Na etapie tworzenia charakterystyczna jest szerokość i bezpośredniość, czyli zdolność człowieka do postrzegania rzeczy takimi, jakimi się pojawiają, bez istotnej kontroli świadomości, empatia i brak krytycyzmu. Empatia to bezpośrednie odbieranie stanu innej osoby, nie tylko jej słów, ale całej jej psychicznej zawartości, całej jej psychiki. Na etapie tworzenia nie ma żadnego szczególnego nastawienia percepcyjnego, czyli człowiek postrzega szeroko otwartymi oczami i uszami wszystko, co trafia w sferę jego percepcji, a to trafia tam zwykle niespodziewanie; lubi niespodzianki, jest na nie nastawiony i często je otrzymuje. Ceni to, czego wcześniej nie było, i nie bardzo zestawia to, co zobaczył i usłyszał, z tym, co wiedział wcześniej. Kiedy mówi się, że nowe to dobrze zapomniane stare, dla niego to nie brzmi, a nawet źle zapomniane stare zapomina on zupełnie i, pojawiając się przed nim, wydaje mu się nowe. Właśnie na etapie tworzenia wypowiedziano słynne zdanie: „Do tej samej rzeki nie można wejść dwa razy — i człowiek w tym czasie się zmienił, i rzeka stała się inna”. Kiedy człowiek znajduje się w tej modalności postrzegania, łatwo mu zawrócić w głowie, stworzyć iluzję, wywrzeć wrażenie tak silne, że jemu i temu, na kogo wywiera to wrażenie, wyda się, że pochłonęło ono człowieka całkowicie;
rzeczywistości, jednak nie jest to takie proste, gdyż wkrótce odwraca on głowę w bok, pochłonięty kolejnym widowiskiem, a jego dawna fascynacja ulatuje niczym pyłek z kwiatu, ustępując miejsca nowej fascynacji. Tak niektórzy ludzie przeżywają nową miłość: przychodzi ona jak pierwsza, wypierając wszystkie poprzednie, i człowiekowi zdaje się, że kocha po raz pierwszy w życiu — jednak wkrótce ten stan przemija, a okazuje się, że pojawił się nowy obiekt, subiektywnie postrzegany jako piękniejszy od poprzednich, choć — czy one w ogóle istniały? Na etapie realizacji spostrzeganie jest z jednej strony bardziej krytyczne, z drugiej zaś — przechodzi przez określone wzorce i filtry. Człowiek ma jakiś cel, ma określone zajęcia, ma określone nastawienie do świata, i w ramach tego celu, zajęcia czy nastawienia spostrzega wszystko, co się dzieje, a zmianę tego nastawienia bywa bardzo trudno wybić. Sam nawet tego nie pragnie. Tu spostrzeganie można by nazwać trzeźwym; choć z drugiej strony jest ono niezwykle wąskie i zbyt celowo pragmatyczne — za to człowiek dostrzega szczegóły i detale, których nie widać ani na etapie tworzenia, ani na etapie rozpuszczania: jego uwaga jest uwagą profesjonalisty. Patrzy na świat, dokładnie wiedząc, co go interesuje i jak zostanie przetworzona otrzymana informacja. Może regulować swoją uwagę w znacznie większym stopniu niż na etapie tworzenia, ale to regulowanie odbywa się w granicach celów go interesujących i postawionych sobie zadań. Poza te granice jego uwaga nie wykracza. Jest ona bardzo sterowalna, a element przypadku, chaosu, a nawet wychodzenia poza określone kręgi człowiek stara się zredukować do minimum.
