CZĘŚĆ 2
DIADEMATYCZNY ARCHETYP
Uniwersalny archetyp diadematyczny składa się z dwóch archetypów: archetypu yang, czyli męskiego początku, oraz archetypu yin, czyli żeńskiego początku. W zachodniej tradycji filozoficznej odpowiadają im mniej więcej materia i duch. Tradycja przypisuje archetypowi yang takie cechy, jak subtelność, aktywność, stymulacja, twórczość, konkretyzacja. Natomiast archetypowi yin, przeciwnie, przypisuje się gęstość, bezwładność, reaktywność, czyli podatność, płynność, zdolność do reagowania na wpływ oraz zdolność do transformacji pod wpływem zewnętrznym. Mówiąc zwyczajnym językiem, yang oddziałuje, a yin poddaje się wpływowi. Wszystko, co odnosi się do sposobów i charakterystyk wpływu — siła, energia, plany, narzędzia, metody — to cechy yang, natomiast to, co opisuje reakcję na wpływ, sam obiekt wpływu, jego cechy i sposoby reagowania — to atrybuty yin.
Duch ma ideę i pragnie ją wyrazić, materia wciela jego zamysł. Wydawałoby się, że wszystko jest proste i jasne, a powyższy opis jest wyczerpujący. Jednak najprostsze idee i obrazy, które tkwią głęboko w podświadomości, wychodząc na zewnątrz, stają się nie więcej niż odcieniami, akcentami, które można uchwycić jedynie, zwracając na nie specjalną uwagę i znając pierwotną przyczynę, która je rodzi. Tak samo każda sytuacja ma nie tylko swój bezpośredni sens, ale także różne odcienie, na które zwracanie uwagi pomaga człowiekowi orientować się znacznie precyzyjniej i budować swoje zachowanie znacznie efektywniej. Te odcienie są niczym innym, jak wpływem wyższych archetypów, który można odczuwać jedynie podświadomie, a można też uświadamiać, i to uświadomienie ma dla człowieka ogromną wartość.
Co na przykład daje nam opanowanie holistycznego archetypu, który jest już znany czytelnikowi? Subtelne wyczucie równowagi pomiędzy lokalnymi a globalnymi zasadami daje człowiekowi możliwość bardzo precyzyjnego rozdzielania swojej uwagi pomiędzy elementy dużego obiektu, na przykład efektywnego zarządzania firmą, wiedząc, kiedy należy zwracać uwagę na jej istnienie jako całości, a kiedy trzeba zająć się jakimś konkretnym aspektem jej działalności lub działalnością konkretnego jej oddziału i którego właśnie. Opanowanie równowagi archetypów yin i yang daje człowiekowi subtelną wiedzę o tym, w jakich sytuacjach powinien być uważny i przyjmować to, co się dzieje, nie ingerując w żaden sposób, a kiedy, przeciwnie, powinien przejawiać aktywność, jaką właśnie i w jakim stylu.
Intuicja takiego rodzaju jest właściwa wielu ludziom, którzy efektywnie funkcjonują w przestrzeni społecznej, jednak niewielu z nich potrafi powiedzieć, na co się orientują i dlaczego zachowują się właśnie tak, a nie inaczej. Świadome opanowanie diadematycznego archetypu może wiele wyjaśnić dla uważnego człowieka, który dąży do działania jedynie w sytuacjach do tego przygotowanych i sam adekwatnie przygotowany do działania.
PRACA NAD ARCHETYPEM YANG
Niższe, czyli barbarzyńskie, przejawy archetypu yang charakteryzują się nieadekwatnością wpływu ducha na materię, co często objawia się złym dopasowaniem tego wpływu do natury i potrzeb materii. Duch, posiadając pewien potencjał, pragnie go zrealizować na określonej materii. Jednak nie każda materia nadaje się do tego, i on, podobnie do demona Lermontowa, szuka swojej Tamary, ale znajduje ją nie od razu, a przypadki, kiedy mocno się myli w wyborze, właśnie odnoszą się do niższych przejawów yang. Często przy tym sam wpływ jest niedojrzały lub przejrzały już w swoim potencjalnym kształcie, co z góry wyklucza możliwość adekwatnego wcielenia.
Na przykład, źle jest, gdy bogaty turysta jedzie do biednego kraju, aby się zabawić, tak samo jak biedakowi z chudym portfelem nie powinno się chodzić do eleganckiego domu towarowego; jednak i jedno, i drugie czasami się zdarza, i wtedy, analizując przesłanki wydarzenia, zawsze można dostrzec nieadekwatność pierwotnego impulsu yang — w tym przypadku chęci odpoczynku lub zrobienia zakupów. Być może impuls do odpoczynku pojawił się wcześniej, ale nie został w porę zrealizowany, albo u człowieka w podświadomości była zupełnie inna intencja, która jednak nie została przepuszczona do świadomości w swojej pierwotnej postaci i w procesie cenzury podświadomości została znacznie zniekształcona. W każdym razie, niższy potencjał yang z góry nie może być adekwatnie zrealizowany, dlatego też zostaje przyciągnięty przez materię, która mu nie odpowiada, a ona w rezultacie da na działanie reakcję bardzo daleką od zamierzonej.
W tym kontekście ważne jest zrozumienie, że w naturze, z założenia, są potrzebne wszystkie rodzaje wpływów, w tym zarówno subtelne, jak i surowe, i wszystkie one mogą, w odpowiednich okolicznościach, być całkowicie adekwatne. Wilk, na przykład, z natury jest surowy, jest drapieżnikiem i żywi się zwierzętami; jednak funkcja „leśnego sanitariusza” w pewnym sensie usprawiedliwia jego zachowanie, czego nie można powiedzieć o człowieku, który żywi się najlepszymi, a nie gorszymi przedstawicielami fauny. Tak więc, wadliwość niższej oktawy archetypu yang polega nie na tym, że potencjał wpływu w zasadzie nie nadaje się do wcielenia, ale na tym, że wciela się on nie tam, nie tak i nie w porę, czego przyczyną przede wszystkim jest jego niegotowość do adekwatnego wcielenia, co sprzyja ewolucji materii.
Średnie, czyli amatorskie, przejawy archetypu yang charakteryzują się mniejszym chaosem wprowadzanym do materii; tutaj można mówić o ogólnej zgodności aktywności ducha z naturą materii. Na niższym poziomie nacisk wpływu jest raczej na energii, która, wcielając się w materię, coś z nią robi — najczęściej bezsensownie drażni lub wręcz niszczy. Na średnim poziomie w potencjale yang pojawia się już pewna myśl dotycząca wpływu na materię (na przykład może to być jego cel lub plan wpływu) oraz pewne wyobrażenie o koniecznych cechach, jakimi powinien charakteryzować się obiekt wpływu. Odpowiednio, samo działanie przebiega zadowalająco, a materia okazuje się zasadniczo przygotowana do działania, czyli generalnie zgadza się z jej naturą i odpowiada jej aktualnym zapotrzebowaniom. Potencjał wpływu odczuwany jest na tym poziomie jako zasadniczo dojrzały, czyli gotowy do wcielenia, ale nieco niedookreślony, dlatego też nie do końca trafnie znajduje sobie materię do wcielenia i wciela się w słabo przewidywalnej postaci; z kolei na niższym poziomie archetypu yang rezultat wcielenia jest całkowicie nieprzewidywalny.
