<p>zalogować się/zarejestrować</p>
<p>zalogować się/zarejestrować</p>
Astro Way Logo Astro Way Logo

WYŻSZE ARCHETYPY: DOŚWIADCZENIE BADAŃ PSYCHOLOGICZNYCH 4 Część 3 – DIALEKTYCZNY ARCHETYP Część 1

CZĘŚĆ 3 ARCHETYP DIALEKTYCZNY

Archetyp dialektyczny obejmuje trzy prywatne archetypy, czyli fazy czasowe: tworzenie, urzeczywistnianie oraz rozpuszczenie (lub rozwiązanie). Faza tworzenia odpowiada okresowi życia obiektu lub okresowi istnienia człowieka, w którym ów obiekt jest tworzony, czyli powstaje niejako z niczego lub z przestrzeni zewnętrznej. W tym czasie jego główne zadanie jedynie się określa lub ujawnia, lecz w formie zabawowej.

W fazie urzeczywistniania obiekt wypełnia swoją główną misję, pozostaje w równowadze ze środowiskiem, a jednocześnie jest od niego wyraźnie oddzielony granicą. W fazie rozpuszczenia obiekt zanika, ulega zniszczeniu, kończy swoją misję życiową, a wówczas ujawniają się jej subtelności i szczegóły, które były widoczne w pierwszych dwóch fazach.

Powyższy opis jest dość prosty, a czytelnikowi na pierwszy rzut oka może się wydawać, że posiada on już i zawsze posiadał (nawet przed przeczytaniem tej książki) dość jasne wyobrażenie o trzech fazach rozwoju każdego obiektu, a takie abstrakcyjne ujęcie nieuchronnie musi być prymitywne, czyli niewiele wnoszące do zrozumienia procesów zachodzących w świecie zewnętrznym i w psychice człowieka.

Jednocześnie epoka Wodnika, która nadchodzi, zastępując epokę Ryb, będzie zapewne o wiele bardziej uważna na detale i subtelności niż poprzednia, i nauczy się kwantyzacji, dyskretyzacji tam, gdzie epoka Ryb dostrzegała ciągłość przejść.

Jednym z ważnych, z punktu widzenia autora, przykładów tego jest stosunek człowieka i społeczeństwa jako całości do modalności czasu. Można uznać, że faza tworzenia jest rzeczywiście ciągła i stopniowo przekształca się w fazę urzeczywistniania, a ta z kolei płynnie przechodzi w fazę rozpuszczenia. Wówczas samo podzielenie strumienia czasowego na te trzy fazy jawi się jako umowne, subiektywne i mało owocne.

Jeśli jednak przyjmiemy punkt widzenia Wodnika i założymy, że — jeśli nie w rzeczywistości obiektywnej, to przynajmniej w subiektywnym postrzeganiu — w każdej chwili czasu, podczas oceny siebie lub sytuacji zewnętrznej, aktywna jest jedna z trzech opisanych modalności, a przejścia między nimi następują momentalnie, wówczas będziemy zmuszeni spojrzeć na rzeczywistość, a w szczególności na psychikę, w nowy sposób. Stajemy się wówczas bardziej uważni i uczymy się dostrzegać skoki oraz przejścia znacznie precyzyjniej niż przy spojrzeniu ciągłym.

Jak bardzo słuszne jest wyrażone wcześniej stwierdzenie o spontaniczności takich przejść, oceni czytelnik. Jeśli jednak, podążając za hipotezą autora, spróbuje wcielić tę ideę w życie, być może odkryje dla siebie wiele nowego i interesującego, zdobywając w ten sposób potężne narzędzie do badania i interpretacji zarówno własnego, jak i cudzego zachowania, a także środek subtelnego wpływu na ludzi i sytuacje.

W ogóle, jak już wcześniej zaznaczał autor, wyobrażenie, że archetypy (i odpowiadające im modalności) zmieniają się w psychice w sposób dyskretny, momentalnie ustępując miejsca sobie nawzajem, prowadzi nas do wniosku, iż w głębinach ludzkiej podświadomości, w fundamentalnych programach, które przejawiają się w postrzeganiu świata przez człowieka, w jego światopoglądzie i w fundamencie jego archetypu w ramach danego uniwersalnego, odpowiadają własny światopogląd, własne postrzeganie świata, własna etyka, a nawet pewne ogólne zasady konkretnego zachowania. I jedynie człowiek znajdujący się na bardzo wysokim poziomie rozwoju jest zdolny do integracji swojej osobowości oraz integracji odpowiednich wariantów światopoglądu, postrzegania świata, etyki i konkretnego zachowania, które odpowiadają danym prywatnym archetypom.

Aby doszło do tej integracji, należy dokładnie zrozumieć, jak człowiek zachowuje się w świecie wewnętrznym i zewnętrznym pod wpływem każdego z prywatnych archetypów składających się na ów uniwersalny. Do tego potrzebne są liczne praktyczne obserwacje — zarówno samego siebie, jak i własnych reakcji w związku ze światem zewnętrznym — a klucze do takich obserwacji oferuje autor poniżej.

Czytając przedstawione przez autora opisy, czytelnik naturalnie będzie odnosił się do jednego lub drugiego typu, będzie obserwował u siebie skłonność do korzystania z jednej lub drugiej modalności. Powinien jednak pamiętać, że jest mikrokosmosem, czyli zawiera w sobie — przynajmniej potencjalnie — możliwość zachowania się w każdej sytuacji, korzystając z dowolnego prywatnego archetypu. Jeśli mu się to nie udaje, nie oznacza to, że jest on na to niezdolny: najprawdopodobniej po prostu nigdy nie zwracał na to uwagi i nie realizował odpowiednich umiejętności.