Na etapie rozpuszczania spostrzeganie w niektórych aspektach poszerza się, w innych zaś zwęża. Tu człowiek stara się dostrzec los obiektu lub świata jako całości, ale w ramach programu, który — jak czuje — dobiega końca. Patrzy na początek historii obiektu, na jego stworzenie, następnie na całą jego pracę i stara się zrozumieć prawa, według których ów obiekt żył, oraz to, jak powinien on lepiej zakończyć swoje istnienie. Tu uwaga jest raczej nie lokalna, skoncentrowana na detalach, lecz zintegrowana, czyli człowiek stara się objąć nim obiekt i historię jego życia jako całość, by wyciągnąć z tego jakieś wnioski, jakąś informację właśnie z tej całościowej, globalnej perspektywy. Jest to uwaga wyższa, bardziej abstrakcyjna, bardziej filozoficzna niż na etapie realizacji. Przy tym człowiek może zrozumieć i poczuć coś takiego, czego nie dostrzegł na pierwszych dwóch etapach.
Bardzo często uwaga na etapie rozpuszczania ma charakter dogmatyczny, czyli człowiek już wyciągnął pewne wnioski dotyczące obiektu i całą jego historię oraz byt spostrzega obecnie jako prostą ilustrację tych wniosków. Wszystko, co wykracza poza dogmę, jest przez niego po prostu ignorowane. W najlepszym razie na etapie rozpuszczania człowiek spostrzega subtelności i odcienie niedostępne mu wcześniej, i tu może stać się estetą, subtelnym znawcą, smakoszem, który w serze ceni jakość pleśni, w wierszach uwielbia dekadencję, a w teatrze — estetykę miłości jednopłciowej.
Pytania do czytelnika.
Słuchając drugiej osoby, czy zawsze starasz się zestawić jej opowieść z własnymi problemami? Czy zdarzają ci się tematy, które nie mają żadnego związku z twoim życiem? Czy jesteś zdolny do świadomie nierozdzielnej miłości, choćby krótkotrwałej? Gdy skupiasz się na pracy, czy przeszkadza ci hałas za oknem, rozmowy w sąsiednim pokoju, cicha muzyka? Czy odczuwasz zmianę charakteru uwagi, gdy mowa o tym, co zawodowo cię interesuje? Czy masz skłonność do patrzenia na rzeczy filozoficznie? Czy podoba ci się ideał indyjskiego jogina, oderwanego od świata, który bezstronnie obserwuje obrót gun, jakości, faz czasu? Jak często twoje spostrzeganie cię zawodzi? W jakich sytuacjach zdarza się to najczęściej?
Idea
Cokolwiek by nie mówili materialiści, cały świat cywilizowany i cała nasza cywilizacja powstały pierwotnie w postaci idei w umyśle twórcy, by następnie zostać zrealizowane w praktyce i urzeczywistnione w formach materialnych. Jeśli zaś chodzi o Wszechświat i świat jako całość, to praktycznie wszystkie tradycje religijne uznają świat za wtórny wobec Boskiej idei, która go powołała do istnienia. Nic dziwnego, że nastawienie konkretnego człowieka — świadome i podświadome — do samej tematyki idei jest bardzo wymowne, przynajmniej w odniesieniu do archetypów, które w jego świadomości prowadzą jego życie. Jakie więc cechy człowiek ceni, stawiając je na pierwszym miejscu, rozważając tę czy inną ideę, w zależności od swojego archetypu?
Archetyp tworzenia ceni przede wszystkim moment narodzin idei, jej oryginalność, jej jasność. Pod wpływem tego archetypu człowiek spostrzega ideę niekrytycznie. Staje się jej żarliwym zwolennikiem lub odrzuca ją od razu. Dla etapu tworzenia charakterystyczne są takie cechy idei jak jej niedopracowanie, a nawet prymitywizm, ogólność, perspektywiczność, możliwość dalszego rozwijania, świeżość, niezwykłe czary i atrakcyjność. Przyciąga ona do siebie zarówno jego samego, jak i innych, zmuszając do pracy na swoją rzecz, służenia jej, a czasem nawet żądając całego życia człowieka — i to jej nie powstrzymuje. Na tym etapie idea przezwycięża bierność, rzuca jasne światło na przyszłość. Tu jest jeszcze nieodkryta, pojawia się jako pierwotne ziarno przyszłego przejawienia, dlatego koniecznie zawiera zagadkę lub tajemnicę, którą należy rozwikłać.
