<p>zalogować się/zarejestrować</p>
<p>zalogować się/zarejestrować</p>
Astro Way Logo Astro Way Logo

Кабалістична астрологія :: Część 2 – ZNAKI ZODIAKU Część 7

Rozdział 10 KOZIOROŻEC

Syntetyczny kanał z ciała mentalnego do kauzalnego

Najczęściej zmarszczki pojawiają się nie ze starości, lecz wskutek smutnych myśli o jej nadejściu. Aby zrozumieć działanie kanału Koziorożca, należy wyraźnie wyobrazić sobie ciało kauzalne i jego strumień, a to wcale nie jest proste, gdyż mają one bardziej subtelną naturę niż nawet struktury i energie mentalne – a cóż, zdawałoby się, może być bardziej ulotne niż myśl? To, co uważamy za wydarzenie, jest w rzeczywistości odbiciem w naszej świadomości pewnego ruchu lub zmiany kauzalnej, przy czym odbicie to zwykle jest bardzo grube i przybliżone; nie bez powodu zestawianie zeznań na sali sądowej jest trudnym i bardzo nieformalnym zajęciem. O napięciu strumienia kauzalnego można wnioskować pośrednio, na przykład po poziomie wewnętrznej zajętości, uwagi i odpowiedzialności, których on wymaga od człowieka, a także po zagęszczeniu subiektywnego czasu. Średnia gęstość strumienia kauzalnego w znacznej mierze zależy od tradycji narodowej. Większość Rosjan uważa, że ulubionym amerykańskim powiedzeniem jest: „Czas to pieniądz”, i rzeczywiście, gęstość strumienia kauzalnego (dokładniej, jego społecznej projekcji) w czasach pokoju u Amerykanów jest istotnie wyższa niż u Rosjan (w czasie wojny i kryzysu, prawdopodobnie odwrotnie). Ciało kauzalne jest najwyższym z trzech, które tworzą ciało społeczne, dlatego ludzie, którzy potrafią dobrze orientować się w strumieniu kauzalnym i nim kierować, zajmują czołowe stanowiska w zarządzaniu społeczeństwem – są to wszelkiego rodzaju szefowie, bankierzy, fabrykanci,

dyrektorów, ministrów, akademików i prezydentów. Jednostką kauzalnego nurtu w społecznym załamaniu jest „sprawa”; zatem wyrażenie „człowiek interesu” można interpretować jako „mistrz społeczno-kauzalnych energii”. Jednak wydarzenie wydarzeniu nierówne; na przykład zaćmienie Księżyca sprzed dwóch-trzech tysięcy lat (a nawet dwóch-trzech stuleci) było ogromnym wydarzeniem – a kto we współczesnych czasach, poza astrologami i astronomami, je zauważa? Przyczyn tak smutnego zaniedbania wobec otaczającego Kosmosu, a także ziemskiej natury, jest wiele, lecz jedna z nich ma bezpośredni związek z tematem tego rozdziału. Polega ona na pewnej cesze mentalności obecnego stulecia, mianowicie na absolutyzacji zasady „obiektywności” jako poznania i istnienia w ogóle.

Jednak zbiorowość, jak wiadomo, nie zawsze ma rację; precyzyjniej rzecz ujmując, jej prawda może okazać się ewolucyjnie znacznie niższa niż prawda poszczególnych jej przedstawicieli. Demokratyzm epoki Wodnika, począwszy już od XXI wieku, zapewne będzie diametralnie różnił się od demokratyzmu epoki Ryb, zwłaszcza w rozumieniu XX wieku – w kierunku dopuszczenia znacznie większej wolności jednostki oraz jej prawa do własnego obrazu świata.

Jednym z głównych dogmatów współczesnej cywilizacji jest to, że człowiek kulturalny powinien patrzeć na siebie obiektywnie, w przeciwnym razie traci samokrytycyzm i staje się aspołeczny. Nieprzyjemność, jednak, polega na tym, że możliwości takiego „obiektywnego” oglądu są niezwykle ubogie, jego ramy wąskie, a język opisu abstrakcyjny do całkowitej rozmytości. Dlatego też, w celu samopoznania, znacznie lepiej czytać literaturę piękną niż specjalistyczną: psychologiczną lub, broń Boże, filozoficzną. Bezpośrednia szkoda wynikająca ze starań „obiektywizacji” i nieuchronnie towarzyszącej jej uniformizacji myślenia, czyli przyzwyczajania go do przestrzegania wyuczonych stereotypów społecznych, odczuwana jest nie tyle na ciele mentalnym, ile przede wszystkim w sferze kauzalnej.

Nikt nie będzie kwestionował faktu, że życie w sensie następstwa zdarzeń u każdego człowieka jest swoje, szczególne: jeden, na przykład, zajmuje stanowisko generalskie z wszelkimi wynikającymi z niego przyjemnymi następstwami, inny – podoficerskie, a trzeci w ogóle jest jeszcze przed poborowym. Zrozumiałe, że tak różnym nurtom kauzalnym powinny, w teorii, odpowiadać równie odmienne nurty mentalne, lecz tu podświadomość zbiorowa stawia istotne ograniczenia. W swoim ciele mentalnym (mówi społeczny egrzegor) człowiek jest wolny… zbyt wolny, i niczym motocyklista na wybojach może wylecieć z siodła, dlatego lepiej przypiąć go pasami mocniej – jeśli upadnie, to już razem z motocyklem, a wówczas pogotowie trafi prosto do domu wariatów. Dlatego własne myślenie, które w szczególności obsługuje codzienne potrzeby, człowiek ukrywa przeważnie nawet przed samym sobą, nie mówiąc o otoczeniu, gdyż przypomina ono znacznie bardziej szamańskie sztuczki niż logicznie nieskazitelne łańcuchy rozumowania.

„Myślenie powinno być logiczne i „obiektywne” – aksjomat nie mniej fundamentalny niż „Zdrowie jest naszym głównym dobrem” – lecz w rzeczywistości pierwsze stwierdzenie jest równie często obalane przez fakty jak drugie. Przyczyny tej smutnej okoliczności nie leżą jednak w niskiej jakości arystotelesowskiej logiki i „lewopółkulowego” myślenia w ogóle, lecz w małej efektywności, a czasem całkowitej nieprzydatności dostępnych w kulturze współczesnej środków mentalnych służących do opisu i kształtowania nurtu zdarzeń – dlatego też, aby cokolwiek zrobić i osiągnąć, człowiek posługuje się sposobami myślenia, których, nie zdając sobie z tego sprawy, naturalnie i beztrosko używa przeciętny jednostka społeczna.

Trudności przewidywania przyszłości tkwią w naturze rzeczy – materia i energia kauzalna są niezwykle subtelne i delikatne, tak że albo są niewyczuwalne i niewidzialne, albo ulegają takiemu zniekształceniu podczas obserwacji, iż traci ona jakąkolwiek wartość informacyjną. Kierowanie nurtem kauzalnym jest przede wszystkim niezwykle subtelną sytuacją, choć same w sobie zdarzenia, których człowiek pragnie, mogą jawić się w mentalnym odbiciu jasno i wyraźnie, na przykład: zdać egzaminy, kupić jedzenie, uwieść kobietę, zdążyć na pociąg. Jednak opinia publiczna, zarówno świadoma, jak i podświadoma, głęboko przekonana jest o tym, że nurt zdarzeń jest całkowicie podporządkowany woli człowieka – jeśli tylko jest on wystarczająco zdyscyplinowany, celowy i nie poddaje się przypadkowym namiętnościom (i związkom). Przy tym główną rolę w kierowaniu zdarzeniami przypisuje się nurtowi Koziorożca w jego najbardziej prymitywnym rozumieniu, mianowicie: najpierw całkowicie przemyślam plan swoich działań, a następnie zdarzenia rozwijają się zgodnie z nim – a jeśli rozwijają się nie do końca zgodnie, lub wcale nie zgodnie, bądź w ogóle nie następują, oznacza to, że nie przemyślałem, czegoś nie uwzględniłem lub po prostu nie miałem szczęścia.

Pogląd taki obarczony jest kilkoma istotnymi wadami, z których najpoważniejsza polega na tym, że zupełnie ignoruje on działanie kanału Byka na nurt kauzalny. Tymczasem to właśnie Byk transmituje do ciała kauzalnego główne zarysy programów kauzalnych, gdyż ich pierwotne źródło znajduje się w ciele buddhi, a nie mentalnym! Owoce naszych mentalnych medytacji są przez Koziorożca przekształcane nie w kauzalne drzewa, lecz, niestety i ach, jedynie w glebę, materiał, z którego owoce te wyrastają – zaś plan, projekt, jeśli można tak powiedzieć, przyszłego kauzalnego wątku ukryty jest w nasionach, które przynosi ciało kauzalne nurtem Byka. Innymi słowy, zdarzenia, które nas spotykają, powiązane są w jedne łańcuchy jako ogniwa programów sprzyjających osiąganiu naszych życiowych wartości (świadomych i nie), a zupełnie nie jako programy osiągania celów sformułowanych mentalnie – i należy to bardzo dobrze rozumieć, choćby brzmiało to przykre dla samozadowolenia myślącego człowieka.

Trudność, jednak, polega na tym, że mentalność współczesnej kultury słabo rozróżnia ciało buddhi i mentalne, a one nawet nie sąsiadują! Mądrość zaś nie jest bynajmniej odmianą rozumu, a wartość – tym samym co wysoka ocena. Jednak ciała, następujące po sobie w naturalnym porządku, niejako „przez jedno” (w tym przypadku – mentalne i buddhi), powiązane są ze sobą dość ściśle – między innymi dzięki temu, że są one jednocześnie syntetyczne lub analityczne – dlatego transmutacje z jednego w drugie człowiek często odczuwa jako nieustannie zachodzące na ciele pośrednim (w tym przypadku – kauzalnym). Czasem, co prawda, zdarzają się i takie transmutacje, które są cudem pierwszego rzędu, lecz znacznie częściej człowiek po prostu nie zauważa reakcji ciała pośredniego i jego swoistej medytacji, i wówczas wydaje mu się, na przykład, że rezultaty jego rozważań bezpośrednio stają się życiowymi postawami lub wartościami, a te z łatwością są przez niego przyswajane. Częściej jednak bywa inaczej, znacznie wolniej, za to i bardziej niezawodnie: owoce rozważań stają się glebą, na której rozwijają się zdarzenia, i kiedy dojrzewają pewne ich linie, pojawiają się owoce, które stanowią fundament egzystencjalnego obrazu świata w ogóle; i odwrotnie, życiowe wartości rodzą łańcuchy zdarzeń, których analizowanie pozwala człowiekowi uzyskać choćby pośrednie, lecz autentyczne wyobrażenie o jego przeważnie podświadomych nastawieniach, wartościach i akcentach.

Podobne nieporozumienie, nawiasem mówiąc, występuje również w analizie związków między ciałem astralnym a kauzalnym: człowiekowi wydaje się, że jego emocje bezpośrednio tworzą w nim impuls do działania, czynu, a zdarzenia wywołują bezpośredni emocjonalny odzew. Tak jednak nie jest: w obu przypadkach w pośredniej sferze pojawia się medytacja mentalna, która istotnie wpływa na charakter obu transmucji. Jeśli jednak związek między ciałem astralnym a kauzalnym rozróżni każdy człowiek, to różnica między mentalnym a buddhi nie rzuca się tak bardzo w oczy, a jeśli uznać ciało buddhi za część mentalnego, to nurt Byka staje się częścią nurtu Koziorożca i powstaje złudzenie całkowitego podporządkowania nurtu kauzalnego Koziorożcowi.

tylko na poziomie jednostek, ale także całych zbiorowości i narodów: „Dajcie nam oświeconego monarchę, który ukształtuje dobrą władzę, wprowadzi mądre środki — i wszyscy, niczym jeden człowiek, natychmiast i bujnie zakwitniemy, rozkwitniemy i nawet zwrócimy się ku prawdziwej wierze”. Rzeczywistość jednak przedstawia się zupełnie inaczej: sfera mentalna, bez wątpienia, jest ważna, gdyż tworzy pewien grunt, na którym rozgrywają się wydarzenia — jednak ich kształt wyznaczany jest ostatecznie przez ruch egzystencjalnych wartości, czyli zmianę akcentów energii buddhi, której dostrzec lub przewidzieć mogą nieliczni. Mimo to ludzie, którzy wyraźnie odczuwają, że nurt wydarzeń sterowany jest nie tylko przez sferę mentalną (i, rzecz jasna, przez własne prawa rozwojuciało kauzalne), skłonni są przypisywać to dodatkowe, a raczej główne, zarządzanie nie ciału buddhi, lecz atmanicznemu, czyli Bogu, losowi, pewnej niewyobrażalnej i niekontrolowanej sile itp. Tutaj ponownie obserwujemy pominięcie pośredniego (buddhi) ciała między ciałem atmanicznym a kauzalnym, co prowadzi do nieuzasadnionego fatalizmu. Na pierwszy rzut oka, a także pod względem struktury i subiektywnego postrzegania, ciało atmaniczne jest bliższe ciału kauzalnemu niż buddhi: zarówno ciało atmaniczne, jak i kauzalne są syntetyczne; i jeśli mam jeden (główny!) ideał lub Boga, to On powinien określać przebieg mojego życia — oczywiście całego życia, czyli wszystkich jego wydarzeń, inaczej jak wytłumaczyć Jego wszechobecność, a odpowiednio wszechstronność ideału?

W rzeczywistości jednak bezpośrednie transmisje z ciała atmanicznego do kauzalnego są rzadkie, a z reguły ruch ideału kształtuje aktualne wartości, które następnie łączą się w jeden strumień wydarzeń. Tak więc mentalno-woluntarystyczne podejście do wydarzeń wiąże się z utożsamieniem ciała buddhi z częścią umysłową i odpowiednio traktowaniem kanału Byka jako części Koziorożca, natomiast podejście fatalistyczne czyni ciało buddhi częścią atmaniczną, w wyniku czego kanały Barana i Byka niby zlepiają się w jeden (barani dźwięk).

Jak subiektywnie odczuwane jest działanie Koziorożca? Przede wszystkim należy odróżnić świadome i nieświadome owoce medytacji mentalnych — tych drugich jest znacznie więcej i często są one ważniejsze od pierwszych. Na przykład u narciarza zjeżdżającego z ostrej, wyboistej góry odbywa się najintensywniejsza medytacja mentalna, koordynująca ruchy jego ciała fizycznego z informacjami odbieranymi przez oczy i nogi, jednak jego świadomością odbija się jedynie niewielka część tego, co dzieje się w ciele mentalnym; jeszcze subtelniejsze procesy zachodzą przy zwykłym trawieniu, w którym ciało mentalne bierze aktywny udział regulacyjny. Wszystkie te medytacje mentalne niosą za pomocą Koziorożca swoje owoce do ciała kauzalnego, stając się jego glebą. Dobra, bogata gleba kauzalna daje człowiekowi poczucie napływu energii, która zużywana jest na intensywne przeżywanie strumienia wydarzeń lub zarządzanie nim. Szczególnie ostro ogólny poziom kauzalnej energetyki odczuwany jest w sytuacjach społecznych: ludzie z silnym ciałem kauzalnym przyciągają uwagę otoczenia niczym magnesy, natomiast słaba fundamentalna kauzalna energetyka daje człowiekowi poczucie swej niepotrzebności, nikczemności i niedostosowania.

Obrazy Pięknej Kobiety, Znaczącej lub Odpowiedzialnej Osoby, Znaczącej Osoby, Opiekuna, Wpływowego Krytyka i wielu innych kształtują się na bazie dość mocnej kauzalnej „podściółki”, na której pozostaje jedynie wyrosnąć odpowiednią formę. Sekret prawidłowego postępowania w kauzalnym nurcie w dużej mierze polega na tym, by nie programować pożądanych wydarzeń zbyt dokładnie — i tak to albo nie wychodzi, albo wymaga takiego przeciążenia ciała kauzalnego, że potem długo dochodzi do siebie i odzyskuje równowagę, a forsowany sukces czy spełnienie okazują się całkowicie niepotrzebne.

