<p>zalogować się/zarejestrować</p>
<p>zalogować się/zarejestrować</p>
Astro Way Logo Astro Way Logo

WYŻSZE ARCHETYPY: DOŚWIADCZENIE PSYCHOLOGICZNYCH BADAŃ :: 4. Część 3 – ARCHETYP DIALEKTYCZNY Część 2

Na tym poziomie pojawia się zrozumienie, że w fazie urzeczywistnienia zasadniczo nie kończy się praca nad obiektem, a w fazie rozpuszczania nie tylko dokańcza się to, co zostało niedokończone w fazie tworzenia, lecz także prowadzi się samodzielną pracę związaną z subtelnościami życia obiektu, które stają się widoczne i zrozumiałe dopiero teraz. Dopiero teraz nadchodzi czas ich opracowania i urzeczywistnienia, dopełnienia karmicznego programu obiektu. Innymi słowy, człowiek na poziomie amatorskim staje się entuzjastą swojej sprawy, sądząc, że w fazie rozpuszczania dokonuje się najbardziej ezoteryczna, najsubtelniejsza i najdelikatniejsza praca. To, że ta praca najczęściej jest brudna, go nie niepokoi. Ponadto, w tej fazie następuje istotne poszerzenie świadomości. Jeśli w fazie tworzenia świadomość skupiona jest głównie na obiekcie i korzyściach, które on otrzymuje ze wszystkich stron, to w fazie urzeczywistnienia świadomość obejmuje obiekt, jego funkcję i interakcję ze środowiskiem w ramach tej funkcji, natomiast w fazie rozpuszczania spojrzenie zarówno na obiekt, jak i na otaczające środowisko staje się znacznie szersze. Obejmuje ono, po pierwsze, wszystkie trzy fazy życia obiektu, a po drugie, postrzeganie obiektu przez środowisko w znacznie mniej utylitarnej płaszczyźnie niż proste konsumowanie rezultatów działalności tego obiektu.

Myśl tę można zilustrować następująco: kiedy wilk goni jelenia, w jego świadomości jeleń przedstawiany jest jako taki, a jego cel jest jasny i jednoznaczny — dogonić tego jelenia i go rozszarpać. Gdy zaś jeleń, już w postaci tuszy, pomyślnie przyniesiony do legowiska, a wilk, nasyciwszy się, obserwuje, jak jego młode zaspokajają swój apetyt jeleniną, myśli wilka stają się znacznie szersze, nabierają charakteru filozoficznego, i może on rozmyślać, na przykład, nad rolą jelenia, lasów, a także terenów przyległych do lasu.

Profesjonalny poziom opracowania archetypu rozpuszczania daje człowieka, który dobrze zna swoją dziedzinę. Tak, w powieści W. Nabokova „Wystarczy zaproszenie” do skazanego przychodzi jego przyszły kat, zaprzyjaźnia się z nim i między sobą dokładnie obmacuje jego szyję, precyzując jej anatomię — po to, by w optymalny sposób zadać decydujący cios. Mniej dramatycznym przykładem jest praca kucharza, który przygotowuje potrawę — maksymalnie zbliżając jedzenie do fazy rozpuszczania w ustach i żołądku smakoszy jego twórczości. Właściwie sam kucharz pracuje, rzecz jasna, pod archetypem urzeczywistnienia, jak każdy inny pracownik zawodowy, lecz cień archetypu rozpuszczania, czyli submodalność archetypu rozpuszczania, niewątpliwie w jego pracy występuje. Jedzenie musi być jadalne, czyli gotowe do rozpuszczania w środowisku organizmu.

Na poziomie profesjonalnym w fazie rozpuszczania pracują chirurdzy, którzy precyzyjnie usuwają to, co w organizmie człowieka jest dla niego zbędne, lekarze-stomatolodzy oczyszczający zęby z nalotu i leczący próchnicę, lekarze-naturopaci zajmujący się oczyszczaniem jelit, krwi, limfy, wątroby, pęcherzyka żółciowego itd. Jednakże precyzja i ekologiczność dla środowiska w fazie rozpuszczania nie są głównym i jedynym wyznacznikiem profesjonalizmu. Prawdopodobnie najważniejsze, co odróżnia poziom profesjonalny fazy rozpuszczania, to dobre zrozumienie i przeważająca uwaga skierowana na etykę tego, co się dzieje. Etyka fazy rozpuszczania zasadniczo różni się od etyki fazy urzeczywistnienia i etyki fazy tworzenia, ale nie tylko w tym rzecz. Ważne jest to, że etyka w fazie rozpuszczania nabiera znaczenia przeważającego, niejako wznosząc się ponad życie obiektu. Można powiedzieć, że dla uformowania swoich podsumowań życia — przynajmniej tak się to wydaje człowiekowi w fazie rozpuszczania — się to odbywa. Podsumowania życia to zupełnie nie ich bezpośrednia treść, która niepokoiła człowieka w fazie urzeczywistnienia. Moralne wnioski, subtelniejsze zrozumienie życia obiektu, a także życia jako takiego — oto podsumowania, które interesują człowieka w fazie rozpuszczania. Sens życia i istnienia nie tylko obiektu, ale i podobnych do niego, sens własnego istnienia, wyjście poza ramy uwarunkowanego świata i zrozumienie wyższej prawidłowości bytu — oto owoce, które niesie ze sobą faza rozpuszczania. Dla człowieka, który ją profesjonalnie opanowuje, wydaje się ona nie tylko nieuniknioną i konieczną częścią istnienia, ale i najciekawszą jego częścią. Śmierć nie tylko kończy życie, uważa on, ona również nadaje życiu szczególne światło, nadając mu głęboki sens, który naprawdę ujawnia się i staje się widoczny dopiero w fazie rozpuszczania.

Na poziomie profesjonalnym fazy rozpuszczania pojawia się mądrość — jakość, która rodzi się właśnie na tym etapie i w pewnym sensie przeciwstawia się rozumowi, charakterystycznemu dla fazy urzeczywistnienia. Profesjonalizm fazy rozpuszczania to subtelny aromat gnilnego fermentowania, estetyka gnicia i dekadencji.

