W ŚRODOWISKU SPOŁECZNYM szef inny szef i szef yang to, jak mówią w Odessie, dwie wielkie różnice. Postępują oni odmiennie, należy ich rozumieć w różny sposób, a oczekują od swoich podwładnych zupełnie innych typów zachowań. Z drugiej strony nawet wyraźnie inny szef w pewnych momentach okaże się jawnie yangowy i jako podwładny powinieneś uchwycić ten moment oraz zareagować komplementarnie. Odwrotnie, szef yangowy w pewnych momentach wejdzie w stan inny i dostrzegając takie przejścia, możesz znacznie skuteczniej ułożyć swoje relacje z nim.
Szef yangowy to klasyczny egzemplarz, jest przepełniony pomysłami, ma plany, które wciela w życie w szerokich masach swoich podwładnych. Znacznie mniejsze znaczenie przywiązuje do realizacji swoich planów, sprawozdań i ogólnie bezpośredniego wpływu podwładnych na samego siebie. Czasem wydaje się, że ich zupełnie nie zauważa. To jednak nieporozumienie. On dość subtelnie wyczuwa, jak jest postrzegany i jak udaje mu się przekazać swój entuzjazm oraz swoje pomysły pracownikom, wezwanym na dywanik lub słuchającym jego wystąpienia na sali ogólnych zebrań. Do jego wad można zaliczyć niespójność, często zabiera się za nową sprawę, całkowicie zapominając sprawdzić, jak realizowane są poprzednie jego polecenia. Wydają mu się one często już przestarzałe, nieważne, a sprawozdania podwładnych w każdym razie niejasne. Jego ulubiony gatunek to rozkaz, zadanie, wytyczna.
Szef inny zachowuje się w wielu aspektach przeciwnie. Maksymalną uwagę poświęca wysłuchiwaniu swoich podwładnych, interesuje go, aby przejawiali inicjatywę, bardzo nie lubi, gdy podwładny, nie wykonując powierzonego mu zadania, tłumaczy się tym, że było ono zasadniczo niewykonalne, czyli przerzuca odpowiedzialność za niepowodzenie na barki szefa. Szef yangowy w odpowiedniej chwili łatwo weźmie tę odpowiedzialność na siebie. Szef inny skłonny jest interesować się, czy podoba ci się ten pomysł, czy podejmiesz się jego realizacji, czy masz konkretne myśli dotyczące sposobu realizacji, wykonania jego polecenia.
Szef inny przywiązuje pierwszorzędne znaczenie do informacji zwrotnej, która płynie od podwładnych, w jakiejkolwiek formie by ona nie występowała. Zwróci uwagę na wyraz twarzy swoich współpracowników, na ogólny klimat, jaki powstaje w jego laboratorium, w wydziale, w przedsiębiorstwie ogółem. I nie pożałuje sił, które poświęci na stworzenie lub modyfikację tego klimatu. Dużo czasu poświęci na konflikty i sprzeczności, jeśli powstaną, i będzie starał się je rozwiązywać nie poprzez bezpośredni nacisk, ale za pomocą negocjacji lub pośrednich intryg. Jego ulubionym chwytem jest aluzja, pośrednia wskazówka i postawienie podwładnego w takiej pozycji, aby ten sam mógł przejawiać inicjatywę i później sam za nią odpowiadać. Przy tym swoje niezadowolenie szef inny wyrazi z reguły w ogólnych słowach lub w jakiś inny sposób, ale nie poddając podwładnego bezpośredniej krytyce. Może na przykład powiedzieć: „wiecie państwo, jak niedobrze wyszło”, „nie jestem całkowicie zadowolony”, „następnym razem postarajcie się, proszę, nie popełnić tych błędów, które wyszły tym razem”. Jeszcze większy inny odcień pojawia się, gdy szef, omawiając winę podwładnego, używa zaimka „my”. „Popełniliśmy błąd”, „zrobiliśmy błąd” — choć zupełnie jasne, że on, szef, nie ma z tym nic wspólnego. Naiwny podwładny może dać się zwieść takim zwrotom i zwracaniu się, ale z doświadczeniem zaczyna rozumieć, że nic dobrego nie kryje się za tą, jakby pozorną, uprzejmością i demokratyzmem, i rozliczać się za rachunki przyjdzie mu nie mniej niż w przypadku szefa o wyraźnych manierach yangowych.
Pytania do czytelnika. Czy skłonny jesteś dowodzić swoimi krewnymi, dziećmi? Czy wolisz pośrednie wskazówki? Czy skłonny jesteś do bezpośrednich pochwał? W jakiej modalności zareagujesz, jeśli twoje dziecko przyniesie ze szkoły dwóję? Jaką modalnością posługuje się z reguły twój szef? Czy zmienia się ta modalność w sytuacjach, które on postrzega jako nadzwyczaj odpowiedzialne? Który z archetypów (inny czy yang) pomaga ci bardziej, gdy znajdujesz się w roli szefa? Czy przeszkadza ci coś w wykorzystaniu jednego i drugiego w sytuacjach ekstremalnych, gdy trzeba wydawać polecenia? Czy boisz się wydać bezpośredni rozkaz? Z czym on jest związany? Czy uważasz, że pośrednia wskazówka nigdy nie osiąga celu?