Na przykład można przytoczyć pracę z siekierą. Na barbarzyńskim poziomie przejawu archetypu yang znajduje się ogarnięty gniewem szaleniec, który, uzbrojony w siekierę, niszczy wszystko dookoła bez wyboru. Na poziomie amatorskim znajduje się ogrodnik-amator Iwan Pafnutycz, który może niezgrabnie ściąć uschnięte drzewo i rozrąbać je na drewno, ociosywać pale na ogrodzenie, poprawić chwiejące się wrota, w ostateczności — zbić na podwórku stół na wbitych w ziemię słupach. Jednak postawienie zrębu, nie mówiąc już o budowie więźby dachowej i dachu najprostszej drewnianej chaty, to już znacznie przekracza jego możliwości, należąc do poziomu profesjonalnego przejawu archetypu yang.
Z punktu widzenia materii, średni (amatorski) poziom wpływów yang generalnie jest zadowalający, odpowiada jej zapotrzebowaniom i w zasadzie zgadza się z jej naturą, czyli narusza ją w sposób niegruby. Na takie działania materia odpowiada zgodą i próbami współpracy, ale nie entuzjazmem i nie w pełni adekwatną reakcją. Materia póki co nie wie, jak bardzo pójdzie jej na korzyść wpływ ducha: pokaże to dopiero przyszłość. Tak panna młoda po raz pierwszy patrzy na pana młodego, przysłanego przez doświadczoną swatkę: interesujący z wyglądu, zgrabny, niebieskooki i z przyzwoitej rodziny — ale co będzie dalej?.. Bóg raczy wiedzieć.
Wysoki, czyli profesjonalny, poziom przejawu archetypu yang charakteryzuje się całkowitym dojrzewaniem potencjału wpływu oraz adekwatnością samego wpływu ducha na materię: odbywa się on w porę, w dogodnej formie, za pomocą dobrze dobranych narzędzi i dokładnie odpowiada jej potrzebom oraz ograniczeniom. Dla profesjonalnego poziomu przejawu archetypu yang charakterystyczna jest duża dbałość o wybór obiektu, na który skierowany jest wysiłek, czyli wpływ. Potencjał yang powinien nie tylko całkowicie dojrzeć: musi on dokładnie znaleźć obiekt, który potrzebuje jego wpływu, i upewnić się w jego chęci i gotowości do asymilacji tego wpływu.
Tak doświadczony hodowca szuka dla swoich rasowych szczeniąt przyszłych właścicieli, którzy oprócz ogólnego entuzjazmu i namiętnego pragnienia posiadania psa danej rasy spełniają różnorodne dodatkowe wymagania zarówno natury materialnej, jak i moralnej: posiadanie samochodu i działki, a także przestronnego mieszkania w mieście, wyższa zdolność do poświęcenia się w razie potrzeby ideałom hodowlanym. Dla poziomu profesjonalnego bardzo ważne są również narzędzia wpływu: muszą być wygodne dla ducha, mieć wystarczającą „przepustowość” dla oddziaływania i być adekwatnie odbierane przez materię, nie tylko nie niszcząc jej form i struktur (z wyjątkiem zupełnie określonych, których karma dobiegła już końca), ale wręcz stanowić ich przedłużenie i wsparcie. Tak ręce masażysty wysokiego poziomu są odczuwane przez ciało klienta jako coś całkowicie własnego, bliskiego, i ciało chętnie wpuszcza je głęboko w siebie – głębiej nawet niż własne ręce klienta.
Tak więc na wysokim poziomie yang wyraźnie zawiera w sobie pierwiastek yin jako uwagę do przyszłego obiektu wkładania swoich wysiłków; z kolei ten obiekt, posiadając wyraźnie opracowane cechy yin (patrz poniżej), powinien mieć także pewien akcent yang, a mianowicie – emanować w przestrzeń subtelne wonie, specyficzny aromat przyciągający pierwiastek yang określonego rodzaju; innymi słowy, ten aromat powinien wyraźnie informować ducha o aktualnych potrzebach obiektu oraz jego gotowości do przyjęcia odpowiedniego działania. Przy spełnieniu wszystkich opisanych warunków wpływ ducha odbywa się bardzo precyzyjnie, a jego skutki są w dużym stopniu przewidywalne: z ziaren jęczmienia wyrastają kłosy, a studenci instytutów stają się wykwalifikowanymi specjalistami w odpowiednich dziedzinach. Niespodziewane efekty uboczne oczywiście się zdarzają, ale z reguły są niewielkie i nie mają zasadniczego znaczenia.
PRZETWARZANIE ARCHETYPU YIN
Poniżej, barbarzyńskie przejawienie archetypu yin to stan materii polegający na całkowitym chaosie i nieokreśloności jej oczekiwań wobec ducha: ledwie coś jej jest złe, ale nie potrafi określić, o co tak naprawdę chodzi, ani sformułować konkretnego zapotrzebowania. Czasami jej zachowaniu towarzyszą niesystematyczne, nieokreślone skargi, wyraźne cierpienie i bardzo niespójne podejście do własnych oczekiwań: otrzymawszy to, czego właśnie pragnęła, może odrzucić to pod byle pretekstem (nie to, niepotrzebne, nieodpowiednie, w ogóle nic nie jest potrzebne itp.). W innych przypadkach barbarzyńskiego stanu yin materia, przeciwnie, jest całkowicie wszystkożerna, czyli niejako zaprasza i stara się asymilować wszelkie wpływy ducha, które udaje jej się uzyskać, jednak jakiekolwiek pozytywne rezultaty z tego nie wynikają, gdyż z różnych powodów wszystkie te wpływy okazują się nieadekwatne i destrukcyjne.
Trzecia odmiana barbarzyńskiego stanu materii to całkowity brak faktycznego zapotrzebowania na ducha oraz blokowanie wszelkich prób jego wprowadzenia w celu pomocy – mimo że jego wsparcie jest jej katastrofalnie potrzebne. Problem w tym przypadku polega na tym, że przygotowanie materii do działania ducha wymaga specjalnych dodatkowych wysiłków, a bez nich nic konstruktywnego nie wychodzi. Tak więc niższe, barbarzyńskie przejawienie archetypu yin to taki stan materii, w którym sama w sobie jest bardzo niespokojna i niezdolna rozwiązać swoich problemów za pomocą własnych zasobów, ale jednocześnie nie jest przygotowana na ingerencję ducha; a kiedy ona następuje, materia odbiera ją jako całkowicie obce i stara się je zignorować lub walczy z nim, niszcząc się w istotnych formach i aspektach.
Typowym przykładem, niestety dość powszechnym, jest kraj, którego naród prowadzi krwawą wojnę domową, nie przyjmując z pożytkiem dla siebie zewnętrznej pomocy ani humanitarnej, ani wojskowej.
Każda materia emanuje pewne subtelne (w porównaniu z jej energią) emanacje, informujące ducha o jej stanie i potrzebach. W szczególności na poziomie barbarzyńskim od materii dochodzą emanacje intensywnego cierpienia lub ogromnego nieszczęścia w połączeniu z dość otwartą groźbą wobec każdego, kto spróbuje się do niej zbliżyć. Jeśli spróbować wyrazić ten apel-przestroga słowami, mógłby on brzmieć tak: „Jest mi bardzo źle i głęboko cierpię… ale temu, kto spróbuje mi pomóc, będzie jeszcze gorzej, bo już teraz go nienawidzę i pogardzam nim!” – i to wcale nie jest pusta groźba! Czytelnikowi jest jasne, że pomóc komuś z takim nastawieniem jest trudno, i z reguły na apel odpowiada archetyp yang również na poziomie barbarzyńskim – choć niekoniecznie.