PRACA NAD ARCHETYPEM DIALEKTYCZNYM

Temat opracowania uniwersalnego archetypu to temat relacji między jego prywatnymi archetypami składowymi oraz interakcji ich modalności. W zależności od tego, jak bardzo człowiek uświadamia sobie te modalności, potrafi je dostrzec, odczuć i usłyszeć w sobie oraz w otaczającym świecie i umie nimi kierować, zależy poziom jego harmonii z samym sobą, jego efektywność w projektach zewnętrznych i wewnętrznych.

Etap 1. Pierwotny chaos.

Na tym etapie człowiek w ogóle nie zastanawia się nad modalnościami czasowymi i udaje, że są one dla niego nieczytelne. Przynajmniej w jego mowie i zachowaniu są one pomieszane w sposób nieoczekiwany i katastrofalny; jednakże nie zwraca on na to żadnej uwagi. Postrzegając innych ludzi i sytuacje, również nie zwraca uwagi na to, jaka modalność czasu jest w nich dominująca (wiodąca), i często wpada w tarapaty lub wprowadza do sytuacji niezwykły chaos, którego uporządkowanie może okazać się dość trudne.

Jego zachowanie jest najczęściej niekomplementarne, czyli nie umie on podtrzymywać tych modalności, które proponuje mu sytuacja lub partner, i przerywa je swoją. Co więcej, przerywa on również samego siebie, nie dostrzegając całej nielogiczności i niespójności swojego zachowania. Zacząć od zdrowia, a skończyć na modlitwie — ulubiony jego chwyt; zresztą podświadomie posługuje się on również wieloma innymi, mieszając modalności w najbardziej nieprawdopodobny sposób.

Nowy pracownik przychodzi do pracy. „Zastanów się zawczasu, jak stąd odejdziesz” — wieloznacznie powie mu nasz bohater, na długo psując mu nastrój i czyniąc go ostrożnym w sytuacji, kiedy nie jest to wcale potrzebne. Starego, starca, niedaleko od grobu, gruntownie pouczać będzie, jak temu należy postępować w młodości, aby nie znaleźć się teraz w tak ciężkim położeniu. Człowiekowi pogrążonemu w poważnej i odpowiedzialnej pracy radzi jak najszybciej ją zakończyć z powodu całkowitej beznadziejności lub całkowicie przebudować swoje podejście do niej, uczyć się nowego, twórczego podejścia.

Matka, która namawia swojego pięcioletniego syna do zjedzenia na kolację sałatki jarzynowej zamiast ulubionego kanapki z serem, motywując to bogactwem witamin i specyfiką fizjologii trawienia pokarmu w nocy, znajduje się na pierwszym etapie opracowania archetypu dialektycznego: chłopiec oczekuje od niej objawienia w modalności tworzenia, ona zaś wypowiada tekst, który wyraźnie należy do modalności urzeczywistnienia, co jest dla niego zupełnie niezrozumiałe.

Dla pierwszego etapu charakterystyczne jest samoprzerywanie, kiedy człowiek spontanicznie zmienia modalność swojego zachowania lub mowy, nie dostrzegając, że te zmiany nie są motywowane ani sytuacją, ani jego wcześniejszymi słowami i gwałtownie, brutalnie i ostro przerywają jego zachowanie, znacznie utrudniając zarówno jemu, jak i rozwojowi sytuacji oraz ludziom, którzy ją odbierają. W praktyce jest dość trudno znosić takiego człowieka, ale zarzucić mu coś w naszej kulturze bywa czasem zupełnie niemożliwe. Maksimum, co może usłyszeć: „Słuchaj, no ty się jakoś dziwnie zachowujesz!”. A jak właściwie nie tak, partner zwykle nie potrafi wyjaśnić.

Na przykład, wykładając tę samą tematykę, ten człowiek zupełnie nieumotywowanie może zmieniać nastrój swojego wykładu, z modalności żałoby i całkowitej rozpaczy momentalnie przeskakując do modalności oczekiwania na świetlaną przyszłość i nowych nieoczekiwanych źródeł wsparcia, skacząc stamtąd do modalności, która zakłada istnienie już gotowego, sprawnego funkcjonowania, natychmiast niszcząc ten mechanizm i wyciągając wnioski o nikczemności jego istnienia.

Wszystko to wywiera na słuchaczu czasem ogłuszające wrażenie, jakby nie chciało się ograniczać jedynie do poziomu rozumowego zrozumienia. “Więc o co wam tak naprawdę chodzi, dokąd zmierzamy? Co mamy i co planujemy? Do jakich celów dążymy i jakie wnioski wyciągniemy z całej tej sytuacji?” Odpowiedzi na żadne z tych pytań nasz bohater nie posiada, a nawet nie ma na myśli, że powinny istnieć. Zachowuje się jednak tak, jakby wszystkie trzy fazy czasu od dawna miał w kieszeni i z zręcznością iluzjonisty wyciąga z nich to jedną, to drugą, to trzecią, nie zwracając uwagi na to, jak się rodzą i mijają.

Typowym przykładem zachowania na pierwszej fazie opracowywania archetypu dialektycznego jest postawa energicznej, aż do zuchwałości, dziennikarki przeprowadzającej wywiad ze sławną osobistością. W modalności tworzenia idzie o przedstawienie bohatera programu, opowieść lub zaprezentowanie telewidzów nowych stron życia i działalności sławnej osoby. W fazie realizacji padają poważne pytania dotyczące jej pracy. Do fazy rozwiązania należą jej oceny przeżytego życia, poszczególnych wątków życiowych, a także oceny innych ludzi i specjalistów.

Nie dając możliwości sławnej osobie dokończenia odpowiedzi w danej modalności, dziennikarka ją przerywa i, zgodnie ze swoim planem wywiadu, zadaje pytania w innej modalności, potem w trzeciej, następnie znowu w pierwszej, wskutek czego sławna osoba zaczyna mrugać oczami, lekko się irytuje, a wszystko, co się dzieje, zaczyna jej przypominać występ na arenie cyrkowej — i takie samo wrażenie odnoszą również telewidzowie.

Faza 2. Identyfikacja.
Na tym etapie człowiek zaczyna uświadamiać sobie, że istnieją trzy fazy czasu — tworzenie, realizacja i rozwiązanie. On, naturalnie, nazywa je swoimi słowami i wybiera sobie ulubioną, której świadomie lub nieświadomie pragnie używać we wszystkich sytuacjach życiowych. Do reszty odnosi się sceptycznie i w jakiejkolwiek modalności nie występuje jego rozmówca, odpowiada z reguły w ulubionej.