Podwładny podporządkowany archetypowi yangowemu zawsze ma swoje zdanie i nie traci okazji, aby je przedstawić swojemu szefowi. Gdy zajmuje się pracą, musi sobie sformułować jasny plan działania i realizować go na jakimś materiale. Jeśli nie ma tego materiału lub nie sformułował planu, człowiek ten traci orientację, traci inicjatywę i nie wie, jak postąpić. W takim przypadku idzie do swojego szefa i domaga się od niego precyzyjnych i jasnych wskazówek w modalności, która szefowi może wydać się nieprzyjemna: natarczywa, nachalna i zbyt konkretna. Całkiem możliwe, że tak właśnie jest i w tym przypadku podwładny powinien sam sformułować plan swojej działalności, ale jeśli nie jest pewny siebie, to moralnie zrobić to będzie mu bardzo ciężko. Jednocześnie bez wyraźnego planu i pewnego opracowanego programu oraz wyobrażenia o tym, co dokładnie ma robić, pracować mu jest trudno. Tematyka jego działalności rozmywa mu się i całkowicie traci energię i entuzjazm. Pracując z takim podwładnym, szefowi niejednokrotnie trzeba rozumieć, że komplementarnym w przypadku zachowaniem będzie zachowanie „yang na yang”.
to znaczy, że szef powinien wydać pewien program, pewną porcję energii, którą podwładny przyjmie i zrealizuje w dalszej pracy. Innymi słowy, przejawiając wyraźnie męskie (yang) podejście, podwładny może skierować archetyp żeński (yin) do swojego szefa, jeśli oczekuje od niego realnych wskazówek oraz realnego wsparcia energetycznego i informacyjnego. Następnie, przychodząc na swoje stanowisko pracy, włączy męski (yang) archetyp i będzie pracował w swoim typowym stylu.
Jeśli natomiast męski (yang) archetyp podwładnego jest słabo ukształtowany, to przyjęcie męskiego (yang) impulsu od szefa może być dla niego trudne, a przekaz ten odbywa się zazwyczaj poprzez bezpośrednią agresję, wyzwiska, awantury, skandale i inne mało przyjemne formy zachowania — w przeciwnym razie on tego nie rozumie.
Zachowanie żeńskie (yin) najczęściej wywiera na szefa pozytywne wrażenie. Taki podwładny zachowuje się cicho, wpatruje się szefowi w usta i widocznie przyjmuje oraz adaptuje jego idee, myśli i wskazówki. Jednak pytanie brzmi: jak będą realizowane te polecenia później?
Typ pracownika zdominowany przez żeński (yin) archetyp skłonny jest do wewnętrznej działalności, która dotyczy organizacji lub reorganizacji już istniejącego, zamkniętego systemu. Może budować relacje wewnątrz zespołu, może zajmować się przyjmowaniem zleceń i ich rozdzielaniem w zespole, jednak postawienie go w wyraźnie aktywnej pozycji, wymagającej bezpośredniego zarządzania innymi ludźmi, byłoby nierozsądne.
Pytanie do czytelnika. Czy lubisz przejawiać inicjatywę na swoim stanowisku pracy, czy wolisz, aby zakres twoich obowiązków był ściśle określony? Jeśli twój szef daje ci bezpośrednie polecenie lub rozporządzenie, czy od razu masz ochotę mu coś odpowiedzieć, czy zrobisz pauzę, być może na kilka dni, a nawet tygodni? Czy lubisz się spierać ze swoim szefem? Stawiać go na miejscu? Wyjaśniać mu, kim on jest i jaka jest twoja rola w zespole? Czy potrafisz szczegółowo opisać gabinet swojego szefa, jak był ubrany, jakie były jego gesty i mimika podczas ostatniego spotkania z nim?
W grupie rówieśniczej archetyp żeński (yin) skłania człowieka do skupienia się na wnętrzu zespołu. Jest uważny na atmosferę, potrafi się nią zająć, jednak wpływać na nią (raczej pośrednio niż bezpośrednio), pracować nad asymilacją nowych członków zespołu. Jednocześnie przyjmuje programy i okoliczności życia zespołu jako dane i nie jest skłonny zasadniczo im zaprzeczać.
Archetyp męski (yang) często kieruje uwagę człowieka na zewnątrz, na przykład chętnie planuje wycieczki zespołu, wkłada mnóstwo energii w to, aby znaleźć dla zespołu nowych członków i w pewien sposób go powiększyć. Konsekwencje takiego powiększenia często go nie interesują, instynktownie czując, że tym zajmą się inni członkowie zespołu z większym naciskiem na aspekt żeński (yin).
W wycieczce turystycznej uczestnicy z silnym yang torują szlak, prowadzą negocjacje z miejscowymi, dają komendę do odjazdu i zatrzymania. Członkowie zespołu prowadzeni przez archetyp żeński (yin) gotują kaszę, zajmują się karmieniem i rozbijaniem obozu.
Konflikt najczęściej wybucha z powodu zachowań członków zespołu zdominowanych przez yang, natomiast pogodzenie i załagodzenie — przez yin.
Samo wyrażanie się w zespole przebiega zupełnie inaczej, w zależności od dominującego archetypu. Człowiek prowadzony przez archetyp żeński (yin) może być duszą towarzystwa; jego ulubionym zajęciem jest wzięcie gitary, szarpanie strun lub ciche, nienachalne śpiewanie piosenek — kto chce, słucha, kto nie chce, nie słucha.
Jeśli natomiast samo wyrażanie się odbywa się w stylu yang, to wziąwszy gitarę, człowiek dąży do zwrócenia na siebie uwagi całego zespołu i nie tylko zaśpiewania piosenki, ale także wywarcia na zespół określonego wrażenia, na przykład zainspirowania go do jakichś działań, często związanych ze światem zewnętrznym. Tak trębacz trąbi sygnał ataku lub wymarszu. Sygnał odwrotu brzmi w tonacji żeńskiej (yin).
Pytanie do czytelnika. Co cenisz bardziej w gronie przyjaciół: przyjemną atmosferę i możliwość relaksu czy możliwość samorealizacji i realizacji własnych pomysłów? Jak często odczuwasz potrzebę ingerencji w życie grupy i radykalnej jej zmiany, skierowania w innym kierunku? Czy zgadzasz się, przebywając w gronie przyjaciół, z angielskim przysłowiem „no news is good news”? Który środek uważasz za bardziej skuteczny w kontaktach z przyjaciółmi — pochwała czy krytyka? W jakiej formie ich krytykujesz: bezpośrednio czy pośrednio?