Średni, czyli amatorski, przejaw archetypu yin polega na takim stanie materii, w którym nie jest już katastrofalnie otwarcie, ale za to dość wyraźnie formułuje swoje potrzeby, przygotowując grunt dla ziarna, które będzie mogło realnie wykiełkować i w ten sposób rozwiązać swoje palące problemy. W przeciwieństwie do reakcji antagonistycznego odrzucenia, charakterystycznej dla barbarzyńskiego przejawu yin, poziom amatorski wyróżnia się pewną świadomą selektywnością wobec ducha i ogólnie rzecz biorąc, można powiedzieć, pozytywnym nastawieniem do jego wpływu, choć samo oddziaływanie nie zawsze odbywa się wystarczająco ostrożnie i ma nieprzyjemne efekty uboczne. Niemniej jednak główny rezultat (symbolicznie mówiąc, pojawienie się mężczyzny w domu) całkowicie zadowala materię, wprowadzając ją na jakościowo nowy poziom i rozwiązując główne zgłoszone problemy.
Dla średniego poziomu przejawów yin charakterystyczny jest całkowicie określony stan materii: nie chce ona kontynuować swojego dawnego bytu, ale nie znajduje się w stanie krytycznym, czyli na granicy rozpadu; jej problemy i niedogodności są wyraźnie zlokalizowane i określone, i ogólnie rzecz biorąc, jest jasne, jaki wpływ jest potrzebny, aby je rozwiązać, a większość pracy materia jest w stanie podjąć sama, jednak bez pewnego zewnętrznego impulsu nie obejdzie się. Nie będzie w stanie dokładnie określić, jakie dokładnie zmiany zajdą w niej w wyniku koniecznego wpływu, ale jednocześnie dość wyraźnie wyobraża sobie ogólny kierunek swojego rozwoju. Przybliżony obraz tworzy przedsiębiorca, który przychodzi do bankiera w celu uzyskania kredytu na określony program i przedstawia mu swój biznesplan jego realizacji.
Można powiedzieć również, że w tym przypadku materia niejako proponuje duchowi kontrakt na mniej więcej określonych, ale uzgodnionych w głównych punktach warunkach.
Poziom przejawu archetypu yin jest ściśle związany z cechami aromatu, który emanuje materia z jedynym celem przyciągnięcia do siebie ducha; przez ducha ten aromat materii jest odbierany jako swego rodzaju wezwanie, które przyciąga jego uwagę. Zapach materii w barbarzyńskim stanie yin jest gęsty i ciężki; odpowiednie wezwanie jest odbierane przez ducha jako niski, władczy, nieokreślony i groźny (i błogosławiony czytelnik, który, przeczytawszy ostatnie cztery epitety, wzruszy ramionami i zaprzeczy: „Ależ to się nie zdarza!”). Zapach materii na amatorskim poziomie yin nie jest już tak gęsty, jest lżejszy, bardziej specyficzny i przyjacielski; jego atrakcyjność dla ducha jest selektywna i kryje w sobie zadowolenie z wypełnienia szczególnego rodzaju, różniącego się od wcielenia w inne rodzaje materii, w innym czasie i w innych warunkach.
Wysoki, profesjonalny poziom przejawu archetypu yin jest właściwy materii, która przeszła dość długą drogę ewolucyjną. Teraz jej problemy i potrzeby nie są oczywiste dla postronnego obserwatora, są podkreślnie unikalne, i takie same metody wpływu ducha są tu potrzebne. Jasnym przykładem jest konieczność oszlifowania dużego diamentu i wykonania z niego wyrobu jubilerskiego, który najbardziej odpowiadałby zleceniodawcy – konkretnemu wpływowemu panu, markizowi, a nawet księciu. Z punktu widzenia ceny sprzedaży różnica między nieoszlifowanym diamentem a gotową obrączką może nie być tak duża, jednak dla jubilera są to dwa jakościowo różne obiekty, których odległość mierzy się dziesiątkami lat jego profesjonalnego kształcenia.
Materia wysokiego poziomu yin nie tylko wymaga precyzyjnie określonego wpływu ducha – może dość dokładnie przewidzieć, jakie będą skutki tego wpływu. Z reguły długo przygotowuje się do tych wpływów, w szczególności tworzy duchowi niezwykle precyzyjnie wypoziomowany „lądowisko”, tak powiedzieć, do „przyziemienia” i zapewnia (już samodzielnie) staranną opiekę nad zasianym przez niego ziarnem. Tak kobiece łono czeka na męskie nasienie i, doczekawszy się, przez dziewięć miesięcy pielęgnuje i chroni drogocenny owoc.
Na tym poziomie dla materii problem czasu nie jest już tak dotkliwy. Gdy jest ona całkowicie gotowa na konieczny wpływ ducha, ten wpływ przychodzi, a póki nie nadeszło – można spokojnie żyć własnymi zasobami, kontynuując wewnętrzną ewolucję, modyfikując i precyzując swoje duchowe potrzeby oraz przygotowując grunt dla przyszłego ducha. Takie jest położenie każdego nauczyciela wysokiego poziomu, prawdziwego mistrza, którego nauczanie wymaga znacznie więcej pierwiastka yang u uczniów, a odpowiednio – yin u samego nauczyciela. On długo przygotowuje się do spotkania z uczniami, a nauczanie jest zasadniczo jego reakcją na ich zapytania – ale, rzecz jasna, nie wszystkie, lecz te, które odpowiadają jego wewnętrznym możliwościom i pragnieniom. Innymi słowy, uczeń musi dokładnie odgadnąć, czego chce go nauczyć mistrz, i wyrazić to
zapyt w całkiem określonej formie – jedynie wówczas przekaz wiedzy stanie się możliwy. Jednakże jest to wielka rzadkość, a samo pojawienie się takiego ucznia jest manifestacją ducha, którą mistrz wyraźnie wyczuwa. Przeformułowując znane ewangeliczne powiedzenie, może on powiedzieć: „Kiedy moi uczniowie przychodzą do mnie, rozpoznaję ich”. Aromat, który emanuje w przestrzeń materią wysokiego poziomu jin, jest subtelny i bardzo specyficzny. Dla większości potencjałów ducha ledwie uchwytny lub zupełnie niedostrzegalny; jednak nosicielowi pożądanych wpływów jawi się on jako rajskie wonie, które wzywa go delikatnie i stanowczo, i z góry nastraja na ściśle określony ton.
Tak czuje się wędrowny mnich, który zbliża się do świętych miejsc: wszystko przypadkowe i powierzchowne zdaje się od niego ulatywać, ustępując miejsca temu, co głębokie i istotne, które z kolei, przeciwnie, ujawnia się w jego świadomości niezwykle jasno i wyraźnie.