Jednocześnie uświadamia sobie (w niektórych przypadkach) swoją bezwładność i niekomplementarność, ale obwinia za nią otoczenie, a nie siebie. Innymi słowy, ten człowiek rozumie, że zdarzają się, na przykład, takie okoliczności, kiedy krytyka jest nie na miejscu, czyli odczuwa fazę tworzenia jako pewien szczególny stan psychiki lub natury, kiedy można zbierać, ale nie oddawać i nie gromadzić na później, a po prostu bawić się, nie ponosząc za to odpowiedzialności. Jeśli jednak ta modalność nie jest jego ulubioną, wówczas będzie ją postrzegać, po pierwsze, jako szybko przemijającą, po drugie, niepoważną, a po trzecie, przeznaczoną wyłącznie do następnej fazy — fazy realizacji, jeśli jest on na niej skupiony. Jeśli zaś

rozpuszczenie, wówczas będzie postrzegał zarówno fazę tworzenia, jak i fazę urzeczywistnienia jako przygotowawcze do najważniejszej, najciekawszej i najbardziej treściwej fazy rozpuszczenia, a z jej perspektywy będzie oceniał wszystko, co się dzieje, czasem uświadamiając sobie swoją nieadekwatność, ale nie traktując jej jako szczególnego grzechu. Dla tej fazy charakterystyczny jest pobłażliwy lub lekceważący stosunek do faz odmiennych od tej, w której jest zakotwiczony, choć jego oceny będą się różnić w zależności od tego, z której właśnie fazy patrzy na inne. Na przykład faza tworzenia jawi się jako całkowicie nieprzekonująca i efemeryczna zarówno z punktu widzenia fazy urzeczywistnienia, jak i z perspektywy fazy rozpuszczenia, jednak ich krytyka wobec niej będzie zupełnie odmienna. W lekceważeniu fazy tworzenia będą ją potępiać obie fazy, ale jeśli faza urzeczywistnienia zarzuci fazie tworzenia brak odpowiedzialności, nadmiernie lekkie podejście do dóbr, z których korzysta, oraz do zobowiązań, które podejmuje, to faza rozpuszczenia zarzuci jej samą istotę — że musi się zakończyć. Faza urzeczywistnienia, z punktu widzenia fazy tworzenia, jest zbyt poważna, nudna i ograniczona w postrzeganiu rzeczywistości. Trzeba bardziej luzu — uważa faza tworzenia. Faza rozpuszczenia również uważa, że faza urzeczywistnienia jest ograniczona w swoim postrzeganiu, lecz w nieco innym aspekcie — nie myśli o subtelnościach, o dopełnieniu własnych programów, a to jest jedyne, co jest ważne i interesujące.

Ogólnie rzecz biorąc, mówiąc o relacjach między archetypami, można stwierdzić, że dla drugiej fazy charakterystyczne jest zakotwiczenie człowieka w jednej z faz i ignorowanie pozostałych, nawet kosztem niekomplementarności swojego zachowania, złego wzajemnego zrozumienia z innymi ludźmi oraz nieadekwatności w wielu sytuacjach. Jednak ulubioną modalność człowiek odbiera jako swoją, a resztę — jako obce, i tym samym wszystko jest powiedziane.

Faza 3. Konkurencja. Na tym etapie człowiek opanowuje wszystkie trzy fazy czasu — jedne są nieco lepsze, inne nieco gorsze, ale zasadniczo postrzega je wszystkie i w razie potrzeby może korzystać z każdej z nich oraz je postrzegać. Jednak faktyczne wykorzystanie tych faz jest przez niego słabo regulowane, to znaczy, uznając za konieczne i pożądane użycie danej fazy, po chwili, odrywając się od niej, przechodzi mimowolnie do innej, i ogólnie może odnieść wrażenie, że gdzieś w jego podświadomości toczy się wyraźna rywalizacja między modalnościami czasu, a jakieś siły jego psychiki walczą ze sobą w jakiś niezrozumiały sposób, rozgrywając się w głębinach jego umysłu.

Na tym etapie można mówić, że różnym modalnościom czasu odpowiadają różne aspekty światopoglądu, różne systemy etyczne, różne modele zachowania. Jednak człowiek nie do końca

uświadamia to sobie, choć sygnały takiego stanu rzeczy otrzymuje stale. Na przykład w modalności tworzenia może być niezwykle pesymistyczny i negatywnie nastawiony. Jednocześnie, przechodząc w modalność urzeczywistniania, nabiera optymizmu, z nieznanych źródeł czerpie siły i z powodzeniem wykonuje pracę. O takich ludziach mówi znane przysłowie: „Drogę pokonuje ten, kto idzie”. Ten sam człowiek może traktować fazę rozpuszczania bardzo powierzchownie i ogólnie z pogardą, utożsamiać ją ze śmiercią, uważać, że o śmierci i o zniszczeniu w ogóle lepiej nie myśleć, a jeśli chodzi o oczyszczenie, to powinno odbywać się samoistnie. Jego światopogląd i odczuwanie świata będą niezwykle mgliste, a on sam będzie miał trudności ze zrozumieniem ludzi, dla których ta faza jest najważniejsza w ich życiu. Będzie mu się wydawało, że oni udają lub celowo go oszukują, albo źle rozumieją samych siebie i to, czego pragną od życia, że nie mają ukształtowanego światopoglądu czy czegoś takiego. Wszystkie sytuacje w jego życiu będą dość wyraźnie podzielone na cztery kategorie: trzy, które odpowiadają modalnościom czasu, oraz czwartą – z nieokreśloną modalnością czasu. W sytuacjach czwartego typu będzie czuł się niekomfortowo, odczuwając niejasną walkę, dopóki jeden z archetypów nie ogłosi swojej władzy i nie nada sytuacji swojego kolorytu, nie ustawi własnych wartości i priorytetów, nie dostosuje w odpowiedni sposób postrzegania świata, nie włączy światopoglądu, myślenia itd. Jednocześnie przejście z jednej sytuacji do drugiej, jeśli są one rządzone przez różne modalności czasu, będzie dla człowieka dość bolesne – nie będzie odczuwał stosowności i możliwości takich przejść, a kiedy one nastąpią, poczuje coś na kształt przemiany, czyli wewnątrz niego umrze jedna osoba, a narodzi się inna, której pierwszy prawie nie zna i która stoi w wielu kwestiach na nie.