Inne, tworzą tak potężne wpływy, że główne struktury rodzinnego egrégoru, główne energie, które nim rządzą, główne procesy w nim zachodzące są przez nie uwarunkowane. Każda rodzina jest bardzo mocno zrytualizowana. Sam rytuał z ducha jest zjawiskiem żeńskim (yin), ponieważ jest niezwykle trwały. Być może nie jest on określony wprost, ale zawsze wyczuwalny jest tu aspekt żeński (yin), dlatego dalsza dyskusja dotyczy submodalności, którą wybiera sobie rodzina jako całość, a także jej poszczególni członkowie.
Podstawowy nastrój w rodzinie yangowskiego typu to podbój świata. Być może tym podbojem zajmują się ojciec i matka, być może nastawiają się na to dzieci, ale w każdym razie potencjał zgromadzony w ramach rodziny ma być zrealizowany w jej interakcji ze światem zewnętrznym. Czasami celem takiej rodziny jest kariera męża lub żony, wówczas jej główne święto to awans taty w pracy, zawarcie przez niego korzystnego kontraktu itp., spotkanie z wpływowymi ludźmi, nawiązanie użytecznych kontaktów.
W rodzinie yinowskiego typu, przeciwnie, główną uwagę poświęca się atmosferze wewnątrz rodziny. Na przykład w takich rodzinach dużą wagę przywiązuje się do wychowania i nauki dzieci, przy czym w przeciwieństwie do rodziny yangowskiego typu nauka odbywa się z dalekosiężnymi planami i nie przewiduje się od niej żadnej natychmiastowej korzyści.
W rodzinie yinowskiego typu albo występują silne tendencje do wygładzania i łagodzenia oraz maskowania różnych konfliktów, albo konflikty są mocno zrytualizowane, to znaczy odbywają się w określonych, sztywnych ramach, w których powtarzają się praktycznie bez zmian. Na przykład kiedy mąż jest niezadowolony z żony, o określonej porze, z określoną intonacją wygłasza rytualne zarzuty, na które ona odpowiada już utrwalonymi działaniami (rzuca się w płacz, tłucze naczynia itp.), ale pod koniec kłótni następuje pojednanie, które jednak zostaje przerwane następną sceną, która odbywa się według tego samego rytuału i w dobrze znanym uczestnikom kłótni czasie.
W rodzinie yangowskiego typu zazwyczaj jest lider, który planuje pewne intrygi, za każdym razem nowe, i dąży do wcielania w życie polityki rodziny, nie wahając się przed możliwymi konfliktami, a czasem nawet dążąc do nich bezpośrednio, świadomie. W konflikty w rodzinie yangowskiego typu niejednokrotnie angażowani są sąsiedzi, znajomi, szerokie kręgi opinii publicznej, którym proponuje się rozstrzygnięcie sytuacji rodzinnej, pomoc słowem lub czynem, wsparcie prawne lub finansowe.
Odwrotnie, w rodzinie yinowskiego typu takie zewnętrzne ingerencje są niezwykle rzadkie i negatywnie odbierane przez jej członków (a dokładniej przez rodzinny egrégor). Typowa jest tu postawa: my sami sobie poradzimy. W bardzo rzadkich przypadkach taka rodzina potrzebuje zewnętrznego wpływu, a grunt dla niego musi być starannie przygotowany i musi być on ściśle odmierzony. Na przykład dla rodziny yangowskiego typu charakterystyczne jest wyjaśnianie relacji w sądzie, zarówno finansowych, jak i emocjonalnych. Dla rodziny yinowskiego typu, jeśli trafia ona w ślepą uliczkę, której sama nie potrafi rozwiązać, typowe jest zaproszenie szanowanego krewnego, być może z innego miasta, i przedstawienie mu problemu rodzinnego — w celu wysłuchania jego opinii, a jeśli okaże się ona autorytatywna dla wszystkich członków rodziny, rozpoczęcie procesu regulacji relacji w tym kierunku. Przy czym nikt nie oczekuje, że szanowany krewny rozwiąże cały węzeł problemów, jego zadaniem jest wskazanie możliwego kierunku takiego rozwiązania, a resztę weźmie na siebie rodzina yinowskiego typu.
W rodzinie yangowskiego typu typowe są standardowe kłótnie, nieposłuszeństwo dzieci, natomiast w rodzinie yinowskiego typu dzieci najczęściej nie sprzeciwiają się, lecz pokornie przyjmują uwagi dorosłych i ich wskazówki.
Inne pytanie: na ile je wypełniają, ale przynajmniej widoczność podporządkowania i dostosowania się tutaj zwykle jest tworzona. Pytanie do czytelnika. Jak rozumiecie biblijne zdanie „Niech żona lęka się swego męża”? Spróbujcie określić modalność swojej odpowiedzi. Czy uważacie, że w rodzinie powinien być lider, którego wskazówki powinni stosować się pozostali członkowie rodziny? Czy wierzycie, że samoorganizacja jest naturalnym i najlepszym sposobem życia praktycznie każdej rodziny? Jak sądzicie, czy członkowie rodziny, realizując rodzinne programy, powinni kierować większość swojej aktywności do wewnątrz rodziny czy na zewnątrz? Co jest ważniejsze dla rodziny: pokój i harmonia wewnątrz niej czy społeczny sukces jej i jej członków w zewnętrznej przestrzeni społecznej? Jak ustosunkowalibyście się do idei przyjęcia do waszej rodziny dziecka adoptowanego? Oceńcie charakter trudności, które staną przed waszą rodziną po tym. Czy należą one do modalności yin czy yang? Czy uważacie, że instytut rodziny wyczerpał się i w najbliższej przyszłości zmieni on radykalnie swoją formę, a może w ogóle przestanie istnieć w takiej postaci, jaką znamy i rozumiemy obecnie?
Para
Prawidłowy balans archetypów yin i yang w relacjach partnerskich to ważny moment, którego nie sposób ominąć żadnej parze. Jeśli tutaj dochodzi do rażącego zaburzenia równowagi lub braku porozumienia partnerów, szanse na zbudowanie zadowalających relacji równe są zeru. Z drugiej strony typy równowagi modalności yin i yang, które występują w różnych parach, są niezwykle różnorodne i odmienne. Ważne jest jedynie, aby partnerzy rozumieli się nawzajem i postępowali w sposób komplementarny względem parnego egrégoru. To ostatnie nie oznacza, że muszą być komplementarni względem siebie: w niektórych związkach partnerskich dochodzi do interakcji typu „yang na yang”, „yin na yin”, ale wymaga to szczególnego rodzaju zgodności, szczególnego rodzaju uwagi oraz szczególnego rodzaju karmy dla tej pary.