PRACA NAD DIADYCZNYM ARCHETYPEM
Etap 1. Pierwotny chaos
Będąc na tym etapie, człowiek nie bierze pod uwagę, że w świecie istnieje aktywna i odbierająca postawa, nie zastanawia się nad tym, że każda sytuacja oczekuje od niego określonego rodzaju uwagi lub aktywnego wpływu, i żyje tak, jakby niczego takiego w naturze nie było. Łatwo przerywa rozmówcy; w sytuacjach, gdy wyraźnie czegoś się od niego oczekuje, może udawać, że tego nie zauważa i nie czyni z tego powodu zarzutu. W swojej postawie bezczelnie plącze prośby, wymagania, wskazówki, rozkazy i skargi tak, że nie wiadomo, czego tak naprawdę chce lub żąda. Tak samo nie zwraca uwagi na modalności skierowane do niego, ani na modalności zewnętrznych sytuacji, w których się znajduje, i może zupełnie wymaganie odebrać jako upokarzającą prośbę i zareagować odpowiednio, zaś spokojną opowieść, do niczego nie zobowiązującą, odebrać jako bezczelną agresję, przy czym wyjaśnienie mu tego jest niemożliwe. Uważa swoje rozumienie siebie i sytuacji za jedyne słuszne i jest w tym całkowicie przekonany.
Taki człowiek z reguły nie ma poczucia czasu. Zawsze wtrąca się w nieodpowiednim momencie, wchodzi bez zaproszenia, zakłóca ogólną ciszę, gdy jest to absolutnie niedopuszczalne, milczy, nie wiedząc, co powiedzieć, gdy sytuacja tego wymaga, patrzy zamiast mówić i mówi w sytuacjach, gdy go nie słuchają. Złe lub, ściślej mówiąc, żadne dostosowanie modalności jin i jang prowadzi do tego, że człowiek zupełnie nieadekwatnie dobiera narzędzia wpływu – na przykład w sytuacji, gdy wystarczyłby lekki młotek, on wymachuje młotem, a żeby przepiłować grubą belkę, używa piłki do metalu.
W tych przypadkach, gdy należy słuchać treści, zwraca uwagę na formę, zaś skupiając się na formie, całkowicie zapomina o treści lub przypisuje jej własne znaczenie, które nie ma nic wspólnego z tym, jakie ono jest w rzeczywistości.
Postępowanie z taką osobą jest niezwykle trudne, przede wszystkim dlatego, że nie potrafi ona utrzymać przez dłuższy czas jednej i tej samej modalności – ani jin, ani jang. Utrzymanie uwagi na przedmiocie lub, przeciwnie, na własnym działaniu jest dla niego wysiłkiem, który nie odpowiada jego możliwościom. Zwrócić na siebie jego uwagę można jedynie na bardzo krótki czas, po czym on przerwie was swoim, często nietrafionym, samowyrażaniem, które z kolei wkrótce ustąpi miejsca uwagi skierowanej na obiekt nie mający nic wspólnego z tematem waszej rozmowy.
Typowe dla niego jest przerywanie, zadawanie zupełnie nietrafionych i niepotrzebnych pytań oraz wtrącanie się z własnymi wrażeniami i myślami, które w żaden sposób nie są powiązane z waszymi myślami, z przedmiotem waszego wykładu czy tematem rozmowy, którą usiłujecie zorganizować.
Przejście na etap pierwotnego chaosu może być skutecznym sposobem na to, aby wprawić w zakłopotanie lub odebrać pozycję osobie, która długo i nudno wygłasza wam temat, który was już zupełnie nie interesuje, ale wydaje się nieodłączną częścią sytuacji. Przerywając jej wypowiedzi replikami, w których chaotycznie zmienia się początek jin i jang, możecie dość szybko dać jej do zrozumienia, że nie tylko jej nie słuchacie i nie rozumiecie, ale że nie ma szans na zrozumienie z waszej strony, i wówczas ona być może się zatrzyma. Jest to oczywiście metoda grubiańska, ale dość skuteczna w walce z ludźmi, którzy, jak się wydaje, beznadziejnie utknęli w ulubionym temacie, takim jak „Ja i moje cierpienia”, „Ja i moje nieznośne życie”.
Etap 2. Identyfikacja
Na tym etapie człowiek uczy się rozróżniać modalności jin i jang i może przez pewien czas utrzymać jedną lub drugą, czyli jest zdolny, na przykład, przez jakiś czas nie przerywać rozmówcy i w razie potrzeby okazać aktywność, nie przerywając jej w newralgicznym punkcie, gdy od tego zależy powodzenie odpowiedzialnego przedsięwzięcia lub działania.
Na przykład, biorąc się za przeprowadzenie dziecka za rękę przez szeroką ulicę, trzyma je mocno, nie zatrzymując się i nie zwracając uwagi na prowokacyjne krzyki dziecka: „Aj, mamo, popatrz, jaki ptaszek poleciał, chodźmy, popatrzmy, dokąd on odleciał!”.
Na tym etapie pojawia się zatem pewna bezwładność, czyli archetyp niejako zawładuje człowiekiem i przez jakiś czas (czasem długi) utrzymuje go w swoim władaniu, przy czym człowiek z reguły nie jest w stanie stawić oporu temu wpływowi i zmienić archetypu na przeciwny (jin na jang i odwrotnie).
Na przykład człowiek, na którego spadł archetyp jin, dosłownie sparaliżowany tą okolicznością, będzie bezradnie słuchał swojego rozmówcy nawet wówczas, gdy ten już śmiertelnie go zanudzi, nie mogąc jednakże podjąć aktywnego działania: opanowawszy samemu modalność jang, powiedzieć na przykład: „Przepraszam, muszę wyjść do toalety” – co od dawna jest nie tylko pretekstem, ale i pilną koniecznością.
Na tym etapie w świadomości człowieka pojawia się pojęcie komplementarności, czyli dostosowania modalności, przy którym komunikacja i ogólnie interakcja w danej sytuacji przebiega płynnie, oraz niekomplementarności, czyli niedostosowania modalności, w wyniku którego sytuacja staje się napięta, dysharmonijna, a nawet konfliktowa.
Pytanie o to, czym jest taka komplementarna postawa, nigdy nie jest proste. Ogólnie rzecz biorąc, archetypicznie mówiąc, modalności jin komplementarna jest modalność jang i odwrotnie, jednak w praktyce w wielu sytuacjach człowiek, stosując modalność jin, niejako zaprasza drugą osobę, by podzieliła z nim jego postawę, czyli patrzyła razem z nim w jednym kierunku, i wówczas modalność komplementarną dla jin również będzie jin. Absolutnie analogicznie, stosując modalność jang, człowiek czasem zaprasza swojego partnera do zastosowania również modalności jang, na przykład strzelając razem z nim do tego samego celu, lub inna opcja – rzuca mu wyzwanie, jak to się mówi, jang na jang: „Daj się pobić!”.
W tym przypadku modalnością komplementarną okaże się ta sama modalność, innymi słowy, komplementarnym będzie zachowanie synchroniczne, czyli stosowanie tej samej modalności.
Ciekawe, że modalności psychologiczne często nie pokrywają się z modalnościami społecznymi, czyli dwie osoby, które z punktu widzenia dosłownego znaczenia tekstów, w modalności jin, delikatnie dzielą się wrażeniami na temat swojego postrzegania, praktycznie mogą prowadzić psychologicznie wyraźną wojnę jang. I odwrotnie, ludzie, którzy z zewnętrznego, społecznego punktu widzenia znajdują się w modalności jang, mogą psychologicznie bardzo spokojnie, komfortowo, zrelaksowanie, po-jinowemu odbierać toczącą się między nimi rozmowę.
