierwotny przejaw głównych cech lub jakości podmiotu — gdy one się wyczerpują, atmosfera pierwszego domu zanika. Innymi słowy, przy aktywacji pierwszego domu podmiot działa wrażenie lub przynajmniej silnie
Dziwi otoczenie, co częściowo usprawiedliwia jego nakłady na nie. Z punktu widzenia samego obiektu, pierwszy dom daje mu możliwość (i konieczność) samorozwoju, ujawnienia i wyrażenia swoich głównych potencjałów, ale nie ich dalszego rozwoju i opracowania. To podobne do pierwszego oglądu noworodka: pokazuje światu swój głos, główkę, rączki, nóżki, brzuszek i plecki, a następnie być może kilka głównych szczegółów (oczy, nosek, paluszki) — i na pierwszy raz wystarczy, nie trzeba męczyć niemowlęcia zbyt uważną, choć i zachwyconą uwagą.
Nadzwyczajne pragnienie przebywania w pierwszym domu przejawiają liczni przywódcy państw, zwłaszcza totalitarnych, a uciskany naród często reaguje adekwatnie, rzeczywiście postrzegając ich właśnie przez pryzmat tego domu, a nawet przekształcając swego lidera z boga-ojca w coś w rodzaju niemowlęcia, utrzymując go w ramach pierwszego domu: „Brodaty nasz! Cycki-masicki burknął! I z powrotem do reanimacji!”
Ważne jest tu to, że niezależnie od politycznego czy innego sensu każde przejawienie Sekretarza Generalnego odbierane jest bezwarunkowo „na uра” (albo w bagnety). Są zawody, w których pierwszy dom jest szczególnie ważny — to komiwojażerzy, wychowawcy w przedszkolach, reżyserzy (dla aktorów ważniejszy jest piąty dom niż pierwszy), poeci, scenarzyści-komediopisarze, praktyczni duchowi nauczyciele. Pod pierwszym domem często ilustruje się książeczki dla dzieci: jaskrawo, wyraźnie, bez zbędnych szczegółów i najczęściej z takim zniekształceniem proporcji, by „przejrzystości” zwiększyć znaczące detale.
Specyficzne „pierwszodomowe” słowo to prezentacja, charakterystyczne odczucia człowieka w sytuacji pierwszego domu — nowość, świeżość, niespodzianka, perspektywiczność. Trochę uważniejszy wzrok ujawni wrażliwość, potrzebę wsparcia, szczerość — ogólnie, jakaś istota właśnie wykluła się z jaja i wykonuje pierwsze ruchy: rozpościera skrzydła, macha ogonem — ale w niej mogą kryć się zarówno mewa, jak i orzeł, i pterodaktyl.
Wielki archetyp pierwszego domu: Absolut tworzy z Siebie objawiony świat, a pytanie, którego nie należy zadawać (bo nie ma sensownej odpowiedzi): „Po co On to robi?”
Ogólnie energie domów, czyli dialektycznych przejść, są przejawem jednej energii rozwoju, której źródłem jest Światowy Umysł. Ta energia może być doświadczana przez obiekt jako mu właściwa lub, przeciwnie, pochodząca ze środowiska, ale chyba bardziej poprawnie jest ją postrzegać jako różne warianty napięcia powstającego między nim a środowiskiem i wymagającego określonych interakcji, przejawów i transformacji, przy czym źródłem tego napięcia są nie obiekt i nie środowisko, a dialektyka.
2. Ryc. 2 Schemat dialektyczny
Jakie są zatem cechy włączenia i wyłączenia sytuacji pierwszego domu? Energia pierwszego domu przejawia się najwyraźniej, gdy obiekt znajduje się bliżej stanu muladhary, czyli dopiero zaczyna swój przejaw, i o nim prawie nic jeszcze nie wiadomo. Taką sytuacją jest na przykład moje pierwsze spotkanie z inną osobą, gdy pojawia się ona z (mojego subiektywnego) niebytu, i słyszę tembr jego głosu, widzę ogólny wygląd, a następnie główne szczegóły: płeć, wyraz twarzy i uśmiech, kolor włosów i oczu, przybliżony wiek i wzrost. Następnie pojawiają się maniery zachowania, krąg zainteresowań, wykształcenie, praca, stan rodzinny… Wielopunkt pokazuje, że intensywność energii pierwszego domu zmniejszyła się: pojawienie się drugorzędnych szczegółów oznacza przejście do innych domów.
Inny przykład gwałtownego włączenia, a następnie stopniowego osłabienia energii pierwszego domu daje urządzanie nowego miejsca. Wyobraźmy sobie rodzinę, która przeprowadza się do innego miasta. W momencie przybycia nowy dom nie jest jeszcze urządzony, nawet jeśli w teorii jest w nim wszystko niezbędne do życia, i można w nim mieszkać, ale jeszcze nie jest przytulny, a następnego dnia rodzina wyrusza po różne zakupy, które tworzą i uzupełniają domowe struktury i wystrój. I dopóki trwa odczucie dopełniania bytu do niezbędnego przepychu i dostatku, rodzina żyje pod pierwszym domem, a gdy jest on już w zasadzie urządzony, przechodzi ona na poziom swadhiszthany i może istnieć na nim dość długo (albo, porządkując byt, rozpoczyna przejście na manipurę, włączając czwarty dom). Pierwsze wizyty i spotkania w nowym miejscu również odbywają się pod pierwszym domem, który płynnie zanika, gdy wszystkie główne więzi zostają nawiązane i główne niespodzianki (miłe i nie) są przeżyte.
Zdarza się oczywiście i tak, że włączenie pierwszego domu następuje powoli i stopniowo, a zakończenie — gwałtownie i nagle: na przykład kończy się czar pierwszego spotkania, a relacje przechodzą w następną (swadhiszthanową) fazę. Odpowiednie efekty w dużej mierze zależą od położenia pierwszego domu w horoskopie i planet w nim; o tym mowa poniżej.
Jednak w każdym razie główną pośrednią cechą włączenia pierwszego domu jest uczucie nowości i świeżości tego, co się dzieje, a cechą jego wyłączenia — odczucie wypełnienia i lekkiego zmęczenia oraz nudy wynikającej z przesycenia informacyjno-energetycznym strumieniem. Tak nowy lokal urządza się meblami, podłoga wykłada dywanami, na ścianach pojawiają się obrazy i fotografie, w kuchni — naczynia i sprzęt elektryczny… aż nagle pojawia się uczucie wypełnienia lub nawet przepełnienia przestrzeni mieszkania, i dalej chce się nie kupować coś jeszcze, a zacząć wreszcie żyć.
W horoskopie pary położenie pierwszego domu określi nie tylko atmosferę i okoliczności spotkania, ale także jakościowo nowe manifestacje parowego egrégoru, a także sytuacje, gdy jeden z partnerów zaskakuje drugiego, ukazując mu siebie (lub świat w ogóle) z zupełnie nieoczekiwanej strony. Pierwszy dom pokaże także, jakie pierwsze wrażenie para sprawia na świecie zewnętrznym, lub, precyzyjniej mówiąc, na które momenty jej przejawów środowisko zewnętrzne zwraca maksymalną uwagę i oczekuje od partnerów czegoś szczególnego. I odwrotnie, pierwszy dom określi charakter oczekiwań pary w sytuacjach zewnętrznych, które obiecują coś nowego, na przykład ujawniających główne cechy wcześniej nieznanego obiektu.
Pierwszy dom parowego horoskopu z wierzchołkiem w Baranie może oznaczać spotkanie w sytuacji silnego kryzysu duchowego jednego z partnerów, podczas gdy drugi podejmie w tym kryzysie wnikliwy udział, i podobna sytuacja może stać się w tej parze archetypową dla wszelkich poczynań, a także w jej postrzeganiu świata: pojawienie się nowego koniecznie towarzyszy Dostojewskiemu.