Zatem badanie archetypów jest ważnym sposobem poszerzania własnych możliwości — zarówno w postrzeganiu świata, jak i w zachowaniu się w nim. Szczególnie aktualne jest to, co zostało powiedziane powyżej, w odniesieniu do archetypów tworzenia, urzeczywistniania i rozpuszczenia. Autor ma nadzieję, że pokaże to czytelnikowi na wystarczającej liczbie odpowiednich przykładów.

PRACA NAD ARCHETYPEM TWORZENIA

Prawdopodobnie głównym dewizą archetypu tworzenia jest: „Cud to norma życia”. Tutaj obiekt powstaje lub materializuje się niby znikąd, bądź otoczenie niespodziewanie kondensuje się wokół niego, i z niego, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pojawiają się różne elementy tego obiektu, jego detale, akcesoria lub po prostu okoliczności, które ułatwiają mu życie i chronią przed wszelkimi zmianami i przeciwnościami. Tak czuje się dziecko w szczęśliwej rodzinie, które rośnie, nie myśląc o niczym, a jego potrzeby są zaspokajane w miarę ich pojawiania się, nie musząc prosić o to samo po kilka razy.

Faza tworzenia jest podobna do rogu obfitości. Nie ma tu równowagi między obiektem a otoczeniem: on otrzymuje od niego znacznie więcej, niż oddaje, i postrzega to jako całkowicie normalny stan rzeczy.

Człowiek znajdujący się pod silnym wpływem archetypu tworzenia często czuje się, jakby był w centrum uwagi otoczenia, które go kocha i hojnie obdarza, i czuje się w tej sytuacji bardzo komfortowo i przytulnie. Możliwe jest oczywiście, że otoczenie go nudzi, daje mu coś, czego nie potrzebuje, wówczas on marudzi lub się złości, ale myśl o tym, że mógłby płacić za to, co otrzymuje, nigdy mu nie przychodzi do głowy.

Jeśli czegoś potrzebuje, ale tego nie otrzymuje, stara się bez tego obejść, nie wysilając się specjalnie, by zastanowić się, jakie wysiłki należałoby włożyć, aby uzyskać to, czego pragnie. Może trochę pomarudzić, poprosić, lecz nie otrzymując tego, czego potrzebuje, przenosi swoją uwagę i pochłania się czymś innym.

Charakterystyczny dla fazy tworzenia stan to zabawa, w przeciwieństwie do pracy w fazie urzeczywistniania, oraz nauka, ponownie w przeciwieństwie do kwalifikowanej pracy w fazie urzeczywistniania. W fazie tworzenia przyswaja się to, co nowe, co może wymagać od człowieka istotnego wysiłku, lecz nie wiąże się z poważną odpowiedzialnością za to, co się aktualnie dzieje. Jakie konkretnie umiejętności zdobyte w fazie tworzenia przydadzą się w fazie urzeczywistniania, powiedzieć się nie da, i on również nie stawia sobie takiego celu.

Aby opisać fazę tworzenia, często używa się słów „szczęście”, „pomyślność”, „szczęśliwy traf”. W fazie tworzenia obiekt jest niejako otwarty na wejście, czyli jego granice z otoczeniem są półprzepuszczalne. Sam zaś jest przez nie chroniony bardziej niż niezawodnie, nic lub prawie nic mu nie zagraża, a to, co mu potrzebne, co jest płodne i konieczne dla jego rozwoju, napływa do niego bez żadnych ograniczeń.

Inna sprawa — jak on z tego skorzysta. W fazie tworzenia człowiek bierze długoterminowe kredyty, słabo wyobrażając sobie, kiedy i jak je będzie spłacał; otwierają się przed nim radosne i kuszące perspektywy dalekiej przyszłości, na którą dopiero zaczyna pracować. Może otrzymywać duże zaliczki, za które przyjdzie zapłacić znacznie później, i nie bardzo o tym myśli. Tutaj wiele uchodzi mu na sucho, przyszłość kusi, lecz nigdy nie zagraża. Nawet jeśli w fazie tworzenia otwiera się tragiczny wątek, jawi się on człowiekowi jako niezwykle zajmujący i pociągający, przynajmniej interesujący i wart przeżycia.

I wreszcie, ostatni, ale bynajmniej nie najmniej znaczący przejaw aktywności archetypu tworzenia — to zagęszczenie obiektu, gdy ten, przechodząc od stanu subtelnego i przejrzystego, czerpiąc energię i materię z otoczenia, staje się gęsty, określony, konkretny i znaczący — jednak nie oznacza to, że zaczyna działać, wciąż pozostaje w trybie wibracyjnym.