Wielu ludzi obserwowało momentalne i całkowicie niezrozumiałe zmiany nastroju (zarówno własnego, jak i rozmówcy) przy pozornie nieznacznej zmianie tematu czy wątku. Wyjaśnienie tych zmian bywa niezwykle trudne, jeśli nie uwzględni się zmiany modalności. Z kolei uważna obserwacja modalności wyjaśnia wiele rzeczy, które nie są zrozumiałe z żadnej innej perspektywy. Jeśli człowiek znajduje się na trzecim etapie opracowywania archetypu dialektycznego i w jego psychice toczy się podświadoma rywalizacja między modalnościami czasu, które nie znalazły jeszcze ostatecznego miejsca, może łatwo stać się ofiarą doświadczonego manipulatora, który niepostrzeżenie dla człowieka zmieni mu modalność, a wraz z nią postrzeganie i odczuwanie świata. Tak na przykład są ludzie niezwykle ufni w fazie tworzenia, czyli w momencie, gdy włącza się modalność tworzenia – człowiek staje się podekscytowanym dzieckiem, które wierzy w wszystko, co mu się zaproponuje. Może być nadzwyczaj ostrożny i dokładny w fazie urzeczywistniania, ale jeśli jego partnerowi uda się zainicjować w nim fazę tworzenia, jego nastrój się zmieni i można mu wpoić każdą ideę, którą on sam będzie realizował: poważnie, gruntownie, odpowiedzialnie. Jeśli natomiast spróbować zaproponować mu nową ideę lub nawet skromną wariację jego życiowego wątku, kiedy znajduje się psychicznie pod wpływem fazy urzeczywistniania, to najprawdopodobniej nic z tego nie wyjdzie. Tam człowiek jest wyraźnie nastawiony na swój wątek, znajduje się w ramach ustalonego rytuału, który odgrodzi go od wszelkich ingerencji.

Są ludzie, którzy są niezwykle miękcy i podatni, jeśli włączyć w nich modalność rozpuszczania. Ogarnia ich uczucie całkowitego wybaczenia, dowolności wobec otaczającego świata, opadają im ręce i mówią swojemu partnerowi coś w stylu: „No dobra, już mnie dobiłeś, teraz możesz robić, co chcesz, wszystko, o co poprosisz, oddam ci!”. Jeśli natomiast z tą osobą rozmawiać w modalności tworzenia lub urzeczywistniania, to nie pójdzie na żadne poświęcenia i nie okaże żadnej uległości.

Z kolei są ludzie ulegli właśnie w fazie urzeczywistniania, czyli jeśli mieć z nim do czynienia w jakimś procesie produkcyjnym, którego ramy są ustalone, chętnie pójdzie na każdą współpracę, na niewygodne dla siebie ustępstwa, spełni prośby itd. Ale dla niego ważne jest, aby wszystko to odbywało się w ramach stale działającego i samopodtrzymującego się wątku; jeśli trafi w modalność tworzenia lub rozpuszczania, jego uległość może zniknąć jak ręką odjął.

Tak zmienia się orientacja człowieka i jego wartościowe ustawienia przy zmianie modalności. Czytelnik może się nad tym tematem zastanowić, opierając się na własnym doświadczeniu życiowym, i sam będzie mógł przekonać się, jak trafne są spostrzeżenia i myśli autora przedstawione powyżej.

Etap 4. Współpraca

Na tym etapie człowiek uczy się postrzegać i wykorzystywać tak subtelną rzecz, jak zmianę modalności czasu. Ta umiejętność nazywana jest czasem „zmysłem czasu” w tym sensie. Samo to oznacza, że człowiek ma poczucie, kiedy co robić. Na przykład ten człowiek czuje, kiedy kończy się faza tworzenia i zaczyna się urzeczywistnianie, kiedy kończy się faza rozpuszczania i zaczyna się faza tworzenia – choć nie zawsze fazy następują w naturalnej kolejności: tworzenie, urzeczywistnianie, rozpuszczanie – mogą zmieniać się w dowolny sposób.

Co to oznacza na przykład w codziennym zachowaniu? Człowiek, który odczuwa aktywność jednego z prywatnych archetypów (tworzenia, urzeczywistniania, rozpuszczania), wie, kiedy można go zastąpić innym, a kiedy w żadnym wypadku nie należy tego robić. Na przykład w trakcie rozmowy rozmówcy na temat, który go interesuje, kiedy ten temat nie tylko przedstawił, ale i zaczął rozwijać, przerwać go i powiedzieć: „No dobrze, a do czego zmierzasz?” lub „Jaki z tego płynie wniosek?” – czyli gwałtownie zastąpić fazę urzeczywistniania w jej aktywnym stanie fazą rozpuszczania, byłoby wielką nietaktownością – nawet jeśli kierujesz się najlepszymi intencjami i być może rzeczywiście już czas ci na odejście, a to, o czym mówi twój rozmówca, jest dla ciebie niezwykle interesujące. Z drugiej strony, kiedy faza urzeczywistniania już się kończy, to w wielu przypadkach będzie całkiem stosowne zastąpić ją albo fazą tworzenia jakiegoś nowego wątku, albo fazą rozpuszczania tego wątku, o którym była mowa, i to przejście, jeśli odbywa się niezauważenie dla świadomości człowieka, zaskakuje go: faktycznie już trwa faza rozpuszczania, a jego entuzjazm nie pozwala mu tego odczuć i pojawia się niekomplementarne zachowanie.