W ogóle wydarzenia jako takie, czyli ich zewnętrzna forma, określane są przez egzystencjalne wartości człowieka, pomagając mu w ich osiągnięciu, natomiast owoce wysiłków mentalnych mają za zadanie przygotować glebę dla dojrzewania wydarzeń — ale i to, rzecz jasna, wiele znaczy. Ważne jest jednak zrozumienie, że przy transformacji Koziorożca dochodzi do strukturalnej deformacji i ogromnego odosobowienia nawet najlepszych owoców naszych przemyśleń, choćby jak to było bolesne lub nieprzyjemne — ale równocześnie okoliczność ta uwalnia człowieka, począwszy od trzeciego poziomu opracowania Koziorożca, od wielu bolesnych i niepotrzebnych rzeczy.

Aby lepiej zrozumieć paradoksalność i niepełność współczesnej kultury, warto zastanowić się nad następującą kwestią: dlaczego niektóre subtelne ciała opisywane są prawie wyłącznie poprzez ich przejawy w życiu zewnętrznym człowieka, a inne, przeciwnie, jedynie w jego świecie wewnętrznym? Istniejące języki opisu emocji i myśli mają charakter czysto introspekcyjny, natomiast strumień wydarzeń, przeciwnie, opisywany jest (poza poetami) prawie wyłącznie z punktu widzenia świata zewnętrznego. Dlatego działanie strumienia Koziorożca postrzegane jest jako pewna mistyfikacja, choć on wcale nie jest mniej realny od wszystkich innych strumieni zodiakalnych.

Ale naprawdę, jak moja medytacja mentalna, czyli fragment życia wewnętrznego, może wpłynąć na mój kauzalny nurt, czyli na zewnętrzne wydarzenia życiowe? Jeśli czytelnik znajduje się na tak wysokim poziomie ewolucyjnym, że jasno widzi bezpośrednie związki między światem wewnętrznym a zewnętrznym człowieka, to pytanie to go nie zaniepokoi, ale raczej okaże się, że nie będzie mu potrzebna i ta książka; jeśli zaś wspomniane związki nie są dla niego oczywiste, to zrozumienie działania Koziorożca staje się niełatwe. Dlatego autor musi przypomnieć, że koncepcja ciała kauzalnego i nurtu wydarzeń ma przede wszystkim charakter subiektywny, czyli wydarzeniem jest to, co (świadomie lub nie) postrzegane jest jako takie przez samego człowieka.

Dlatego poziom fundamentalnej kauzalnej energetyki i bogactwo kauzalnej gleby wskazują przede wszystkim na wewnętrzną gotowość i zdolność człowieka do postrzegania wydarzeń oraz zarządzania ich nurtem — i właśnie tę gotowość i zdolność kształtuje nurt Koziorożca. Natomiast to, co wyrośnie na suchej lub, przeciwnie, dobrze przygotowanej glebie kauzalnej, zależy od nasion dostarczanych przez Byka. Autor czuje potrzebę zrobienia małej dygresji i podania kilku ilustracji pojęcia wydarzenia wewnętrznego.

Co to jest wydarzenie zewnętrzne, rozumie każdy. Oto, powiedzmy, obudziłem się, otworzyłem powieki — to już wydarzenie, czasem dobre, a czasem, jeśli nastrój jest poniżej zera, a dzień zapowiada nieprzyjemności, złe, a nawet bardzo złe. Ale czym jest wydarzenie wewnętrzne? Pisarze, ci inżynierowie ludzkich dusz, rozpieszczają nas opisami takiego rodzaju: „Ona niewyraźnie czuła, że wewnątrz niej dzieje się coś bardzo ważnego i znaczącego, ale nie mogła siebie zrozumieć”. Oczywiście, nie mogła, skoro sam pisarz nie mógł — a gdyby mógł, to na pewno opisałby to, nie ukrył przed wdzięcznym czytelnikiem. Wydarzenie wewnętrzne to to, co dzieje się w wewnętrznym świecie człowieka, i nie należy myśleć, że świat wewnętrzny to luksus i wyłączna własność szczególnie twórczych lub artystycznie uzdolnionych natur — on istnieje u każdego człowieka, ale nie każdy się nad tym zastanawia — tak wielka siła stereotypów społecznej podświadomości, z zadziwiającą percepcją i niestabilnością tworząc człowiekowi całkowicie zniekształcony obraz zarówno rzeczywistości zewnętrznej, jak i wewnętrznej.

Wyjściową pozycję, którą należy przyswoić każdemu człowiekowi pragnącemu poznać swój organizm i zrozumieć siebie, stanowi to, że żyje on nie w świecie zewnętrznym, lecz przede wszystkim w świecie wewnętrznym, który wcale nie przypomina „obiektywnego”. Oto kilka przykładów. Czy Puszkin (Szekspir, Dante) był wielkim poetą? Nie spieszcie się z odpowiedzią; lepiej pomyślcie, ile jego wierszy znacie na pamięć i kiedy ostatnio je czytaliście — wówczas ukształtuje się w was pojęcie wielkości lub skromniejszej pozycji klasyka w waszej wewnętrznej rzeczywistości. Kto jest większym myślicielem: Artur Schopenhauer czy wasza sąsiadka, która widziała duchy? Znów nie spieszcie się z odpowiedzią, ale przypomnijcie sobie, czyje porady i aforyzmy częściej wykorzystujecie. Jednakże dość o wielkich. Przyjrzyjmy się bliżej: co pozostaje w naszej pamięci po obejrzanym filmie i, co najważniejsze, jak on uczestniczy w naszym następnym życiu? Praca, którą reżyser i jego zespół mogli poświęcić rok życia, nie może być odebrana w dwie godziny, a już zupełnie nie sprowadza się do tych, delikatnie mówiąc, żałosnych śladów wspomnień o filmie, które pozostaną u człowieka po roku od obejrzenia, tak że film „w ogóle” lub „sam w sobie” lub „obiektywnie” wcale nie jest taki.

Jeszcze prostszy i pouczający przykład — mieszkanie. Jak wygląda moja izba w moim świecie wewnętrznym? Bardzo swoiście, ale w jednej rzeczy można być pewnym: zupełnie niepodobna do kolorowej fotografii. I rzecz nie w tym, że nie jestem artystą i nie pamiętam wszystkich geometrycznych kształtów, odcieni barw, przejść tonalnych i refleksów, z których składa się fotografia.Główną sprawą jest to, że przedmioty znajdujące się w pokoju odbieram zupełnie inaczej, w zależności od ich roli w moim wewnętrznym życiu: jeden pomaga mi żyć, drugi wyraźnie przeszkadza, trzeci stawia problem, od którego nie ma ucieczki, czwarty mnie kocha, ale już mnie trochę nudzi, piąty kocham ja, ale on nie odpowiada mieszkańcom jako części mojego wewnętrznego świata. Nie jest on żółto-brązowy ani ochrowy, ani gładko-puszysty, choć wrażenia dotykowe i węchowe są często bardziej intymne i osobiste niż kolorystyczne. W moim wewnętrznym świecie nie ma wzoru tapety, ani kształtu płyt gramofonowych, ani wyglądu odtwarzacza — tylko dwa przyciski, ramię gramofonu i trzy klawisze, a także zdolność odtwarzania dźwięków ze standardowego zestawu, który uzupełnia się w sklepie muzycznym. Jak ten sklep dokładnie się nazywa, nie wiem i nie obchodzi mnie to, ale pamiętam, jak do niego iść, a raczej trzy główne zakręty i okazałe drzewo naprzeciw wejścia (nie mam pojęcia, jakiego jest gatunku). Jeszcze dziwniejsze i bardziej osobliwe w wewnętrznym świecie wydają się kształty znajomych i krewnych danej osoby. Kontury twarzy i sylwetek są miejscami zupełnie rozmyte, a miejscami bardzo wyraźne i równie martwe — nieruchome, sztywne maski z bardzo niewielkimi dopuszczalnymi wahaniami w ich wyrazie. Jeśli zaś przechodzić do subtelnych ciał, to ich obrazy w świecie wewnętrznym często są zupełnie prymitywne i sprowadzają się do utartych klisz: „zadupeczka”, „nerwus”, „chytrus”, „spryciarz” itp.; ciało buddhiczne przedstawiane jest cechami typu: „porządny”, „solidny”, „podły” itp. Oczywiście, te obrazy trudno wyrazić słowami i są one rzeczywiście nieco szersze niż opisane powyżej, ale i tak z reguły bardzo ubogie i schematyczne. Jednak to nie wszystko; po pierwsze, w świecie wewnętrznym istnieje subiektywne zabarwienie, czasem bardzo dziwne, wszystkich takich „obiektywnie” istniejących zjawisk, jak mieszkanie czy krewni; po drugie, znajdują się tam samodzielne obiekty, które nie mają prototypów w świecie zewnętrznym; a po trzecie — i to jest bardzo ważne — w świecie wewnętrznym istnieje rozległy system powiązań (logicznych i asocjacyjnych) między jego elementami, a w nich w dużej mierze określany jest przyczynowy poziom energetyki człowieka.

Teraz staje się bardziej zrozumiałe, czym jest wydarzenie wewnętrzne: jest to zmiana świata wewnętrznego, na przykład pojawienie się w nim nowych obiektów lub zniknięcie starych, zmiana akcentowania (wewnętrznego oświetlenia) poszczególnych jego obszarów, przebudowa systemu powiązań itp. Droga od „obiektywnego” wydarzenia, czyli pewnej zmiany w świecie zewnętrznym i jej okolicznościach, do wydarzenia wewnętrznego, czyli do zmiany w świecie wewnętrznym, jest bardzo długa i zawiera mnóstwo filtrów, które na różne sposoby zniekształcają i przyciemniają strumień informacyjno-energetyczny docierający do człowieka z zewnątrz. Przypadkowo zobaczona katastrofa pozostaje wewnątrz w postaci lekkiej nierównowagi emocjonalnej i szybko się stabilizuje; straszne wydarzenia z powieści kryminalnych odbierane są jako lekka i zajmująca rozrywka itp. Jednak im wyższy poziom ewolucyjny człowieka i szersza jego świadomość, tym subtelniej reaguje on na świat zewnętrzny, reagując na takie jego wydarzenia, które umykają uwadze osób stojących nieco niżej na drabinie ewolucyjnej. W trakcie rozwoju ewolucyjnego transformacji ulega także samo pojęcie wydarzenia.jak zewnętrznego, i wewnętrznego, ale to już inna tematyka. Na ile zewnętrzne wydarzenie staje się wewnętrznym, można ocenić po bardzo prostej cesze — w jakim stopniu i jakimi szczegółami zapamiętuje się je. Ale dlaczego tak się dzieje, że jedne fakty i wydarzenia człowiek zapamiętuje od razu i na zawsze, a inne, choćby je powtarzano, natychmiast znikają z pamięci, nie pozostawiając żadnego śladu w świecie wewnętrznym? To w dużej mierze zależy od specyfiki przyczynowego gruntu w miejscu, gdzie próbuje wyrosnąć nasienie Byka lub tam, gdzie zasiał wiatr z planu przyczynowego mentalną roślinkę, krzaczek, trawkę, a nawet gotowe drzewko z korzeniami. Jeśli grunt jest żyzny i odpowiada roślinie, ona przyjmie się i pójdzie w wzrost, jeśli nie — szybko uschnie i trafi kanałem Bliźniąt do ciała mentalnego. Dlatego nasuwa się wniosek: przygotowujcie zawczasu grunt, jeśli chcecie osiągnąć dobre wzrosty i owocowanie na waszych przyczynowych gruntach. Jak to się robi? Oto niektóre typowe przykłady.

Sądowy proces. Aby ustalić społeczną prawdę i wydać sprawiedliwy wyrok — wydarzenie w życiu nie tylko oskarżonego, ale i sędziego, adwokata, prokuratora oraz ławników — trzeba przygotować pewien grunt, który tworzy Koziorożec sądowego egrégoru na podstawie owoców mentalnych medytacji świadków, powoda, oskarżenia; rola sędziego, według idei, polega na tym, by kontrolować czystość kanału Koziorożca i starannie wyhodować drzewo wyważonej, bezstronnej decyzji, wyrastającej na planie przyczynowym.

Nauka języków obcych. Zapamiętywanie i przyswajanie każdego nowego słowa, zwrotu, konstrukcji syntaktycznej, a nawet samych dźwięków obcego języka jest pewnym wydarzeniem w życiu wewnętrznym i ono musi być przygotowane, czyli może się wydarzyć jedynie pod warunkiem włożenia odpowiednich wysiłków, które trafiają na adekwatny im grunt. Jakie to są wysiłki, dobrze wie każdy, kto próbował uczyć się języka, ale niewielu rozumie, jak ważny jest tu grunt przyczynowy — od jego jakości zależy efektywność nauki, czyli rezultat na jednostkę wysiłku.

Subiektywnie dobry grunt odczuwa się jako żywe zainteresowanie językiem, miłość do jego słów i obrazów, entuzjazm, który pomaga układać słowa w zdania i zmusza człowieka do wertowania słowników, a nawet po prostu do czytania ich w wolnym czasie. Częściowo ten entuzjazm daje strumień Byka, jeśli u człowieka nauka języka stoi jako szczególnie ważna wartość, ale to, co nazywa się ogólnym entuzjazmem, a konkretne, delikatne lub zachwycone uczucia względem materiału nauki są uwarunkowane właśnie dobrym przyczynowym podglebiem, które tworzy strumień Koziorożca z owoców języka. Autor ma na myśli nie puste marzenia typu: „Jak mi będzie dobrze, kiedy wreszcie go opanuję”, ale konkretne rozważania, analizy, przeprowadzanie łańcuchów skojarzeniowych na materiale już opanowanych słów, wyrażeń, konstrukcji syntaktycznych itp. Jeśli przeprowadza się je prawidłowo, to u człowieka samoistnie pojawia się silna chęć przeczytania nowego tekstu, nauczenia się z niego słów, opanowania nowej konstrukcji itd. — to znaczy, że grunt do przyczynowej medytacji dotyczącej opanowania kolejnego fragmentu języka jest gotowy.

Administracyjne kierownictwo. U kierownika instytutu, dyrektora zakładu, ministra, prezydenta przy podejmowaniu każdej decyzji musi dojść do pewnej przyczynowej medytacji; jak mówią urzędnicy, papier musi „wyleżeć się”, czyli od razu dawać mu bieg, natychmiast go podpisując, nie można, i sprawa tkwi nie tylko w pasożytniczej naturze biurokratycznego aparatu, ale w jakiś sposób także w urządzeniu świata w ogóle: wydarzenie (w tym przypadku — dekret, zarządzenie, rozporządzenie itd.) powinno z pewnym czasem i w odpowiednich warunkach dojrzeć. A do jego dobrego ukorzenienia i wzrostu potrzebny jest odpowiedni grunt — i jego jest pod dostatkiem (lub skąpo) dostarcza kanał Koziorożca na podstawie myśli, streszczeń i krótkich raportów referentów, doradców, asystentów i konsultantów. Dobry szef uważnie czuwa nad ciałem przyczynowym egrégoru swojej organizacji i na czas odnawia swoją drużynę pomocników-konsultantów, ale odpowiedzialne decyzje podejmuje sam, starannie zaszczepiając na przygotowanym przez ich mentalne wysiłki przyczynowym gruncie nasiona, które rzuca w nie wyższy szef na bieżąco.

We wszystkich opisanych przykładach rzuca się w oczy jedna wspólna okoliczność: mentalne przygotowanie nigdy nie określa rodzaju przyszłych wydarzeń, choć silnie wpływa na ich charakter, na przykład referent dokładnie nie wie, jaką decyzję podejmie przełożony, choć jego wpływ na nią, oczywiście, zauważa; dlatego bezpośrednie mentalne programowanie wydarzeń często kończy się fiaskiem, natomiast metodyczne przygotowanie pewnego ogólnego stylu lub charakteru ich przebiegu, zwykle, wieńczy sukcesem — przynajmniej, przy odpowiednim opracowaniu kanału Koziorożca, co staje się tematem najbliższej dyskusji.