Na barbarzyńskim poziomie opracowywania archetypu tworzenia człowiek odnosi się do otrzymywanych przez siebie energii i informacji, darów oraz „kredytów” niezwykle lekkomyślnie; sądzi, że tak będzie zawsze, a strumień łaski, w którego centrum się znalazł, nigdy się nie wyczerpie. Na przykład, otrzymując zaliczkę na budowę, nie podejmuje nawet próby rozpoczęcia wznoszenia czegoś lub choćby stworzenia modelu domu, w którym zamierza mieszkać. Jeśli zaprasza się go do nauczyciela, nie stara się wsłuchać w słowa i dźwięki obcego języka, a tym bardziej nie próbuje wypowiadać w nim jakichkolwiek zdań. Przelewa wszystko mimo uszu, wybierając to, co w danej chwili najbardziej go rozrywa, i bezmyślnie roztrwania to, co otrzymał, nie myśląc nawet o tym, że może to szkodzić otoczeniu, a jeszcze mniej — o czasach, kiedy będzie musiał pracować, realizując te projekty, na które teraz otrzymał zaliczki. Dla barbarzyńskiego poziomu opracowywania archetypu tworzenia charakterystyczny jest pewien nienaturalny egoizm człowieka. Czuje się on tak bardzo centrum światowego zainteresowania i światowej łaski, że nie przychodzi mu do głowy, iż otaczający go ludzie i okoliczności poświęcają na niego swoją energię i że jest im choćby w czymś zobowiązany.wydaje się zupełnie niemożliwe. Jednocześnie, jeśli zachowuje się w sposób całkowicie bezczelny, zaczyna się go delikatnie strofować, a argumentacja, do której się ucieka, to nierzadko infantylne odwołanie: „Jak mogłeś zjeść wszystkie słodycze, które były w domu?” — wyrzuca z wyrzutem matka swojemu dziecku, które, przypadkowo znajdując się w kuchni, zjadło nie tylko cały na wieczór przeznaczony szarlot, ale i cukierki, które zwróciły jego uwagę. „Przecież on mi tak się spodobał, okazał się taki smaczny, że zapomniałem o wszystkim na świecie” — usprawiedliwia się czternastoletni chłopak, wzrostem już prawie dorównujący swojemu ojcu. „Ale dlaczego nie pomyślałeś o swoim bracie i siostrze, a tym bardziej o babci?” — bezradnie strofuje go matka, odwołując się do modalności urzeczywistnienia, w której obecnie znajduje się jej syn. I on, naprawdę, zmieniając modalność, nie rozumie, jak mógł postąpić tak lekkomyślnie i egoistycznie. Problem w tym przypadku polega na tym, że jego samoświadomość w modalności tworzenia jest jeszcze całkowicie infantylna, natomiast w modalności urzeczywistnienia w pełni odpowiada jego wiekowi, jednak zrozumienie tego — zarówno jemu, jak i jego matce — jest niezwykle trudne. Na barbarzyńskim poziomie człowiek nie jest skłonny dzielić się swoim rogiem obfitości, swoim stanem tworzenia. Może mieć wspaniały nastrój,

Będzie chętnie poznawać coś nowego, z radością dowiadywać się o rzeczach, które nie wymagają wysiłku, ale są dla niego interesujące, jednak nie podzieli się tym z otoczeniem. Włączy telewizor i zobaczy na ekranie postać ulubionego komicznego aktora — nie zaklaska w dłonie ani nie krzyknie na cały dom: „Szybciej, chodźcie, zaraz coś wam pokażą!”. Po prostu wpatrzy się w telewizor i zamilknie, całkowicie pogrążony w przeżywaniu widowiska, zapominając o całym pozostałym świecie. Na barbarzyńskim poziomie człowiek unika również wszelkiego napięcia oraz myśli o tym, że modalność może się zmienić, a to, co robi, może mieć dalszy ciąg i być może nawet dalekosiężne konsekwencje, które dotkną innych ludzi i inne sytuacje. Innymi słowy, jego postawa: „Żyję tu i teraz, i jest mi dobrze” — jest niezwykle trwała, a zmianę na jakąkolwiek inną odrzuca. To oznacza, że na barbarzyńskim poziomie archetypu twórczego człowiek ma zawsze dobry nastrój. Może być on zły, może być wiecznie niezadowolony, może stale oczekiwać nowych i nowych nieprzyjemności, ale w każdym przypadku jego uwaga skupiona jest na sobie, na najbliższej przyszłości, a myśli nie wykraczają daleko poza nią. Dotyczy to również jego twórczego początku, który może być bardzo aktywny na barbarzyńskim poziomie przetwarzania archetypu. Jednak w tym przypadku twórczość polega zwykle na tym, by zamanifestować swoje „ja” i zabawić się przy pomocy otoczenia lub, w razie braku takiej możliwości, nie zwracać uwagi na to, w jakim stopniu człowiek narusza ich interesy. „Dzisiaj upiekę ciasto — oznajmia mały barbarzyńca rodzicom — potrzebne mi będą jajka, masło, mąka, cukier, wanilia, cynamon i migdały”. Wszystko to starannie kupuje się i przynosi do kuchni, po czym dziecko zaczyna ubijać jajka mikserem, chaotycznie rozpryskując ich zawartość na twarz, stół, ściany i sufit. Niedługo jego entuzjazm gaśnie, a sprzątanie kuchni i doprowadzenie ciasta do końcowej gotowości przejmuje już jego mama lub starsza siostra. Dziecko jednak wcale się tym nie przejmuje — w tym czasie bawi się nowym zegarkowym parowozem, puszczając go po lakierowanym fortepianie i zbliżając się do biurka swojego ojca.

Nauka na barbarzyńskim poziomie przetwarzania archetypu twórczego polega na konsekwentnym profanowaniu wszelkiej treści oraz unikaniu przez człowieka jakiegokolwiek wysiłku związanego z przyswajaniem nowych idei, umiejętności lub ich opanowywaniem. Żadne idee dotyczące tego, że te umiejętności kiedyś okażą się przydatne, nie pojawiają się w jego głowie lub są przez podświadomość ostrożnie odrzucane. Horyzonty są tu nieograniczone, możliwości nieogarnione, pozostaje jedynie radośnie przyjmować spadające na człowieka, obficie różnorodne, nieoczekiwane dary.