W horoskopie rodziny pierwszy dom jest bardzo ważny: włącza się podczas spotkań z nowymi obiektami zarówno wewnątrzrodzinnej, jak i zewnątrzrodzinnej rzeczywistości. Oto po raz pierwszy pojawiasz się na progu rodzinnego domu. Jak na ciebie popatrzą, co w tobie zobaczą i co i jak zobaczysz ty — to w dużej mierze określa położenie pierwszego domu w natywnym horoskopie rodziny.
Przy wierzchołku pierwszego domu w Bliźniętach zada się podstępne pytanie i zobaczy, jak na nim się potkniesz, przy pierwszym domu w Lwie decydującym momentem może okazać się kontakt z domowym zwierzakiem (kotem, psem) lub gusta w jedzeniu, a jeśli pierwszy dom zaczyna się w Pannie, to mogą cię posadzić w miękkim fotelu, ale przy tym…
Jakie są oczywiste, najbardziej rzucające się w oczy i gorliwie zwalczane grzechy dziecięce? W każdej rodzinie istnieją zupełnie określone poglądy na ten temat, podzielane zarówno przez rodziców, jak i dzieci, i ściśle związane z pierwszym domem. Mogą to być: kaprysy (wierzchołek pierwszego domu w Koziorożcu), histeryczność (w Raku), kłamliwość (w Strzelcu), złośliwość (w Skorpionie), upór (w Wodniku), bezkręgosłupowość (w Rybach), agresywność (Mars w pierwszym domu), pasywność (Saturn).
Oto dziecko pojawiło się z powrotem z spaceru. Na co spojrzy rodzina?
(pierwszy dom w Wadze): Jakie różowe policzki! (w Pannie): Ach, czy on nie zmarzł? (w Skorpionie): Czy dobry ma nastrój? (Księżyc w pierwszym domu): Czy nie rozwiązał się szalik? (Wenus w pierwszym domu): Dobry, prawda?
W rodzinie z silnym pierwszym domem dzieci często są energiczne i bezceremonialne wobec gości, zwłaszcza nowo poznanych osób; jeśli zaś jest on słaby, to z kolei na początku chowają się, gdy w pobliżu znajduje się ktoś dorosły.
W horoskopie państwa pierwszy dom pokaże główne cechy samowyrażania się narodu wobec władzy oraz charakterystyczne sposoby, których używa władza przy ogłaszaniu nowych programów. Szczególnie aktywny jest pierwszy dom podczas kampanii wyborczej, a politycy, którzy intuicyjnie wyczuwają jego wibracje, mogą liczyć na sukces nawet przy braku poważnego programu i zaplecza społecznego.
Jak należy się przedstawić swojemu narodowi i o czym z nim rozmawiać? W państwie z silnym pierwszym domem to kwestia niezwykłej wagi, a w zależności od położenia pierwszego domu i planet w nim odpowiedź może brzmieć zupełnie inaczej.
Przy pierwszym domu w Byku można mówić o głównych wartościach i zadaniach, nie ukrywając sprzeczności istniejącego stanu rzeczy, a nawet akcentując te przeciwieństwa – z aluzją, że zostaną znalezione konkretne rozwiązania, ich złagodzenie.
Przy Marsie w pierwszym domu dobrze, jeśli prezydent będzie miał wyraźnie męski wygląd, a jeśli w pierwszym domu stoi Jowisz, to nie zaszkodzi mu pewna królewskość manier, przepych i blask orszaku, a także rozważania o ekspansji politycznej lub kulturalnej, podniesieniu roli kraju we wspólnocie międzynarodowej, protekcji nauk i sztuk.
Pierwszy dom pokaże również, jak władza postrzega swój naród, i tutaj ważne jest zrozumienie, że naród nie ogranicza się do swoich pierwszych manifestacji, choć one są dość wymowne.
Służby badające opinię publiczną mają tendencję do poddawania się wyjątkowemu wpływowi pierwszego domu, ale o wiele gorzej dla nich jest go całkowicie ignorować, gdyż wówczas zbierane przez nie informacje będą jeszcze bardziej zniekształcone.
W ramach pierwszego domu państwa znajdują się także środki masowego przekazu, wszelkiego rodzaju „aktualne wywiady” itp.
W horoskopie firmy pierwszy dom pokaże styl przyjmowania pracowników do pracy, zewnętrzny charakter relacji między współpracownikami, sposób wydawania poleceń przez przełożonych oraz ich postrzeganie przez podwładnych.
Pierwszy dom w Baranie może dać kardynalny styl kierowania, kiedy zarówno przełożonymi, jak i podwładnymi poważnie traktowane są jedynie projekty, które z pozoru wymagają całkowitej przebudowy firmy, jej całkowitej reorientacji, przeprowadzki w inne miejsce itp., przy czym koszty nikogo (przynajmniej na początku) nie niepokoją.
Jeśli w pierwszym domu stoi ponadto Jowisz, to styl prezentacji firmy na zewnątrz, wobec świata, a także własnym pracownikom można określić jako wspaniale epicki.
Kierownictwo firmy z pierwszym domem w Lwie woli praktycznie zrównoważonych pracowników, którzy dbają o powierzone im zakresy pracy i utrzymują je w nienagannym stanie, czego skutkiem jest ogólna emocjonalna rześkość firmowego egrégoru.
Pracując w firmie z pierwszym domem w Bliźniętach, należy mieć na uwadze, że wasz służbowy wizerunek zależy przede wszystkim od waszego, by tak rzec, eterycznego płomienia w miejscu pracy, czyli emocjonalnie zabarwionej, żywiołowej działalności związanej z przemieszczaniem się w przestrzeni, podnoszeniem ciężarów itp.
W horoskopie książki wskaźników. Jako bohatera opowiadania może występować zamek, ogród, rzeka itp.; w takim przypadku pierwszy dom uaktywnia się przy ich pierwszym pojawieniu lub w epizodach, w których ujawniają się ich nowe, ale istotne cechy: w zamku ukazują się duchy, ogród zaczyna kwitnąć, rzeka zamarza pod lodem lub, mieniąc się, przywozi wojowniczą drużynę. Należy powiedzieć, że jedynie bardzo ekspresyjni autorzy dążą do włączenia pierwszego domu już od samego początku opowiadania: „Sławna bekiesza u Iwana Iwanowicza! Wspaniała! A jakie futro! Fiu, do licha, jakie futro! Siwe z mrozem! (N. Gogol). Zwykle początek powieści lub noweli rozgrywa się pod neutralnym drugim domem, na przykład: „Zmierzchało. Z posępnego nieba kapało rzadkimi kroplami, otulając gasnącą stanicę ciepłą wilgocią chmury”. Następnie naturalnie zabrzmi zdanie pod siódmym domem: „Surową drogą nie spiesząc się szła listonoszka Luba”. Tutaj bohater wyróżnia się z otaczającej przestrzeni, i teraz już czas na włączenie pierwszego domu i nadanie pierwszego opisu głównych cech bohaterki: „Nie miała jeszcze czterdziestu lat, ale zmęczone długimi godzinami marszu nogi jej drętwiały i bolały tak, jakby miały już ponad siedemdziesiąt”.
Ostatnie zdanie każe przypuszczać wierzchołek pierwszego domu w Wadze i być może obecność w tym domu (lub aspekt do niego) Saturna.
Niebezpieczeństwa, przeszkody i pasożyty. Jakie niebezpieczeństwa zagrażają obiektowi przy uaktywnieniu pierwszego domu? Nie mniej aktualne jest także takie sformułowanie pytania: jakie niebezpieczeństwa zagrażają środowisku przy uaktywnieniu pierwszego domu obiektu? Pewne rozważania na ten temat przedstawione są poniżej; autor jednak w żaden sposób nie pretenduje do wyczerpania odpowiedzi z powodu niezwykłej szerokości tematu.