Archetyp realizacji spostrzega ideę w zupełnie innym kontekście i oczekuje od niej zupełnie innych cech. Jest nastawiony na eksploatację idei, na jej realizację w ramach określonego programu. Jeśli ta idea stanowi istotę jego programu, to musi być już w jakimś stopniu opracowana, musi być rozłożona na półki, jej nowość w tym czasie już się zatarła, jasność już nie ta, idea nieco przygasła, zanurzyła się, zmaterializowała i teraz musi działać niczym benzyna, organizując proces odkrywania tajemnicy, która zaznaczyła się na etapie tworzenia. Tu idea jest realną siłą, która werbuje sobie zwolenników gotowych do jej realizacji (na etapie tworzenia idea przyciąga wielu, ale na krótko, a to okoliczność, z punktu widzenia archetypu realizacji, jest jej wielką wadą). Z drugiej zaś strony, tu człowiek może pracować nad ideą w znacznie większym stopniu, a praca ta będzie bardziej konkretna. Tu idea już się rozwija, realizuje, i z nią następuje całkowicie realna, namacalna interakcja, i jeśli na etapie tworzenia to, co daje idea, to raczej natchnienie człowieka, to na etapie realizacji za pomocą tej idei wpływa on na świat i go transformuje.
Archetyp rozpuszczania nadaje idei posmaku banalności. Jest już powszechnie znana, w zasadzie spełniła swoje zadanie, i teraz przyciąga do siebie jedynie najzagorzalszych swoich zwolenników, którzy do niej przywykli i nie dostrzegają, jak osłabła, lub filozofów, którzy zaczynają ją badać, analizować jej rozwój od początku do końca, studiować jej wpływ na rzeczywistość, i w ten sposób ostatecznie ją grzebią. Ten etap życia idei często charakteryzuje się powiedzeniem „o co walczyliśmy, na to się napatoczyliśmy”, czyli w idei ujawniają się pewne uboczne negatywne efekty, które początkowo były niedostrzegalne, na etapie realizacji również nie przeszkadzały człowiekowi w szczególności, ale teraz przychodzi czas rozliczenia za to, co zostało przeoczone na początku, i to jest właśnie umrzeć i pogrzebać ją tak, by jej pozostałości nie zatruły subtelnego świata, noosfery, historii.
Historia powtarza się dwukrotnie: pierwszy raz — w postaci tragedii, drugi — w postaci farsy, mówi ludowa mądrość, która prawdopodobnie nie dostrzega etapu tworzenia, czyli początku tragedii. Tragedia sama odnosi się do etapu realizacji, a farsa, która kończy temat, do etapu rozpuszczania. W ogóle sztuka jako taka, symbolicznie odzwierciedlająca rzeczywistość, skłania się ku etapowi rozpuszczania, ale nie dlatego, że niszczy rzeczywistość, lecz w tym sensie, że szuka w niej wyższej Boskiej treści, która odsłania się właśnie na etapie rozpuszczania. Dlatego też losy życia narodu czy poszczególnych ludzi, poddane estetycznej refleksji, stają się inspiracją dla reżyserów, pisarzy, poetów, zazwyczaj znajdując się w fazie rozpuszczania.
Na etapie rozpuszczania idei charakterystyczny jest globalny ogląd na nią, dążenie do zrozumienia subtelności i głębokiego sensu, który przeciwstawia się bezpośredniemu i jest postrzegany jako bardziej treściwy, wnikając między wiersze, ostateczne odsłonięcie tajemnicy, objawienie ukrytego, wewnętrznego, głębokiego sensu. Po tym, i to jest bardzo ważne zrozumieć, idea umiera; być może odrodzi się w zupełnie nieoczekiwanej nowej formie, ale z tego, czym była wcześniej, prawie nic nie pozostanie. Jednakże właśnie dla tego „prawie” odbywa się praca etapu rozpuszczania.