Takie efekty na czwartym etapie się zdarzają, ale zazwyczaj zmiana modalności dociera do świadomości człowieka, on ją uświadamia i odpowiednio koryguje swoje zachowanie. Tak więc gospodarz, żywo rozmawiając z gościem, w pewnym momencie czuje, że gościowi już mało interesuje to, co się dzieje, że ten stara się zwinąć żywą rozmowę, zerkając na zegarek, grzecznie kaszląc, rzucając spojrzenie w stronę drzwi. To zachowanie pokazuje gospodarzowi, że merytoryczna część wizyty dla gościa, najwyraźniej, dobiegła końca i ten ma ochotę odejść. Być może gospodarz zauważa to nie od razu, być może temat rozmowy go bardzo zajmuje, ale na czwartym etapie po jednym-dwóch pośrednich sygnałach gościa dociera do świadomości gospodarza fakt, że faza urzeczywistniania zmieniła się w fazę rozpuszczania, i on (być może z ciężkim sercem) przyjmuje ten fakt i przenosi rozmowę już na grunt przyszłego spotkania, dziękując za ciekawą pogawędkę.

Należy zauważyć, że nie wszystkie przejścia są równie łatwe dla człowieka. Szczególnie trudne są dla niego przejścia z tej modalności, która jest dla niego najbardziej zwyczajna i ulubiona, ale poza tym są jeszcze przejścia, które są psychologicznie bardziej skomplikowane, na przykład z fazy rozpuszczania w fazę tworzenia, z fazy tworzenia w fazę rozpuszczania i z fazy urzeczywistniania w fazę rozpuszczania. U każdego człowieka przynajmniej jedno z tych przejść jest psychologicznie trudne i niekomfortowe. Dlaczego tak jest, to pytanie złożone, ale jeśli człowiek opanuje choćby na jakimś materiale to przejście, to odbija się to także na takich przejściach we wszystkich innych sytuacjach życiowych i wątkach. Na czwartym etapie człowiek zazwyczaj opanowuje submodalności nie więcej niż tej modalności. Oznacza to, że zaczyna on różnicować każdą z trzech modalności czasu i w ich ramach wyczuwać różne niuanse odnoszące się do innych modalności.

Na przykład, mówiąc o nauce, możemy stwierdzić, że ogólnie przebiega ona w modalności tworzenia. Wielu ludzi uważa na przykład, że nie są w stanie nauczyć się języka obcego, prowadzić samochodu czy gotować. W takich przypadkach pomaga im następujące podejście psychologiczne: „Ty, taki jakim jesteś, z pewnością nie jesteś w stanie nauczyć się angielskiego, ale możesz stać się inną osobą, która będzie znać angielski”. Takie podejście właśnie dokładnie oznacza poważne i głębokie włączenie archetypu tworzenia. Jednak naukę można podzielić na trzy główne fazy, odpowiadające trzem podstawowym modalnościom czasu. Pierwsza faza to faza rozpuszczania. Polega ona na tym, że człowiek odkrywa pewne blokady, pewne swoje niedoskonałości, przeszkody, które uniemożliwiają mu opanowanie materiału, lub odkrywa białą plamę w miejscu przyszłej wiedzy i stawia sobie zadanie, by tę plamę zetrzeć. Innymi słowy, odkrywa pewną nieumiejętność, którą należy zniszczyć i pokonać umiejętnością. To, co zostało powiedziane powyżej, może wydać się czytelnikowi nieco ekstrawaganckie, jednak każdy wykładowca, każdy propagator doskonale wie, że na początku wykładu, aby zainteresować publiczność, trzeba postawić przed nią problem, którego rozwiązanie będzie niejasne, czyli trzeba zorganizować przeszkodę, którą należy pokonać i zniszczyć.

Kolejna faza nauki odnosi się do modalności urzeczywistnienia: tutaj następuje proces opanowywania nowego materiału i swego rodzaju praca z nim; praca, naturalnie, w trybie zabawy, jak przewiduje główna modalność nauki, czyli modalność tworzenia, jednak submodalność jest tu urzeczywistnienie. I wreszcie trzecia faza nauki polega na tym, że człowiek, który już opanował dany przedmiot, wyrusza wraz z nim pod bacznym okiem wykładowcy w świat, by spróbować swoich sił, zaprezentować swoje umiejętności już w rzeczywistości zewnętrznej. Tak student staje się młodym specjalistą. Tutaj były uczeń wkracza w świat z nową umiejętnością, a świat rozpościera się przed nim zupełnie inaczej. Teraz zdobyta umiejętność daje człowiekowi możliwość niemal bezkosztowego czerpania coraz to nowych owoców i rezultatów swojej nauki, wokół niego słychać entuzjastyczne okrzyki, sytuacje, które wcześniej były mu niedostępne, otwierają się przed nim, a nowe życie obejmuje go w radosnych objęciach – tutaj jest submodalność tworzenia.

Podobnie w fazie urzeczywistnienia i fazie rozpuszczania można wyróżnić trzy submodalności i w ten sposób uzyskać bardziej zróżnicowany obraz modalności tego, co się dzieje. Takie podziały w niektórych przypadkach są niezwykle użyteczne, ponieważ pozwalają znacznie dokładniej zrozumieć rozmówcę. Nawet jeśli człowiek znajduje się w obrębie tej samej fazy, czyli modalność czasu u nich jest zgodna, to jeszcze nie oznacza, że zgodne są submodalności. Te ostatnie odgrywają, jak rozumie czytelnik, dużą rolę. Na przykład, chcąc wyjaśnić relacje i je oczyścić, człowiek może przedstawić swojemu partnerowi pretensję. Dla niego to nic więcej niż zapalnik, początek przyszłej poważnej rozmowy. Może to być zupełnie konkretna pretensja, która niespodziewanie pojawia się w rozmowie i dla niego brzmienie jest w modalności rozpuszczania-tworzenia, czyli główną treścią jest oczyszczanie, rozpuszczanie, a submodalnością – początek tej czynności. Jego partner, przewidując tę poważną rozmowę i nie mając żadnej ochoty jej przeprowadzać, może, jak to się mówi, zbić sytuację na zwrotnicy, czyli powiedzieć: „Tak, masz rację, bardzo się wobec ciebie zawiniłem, wybacz”, i postawić w ten sposób logiczny punkt, określając modalność swojej reakcji jako rozpuszczanie-rozpuszczanie, czyli rozpuszczanie-rozpuszczanie, czyli rozpuszczanie-rozpuszczanie. Człowiek znajduje się w trudnej sytuacji: z jednej strony odpowiedź jest całkowicie komplementarna, jeśli patrzeć z punktu widzenia społecznego, bo nie zaprzeczono mu, lecz zgodzono się z nim, a z drugiej strony on sam miał na myśli poruszyć swojego partnera, porozmawiać z nim o znacznie poważniejszym, szerszym temacie, a ten w jakiś sprytnytych samych słowach już jakoś niezręcznie, gdyż jasno dano mu do zrozumienia, że wina została przyjęta, uświadomiona i nawet w zasadzie odpokutowana. Czytelnikowi proponuje się jako ćwiczenie rozważenie trzech modalności pojęcia oczyszczenia: a) oczyszczenie, które dokonuje się na fazie tworzenia obiektu, czyli proces przebiegający w modalności tworzenia-rozpuszczania; b) oczyszczenie, które dokonuje się na fazie urzeczywistniania, czyli w modalności urzeczywistniania-rozpuszczania; i c) oczyszczenie obiektu w procesie jego rozpuszczania, czyli w modalności rozpuszczania-rozpuszczania. Autor w ten sposób narzuca czytelnikowi myśl, że oczyszczenie dotyczy nie modalności, a submodyfikacji. Czy czytelnik zgadza się z tą opinią? Jeśli nie, niech pomyśli nad własną interpretacją pojęcia oczyszczenia.