Na pierwszym poziomie opracowania Koziorożca u człowieka są niewyraźne wyobrażenia o pracy tego kanału i dość napięte z nim relacje. Tacy ludzie dzielą się na dwie kategorie: skrajni woluntaryści i równie skrajni fataliści. Pierwsi (woluntaryści) uważają, że są pełnymi gospodarzami swojego losu (z sensu następstwa konkretnych wydarzeń, które z nimi zachodzą), który określają, starannie układając w umyśle plany na przyszłość; jeśli jednak te plany i tak się załamują, zawsze znajduje się konkretna osoba (wróg, łotr, antagonista), która swoją złą wolą pokrzyżowała prawidłowy i z góry zaprogramowany przebieg okoliczności, i następnym razem tego łotra trzeba usunąć lub uwzględnić w rachubach, i wtedy wszystko będzie w porządku. Drudzy (fataliści), przeciwnie, absolutnie nie wierzą w możliwość jakiegokolwiek wpływu myślenia na nurt wydarzeń i uważają, że wszystko rozstrzyga się na miejscu i zależy od konkretnych działań człowieka i okoliczności, a także od woli Roku (Boga, abstrakcyjnego i niepojętego losu). Dlatego wszelkie rozważania o przyszłości, układanie planów itp. to zajęcia niczym więcej jak samoułudą i marnowaniem czasu.

Obie kategorie łączą brak jakiegokolwiek poczucia strumieni Koziorożca, co, nawiasem mówiąc, wcale nie oznacza, że ten kanał u nich nie działa — po prostu całkowicie pozostaje w podświadomości. W rezultacie człowiek nie rozumie, dlaczego jedne jego sprawy idą pomyślnie, a inne regularnie kończą się fiaskiem, a co najważniejsze — faktycznie nie jest w stanie w żaden sposób wpłynąć na trwałość i żyzność swoich przyczynowych programów. Główną plagą na tym poziomie jest całkowite niezrozumienie, jakimi powinny być owoce mentalnych medytacji, które wysyła się do ciała przyczynowego, i jaką pełnią funkcję.

Jeśli u człowieka chronicznie nie udaje się jakieś bardzo potrzebne przedsięwzięcie (powiedzmy, zarobić pewne pieniądze), on tak czy siak próbuje uświadomić sobie swoje błędy i zbudować w myśli plan prawidłowego postępowania. Gdzie w budowaniu tego planu należy się zatrzymać? Człowiek pierwszego poziomu albo od razu rezygnuje z jakiegokolwiek poważnego namysłu i oddaje się czystym fantazjom, które dostarczają do ciała przyczynowego jałową skałę, czyli zupełnie nieenergetyczny i często niezdrowy grunt, albo próbuje opracować szczegółowy plan postępowania ze wszystkimi możliwymi szczegółami i wariantami — i też szybko wpada w obszar mentalnych fantazji. Wówczas przyszłe wydarzenia — i owoce, które trafiają do Koziorożca, okazują się drobne i suche, tak że grunt przyczynowy w rezultacie biednieje i schnie. Czysto zewnętrzne wrażenie od tej osoby jest takie: nie umie ona w porę przejść od słów do czynów, i albo pośpiesznie rąbie z ramienia, chybiając poza kłodę, albo paple bez końca, nie widząc, że nadeszła pora, by się zatrzymać i coś zrobić.

Takimi są na przykład bracia Iwana- głupca, którzy beztrosko odnoszą się do informacji, którą otrzymują, i nie przetwarzają jej za pomocą Koziorożca w wewnętrzny stan napiętej uwagi przed pierwszą potyczką z wrogiem, przeciwnie, zapadają w sen przed jego pojawieniem się. Oczywiście, zły czarodziej powinien umieć odwracać uwagę i nasyłać senne czary, ale w podstawie oporu bohatera bajki leży mocne ciało przyczynowe, z dobrym gruntem, które pozwala zachować czujność i czujność nawet przed świtem, i właśnie tego gruntu brakuje leniwym i nieudacznym braciom.

Jednak wydarzenie to nie tylko starcie z wężem czy obrona rozprawy doktorskiej; przykładowo, wydarzeniem jest każdy ruch dla człowieka trudny, do którego musi się on wcześniej przygotować: podciągnięcie na drążku, skok przez kałużę na ulicy, a w niektórych przypadkach nawet wstawanie zza stołu obiadowego. We wszystkich tych sytuacjach u człowieka pojawia się szybka medytacja mentalna, która dostarcza energii ciału kauzalnemu, a to z kolei zużywa ją na koordynację pracy mięśni, ścięgien i innych narządów wewnętrznych zaangażowanych w dany ruch. Przy słabym opanowaniu Koziorożca człowiek czuje się wyjątkowo niepewnie już podczas medytacji mentalnej: zamiast dość wyraźnie wyobrazić sobie, co dokładnie zamierza zrobić, a następnie zebrawszy się na duchu (oto i włącza się Kozioróg!), to zrobić, zaczyna wyobrażać sobie, jakie nieszczęścia mogą go spotkać po drodze, jak spadnie z drążka, przewróci krzesło… I choć w rzeczywistości nic z tego nie musi się wydarzyć, ruch i tak wyjdzie niezgrabny i niezdarny: brakuje bowiem kauzalnego gruntu do precyzyjnego skoordynowania pracy mięśni, gdyż Kozioróg transmituje skażone lub niewystarczające owoce medytacji mentalnej, a ich oczyszczenie lub wzmocnienie poprzez transformację koziorożcową nie następuje.

Na drugim poziomie opanowania Koziorożca człowiek dostrzega, że jego wydarzenia jakoś zależą od jego wysiłków mentalnych – ale „jakoś”, czyli nie wprost, a pośrednio, a charakter tej zależności trudno mu ustalić. Ogólnie rzecz biorąc, to poziom ludzi zdolnych do nauki czegoś, a po opanowaniu – do uczenia innych, którzy rozumieją, że niełatwo wyciągnie się nawet rybki z jeziora, przy czym praca jest tu rozumiana przede wszystkim jako mentalna: zapamiętywanie, zestawianie, weryfikowanie, uzgadnianie itd., na przykład tak, jak wyglądają artykuły matematyczne, uwzględniając równości (7) i (9), otrzymujemy na podstawie (11) następujące równanie…

Praca mentalna polega na weryfikowaniu powiedzianego, czyli sumienny czytelnik bierze kartkę papieru i w końcu podstawia wskazany wzór do odpowiedniego równania, aby ostatecznie przekonać się, że autor wszystko napisał poprawnie. Po co to robić – zupełnie nie wiadomo, ale rezultatem jest „metoda”, a jeśli po prostu przejrzeć definicje i sformułowania twierdzeń, to wychodzi swego rodzaju naukowa impotencja: wszystkiego niby się zna, ale zrobić coś nowego jakoś nie można.

Dotyczy to przedstawicieli nie tylko nauk humanistycznych i ścisłych, ale i wszystkich innych zawodów. Jeśli żonie nie podoba się, jak jej mąż je, może wygłosić wyważoną przemowę o zaletach dobrych manier i społecznej konieczności wyrobienia nawyku żucia z zamkniętymi ustami, a może powiedzieć tak: „No ty u mnie chrupiące równo i krokodyla, kawałki mięsa, kawałki mięsa, kawałki mięsa”. Udany obraz mentalny zadziała skuteczniej niż łańcuch logiczny, choć w obu przypadkach ogólny schemat jest taki sam: owoce wysiłku mentalnego, trafiając w kanał Koziorożca, przygotowują grunt pod pożądane wydarzenie… ale jakie ono będzie dokładnie, żona i tak w żadnym razie nie wie: czy mąż się obrazi („u samej chyba tyłek obwisł”), czy posłusznie zamknie usta, czy ze zdumienia otworzy je jeszcze szerzej, czy też czym prędzej wybiegnie do terrarium w zoo, aby zobaczyć, jak żywią się duże gady. W każdym razie, człowiek ten zna cenę medytacjom mentalnym, poza tym rozumie, że ich istotne owoce mogą okazać się znacznie mniejsze niż włożony wysiłek – ale im więcej sił człowiek w nie włożył, tym są cenniejsze i wywierają tym większy (kauzalny) efekt.

Obróbka wyników eksperymentu może zająć kilka lat, a wnioski zmieścić się w kilku wierszach – ale waga tych wierszy określa się nie ilością słów, które je tworzą, a latami włożonej pracy mentalnej.

Na drugim poziomie opanowania Koziorożca człowiek często wpada w euforię od poczucia swoich potencjalnych możliwości – jego wewnętrznym, a czasem i zewnętrznym hasłem staje się: „mogę wszystko, ale nie od razu”. Niestety, tak nie jest, i czasem na długo i starannie przygotowywanym kauzalnym gruncie wyrastają jakieś zupełnie obce rośliny lub całkiem chwasty z łopianem – to szczególnie nieprzyjemne w zawodach, w których grunt kauzalny trzeba długo i starannie uprawiać, a rośliny na nim wschodzą i kształtują się praktycznie natychmiast; taka specyfika pracy dotyczy sprinterów, skoczków o tyczce, akrobatów, żonglerów, spadochroniarzy, chirurgów, poetów i astrologów-praktyków – czytelnik z pożytkiem dla siebie może sam dokończyć ten spis.

Na tym poziomie człowiek widzi, że jego wysiłki mentalne to jeszcze nie wszystko, ale zwykle nie umie nimi kierować; poza tym nie jest dla niego jasne, czy można zwiększyć efektywność jego medytacji mentalnych i, jeśli tak, to jak to zrobić.

Na trzecim poziomie opanowania Koziorożca człowiek orientuje się w sytuacji i przeważnie prawidłowo rozumie możliwości i funkcje kanału. Odczuwa on, kiedy medytacja mentalna jest wystarczająca do zapewnienia planowanych wydarzeń – w takim stopniu, w jakim jest on w ogóle zdolny je zapewnić, a w przeciwnym razie nie próbuje skakać ponad swoją głowę, przewidywać dokładnych zwrotów akcji, planować swoich reakcji na nie itp. Jedną z głównych umiejętności, które człowiek zdobywa na tym poziomie opanowania Koziorożca, jest cierpliwe oczekiwanie i stopniowe przygotowywanie gruntu pod najtrudniejsze i najbardziej kapryśne wydarzenia, których realizacja często postrzegana jest przez otoczenie jako szczęście, które niespodziewanie spadło komuś na głowę – i tylko on sam wie, ile to kosztowało.

Na tym poziomie człowiek zaczyna uświadamiać sobie syntetyczność Koziorożca i rozumie, że strumień wydarzeń jest jeden i przygotowywany jest przez wszystkie jego medytacje mentalne razem wzięte, zarówno świadome, jak i nieświadome; innymi słowy, nie można przygotowywać gruntu pod realizację danego łańcucha wydarzeń, nie wpływając przy tym jednocześnie na następne. Dlatego cały strumień wydarzeń zaczyna być odczuwany i uświadamiany przez człowieka jako całość – to objawienie łączności ciała kauzalnego, które rzuca światło na wiele jego ciemnych zakątków. Człowiek dostrzega, jak odnawia się łączność czasów i żadne okoliczności nie wydają mu się teraz bezsensowne czy odizolowane – nawet jeśli samo wydarzenie niewiele znaczy, to zawsze coś symbolizuje, czyli może być traktowane jako ważne ogniwo łączące różne sfery życia.

Jeśli Byk jest również opanowany do trzeciego poziomu, człowiek może czasem odczuwać wzruszające przeżycie syntezy wpływów byczych i koziorożcowych w konkretnych wydarzeniach, kiedy droga do osiągnięcia jego życiowych wartości przebiega stopniami wyznaczonymi przez jego przemyślenia. Jeśli Byk jest słaby, nie ma sił, by iść naprzód; jeśli Kozioróg jest słaby, nie ma stopni, i człowiek ciągle się potyka i upada. Jeśli zaś kanały Byka i Koziorożca są opanowane do trzeciego poziomu, to człowiekowi w wielu przypadkach udaje się uzgodnić ich transmisje, czyli dostosować chód do charakteru podejścia, i ponadto mieć w przyzwoitej formie zarówno własne nogi (entuzjazm byczy), jak i stopnie (które nie zawsze naturalnie poddają się podejściu), tak że podejście idzie nawet najbardziej stromymi odcinkami. Pomocną dłoń stanowi tu opanowanie Bliźniąt, które zapewniają sprzężenie zwrotne od wydarzeń do świadomości i należytą samokrytykę.

Na trzecim poziomie opanowania Koziorożca człowiek uczy się wyraźnie odróżniać materiał dla siebie (owoce medytacji mentalnych) od materiału dla Raka (odpady medytacji mentalnych), i w szczególności odsyłać Rakowi przejrzałe i zgniłe owoce rozważań – tak sumienni pisarze poprawiają swoje rękopisy, nie bez przykrości wykreślając. Mówiąc o pisaniu, można podać klasyfikację gatunków według pewnych kabalistycznych zodiaków: jeśli Byk rządzi prozą filozoficzną i zideologizowanymi emocjami na wzór tolstojańskich, Bliźnięta dziennikarstwem prasowym, Rak opowiadaniami i poezją, a Strzelec hymnami i literaturą ludowo-ziemską (Przypowieściami rządzi Wodnik). Umiejętność skomponowania sceny i dialogów bohaterów tak, aby każda ich replika brzmiała jak wydarzenie – przynajmniej dla uważnego widza – związana jest przede wszystkim z należytym opanowaniem Koziorożca: najpierw przez autora sztuki, potem przez reżysera, a w końcu przez aktorów i widzów, którzy muszą odczuć każdy jej zwrot, a nawet zwykłą replikę drugoplanowego bohatera.

Człowiek z trzecim poziomem opracowania Koziorożca potrafi, w odpowiedniej chwili, zorganizować coś na kształt teatru jednego aktora, a jeśli bardzo mu zależy, może przygotować na materiale życia codziennego całkiem niezły spektakl z określonym przez siebie finałem i epilogiem, przy czym uczestnicy mogą nawet nie domyślać się, kto był głównym reżyserem.

Na czwartym poziomie opracowania Koziorożca następuje dalsze uświadomienie, uszczegółowienie i nauka sterowania tymi zjawiskami oraz efektami, które człowiek dostrzegał jedynie biernie i w dużej mierze mgliście na trzecim poziomie. Przede wszystkim dochodzi do jakościowej przebudowy mentalnego obrazu świata i sposobów myślenia, gdyż Kozioróg wymaga teraz bardziej subtelnej produkcji niż, na przykład, logiczne wnioski z rozumowania opartego na codziennych pojęciach. Człowiek zaczyna poszukiwać języków mentalnych i systemów symbolicznych bardziej odpowiadających jego nowemu, syntetycznemu postrzeganiu przyczynowego nurtu, a jego myślenie ulega zmianie: staje się bardziej abstrakcyjne, syntetyczne i na pierwszy rzut oka dowolne (alogiczne) — jednak pojawia się w nim pewna wewnętrzna spójność, która rekompensuje braki w wielu miejscach. Gdy człowiek dostrzega powiązania wszystkich lub wielu wątków przyczynowego nurtu, rodzi się w nim wyraźne poczucie, że wiele z nich jest po prostu różnymi manifestacjami tej samej, ukrytej w osobistej lub zbiorowej podświadomości historii, i stara się tę historię odkryć oraz w jakiś sposób zmodyfikować, przezwyciężyć lub całkowicie zniszczyć. W tym momencie pojawia się u niego potrzeba symbolicznego języka, który pozwoli opisać taką historię oraz sposoby jej ujawniania się w różnych sytuacjach i sferach życia. Gdy znajdzie taki język lub stworzy go samodzielnie, odkrywa, że myślenie nim jest bardziej efektywne pod względem jakości i ilości przyczynowego gruntu, który powstaje po przetworzeniu owoców mentalnych medytacji Koziorożcem: teraz nurt wydarzeń zmienia się tak, że ich powiązania ze sobą, czyli struktura nurtu, stają się znacznie bardziej zrozumiałe niż wcześniej. Poziom postrzegania i rozumienia zachodzących zdarzeń, a także zdolność sterowania nurtem wydarzeń gwałtownie wzrastają — jednak nie sprawia to, że życie staje się dla tej osoby nudniejsze, gdyż stopień kreatywności w przyczynowym nurcie zwiększa się. Prawdą jest, że tej osobie trudno jest wytłumaczyć swoje postępowanie otoczeniu, gdyż jej postrzeganie, sposoby myślenia i regulowania życia będą się wydawać im co najmniej dziwne, gdyż dostrzega ona wiele tego, co jest im jeszcze niedostępne — przede wszystkim chodzi o powiązania między zdarzeniami w różnych sferach życia, a jej zachowanie może wydawać się nieco ekscentryczne, irracjonalne. Jednak ta osoba jest skuteczna — na tyle, że może stać się wielkim przywódcą (na przykład ministrem), a otoczeniu będzie bardzo trudno zrozumieć jej sposób praktycznego myślenia — nawet jeśli przynosi on oczywiste, znakomite rezultaty.