Pierwsze, z czym styka się obiekt przy próbie przejścia z muladhary na swadhisthanie, to niedostatek własnych sił w tym celu. Aby ziarno pszenicy wykiełkowało, potrzebne są określone warunki (ciepło, wilgoć), czyli informacyjno-energetyczne wsparcie ze strony otoczenia. Jeśli te warunki zostaną stworzone, to pierwotny wzrost przebiega bardzo intensywnie, a główne cechy przyszłej rośliny (korzonek, łodyga) ujawniają się bardzo szybko.
Co przy tym jest najważniejsze dla obiektu? Odpowiedź jest prosta: aby nikt mu nie przeszkadzał w rozwoju – ani bezpośrednio, ani pośrednio, przyjmując jako coś naturalnego (a najlepiej z zachwytem) wszelkie jego przejawy. W pierwszym domu obiekt, że tak powiem, jest w swoim prawie: chce – uśmiechnie się, chce – zmarszczy brwi, chce – zginie nóżkę, chce – wyprostuje, chwyci grzechotkę, zażąda jedzenia lub nagle głęboko zaśnie.
Takie podejście do obiektu nie przychodzi środowisku łatwo; uaktywnia się w nim dwuznaczny względem pierwszego ósmy dom (przejście od swadhisthany do muladhary), którego ofiarność jest często aż nazbyt oczywista, czyli samo środowisko doskonale rozumie, kosztem kogo obiekt tak swobodnie i spontanicznie się przejawia i rozwija. Ono, środowisko, robi wszystko dla jego „dobra”, przy tym często wyniszczając się okrutnie, i często zaczyna od obiektu czegoś oczekiwać, czegoś wymagać itd. Gdy tylko to się dzieje, pojawiają się przeszkody i ograniczenia swobodnego wzrostu i samowyrażania, a energia pierwszego domu zanika, choć do poziomu swadhisthany obiekt mógł jeszcze nie dorosnąć.
Innymi słowy, dla prawidłowego rozwoju i przejawiania się pod pierwszym domem obiektowi potrzebne jest (oprócz informacyjno-energetycznego wsparcia) wiara w niego, a ściślej mówiąc, przekonanie, że wszystko, co robi, jest dokładnie tym, czego jemu i reszcie świata potrzeba, i nie wymaga żadnej korekty.
Według pierwszego domu postrzegają wschodni uczniowie swojego oświeconego duchowego nauczyciela-guru, którego każde działanie bezwarunkowo idzie na korzyść uczniowi, nawet jeśli zewnętrznie wydaje się niezrozumiałe, a nawet nieprzyjemne.
Typowa „pierwszodomowa” praktyka, przyjęta na Wschodzie, polega na tym, że uczeń stara się całkowicie wcielić w guru: mówi, je, śpi jak nauczyciel, nieustannie chodzi za nim, powtarza jego gesty itp. Być może czytelnikowi, zwłaszcza wychowanemu w tradycji krytycznego realizmu, wszystko to wyda się ślepym fanatyzmem, brakiem krytycyzmu, nieodpowiedzialnością itp. Wszystkie te zjawiska są jednak następstwem nadużywania energii pierwszego domu i nieuprawnionego rozszerzania jego granic.
Problem w dużej mierze polega na tym, aby dokładnie wyróżnić sytuacje pierwszego domu i nie pomylić go z innymi, które wymagać będą zupełnie innego postrzegania i działań.
Pierwszy dom, jak czytelnik już zapewne zrozumiał, zakłada całkowitą bez odpowiedzialność obiektu i wolność jego samowyrażania i rozwoju – ale trzeba wyczuć, kiedy ten dom ustępuje miejsca innej fazie rozwoju.
Najwyższa forma przejawu Pierwszego domu w wewnętrznym życiu człowieka to religijne przeżycie swego wyższego „ja” lub osobistego Boga. W tym przypadku ego i zwykła dzienna świadomość są środowiskiem, zaś wyższe „ja” — przedmiotem, którego każda manifestacja odbierana jest przez człowieka jako cenna i niepowtarzalna. Problemy psychologiczne związane z Pierwszym domem są ogromne. Znaczna ich część wynika z tego, że człowiekowi bardzo trudno jest śledzić szybkozmienną dynamikę zmian domów, toteż pytanie „można czy nie można” dotyczące Pierwszego domu stara się on rozwiązywać apriorycznie, a nie sytuacyjnie. Dlatego wszystkich ludzi w odniesieniu do Pierwszego domu dla siebie i innych można podzielić na cztery kategorie.
Kategoria A zajmuje stanowisko „nie, nie”, zakazując samowyrażania się w Pierwszym domu zarówno sobie, jak i światu zewnętrznemu — praktycznie bez wyjątku. Z punktu widzenia takiej osoby (którą można nazwać kalwinistą) wolne samowyrażanie i rozwój jakiegokolwiek przedmiotu, nieograniczany, niekontrolowany i niekierowany z zewnątrz, jest zasadniczo szkodliwy i prowadzi do degradacji przedmiotu oraz zniszczenia świata zewnętrznego. Kalwinista uważa zatem, że zawsze lepiej jest ograniczać i jakoś kierować, niż całkowicie puścić wodze. Wolna wola została (prawdopodobnie niesłusznie, ale już nic na to nie poradzimy) objawiona w świecie raz — podczas jego stworzenia przez Boga, a od tamtej pory panuje w nim konieczność, i zamykając na to oczy, zobaczymy jedynie chaos i zniszczenie.
Kategoria B zajmuje stanowisko „nie, tak”, czyli wolne samowyrażanie jest mi dane, natomiast w świecie zewnętrznym im więcej, tym lepiej. Często do takich poglądów dochodzą ludzie z mocno uszkodzonym Pierwszym domem, którzy parę razy poparzyli się na ubocznych efektach swych spontanicznych przejawów. Można by to nazwać psychologią Kopciuszka, gdyby podobne poglądy były szczere. Jednak gdy świadomość mówi „tak”, podświadomość często mówi „nie”, i odwrotnie, toteż podświadomie człowiek kategorii B często wpada w przeciwną kategorię W.
Poza tym, wyznając podobną filozofię, która zupełnie błędnie utożsamiana jest z pokorą, człowiek często skłonny jest podświadomie identyfikować się z samowyrażającym się, podejrzewając, że to on gwałci ich rozwój, a po drugie, sam zniekształca się i przejawia w zniekształcony sposób. Wyobraźcie sobie, co się stanie z arbuzem, który rośnie, ciągle patrząc na krzew grochu.