Gatunek wspomnień, na przykład, ogólnie jest w modalności rozpuszczania. To coś, co było i minęło, a teraz ma jedynie względną wartość, a co najważniejsze – jest to przemyślenie i wnioski z tego, co kiedyś się wydarzyło. Pewien urok fazy rozpuszczania zawsze unosi się nad wspomnieniami, nadając im łagodniejsze odcienie, łagodząc ostrość dawnych konfliktów i oświetlając je światłem mądrości oraz głębokiego zrozumienia. Jednak w ramach takiej ogólnej modalności mogą pojawiać się wszystkie trzy fazy czasu jako submodyfikacje. Człowiek może wspominać czas, kiedy miał aktywną fazę tworzenia, kiedy ze wszystkich stron sypały się na niego dary życia, awanse i propozycje.

“Bywały dni takie, chadzałem ja młody,
Oczy patrzyły w niebo błękitne,
Jeszcze nie byłem roztrwoniony mój pierwszy złoty,
Świeciły gwiazdy, dumne sobą.
Jeszcze moja chód nie była mi śmieszna,
Jeszcze podeszwy nie odpadły,
Z każdego okienka, gdzie muzyka słyszalna,
Taki mi los otwierał się.”

W modalności rozpuszczania-tworzenia napisano wiele wspomnień o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, kiedy bohaterowie byli jeszcze młodzi, życie było dla nich niezwykle jasne, przy czym modalność rozpuszczania jest tu podkreślona podwójnie, po pierwsze, tym, że to wspomnienia, a po drugie, tym, że to.

Sytuacja w modalności urzeczywistniania-tworzenia to na przykład przyjęcie do stabilnie funkcjonującej firmy nowego pracownika, który powinien wtopić się w jej szeregi i w ramach już istniejącego procesu produkcyjnego coś zmienić, wprowadzić jakieś nowości, a samo pojawienie się człowieka w ustalonym kolektywie to również wydarzenie w modalności urzeczywistniania-rozpuszczania.

Na czwartej fazie pojawia się, ujawnia i przez człowieka jest uświadamiane macierzyste połączenie modalności dialektycznego archetypu. Powstaje to połączenie, rzecz jasna, w każdej sytuacji, niezależnie od fazy opracowywania tego archetypu, ale na czwartej fazie jest ono uświadamiane, i człowiek uczy się z nim pracować. Tak więc, dla czwartej fazy charakterystyczne jest, po pierwsze, uzgodnienie modalności czasu, po drugie, dość precyzyjne odczucie i wykorzystanie submodyfikacji czasu w ramach danej modalności, i po trzecie, ich macierzyste połączenie. To ostatnie typowe jest dla sytuacji, kiedy jest sens

człowiek mówi lub działa, należy do jednej modalności, natomiast bezpośrednia treść społeczna, czyli zewnętrzne znaczenie – do innej. Jak powszechna jest taka postawa? Jest ona raczej typowa niż wyjątkowa. Są na przykład ludzie, którzy nigdy nie wcielają w życie programów, które sami sobie wyznaczają lub które narzuca im życie. Sami zresztą skłonni są obstawać przy drugim stanowisku. Zawsze się spóźniają, spieszą się, nie nadążają, przekraczają terminy, wszystko wymyka im się spod kontroli i traci wyznaczone formy. Taki człowiek psychicznie znajduje się stale w fazie rozpuszczania. W zależności od okoliczności życiowych, w interakcji z innymi ludźmi, jest on zmuszony, rzecz jasna, korzystać ze wszystkich trzech modalności czasu. Jednak jego wewnętrzny stan stale przejawia się w mimice, gestach, intonacji, specyficznej konstrukcji zdań – przy czym sama tematyka rozmowy może na przykład należeć do modalności tworzenia. Zdolność omawiania przyszłego projektu, który dopiero zaczyna się kształtować, głosem pogrzebowym – to chyba narodowa cecha rosyjskiego charakteru – tak samo jak zdolność radosnego rozliczania strat, postrzeganych w modalności czystego tworzenia jako szczególne owoce z rajskiego drzewa.

Rozbieżność modalności wewnętrznego sensu i zewnętrznego poziomu społecznego to ulubiony chwyt stosowany w żartach, dowcipach, anegdotach itp. Nadaje on sytuacji szczególnego komizmu. Znana jest na przykład taka, czy to prawdziwa, czy wymyślona, wypowiedź: „Kontynuujmy nasze zabawy”, powiedział ponuro redaktor naczelny dziecięcego czasopisma, patrząc na swoich współpracowników. Słowo „kontynuujmy”, tak samo jak ponurość spojrzenia, od razu sugerują fazę realizacji, a zabawy należą niewątpliwie do fazy tworzenia. Zatem modalność wystąpienia redaktora, na poziomie społecznym – tworzenie, na poziomie semantycznym – realizacja. Taki sam patos charakteryzuje większość anegdot o Sztyrlicu, Czapajewie i innych bohaterach narodowych. Bardzo poważna, śmiertelnie niebezpieczna, odpowiedzialna sytuacja dotycząca fazy realizacji jest traktowana jako całkowicie zabawowa, w której odpowiedzialność postaci spada niemal do zera, czyli postrzegana jest w fazie tworzenia. „Wasylu Iwanowiczu, białe!” – „A, odczep się, Pietka, nie czas teraz na grzyby”.