Na amatorskim poziomie przetwarzania archetypu twórczego człowiek postrzega to, co się z nim dzieje, trzeźwo i z pewnym wyczuciem na przyszłość. Po pierwsze, rozumie, że faza twórcza może w pewnym momencie ustąpić innej fazie, a po drugie, że otrzymane pod wpływem archetypu twórczego dary nie są dane człowiekowi do osobistego, swobodnego użytku, lecz są przeznaczone po to, by mógł on później przejść przez inne fazy, które — choć mgliste — są przez niego wyczuwane.

Na amatorskim poziomie człowiek często przestaje być jedynym punktem ciężkości lub centrum sytuacji, ale zaczyna odczuwać pewne granice swojego — wewnętrznego i zewnętrznego — obszaru, w którym obecnie działa archetyp twórczy, i uczy się wchodzić w interakcje z innymi ludźmi, którzy znaleźli się w jego otoczeniu i znajdują się w tej samej fazie. Rozumie ich, ale jego zrozumienie ludzi znajdujących się w fazie urzeczywistnienia i fazie rozpuszczenia jest więcej niż umowne. Zasadniczo czuje się komfortowo wśród innych ulubieńców losu, bawi się z nimi w różne gry, niejasno wyczuwając ich reguły i starając się ich przestrzegać tam, gdzie to możliwe. Ogólnie rzecz biorąc, przypomina to zabawy dzieci w piaskownicy: są one bezpieczne, ale po to, by stały się bardziej treściwe, dzieci umawiają się na pewne reguły, których przestrzeganie pozwala im ograniczyć swój chaotyczny początek i na bezpiecznym przykładzie opanować (bardzo przybliżone i bardzo odległe) model życia w prawdziwym, wielkim świecie.

Dzieci w piaskownicy uczą się mówić na zmianę, przestrzegać najprostszych reguł gry, zwracać uwagę na słowa starszych wiekiem, w pewnym stopniu im podporządkowywać się, a w pewnym — okazywać własną inicjatywę w sytuacjach, kiedy jest to potrzebne. Jeśli dziecko na barbarzyńskim poziomie przetwarzania fazy twórczej, wchodząc do piaskownicy, zacznie łopatką rozrzucać piasek na wszystkie strony, próbując trafić w oczy otoczenia, to na amatorskim poziomie będzie układać staranne paski, kopać dołek na skarb i potem wspólnie z przyjacielem go szukać.

Będąc na amatorskim poziomie, człowiek zaczyna postrzegać to, co się z nim dzieje, jako pewną łaskę i szczęście, i rozumie, że inni ludzie z jakichś niejasnych powodów znajdują się w innych sytuacjach, gdzie szczęścia i powodzenia jest znacznie mniej, a czasem w ogóle nie ma, i gdzie za każdy dar losu trzeba zapłacić, czasem nawet ciężką pracą. Widząc to, człowiek bardziej docenia możliwości, które daje mu los, a w szczególności uczy się znacznie lepiej i efektywniej. Nie ma jeszcze pełnego i stuprocentowego zrozumienia wszystkich sytuacji uczenia się, ale przynajmniej — jak to się mówi — zapamiętuje to sobie i jest w stanie dołożyć pewnych starań, by nauka nie poszła na marne. Rozumie, że wkrótce nadejdą próby jego umiejętności i będzie musiał je realizować w innych warunkach. Poza tym na amatorskim poziomie człowiek postrzega to, co się dzieje, jako zaliczkę — rozumie, że kiedyś będzie musiał za to zapłacić, i docenia to, co otrzymał, starając się go nie roztrwonić, ale jakoś wykorzystać, mając na uwadze dalsze swoje życie. Nie znaczy to, że potrafi konkretnie powiedzieć, jak ono się ułoży, ale pewne jego ogólne zarysy i dalszy ciąg tej karmicznej ścieżki, która objawia się i manifestuje w fazie twórczej, już przewiduje i rozważa. Perspektywy nie wydają się już tak promienne i beztroskie, ale człowiek nadal patrzy na świat jak na źródło twórczości i sam jest skłonny do twórczości. Jego twórczość jest już bardziej konstruktywna i celowa niż na poziomie barbarzyńskim, ale wciąż daleka od profesjonalizmu. Jeśli pisze wiersze, są to zwykle wiersze okazjonalne, np. z okazji urodzin członków rodziny. Na poziomie barbarzyńskim będą to obraźliwe docinki złożone z jednego-dwóch wersów. Na tym poziomie twórczość człowieka ma charakter amatorski lub dyletancki i zasadniczo cieszy jego oraz jego bliskich, nie przedstawiając jednak istotnego zainteresowania dla szerszej publiczności; choć to zainteresowanie może się pojawić, jeśli człowiek, kontynuując tę twórczą tematykę, przejdzie do fazy urzeczywistnienia i rozwinie swój dar bardziej gruntownie.