Pytania do czytelnika.
Co bardziej lubicie: postrzegać idee, je rozwijać czy ukrywać? Czy skłaniacie się do parodii? Czy lubicie parodie? Czy skłaniacie się do tworzenia ich samemu? Czy lubicie rozbudowane wstępy? Czy wierzycie, że nowatorskie idee młodych opierają się na mądrości tradycji? Czy uważacie, że dziewięćdziesiąt dziewięć procent nowych idei to nonsens, który nie przechodzi poważnej weryfikacji czasem?
Bóg i religijność
Pogląd człowieka na Boga i charakter jego religijności kształtują się pod silnym wpływem podświadomej akcentuacji w człowieku archetypów: tworzenia, urzeczywistniania i rozpuszczania. Nawet jeśli człowiek nie wierzy w Boga, posiada on pewne poglądy na ewolucję świata, a analizując i studiując te poglądy, można zrozumieć, jaka jest jego podświadoma akcentuacja czasowych modalności.
Na niższym poziomie rolę religijności pełnią zabobony człowieka lub jego uwielbienie dla różnych bożków; rozpatrując tych bożków z punktu widzenia modalności ich postrzegania przez człowieka oraz modalności samych bożków, można wiele powiedzieć o skłonnościach jego podświadomości.
Modalności tworzenia odpowiada Bóg postrzegany jako Stwórca świata, Opiekun wszystkich procesów twórczych. Z punktu widzenia odpowiedzialności człowiek z silną akcentacją etapu tworzenia skłonny jest uważać, że zadaniem Boga było stworzenie świata i człowieka, natomiast główną pracę nad utrzymaniem świata w porządku bierze na siebie człowiek. Podobnego rodzaju pozycja zdradza na poziomie świadomości prymat etapu tworzenia, czyli człowiek uznaje za Boga to, czego sam nie jest w stanie dokonać, natomiast podświadomy prymat, rzecz jasna, przypada etapowi urzeczywistniania – każdemu psychologowi jest to zrozumiałe.
W religijności na etapie tworzenia główny nacisk człowiek kładzie na akt Boskiego objawienia, czyli sytuację, gdy Bóg bezpośrednio, bez pośrednictwa, przekazuje człowiekowi swoją wolę, myśli, emocje, a nawet swój gniew. To objawienie w żaden sposób nie może być pojęte ludzką pracą, czyli odebrane w modalności urzeczywistniania, i jest ono niejako głównym źródłem twórczości i natchnienia twórczego w życiu człowieka. To Boskie objawienie nie jest postrzegane przez człowieka jako opracowana instrukcja życiowa: opracowanie bierze on na siebie, natomiast od Boga otrzymuje jedynie pierwotny impuls, jądro przyszłych przemian, przyszłych programów, które człowiek ma przeprowadzić wewnątrz siebie lub poza sobą.
Wiara pod archetypem tworzenia jest często radosna, afirmująca życie. To wiara w to, że w ciężkim momencie życia, gdy wydaje się, że nic już nie może pomóc, Pan wkroczy bezpośrednio i uratuje go od zagłady lub da radykalnie nowe źródło sił, męstwa, otworzy nowe ścieżki rozwoju, o których człowiek nawet nie mógł przypuszczać, że istnieją.