Kategoria W zajmuje stanowisko „tak, nie” — taką osobę można nazwać dyktatorem. Dyktator uważa, że prawo do wolnego rozwoju ma jedynie on sam, zaś świat zewnętrzny może występować jedynie w roli skromnego widza. Najczęściej tacy ludzie mają ogromny kompleks osobistej niższości i „niedogryzienia” i spędzają życie nie tyle w nieustannym poszukiwaniu nowych dróg samorozwoju i samowyrażania, ile w elementarnym „ograbianiu” otaczającego środowiska społecznego.
grając w twarde gry psychologiczne, nadużywając stanowiska służbowego itp. A wreszcie kategoria R składa się z ludzi – można ich umownie nazwać optymistami – którzy stoją na pozycjach „tak, tak” lub „jestem okej, ty jesteś okej”, czyli dają nieograniczone możliwości samorealizacji zarówno sobie, jak i innym. Przy tym milcząco zakłada się pewną taktowność zarówno człowieka, jak i środowiska, czyli przestrzeganie obu zasad „żyj, ale pozwól żyć innym”. W sytuacjach, gdy środowisko łamie to prawo, optymista albo ignoruje naruszenie swojego prawa do samorealizacji (postawa „nie warto zwracać uwagi na drobiazgi”), albo znika z miejsca zdarzenia, wybierając bardziej odpowiednie otoczenie. Sytuacje (dość częste), w których swoim spontanicznym wyrazem optymista „gwałci” środowisko, on najczęściej nie odbiera ich jako w jakikolwiek sposób dysharmonijne, mając na myśli postawę w stylu: „Nie zmuszam nikogo do przyjaźni ze mną i w ogóle do przebywania w moim otoczeniu: nie podoba się – nie jecie”. Żaden z opisanych czterech typów relacji do pierwszego domu nie sprzyja jego opracowaniu. W ogóle początkowa faza opracowania dowolnego domu polega na jego identyfikacji, kiedy człowiek uczy się rozpoznawać jego włączenie i wyłączenie. Jeśli sytuacja włącza człowiekowi pierwszy dom, to jakkolwiek byłby skromny, odpowiedzialny, niepewny siebie, zakompleksowany itd., powinien o tym zapomnieć i zachowywać się swobodnie i naturalnie, nie myśląc o żadnych ograniczeniach, i jeśli mu się to udaje, odczuwa, że to właśnie jest to, czego oczekuje od niego środowisko. Sygnał o zakończeniu energii pierwszego domu brzmi z reguły bardzo wyraźnie, na przykład człowiek czuje, że nie jest już w centrum uwagi, znika poczucie wsparcia ze strony środowiska itp. (to, zauważmy w nawiasie, wcale nie oznacza, że poniósł fiasko – po prostu u niego włączył się inny dom, a pierwszy na jakiś czas wyłączył się). Charakterystyczna cecha pierwszego domu – odczucie człowieka, że ma co pokazać, czyli program rozwoju jest już w pełni przygotowany i ukształtowany, i pozostaje jedynie go uruchomić, koncentrując całą uwagę w sobie, a ściślej – na tym samym programie. Błąd polega tu na nadmiernej uwadze do jakichkolwiek obcych momentów, powiedzmy, nadmiernej kontroli samego siebie lub orientacja na reakcję środowiska. Przeciwnym błędem jest podstawa innych domów pod pierwszy, kiedy w sytuacji włączenia dowolnego innego domu człowiek zaczyna zachowywać się tak, jakby u niego był włączony pierwszy. (Błąd pierwszego rodzaju charakterystyczny jest dla ludzi ze słabym pierwszym domem, drugiego rodzaju – przeciwnie, z silnym.) Najbardziej typowe pomieszanie między pierwszym a piątym domem oraz nałożenie się przy swoistej „przeciąganiu liny” między pierwszym a siódmym – o tym patrz odpowiednie rozdziały poniżej.
Teraz rozważmy niektórych charakterystycznych pasożytów, którzy żywią się energią pierwszego domu. Chociaż poniżej są opisane w terminach psychologicznych, mogą ujawniać się w każdym ciele, i szczególnie w tym, dokąd wskazuje pozycja pierwszego w horoskopie.
Pies Baskerville’ów, czyli Cerber uważa, że jedyny możliwy sposób samorealizacji polega na przegryzaniu gardeł wszystkim jawnym i ukrytym wrogom; a cichego, skromnego i słabo się broniącego szybko podepczą i stratują. Cerber to zewnętrzny, tak zwany otwarcie-agresywny wariant pasożyta, Pies Baskerville’ów – domowy, wypuszczany w wyjątkowych przypadkach, ale dlatego nie mniej straszny. Cerber zwykle bytuje u ludzi z silnym, ale nieopracowanym pierwszym domem, kiedy człowiek, odczuwając pewną siłę i jednocześnie niedostatki swojego samorealizacji i spontanicznego rozwoju, stara się wziąć nie jakością, a ilością, i wypełnia sobą całą przestrzeń społeczną po brzegi. Jakiekolwiek próby uciszenia Cerbera kończą się płaczliwie – dlatego że iść na kompromisy on nie jest skłonny; jego dewiza: „Ja! I nikt inny!”
Pies Baskerville’ów, przeciwnie, właściwy jest jednostkom ze słabym pierwszym domem. U tych ludzi spontaniczne przejawy i samorealizacja najczęściej są dość ciche i niepozorne, co samo w sobie mogłoby ich nie niepokoić, gdyby nie porównanie z ogólnie społecznym wzorcem (powiedzmy, bohaterów seriali telewizyjnych) z patentowo silnym pierwszym domem. I jeśli taka osoba, odczuwając, że pod względem wyrazistości w żaden sposób nie dorównuje Luisowi Alberto, zaczyna kompleksować i bronić się przed podświadomym uczuciem swojej niższości i nieatrakcyjności, to w zacisznym kącie jego wewnętrznego świata stopniowo odżywia się baskerville’owski Pies, który jest wypuszczany na nieumyślnych lub złośliwych krzywdzicieli nagle i bez ostrzeżenia, przy czym często na zupełnie drobne sprawy. Obraznik może nawet stracić orientację: „Czego to ty na taką drobiazg się zjadłeś? Ja wcale nie chciałem cię obrazić, i po co w ogóle odbierać moje słowa tak osobiście?” – „Chciałem, chciałem! Obrazić, upokorzyć, rozdeptać i z ziemią zrównać!” – mówi Pies, którego temperamentem czasem nawet samego gospodarza wprawia w zakłopotanie.
Ogólny sens działań zarówno Cerbera, jak i Psa polega na tym, aby pod przyzwoitym pretekstem zabrać sobie energię pierwszego domu, i zamiast rozwijać się i spontanicznie przejawiać samego siebie, człowiek hoduje i wykorzystuje (często wbrew swojej woli) w sytuacjach pierwszego domu podobnego potwora.
Cichy Jeżyk radzi swojemu gospodarzowi być w sytuacjach pierwszego domu skromniejszym i szczególnie się nie wysuwać: „Co mało co: po pierwsze, mogą źle zrozumieć, a po drugie, czy masz w ogóle co ludziom pokazać?” Pytanie niekorektne, bo w sytuacjach pierwszego domu człowiek pokazuje siebie, a nie coś innego, ale gospodarz Jeżyka zwykle daje się nabrać, czyli zgadza się, smuci i popada w pewną melancholię, nie zauważając przy tym tego interesującego faktu, że Jeżyk jakoś urosł, poprawił się, a jego oczy zajaśniały sytością. Dobrze odżywiony Cichy Jeżyk zewnętrznie bardziej przypomina ogromnego jeżozwierza, o którego gospodarz stale i boleśnie się kłuje, i dobrze, jeśli jego kolce nie są jadowite. Dobrym testem psychologicznym dla takiej osoby jest poprosić ją o opowiedzenie o tym, jak się wzbrania, jakie odczuwa opór przy zmuszaniu do samorealizacji itp.: w tej sytuacji Cichy Jeżyk może nawet odstąpić, tak że opowieść gospodarza zabrzmi żywo i ciekawie (tylko nie trzeba o tym mówić).
Cerber i Jeżyk to niezwykle rozpowszechnione, ale dość prymitywne (z punktu widzenia psychologii) pasożyty. Znacznie subtelniej może ujawniać się Profesjonalista, czyli Konfereansjer, którego mowa skierowana do gospodarza ma lekki odeski akcent: „Chcecie piosenek? One są u mnie! Potrzebujecie samorealizacji? Łatwości, spontaniczności i naturalności? No problem! Deribasowskiej! A jak wchodzicie w rolę gościnnego gospodarza? Cechą pierwszego domu jest jednak to, że tutaj możliwe są jedynie debiuty, ale nie powtórzenia, i za każdym razem powinno dziać się coś nowego i interesującego dla samej osoby, a nie tylko dla otoczenia. Proponując gospodarzowi jako kanały rozwoju już opanowane ścieżki, Konfereansjer niby ułatwia mu to zadanie, ale w rzeczywistości blokuje możliwości jego rozwiązania, a energię pierwszego domu zabiera sobie. Z wiekiem Konferansjer traci smoking i muszkę i obrasta szczeciną, a jego repertuar staje się przybratniowato-wulgarny.