Oznaką yinowskiej pozycji człowieka w parze jest jego uwaga skierowana ku partnerowi, przy czym uwaga szczególnego rodzaju, kiedy słowa, myśli, uczucia i stanowiska partnera są postrzegane przez tę osobę jak własne, jak mówią psychologowie, są internalizowane. Wówczas partnerowi, który przyjął rolę yin, czasem przychodzi się istotnie zmienić, przełamać siebie, zrewidować swoje poglądy, nastawienie do świata i sposoby interakcji z nim. Ta „łamanie” bywa czasem korzystne dla człowieka, a czasem prowadzi do poważnego zniekształcenia jego losu, ale staje się to zrozumiałe znacznie później. Oczywiście, pozycja yin nie oznacza, że człowiek całkowicie się rozpuszcza w swoim partnerze. Dość często pozostawia mu w swojej duszy i umyśle niewielką przestrzeń, ale ogólnie rzecz biorąc, człowiek zajmujący pozycję yin, jak się mówi, stara się. Uważnie słucha i stara się dostosować do zachowania oraz programów, które proponuje lub narzuca mu partner.
To, co zostało powiedziane, wcale nie oznacza, że partner ten zajmuje koniecznie pozycję yang. On także może zajmować pozycję yin, i takie pary, w których obydwoje partnerzy zajmują pozycję yin, nie są rzadkim wyjątkiem. W roli yang występuje wówczas parny egrégor, czyli pewne intuicyjnie odczuwane przez partnerów aktywne początku, które prowadzi ich w określonych sytuacjach i obciąża określonymi programami, a te programy w zgodnej parze nie są szczególnie omawiane, lecz przyjmowane jako pewna dana, do której należy się dostosować, ale nie należy dostosowywać tej danej, lecz przede wszystkim za swój własny osobisty rachunek.
Tymczasem pozycja yang człowieka wcale nie musi oznaczać, że będzie on narzucał swojemu partnerowi nieprzyjemny dla niego program. W wielu przyjaznych parach role są dość wyraźnie rozdzielone, dlatego u jednego z
rola, w której jeden partner jest jin, a drugi yang, nie oznacza, że partner yang dąży do życia kosztem partnera jin. Wręcz przeciwnie — bierze on na siebie inicjatywę, by wziąć na siebie najtrudniejsze i najmniej przyjemne momenty życia pary i samodzielnie je zrealizować. „Ja będę pracować, a ty, proszę, odpoczywaj” — taki dewizę przyjmuje ta para.
Pary, w których oboje partnerów zachowują się w modalności yang, również nie są wyjątkiem. Dokładniejsza obserwacja pokazuje jednak, że w rzeczywistości każdy z partnerów w pewnych momentach, nawet na ułamek sekundy, przechodzi w pozycję jin. Właśnie w tym ułamku sekundy następuje rozwiązanie konfliktu, który w przeciwnym razie trwałby w nieskończoność. Gdyby takich chwil przyjęcia modalności jin nie było, para nie miałaby szans na przetrwanie.
W tym sensie pary o modalności jin-jin mogą być bardzo trwałe, natomiast pary o modalności yang-yang nie mogą istnieć, nawet jeśli aktywność członków pary skierowana jest na egregor pary. On nie zaakceptuje takiego zachowania i niepostrzeżenie, dla samych uczestników, narzuci im swój program — bardziej surowy, niż gdyby przyjęli jego przesłania bezpośrednio, włączając w siebie modalność jin.
Innymi słowy, autor chce powiedzieć, że jeśli oboje członkowie pary ignorują główny scenariusz, główne obowiązki, które ich los nałożył jako na wspólnotę, nic dobrego z takiego wspólnego istnienia nie wyniknie i para szybko się rozpadnie. Inna sprawa, że ten scenariusz ludzie mogą odbierać nie świadomością, a podświadomością i słuchać go podświadomie, podczas gdy ich świadomość zajęta jest zupełnie innymi rzeczami.
Ogólnie rzecz biorąc, interakcje ludzi w parach odbywają się na dwóch poziomach: psychologicznym i społecznym, przy czym modalności są przeciwstawne. Na przykład, jeśli ja formułuję jakieś oświadczenie wobec partnera, używając świadomie modalności yang, to oznacza, że podświadomie najprawdopodobniej uważnie wsłucham się w jego ewentualną odpowiedź i psychologicznie będę w tym momencie w pozycji jin. Odwrotnie, występując społecznie w modalności jin, czyli przyjmując i adaptując do siebie te słowa i programy, które proponuje mi partner, psychologicznie odbieram to jako ustępstwo z mojej strony, które da mi możliwość przeprowadzenia przez partnera pewnych moich własnych celów, zadań i programów.
Często te zadania i programy nie są uświadamiane przez człowieka lub są uświadamiane jedynie częściowo, ale jeśli postawić mu bezpośrednie pytanie, to najprawdopodobniej zgodzi się z taką interpretacją, uznając ją za oczywistą, choć zwykle o tym nie myśli. Na przykład, pozwalając mężowi na pewne swobody poza związkiem, żona psychologicznie często liczy na to, że pojawi się u niego pewne poczucie winy, w wyniku czego uzyska ona pewną wolność, którą będzie mogła realizować według własnego uznania. A to „własne uznanie” ma u niej konkretny kształt, choć być może związany z przeciwną płcią. Na przykład, ma możliwość samodzielnego planowania swoich wakacji.
Odwrotnie, bardzo yangowe zachowanie na poziomie społecznym, na przykład forsowanie swojej prymitywnej woli, często służy maskowaniu stanu psychologicznej niepewności w sobie — lęku, że partner może to odkryć i zacząć kierować tą osobą niczym marionetką według własnego uznania.