Silny Kozioróg daje człowiekowi zdolności, które nie rzucają się specjalnie w oczy, ale są wysoko cenione w społeczeństwie „w wielkim rozrachunku” — na rodzinnej wieczorówce może nie błyszczeć, natomiast z powodzeniem potrafi wzbogacić Księgę Rekordów Guinnessa — na przykład przejść na rękach drogę z Moskwy do Odessy, ani razu nie zareagowawszy na uwagi otoczenia. Skąd u tej osoby bierze się cierpliwość do przygotowywania jej planów, jest dla otoczenia niezrozumiałe; zresztą sama osoba może uważać, że jest jej wyraźnie za mało. Z reguły ma silne ciało przyczynowe, a ściślej — jego grunt, jednak to, jakie dokładnie wydarzenia na nim zachodzą, zależy nie tylko od staranności ich przygotowania, czego ta osoba może długo nie rozumieć, zwłaszcza jeśli ma słabego Byka. Pokusą jej życia jest manipulowanie oraz wkładanie niegodziwych wysiłków, ale w bardzo specyficznym, trudnym wariancie Koziorożca. Ta osoba posiada duże zdolności do snucia intryg i tworzenia zawiłych sytuacji, które, jak jej się wydaje, powinny popchnąć bohaterów jej komedii (tragedii, codziennych obowiązków lub życia prywatnego) do całkowicie określonych działań — jednak ich działania nie zawsze wpisują się w przewidziane przez nią ramy, i człowiekowi może być trudno zrozumieć, czy to wina jego wcześniejszych przygotowań, czy nieuwzględnienia pewnych możliwych czynników. Jeśli zaś chodzi o wkładane wysiłki, to osoba ta z reguły ich nie żałuje i nie docenia pracy swojego Koziorożca, za co kanał ten może się na nią bardzo obrazić. Rzecz w tym, że energia ciała przyczynowego to to, za co płaci się pieniądze, niekiedy całkiem spore, jednak dobre „drzewko przyczynowe” czasem wyrasta bardzo szybko — kosztem tego, że grunt był starannie przygotowywany przez wiele lat, i człowiek powinien umieć prawidłowo określić nie tylko jego finansową wartość, ale i znaczenie dla siebie osobiście. Silny Kozioróg dojrzewa długo, ale może przynieść znakomite owoce, jeśli człowiek zdobędzie się na cierpliwość i będzie odpowiednio krytyczny wobec siebie, nie próbując hodować delikatnych roślin, dopóki grunt przyczynowy nie okaże się zdolny je wyrosnąć. W zależności od poziomu opracowania Koziorożca ta osoba może być kimś w zakresie od drobnego awanturnika po wielkiego specjalistę w swojej dziedzinie, jednak w każdym przypadku cechuje ją chęć działania jedynie po starannym przygotowaniu, i nie powinna się ona sprzeciwiać temu pragnieniu, nawet jeśli w oczach otoczenia wygląda na nudziarza i marudę; znacznie ważniejsze dla niej jest bowiem powiązanie swoich wysiłków mentalnych z prawdziwymi, a nie pozornymi wartościami, gdyż w przeciwnym razie mogą runąć plany pielęgnowane dosłownie przez dziesięciolecia, i człowiekowi będzie trudno otrząsnąć się z takiego wstrząsu nawet przy licznych sekstylach Koziorożca do Skorpiona.

Słaby Kozioróg stwarza człowiekowi problemy związane z małą efektywnością jego zajęć, które wydają się, i wszelkiego przygotowania oraz budowania jakichkolwiek planów. Nawet przy silnym Byku jego ciało przyczynowe jest zwykle zdolne jedynie do dużego wysiłku, czyli człowiek może czasem rozwijać gorączkową aktywność, ale poważne programy zrealizować po prostu tak, bez długiego wcześniejszego przygotowania, mu się nie udaje: nieuchronnie kończą się one fiaskiem, gdyż traci on do nich jakiekolwiek zainteresowanie, lub odsuwa się od niego szczęście, lub pojawiają się nieprzezwyciężalne przeszkody itp. Powiedziane wcale nie oznacza, że słaby Kozioróg żyje źle i czuje się w życiu nieudacznikiem; może on całkiem zadowalać się sobą i swoim życiem, jednoznacznie woląc być lekką, szybką babką niż pracowitym, nudnym i skąpym mrówkolwem. Słabemu Koziorogowi trudno przychodzi nauka w prawdziwym znaczeniu tego słowa, czyli rzeczywiste opanowywanie wiedzy i umiejętności, które kształtują grunt przyczynowy wystarczający do dalszej efektywnej pracy. Jest to szczególnie odczuwalne przy silnych Bliźniętach, kiedy mentalne odbicie rzeczywistości przychodzi łatwo i naturalnie — ale jakoś nic dobrego z tego nie wynika, w pełnej zgodzie ze znanym dialogiem D. Charmsa:

— Matematyka: Nie, jestem mądry i wiem bardzo dużo!

— Andriej Siemionowicz: Dużo, ale to wszystko bzdury!

Tu opracowanie jest trudne, gdyż silne Bliźnięta stwarzają mnóstwo pokus i złudzeń, ciało mentalne pracuje intensywnie, a owoce jego medytacji trafiają do ciała przyczynowego jakby przez cienką kapilarę, i to ostatnie może mocno się wyczerpywać i chorować: człowiek traci wiarę w siebie i swoje możliwości, a czasem wręcz zainteresowanie życiem. Wyjściem jest tu jedynie niedbanie o Koziorożca, lecz staranne jego opracowanie poprzez studiowanie indywidualnych cech tego kanału. Na przykład, jeśli u człowieka pojawiają się problemy związane ze słabą pamięcią, to po pierwsze, można ją poprawić na wiele sposobów, a po drugie, być może wcale nie jest mu konieczne aktywne zapamiętywanie wszystkiego, czego by chciał — wiele rzeczy nie zostaje zapamiętanych z tej prostej przyczyny, że blokuje je ciało buddyczne, i znaczy to, że trzeba się zastanowić: co mogę bez tego obejść?

Harmonijny Koziorożec daje człowiekowi rzadki talent naturalnego przygotowania umysłowego do przyszłych wydarzeń: myśli o nich tyle, ile trzeba, ale i nie mniej – widać to nawet w jego mowie w sytuacjach, gdy słowa są działaniem, czyli bezpośrednio wpływają na strumień kauzalny. Umie on w porę zrobić wyjątek, a czasem, przeciwnie, odpowiedzieć „nie”, będąc w odpowiednim stopniu przygotowanym. Jeśli ta osoba czegoś od ciebie chce, to jakoś sam ustawisz się w takiej sytuacji, z której będzie tylko jeden wyjście: zrobić to, czego ona potrzebuje; przy tym możesz nawet nie podejrzewać, że wykonujesz jej wolę lub życzenie, a już na pewno nie jest faktem, że ona je wyrazi głośno. Ta umiejętność stanowi silną pokusę manipulowania otoczeniem, przy czym manipulacja ta ma dość subtelny charakter: to nie bezpośredni, byczysty nacisk-przymus z bezpośrednim odwołaniem się do wartości, poczucia obowiązku itp., lecz bardzo specyficzna, często pośrednia gra, kiedy ofiarę doprowadza się do samego progu jej własnego wyboru, choć nie bez korzyści dla harmonijnego Koziorożca.

Jego mistrzostwo na średnio-społecznym poziomie demonstrują popularne książki D. Carnegie z takimi zaleceniami, np. rodzaju: uśmiechaj się; wytłumacz partnerowi (współpracownikowi lub małżonkowi), czym twoja propozycja jest dla niego korzystna; porozmawiaj z nim o jego życiu i trudnościach; częściej nazywaj człowieka po imieniu i pozwól mu poczuć swoją ważność. Te i wiele innych rad ma, w istocie, jeden cel: stworzyć u partnera korzystny obraz mentalny samego siebie, co jest pierwszym krokiem do stworzenia w jego ciele kauzalnym gruntu sprzyjającego zawarciu potrzebnej ci umowy lub kontraktu.

Jeśli harmonijny Koziorożec degraduje, staje się drobnym manipulatorem o bardzo nieprzyjemnych manierach, a jego cele są bardziej niż zrozumiałe dla otoczenia, które pragnie go pozbyć się niczym jadowitego kleszcza, lecz udaje się to tylko kosztem większych wysiłków, zwłaszcza jeśli łączy was pokrewieństwo. Wówczas, stając w pozycji zależnej lub deklarując się w niej, harmonijny Koziorożec, zwłaszcza starzejący się, może godzinami (lub latami) wyprowadzać cię rozmowami o tym, jak zawsze cię kochał i znosił, pomimo twojego uporu, złego charakteru i ogólnej niewdzięczności, właściwej zresztą całemu twojemu pokoleniu; on zaś, ze swojej strony, nic od ciebie za to nie chce, poza ewentualnym talerzem zupy na starość… i choć wszystko to może brzmieć całkiem nieszkodliwie, to jednak podobne przemowy mogą zatruć twoje ciało kauzalne w takim stopniu, że wszystkie twoje sprawy się pogorszą i zapragniesz tylko jednego: jak najszybciej zakończyć swoje dni pod grubą warstwą ziemi.

Przeróbka daje znakomite zdolności do przygotowania każdej poważnej imprezy, tak że przebiega ona niezwykle gładko; mało prawdopodobne, by harmonijny Koziorożec został głównym konstruktorem rakiet kosmicznych (to dla niego zbyt ryzykowny projekt), ale posada dyrektora szkoły może mu przypaść do gustu.

Urażony Koziorożec może rozpoczynać swoje życie od opanowania aforyzmu K. Prutkowa: „Wzruszony losem, nie wpadaj jednak w rozpacz”, gdyż życiowe plany tej osoby najczęściej urzeczywistniają się zupełnie nie tak, jak ona pierwotnie zamierzała – albo upadają całkowicie, a przyczyna tak dziwnego i, powiedzmy szczerze, nieprzyjemnego stanu rzeczy pozostaje dla niej przez długi czas zupełnie niezrozumiała i rzeczywiście ukryta bardzo głęboko. Problem w tym przypadku polega na tym, że dochodzi do istotnych zniekształceń przy transmisji owoców rozważań, choćby były one najwyższej jakości. Wówczas dochodzi niejako do zatrucia gruntu kauzalnego bez winy samej osoby, a z najlepszych nasion byczego urodzaju wyrastają chude lub zdeformowane rośliny: nad strumieniem zdarzeń człowieka niejako ciąży przekleństwo, którego źródła ukażą napięte aspekty Koziorożca.

Najbliższe przyjrzenie się pokazuje jednak, że sprawa nie tkwi w jakiejś irracjonalnej „winie” pochodzącej z przeszłych wcieleń, a nawet od samego upadku Adama, lecz w znacznie bardziej prozaicznych okolicznościach, z których główną jest to, że urażonemu Koziorożcowi w żadnym razie nie wolno dokładnie programować swojego (i cudzego) szczęścia, a niepowodzenie pomogło” – ale kto dobrowolnie zaplanuje sobie niepowodzenie? Wszakże, jeśli doprowadzony swoimi niepowodzeniami do ostateczności, człowiek zacznie przyzywać na siebie nieszczęście, jego chaotyczny demon, mocno ulokowany w Koziorożcu, ochoczo mu w tym pomoże, tak że wybić klin klinem w tym przypadku się nie udaje.

Przeróbka urażonego Koziorożca idzie trzema głównymi liniami: praca z ciałem kauzalnym, praca z ciałem mentalnym i, po zbadaniu specyfiki kanału, oczyszczenie i rozszerzenie go samego. Praca z ciałem kauzalnym polega między innymi na tym, że człowiek uważnie bada swój grunt, czyli podstawową, głęboką treść wydarzeń, które go spotykają – jakby pierwotne cząsteczki, z których się składają – i stara się zrozumieć, jakiego rodzaju zniekształcone myśloformy są dla nich charakterystyczne, i co najważniejsze, jaki rodzaj łańcucha je tworzy. Praca z ciałem mentalnym wymaga określenia, jakiego typu wnioski z rozważań i rozmów prowadzą do najbardziej zatrutych kauzalnych następstw, a które przekształcają się w ciężkie, lecz przynajmniej podatne na obróbkę i potencjalnie owocne grunty kauzalne. Wreszcie, praca z samym kanałem Koziorożca polega na podniesieniu jakości jego transformacji – ale ten temat jest indywidualny dla każdego człowieka i zasługuje na osobne omówienie, niektórych aspektów którego autor zamierza dotknąć w następnych książkach tego traktatu.

W każdym razie, urażony Koziorożec nie stawia krzyżyka na osiągnięciach człowieka – raczej stawia człowieka przed wyborem: albo weźmie odpowiedzialność za swoje sprawy na siebie i nauczy się nieść swój krzyż wraz z dużym kawałkiem karmy otaczającego świata mniej więcej wesoło i swobodnie, albo zrzuci winę za swoje niepowodzenia na świat zewnętrzny, a wówczas stopniowo rozzłości się i trafi do surowego, destrukcyjnego egrégoru, stając się jego posłuszną marionetką, z ochotą niszczącą wszystkie grunty ciała kauzalnego, do których zdoła dosięgnąć: takich jak puшкинский demon, gietheowski Mefistofel i wielu rewolucyjnych działaczy o zdecydowanie nihilistycznym nastawieniu.

Rozdział 11. Wodnik

Analityczny kanał z ciała kauzalnego do buddhiicznego

Mądrość czyni widocznymi przezroczyste ściany labiryntu losów.

Właśnie istnienie strumienia Wodnika sceptycy podają w wątpliwość: czy naprawdę można wyciągać poważne wnioski na podstawie zmiennego, ulotnego życia? „Historia uczy tylko tego, że niczego nie uczy – mówi Szary Król – a doświadczenie wieków pokazuje, że ono się do niczego nie nadaje”, lecz to jednak nieprawda. Nawet jeśli stanąć na poziomie świadomości społecznej, to łatwo zauważyć, że ona z wiekiem się zmienia, rozwija i traci wiele złudzeń – choć znacznie wolniej, niż by chciała najbardziej radykalna i postępowa elita społeczna. Co zaś do poszczególnych ludzi, to oni bez wątpienia od czasu do czasu wyciągają wnioski z tego, co ich spotyka, i istotnie się zmieniają, choć te zmiany nigdy nie są skutkiem wyłącznie wysiłków mentalnych człowieka i często idą wbrew tym wysiłkom. Na przykład tak zwany syndrom „porąbanej dupy”, mający wyraźnie Wodnikową naturę, oczywiście nie może być wyjaśniony wyłącznie medytacjami mentalnymi. Jednak tak czy inaczej wartości i życiowe nastawienia człowieka się zmieniają, i byłoby bardzo naiwne sądzić, że strumień kauzalny nie wywiera na nie wpływu. Ja oczywiście nie jestem produktem okoliczności – ale one coś ze mną robią, w pewien sposób podkopując, a nawet obalając niektóre moje życiowe pozycje i umacniając mnie w innych, i to, co było kamieniem węgielnym egzystencjalnego obrazu świata w młodości, w dojrzałym wieku czasem rozpada się w proch, a buddhi…

W pewnym sensie strumień Wodnika jest przeciwny bliźniaczemu, i trzeba to bardzo dobrze zrozumieć. Bliźnięta zabierają śmieci zdarzeniowe: opadłe liście i suchy chrust, tak że po włączeniu tego kanału dobrze jest pogawędzić o drobiazgach lub omówić poważny kauzalny zakamarek z celem jego rozwiązania (mając na myśli dalszą transmisję Koziorożca) lub po prostu delektować się nimi, zwłaszcza jeśli zakamarek jest cudzy (transmisja Raka).