Na etapie tworzenia Bóg jawi się jako niewyczerpane źródło twórczości, dóbr, miłości i troski, nie wymagające oddania, a także czasem kary, niezrozumiałej i nie wymagającej zrozumienia. Bóg jest niepojęty i spontaniczny. Człowiek może Go słyszeć, widzieć, czuć, lecz Bóg nie wymaga przy tym żadnej reakcji, czyli jakichkolwiek działań z jego strony. Pokuta jest tu najczęściej postrzegana jako formalność, a człowiek nie wkłada w nią większego emocjonalnego znaczenia. Uważa, że Bóg traktuje go jak dziecko, nie oczekując szczególnej posłuszności, a w tych przypadkach, gdy się rozprasza, Bóg sam czuwa nad jego uwagą, znajdując sposoby, by przyciągnąć ją z powrotem do odpowiedniego obiektu.
Religijność w fazie tworzenia jest z reguły spontaniczna, czyli pojawia się w pewnym momencie i równie nagle znika, a człowiek uznaje to za normalne. Przemija bez granic i warunków, a człowiek nie obciąża się ciężarem służenia jednemu i temu samemu Bogu – dziś się modli, jutro grzeszy, jutro służy innemu Bogu, niszcząc starego niczym niepotrzebnego bożka. Dla niego w uczuciu religijnym niezwykle ważna jest nowość, świeżość, nowe emocjonalne odcienie. Nie oznacza to, że człowiek, którego religijność znajduje się w fazie tworzenia, jest kiepskim wiernym. Może mieć nawet bardzo silną wiarę, lecz jego wewnętrzne przeżycie Boga zawsze musi być nowe i świeże, w przeciwnym razie jego religijność zanika i znika.
Bóg w modalności urzeczywistniania podtrzymuje życie Wszechświata. Nie jest On „gdzieś tam na górze”, jest znacznie bardziej praktyczny, uwzględnia konkretne życie człowieka, z Nim można prowadzić dialog, prosić o Jego pomoc i wsparcie w tym, co człowiek aktualnie robi. Bóg fazy urzeczywistniania jest niejako zrównany z człowiekiem – w przeciwieństwie do Boga tworzenia i Boga rozpuszczania. Z Nim można się targować, można Go nie słuchać, czekając na Jego ograniczoną złość; jeśli człowieka ukarze, wkrótce może go przebaczyć, posiada On bowiem często całkowicie ludzkie cechy, emocje i dostępną człowiekowi etykę, która zasadniczo ma na celu regulowanie relacji między człowiekiem a światem. Ten Bóg podtrzymuje równowagę świata i wspiera człowieka w jego relacjach ze światem, wyznaczając mu określone miejsce w życiu, niszę ekologiczną, jak się obecnie mówi, i daje mu możliwość w niej istnieć, ograniczając świat w jego agresji wobec człowieka, lecz nie zasypując go darami, których człowiek nie będzie w stanie przyswoić, przyswoić i zwrócić światu.
Ten Bóg to Bóg równowagi, czasem surowy, lecz przeważnie sprawiedliwy sędzia. Do Niego modlą się i Jemu powierzają swoje sprawy wszyscy profesjonaliści, niezależnie od tego, jaka jest ich nominalna, czyli świadoma religijność.
Na etapie urzeczywistniania Bóg jest często postrzegany przez człowieka jako wyższe prawo rządzące światem i podtrzymujące jego istnienie. Nie tyle należy Go kochać, ile służyć Mu i słuchać, poznawać Jego prawa i ich przestrzegać. Przy tym pozostawia On człowiekowi duże pole do twórczości w ramach służby własnym programom. Bóg urzeczywistniania jest częściowo zrozumiały – nie sam w sobie, lecz poprzez swoje atrybuty. Przede wszystkim poprzez swoje prawa, z których najważniejsze miejsce zajmuje prawo równowagi świata i człowieka. Ten Bóg troszczy się o człowieka, lecz człowiek musi troszczyć się o wypełnianie Bożych praw, między innymi regularne informowanie Go o swoim stanie duszy, planach i działaniach, ale także uważne słuchanie Bożych wskazówek i ich przestrzeganie. Religijność jest tu postrzegana jako więź między człowiekiem a Bogiem, w której nie wyklucza się podkupstwa, pochlebstw i innych całkowicie ludzkich działań.