Na profesjonalnym poziomie przetwarzania archetypu twórczego nie ma już mowy o żadnej grze, choć zewnętrzne oznaki gry — w tym niezobowiązującośc, spontaniczność i nieprzewidywalny początek twórczy — są tu często obecne. Jednak będąc w stanie twórczym, przyjmując spadające na niego zewsząd dary, idee, informacje i materię, człowiek stale ma na uwadze ich późniejsze wykorzystanie. Jest znacznie bardziej wymagający i kapryśny, ale te cechy nie wynikają z jego lekkomyślności — przeciwnie, są one konsekwencją jego spojrzenia skierowanego daleko w przyszłość, kiedy faza twórcza ustąpi fazie urzeczywistnienia, a potem fazie rozpuszczenia. Innymi słowy, będąc w procesie tworzenia obiektu, człowiek tworzy cały scenariusz jego istnienia, choć oczywiście nie widzi go we wszystkich szczegółach.

Na profesjonalnym poziomie przetwarzania archetypu twórczego człowiek poświęca szczególną uwagę nauce. Wie, że teraz właśnie jest ten czas, kiedy ma możliwość uczenia się w warunkach szklarniowych, chronionych, przeprowadzania eksperymentów, które nie kosztują go teraz nic lub prawie nic, a w przyszłości staną się podstawą do poważnych i odpowiedzialnych działań, kiedy nie będzie już wokół niego ani opiekującej, ani stanowczo kierującej w błędzie ręki nauczyciela, a wszystko, co stworzy, będzie zależało wyłącznie od niego samego. To nie oznacza, że na poziomie profesjonalnym człowiek traci optymizm i radość życia — traci natomiast globalną bezodpowiedzialność, charakterystyczną dla poziomu barbarzyńskiego i w dużej mierze amatorskiego.

Pozostają jedynie lokalna nieodpowiedzialność i lokalna lekkomyślność, które stanowią jedynie zasadniczą treść jego postępowania, natomiast tłem stają się już nastroje innych, poważniejszych, mądrzejszych faz — tworzenia i rozpuszczania. Jednak nie można powiedzieć, że na poziomie zawodowym człowiek nie posiada mądrości w fazie tworzenia. Być może jest jej znacznie więcej, niż sam zdaje sobie z tego sprawę. Na tym poziomie posiada dar proroctwa i jest zdolny dostrzegać dalszy ciąg wydarzeń, które się rozpoczynają, znacznie lepiej, niż mu się to czasem wydaje — przynajmniej jego intuicja podpowiada mu wiele, i to nie tylko w formie bezpośredniego jasnowidztwa, a nie tyle w formie proroctw, co raczej w postaci konkretnych umiejętności, które otrzymuje, sam nie wiedząc, dlaczego — lecz są one konieczne w następnych fazach rozwoju przedmiotu. Na poziomie zawodowym człowiek zwraca dużą uwagę nie tylko na to, co się dzieje, ale także na etykę nowej rzeczywistości, która się przed nim otwiera. Innymi słowy, rozumie, że nie tylko wkracza w nowe życie, w nowy scenariusz, które odsłaniają przed nim swoje oblicze, ale także otrzymuje możliwość pojęcia praw istnienia tej nowej rzeczywistości, która się przed nim otwiera. Ich etyka nie ukazuje mu się w tak surowej formie, jak zostanie przedstawiona w fazie urzeczywistnienia; na przykład relacje ze środowiskiem są tu znacznie łagodniejsze, wyglądają raczej jak matka, która wybacza dziecku wszystko lub prawie wszystko — ale i tak otrzymuje pierwsze wrażenie o podstawowych prawach życia nowej rzeczywistości i uczy się być do nich uważnym.

PRZEPROCESOWANIE ARCHETYPU URZECZYWISTNIENIA

Jeśli fazę tworzenia można w wielu aspektach porównać z okresem dzieciństwa, to faza urzeczywistnienia to dorosłe życie. Tu, jak mówią, wszystko jest już jasne, przynajmniej w głównej mierze. Określona została struktura i funkcje przedmiotu, określone zostały jego relacje ze światem zewnętrznym, określone zostały jego granice oraz określony został typ wzajemnych relacji ze środowiskiem. Mianowicie przedmiot pozostaje z nim w równowadze, czerpie z niego środki konieczne do jego istnienia, do jego pracy, i oddaje mu rezultaty swojej pracy (lub ich część) jako wynagrodzenie za to, co od niego otrzymał. Tutaj zadanie karmiczne przedmiotu jest całkowicie zrozumiałe (może być nawet zbyt jasne, gdyż w fazie rozpuszczania jest ono istotnie korygowane i rozumiane w wielu aspektach inaczej), ale na tym poziomie wiele okoliczności, które w fazie tworzenia były jedynie niedopowiedzeniami, tutaj się wyjaśniają, ich treść ulega transformacji, a wszystko staje na swoje miejsca. Innymi słowy, w fazie urzeczywistnienia staje się zrozumiała rama, czyli główna struktura, karmy przedmiotu, i ta karma zasadniczo jest realizowana, czyli wypełniana. Jeśli fazę tworzenia można zobrazować przez przedwyborcze zmagania, kiedy kandydat na prezydenta składa obietnice i zbiera fundusze, to faza urzeczywistnienia to już jego praca na rzecz państwa, współpraca z partiami politycznymi, praca z ministrami itd.

W fazie urzeczywistnienia wyjaśnia się, jak dobrze człowiek się uczył, i następuje rozliczenie, przynajmniej główne, za zobowiązania podjęte w fazie tworzenia. Dewizą fazy urzeczywistnienia jest proste: „Pracuję”. Charakteryzuje ją duża, czasem nawet nadmierna określoność, czyli człowiek doskonale wie, co powinien robić, a czego nie, jakie powinno być spektrum jego uwagi i co wykracza poza nie. Ponadto, dla fazy urzeczywistnienia charakterystyczna jest trwałość programów, scenariuszy bytu, skłonność do ich pewnej rytualizacji oraz niechęć i niezdolność do zmian. Zmiany są charakterystyczne dla dwóch innych faz — tworzenia i rozpuszczania.