Przykładem dialogu pierwszego typu jest rozmowa dwóch pań na temat interesującego mężczyzny, który pojawił się w ich towarzystwie i zaleca się do jednej z nich:
- „Jego głos tak mi się spodobał!”
- „A mnie – maniera, w jaki się nosi. Ma takie czarujące maniery! Takie czarujące oczy i wąsy!”
- „A mnie niezwykle spodobał się jego uśmiech, kiedy patrzył na mnie!”
Natomiast na czysto jangowym poziomie społecznym może być kłótnia dwóch chłopców:
- „A ja ci teraz rozwalę w nos!”
- „A ja cię w ucho!”
- „A ja zawołam starszego brata, a on jest wyższy od ciebie o głowę!”
- „A mój starszy brat jest jeszcze wyższy od twojego i służył w armii, i ma pistolet!”
W rzeczywistości obaj chłopcy znajdują się w całkowicie dobrodusznym nastroju i wcale nie zamierzają wzywać na pomoc starszych braci, których wcale może nie być.
Oni spokojnie i dość przyjacielsko spędzają czas, pozostając w psychologicznej modalności yin i wymieniając się zupełnie komplementarnymi uderzeniami na poziomie społecznym, które ich niezwykle bawią. Zatem na etapie identyfikacji człowiek uświadamia sobie modalności, których używa, oraz te, które brzmią w zewnętrznej sytuacji, na przykład te, które stosuje jego partner, lecz z reguły nie jest w stanie zmienić ani jednej, ani drugiej. Uświadamia sobie komplementarność lub niekomplementarność swoją i innych ludzi, lecz praktycznie jeszcze nie ma nad tym władzy. Czasem wyrwie mu się replika dotycząca szczególnie niekomplementarnego zachowania partnera: „No tak samo nie można!”. Ale nie potrafi mu do końca wyjaśnić, dlaczego właśnie tak nie można. Uświadomiwszy sobie stan komplementarności i niekomplementarności, człowiek na etapie identyfikacji bywa niewolnikiem tego stanu, to znaczy trudno mu odejść od niekomplementarnego zachowania, choć partner wyraźnie go do tego prowokuje. Na przykład dialog, w którym jeden z partnerów coś mówi, a drugi słucha, może trwać w sposób formalnie komplementarny nieograniczenie długo, dlatego oboje z niego niezwykle się zmęczą. Aby go przerwać, konieczne jest, by jeden z partnerów – czy to ten aktywny, czy ten odbierający – wyszedł poza swoją modalność, to znaczy zachował się w sposób niekomplementarny względem siebie lub partnera. Tak więc człowiek występujący przed audytorium może w pewnym momencie przerwać sobie i, zapytawszy słuchaczy: „Czy już wam nie nudzę?”, zwrócić się w słuch, zmieniając tym samym modalność z yang na yin. Ale nie każdy prelegent jest do tego zdolny, zwłaszcza jeśli temat go osobiście pochłania i, jak mówią, porywa go ze sobą. Mimo to gdzieś na skraju świadomości czuje, że już wyczerpał uwagę audytorium, lecz nie mając sił, nie zwraca na to uwagi. Przygnębiona publiczność może jednak milczeć i milczeć, słuchając coraz gorzej, lecz formalnie nie pozwalając sobie na niekomplementarne zachowanie. Takie efekty są typowe dla etapu identyfikacji.
On trwa w modalności yang i kategorycznie odrzuca możliwość jej zmiany. Bez względu na to, jak bardzo starają się go otoczyć, jeśli stoi na stanowisku yang, będzie się go trzymał, a jeśli znajduje się w modalności yin, pozostanie jej wierny nawet wówczas, gdy prowadzi to do oczywistego absurdu i doskonałego bezsensu. Mówi: „Po bójce nie bij się!” – a ten człowiek robi właśnie tak. Bójka dawno się skończyła, czas usiąść i przyjrzeć się, do czego doprowadziła, obejrzeć siniaki, opatrzyć rany, a on wciąż nie może powstrzymać swojej agresji i nadal niszczy przeciwnika, który od dawna jest rozbity lub nieobecny w pobliżu.
Fiksacja na yin to na przykład tępy opór, gdy człowiek przedstawia otoczeniu swój problem, a mu proponują różne sposoby jego rozwiązania, lecz on, formalnie je przyjmując, w żaden sposób nie reaguje i pozostaje w całkowitej pasywności, czekając na coś, choć dawno już wiadomo, że nie ma czego oczekiwać i trzeba samemu coś zrobić. Tu z reguły modalność yin realizuje się na prymitywnym etapie opracowywania archetypu, a postępowanie z taką osobą jest bardzo trudne i nieprzyjemne, jednak jest to bardzo powszechny typ zachowania, zwłaszcza wobec osób od niego zależnych. Symbolicznie ta pozycja brzmi tak: „Pokażcie mi dziewczynę, bez której nie mogę żyć”. Do niej należy dziecko, które, marudząc, odrzuca kolejne nowe rodzaje pożywienia, które proponuje mu mama, towarzysząc swoim odmowom niezmienną repliką: „Chcę coś innego!”. Co konkretnie, nie precyzuje i nie zamierza tego wyjaśniać, to sprawa jego mamy.
Etap 3. Konkurencja
Na tym etapie człowiek już dobrze umie określać modalności archetypu yin i yang nawet w stosunkowo subtelnych sytuacjach, a jego związek z archetypami yin i yang jest już w pełni uregulowany, to znaczy w pewnym stopniu potrafi on nawiązać ten związek, włączać go i, w razie potrzeby, przerywać, włączając inny archetyp. Na tym etapie już świadomie posługuje się modalnościami i zmusza te archetypy do pracy na swoją korzyść. Z drugiej strony, tego rodzaju stabilne, wolne używanie archetypów prowadzi do tego, że zyskują one pewną władzę nad jego podświadomością, a te efekty na trzecim etapie są przez człowieka jeszcze słabo kontrolowane. Prowadzi to do tego, że w każdej sytuacji pojawiają się u niego wyraźne podświadome priorytety, to znaczy przewaga yin lub yang, których nie uświadamia sobie, lecz które jednak wyraźnie wpływają na jego zachowanie, czasem stojąc w sprzeczności ze świadomym zachowaniem i nastawieniem. Można śmiało powiedzieć, że na tym etapie u człowieka kształtują się dwie subosobowości: jedna – yin, żeńska, druga – yang, męska. I one, w dużej mierze pozostając w jego podświadomości, przebijają się do świadomości w postaci trwałych skłonności, które przejawiają się na różne sposoby w różnych sytuacjach, i czasem powstaje wrażenie, że nawet cały świat jest przez tę osobę podświadomie podzielony na trzy sfery. W jednej z tych sfer niepodzielnie panuje subosobowość yin, czyli wewnętrzna kobieta człowieka, w drugiej tak samo niepodzielnie panuje subosobowość yang, czyli wewnętrzny mężczyzna, a trzecią toczy nieustanna wojna, i każda z subosobowości pragnie ją opanować i przyłączyć do swojego terytorium. Innymi słowy, dla tej osoby w wielu sytuacjach, zarówno zewnętrznych, jak i wewnętrznych, bardzo ostro staje pytanie o to, jaką pozycję zajmie – aktywną, wpływową, czy pasywną, odbierającą. I te pozycje są dla niego wzajemnie wykluczające się.