Etapowi rozpuszczania odpowiada Bóg – niszczyciel świata, Bóg – oczyszczający świat, Bóg, który widzi zło i je unicestwia, Bóg, który nie ingerował na etapie urzeczywistniania, lecz przybywa w momencie zakończenia pewnego wątku i wydaje wyrok stosownie do wypracowań, osiągnięć i grzechów każdego uczestnika wydarzeń. Ten Bóg widzi bardzo wiele. Cechuje Go mądrość, niedostępna dla człowieka i pojawiająca się dopiero przy pełnej znajomości całego świata i jego odwiecznych praw. To mądrość, gdy widać karmę, czyli przyczynowo-skutkowe związki rządzące strumieniem zdarzeń życiowych, i na podstawie tego widzenia Bóg fazy rozpuszczania wydaje swój wyrok.
Sens tego wyroku to nie tylko przywrócenie sprawiedliwości, rozumianej w taki sposób, jak pojmuje ją faza urzeczywistniania, lecz wyższa sprawiedliwość, do której należy miłosierdzie, zdolność przebaczania grzechów, uwalnianie ich bez należnego zwrotu karmicznego pod warunkiem, że człowiek zrozumiał i spełnił coś zasadniczego, głębokiego, co pochłonęło jego duszę, co było z nią związane.
Jeśli jednak na etapie rozpuszczania, na przykład przygotowując się do śmierci, człowiek osiąga głębię widzenia i świadomości, wówczas na pomoc przybywa mu Bóg fazy rozpuszczania, a jego odczucia i przeżycia przedśmiertne oraz los pośmiertny mogą podlegać zupełnie innej logice niż ta, którą postrzega faza tworzenia, i innej niż ta, która charakteryzuje fazę urzeczywistniania.
Bóg fazy rozpuszczenia postrzega wszystko, co istnieje w świecie, jest wszechstronny, cechuje Go pełnia, nie jest zaślepiony jawiącym się światem ani procesami w nim zachodzącymi, nie podporządkowuje człowiekowi ekologii, idei dobrobytu, rozwoju czy samorealizacji. Stawia ogólne podsumowania i daje człowiekowi wizję istotnie pełniejszą i głębszą. Na niskim poziomie jest to Bóg surowego zniszczenia, który zastępuje niszczycielskie zjawiska natury – huragany, tajfuny, trzęsienia ziemi, nieszczęśliwe wypadki, które niszczą życie człowieka lub radykalnie łamią jego główne schematy i wartości. Na wysokim poziomie – to Bóg, który precyzyjnie i subtelnie oczyszcza zarówno życie ludzkości jako całości, jak i światopogląd oraz odczuwanie świata konkretnego człowieka, posługując się subtelnymi metodami i niszcząc ustalone rytuały, tradycje oraz wyobrażenia, które wydają się niezmienne, choć dawno już się zestarzały.
Boga w fazie rozpuszczenia należy się obawiać w przyszłości, przewidywać Jego przyszły gniew lub karę. To najsubtelniejsza subtelność, niewidzialny i ledwie wyczuwalny sens, ostateczny rezultat rozwoju, miejsce, do którego dociera dusza po długich wędrówkach przez jawiące się światy.
Religijność fazy rozpuszczenia często koncentruje się na życiu po śmierci, oczyszczeniu z ziemskiej zmazy, odpokutowaniu grzechów – być może bardzo dawnych, zatarciu grzechów, na postach i innych surowych oczyszczających środkach fizycznego planu, o których w średniowieczu mówiono jako o umartwianiu ciała.
Pytania do czytelnika.