Co zaś dotyczy materii, która trafia do kanału Wodnika, są to owoce kauzalnych medytacji, o których wcale nie chce się rozmawiać, przeciwnie — pojawia się pragnienie zachować je jako szczególną wartość w sobie, nie roztrwonić, nie rozproszyć na drobiazgi, lecz przyswoić w postaci dojrzałej mądrości, bardziej precyzyjnych życiowych wyborów. Wodnik wyprowadza nas poza granice ciała społecznego — w górę, ku górskim przestrzeniom buddhi i atmana, czyli, mówiąc po rosyjsku, duszy. Wyrażenie „porozmawiać do duszy” oznacza wspólną medytację na poziomie buddhi.

na poziomie wartościowym dotyczącym przedmiotów, które stanowią dla rozmówców główne interesy ich życia; wymaga to dużej wzajemnej ufności oraz skupienia na omawianym temacie, dlatego w szerokich sytuacjach społecznych jest to praktycznie niemożliwe – i z reguły jest to objęte tabu przez etykietę światową, która ściśle ogranicza możliwości grupowych medytacji ciałem społecznym. Dlatego wodnikowe przepływy odbywają się zwykle po przyjęciu lub imprezie, a samo światowe porozumiewanie się skierowane jest ku Bliźniętom: są to opowieści, wrażenia, interpretacje i dalsza dyskusja umysłowa. Jednakże najistotniejsze są jednak wodnikowe transmisje, które często odbywają się nieco później, już w domu, kiedy małżonkowie, powróciwszy od gości, wymieniają się pewnymi uwagami, których sens najczęściej jest zrozumiały tylko dla nich samych, i jeśli małżeństwo jest udane oraz ich życiowe wartości i programy są zgodne, to żadnych interpretacji (czyli rozumienia umysłowego) nie potrzeba. Co więcej, jeśli medytacja partnerska odbywa się pod Wodnikiem, to najczęściej przybiera formę sekwencji krótkich zdań-puent, półaluzji, półwskazówek, przeplatanych długimi pauzami, których celem jest umożliwienie partnerowi uświadomienia sobie znaczenia wartościowego powiedzianego, na przykład umocnienie się w swoich pozycjach, otrzymanie potwierdzenia słuszności swoich wartości. Takie uwagi zawsze mają duże obciążenie kauzalne z kauzalnym wnioskiem-podtekstem, który Wodnik przekształca w glebę buddhi. W dobrych sztukach teatralnych wodnikowe dialogi pojawiają się zwykle w ostatnich scenach, przygotowując bohaterów (i widzów) do katarsis, kiedy niedomówienia i aluzje bohaterów mają całkowicie zrozumiały sens dla widzów i przynoszą obfite owoce kauzalne w ciele buddhi, wywołując w rezultacie burzliwą reakcję duchową, wartościową i światopoglądową: na przygotowanej glebie buddhi wyrasta bujne drzewo, i zwykle równolegle. Zatem ważnymi cechami włączenia Wodnika jest umocnienie (lub osłabienie) sił duchowych oraz brak interpretacji: człowiek nie odczuwa w nich potrzeby, gdyż wydarzenia, jak się mówi, mówią same za siebie. Co więcej, kiedy włącza się kanał Wodnika, on niejako blokuje ten bliznięcki, a wszelkie komentarze i uwagi odczuwane są jako zbędne, obce, a nawet destrukcyjne – jak to zresztą jest. Wodnikowe gatunki to przypowieść, aforyzm, maksyma, krótka mądrość, która apeluje do życiowego doświadczenia człowieka i pomaga mu przenieść je w siłę duchową. Dlatego aforyzmy często oskarżane są o jałowość: niby kto to rozumie, czyli ma życiowe doświadczenie, które potwierdza dany sąd, ten i tak rozumie, a aforyzm mu do niczego nie jest potrzebny, a kto nie rozumie, to i po przeczytaniu nie zrozumie – przynajmniej nie zdoła włączyć w swoją system egzystencjalny. To, według autora, jest niesprawiedliwe, choć oczywiście styl wodnikowy wcale nie przypomina jowiszowo-bliźnięcego, kiedy wasze życiowe kłopoty rozpatrywane są ze wszystkich stron, dokładnie przeżuwane, rozkładane na półeczki wszystkich dostępnych systemów symbolicznych i wkładane do ust umysłowych.

Typowe pytanie Wodnika brzmi tak: czy umiecie uczyć się na cudzych błędach? Czy choć na własnych? A? Jeśli jeszcze się nie nauczyliście, nie martwcie się: Wodnikiem rządzi praktyczny i cierpliwy Saturn, i u babci-karmy wystarczy cierpliwości, by poczekać, aż przyjmiecie jej lekcje – ale nikt nie gwarantuje, że jej taktyka się nie zmieni.

Autor już zaznaczał, że w nowoczesnej kulturze i języku nie ma wyraźnej różnicy między ciałem buddhi a ciałem umysłowym, i to często prowadzi do zamieszania, które bardzo drogo kosztuje zarówno jednostki, jak i zbiorowości. Ciało buddhi manifestuje się w egzystencjalnych wartościach, poważnych programach życiowych, psychologicznych cechach, talentach, poczuciu obowiązku i sumienia, trwałych nawykach, zdolnościach i niezdolnościach, duchowych skłonnościach i antypatiach – i wszystko to odczuwane jest przez człowieka jako coś głęboko intymnie do niego należnego. Ciało umysłowe zaś jakoś odzwierciedla w swoich systemach symbolicznych cały organizm człowieka, całe jego wewnętrzne i zewnętrzne życie, i między innymi opisane powyżej manifestacje buddhi: wartości, zdolności itd. Jednak ciało buddhi i jego odzwierciedlenie w umyśle to zupełnie różne rzeczy, i to nie tylko pod względem poziomu wibracji, ale i, by tak rzec, treści: na przykład wiele własnych cnót i talentów nie jest przez człowieka uświadamianych jako takie i przez to są one deprecjonowane, a jego wyobrażenia o tym, co dla niego ważne, często okazują się błędne lub mocno zniekształcone. Każda kauzalna medytacja ma „na wyjściu” owoce i opadłe liście, i ważne jest ich nie pomylić, czyli odesłać jagody do kanału Wodnika, a zwiędłe liście do Bliźniąt, a nie odwrotnie. Wodnik rządzi podsumowywaniem życiowych wyników, choćby wstępnych, a rezultatem jego pracy są głębokie zmiany w człowieku: zmienia się gleba buddhi, a za nią i flora buddhi: cechy charakteru, nawyki, akcenty wartości; zwroty nabierają innych kierunków głównych życiowych wątków, a niektóre z nich całkowicie obumierają, częściowo zastępowane nowymi. Przy tym, oczywiście, zmienia się także umysłowy obraz świata, czyli człowiek dokonuje pewnych intelektualnych wniosków, ale to nie jest główne i nie wyczerpuje zmian, które w nim zaszły.

Kto z nas nie dochodzi czasem do bardzo poważnych wniosków o sobie i swoim życiu, ale z jakiegoś powodu wcale nie jest w stanie wcielić ich w życie? A przepływ Wodnika niesie ze sobą właśnie to, co jest do tego konieczne: kształtuje on zapas sił duchowych, które można przeznaczyć na długotrwałe programy rozwoju swoich talentów, zmianę charakteru lub osiąganie zewnętrznych wartości, na przykład doskonalenie zawodowe. Jeszcze jedna, również bardzo ważna, funkcja przepływu Wodnika polega na tym, że umacnia on człowieka w jego życiowych pozycjach, a czasem je podważa, i wtedy po jakimś czasie pojawia się konieczność ich korekty i częściowej wymiany. Całkowite rozczarowanie ludzkości sobą i swoimi możliwościami – nawet wątpliwości w zdolności zapobieżenia globalnej katastrofie ekologicznej, spowodowanej przez nas samych, są w nie mniejszym stopniu związane z tradycją spekulatywnego zastępowania Wodnika Bliźniętami, kiedy dojrzewający owoc kauzalnej medytacji o nieprzyjemnej właściwości, czyli trafia do Bliźniąt po to, by niby „przemyśleć”, a w rzeczywistości zdeprecjonować znaczenie zaistniałych wydarzeń. Ta tradycja istnieje od dawna, ale stała się szczególnie popularna w ostatnich trzech wiekach niezakłóconej uroczystości ludzkiego rozumu, któremu oficjalnie nadano status Boskiego, a sam Bóg, prawdopodobnie w celu usunięcia konkurenta, został uznany za nieistniejącego. W rezultacie powstało wrażenie, że ciało buddhi jest częścią umysłowego, a zatem kanał Wodnika jest częścią bliznięckiego; tym samym potwierdzono całkowicie błędną tezę, że główne znaczenie doświadczenia polega na jego przemyśleniu.

– Wcale nie! – mówi Wodnik. – Główne znaczenie doświadczenia, i każdego w ogóle zakończonego łańcucha wydarzeń, polega na tym, że w rezultacie dojrzewają owoce, które ja przekształcam w glebę, na której wyrastają wartości i zdolności człowieka, i on nabiera potencjału do przyszłych wielkich spraw i osiągnięć, a nawet istotnej wewnętrznej przebudowy – kształtowania charakteru, rezygnacji ze stałych złych nawyków, rozszerzania istotnościowej świadomości (ostatnie w języku potocznym nazywa się przezwyciężaniem egoizmu).

Jak zatem odróżnić owoce medytacji od jej odpadów – zwiędłych liści i suchych gałęzi? To pytanie pojawia się nie tylko na poziomie kauzalnym, ale i na wszystkich innych subtelnych ciałach i mniej więcej zadowalająco rozwiązywane jest przez człowieka mniej więcej na trzecim poziomie przetwarzania kanałów wstępującego i zstępującego. Trudność polega na tym, że owoce i suchości są ubocznymi produktami biocenozy ciała i w pewnym stopniu są wzajemnie wymienne, czyli w zasadzie można odesłać pierwsze do kanału zstępującego, a drugie do wstępującego, ale prowadzi to do zaśmiecania kanałów i zatrucia ciał niższych i wyższych. Dlatego staranne różnicowanie i oddzielanie dojrzałych jabłek od przejrzałych liści jabłoni, a także – bardziej subtelna wersja – wyjmowanie pestek z orzechów cedrowych powinny być uświadomione i odczute jako metafory wewnętrznego życia na poziomie każdego z subtelnych ciał, i to jest najważniejszym elementem wewnętrznej higieny organizmu.

Szczególnie trudna operacja podziału owoców i odpadów na poziomie ciał subtelnego sferonu jest dlatego, że uświadomienie (tworzenie modelu mentalnego) nieuchronnie prowadzi do zgrubienia i znacznie zwiększa ryzyko pomyłki. Innym powodem trudności jest to, że ciała znajdujące się powyżej poziomu mentalnego są tak subtelne, że najczęściej są postrzegane poprzez ich projekcje na bardziej gęste — mentalne, astralne i eteryczne, co prowadzi do swoistych „zlepień znaków zodiaku”, co również utrudnia prawidłowe różnicowanie oraz właściwy dobór materiału dla kanałów wstępujących i zstępujących.

Rozważmy pokrótce, jakie są specyficzne problemy osoby zorientowanej mentalnie, astralnie lub eterycznie, która próbuje uporządkować owoce i odpady kauzalnego biokosmosu.

Osoba zorientowana mentalnie postrzega wydarzenia poprzez ich obrazy mentalne (nie wszystkie, oczywiście, ale te, które ją w największym stopniu interesują) — dlatego, nawiasem mówiąc, często ma ona reakcje jakby metaliczne i spowolnione, podobne do tych, jakbyśmy rozmawiali z robotem żyjącym na Księżycu, skąd dociera informacja. Dla takiej osoby ciało kauzalne zlepia się z mentalnym, jakby stawało się jego częścią, a kanał Wodnika łączy się z kanałem Koziorożca, tak że powstaje wrażenie, iż twarde mentalne wnioski natychmiast stają się życiowymi pozycjami — przynajmniej, jeśli zostały poczynione starannie i sumiennie, a za podobną iluzję przychodzi płacić wysoką cenę, nie przynoszącą żadnych realnych rezultatów. Taka osoba musi zrozumieć, że twarde przekonania i pozycje rodzą się na gruncie praktyki, a nie rozważań — ilekolwiek by one były mądre i gruntowne — oraz nauczyć się odróżniać owoce refleksji od owoców konkretnego doświadczenia życiowego. Te drugie są przeżywane wewnętrznie znacznie poważniej i donioślej, podczas gdy pierwszym zawsze towarzyszy pewna lekkomyślność, której nie udaje się zrekompensować żadnymi wysiłkami mentalnymi, a pomaga jedynie sprawdzenie w praktyce.

Osoba zorientowana astralnie postrzega wydarzenia poprzez ich osobiste-emocjonalne załamanie, tak że ciało kauzalne odczuwane jest przez nią jako część ciała astralnego, a kanał Wodnika niejako staje się częścią Strzelca. Powstaje wówczas efekt takiego rodzaju: zlepiają się mentalne wnioski i przemyślenia emocjonalnych przeżyć (Strzelec) z doświadczeniem życiowym i kształtowaniem na jego podstawie życiowych pozycji, przy czym najczęściej człowiek bierze pierwsze za drugie i po pewnym czasie bardzo się dziwi, widząc, że zmiany w życiowych wątkach nie następują: „ale jak to, przecież nie wolno się kłócić, a jednak — znowu wybuchnął, jakby na równej drodze”. Tutaj dochodzi również do utożsamienia ciała mentalnego z ciałem buddhi, i zrozumienie swojej sytuacji oraz wydostanie się z niej jest dla człowieka bardzo trudne: nawet jeśli jest mu bardzo źle i bardzo stara się zrozumieć, w czym jest winny, i zmienić się na lepsze, wysiłki buddhialne niepostrzeżenie dla niego spływają do mentalnych, a mądrość wodnańska zwraca się w energię, siłami zmieniając trwałe pasożytnicze kauzalne wątki, materializujące wypaczone lub wręcz pozorne wartości buddhi.

Na poziomie astralnym i mentalnym problemy egzystencjalne nie zostają rozwiązane, ale w rzeczywistości zrozumienie tego jest dla osoby zorientowanej astralnie bardzo trudne.

Osoba zorientowana eterycznie postrzega kauzalny nurt w jego bioenergetycznym załamaniu, głównie z perspektywy samopoczucia i pełnego (pustego) żołądka. Wówczas nurt Wodnika postrzegany jest przez nią jako część Skorpiona, co nadaje pewną gastronomiczną uwarunkowalność wartościom i życiowym pozycjom, bardzo charakterystyczną nie tylko dla wielu ludzi, ale i całych zbiorowości, a nawet narodów. Jednak Skorpion i Wodnik stoją w symbolicznej kwadraturze, i nic dobrego z takiego utożsamienia zwykle nie wynika — lecz przyznanie się do tego osobie zorientowanej eterycznie jest bardzo trudne. I cóż powiedzieć: czy w twoim życiu wartościami są ludzie lub organizacje, które cię karmią? Nie bez powodu obraz surowej, ale karmiącej Matki-Ojczyzny, przygotowującej swoich synów i córki na ofiarę, jest tak typowy dla totalitarnych reżimów i twardych państwowych egrzegorów.