Teraz rozważmy pozycję pierwszego domu w horoskopie; zacznijmy od jego ogólnych wskaźników. Silny pierwszy dom, w którym stoją dwie i więcej planety, lub jedna, ale wielokrotnie aspektowana, daje człowieka z wyraźnie odczuwalnymi potrzebami samorozwoju, samorealizacji i spontanicznego przejawu. W wewnętrznym świecie, sam dla siebie, on (może nie uświadamiając sobie tego) w wielu rzeczach jest dzieckiem, które przyszło na świat po to, aby się nim cieszyć swoimi przejawami – nie ważne, jakimi, byle były szczere i odsłaniały jego naturę. W pierwszej połowie życia ten człowiek interesuje się ludźmi (i zjawiskami) jasnymi, błyskotliwymi, a jego zainteresowanie często jest powierzchowne. Najjaśniejszym obiektem na świecie wydaje mu się jego własna osoba, od której bywa zaślepiony i zachwycony. W drugiej połowie życia zaczynają go pociągać ludzie i sytuacje, w których może się ujawnić (w młodości taka drobnostka, jak otoczenie, niepokoi go nieznacznie), i na pierwsze miejsce wysuwa się głębia samorealizacji.
Często taka osoba wygląda efektownie, co otoczenie początkowo bardzo interesuje i sprawia wrażenie, że prowadzi niezwykle ciekawe życie; jednakże, jak bardzo jest nim zadowolona, to już nie jest takie oczywiste. Jego kompleks osobistej niepełnowartościowości i niezdolności do rozwoju może być wyparte głęboko w podświadomość, ale rzadko bywa przepracowany, a wątpliwości typu: „W rzeczywistości się nie poruszam naprzód, tylko tkwię w miejscu” — przychodzą do niego częściej, niż można by przypuszczać. Natomiast słaby pierwszy dom daje człowiekowi względnie spokojne życie: nie dręczą go namiętności charakterystyczne dla silnego pierwszego domu, a siłę i jasność samowyrażania ceni nie zbyt wysoko; jego dewiza: „Nie wszystko złoto, co się świeci”. Jeśli chcesz zatrudnić się w firmie ze słabym pierwszym domem, nie staraj się od razu wywrzeć na administrację silnego wrażenia, ubierz się skromniej i nie wymachuj „aktówką” lub jeszcze gorzej — wycinkami prasowymi ze swoim wizerunkiem. Pozwól firmie ocenić twoje zalety i umiejętności samej i nie od razu. Pracując w takiej firmie, nie oczekuj blasku od stanowisk kierowniczych i zarządzeń, nagłych nieuzasadnionych awansów i innych czarodziejskich perspektyw szybkiego wzrostu i rozwoju; styl jest tu raczej przeciwny, a zbyt energiczne i powierzchownie efektywne pomysły rozwoju samej firmy z tych czy innych powodów też nie przechodzą. Dewiza jest tu raczej taka: „Praca to nie loteria”. Harmonijny pierwszy dom daje człowiekowi naturalność spontanicznych przejawów: on z reguły dobrze czuje sytuację włączenia swojego pierwszego domu i umie „rozwinąć się” w nich; jego dewiza: „Jaki jestem, taki już jestem”, ale raczej w miękko-wybaczającym, a nie agresywnym wariancie brzmienia tej frazy. Przy pierwszym spotkaniu ta osoba czasem dosłownie oczarowuje swoją urodą, i dobrze, jeśli nie ulega pokusie, by nią manipulować. Ciągle pojawia się pokusa rozwoju i przejawiania się kosztem innych lub na materiale innych ludzi — zamiast uczciwie zająć się tym samym. I podążanie utartymi literackimi schematami, które okaże się niełatwo przezwyciężyć.
Urażony pierwszy dom nie obiecuje swojemu właścicielowi łatwego i nudnego życia. Spóźniwszy się na wykład, postara się przemykać na swoje miejsce cichutko jak myszka, a właściciel harmonijnego pierwszego domu grzecznie przeprosi i poprosi o pozwolenie wejścia, natomiast właściciel urażonego pierwszego domu pojawi się, po pierwsze, w najmniej odpowiednim momencie z punktu widzenia prowadzącego, a po drugie, urządzi swoje wtargnięcie straszliwym hałasem, rozedrze koszulę o klamkę drzwi itp. — przy czym za każdym razem, ku uciesze publiczności, przejawi się zupełnie inaczej. To bohater mnóstwa anegdot i ulubiony czytelnikom komiczny bohater, wpadający w tarapaty przy każdej próbie szczerego spontanicznego przejawu. Wprawdzie w środowisku przynosi nie mniej kłopotów, niż sam ich doświadcza:
- – Jak polowałeś? – Zastrzeliłem kozę.
- – W naszych stronach – i dziką kozę?!
- – No, nie do końca. Okazało się, że jej właściciel był zupełnie dzikim człowiekiem.
Jeśli mówić poważnie, to ta osoba spotkała się z trudnymi problemami samorozwoju, ale w żadnym wypadku nie wolno jej postawić na tym krzyżyka, i nawet po stokrotnym niepowodzeniu konieczne jest szukanie sto pierwszego, nietrywialnego sposobu wyrażenia siebie, przy czym całkiem możliwe, że trzeba będzie szukać nie tylko w świecie wewnętrznym, ale i zewnętrznym — ludzi i okoliczności, którym jest bardzo potrzebna, i nikt inny.
Pierwszy dom w znakach
Położenie domu w horoskopie wskazuje na akcentację jego przejawów w obrębie organizmu okultystycznego. To nie oznacza, że odpowiednie dialektyczne przejścia są niemożliwe w innych ciałach, ale w jakiejkolwiek sytuacji nie włączy się w człowieku ten dom, on koniecznie zareaguje na transytowy nurt, którym kieruje. W tym nurcie najbardziej ostro ujawnią się (i będą wymagać przepracowania) słabe punkty domu — w przypadku pierwszego domu są to, między innymi, skłonność do niepewności lub nadmiernej pewności siebie w sytuacjach spontanicznego rozwoju i samowyrażania.
Pierwszy dom (z wierzchołkiem) w Baranie, lub na zstępującym buddhiowym nurcie
Nie umiejąc dogadać się z Eurysteuszem, po prostu będziesz zmuszony powtórzyć czyny Heraklesa. Pierwszy dom to sfera, w której człowiek sam siebie zaskakuje, ujawniając nowe cechy, zdolności itp. W danym przypadku jego zdziwienie wywołują wewnętrzne sprzeczności, pojawiające się w jego egzystencjalnym obrazie świata po jakimś czasie od pojawienia się nowych wartości. Z reguły kiełkowanie atmanicznego ziarna towarzyszy wielkiemu duchowemu uniesieniu, nowe wartości i poglądy na świat wypełniają człowieka prawie całkowicie — ale stopniowo okazuje się, że stare nie zginęły, tylko przyczaiły się i wcale nie są skłonne oddawać swoich pozycji bez walki. Rozegra się prawdziwa bitwa, i w tym, jak człowiek ją prowadzi i jakie wartościowe sprzeczności uznaje za antagonistyczne, a postoje głównych programów rozwoju — za ślepe uliczki, i tkwi jego bezpośrednie samowyrażanie.