Na tym etapie u człowieka pojawiają się niejako dwie różne wizje świata, dwie różne filozofie życia, dwa różne systemy wartości, czasem diametralnie różniące się od siebie i odpowiadające jego yin i yang. Prowadzi to do ogromnego marnotrawstwa energii i wielu fałszywych sytuacji, w których człowiek znajduje się z powodu nieumiejętności pogodzenia wartości w przestrzeni wewnętrznej. Nie jest to jednak możliwe, dopóki wewnątrz niego archetypy yin i yang konkurują ze sobą, zamiast współpracować. Na przykład, pozostając w stanie yin, człowiek może być pracowity, cierpliwy, ufny i dobry. Przechodząc zaś w stan yang, może stawać się twardy, opryskliwy, energiczny, skupiony, zdeterminowany i bardzo ograniczony. Jego pozycja yang w każdej konkretnej sytuacji będzie brzmiała: „Dokładnie wiem, czego chcę, i nic innego dla mnie nie istnieje”. Jednocześnie, pozostając w modalności yin, może w pełni podzielać znacznie szersze poglądy, na przykład że świat jest szeroki i że jest w nim miejsce dla każdego stworzenia Bożego, każdego temperamentu, charakteru i losu. Z reguły ograniczoność, twardość yinowej postaci człowieka prowadzi do jego niezdolności do przyjęcia świata i zrelaksowania się w nim – przyczyna większości psychicznych i psychologicznych komplikacji, nerwic itd. Jednak poważne pytanie o opracowanie początku yin w naszej wyłącznie męskiej pod względem ducha i mentalności cywilizacji nigdy nie zostało postawione. Znacznie ważniejsze uznaje się opracowanie aktywnego, działającego, energicznego, organizującego, odpowiedzialnego za swoje bezpośrednie działania początku yang. Przy tym ignoruje się fakt, że w człowieku zawsze istnieje równowaga między yin i yang, i im silniejszy jest początek yang i im więcej znaczenia człowiek mu nadaje świadomie, tym bardziej on uciska i obraża początek yin, który w wyniku tego degeneruje się i z wiernego pomocnika staje się dla niego ciężkim brzemieniem.
Gdy u człowieka toczy się konkurencyjna walka między modalnościami yin i yang, z reguły zwycięstwo jednej z nich na poziomie zewnętrznym, społecznym, towarzyszy zwycięstwu drugiej na poziomie psychologicznym, co najczęściej przez człowieka nie jest uświadamiane. Na przykład człowiek, u którego w sytuacjach dialogu zwycięża na poziomie społecznym modalność yin, to znaczy ten, który w dialogach skłonny jest milczeć, słuchać rozmówcy, mu przytakiwać i całym swoim społecznym zachowaniem potwierdzać swój yin, na poziomie psychologicznym często dokonuje surowej oceny tego, co słyszy, i jest bardzo aktywny w odczuwaniu, i choć nie daje tego po sobie poznać, jego rozmówca może to dobrze wyczuwać.
Otóż, jeśli chodzi o poziom społeczny, akcentuje się tu cechy yin, natomiast psychologicznie odczuwa się wyraźny yang. Odwrotnie, osoba niezwykle aktywna w sytuacjach społecznych, która przytłacza swoją obecnością i zachowaniem otoczenie, a jej główny typ zachowania w społeczeństwie to aktywne wyrażanie siebie, psychologicznie jest zazwyczaj niezwykle wrażliwa i podświadomie lub półświadomie stale nastawiona na wszelkie znaki, które pośrednio lub bezpośrednio potwierdzają jej postawę. Innymi słowy, psychologicznie znajduje się w czysto yinowskiej pozycji, chłonie reakcję społeczną i jest od niej zależna.
Na tym etapie archetypy zdają się rywalizować ze sobą, lecz człowiek używa ich naprzemiennie i zasadniczo potrafi nimi kierować, jednak robi to słabo: czasem siłą woli udaje mu się przełączyć, ale rzadko jest to adekwatne, czyli komplementarne. Człowiek ten słabo rozumie, jak intensywnie włączony jest ten archetyp i czy można go zastąpić innym. Chodzi o to, że momenty zmiany modalności w tkance komunikacji są dość wyraźnie określone. Są sytuacje, w których należy podtrzymać daną modalność, a jej przeciwstawna zmiana oznaczałaby rozpad sytuacji, ale bywa i odwrotnie — kiedy intensywność danej modalności spada, istnieje realna możliwość, a nawet konieczność jej zmiany na przeciwną.
Na tym etapie człowiek nie opanował jeszcze subtelności i zmienia modalności dość grubo, często przerywając komunikację i inne interakcje, choć nie dostrzega tego świadomie, choć podświadomie oczywiście czuje, że robi coś nie tak, ale nie potrafi jeszcze zrozumieć, co dokładnie. Brakuje mu taktu lub subtelności uwagi. Na przykład, słuchając rozmówcy, który opowiada coś, człowiek uważa, że nie powinien go przerywać, lecz gdy nadejdzie pauza, może wtrącić swoje zdanie lub zmienić temat. Nie rozróżnia jednak pauz, które rozmówca robi, aby oddać inicjatywę partnerowi — kiedy adekwatna jest zmiana modalności — od pauz, które człowiek w pozycji yang robi, aby jeszcze bardziej nabrać energii yang i kontynuować opowieść z wyraźnym wzmocnieniem jej patosu, jakby „nabierał”.
Jeśli w tym momencie go przerwać i odebrać mu modalność yang, partner będzie — delikatnie mówiąc — niezwykle zasmucony, a psychicznie powalony. Nie mniej nieprzyjemna jest sytuacja, gdy człowiek, używając modalności yin, niejako zaprasza partnera do yang, a ten, nie rozumiejąc, że oczekuje się od niego aktywności, odpowiada w modalności yin. Takie zachowanie jest niekomplementarne i powstaje coś w rodzaju wojny yin na yin, która psychologicznie jest równie ciężka, jak otwarta wojna yang na yang.
Na przykład, kobieta opowiadając mężczyźnie o swoich problemach życiowych i wyraźnie sugerując, że mógłby wziąć w nich jakąś konstruktywną udział, ryzykuje otrzymanie od niego czysto yinowskiej reakcji, kiedy on na jej rozległe skargi odpowie na przykład w takim stylu: „Tak, to okropne, pamiętam!”. Dalej nastąpi opowieść o jego dzieciństwie, której ukrytą wymową będzie konieczność, aby i jego pożałować, gdyż jego sytuacja w dzieciństwie była wcale nie lepsza niż u jego собеседницы. Szczególnie irytująco wygląda takie męskie zachowanie, gdy aktualnie jest on całkowicie zadowolony i mógłby udzielić kobiecie pomocy, na którą ona liczy i subtelnie sugeruje; sam jednak może nie dostrzegać swojej niekomplementarności.
Niezwykle ważne jest śledzenie akcentuacji yin i yang w sytuacjach dla człowieka newralgicznych. Na trzecim etapie człowiek z reguły nie opanował tych modalności w sytuacjach dla niego stresujących, fobicznych, w których czuje się mocno niepewnie, a jego podświadome problemy związane z brakiem równowagi i rywalizacją wyższych archetypów stają się szczególnie widoczne.