Trudność w opisie transmutacji wodnika polega na ich praktycznej niewyrażalności dla świadomości: człowiek czuje, że coś się z nim dzieje (lub już się stało), ale trudno powiedzieć, co dokładnie. Dusza zdobyła pewne doświadczenie i teraz można nim jakoś rozporządzać: wyhodować na ciele buddhi nowe wartości, coś przesadzić, a coś wyrwać jako beznadziejne. Tradycyjne rosyjskie pytanie: „czego duszyczce twojej zachciewa?” — zwykle pada i jest odbierane na poziomie eterycznym lub, w najlepszym razie, astralnym (odpowiedź w stylu: „A tu jeszcze ta cebulka z pierożkiem, i żeby była łaskawa”), ale w rzeczywistości powinno odnosić się do Wodnika, którego jeden z sensów można oddać pojęciem „moralne wsparcie działaniem”. Co to oznacza? Jeśli żyję prawidłowo, to wydarzenia mojego życia powinny układać się w taki sposób, aby wspierać moje wartości — bez żadnego wysiłku z mojej strony w zakresie ich interpretacji. Na przykład, jeśli moją wartością jest wyższe wykształcenie, to kauzalne wsparcie objawi się w dobrych ocenach, pochwałach wykładowców, podwyższonym stypendium, szacunku rodziców dla mojej działalności i ich konkretnych staraniach, aby mi pomóc. Wszystkie opisane kauzalne szczegóły czasem ułatwiają mi życie w nurcie wydarzeń — na przykład ojciec zdobywa rzadki potrzebny podręcznik — ale to nie jest najważniejsze; najważniejsze zaś polega na tym, że wzrasta we mnie ilość natchnienia do nauki, czyli sił duchowych, które poświęcam na naukę, i właśnie w tym przejawia się działanie Wodnika. Jeśli zaś na poziomie kauzalnym wszystko układa się źle: cały czas następują awarie i zakłócenia, na egzaminach ciągle trafiają się niefortunne pytania i egzaminatorzy w złym nastroju, w domu narastają proble

trujący, informacyjno-energetyczny strumień, który podważa moją wiarę w siebie, osłabia siły duchowe i entuzjazm – to znak, który świadczy o niepomyślności buddycznej, braku równowagi lub nawet chorobie spowodowanej niewłaściwym układem wartości w mojej podświadomości (czasem także w świadomości). Jakie wnioski należy z tego wyciągnąć – to kwestia niezwykle subtelna i decydująca, zwłaszcza w kontekście owińskich transmisji, czyli atmańskiej sankcji na wartości, lecz autor zwraca uwagę czytelnika na następujący zasadniczy moment: właśnie poprzez Wodnika dokonuje się sprzężenie zwrotne wyższego ciała (duszy) z subtelnymi ciałami niższymi. Tak więc, jeśli poprzez Byka wyższe ciało transmituje swoją wolę w dół, do ciała kauzalnego i kolejnych, to poprzez Wodnika następuje niejako raport o wykonanej pracy: coś udało się lepiej, coś gorzej, a akcenty wartościowe, często niedostrzegalne dla samego człowieka, układają się zgodnie z tymi programami kauzalnymi, skręcając kark największym uporom.

Silne włączenie Wodnika wywiera na człowieka bardzo duże wrażenie: odczuwa on, że zakończył się istotny wątek wydarzeniowy i że coś się z nim stało, przy czym odczucia często mają charakter mieszany: to i uczucie wyzwolenia, i ulgi, i wypełnienia, a zarazem żal za odejściem, i wrażenie ciągłej, nieodczuwalnej, absolutnej jego nieodczuwalności absolutnej

Dobre, co odczuwało się jako potencjalnie istniejące, ale nie zostało zrealizowane — czy to z niedopatrzenia, czy z nieuwagi, czy wydawało się nieistotne, wątpliwe, czy po prostu nie starczyło czasu. Jeśli łańcuch wydarzeń przebiegł ogólnie zadowalająco (z punktu widzenia atmanicznego), człowiek odczuwa wzmocnienie fundamentalnej energii buddhi: teraz może poradzić sobie z jeszcze bardziej złożonymi zadaniami; jeśli zaś za przyczynowy scenariusz postawiono ogólny „niezaliczenie”, w duszy pojawiają się bardzo nieprzyjemne odczucia pustki, nieczystości, a nawet brudu, wstrętu do samego siebie oraz swoiste poczucie wewnętrznej zdrady. Zatrucie podłoża buddhi to zjawisko bardzo niebezpieczne i nieprzyjemne, które obiecuje człowiekowi i jego otoczeniu mnóstwo trujących roślin zarówno na poziomie buddhi, jak i na niższych ciałach, dlatego do wodnikowych przepływów należy podchodzić z dużą uwagą i odpowiedzialnością, nie przerzucając ich na otaczających mędrców, duchowych nauczycieli i po prostu życzliwych mentorów.

Dla wodnikowych transmisji charakterystyczna jest egzystencjalność oraz doskonała przekonująca moc — tutaj żadnych dowodów nie potrzeba, wszystko widać bez nich, a wszelkie mentalne konstrukcje wydają się ospałe i nieprzekonujące. Typowym przykładem jest sytuacja rozwodu, gdy wieloletnia miłość jednego z małżonków nagle się kończy, choć wydawała się wieczna i niewyczerpana. Po raz pierwszy od dwudziestu lat patrzy on na żonę zimnym wzrokiem i bardzo wyraźnie odczuwa, że jej późne skruchy wobec groźby samotności oraz wszelkie wypowiadane przez nią słowa nie robią na nim żadnego wrażenia: buddhiiczny jad, który gromadził się przez wiele lat jej złego traktowania go, ostatecznie zatruł potężne drzewo jego miłości i ono całkowicie uschło — ona nie jest już dla niego wartością, a wszelkie wyjaśnienia relacji są już bezcelowe: zero.

Przymusowe przerwanie łańcuchów przyczynowych nie tylko wywołuje stres mentalny i emocjonalny, ale także dostarcza niedojrzałe owoce przyczynowe do kanału wodnikowego, zaśmiecając go i zatruwając podłoże buddhi. Autor przedstawia poniżej dwa charakterystyczne przykłady, ale czytelnik z pewnością będzie w stanie rozszerzyć ich listę na podstawie własnego doświadczenia życiowego.

Pseudo-nauczanie. Szczególnie bolesne jest ono odbierane przez dzieci, ale także w dorosłym życiu, wykorzystywane jako gra psychologiczna, może mocno frustrować (rozczarować) ucznia, jeśli sam nie jest biegłym manipulantem, który wykorzystuje scenariusz pseudo-nauczania do walki ze swoimi „nauczycielami”. Rodzice uroczyście oznajmiają swojemu drogiemu dziecku: „Będziemy cię uczyć!”. I oto zatrudniają nauczyciela muzyki, prowadzą dziecko na zajęcia sportowe lub zaczynają sami z nim rozmawiać w obcym języku, ale gdy pierwszy próg oporu zostaje pokonany, a dziecko wciąga się w zajęcia i zaczyna odnosić sukcesy, nauczanie nagle zostaje przerwane — czasem bez wyjaśnienia przyczyn, czasem pod jakimś pozornie szlachetnym pretekstem itd. Dziecko przeżywa większy lub mniejszy stres (kawowy urwis opada na gęstsze ciała) i może nawet zachorować, ale to nie jest główna szkoda; główna zaś polega na tym, że niedojrzałe owoce przyczynowej medytacji przez Wodnika trafiają do ciała buddhi i zatruwają jego podłoże: w duszy dziecka zagnieżdżają się niepewność siebie, pragnienie zakończenia każdej rozwijającej się fabuły tak wcześnie, jak to możliwe, gdyż i tak na końcu czeka bolesne rozczarowanie, oraz inne podobne postawy życiowe i wartości, przesiąknięte nihilizmem. Jeśli rodzice żyją według scenariusza nieudaczników i wychowują dziecko pod ogólnym hasłem: „Niech nauczy się wszystkiego, czego nie zdołaliśmy opanować my, i zrobi wszystko to, czego nam się nie udało”, to opisane pseudo-nauczanie może być prowadzone w bardzo surowych formach, z wyraźnym obarczaniem dziecka winą za niepowodzenia, a wówczas w dorosłym życiu będzie ono szukać psychologicznej kompensacji i często będzie kontynuować dziecięcy scenariusz, wywracając go na nice, czyli regularnie podejmując naukę, wyraźnie nie oczekując żadnych sukcesów, lecz jedynie po to, by udowodnić kolejnego nauczycielowi, że „on do niczego się nie nadaje i nie nauczy mnie niczego!”. To bardzo nieprzyjemna odmiana klienta dla każdego nauczyciela, trenera czy psychoterapeuty; prawdziwa antyteza tutaj jest jedna — zażądać takiej sumy pieniędzy za kurs nauki, która zadławi nawet dobrze odżywionego buddhiicznego krokodyla.

Gra „Bardzo pana/proszę — dziękuję, nie trzeba”. W swoim typowym wariancie gra ta rozgrywa się między dość znajomymi ze sobą ludźmi. Gracz (Ofiara Okoliczności) przedstawia swoją sytuację jako trudną i prosi znajomego (Dobrowolnego Pomocnika) o pomoc w działaniu, czyli o określone nieodpłatne usługi. Znajomy wczuwa się w jego położenie i podejmuje odpowiednie wysiłki, które zrywa w połowie, pod jakimś pozorem ogłaszając je niepotrzebnymi. Sens gry polega na tym, by Dobrowolny Pomocnik włożył wystarczająco dużo energii przyczynowej, aby sukces jego przedsięwzięcia stał się dla niego znaczący, ale jednocześnie w żadnym wypadku nie doprowadził programu pomocy do końca (lub ten ostatni został całkowicie zniweczony) — i w ten sposób postawić go „na swoim miejscu”. Zniszczona przyczynowa medytacja, podobnie jak w pierwszym przykładzie, nie tylko wywołuje szok mentalny, a następnie astralny, ale co najważniejsze, wysyła przez Wodnika niedojrzałe owoce przyczynowe, zatruwające podłoże buddhi, w tym przypadku podkopujące samoocenę i pewność siebie Dobrowolnego Pomocnika. Należy powiedzieć, że jest to bardzo powszechna, a czasem bardzo brutalna gra — zob. np. opowiadanie „Kulawi wejdą pierwsi” Flannery O’Connor.

***

Wodnik realizuje sprzężenie zwrotne przy wykonywaniu programów inspirowanych przez Byka, a jego problemy często wiążą się z niedostateczną wewnętrzną uczciwością człowieka, przy czym ten ostatni może długo nie rozumieć: a) czym to jest, i b) po co jest mu to potrzebne. Poniżej autor stara się odpowiedzieć na te pytania. Jak długo nie są brane pod uwagę wstępujące przepływy, życie człowieka, przynajmniej w obrębie subtelnej sfery, wydaje mu się całkiem zrozumiałe: najpierw szuka się swojego ideału, następnie, załamując go w różnych sferach życia, kształtuje się system wartości, a potem konkretnymi wysiłkami się go osiąga. Na takie drobiazgi, jak pomocniczy charakter zadań każdego ciała względem ciała wyższego, człowiek początkowo nie zwraca uwagi. Jednak w miarę rozwoju ewolucyjnego ujawniają się dziwne efekty, które wyraźnie nie wpisują się w przedstawiony schemat. Na przykład konkretne cele i wysiłki przyczynowe, rozpatrywane z poziomu buddhi (powiedzmy, przy spojrzeniu wartościowym przez wystarczająco długi czas), okazują się wcale nie tak ważne i istotne — najważniejsze jest coś, co stoi za nimi, subtelniejsze i często niewidzialne. Na przykład cel edukacji muzycznej polega nie na opanowaniu określonego zbioru utworów fortepianowych, ale na połączeniu z muzycznym egrzegorem, co wyraża się w określonej zmianie ciała buddhi człowieka, które odtąd posiada kulturę muzyczną, czyli reaguje na określone wibracje, niesłyszalne dla ludzi nieobciążonych tą kulturą. Istnieje talent do słuchania muzyki, podobnie jak zdolność do czytania wierszy i literatury pięknej, i rozwijają się one lepiej, jeśli człowiek choć trochę opanuje amatorski akompaniament gitarowy lub pisze okolicznościowe wiersze na rodzinne święta, ale i jedno, i drugie może być słabe w sensie profesjonalnym. Tutaj widzimy bardzo pouczający przykład tego, jak — delikatnie mówiąc — nieprzekonujące łańcuchy przyczynowe (kilkanaście opanowanych akordów lub dwieście rymowanych wersów na zadany temat) prowadzą do bardzo dużych rezultatów buddhi: u człowieka otwiera się pełnowartościowy słuch muzyczny i poetycki, tak że muzyka i wiersze wchodzą na jego poziom ewolucyjny, np. z manipury do anahaty. Buddhiiczne medytacje czasem przebiegają same przez się, prawie nie napotykając przeszkód i nie mając strat, czyli bardzo słabo manifestując się na płaszczyźnie przyczynowej, i wówczas małe przyczynowe wysiłki mogą mieć bardzo duży efekt buddhi, oczyszczając drobny piasek z łożysk elektrowozu; a bywa i odwrotnie, gdy życie buddhi ledwie tli się, a przyczynowe bije kluczem — i mimo to prawie całkowicie bezsensownie, ale przyznać się do tego samemu sobie człowiekowi jest trudno.

Wodnik zajmuje się właśnie tym, że oczyszcza przyczynową łupinę i przenosi do ciała buddhi tę energię i informację, których ono potrzebuje jako materiału budowlanego do kontynuowania swoich medytacji.

Innymi słowy, Byk transmituje do ciała kauzalnego problemy, których rozwiązanie prowadzi do rozwoju mądrości, wytrwałości, twardości oraz innych cnót i talentów niezbędnych człowiekowi do kontynuowania swojego rozwoju buddhi, czyli duchowego, bezpośrednio związanego z wypełnianiem jego misji. Dlatego jeśli Byk ukierunkowuje człowieka na konkretną działalność, stwarzając mu problemy i inspirując do ich rozwiązania, to Wodnik, przeciwnie, umniejsza praktyczne rezultaty, odrzucając większość z nich całkowicie, a resztę przekształca w coś dla większości efemerycznego – w cnoty, rozwinięte zdolności, trwałe kanały w wysokie egry. Czasem, oczywiście, wszystko to otrzymuje społecznie uznane zewnętrzne uformowanie, na przykład milionowe konto w banku, stanowisko prezesa firmy, tytuł artysty narodowego czy godność Głównego Dyssydenta, ale nie jest to wcale konieczne, a nawet można powiedzieć, że nietypowe. Ciało buddhi, a tym bardziej atmaniczne, nie dążą do afiszowania swoich osiągnięć, zwłaszcza że na razie nie ma dla nich odpowiedniego języka. „Ostatnio dużo pracowałem nad sobą i stałem się znacznie lepszy i bardziej wyrozumiały dla ludzi, szczególnie bliskich” – taką wypowiedź można wygłosić w intymnej atmosferze staremu przyjacielowi, ale nie na konferencji prasowej, choć podobne wyznanie, powiedzmy, głowy państwa nuklearnego, miałoby ogromne znaczenie dla jej narodu i świata. Ale być może najważniejsze, co robi Wodnik, to wspieranie głównych programów rozwoju zewnętrznego i wewnętrznego człowieka – bądź, przeciwnie, ich osłabianie poprzez pozbawienie niezbędnego gruntu, i pogodzenie się z tym może być dla niego bardzo trudne – znacznie łatwiej udawać sobie, że wszystko jest w porządku, i kontynuować swoją drogę. Rezultat bywa bardzo opłakany: wartość staje się pozorna, a po pewnym czasie odpowiednie drzewo buddhi całkowicie usycha, po czym zostaje ono przekształcone przez Byka w takie nasiona i energie, które wywołują poważny kryzys kauzalny: u człowieka dosłownie pękają wszystkie jego sprawy i projekty, choćby pośrednio związane z wyschniętą wartością. Dlatego wewnętrzna uczciwość może być określona jako umiejętność nie blokowania i nie wypierania w podświadomość wodnikowych transmisji, nawet jeśli są one nieprzyjemne i pozornie mało istotne. W rzeczywistości wsparcie kauzalne (dokładniej: wodnikowe) jest potrzebne każdemu człowiekowi w każdym jego programie, nawet jeśli jego Baran jest bardzo silny – przecież żadne nasiono nie wyrośnie na gołych skałach, i choć czasem trzeba umieć wyhodować drzewko buddhi w górskiej szczelinie, to jednocześnie konieczne jest stałe monitorowanie aktualnego składu gleby. Jest to trudne przede wszystkim dlatego, że rola uświadomienia przy kontroli subtelnych ciał jest często czysto pomocnicza, gdyż modele mentalne i interpretacje bywają zbyt szorstkie i przybliżone, a trzeba nauczyć się uświadamiać, nie uświadamiając, czyli dostrzegać subtelne ciała i ich przejawy, ale obywać się bez mentalnego rozpoznania i komentarza, co dla współczesnego człowieka z jego rozwiniętym umysłem jest niezwykle trudne. Jednakże wodnikowe efekty są tak przekonujące, że mówią same za siebie – wystarczy tylko nie przeszkadzać ich postrzeganiu celowo, gdyż zasadniczo nie są one mentalne, lecz istotowe. Człowiek doskonale czuje, jak układają się jego sprawy – czy zbliża się do wartości buddhi, czyli połączenia z wysokim egry, na przykład, czy objawia się u niego talent muzyka-wykonawcy, a spekulacje mentalne mogą zaburzyć jego osąd w tej kwestii, ale nie intymne odczucie buddhi, które jest formą wewnętrznej wiedzy mogącej mieć również negatywny charakter: pomimo widocznych sukcesów i pochwał pedagogów człowiek może wyraźnie czuć, że profesjonalna muzyka nie jest jego wartością.