Bardzo charakterystyczny dla pary jest partner, który odpowiada za los pary. Z reguły jest to człowiek pozostający pod wpływem archetypu jin. Ten, kto „zaczyna”, zwykle nie ponosi odpowiedzialności za jej jakość — tę odpowiedzialność ponosi ten, kto doprowadza ją do końca i „rozwiązuje” problemy, czyli partner zachowujący się w modalności jin. Wystarczy spojrzeć, komu w parze są składane zarzuty, i od razu zrozumiesz, kto przyjmuje rolę jin.
Logika obserwatora z zewnątrz mówi: jak to możliwe, że odpowiedzialność ma ponosić ten, kto przejawia inicjatywę? Jednak w życiu tak nie jest. Odpowiedzialność z reguły ponosi ten, kto przyjmuje tę inicjatywę i umożliwia projektowi realizację. „Zgodziłaś się wyjść za mnie za mąż — mówi yangowy mąż do jinowej żony — teraz musisz przez całe życie cierpieć”, a ona przyjmuje to, cierpi, a czasem nawet bywa szczęśliwa.
Pytanie do czytelnika. Co w komunikacji partnerskiej preferujesz — mówić czy słuchać? Jak bardzo znaczące są dla ciebie słowa, które wypowiadają twoi partnerzy, oraz działania, które podejmują wobec ciebie? Ilu wśród twoich znajomych jest osób, z którymi kontakt psychologiczny jest dla ciebie łatwy, a ilu — trudny? Czy twoi znajomi skarżą się, że jesteś trudną w kontakcie osobą? Czy oskarżają cię o obojętność, o nieumiejętność adekwatnego odbioru drugiej osoby, właściwego jej zrozumienia? Czy często otoczenie zwierza ci się w zaufaniu z życiowymi problemami, prosi o pomoc w ich rozwiązaniu? Czy masz ochotę kierować życiową drogą swoich partnerów? Realizować z każdym nowym człowiekiem specjalny, nowy program działań?
Wyobraź sobie trzy pary: pierwsza siedzi naprzeciwko siebie, druga siedzi obok i patrzy w jednym kierunku, trzecia siedzi plecami do pleców. Która z nich wydaje ci się najbardziej przyjazna, najbardziej organiczna, najbardziej dla ciebie komfortowa? Pomyśl, w której z tych trzech pozycji usiadłbyś z każdym ze swoich bliskich znajomych i krewnych: a) z maksymalną korzyścią dla siebie, b) z maksymalną korzyścią dla świata, c) z maksymalnym zadowoleniem dla siebie? Czy jesteś skłonny uczyć się od swoich partnerów? Co w parze bardziej lubisz — przejmować coś od partnera czy przekazywać mu swoje poglądy, myśli, energię, emocje?
Czy rozumiesz określenie „para” lub „związek partnerski” jako coś obdarzonego pewnym subtelnym, mistycznym znaczeniem, czy też to określenie nie ma dla ciebie żadnego głębszego sensu poza dosłownym znaczeniem?
Znajomość
Istnieją sytuacje, w których skłonność człowieka do archetypów jin lub yang ujawnia się niezwykle wyraźnie. Jedną z nich jest sytuacja poznania; przyjrzyjmy się jej bliżej.
Człowiek kierowany archetypem yang w momencie poznania dąży do wywarcia wrażenia na partnerze lub otoczeniu. Już po pierwszym spojrzeniu można to łatwo rozpoznać. Staje się on niezwykle wyrazisty. To, co mówi, jak wygląda, jak się porusza i gestykuluje — wszystko jest podporządkowane wrażeniu, które ma wywrzeć, i zwykle pod tym wrażeniem się znajdujesz. Będąc w towarzystwie, taka osoba niejako przecina je i zajmuje centralne miejsce, pozostawiając towarzystwu wyraźnie rolę jin — przyjęcia jej w swoje szeregi. Daje możliwość otoczeniu, by ją oceniło, ale nie wyraża własnej opinii.
Odwrotnie, pozostając pod wpływem archetypu jin, człowiek jawi się w towarzystwie jako gotowa ofiara do oceny. W rzeczywistości jest on niewidoczny — jeśli wywiera jakieś wrażenie, to poza swoją wolą. Wchodzi niczym czarna dziura lub pusta przestrzeń, do której zaglądanie jest niezwykle trudne. O takich ludziach czasem mówi się: „W cichym wirze diabły się rodzą”. Otóż wejście jin to wejście cichego wiru. Nic w tej osobie nie rzuca się w oczy, nic nie wywiera wrażenia. Jednakże, znajdując się obok niej, od razu odczuwa się pragnienie działania, wyczuwa się subtelny aromat jin, który nastawia do określonych działań, do pewnego rodzaju interwencji. Całym swoim zachowaniem człowiek niejako mówi: „Z moim towarzystwem jest dobrze, nic nie wymagam, możesz podejść i opowiedzieć o sobie, uważnie cię wysłucham”.
Przedstawiając się w modalności jin, człowiek może wyrazić swoją potrzebę, ale musi brzmieć ona nie imperatywnie, inaczej zostanie odebrana jako agresja yang. Bezradny uśmiech, przyznanie się do lekkiego uczucia głodu lub pragnienia wypicia czegoś mocniejszego — typowe zachowanie osoby wchodzącej w towarzystwo w modalności jin.
Jeśli człowiek pojawiający się w towarzystwie w modalności yang od razu określa program dalszych działań, zakładając, że podporządkuje mu się ono, to w modalności jin człowiek jedynie niezobowiązująco proponuje pewien program działań, przy czym program ten zwykle bezpośrednio wiąże się z nim samym.
Zdanie: „Nazywam się tak, nie zwracajcie na mnie uwagi” — stylistycznie bez wątpienia jin, ale działanie ma bardzo skuteczne.