Na barbarzyńskim poziomie opracowywania archetypu urzeczywistnienia człowiek charakteryzuje się przede wszystkim niezwykłym zawężeniem świadomości. Niczego nie uznaje poza tym scenariuszem, który wszedł w jego życie i, jak sądzi, całkowicie je wypełnił. Wszystko, co było wcześniej — jest nieistotne, nic takiego nie będzie i później. To podstawa psychologii marionetki, która, jakby zahipnotyzowana, wykonuje ten sam scenariusz, podporządkowując się nitkom w rękach lalkarza. Dla barbarzyńskiego poziomu charakterystyczne jest nie tyle poczucie odpowiedzialności człowieka za scenariusz, w którym się znajduje i który realizuje, co raczej pasożytnictwo na tym scenariuszu. Innymi słowy, odczuwając ważność i odpowiedzialność samego scenariusza, człowiek pozwala sobie czerpać z jego energii, wiedząc, że scenariusz jest niezwykle stabilny, i po wiośnie nadejdzie lato, które zmieni się jesienią, po której nastanie zima — i jakkolwiek by się nie zachowywał, na rytmiczności i powtarzalności, którą posiada ten scenariusz, to nie odbije się. Kradzież, a nawet wielkie grabieże, których dopuszcza się człowiek wobec przedmiotu znajdującego się w fazie urzeczywistnienia, w żaden istotny sposób nie wpływają na jego scenariusz.

Tak urzędnicy, licząc na trwałość państwowego porządku, biorą łapówki, nie myśląc o tym, że w ten sposób podkopują siłę i efektywność maszyny państwowej. Tak car wpędza swój kraj w kolejną wojnę, licząc na swój pracowity naród, który po jej zakończeniu szybko odbuduje zrujnowane gospodarstwo i wielkość jego carstwa. Tak człowiek, zupełnie nie rozumiejąc, jakie mogą być konsekwencje, ale licząc na trwałość naturalnych rytmów, ingeruje w życie na poziomie genów, wielokrotnie podwyższając poziom promieniowania na planecie i robiąc jeszcze wiele innych rzeczy, na przykład budując cywilizację technogenną, nie wbudowując jej w biozenozę.

Dla barbarzyńskiego poziomu fazy urzeczywistnienia charakterystyczne jest pogardliwe i całkowite niezrozumienie dwóch innych faz czasu. Dlatego życie innego człowieka, na przykład znajdującego się w fazie tworzenia i otrzymującego znacznie więcej, niż oddaje (jeśli w ogóle coś oddaje), wywołuje u człowieka urzeczywistnienia rozdrażnienie, pogardę, gniew lub bezsilną czarną zazdrość. Dlatego z niezrozumiałych powodów ciągle mu się powodzi, a szczęście mu sprzyja — ale niewątpliwie kiedyś to się skończy, i to bardzo płaczliwie, całkowitą klęską. To pozycja mrówki, która w znanej bajce wyśmiewa konika polnego.

Jednocześnie do fazy rozpuszczania człowiek urzeczywistnienia na barbarzyńskim poziomie odnosi się również niezwykle sceptycznie, postrzegając ją jako niższy, bezradny i nieefektywny wariant fazy urzeczywistnienia.

Na poziomie amatorskim człowiek urzeczywistnienia to sumienny i staranny pracownik, sumienny, dobrze zna wartość swoich usług i jakość materiału, który dostarcza mu środowisko. Można go umownie nazwać rzemieślnikiem, wykwalifikowanym rzemieślnikiem. Jest wykonawcą, dla którego pierwiastek twórczy jest czymś nieistotnym, a nawet w pewnym stopniu szkodliwym. Jest oddany pewnemu rytuałowi, w którym nie przewidziano żadnych szczególnych nowości, a twórczość przejawia się w nieistotnych wariantach, dzięki którym jeden jego wyrób różni się od drugiego, ale ogólnie są one do siebie podobne jak dwie krople wody. Interesuje go nie tyle różnorodność tego, co robi, co utrzymanie głównego rytmu w jego stabilnym i zrównoważonym scenariuszu, zrównoważonym w sensie relacji ze środowiskiem. Bierze to, co mu potrzeba, a oddaje środowisku to, czego ono potrzebuje. To głębokie samowyrażenie zawodowego pracownika średniego szczebla, który znalazł swoje miejsce w życiu i trzyma się go kurczowo. Takiemu człowiekowi właściwe jest także zawężenie świadomości; w szczególności nie jest skłonny rozpraszać się na to, co nie należy do bezpośredniego spektrum jego obowiązków i pracy; dobrze rozumie, uświadamia sobie i stara się przestrzegać etyki swojej pracy, swojego postępowania w środowisku i relacji z współpracownikami; wie, że nic nie jest darmowe, że każda sprawa wymaga poważnego skupienia wysiłków i że relacje z ludźmi lepiej budować długoterminowo i niezawodnie, niż krótkoterminowo, choćby i dochodowo w krótkim okresie.

Tu nie ma takiej fanatycznej nietolerancji i całkowitego niezrozumienia innych faz, czyli na tym poziomie człowiek rozumie, że zasadniczo istnieje faza tworzenia, kiedy przedmiot dopiero się przygotowuje, kiedy potrzebna jest duża troska o niego, aby zaczął funkcjonować — ale ta faza jawi mu się jako trudna i słabo zrozumiała, a w ogóle obca.