Pierwszy dom pokazuje, co w pierwszej kolejności przyciąga uwagę człowieka, i w danym przypadku są to nie wydarzenia, a ich podłoże, czyli buddhiowe tendencje i ich sprzeczności, stanowiące wewnętrzną treść i przyczynę zjawisk. Pierwszy dom pokazuje obszar szczególnie jasnego i wyrazistego widzenia podstawowych cech obiektu; w danym przypadku są to talenty, wartości, fundamentalne programy i ich sprzeczności. Dlatego człowiek może czasem wydawać się zadziwiająco lekkomyślny w podejmowaniu ważnych i najważniejszych decyzji swojego (i cudzego) życia — ale należy mieć na uwadze, że on widzi wiele buddhiowych struktur (często nieświadomie) znacznie lepiej niż inni.
Pierwszy dom to obszar, w którym trzeba działać, ale nie zuchwale, i w danym przypadku jest to szczególnie trudne, ponieważ chodzi o to, by postawić kropkę (a czasem i uznać swoją niezdolność) w sprawach zasadniczych — i temu trzeba się nauczyć, a potem studiować resztę świata.
Pierwszy dom w Byku, lub na zstępującym kauzalnym nurcie
Posiejesz wiatr — zbierzesz burzę. (Przysłowie)
Trzaśnij konia w nos — machnie ogonem. (K. Prutkow)
Ta osoba poznaje i rozwija siebie w walce z przeszkodami, pojawiającymi się w procesie bezpośredniego życia, w szczególności przy realizacji konkretnych planów i rozplątywaniu następstw swoich własnych kauzalnych błędów. Dobry sposób przyciągnięcia jego uwagi — opowiedzieć o trudnej sytuacji, w której się znalazłeś, przy czym lepiej od samego początku (ale pomijając zbędne szczegóły pośrednie). Jednak w zewnętrznych przejawach on sam nie jest gawędziarzem, a działaczem; przy przepracowanym pierwszym domu przypomina wuja Podżera z D. Jerome’a, który zamierza powiesić obraz i woła na pomoc całą rodzinę. Kauzalny ślepy zaułek (odrzucona ręka młotkiem, przyczepne schody, które upadły itp.) wywołuje w nim głęboką satysfakcję, związaną z dysharmonijnym, ale wyrazistym samowyrażaniem. Człowiek z pierwszym domem w Byku umie zaparzyć (kauzalną) zupę jak nikt inny; co więcej, on instynktownie, ale bardzo wyraźnie widzi sytuacje, w których się to dzieje, i bardzo go interesuje przebieg sekwencji wydarzeń, przy czym jego uwagę w pierwszej kolejności przyciągają nie tyle rezultaty działań (tak będzie przy pierwszym domu w Koziorożcu), ile trudności, komplikacje, ślepe zaułki itp.: tu jest mu ciekawie, i tu leży początek jego samopoznania.
Pierwszy dom w Bliźniętach, lub na zstępującym mentalnym nurcie
„A i B siedzieli na rurze. A spadło, B zniknęło…” i „Służył w KGB”. (Dziecięcy wierszyk czasów kultu jednostki)
Zewnętrzne samowyrażanie tej osoby często związane jest z radosnym rozwiązywaniem zagadek, których w jej życiu nie brakuje. Przy tym interesują go przede wszystkim nie kauzalne bezdroża sił własnych, a proces ich modelowania i w szczególności przezwyciężania mentalnych przeszkód, sprzeczności itp. Taki jest patos klasycznych detektywów Agathy Christie. Taka osoba bardzo wyraźnie widzi punkty początku i końca mentalnych medytacji, przy czym środek jej może nie bardzo interesować, a jej sposób czytania ciekawych książek jest zwykle taki: najpierw czyta początek, gdzie wprowadzani są bohaterowie, potem koniec, a na zakończenie, jeśli książka ją bardzo zainteresuje, środek (i to z reguły nie po kolei), a w międzyczasie.
Opracowanie pierwszego domu czyni z tej osoby bardzo interesującego myśliciela-mentalistę: jego myśl jest często nieoczekiwana, paradoksalna, wie, gdzie należy się zatrzymać, a gdzie z kolei warto kontynuować, a za najbliższym zakrętem otworzy się fascynujący widok. Może to być utalentowany adwokat, dziennikarz, krytyk literacki lub po prostu człowiek, który interesuje się wieloma rzeczami i potrafi nieoczekiwanie ożywić nawet najbardziej płaską tematykę. Brak opracowania sprawia, że refleksje tej osoby interesują tylko ją samą. Z taką osobą może być bardzo trudno mieć do czynienia innym ludziom, których pierwszy dom zaczyna się, powiedzmy, w Byku lub w Rybach – oni będą się jej wydawać niezmiernie formalni i obojętni (a ona im – tępi), ale nigdy nie należy spieszyć się z wnioskami i postrzegać człowieka tylko przez pryzmat jego pierwszego domu.
Prawdziwa kobieta wyróżnia się umiejętnością wyrażenia każdej gamy emocjonalnej w jednym okrzyku: „Ach!”. Pierwszy dom ukazuje sferę, która wywołuje bezpośrednie zainteresowanie, radości i przykrości człowieka, to, co w głębi duszy nie podlega regulacji, a jeśli się jej poddaje, to wychodzi to kiepsko. W tym przypadku jest to główna oś jego życia emocjonalnego – od pierwotnego impulsu emocjonalnego aż do zakończenia medytacji, kiedy to wysycha lub napotyka nieprzezwyciężalną przeszkodę.
Ta osoba jest utalentowana w dziedzinie, która we współczesnym świecie ma pełne prawo istnieć jedynie na scenie teatralnej lub ekranie telewizyjnym: niezwykle i wyrazisto przeżywa mieszane uczucia, przechodzi od śmiechu i radości do zakłopotania lub smutku, nagle się rozjaśnia, a potem jej twarz rozpromienia się… Oczywiście, to oznacza dużą wrażliwość (szczególnie na słowa, które mogą zranić bardzo boleśnie) i człowiek podświadomie przyjmuje, słabo pomagając w blokowaniu „transmisji rzekowych”, ale przynajmniej sprawia, że jego przeżycia i emocjonalne stresy są mniej widoczne dla otoczenia. Przy tym, co prawda, mocno cierpią możliwości spontanicznego samowyrażania, które nie wychodzi nawet w najbardziej intymnym otoczeniu.
Od tej osoby emanuje silna magia, potrafi wprawić pole astralne w silne wiry i zepsuć nastrój prawie każdemu; znacznie trudniejsze jest umiejętność wygładzenia i harmonizacji astralnych przeciwieństw, które będą wynikiem mentalnych rozbieżności i ślepych zaułków, ale właśnie w tym kryją się klucze do jego rozwoju i głębokiego samowyrażenia.
Jedni ludzie w uniesieniu chwytają za szpadę, inni – pokazują środkowy palec; są i tacy, którzy stale noszą go w kieszeni. To aspekt wojownika, który urzeka widzów swoją eteryczną mocą, która jednak nie przekształca się na ich oczach w fizyczny wysiłek – to ostatnie niby jest sugerowane, ale pozostaje „poza kadrem”. Tutaj samowyrażanie polega na wyborze dróg eterycznej medytacji i szczególnie jej newralgicznych punktów – przystanków, ślepych zaułków, nadmiernych napięć, które prowadzą do powstania fizycznych i fizjologicznych gestów i reakcji.
W opracowanej formie pierwszy dom w Lwie daje człowieka, którego ruchy bardzo ciekawie się obserwuje: ma on szczególną, niepodobną do niczego wdzięczność i plastykę, w których pośrednio odbija się nie tylko jego stan emocjonalny, ale i mentalny oraz duchowy. Przy tym szczególnie wyraziste są nie same jego fizyczne przemieszczenia, ale to, jak są one energetycznie przygotowywane; bardzo efektownie wygląda to u mimów, artystów baletu i niektórych aktorów dramatycznych, których ruchy i mimika dosłownie oczarowują widzów.