Mówiąc to, człowiek czasem przyciąga do siebie znacznie większą uwagę, niż gdyby wyraził się w zdecydowanie yangowej modalności: „A teraz wam coś opowiem!”. Całkiem możliwe, że w tym drugim przypadku i tak nie będą go słuchać, zwłaszcza jeśli społeczeństwo zajęte jest swoimi problemami. Przy yinowym typie przedstawiania się człowiek ukazuje swój potencjał: czy negatywny, czyli jakieś dziury w własnym ubraniu, czy pozytywny, czyli zdolność, umiejętność wykonania tej lub innej czynności. Jednocześnie człowiek w żaden sposób nie nalega na odpowiednią czynność i nawet w ogóle jej nie przewiduje. Na przykład, jeśli podczas przedstawiania się mówi: „Moim zawodem jest hodowca koni”, to powiedziane w yinowej modalności, to zdanie wcale nie zakłada kontynuacji, czyli że jutro zaprosi wszystkich obecnych na przejażdżkę swoimi końmi. Co więcej, jeśli któryś z gości odebrałby to zdanie właśnie w ten sposób, to następnego dnia, stając w stajni, mógłby znaleźć się w bardzo dla siebie niewygodnej sytuacji.
Pytanie do czytelnika. Pomyślcie, w jakiej modalności zwykle występujecie w towarzystwie nieznajomych ludzi? W jakiej modalności pojawiacie się w gronie znajomych, w pracy, we własnym domu? Czy uważacie, że reguły dobrego wychowania nakazują przy spotkaniu jakoś opisać swoją osobę lub, przedstawiając się drugiej osobie, koniecznie coś jej zaproponować, bo inaczej nie weźmie was na poważnie? Jak wyobrażacie sobie najlepszy sposób, aby spodobać się nieznajomej osobie podczas spotkania? Oceńcie swoje pomysły z punktu widzenia modalności diadycznego archetypu.
Pomyślcie, którzy z waszych znajomych, waszym zdaniem, najlepiej umieją się zachować w społeczeństwie? Przypomnijcie sobie, jak się zachowują, pojawiając się przed nieznajomymi ludźmi, jakie modalności przy tym stosują, w jakiej modalności postrzega ich społeczeństwo i w jakiej modalności reaguje? Czy uważacie, że jeśli człowiek jest pełen treści, to koniecznie musi to okazać przy pierwszym spotkaniu, czy też, przeciwnie, uważacie, że swoją treść człowiek nie powinien dobrowolnie ujawniać, a powinien ją ukazywać jedynie przy wystarczająco intensywnej uwadze z zewnątrz?
Jakiej modalności odpowiada powszechne przekonanie, że „po ubraniu witają”, a jakiej teza, że „za rozumem żegnają”?
Pożegnanie
Pożegnać się można na różne sposoby: można umawiając się na spotkanie jutro, można – rozstając się na zawsze, myśląc, że rozstajemy się na zawsze. W każdym razie niezmiernie ważne są modalności, których człowiek używa w tej sytuacji. Czy pożegnanie jest czynnością, czy sytuacją, którą można jedynie przeżywać i nad którą człowiek nie ma żadnej władzy? Jeśli skłaniasz się ku pierwszemu wariantowi odpowiedzi, to dla ciebie pożegnanie jest zabarwione yangowym archetypem, jeśli ku drugiemu – yinowym. Jeśli, żegnając się z kimś, energicznie uścisnąłeś mu dłoń i jakby zerwałeś niewidzialne nici kontaktu, które łączyły was przez jakiś czas, to dla ciebie pożegnanie jest zabarwione yangowym archetypem. Jeśli przeżywasz je wewnętrznie, jakby przygotowując się do rozstania, ale nie podejmując żadnych zewnętrznych kroków, aby skrócić okres rozstania, podobnie jak cierpliwie czekasz na pociąg, który odwiezie twojego znajomego lub krewnego, to dla ciebie pożegnanie jest pomalowane w yinową modalność.
Z yangowego punktu widzenia rozstanie to proces, który należy planować i regulować, pokonując możliwy opór i dążąc do całkowicie określonego celu. Z yinowego punktu widzenia rozstanie to proces, który jest w czymś radosny, w czymś bolesny, ale do którego należy się przyzwyczaić i dostosować, dokonując pewnej, często bolesnej pracy nad przebudową siebie i przejściem do istnienia w nowych warunkach, czyli przy braku drugiej osoby, społeczeństwa i sytuacji w ogóle, a nawet całego życia.
Jak należy umierać – pytanie, które przed każdym człowiekiem w jakichś momentach życia się pojawia, i w zależności od tego, w jakiej modalności, yinowej czy yangowej, je rozumie, to pytanie jawi się zupełnie inaczej. Z yangowego punktu widzenia przed śmiercią należy dokończyć swoje ziemskie sprawy i przekazać je godnym następcom, i to jest najważniejsze. Z yinowego punktu widzenia najważniejsze, co należy umierającej osobie, to przystosować się do tej kardynalnej zmiany, która ma nastąpić w jej życiu lub w życiu jego duszy: do rozstania ze zwyczajnym światem; teraz musi przygotować się do przejścia w inny świat lub (dla ateistów) do istnienia w postaci garści popiołu w urnie krematoryjnej lub w pamięci wdzięcznych, ale zapominalskich potomków.
Pytanie do czytelnika. Czy umiecie dość szybko się pożegnać, czy pożegnanie dla was nie rzadko staje się długim i ciężkim zajęciem? Czy macie skłonność zatrzymywać waszych przyjaciół i znajomych przy sobie dłużej, niż to jest warte? W jaki sposób to robicie? Oceńcie jego modalność. Czy macie skłonność do przedwczesnego zrywania więzi i relacji? Pomyślcie, jaką modalnością odbywają się wasze rozstania z ludźmi? O czym jesteście skłonni myśleć, wracając wieczorem z pracy: o waszych sprawach, pozostawionych w pracy, czy o tym, co będzie się działo u was w domu? Czy jesteście skłonni regulować proces rozstania z ukochaną osobą? Czy polegacie na jego woli, na mądrości losu, na naturalnym przebiegu wydarzeń?