Etap 5. Synteza. Pod koniec czwartego etapu opracowywania dialektycznego archetypu wzajemne przenikanie modalności jest już dość duże. Na przykład człowiek, będąc adekwatnym w modalności tworzenia, jednocześnie już wyczuwa, jak rozwinie się w modalności realizacji i czym zakończy się ten wątek, czyli wyobraża sobie także modalność rozpuszczania. To samo dotyczy przeżywania i doświadczania pozostałych dwóch modalności. I w pewnym momencie człowiek odczuwa, że unosi się niejako ponad obrotem czasów i widzi je wszystkie jednocześnie. W tej samej chwili jeden proces dopiero zaczyna się rozwijać, drugi – realizuje się, trzeci – dobiega końca, i on dostrzega związki między tymi procesami oraz ich dynamikę tak, jakby patrzył na czas z boku, z pozaczasowego wymiaru, i widział go w całości.

To poziom wyższej mądrości, kiedy w niemowlęciu już przebłyskują i młodzieniec, i dorosły człowiek, starzec, a w starcu widać i jego własne dzieciństwo, i przyszłe wcielenie.

PSYCHOLOGIA DIALEKTYCZNEGO ARCHETYPU

Postrzeganie świata

Dla archetypu tworzenia charakterystyczne jest światopogląd człowieka, w którym czuje się on w centrum świata. Świat dostosowuje się do niego, do jego zachowania, do jego najmniejszych zachcianek, rozpościera się w tej dziedzinie, na którą zwraca uwagę, i zwija się, być może smutno, ale posłusznie, w tej dziedzinie, której człowiek nie dostrzega. Jest głęboko przekonany, że należą mu się wszystkie prawa, że ma wszystkiego pod dostatkiem, a wszystko, czego potrzebuje, już posiada lub wkrótce będzie posiadał, i w pewnym stopniu przenosi to światopogląd także na innych, czyli uważa, że świat jest wielki, wystarczy dla wszystkich; słowem, jak mówi Biblia: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się”.

Pod archetypem tworzenia człowiek czuje się w świecie wolny i bezpieczny, nie potrzebuje ochrony. Jeśli spadają na niego nieprzyjemności, to spadają one z zupełnie nieoczekiwanej strony, i z góry przygotowywać się lub bronić się nie wydaje mu się konieczne lub możliwe w zasadzie. Człowiek ten jest otwarty na świat. Świat jawi mu się jako pełen niespodzianek, które nigdy się nie kończą. Jak człowiek odbiera te niespodzianki, jak je przewiduje, zależy od jego temperamentu, doświadczenia życiowego i ogólnych życiowych nastawień, ale sam fakt otwarcia się na świat i gotowości przyjmowania tego, co ten świat mu posyła, nie podlega wątpliwości człowieka. „A jakżeby inaczej?” – myśli on.

Dla archetypu realizacji charakterystyczny jest światopogląd człowieka znajdującego się ze światem w równowadze, symbolicznej energetycznej i materialnej równości. „Jestem równoprawną częścią świata – myśli on – powinniśmy się do siebie dostosowywać: ja do niego, a on do mnie”. Tu bardzo silna jest idea parytetu, równości, równowagi. „On coś dla mnie robi, ja – dla niego. Światem rządzi prawo, któremu ja się podporządkowuję, ale któremu on także podlega”. Człowiek ten nie stawia siebie w pozycji pępka ziemi, nie wydaje mu się, że przestrzeń skupia się na nim. Czuje się raczej ekologiczną częścią ekologicznego świata. Być może jest to zła ekologia, ale prawo przyczyny i skutku, zasada, że nic w życiu nie jest darmowe, dana jest temu człowiekowi na poziomie jego postrzegania świata. Świat postrzegany jest tu jako częściowo sterowalny. Człowiek dysponuje narzędziami, za pomocą których może wpływać na świat, i to w pewnych granicach dość skutecznie; z drugiej strony czuje, że świat w pewnym stopniu nim rządzi, ogranicza jego wolę, stawiając ją w określonych ramach, i człowiek uważa to za normalne, czyli nie odbiera tego jako szczególnej niewoli. To ograniczenia, które mogą być nawet korzystne.

Pod archetypem rozpuszczania światopogląd człowieka jest w dużej mierze ofiarny. Czuje się on nikczemną, prawie bezprawną cząstką świata. Żegna się ze wszystkim, co posiada, nie ma żadnych praw własności, nie przysługuje mu prawo do równoważnych relacji ze światem, do wymiany z materią podporządkowanej pewnym sprawiedliwym prawom; jego ogólny nastrój: „Weźcie ode mnie ostatnie, nic mi już nie potrzeba, nic nie żal”. Jednocześnie czuje, że oddając siebie, niszcząc się, dochodzi do pewnej ostatecznej, końcowej, fundamentalnej prawdy, która jawi mu się istotnie ważniejsza niż ta, która była mu dostępna, kiedy koncentrował się na materialnym planie istnienia, czyli na tym planie, na którym istnieje wszechświat, i budował z niego.

W tej jego ofiarności nie ma projekcji winy, czyli nie mówi światu: „Ty jesteś winny temu, że umieram”. Akceptuje ten stan rzeczy, pokornie się z nim godzi i stara się skupić na tym, co było niedostępne w fazach tworzenia i realizacji. Płaci rachunki za te części swojego losu, kiedy brał z góry i częściowo realizował, i nie ma wątpliwości, że właśnie teraz nadszedł czas rozliczeń, i buntować się przeciwko temu nie jest skłonny.

Pytania do czytelnika. Jakie uczucia budzą w was pytania małych dzieci: zachwyt, wzruszenie, chęć odpowiedzenia na nie rzeczowo lub odrzucenie ich z powodu ich ogólnej bezsensowności i głupoty? Którą z faz czasu uważacie za najmniej istotną? Odpowiedzcie tak, jak powiedzielibyście to ludziom, i zastanówcie się, jakie jest wasze prawdziwe, wewnętrzne nastawienie do tych faz. Czy uważacie, że słowo „optymista” w gruncie rzeczy oznacza „głupiec”? Czy uważacie, że w starości przychodzi do człowieka mądrość? W jakim wieku prezydent kraju powinien być optymalny: nie starszy niż czterdzieści lat, od czterdziestu do sześćdziesięciu, nie mniej niż sześćdziesiąt? Która z trzech pór roku – wiosna, lato, jesień – podoba wam się bardziej? Kiedy pracuje się wam łatwiej?