Są na przykład ludzie, którzy w ostrych sytuacjach, gdy tracą pewność siebie, zachowują się niezwykle aktywnie, energicznie, agresywnie, nieadekwatnie i popełniają poważne błędy, podświadomie uważając, że pozycja yin — pozycja odbioru, utożsamiana ze słabością i przejawem niepewności oraz niezdolności do działania — powinna być zasadniczo odrzucona. Z kolei są ludzie, którzy w sytuacjach, gdy tracą pewność siebie, popadają w całkowitą pasywność, nie reagują w żaden sposób, nic nie robią, demonstrując światu sen, otępienie, uśpienie i całkowity brak jakiejkolwiek zewnętrznej reakcji. Tak wygląda niższa oktawa yin, lecz człowiek nie potrafi zaoferować otoczeniu niczego lepszego. Jego podświadomość wyraźnie uważa, że przejawianie aktywności i podejmowanie działań w sytuacji, gdy człowiek nie jest pewny siebie, jest dla niego kategorycznie niewskazane.
Takie nastawienia zazwyczaj kształtują się w dzieciństwie lub nawet wcześniej, a ich przezwyciężenie bywa bardzo trudne. Jednakże, jeśli się to uda, efekt może przerosnąć wszelkie oczekiwania zarówno samego człowieka, jak i jego otoczenia. Znana jest na przykład rada dla osób, które boją się ciemności i samotności: zaleca się im głośne śpiewanie pieśni, przy czym nie lirycznych, lecz o heroicznej lub marszowej treści. Czasem to naprawdę pomaga.
Etap 4. Współpraca
Na etapie współpracy człowiek nie przeciwstawia już archetypów sobie nawzajem, uważając, że w każdej sytuacji adekwatny jest tylko jeden z nich, lecz uczy się je dynamicznie uzgadniać, czyli naprzemiennie stosować w zależności od potrzeby sytuacji. W tym stadium człowiek uczy się dość uważnie śledzić modalności własnego zachowania oraz zachowania innych i modalności sytuacji w ogóle, i czuje, kiedy yinowski archetyp przechodzi w yangowski i jakiej modalności oczekuje od niego otoczenie.
Jeśli zachowuje się w sposób niekomplementarny, robi to nie dlatego, że nie umie postępować komplementarnie, lecz dlatego, że nie uważa tego za konieczne. Zasadniczo, niekomplementarne zachowanie jest jednym ze sposobów pokazania rozmówcy lub sytuacji w ogóle, że się z nią nie zgadza, nie nazywając tego wprost, ale jednocześnie dając do zrozumienia w dość jasny sposób. Człowiek może przy tym stosować subtelną i grubiańską niekomplementarność, w zależności od swoich celów.
Subtelna niekomplementarność zazwyczaj pozostaje niezauważona przez świadomość, lecz jest rejestrowana przez podświadomość uczestników i w jakiś sposób wpływa na ich nastrój i zachowanie, zmuszając ich do większej uwagi, może drażniąc, ale pokazując, że nie wszystko jest tak gładko, jak by sobie życzyli.
Na tym etapie człowiek potrafi być na tyle uważny wobec własnego zachowania, aby wyczuć, kiedy kończy się działanie yinowskiego archetypu, i w porę zmienić go na yangowski i odwrotnie. Robi to w taki sposób, że nie męczy otoczenia i utrzymuje dość wysoki poziom sprzężenia zwrotnego ze środowiskiem. Ta umiejętność bywa czasem nazywana czujnością lub czujnością, lecz nie jest ona równoznaczna z napięciem. Po prostu ten człowiek wie, kiedy może się zanurzyć w sobie, a kiedy powinien być wystarczająco uważny wobec otoczenia, gdyż w nim zachodzą zdarzenia, które go bezpośrednio dotyczą, i umie w porę dostrzec i przyswoić to, co go dotyczy.
Daje mu to możliwość intuicyjnego, lecz dość precyzyjnego rozumienia tego, czego oczekuje od niego otoczenie i kiedy powinien wystąpić w roli yangowskiej oraz co konkretnie zrobić. Nie oznacza to, że człowiek zawsze podporządkowuje się otoczeniu, lecz jego potrzeby i reakcje na jego zachowanie stają się dla niego przewidywalne.
Można śmiało powiedzieć, że na etapie współpracy archetypy yin i yang w podświadomości człowieka zaczynają się przyjaźnić, i rozumie on, jak bardzo są one sobie nawzajem potrzebne oraz jaki powinien być rytm ich zmiany jednej w drugą. Czasem może być bardzo szybki, innym razem bardzo powolny. Tutaj dochodzi do „połączenia lalek matrioszek” archetypów, a w konsekwencji pojawiają się jakościowo nowe zjawiska.
Człowiek dostrzega wielowymiarowość zarówno swojego zachowania, jak i swojego wewnętrznego świata, i zewnętrznych sytuacji, i rozumie, że różnym planom mogą odpowiadać różne modalności, i uczy się nie tylko je dostrzegać, lecz także świadomie wykorzystywać. Właściwie to jest to miejsce, w którym zaczyna się prawdziwa psychologia, a doświadczony pisarz o profilu psychologicznym często przeprowadza granicę między tym, co mówi bohater, jak to mówi i co myśli w tym momencie, rozpatrując w ten sposób trzy płaszczyzny wyrażania siebie oraz analogicznie trzy płaszczyzny postrzegania rzeczywistości.Psycholog ma tendencję do rozpatrywania dwóch poziomów zachowania i percepcji: świadomego oraz podświadomego, które w wielu przypadkach mają przeciwstawne modalności. Na czwartej fazie człowiek uczy się te modalności postrzegać (w dużej mierze intuicyjnie) i wykorzystywać możliwości głębi oraz subtelności percepcji, które się wówczas otwierają, a także subtelnego wpływu na otaczający świat i społeczeństwo. Tego rodzaju zachowanie człowieka, gdy jest wielopłaszczyznowe i na różnych planach aktywne są różne modalności, autor określa mianem „łączenia matrioszkowego”. Rozpatrzmy kilka przykładów łączenia matrioszkowego yin i yang w dwupłaszczyznowości związanej z podziałem człowieka na dwa plany – psychologiczny oraz społeczny.
Treść psychologiczna to to, dla czego człowiek przekazuje dane przesłanie i to, jak je psychologicznie rozumie. Znaczenie społeczne to to, jak ono brzmi dla otoczenia – nie dla konkretnego rozmówcy, który może je odbierać w różny sposób, lecz, by tak rzec, dla oficjalnego obserwatora społecznego – innymi słowy, jest to bezpośrednie znaczenie tych słów, które wypowiada człowiek.