Jak Pan/Pani sądzi, czy poczucie humoru ma boskie pochodzenie? Czy odczuwa Pan/Pani twórczy początek, właściwy Bogu? Czy odczuwa Pan/Pani Boga jako stróża rytuału? Czy bliska jest Panu/Pani idea wcielenia Boga, kiedy ludzkość traci wieczne ideały i wartości? Czy uważa Pan/Pani, że zrozumiała dla człowieka sprawiedliwość jest główną cechą Boga? Czy przeciwnie, uważa Pan/Pani boską sprawiedliwość za niepojętą dla ludzkiego umysłu z powodu jego ograniczeń? Czy woli Pan/Pani modlić się w ramach standardowego rytuału, przestrzegając znanych tekstów, czy rozmawia Pan/Pani z Bogiem własnymi słowami? Dlaczego w swojej religijności bardziej ceni Pan/Pani spowiedź przed Bogiem czy uważne wsłuchiwanie się w Jego słowa, w Jego wolę czy wypełnianie tej woli?
Reinkarnacja, karma i nieśmiertelność duszy
Wpływ archetypu tworzenia ujawnia się w tym, że człowiek, szczerze mówiąc, nie jest szczególnie zatroskany kwestią nieśmiertelności swojej duszy. Dla niego ważniejsze jest to, że jego dusza wcieliła się tutaj i teraz, w tych okolicznościach, i one budzą w nim największe zainteresowanie. Jeśli przyjmuje on koncepcję wcielenia, to poprzednie wcielenia wraz ze swoimi karmicznymi powiązaniami istnieją dla niego jako coś odrębnego od życia, gdzieś w osobnej przestrzeni i spadają na niego niespodziewanie niczym niespodziewany prezent. Tymczasem jego życie i tak obfituje w nieoczekiwane zwroty i niespodzianki, i nie do końca rozumie, jak odróżnić skutki starej karmy i jej materializację (jak mówią, dojrzewanie) od po prostu zwrotów swojego życia.
Skłonny jest postrzegać nieśmiertelność swojej duszy nie w retrospektywnym spojrzeniu, lecz przeciwnie – wpatrując się w przyszłość. Chętnie gotuje zupę, nie myśląc o tym, jak ją później rozsupła, mając nadzieję, że stanie się to nie prędko, nie w tym wcieleniu, być może nawet nie w następnym, a nawet nie za jedno. Jeśli ma o sobie wysokie mniemanie, chętnie utożsamia się z Władcami Karmy lub uważa siebie za wykonawcę ich woli, lecz to, co robi, nie opiera się na istniejącej kolejności rzeczy i nie jest podejmowane z uwzględnieniem przeszłości – ani karmicznej, ani zwyczajnej, lecz okaże się spontaniczne, niekontrolowane.
Na wysokim poziomie dzieje się to samo, jednak człowiek tworzy swoją przyszłą karmę z dokładniejszym nastawieniem, to znaczy zakłada, że kiedyś będzie musiał rozwiązać te karmiczne węzły, które teraz zawiązuje, i stworzy specjalne mechanizmy, które ułatwią ich rozwiązanie.
Najczęściej wierzy on w to, że jego nowe wcielenia będą ciekawe, i nawet jeśli będą w nich nieprzyjemności, to będą one takie, że nie będzie musiał za nimi tęsknić.
Jeśli w fazie tworzenia człowiek postrzega siebie głównie jako tego, kto zawiązuje karmę – dobrą lub złą, to w fazie urzeczywistnienia zanurzony jest w tej karmie, która już dojrzała i która jest dla niego aktualna. Odczuwa swoje poprzednie wcielenia, niejasno przewiduje przyszłe i bierze je pod uwagę, jednak nie jest to dla niego najważniejsze. Najważniejsze dla niego stanowi jego obecne wcielenie, jego realne życie, praca w nim i możliwość rozwiązania tych karmicznych węzłów, które w danej chwili, jak uważa, są najbardziej aktualne i którymi w jego sytuacji najwłaściwiej jest się zająć.