Humor
Yinowy i yangowy humor są zupełnie różne z natury. Ważne jest je odróżniać, a także rozwijać w sobie poczucie humoru w tej modalności, w której jest u was słabo reprezentowany, inaczej źle będziecie rozumieć wielu ludzi i sytuacje, a także stracicie znaczną część swojej czarowności.
Yinowy humor często związany jest z sytuacyjnymi nałożeniami, czyli z sytuacjami, kiedy ta sama scena wygląda dla różnych jej uczestników zupełnie inaczej: „Oto ja” – pomyślał Sztyirlc, zobaczywszy, że z dachu spadła cegła i upadła tuż przed jego stopami. „Oto ty dwaj” – złośliwie pomyślał Müller, rzucając mu na głowę drugą cegłę. Wychodząc z konspiracyjnego mieszkania, Sztyirlc zobaczył na skrzyżowaniu dwóch dobrze ubranych kobiet. „Błędne ogniki” – pomyślał Sztyirlc. – „Sztyirlc” – pomyślały błędne ogniki.
Yangowy humor często związany jest z wykorzystaniem nieadekwatności wpływu sterującego, niedostosowania działacza lub materii do wpływu, który jest planowany i próbuje się zrealizować. Nieadekwatność stosowanych narzędzi, prowadząca do ogólnej bezsensowności sytuacji, choć dla osób działających jest ona pełna głębokiego sensu – typowy humor yangowego typu. Taką prymitywną komedię klauna, który niezdarnie potyka się czubkiem swoich nieproporcjonalnie długich butów o minimalną przeszkodę i oszałamiająco upada na dywan, rozciągając się tam w najbardziej bezsensownej i nieprzewidywalnej pozie, potem podrywa się w poszukiwaniu przyczyny swojego upadku i, nie zauważając nowej przeszkody, ponownie upada.
„Centrum pozwoliło Sztyirlcowi spędzić noc z własną żoną, jednak z warunków konspiracji nie powinien był znać jej imienia”.
Pytanie do czytelnika. Jakiego rodzaju humor był właściwy waszym rodzicom? Jakie epizody wywoływały śmiech w waszej rodzinie? Czy lubicie śmiać się z niezdarnych działań otaczających was osób? Czy śmieszy was, kiedy otaczający zupełnie nie są w stanie zrozumieć waszego punktu widzenia na to, co się dzieje? Czy bywa wam śmiesznie w operze? Czy staracie się żartować, czy uważacie, że humor sytuacji tworzy się samą sytuacją? Czy trudno wam znosić, kiedy żartują z was? Kiedy trafiacie w bezsensowne sytuacje? Czy staracie się w takich sytuacjach zmienić modalność i aktywnie coś zrobić?
Troska
Troska to to, co stanowi najważniejszą część życia człowieka. Tak troska życia lub otaczających go o niego samego, jak i jego troska o otaczających ludzi i sytuacje. Samo w sobie troska należy do yinowej modalności, jednak w ramach tej modalności możliwe są różne submodalności. Yinowa troska jest niedokuczliwa. Często jest niedostrzegalna dla obiektu, nie wywołuje wdzięczności, a jeśli jest adekwatna, to obiekt po prostu kwitnie, czuje się jak ryba w wodzie i myśli, że inaczej być nie może. Ale oczywiście yinowa troska może być i nieadekwatna. Wówczas człowiek w niedokuczliwy sposób proponuje, troszcząc się o was, coś, co wam zupełnie nie odpowiada i was nie zadowala, ale na swoich propozycjach nie nalega.
Na przykład, próbując rozbawić gościa, który odwiedził was w domu, może on zaproponować różne tematy do rozmowy, ale widząc, że was one nie interesują, zamilknie, kładąc przed wami stos czasopism lub wręczając pilot do telewizora. Jeśli nic z zaproponowanego nie przypadnie wam do gustu, jesteście wolni sami wybrać sobie zajęcie. Jаньska troska radykalnie różni się od іньskiej. Tutaj człowiek, co do zasady, ma na myśli pewien program troski, który celowo realizuje. Na przykład, tworzy program rozrywek, który przewiduje wyjście do teatru, zoo, zwiedzanie lokalnych muzeów (etnograficznego, literackiego, zoologicznego), wizytę w barze, spacer łodzią i na koniec dnia uroczystą kolację. Jeśli taka troska z jakichś powodów was nie zadowala, zmiana jej będzie dość trudna, albo możecie poprosić, by któryś punkt programu został zastąpiony czymś innym, ale to coś musi również być przewidziane w jаньskim programie troski z góry, bo inaczej wykraczacie poza jego ramy i nic dobrego to wam nie wróży. W ogóle іньська troska jest skierowana na stan, a jаньska na działanie. Jeśli człowiek zaczyna pytać was o nastrój, to najprawdopodobniej się troszczy, jeśli natomiast interesuje go, czy nie pomóc wam w podjęciu konkretnych działań, kieruje nim archetyp jань.
Pytania do czytelnika. Jakiego rodzaju troskę preferujecie: taką, która pozostawia wam przestrzeń do manewru, czy też taką, która go pozbawia? Czy lubicie karmić dziecko łyżeczką? Czy wolicie postawić przed nim jedzenie na talerzu, a resztę pozostawić jego samemu? Czy uważacie, że całkowita troska psuje człowieka? Czy skłonni jesteście bardziej troszczyć się o przyszłość czy o teraźniejszość?