Okazuje się, że sens psychologiczny i znaczenie społeczne często nie tylko różnią się istotą, ale i są przeciwstawne pod względem modalności. Takim przykładem jest prowokacja, gdy celem człowieka jest obserwacja partnera i ustalenie pewnych istotnych cech jego osobowości, czyli psychologicznie człowiek znajduje się w stanie yin, lecz zewnętrznie
aktywność, na przykład, stawia pytania, których celem jest poruszenie rozmówcy, wytrącenie go z duchowej równowagi, zmuszenie do nieoczekiwanej dla niego samego szczerości. I w tym samym czasie, gdy partner będzie odpowiadał na postawione mu pytanie, odsłoni się głębiej, niż sam ma to na względzie. Odwrotnie, zachowanie według typu yang-ini przewiduje dużą aktywność psychologiczną człowieka wobec swojego partnera, która jednak przybiera formę modalności yin, to znaczy człowiek niejako nie żąda od niego niczego, a jedynie coś proponuje, tworzy dla partnera określone środowisko, jednak psychologicznie uważnie obserwuje, jakie działanie wywiera. Tak, na przykład, w sytuacji, gdy do psychologa przychodzi wzburzony, nadzwyczaj nerwowy klient, psycholog może zaproponować mu, by usiadł wygodniej, napił się filiżanki herbaty, opowiedział o aktualnych przeżyciach lub podzielił się wrażeniami z przeżytego dnia – wszystko to brzmi w modalności yin, to znaczy nie ma w tym żadnego przymusu wobec pacjenta, jak mu się podoba, jednak to właśnie to społeczne środowisko jest budowane przez psychologa w taki sposób, aby wywrzeć na klienta określony wpływ, a mianowicie: uspokoić go, przygotować do bieżącej sesji psychologicznej, wprowadzić w odpowiedni stan świadomości. Czując to, podejrzliwy klient może powiedzieć psychologowi: „Nie tylko proponujesz mi herbatę, jeszcze mnie hipnotyzujesz przy tym, co?”
Samo pojęcie uprzejmości czy manier uprzejmych jest niczym innym, jak umiejętnością nakładania modalności yin na psychologiczną wolę yang człowieka. Na przykład, można rozkazać, a można poprosić. Prośba – to ściśle rzecz biorąc modalność yin, to znaczy nie jest to imperatywne żądanie, a raczej przekazanie swojemu rozmówcy swojej potrzeby, swego rodzaju stworzenie środowiska. Człowiek przedstawia siebie jako otoczenie dla partnera, a to otoczenie czegoś potrzebuje i partner jest o tym informowany. Przy tym on jest wolny zarówno wziąć pod uwagę trudny stan otoczenia, jak i go zignorować – w tym sensie jest wolny. Odwrotnie, rozkaz czy żądanie nie pozostawia mu takiej wolności, zmuszając do podporządkowania się, włączając swoją modalność yin.
Kolejne przykłady „lalkowych” połączeń. Uznając swoją porażkę, mężczyźnie trudno powiedzieć: „Przegrałem, ponieważ byłem słabszy od przeciwnika”. To zdanie w stylu yang-yang. Znacznie łatwiej mu powiedzieć tak: „Przegrałem, bo okoliczności były silniejsze ode mnie”. Ta replika w stylu yang-yin, to znaczy na płaszczyźnie psychologicznej zaznaczono działanie – porażkę, a forma społeczna, w którą jest ubrana, to modalność yin, odwołanie się do okoliczności, to znaczy do stanu otoczenia. Z reguły we wszystkich sytuacjach konfliktowych rozbieżność między modalnościami płaszczyzny psychologicznej i społecznej – to reguła, a nie wyjątek.
To samo dotyczy relacji człowieka z samym sobą. Gdy szukamy przyczyn naszych wewnętrznych stanów, rzadko utrzymujemy modalności. Jeśli mi jest źle (yin), to znaczy ktoś, kto jest za to winny (yang), jeśli zawiniłem (yang), to winne były okoliczności (yin), które do tego doprowadziły. Autor nie chce powiedzieć, że takiego rodzaju niezgodność między modalnościami oznacza jakieś szczególne obłudnictwo człowieka – ono, najwyraźniej, jest właściwe naturze rzeczy. Ale po to, aby prawidłowo rozumieć siebie i to, co się dzieje, na te modalności należy zwracać baczną uwagę, póki nie wejdzie to w nawyk człowieka, ponieważ odgrywają one zasadniczą rolę zarówno dla niego, jak i dla otoczenia. Doświadczenie pokazuje, że bliscy ludzie obrażają się na siebie nie z powodu istoty tego, co się dzieje, a z powodu społecznych modalności, którymi ozdabiają swoje zachowanie.
Pytania do czytelnika. Która z dwóch modalności, yin czy yang, jest bardziej właściwa dla ciebie na poziomie psychologicznym, w twoim zachowaniu społecznym? To samo pytanie w odniesieniu do członków twojej rodziny, twoich przyjaciół, bliskich znajomych? Gdy jesteś oskarżany, czy skłonny jesteś milczeć czy besztać? Czy lubisz robić pauzy? Czy lubisz pauzy u twoich partnerów? Czy uważasz, że milczenie – znak zgody? Czy umiesz odróżnić negatywne milczenie od pozytywnego? Czy umiesz określić, czy twój rozmówca słucha twoich słów czy myśli o czymś swoim? Co robisz, gdy rozmowa przybiera niepożądany dla ciebie kierunek? Czy wieloznacznie milkniesz czy aktywnie prowadzisz ją w odpowiednie dla ciebie koryto?
Kolejny ważny przykład „lalkowego” połączenia modalności – to sytuacje, gdy świadomością człowieka rządzi jedna modalność, a podświadomością – inna. Ogromna liczba nieporozumień i wzajemnego niezrozumienia wiąże się z sytuacjami tego rodzaju. Ileż razy spotykaliśmy się z pretensjami do naszego błędnego zrozumienia, ale nie mogliśmy zrozumieć, o co w tym chodzi. A powód w wielu przypadkach jest niezwykle prosty: modalność, na którą pierwotnie (apriorycznie) nastawiony jest człowiek i która kieruje w danym momencie jego podświadomością, nie odpowiada modalności przekazu, który on odbiera. Wówczas przy odbiorze nieuchronnie powstaje zniekształcenie, ponieważ, choć formalnie człowiek słyszy zdanie, na przykład, w modalności yang, ale w sobie odbiera je w modalności yin i, rzecz jasna, nie zwraca na to żadnej uwagi. Jednak myśl wyrażona przez partnera zostaje przy tym zniekształcona do niepoznania. Zatem kilka przykładów tłumaczenia z modalności yin do yang. Z lewej strony brzmi zdanie tak, jak jest wypowiadane, z prawej – tak, jak jest rozumiane przez człowieka nastawionego na przeciwną modalność.
- Czuję się bardzo źle – Żądam od ciebie pomocy
- Zostałam zatrzymana przez okoliczności – Zostałam spóźniona specjalnie, aby cię obrazić
- Obraża mnie twoje nastawienie do mnie – Celowo mnie obrażasz
- Żądam od ciebie wyjaśnień – Chciałbym usłyszeć od ciebie komentarz, o co chodzi
- Nie proszę, a żądam – Bardzo proszę
- Twój syn znowu był niegrzeczny w szkole – Twojemu synowi znowu nie poszczęściło się w szkole
- Proszę cię, nie męcz się – Nie męcz mnie swoją zniekształconą modalnością, odpowiedz na to pytanie, które słyszysz w sobie.
Czytelnikowi proponuje się takie ćwiczenie: wyobraź sobie reakcję na pytanie z lewej kolumny i na pytanie z prawej kolumny oraz porównaj odpowiedzi zarówno pod względem modalności, jak i bezpośredniej treści.