W akcie seksualnym dla takiej osoby bardzo ważna jest „preludium”, czyli eteryczne interakcje poprzedzające fizyczne; tutaj może być niezwykle wyrazisty, wzruszający i wrażliwy, dlatego też bardzo prawdopodobne są blokady i kompleksy, które trudno przezwyciężyć; czasem towarzyszy im hiperkompensacja w postaci swoistego (i bardzo nieprzyjemnego) eterycznego chamstwa, skłonności do wymachiwania eterycznymi pięściami, grubiańskich intonacji i tak dalej. Dla tej osoby bardzo ważny jest ubiór – po tym, jaki i jak go nosi, można wiele powiedzieć o jego problemach i zaletach; z drugiej strony, on sam przywiązuje do niego (i u innych, i u siebie) pierwszorzędną uwagę, czasem zapominając o tym, że na świecie i wśród ludzi są i inne ważne, choć nie tak oczywiste cechy.
Pierwszy dom w Pannie, lub na transytowym fizycznym nurcie „Noga głodnego nie słucha”. (Przysłowie)
Samowyrażanie tej osoby w dużym stopniu związane jest ze stanami odpoczynku jej ciała fizycznego po wytężonej pracy. Nikt nie potrafi tak wyraziscie rozłożyć się na plaży, w fotelu bujanym lub własnym łóżku, tak słodko spać po (lub przed) obiedzie i „kifować” z tytoniem (lub silniejszymi środkami). Dla dziewiątego pierwszego domu bardzo ważne jest odżywianie i obciążenia fizyczne; potrafi czerpać z nich korzyści (a także szkodzić) jak nikt inny, a w ramach samowyrażania może sobie zbudować znaczną muskulaturę, przytyć lub schudnąć o kilka (dziesiątek) kilogramów i tak dalej. Ci ludzie często nie są obojętni na tematy diet, kształtowania sylwetki, zdrowienia, podnoszenia tonusu i tak dalej, znajdują duże zainteresowanie w pielęgnacji zdrowia zwierząt domowych. Zawsze zauważą, jak wyglądacie, schudliście lub przytyliście, zapytają: „jak zdrowie?” i z zainteresowaniem wysłuchają waszej odpowiedzi, a ich domowa apteczka rzadko będzie w opłakanym stanie.
Dla innych ludzi, szczególnie bliskich, człowiek z pierwszym domem w Pannie może wydawać się fantastycznym nudziarzem: jest w stanie godzinami z niegasnącym zapałem opowiadać, jak czuł się rano, gdzie go bolało, gdzie pociągnęło, gdzie zatrzęsło, gdzie uderzyło, jak na sekundę stracił równowagę, i jak potem biło jego serce, i tak dalej. Opracowanie daje bardzo dobre postrzeganie życia fizycznego planu i głębokie samowyrażanie poprzez samą istotę tego życia, kiedy burczenie w brzuchu lub sposób zarośnięcia zadrapania na palcu mogą okazać się aktami Boskiej uwagi, zachęty lub ostrzeżenia – i nie należy z tego śmiać się.
Pierwszy dom w Wadze, lub na wstępującym eterycznym nurcie
„Grube jelito cienkie. Cienkie jelito grube.” Diagnoza.
W ogóle należy powiedzieć, że owoce medytacji subtelnych ciał gorzej poddają się opisowi i uświadomieniu niż odpady. Owoce można sobie wyobrażać jako superenergie ciała, czyli jego wyższe, najcenniejsze osiągnięcia, zbyt dobre dla niego samego i dlatego wysyłane „na eksport”, czyli do ciała leżącego wyżej.
Pierwszy dom w Wadze oznacza, że w uprawie tych „eksportowych” eterycznych owoców i w tym właśnie przejawia się samowyrażanie człowieka, i one właśnie przede wszystkim przyciągają jego uwagę w otaczającym świecie i wśród ludzi. Ten aspekt daje większą zależność ogólnego tła emocjonalnego, z jednej strony, od życia biologicznego człowieka (odżywianie, sen, obciążenia fizyczne, interakcje seksualne), z drugiej – od poziomu jego samo realizacji i samowyrażania w ogóle.
Tutaj spotykamy się, nie po raz pierwszy i nie ostatni, z pewnego rodzaju „antyduchowością” (w pojęciach epoki Ryb) obszarów okultystycznego organizmu, które odpowiadają ciału fizycznemu i eterycznemu oraz, odpowiednio, domów z wierzchołkiem w Lwie, Pannie i Wadze – ale z drugiej strony opracowanie każdego domu (jak i każdej planety) ma nie tylko fizyczne czy eteryczne, ale nawet buddhiiczne i atmaniczne znaczenie, choćby jak stały na mapie.
Stąd można wyciągnąć wniosek, że ciało fizyczne i eteryczne człowieka jakościowo różnią się od odpowiednich ciał u zwierząt i są zdolne do przewodzenia specyficznie „ludzkich” wibracji: gest człowieka to zupełnie nie to samo, co gest małpy, pomimo ich zewnętrznego podobieństwa, i przede wszystkim dlatego, że jakościowo różnią się ich misje, czyli ciała atmaniczne.
Dla człowieka z wagowskim pierwszym domem ta „ludzkość” może wyrażać się w różnych rzeczach – na przykład w stosunku do przyswajanej przez niego żywności. Gruby wariant tego stosunku to postrzeganie żołądka jako worka, do którego wrzuca się przeżute produkty, a dalej następuje materialistyczno-chemiczne rozkładanie, utlenianie i tak dalej. (Przy tym ciało eteryczne jest zwykle utożsamiane z fizycznym). U subtelnie eterycznie wyczulonej natury fizjologiczne wyobrażenia mogą zajmować jedynie małą część ogólnego synergetycznego obrazu wymiany bioenergii między różnymi roślinami, zwierzętami, grzybami i mikroorganizmami, a medytacja po zjedzeniu jednej marchewki może być znacznie bogatsza w wrażenia i eteryczne owoce niż cały posiłek.
W kontaktach międzyludzkich dla tej osoby bardzo ważne są subtelne momenty: uściski dłoni, objęcia, głaskanie, a z tego, jak się kończą, buduje swoje pierwsze wrażenie o innych ludziach. Sam może być niezwykle subtelnie skrępowany; szczególnie to ujawnia się w relacjach seksualnych, gdzie mogą pojawić się trudności z dojściem do finału aktu — ale ten moment samowyrażenia jest dla niego bardzo ważny i przyniesie radość nie tylko jemu samemu.
Pierwszy dom w Skorpionie, lub na wstępującym astralnym prądzie „I gra organ, który wszystkiemu jest podsumowaniem — To wieczny sen, to proch i pył…” (A. Galicz)
Tutaj samowyrażenie człowieka wiąże się z zakończeniem emocjonalnych medytacji i formowaniem ich owoców — swoistego rodzaju podsumowujących emocji i uczuć, które następnie są przekazywane ciału. Dla tej osoby charakterystyczna jest wrażliwość na emocjonalne tło i podwyższone zainteresowanie emocjonalnymi przejawami — zarówno własnymi, jak i cudzymi.
Książka z pierwszym domem w Skorpionie to na przykład „damska” powieść, w której najbardziej wyraziste miejsca to sceny rodzinne, wzburzone dialogi zakochanych i cierpiących bohaterów, ale główne cechy charakterów i sytuacji ujawniają się nie w mowach lub czynach postaci, a w sekwencji ich przeżyć i finału.
W zewnętrznych przejawach człowiek z pierwszym domem w Skorpionie może wydawać się tajemniczy (ale z kategorii „w cichym wirze diabły wodzą się”) — emocje, które dojrzewają, nie są najodpowiedniejszym dla demonstracji w społeczeństwie obiektem; jednak przy bliskim kontakcie i w szczerych przejawach może zaskoczyć siłą i niezwykłością uczuć, których nie sposób pozostawić przy sobie.