Skargi i pretensje
Bardzo ważne jest zrozumienie, w jakiej modalności brzmią skargi i pretensje otaczających was osób, jeśli chcecie na nie odpowiedzieć w sposób komplementarny. Іньskie skargi w wielu przypadkach brzmią ogólnie i abstrakcyjnie. Człowiek w żałosnych słowach opisuje swój stan, nie określając ani jego przyczyn, ani możliwych dróg wyjścia. Mówi wprost lub pośrednio: „Czuję się źle”, „Tęsknię”, „Czuję się urażony”, „Przykro mi”. Przy tym zwykle nie określa, a przynajmniej nie akcentuje adresata pretensji, czyli osoby, na którą pada skarga lub do której skierowane są pretensje. Навпаки, jаньska skarga jest ukrytą formą rozkazu, oskarżenia, pewnego działania, którego sensem jest uzyskanie satysfakcji. „Uraziłeś mnie” – mówi ta osoba, i czujecie, że musicie coś zrobić, bo inaczej skutki będą straszne. W іньskiej modalności ta sama fraza brzmi inaczej: „Przykro mi”. I choć skuteczność oddziaływania na rozmówcę w іньskiej lub jаньskiej modalności może być zupełnie różna, u każdego człowieka zwykle są ulubione modalności, w których wyraża on swoje skargi i pretensje. Przy tym często dochodzi do silnych rozbieżności między modalnością sensu skargi lub pretensji, czyli tym, co człowiek chce wyrazić, a tym, jak faktycznie (na poziomie społecznym) to wyraża. Różnica w sposobach wyrażania się, a także nieadekwatność odbioru, kiedy іньska skarga jest odbierana w modalności jаньskiej i навпаки, jest jedną z głównych przyczyn kłótni, nieporozumień i braku wzajemnego zrozumienia między partnerami, zwłaszcza w rodzinie.
Na przykład żona, mając zamiar poskarżyć się mężowi na swoją zmęczenie i mając na myśli przede wszystkim jego wsparcie moralne, sama nieświadomie wyraża swoją іньską pod względem sensu skargę w modalności jаньskiej, np. tak: „Kiedy wreszcie zaczniesz brać na siebie choć trochę obowiązków?”. Modalność tej wypowiedzi to nie skarga, a raczej wyrzut, czyli wyraźnie jаньska. Jeśli mąż jest w złym humorze i skłonny do kłótni, może odpowiedzieć w sposób synchroniczny: „A ja co, mało się napracowałem?” – co oczywiście nie zadowoli zmęczonej żony. Jeśli natomiast odpowie w sposób komplementarny, czyli w modalności іньskiej, np. pokojowo zauważy: „Jak tylko znajdę czas, zaraz coś zrobię, kochanie”, to i tak jej to nie zadowoli, ponieważ oczekuje czegoś innego, np. by mąż ją przytulił i powiedział: „Bardzo cię kocham i przytulam”. Przy tak nieadekwatnie wyrażonej skardze trudno jej będzie osiągnąć to, czego pragnie.
Nie lepiej wygląda sytuacja, kiedy konkretną aktywną pretensję człowiek wyraża w modalności іньskiej. Na przykład zamiast powiedzieć partnerowi: „Przestań wreszcie mnie oszukiwać na każdym kroku”, mówi: „Wiesz, bardzo mnie smucą fałszywe obietnice i niezgodności między słowami ludzi a ich czynami”. Synchroniczna odpowiedź w tym przypadku może brzmieć: „Mnie też”, a komplementarna: „A co ty robisz, by uniknąć takich sytuacji?” – ale żadna z tych odpowiedzi oczywiście nie zadowoli tej osoby, a winą za to jest ostra niezgodność modalności sensu jego wypowiedzi i bezpośredniego znaczenia wypowiedzianych słów.
Podobne efekty obserwuje się przy zniekształceniu modalności podczas odbioru skarg, pretensji i próśb drugiej osoby. Jeśli są one wyrażone w modalności jаньskiej, a partner odbiera je w modalności іньskiej, powstają bardzo istotne zniekształcenia, o których można wnioskować na podstawie jego odpowiedzi. W takim przypadku lepiej nie kontynuować rozmowy, a uzgodnić modalności. Na przykład żona mówi mężowi: „Dzisiaj mam zły nastrój” – to typowa skarga w modalności іньskiej. Mąż odbiera ją w modalności jаньskiej, czyli jako oskarżenie, w jego uszach brzmi coś w rodzaju: „Zachowujesz się dzisiaj źle i zepsułeś mi nastrój”. Odpowiada w sposób komplementarny: „Ależ przecież ja niczemu nie jestem winien”. U żony pojawia się nieprzyjemne uczucie – czuje fałszywość sytuacji, ale albo nie zdaje sobie z niej sprawy, albo, zdając sobie sprawę, nie wie, jak znaleźć z niej odpowiednie wyjście. Może oczywiście spróbować załagodzić sytuację, mówiąc: „Nie jesteś temu winien, kochanie” lub „Nie oskarżam cię o nic” – ale w każdym razie w miejscu dialogu powstaje wielka, tłusta plama, której niełatwo zmyć.
Pytania do czytelnika. W jakiej modalności zwykle odczuwacie i przeżywacie wewnętrzny dyskomfort, który prowadzi do skarg i pretensji do otaczających was osób? W jakiej modalności jesteście skłonni wyrażać te pretensje? Czy trudno wam wyrazić je w innej modalności? Spróbujcie sporządzić listę swoich najbardziej typowych skarg i pretensji do otoczenia oraz spróbujcie ująć je w przeciwnej modalności – najpierw na papierze, a potem w zachowaniu. Zobaczcie, jak zmieni się reakcja otoczenia. W jakiej modalności jesteście skłonni odbierać skargi otaczających was osób? W szczególności skargi na waszą przeszłą postawę, na wasze obecne zachowanie, na własny los? Czy uda wam się uchwycić pewne prawidłowości w waszych reakcjach? Słysząc skargę, czy jesteście skłonni współczuć człowiekowi czy proponować mu swoją pomoc? Czy uważacie, że skargi, które z reguły zakładają konkretną aktywną reakcję z waszej strony, są konieczne? Czy uważacie taką reakcję za konieczną? Czy bawi was przedstawianie pretensji do otoczenia? Czy lubicie, by odpowiadali wam rzeczowo czy wpadając w określony stan emocjonalny? Czy uważacie, że sumienie jest adekwatnym substytutem działania i vice versa? Wysuwając pretensje do ludzi, jakiej reakcji od nich oczekujecie? Jakiej modalności należy ta reakcja? W jakim stopniu oczekiwana przez was modalność zgadza się z tą, którą rzeczywiście otrzymujecie?