Najczęściej człowiek ten postrzega karmę w bezpośrednich warunkach swojego życia, swoich relacjach ze światem, i żyje w taki sposób, aby najlepiej ją przeżyć, opracować, widzi sens praw karmy jako regulujących życie człowieka we Wszechświecie, dających miejsce każdej istocie żywej i regulujących ich wzajemne relacje, tak aby świat jako całość trwał. W tym rozwoju mogą występować swoje ewolucyjne fazy, nieoczekiwane zwroty, wiry karmicznego nurtu, i z tym musi on się zmierzyć i pracować, pracować i pracować, gdyż innej możliwości tak efektywnie, jak teraz, odrobić swoją karmę, nie będzie. Wie o tym i postępuje odpowiednio.
Przebywając w modalności rozpuszczenia, człowiek postrzega swoje życie retrospektywnie, jako rezultat – być może poprzedni – łańcucha swoich przemian, i rozpatruje to, co się dzieje, głównie jako rozwiązywanie tych karmicznych węzłów, które kiedyś zawiązał – oraz jako możliwość realizacji tych prac, które zostały przez niego wykonane wcześniej.
Dla takiego spojrzenia na karmę charakterystyczne jest pokorne podporządkowanie się cudzym obowiązkom (z myślą o tym, że być może kiedyś wcześniej obarczał innych swoimi obowiązkami), dążenie do zrozumienia zjawisk i wydarzeń, które wykraczają poza zwyczajny, codzienny poziom logiki życia.
Człowiekowi temu wydaje się, że jest zdolny do głębokich wniosków, do subtelnego rozumienia losu i schematów rozwoju. Jednak głównie postrzega je jako bliskie rozwiązania, a schematy, które przeciwnie, dopiero się pojawiają, mało go interesują lub nie trafiają na jego drodze.
Na wysokim poziomie przykładem tego jest buddyjski mnich, który posiada taką jasnowidzenie, że jest zdolny odnaleźć lamę, który wcielił się w nowe ciało; jednakże, odnajdując i określając to dziecko jako wcielenie wysokiej duszy, nie dąży do zajęcia się jego wychowaniem, uważając swoją misję za spełnioną.
Właśnie ludziom, którzy rozumieją karmę w modalności rozpuszczenia, należy idea, że ostatecznie, kończąc krąg swoich wędrówek, dusza wyostrza się, uwalnia od ciężaru ziemskich trosk i zobowiązań i powraca do swego pierwotnego stanu.
Bogowi. Jednak człowiek znajdujący się pod archetypem rozpuszczenia nie myśli o konkretnych szczegółach tej drogi. Jest raczej zatroskany tą karmą, która aktualnie na nim ciąży i którą musi z siebie zrzucić, natomiast o tym, co będzie z nim dalej, jakie karmiczne węzły na przyszłość zawiązuje — zwykle nie myśli, to nie stanowi dla niego głównego zainteresowania. Może dostrzegać przeszłe wcielenia tam, gdzie ich wątki kończą się obecnie, ale znacznie rzadziej widzi przyszły rozwój wydarzeń i nie jest skłonny udzielać w tej sprawie rad.
Pytania do czytelnika. Czy postrzegasz nieśmiertelność duszy jako pewien prognostyk, czy raczej jako niezwykłe rozgałęzienie swoich korzeni w przeszłości? Czy często odczuwasz, że posiadasz zdolności w żaden sposób nie powiązane z twoim doświadczeniem i dorobkiem w tym życiu? W jakie odkupienie wierzysz bardziej: w pracę czy w pokutę? Gdy szczęście i sukces nagle spadają na ciebie, czy uważasz, że będziesz musiał kiedyś za nie odpracować, czy też w ogóle o tym nie myślisz? Czy dla ciebie religia pozbawiona dogmatu o wędrówce dusz jest religią niepełnowartościową? Jedyne słuszna? Czy dopuszczasz możliwość, że jedne ludzkie dusze mogą się wcielać, podczas gdy inne mają tylko jedno wcielenie?