W naszym racjonalnie zorientowanym czasie może być mu bardzo trudno żyć i orientować się w otoczeniu, ale mechanizmy obronne (często jawnie magicznej i seksualnie zabarwionej natury) bardziej mu szkodzą, niż naprawdę pomagają.
Pierwszy dom w Strzelcu, lub na wstępującym mentalnym prądzie
I w dzikiej gęstwinie logicznych systemów są swoje ukryte ścieżki prowadzące do światła — ale szukać ich trzeba samotnie.
Samowyrażenie tej osoby radykalnie różni się od jej odpowiednika z pierwszym domem w Bliźniętach, i choć obaj mocno angażują się w medytacje mentalne, przedmioty ich pierwszorzędnego zainteresowania w pewnym sensie są przeciwstawne: jeśli dom Bliźniąt zwraca szczególną uwagę na trudności i przeszkody rozwoju medytacji i ich pokonywanie, to dom Strzelca — na charakter. Głównym zainteresowaniem jest proces dojrzewania owoców mentalnych oraz one same.
Wybierając lub oceniając logikę rozumowania, taka osoba angażuje się przede wszystkim w naturę logicznego lub obrazowego systemu mentalnego, który leży u jego podstaw, oraz w proces budowania ostatecznych wniosków mentalnych, które mogą stanowić podstawę przyszłych działań.
Powieść z pierwszym domem w Strzelcu to powieść przygotowanej akcji: najbardziej wyraziste sceny, przedstawiające bohaterów i rozwijające fabułę, będą zawierały opis rozmyślań i wymiany myśli oraz informacji między postaciami, poprzedzających konkretne wydarzenia: ogłoszenie wojny, oświadczyny, ucieczki z domu.
Człowiekowi z pierwszym domem w Strzelcu często są całkowicie niezrozumiałe osoby, dla których proces myślenia i dojrzewania wniosków jest nieistotny i niedostrzegalny (a takich na świecie nie brakuje), i choć doskonale rozumie cudzą logikę, trudno mu sobie wyobrazić, że innym może ona być znacznie mniej widoczna.
W płomiennym wystąpieniu może wydawać się niezwykle przekonujący — ale gdy tylko przestajesz go słuchać, czary szybko się rozwiewają, a to, co pozostaje na ich miejscu, zależy od poziomu opracowania jego pierwszego domu.
Pierwszy dom w Koziorożcu, lub na wstępującym kauzalnym prądzie
Na zakończenie wydarzeń pomyśl: co nimi chciał ci powiedzieć Bóg, a co diabeł.
Ta osoba szuka dróg samowyrażenia, wyciągając wnioski ze swojego życia — nie tyle globalne, co lokalne, jakby tworząc grunt dla swojej egzystencjalnej wizji świata. Innymi słowy, w łańcuchach wydarzeń zwraca jej uwagę przede wszystkim ich pewne wyższe znaczenie, a jej „ja” manifestuje się, precyzując lub określając je — zazwyczaj z naciskiem na poziom wyjściowy i jakość podłoża kauzalnego, czyli ogólnej gotowości człowieka do działań.
Jaskrawymi wydarzeniami życia firmy z pierwszym domem w Koziorożcu będą podsumowujące raporty — zarówno pracowników o wykonanej pracy, jak i prezesa firmy wobec nich. Cechy nowego pracownika oceniane są tu nie po stroju (któremu i tak nie powinien być zbyt jaskrawy), a po charakterystyce lub rekomendacji z jego poprzedniego miejsca pracy, a przede wszystkim — po wynikach okresu próbnego, który w tej czy innej formie będzie musiał przejść.
Ta sama sytuacja obserwowana będzie w parze, i tutaj pytanie jednego z partnerów: „A teraz powiedz, jakie wnioski wyciągnąłeś z tej historii i swojej w niej roli?” — brzmi bardziej niż poważnie, gdyż zakłada się, że odpowiedź ujawni istotne i wcześniej niezauważone (lub istniejące) cechy drugiego partnera.
W tym samym kluczu, czyli w logice podsumowującej zachodzące wydarzenia, partnerom należy szukać najbardziej wyrazistych manifestacji pary.
Jakimi intencjami wybrukowana jest droga do raju?
Uwagę tej osoby przyciągają energie odbijające długotrwały rozwój danego obiektu, któremu towarzyszy istotna zmiana orientacji i wartości, i interesują ją właśnie wnioski wynikające z tej zmiany. Ogólnie rzecz biorąc, ten aspekt daje człowiekowi w dużej mierze filozoficzny pogląd na rzeczy, przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Trudno jest przyciągnąć jego uwagę jakimikolwiek konkretnymi wyczynami, bystrością praktycznego umysłu itd., natomiast może okazać się miłośnikiem abstrakcyjnych anegdot lub historycznych zawiłości, z których potrafi czasem wyciągać nieoczekiwane i jasne wnioski oraz paralel.
Na wysokim poziomie opracowania i przy silnym pierwszym domu może to być praktyczny duchowy nauczyciel zenistycznego typu, który umie swoim nieznacznym zewnętrznym przejawem tak zbić ucznia z tropu, że ten wpada w samadhii lub wręcz staje się oświecony, na przykład natychmiast wytwarzając postawę polegającą na pustce absolutnie wszystkich wysiłków.
Na niskim poziomie ten aspekt daje samowyrażenie w postaci prób taniego uogólniania doświadczenia swojego i, co ważniejsze, cudzych żywotów, ale pomimo bezsensowności i bezpodstawności, w jego spostrzeżeniach może tkwić wysoka buddhialna energia, która następnie kieruje się w kanał Ryb — ale trzeba umieć ją wydobyć i oczyścić z grzechu.
Wielkim błędem jest ocena samowyrażenia tej osoby w jakimkolwiek logicznym lub mentalnym systemie — wtedy na pewno niczego o niej nie zrozumiesz.
Pierwszy dom w Rybach, lub na transytowym atmanicznym prądzie
Bóg słucha sprawozdania człowieka, a potem daje mu zadanie. Ale o czym myśli w przerwie?
To bardzo trudny aspekt, gdyż najjaśniejsze zainteresowania takiej osoby leżą w sferze duchowej, i mniej niż globalne zmiany w własnym (lub cudzym) losie jako akt samowyrażenia jej nie zadowoli. Chce ona całkowicie przerobić siebie, a konieczność tej walki z niebiańskim wojskiem lub głębokimi własnymi wrogami ją powstrzyma — przynajmniej na początku.
Tej osobie bardzo trudno zrozumieć samego siebie, gdyż charakteryzuje ją globalność i jednocześnie nadzwyczajna subtelność percepcji, i to, co dla niej jest rzeczywistością (atmaniczne efekty), innym może być po prostu odczuwalne, nie istnieć.
Jej pierwsze wrażenie z życia to misterium, walka bogów, tajemnica archetypicznych interakcji i wzajemnych przemian, rozlane i rozmnożone po całym świecie, i gdziekolwiek by się nie znalazła, odczuwa konieczność samowyrażenia w roli Głównego Hierofanta lub Pana Karmy, który przemieszcza ideały, narusza je i zanurza się w niekompatybilnych, ale w rzeczywistości całkowicie komplementarnych Celach Rozwoju.
U przeciętnego człowieka wszystko to przybiera formę skłonności do określonych religijno-mistycznych kultów i stanów, daje ogólną medytacyjną naturę i wysoką wrażliwość na globalne duchowe oraz egzystencjalne kryzysy innych ludzi, ale jak im można pomóc, człowiek ma zwykle bardzo niewyraźne wyobrażenie.