Cnoty i teki ministerialne nie rosną na pustym miejscu, a jeśli Baran pokaże, jakie konkretne cechy duchowe i kierunki działalności odpowiadają misji człowieka, to Wodnik kształtuje grunt, na którym wyrastają talenty i następuje społeczny awans, a rozwój tego kanału zależy bezpośrednio od tego, jak poważne wnioski człowiek jest skłonny wyciągać z nich. (Tutaj autor zwraca uwagę czytelnika na taką filologiczną różnicę: jeśli zwykłe wnioski odnoszą się raczej do przetwarzania bliźniaczych transmisji, czyli uświadamiania zdarzeń zachodzących w życiu człowieka, to poważne wnioski oznaczają istotne zmiany zachodzące w duszy człowieka, a przede wszystkim w jego ciele buddhi, po wodnikowej transmisji.)

Na pierwszym poziomie opanowania Wodnika człowiek zwykle ignoruje istnienie tego kanału, i robi to dość konsekwentnie. Wydaje mu się, że jego sprawy i okoliczności nie wpływają w żaden sposób na jego wewnętrzną istotę, czyli duszę, będąc wobec niej czymś zupełnie zewnętrznym. Nieważne, jak ułożą się sprawy wewnętrzne i zewnętrzne – żyć trzeba, więc gdzieś się przyczepić, coś podliczyć, a czasem i cudzym skorzystać, no i nie dręczyć się potem wiecznie z powodu takich drobiazgów – zapomnimy i przerośniemy. Człowiek ten rozumie wsparcie kauzalne w sposób prostolinijny, czyli stawia pytanie tak: „Co konkretnie daje mi to wydarzenie dla osiągnięcia moich celów?”. Idee wewnętrznego (buddhi) przygotowania, tak samo jak egryrialnego błogosławieństwa dla realizacji swoich projektów, są dla takiej osoby obce, dlatego sama myśl o istnieniu sprzężenia zwrotnego, które wzmacnia duszę i kanał w egry poprzez wydarzenia i czyny, wyda mu się absurdalna. Wodnik zbiera owoce, czyli w pewnym sensie pośrednie rezultaty kauzalnych medytacji, a ta osoba interesuje się jedynie ich bezpośrednimi wynikami, dlatego materiał wyjściowy, który trafia na wejście kanału, jest dla niej nieinteresujący i zwykle po prostu niezauważany. Często takich ludzi wyróżnia paradoksalna mieszanka przebiegłości i zdumiewającej naiwności, związanej ze słabym postrzeganiem planu buddhi. Wodnik pierwszego poziomu może dość sprawnie prowadzić kauzalne programy, pozostając na poziomie mentalnym i kauzalnym, ale każda bycza transmisja zaskakuje go zupełnie – dla niego jest to irracjonalny cios złego losu, zasadniczo nieprzewidywalne przejawy złego i kapryśnego charakteru partnerów biznesowych lub romantycznych. Fakt, że ta „irracjonalność” jest skutkiem jego własnego nieprawidłowego postępowania kauzalnego, nie przychodzi mu do głowy i nie może przyjść. Nie zauważa, jakimi poważnymi konsekwencjami dla jego własnego ciała buddhi, które jest nie tylko istotną częścią jego duszy, ale także prowadzi wszystkie jego programy życiowe, obracają się takie „drobnostki” jak spóźnienia, niedotrzymane obietnice, fałszywe pozycje, zerwane terminy i wiele innych, których brak w rzeczywistości zewnętrznej stanowi oczyszczenie jego duszy.

Autor podkreśla, że mowa nie o mentalnej ocenie przez człowieka jego kauzalnych nieprawidłowości – może ona być w pełni negatywna – lecz o jego reakcjach buddhi na nie, jak na przykład w następującym teście. Czy dręczy cię sumienie i ile czasu oraz sił duchowych poświęcasz na to, aby zadośćuczynić za swoją winę, która wyraziła się w tym, że:

– spóźniłeś się dziesięć minut na spotkanie;
– zapomniałeś zadzwonić;
– przerwałeś komuś ważną dla niego wypowiedź;
– obiecałeś wykonać czyjeś polecenie, ale z obiektywnych powodów sobie z nim nie poradziłeś;
– dałeś obietnicę, którą spełniłeś z przyzwoitym opóźnieniem;
– przypadkowo pomieszałeś czyjeś plany;
– przypadkowo okazałeś się przyczyną wielkiego nieporozumienia;
– zmusiłeś kogoś, aby prosił cię o coś dłużej, niż było to obiektywnie konieczne;
– manipulowałeś innymi ludźmi z najlepszymi intencjami, ale ze żałosnymi rezultatami;
– skłamałeś w drobnej sprawie?

Jeśli twoja odpowiedź we wszystkich punktach brzmi: „Nie, wcale, i w ogóle w takich sytuacjach nie odczuwam żadnej poważnej winy”, to znajdujesz się na pierwszym poziomie opanowania Wodnika – lub już stałeś się Buddą.

Na drugim poziomie opanowania Wodnika człowiek zaczyna odczuwać wpływ dysharmonii kauzalnej na swoje ciało buddhi, ale jego odczucia są jeszcze bardzo niewyraźne i nie docierają do jego jasnej świadomości. Mimo to instynktownie, niejako z powodu subtelnego (kauzalnego) wstrętu, unika kłamstwa, kłamliwych ludzi i fałszywych pozycji, stara się nie spóźniać i składać nieformalne przeprosiny, jeśli nie dotrzymuje danego słowa.

Wszystko to człowiek robi, jak mu się wydaje, kierując się całkowicie racjonalnymi, przyczynowo-skutkowymi rozważaniami: z niezawodną i uprzejmą osobą, która szanuje czas i rytm życia innych, łatwiej i przyjemniej się współpracuje, dlatego jeśli chce się osiągnąć sukces, nie należy być grubiańskim, nie należy zawodzić partnerów itp. Jednak doświadczenie pokazuje, że wszelkie tego rodzaju moralne nakazy, przekazywane z pokolenia na pokolenie zarówno w formie ustnej, jak i pisemnej, nigdy nie osiągają celu, jeśli opierają się wyłącznie na płaszczyźnie przyczynowo-skutkowej. Człowiek drugiego poziomu szybciej sam sobie tłumaczy swoje postępowanie, a jego prawdziwe motywy są zupełnie inne: czuje on, że w przeciwnym razie jego dusza ulega zanieczyszczeniu, a on sam, w swej istocie, jest jeszcze zbyt niedojrzały — aż do tego stopnia, że jest nie do przyjęcia — aby oczyścić się duchowo, aby uzyskać ukojenie. Jednak, powtórzmy, wszystko to nie jest świadomie postrzegane i utrzymywane przez człowieka w tajemnicy, niczym pewna słabość charakteru, której nie udaje się zrekompensować, podobnie jak skarży się w „Skąpcu” Puszkina: „A może syn powie, że serce moje zarosło mchem, że nie znałem pragnień, że jestem zwierzęciem”.

Na drugim poziomie człowiek odczuwa potrzebę wodnikowej (Wodoleja) pomocy w każdym poważnym przedsięwzięciu, ale z jednej strony rozumie ją dość powierzchownie, a z drugiej — nie przywiązuje do niej należnego znaczenia. Wynika to z faktu, że nie tylko nie uświadamia sobie rzeczywistego podziału ról między ciałem buddhi a ciałem przyczynowo-skutkowym, ale często w ogóle nie postrzega pierwszego z nich jako realnie istniejącego: wydaje mu się, że istnieją pewne obiektywne prawa przyczynowo-skutkowego nurtu, które mają częściowo charakter moralny i lepiej ich przestrzegać, niż je łamać. Jednak jego wszystkie poważne (i niepoważne) plany muszą być całkowicie przez niego samego wewnętrznie przygotowane, inaczej wyda mu się to niepoważne. Dlatego wodnikowa (Wodolejowa) pomoc (lub hamowanie) postrzegana jest przez tę osobę dość pragmatycznie: jako pewne szczęście, udany układ okoliczności lub zbieg wydarzeń, który pomaga jej w prowadzeniu spraw — co oczywiście wspiera psychicznie i to jest ważne, ale nie jest to główne, gdyż poważna osoba, podejmując się dzieła (zewnętrznego lub wewnętrznego), nie ma końca, pomimo przeszkód — zarówno sytuacyjnych, jak i duchowych. Stając w obliczu zaciekłego, aż do całkowitej destrukcji, oporu przyczynowo-skutkowego, człowiek ten po pewnym czasie wycofuje się, czyli rewiduje program działania, ale zwykle z istotnym opóźnieniem, zdążywszy częściowo zatruć glebę buddhi, zepsuć sobie charakter i obniżyć samoocenę, lub też znajdując jakiś mały, prywatny kompleks niższości.

„Od tej pory nigdy nie podejmuję się spraw w czwartek i nie nawiązuję żadnych kontaktów z właścicielami długowłosych psów”.

Prawdziwe jednak przyczyny porażki pozostają dla niego niezrozumiałe, a wnioski, które wyciąga, mają zwykle charakter mentalno-pragmatyczny i nie sprawdzają się w przyszłości; prawdziwa zaś wartość życiowych porażek (jak i sukcesów) pozostaje przed nim ukryta.

Na trzecim poziomie opracowania Wodnika (Wodoleja) człowiek zasadniczo oddziela ciało buddhi od ciała przyczynowo-skutkowego i staje się mniej powierzchowny w swoim rozumieniu przyczynowo-skutkowej pomocy. Widzi on, że przeszkody na drodze realizacji wartości niekiedy wcale nie hamują postępu do nich, ale wręcz przeciwnie — jedynie dodają entuzjazmu, i wyciąga wniosek, że głównym warunkiem sukcesu jest właśnie ten (buddhiowy) entuzjazm, a nie jakakolwiek silna przyczynowo-skutkowa zręczność. Na tym poziomie człowiek może stać się dobrym liderem grupy twórczej, tworząc różne sytuacje wspierające jej duch i nastrój pracy, a chcąc, może z kolei — niezauważalnymi manipulacjami — całkowicie zniszczyć jedno i drugie, przy czym zrozumienie, że to właśnie on jest prawdziwą przyczyną rozpadu zespołu, będzie zupełnie niełatwe.

Na tym poziomie człowiek dochodzi do częściowo niewyraźnego, ale zasadniczo ważnego pojęcia „potencjału” lub „poziomu uzdolnień”, którym dysponuje każda jednostka i który charakteryzuje zdolność do realizacji poważnych programów działania — jest to w istocie nic innego jak energia, którą jest zdolne wydzielić ciało buddhi, i człowiek wystarczy „nasycić” nią każdy konstruktywny program wewnętrzny lub zewnętrzny, czy to naukę języka obcego, czy kierowanie budową domu, czy przyuczanie męża do porządku. Jednak wśród cnót człowiek ten nadal preferuje te, których korzyść dla działalności zewnętrznej jest oczywista (sumienność, dokładność, staranność, konsekwencja itd.), a zdolności rozwija głównie te, za które społeczeństwo płaci pieniądze lub przynajmniej uznaje ich wartość: na trzecim poziomie tematyka poszukiwania wodnikowej (Wodolejowej) pomocy w indywidualnym rozkładzie akcentów wartościowego obrazu świata dopiero się pojawia, a talent postrzegany jest jako koniecznie społecznie znaczący.

Z drugiej strony następuje istotna internalizacja pojęcia wodnikowej (Wodolejowej) pomocy, czyli człowiek zaczyna znacznie bardziej cenić działanie, jakie nurt wydarzeń wywiera na jego wewnętrzny świat i jego wartości, i szybciej reaguje na negatywne znaki przyczynowo-skutkowe, gdyż znacznie bardziej troszczy się o czystość ciała buddhi i lepiej wyczuwa ekologiczny stan jego gleby. Tak więc podobny miesiąc lub drugi spędzony na twardej grupie karate lub psychotreningu może zakończyć się dla niego odejściem z niej z tego powodu, że czuje, jak w nim dojrzewa okrucieństwo, i to wcale nie będzie formalnym pretekstem.

Na trzecim poziomie wiele cech kanału Wodnika (Wodoleja) jest rozumianych i wykorzystywanych w ogóle prawidłowo, choć głównie intuicyjnie — człowiek nie potrafi do końca wyjaśnić, dlaczego postępuje tak, a nie inaczej — jednak często może się odwołać do przysłowia, aforyzmu lub mądrego powiedzenia, które jego zdaniem dokładnie charakteryzuje daną sytuację. Umie on uczyć się na błędach innych i stara się to robić, zbierając w swój wodnikowy (Wodolejowy) kanał owoce kaluzyjnych medytacji otaczającego świata, dzięki czemu dysponuje znacznie większymi siłami duchowymi niż otoczenie, choć nie ma skłonności do ich afiszowania.

Jedną z głównych umiejętności nabywanych na tym poziomie opracowania kanału jest staranny dobór owoców doświadczenia życiowego, niezależnie od tego, czy przyniosły radość, czy cierpienie, przy czym człowiek zauważa, że duchowe owoce porażek, jeśli zostaną prawidłowo przetransformowane, mogą dać nawet bardziej korzystny grunt duchowy niż rezultaty radosnych zwycięstw, z którymi należy obchodzić się z dużą ostrożnością, aby gleba buddhi nie zarosła w postaci okazałych łopianów dumy lub chwastów cynicznego nihilizmu.

Na tym poziomie człowiek uświadamia sobie także analityczność Wodnika (Wodoleja), czyli zdolność do wspierania (lub zatruwania) owocami danego doświadczenia życiowego wszystkich swoich wartości jednocześnie, ale póki co nie umie należycie z tego skorzystać, wpadając w pułapkę bliźniaczych interpretacji i dalszej analizy mentalnej.

Na czwartym poziomie opracowania Wodnika (Wodoleja) człowiek ostatecznie oddziela ciało buddhi od ciała przyczynowo-skutkowego i uświadamia sobie ich względne role, zwłaszcza jeśli Byk (Taurus) został opracowany do czwartego lub przynajmniej trzeciego poziomu. Umie on starannie wyselekcjonować i oczyścić owoce kaluzyjnych medytacji, odsyłając zgniłe i niedojrzałe do kanału Bliźniąt (Gemini), zapewniając w ten sposób istotną czystość gleby ciała buddhi; jednocześnie dba nie tylko o czystość, ale i o odpowiedniość jej składu do drzew, krzewów, traw, które na niej rosną, i w przypadkach, gdy pojawia się niezgodność, zmienia nie tylko reżimy tworzenia gleby, ale i rodzaje uprawianych kultur, czyli systemy wartości i linie swojego rozwoju, dbając o równowagę nurtów Wodnika (Wodoleja) i Byka (Taurusa) pod ogólnym kierownictwem Barana (Aries).