Światopogląd to, tak by powiedzieć, teoretyczna podstawa stosunku człowieka do świata. W zależności od tego, w której modalności czasu człowiek się znajduje, jego stosunek do świata może się zmieniać. Dla modalności tworzenia charakterystyczny jest stosunek do świata jako do gry i niepoważny, czyli człowiek bawi się światem, wcale nie myśląc o konsekwencjach swojej zabawy ani dla siebie, ani dla świata.

Świat jest mu dany jako pierwotna dana, która dopiero ma się ujawnić, a efekty jego działań widzi on, w najlepszym razie, w mglistej mgiełce. Nic nie zapowiada powagi przyszłości. Człowiek przyjmuje świat, przy czym przyjmuje go bez zastrzeżeń — to inna strona jego nieodpowiedzialności — i w dużej mierze naiwnie. Jest pochłonięty światem i całkowicie w niego zaangażowany. Jeszcze nie ma tu podziału „to — ja, a to — on”. Wezwanie: „Bądźcie jak dzieci” najczęściej oznacza: „Bądźcie bezpośredni w swoim postrzeganiu”, czyli włączcie w siebie modalność tworzenia. Człowiek postrzega siebie jako podmiot opieki, troski, dobroczynności i centrum świata. Można powiedzieć więcej, uważa, że to właśnie on jest, a to, co znajduje się poza jego percepcją i życiem, człowiek zasadniczo ignoruje.

Dla fazy urzeczywistnienia charakterystyczne jest natomiast poważne i szacowne podejście do świata. Człowiek uważa, że świat jest złożony, że on sam jest złożony i może wiele zdziałać, odnosi się do świata w dużej mierze operacyjnie, czyli szuka narzędzi wpływu na świat i w pewnym stopniu postrzega siebie jako takie narzędzie; swoje zdolności i talenty rozpatruje właśnie z operacyjnego punktu widzenia: „Co mogę zdziałać w świecie?”. Jeśli boi się świata, to również robi to w sposób instrumentalny

stawia pytanie „Co świat może zrobić ze mną?”. Właśnie w tej fazie czasu człowiek przywiązuje szczególną wagę do swojego umysłu, myślenia, podczas gdy w fazie tworzenia człowiek ceni lub wręcz odrzuca to, co dzieje się bezpośrednio z nim, nie zastanawiając się zbytnio nad tym, że powinien to jakoś przemyśleć, ocenić itp.; w szczególności w fazie tworzenia szczególnie ceni się myślenie: postrzega się je jako coś czysto pomocniczego. W fazie urzeczywistniania człowiek, rzecz jasna, wyznacza granicę między sobą a światem. Zasadniczo uważa, że powinien dbać o świat w takim samym stopniu, w jakim świat powinien dbać o niego, albo że sam powinien zatroszczyć się o siebie, organizując sobie przestrzeń w obrębie świata. W każdym razie nie uważa, że jest centrum świata, ale czuje, że w świecie jest dla niego miejsce i że to miejsce można odnaleźć i zagospodarować. Koncepcja poszukiwania i odnajdywania swojego miejsca w świecie zasadniczo jest możliwa jedynie w modalności urzeczywistniania. W fazie rozpuszczenia człowiek zyskuje pewien dystans, pobłażliwe, skierowane niejako z góry w dół spojrzenie na świat. Cechuje go mądrość, rozumienie subtelności świata, celów jego rozwoju, które wykraczają poza zwykłe postrzeganie właściwe fazom tworzenia i urzeczywistniania. Teraz on, człowiek, troszczy się o świat, ale troszczy się o subtelne sprawy, a nie o surowe, operacyjne momenty, jak w fazie urzeczywistniania, i jego oddzielenie od świata nabiera charakteru jakościowego, to znaczy człowiek czuje, że świat to jedno, a on, człowiek, to coś zupełnie innego, że jest poza tym światem, że jest subtelniejszy. Tu przejawia się i wysoko ceni się taką jakość jak mądrość, która przewyższa rozum i jest bardziej subtelnym, bardziej integrującym pojęciem. W fazie rozpuszczenia człowiek już nie potrzebuje troski świata, niejako oddaje się jej. Tu między człowiekiem a światem nie ma już granicy, człowiek odchodzi i odchodząc, wypowiada swoje ostatnie słowo, pełne mądrości, wyższego zrozumienia i głębokiego widzenia. Jest on w pewnym umownym i nie do końca ważnym dla niego sensie jeszcze razem ze światem, ale ta okoliczność szybko minie, a najważniejsze, że nie jest od świata i właśnie tę postawę ceni i w niej stara się coś czynić, przy czym to, co czyni, jest słabo rozumiane przez pozostałe fazy czasu, choć może być przez nie szanowane, a może i pogardzane. Ten człowiek nierzadko bierze na siebie dokończenie cudzej pracy, czasem beznadziejnej, i zajmuje się nią w imię celów widocznych jedynie w fazie rozpuszczenia. Z punktu widzenia fazy urzeczywistniania jego działalność najczęściej wydaje się bezsensowna lub nieskuteczna.

Pytania do czytelnika. Czy zgadzasz się z myślą, że tylko lekkomyślna osoba może dobrze wypocząć? Co cenisz wyżej – rozum czy mądrość? Czy lubisz aforyzmy? Krótkie wiersze? Czy uważasz, że cała mądrość świata może być wyrażona w kilku zdaniach? Czy zgadzasz się, że talent to dziewięćdziesiąt dziewięć procent wytężonej pracy i jeden procent natchnienia? Czy uważasz lekkomyślność za bezwarunkowo negatywną cechę człowieka? Jak sądzisz, czy zdarzają się sytuacje, w których całkowite oddanie się czemuś jest ważniejsze niż trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość?

Zagłębcie się głębiej w astrologię

Darmowe kalkulatory, mapa urodzenia, Tarot online oraz inne narzędzia do samopoznania.

Udostępnij:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Updating
  • Brak produktów w koszyku.