Jeśli zaś chodzi o fazę rozpuszczania, to rozumie on, że kiedyś obiekt, którym się zajmuje, lub proces, w który jest zaangażowany, dobiegną końca, staną się nieefektywne, trzeba będzie je jakoś zwinąć i wyciągnąć wnioski z tego, co się wydarzyło. Jednak przedstawia mu się to dość odległą przyszłością, o której w zasadzie powinien myśleć, ale nie jest to dla niego zbyt interesujące. Nie ma tu już pogardy, charakterystycznej dla poziomu barbarzyńskiego, ale nie ma też szczególnego szacunku dla fazy rozpuszczania — postrzega ją raczej jako konieczność, lecz nieprzyjemny koniec głównego działania, które stanowi największe zainteresowanie danej osoby. Tak więc matka rodziny zajęta jest codzienną rutynową pracą, prowadzeniem gospodarstwa domowego, gotowaniem, wychowywaniem dzieci, i ta praca jest dla niej niezwykle interesująca. Drobne zmiany, które zachodzą każdego dnia, są dla niej całkowicie wystarczające, i wcale nie chce myśleć o czasach, kiedy jej dzieci dorosną, a jej praca domowa stanie się nieżyciem i zmusi ją do refleksji nad nią. Tę perspektywę świadomie i podświadomie odsuwa jak najdalej. Na poziomie zawodowym, opanowując archetyp urzeczywistnienia, człowiek odnosi się do tego, co robi, z niezwykłą uwagą i starannością. Jest to pracownik-ekspert, profesjonalista, bez którego udziału nie jest możliwe wykonanie żadnego poważnego projektu. Z reguły przywiązuje on dużą wagę zarówno do fazy tworzenia obiektu, jak i do fazy jego rozpuszczania, uważnie przyglądając się pierwszej (niekoniecznie biorąc w niej udział) i starannie przygotowując drugą. Wie on, że od jakości jego pracy i od tego, co niedokończył podczas jej trwania, będą cierpieć inni ludzie, a sam proces rozpuszczania, rozwiązania obiektu, zakończenia wątku, w którym uczestniczy, będzie dysharmonijny i bolesny. Znajdując się na poziomie zawodowym, człowiek wyraźnie wie, a także intuicyjnie wyczuwa granice swojej kompetencji. Jego dewiza brzmi: „Trzeba robić dobrze albo wcale”. Jeśli proponuje mu się jakąś sprawę, to on albo od razu, albo po zapoznaniu się z projektem, który mu przedstawiono do rozpatrzenia, mówi, czy sobie z nim poradzi, czy nie. Co więcej, może odmówić z dwóch powodów, z których każdy jest dla niego wystarczająco ważny, aby odrzucić propozycję. Pierwszy polega na tym, że brakuje mu kwalifikacji i potrzebuje trochę czasu, aby się douczyć, czyli przejść z fazy urzeczywistnienia do fazy tworzenia. Drugi powód zaś polega na tym, że sprawa jest skazana na niepowodzenie lub w ogóle nie może być wykonana na poziomie, który — jego zdaniem — jest odpowiedni, i w takim przypadku również jej nie podejmie. Jego oceny bywają w takich sytuacjach bardzo trafne. Jeśli zadaje mu się pytanie dotyczące dziedziny, w której jest niekompetentny, on odmówi odpowiedzi, w przeciwieństwie do amatora, który skłonny jest wyrażać swoją opinię i udzielać rad w sprawach, których słabo się rozumie.

Różnicę między amatorem a profesjonalistą na poziomie urzeczywistnienia ilustruje odmienność podejścia do swojego pacjenta zwykłego lekarza oraz lekarza wysokiej klasy. Zwykły lekarz, spotkawszy się z chorym, stara się postawić diagnozę na podstawie swoich wyobrażeń o możliwych chorobach, a postawiwszy diagnozę, przepisuje leczenie, nie mając pewności co do jego rezultatów, ale licząc na to, że będzie lepiej. Lekarz-profesjonalista wysokiej klasy zaś, po pierwsze, nastawiony jest bardziej na swojego pacjenta niż na apriorycznie mu znaną nomenklaturę chorób, a po drugie, znacznie subtelniej rozumie naturę i przebieg choroby i albo rezygnuje z przyjęcia pacjenta, albo przepisuje leki i leczenie, mając pewność co do trafności swojego rokowania.

Na poziomie zawodowym rytualizacja procesu przebiega w takim stopniu, w jakim jest dla człowieka wygodna. Jeśli zaś okoliczności wymagają wyjścia poza rytuał, to człowiek jest zdolny do takiego wyjścia i do działań, które nie mieszczą się w nim. Jednak uważa to za niepożądane i dąży do jak najszybszego powrotu do optymalnego dla jego działalności rytuału. Jednocześnie rozumie, że możliwe są sytuacje i okoliczności nadzwyczajne, i uznaje wpływ fazy tworzenia oraz rozpuszczania na swoją działalność, ale to one nie stanowią dla niego maksymalnego zainteresowania.