Na tym poziomie człowiek praktycznie nigdy nie odczuwa ostrego rozczarowania, urazy, irytacji i innych nieprzyjemnych emocji pojawiających się w wyniku życiowych niepowodzeń, gdyż owoce każdego doświadczenia — zarówno konstruktywnego, jak i destrukcyjnego — umie skierować w fundamentalną energię buddhi i materię. Co więcej, uczy się on regulować jej napływ w szczególnie potrzebujące tego obszary ciała buddhi, tak że w niewielkim stopniu zależy od konkretnych okoliczności życiowych, w których się znajduje.

Tym niemniej, trafiając w specyficzną sytuację, która pozwala efektywnie odrobić rzadką, użyteczną jakość lub wzmocnić kanał kontaktu z trudno dostępnym egrzegorem, bez wątpienia skorzysta z okazji, choćby kosztem opóźnienia w realizacji bieżących programów kauzalnych — o ile nie odbywa się to kosztem innych. Wówczas równowaga etyczna jednostki jest tym trudniejsza do utrzymania, im wyższy jest jej poziom ewolucyjny oraz egrzegorów, którym służy. Na czwartym poziomie pracy Wodnika problemów jest wprawdzie wystarczająco dużo, ale są one znacznie subtelniejsze niż na poprzednich poziomach.

Taka osoba umie czerpać radość z trudności, gdyż postrzega je jako możliwość połączenia z tym lub innym wysokim egrzegorem, a zwykle nawet domyśla się, z którym konkretnie. Dlatego jej życie w nurcie kauzalnym jest znacznie bardziej sensowne niż na niższych poziomach pracy Wodnika, a efektywność funkcjonowania tego kanału jest u niej znacznie wyższa — na przykład potrafi nauczyć się (zmieniając się istotowo) już za pierwszym razem, podczas gdy innej osobie do odpowiednich zmian potrzeba dziesięciu lat bolesnych powtórzeń praktycznie tej samej sytuacji.

Nowym elementem na czwartym poziomie jest uświadomienie sobie związku między kanałami Wodnika a Wagi, którego człowiek uczy się uwzględniać i prawidłowo wykorzystywać, jednak póki co robi w tym jedynie pierwsze kroki: na przykład opanowuje kulinarne aspekty protokołu dyplomatycznego.

***

Silny Wodnik obdarza człowieka licznymi talentami, jednak przewidzieć z góry, jaki będzie ich finał — Nagroda Nobla czy szubienica — jest dość trudno; wiele zależy od początkowego poziomu ewolucyjnego jednostki oraz od jej dążenia do zgłębienia siebie, swojej duszy i misji. Silny Wodnik podsumowuje swoją działalność znacznie częściej i, można by rzec, energiczniej niż przeciętny człowiek, choć nie zawsze jest tego świadomy. W jego duszy nieustannie dokonuje się jakiś ruch, podobny do życia warstw geologicznych w strefie intensywnego tworzenia się gór, jednak to, jakie wartości wyrosną na bujnej glebie buddhiicznej, zależy głównie od nurtu Barana, a ostatecznie określają je zakręty misji.

Jednak te wartości i siły duchowe pojawiają się u niego obficie, toteż tej osobie należy poważnie zająć się trzema problemami: jakością gleby, charakterem wartości oraz drogami ich osiągania. Jeśli chodzi o glebę kształtowaną przez silnego Wodnika, nie powinien on oszukiwać się co do jednego: czy niska jakość może zostać zrekompensowana ilością? Oczywiście, że nie, i człowiek musi się o tym przekonać na własnym gorzkim doświadczeniu, gdyż nawet niewielkie niedokładności kauzalne i przerwy w medytacji silnie zanieczyszczają jego ciało buddhiczne, w którym natychmiast wyrastają chwasty i dziko rosnące krzewy, a także nieprzewidziane pnącza dławiące uprawne rośliny: podstawowe programy życiowe związane z misją zostają odsunięte na bok jako nie mające z nią związku.

Niestety, nie zawsze jest to od razu jasne, a zrozumienie, dlaczego właśnie jemu absolutnie nie wolno kłamać w drobnostkach i spóźniać się, przychodzi silnemu Wodnikowi bardzo trudno, zwłaszcza że dzięki wrodzonemu czarowi i osobistemu magnetyzmowi, nie ustępującemu skorpioniemu, tak łatwo zmazać winę, gorąco i szczerze przepraszając swoim entuzjazmem, którego zwykle nie brakuje.

Silny Wodnik często staje się nieświadomym, a w porównaniu ze Skorpionem — subtelnym manipulatorem; na przykład, odbierając komuś ze znajomych swoje przychylne nastawienie, zadaje tej osobie tak poważną moralną ranę, że ta mimowolnie zaczyna się podlizywać i szukać swojej winy, której wcale nie ma: po prostu u Wodnika wyschła kolejna potężna, lecz dzika latorośl, i tymczasowo pochłonęły go nowe znajomości, podczas gdy stare odłożył na jakiś czas — dokąd miałyby się podziać?

Problem ucywilizowania własnych wartości oraz realizacji programów ich osiągania, w tym opracowywania Byka, jest dla silnego Wodnika bardzo istotny, jednak często bardzo nie chce on tego przyznać, toteż po prostu wypiera to do podświadomości, przez co jego dusza mocno się zanieczyszcza, a późna obróbka przychodzi bardzo ciężko, jeśli w ogóle jest możliwa — porównaj finał powieści Oscara Wilde’a „Portret Doriana Graya”.

Tej osobie należy pamiętać, że ani czar, ani nawet mądrość nie zastąpią wewnętrznej uczciwości. Opracowywanie daje zdolność odpowiadania na najpoważniejsze pytania swojego czasu, realizując zarówno programy organizacyjne, jak i rozwój kulturowy, czasem całych etnosów.

Słaby Wodnik stwarza człowiekowi trudności w pielęgnowaniu własnych wartości: gleba dla nich będzie stosunkowo uboga. Mało prawdopodobne, by jego serdeczność i przyjacielskość rozciągały się na wszystkich bez wyjątku, jednak jest on znacznie mniej niż silny Wodnik skłonny manipulować swoim nastawieniem, toteż utrzymanie z nim równych relacji jest zwykle łatwiejsze. Jego istotne przeżycia, nawet po burzliwych wydarzeniach, mogą być bardzo ograniczone, a istotne dla jego egzystencjalnego obrazu wsparcie kauzalne może on ocenić nisko lub w ogóle nie zauważyć — ku wielkiej szkodzie dla siebie i relacji z przyjacielem, który je okazał.

Jeśli zaś Byk jest słaby, to związek ciała wyższej natury z sferą społeczną może być odczuwany przez człowieka jako nieistotny lub całkowicie nieobecny, co często prowadzi do charakterystycznego dla naszych czasów rozdwojenia, gdy obce, a także własne programy społeczne mają dla jednostki niewielką wartość, zaś zajęcia „dla duszy” (hobby, amatorskie pasje) są nisko cenione w społeczeństwie — los wewnętrznego ja Byka, a tym bardziej ignorowanie istnienia tych kanałów sprawia, że dzikiejją i zaczynają działać w surowym, praktycznie niekontrolowanym trybie impulsywnym: nieszczęścia, podobnie jak ciężkie stany duchowe, spadają na człowieka bez ostrzeżenia i widocznych przyczyn.

Przy silnym Byku sytuacja jest łatwiejsza, jednak należy przyzwyczaić się do kapilarnego napływu wsparcia wodnikowych wartości i kontynuować ich osiąganie lub korygowanie, kierując się subtelnymi, prawie niewidocznymi znakami kauzalnymi.

Harmonijny Wodnik ma skłonność do zbyt łatwych wewnętrznych wniosków ze swojego życiowego doświadczenia; zewnętrznie może to sprawiać wrażenie lekkiego charakteru, jednak przy dłuższej styczności z taką osobą pojawia się nieprzyjemne wrażenie, że w głębi duszy jest jej wszystko obojętne, i to właśnie tłumaczy jego niezłośliwość, otwartość, przyjacielskość i nieugiętość. (Oczywiście, należy tu spojrzeć także na inne miejsca horoskopu: na przykład planetarny kwadrat Skorpiona do Lwa może wywoływać wybuchy gniewu nawet u harmonijnego Wodnika, jednak ten je skutecznie tłumi i osłabia.)

Oczywiście, tej osobie, podobnie jak każdej innej, nie wszystko jest obojętne, jednak jakoś naturalnie umie ona nie zwracać uwagi na złośliwe uwagi i nie tracić panowania, stykając się z niewiarygodnością i nieobowiązkowością swoich przyjaciół — a do tej kategorii zalicza niemal wszystkich jego znajomych; wrogów, jeśli w ogóle ich ma, nie zna osobiście. Często ma szczęście w kontaktach z ludźmi, zwłaszcza tymi, którzy wspierają jego projekty — jednak gdy zaczyna ich to obciążać, odbiera im swoje zainteresowanie i przychylność, a w ślad za tym pojawiają się smutne spojrzenia i jęki („Za co?”), na które nie zwraca najmniejszej uwagi.

Jego dewiza brzmi: „Kocham wszystkich, ale szczególnie tych, którzy są teraz przy mnie” — i ta elitarność kręgów jego kontaktów nie jest bynajmniej ukrywana, choć może boleśnie zranić byłych bliskich przyjaciół.

Jeśli jest manipulatorem, to przynajmniej nie grubiańskim; umie jednak zręcznie i naturalnie czerpać korzyści moralne z cudzej pracy, a czasem staje się mistrzem gier psychologicznych na materiale życia praktycznego, i wówczas bardzo trudno jest mieć z nim do czynienia: zawsze potrafi on niezauważenie odwrócić sytuację tak, że cały egzystencjalny ciężar spada na barki otoczenia, a otaczający z goryczą odkrywają, iż całe ich doświadczenie życiowe służy wyłącznie podtrzymaniu jego pozycji życiowych.

Ulubioną grą takiej osoby jest: „Przecież ci mówiłem!” — lecz w wariancie majorowym, na przykład: że wasze dziecko kiedyś na pewno skończy szkołę (wyzdrowieje, ożeni się, zmądrzeje, spłaci długi, przejdzie na emeryturę).

Główne niebezpieczeństwo, które czyha na harmonijnego Wodnika, nie tkwi w kauzalnych i buddhiicznych wampirach, którzy go oplatają, lecz w ciągłej pokusie samoułudy. Wyraża się ona w tym, że człowiek nie dostrzega na czas, iż jego strumień kauzalny przestaje wspierać jego wartości, czyli że robi coś, co nie do końca jest tym, co powinien robić, albo w ogóle nie robi tego, co powinien. W przeciwnym razie grunt buddhiiczny staje się luźny, amorficzny i obficie wyrasta na nim chwasty, a wówczas człowiek zużywa swoją częściowo zwiędłą czarowność jedynie na najbliższe otoczenie: rolników, lizusów i pochlebców.

Jednak pierwsze sygnały alarmowe często dobiegają ze strumienia kauzalnego tracącego swoją strukturę: człowiekowi coraz trudniej wypełniać swoje zobowiązania, musi kłamać i szukać wymówek, nadużywając swojego uroku i ogólnej serdeczności. Próbując wyjść suchą nogą z opresji, ryzykuje jednak, że mocno się spoci.

Obróbka daje duże zdolności organizacyjne, nos przedsiębiorcy i intuicję naukowca-eksperymentatora, a także ogólny optymizm i serdeczną hojność – i co jeszcze sobie zażyczysz?

Uderzony Wodnik często oznacza niemożliwy charakter i trudności w adaptacji społecznej, które rekompensowane są wielkimi i oryginalnymi zdolnościami w dziedzinach wskazanych przez aspekty Wodnika. Jednak rozwinąć te zdolności w talenty i zrealizować je w konstruktywnej działalności człowiekowi przychodzi z trudem, a przeszkody mają w dużej mierze charakter wewnętrzny. Wszystko, co ta osoba robi, i co życie robi z nią, najczęściej jej nie zadowala – nie na poziomie intelektualno-logicznym, lecz duchowym; między innymi zawsze wydaje jej się, że to, co dzieje się wokół niej, podważa lub dyskredytuje jej wartości, podkopując wiarę w siebie, aktualne autorytety, konkretne zdolności i ogólną zdolność doprowadzenia czegokolwiek do końca.

W postrzeganiu dotkniętego Wodnika sens ukryty między wierszami każdego skierowanego do niego tekstu, a także jego ukryte intencje moralne są najczęściej destrukcyjne. Komplementy i pochwały za wykonaną przez niego pracę odbiera zwykle jako szyderstwo, a na każdy sukces patrzy jak na cud lub wyjątek, który jedynie potwierdza regułę jego powszechnej beznadziei.

Powyższe odnosi się do wewnętrznego świata dotkniętego Wodnika, ale wcale nie jest pewne, że przyzna się on do tego komukolwiek, a nawet samemu sobie.

W ramach kompensacji i hiperkompensacji pojawiają się u niego różne kompleksy niższości (osobiste, rodzinne, zawodowe, seksualne, polityczne…), nadmierna pycha zewnętrzna i skłonność do interpretowania wszystkiego, co się dzieje wokół, na swoją korzyść. Charakter od tego zwykle mocno się psuje, lecz swoista czarowność i utalentowanie przyciągają do tej osoby najróżniejszych ludzi, z których większość nie wytrzymuje kontaktu z nią i odchodzi (dobrowolnie czy nie), a mniejsza pozostaje w postaci stałych przyjaciół, z którymi ta osoba może postępować wyjątkowo dobrze i tolerancyjnie, bezinteresownie poświęcając im wiele sił duchowych.

Ale i tak jest niekonsekwentny, a jeśli nie pracuje nad sobą, ryzykuje w końcu pozostać zupełnie sam, strawiony duchowym rakiem i twardym egrzegorem.

Obróbka jest tu dość trudna, gdyż człowiek musi nauczyć się ciągle wewnętrznie się zmieniać, korygując system wartości w niedoskonałej zgodności z doświadczeniem życiowym, ale w żadnym wypadku nie robiąc tego w sposób prostolinijny. Wnioski typu: „Jeśli raz się nie udało, to znaczy, że wziąłem się za nie swoją sprawę” lub „Kto raz mnie zawiódł, zawiedzie i drugi raz, więc z nim w ogóle nie można mieć do czynienia” u niego nie działają: aby osiągnąć prawdziwe wewnętrzne zadowolenie, potrzebna będzie tu długa i nieoczywista praca z upadkami i wzlotami.

Pomaga skupienie na transmutacjach baranich oraz wykształcenie w sobie szacunku do rzeczywistości, zwłaszcza do strumienia kauzalnego: jeśli płynie on tak, a nie inaczej, to znaczy, że taka jest wola Boża, i nie ja, z moim marnym umysłem, mam sądzić, jak bardzo jestem w nim adekwatny.

Obróbka zaczyna się od opanowania podstawowych zasad postępowania w strumieniu kauzalnym (patrz test w opisie pierwszego poziomu obróbki Wodnika), gdyż ich naruszenie szybko prowadzi do poważnych konsekwencji. Przy należytej staranności i wytrwałości człowiek zaczyna rozumieć indywidualne cechy buddhiicznych programów swojego rozwoju, a za nimi otrzymuje klucze do wypełnienia swojej misji; wiele powiedzą tu planety w Wodniku i Rybach oraz ich aspekty.

Zagłębcie się głębiej w astrologię

Darmowe kalkulatory, mapa urodzenia, Tarot online oraz inne narzędzia do samopoznania.

Udostępnij:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Updating
  • Brak produktów w koszyku.