PRACA NAD ARCHETYPEM ROZPUSZCZANIA

W przeciwieństwie do tworzenia, główny patos fazy rozpuszczania to poświęcenie. Obiekt ulega zniszczeniu, a siły nie są w stanie powstrzymać tego procesu. Obiekt funkcjonuje coraz gorzej, traci równowagę z otoczeniem, które staje się wobec niego znacznie bardziej surowe, agresywne, a nawet okrutne, i rozrywa go na części, nie zadowalając się jedynie jego produkcją, którą wciąż jeszcze może wytwarzać z przyzwyczajenia, ale starając się odebrać mu energię i materiały. Dochodzi tu do rozpadu obiektu, zwinięcia jego działalności, dokończenia tego, co nie zostało zrobione na etapie urzeczywistnienia, ostatecznego rozliczenia się z zobowiązaniami oraz wreszcie zniknięcia obiektu, przejścia jego części w otoczenie i asymilacji ich przez nie.

W fazie rozpuszczania uwidaczniają się subtelności i karma. To, co zostało zaplanowane na początku; to, co ujawniło się jako główna struktura, kiedy obiekt wszedł w fazę urzeczywistnienia, teraz jest przemyślane na nowo i staje się zrozumiałe prawdziwe przeznaczenie obiektu oraz ostateczne rezultaty jego istnienia. Często znaczenie istnienia obiektu w fazie rozpuszczania diametralnie różni się od sensu jego istnienia w fazie urzeczywistnienia. Tam treść polegała głównie na jego bezpośredniej funkcji, a jego karma była w tym samym. Tutaj zaś sens tkwi nie tyle w pracy, co w rozpadzie obiektu i dokończeniu tego, co na etapie urzeczywistnienia nawet nie przychodziło do głowy. Tu wyciąga się głębokie wnioski, tu widać subtelności niedostrzegalne w szczycie jasno przemyślanej pracy fazy urzeczywistnienia, i te subtelności często mają charakter pośredni — nie wiadomo, gdzie i jak będą potrzebne.

W tej fazie dokonuje się przekazywanie wiedzy, czyli uczenie innych; zatem faza rozpuszczania jest komplementarna wobec fazy tworzenia, i jeśli w fazie tworzenia znajduje się uczeń, to w fazie rozpuszczania jest nauczyciel. Nie oznacza to, że fizycznie ginie on w fazie rozpuszczania (choć moralna śmierć w walce ze studentem to powszechne zjawisko w środowisku akademickim), ale raczej ginie kostium informacyjno-energetyczny, który nauczyciel zakłada na siebie w procesie swojej przygotowawczej pracy. Ten kostium, rozpadając się na nauczycielu, przechodzi na uczniów, stając się częścią ich ubrania, czyli nowych wiedzy, umiejętności i nawyków.

Błędne jest postrzeganie fazy rozpuszczania jako tragicznej, podobnie jak błędne jest uznawanie fazy tworzenia za optymistyczną — tworzyć można bardzo ciężki i mało przyjemny dla człowieka program, a rozpuszczać się może on, opuszczając człowieka, uwalniając go do nowych wątków, nowej działalności, nowego życia.

Temat oczyszczenia sam w sobie podlega archetypowi rozpuszczania: oczyszczenie jest niczym innym jak rozpuszczaniem żużli, usuwaniem z organizmu tego, co mu już niepotrzebne, co przeszkadza w jego normalnym funkcjonowaniu. Z punktu widzenia organizmu żużle z niego odchodzą, pasożyty są niszczone, ale samemu organizmowi dzięki temu robi się tylko lżej. To samo, lecz na poziomie psychologicznym, odnosi się do zanikania z życia człowieka tych problemów, nastawień, wątków, które zostały przez niego już przeżyte, które są mu już niepotrzebne, nieinteresujące, przeszkadzają mu w życiu, i z ulgą i wielką ulgą się ich pozbywa.

Dla fazy rozpuszczania charakterystyczne jest subtelne przetwarzanie energii, chudnięcie obiektu, zmniejszanie jego masy i przejście do innej, bardziej subtelnej jakości. W tym tkwi patos samozniszczenia, kiedy obiekt przestaje istnieć w tej płaszczyźnie, ale znajduje nowe bytowanie na płaszczyźnie subtelnej, uściśla się wyższy sens jego istnienia i życiowego programu ogółem. Często dochodzi tu do integracji jego wątku, wyjścia poza ramy czasowe i wzniesienia się do sfery archetypów.

Na barbarzyńskim poziomie opanowania archetypu rozpuszczania człowiek skłonny jest, jak to się mówi, ciąć bez namysłu. Wyczuwając, że obiekt lub jego część znajduje się w fazie rozpuszczania, człowiek zaczyna go brutalnie niszczyć, wcale nie przejmując się tym, co obiekt robił wcześniej, że jego praca powinna zostać dokończona, ani tym, co sam obiekt przeżywa, kiedy nie pozwala mu się dokończyć jego misji, ani otoczeniem, dla którego obiekt, będący jego częścią, staje się źródłem zatrucia.

Ponadto na barbarzyńskim poziomie fazy rozpuszczania występują cechy drapieżnictwa i pasożytnictwa, gdy obiekt, który wciąż daleki jest od wypełnienia swojej misji, niszczony jest dla zdobycia jego cennej części, a reszta wyrzucana na śmietnik — taka psychologia łowcy kłusownika, czyli ludzkości, która nie oszczędza zasobów, a które być może są samej Ziemi potrzebne w znacznie większym stopniu, niż obecnie sądzimy. Prawdopodobnie eksploatacja surowców mineralnych w takim stylu, jaki przyjęto w XX wieku, za sto-dwieście lat będzie postrzegana przez naszych potomków mniej więcej tak samo, jak my odnosimy się obecnie do walk gladiatorów, a nawet do znacznie większego barbarzyństwa.

Kolejną charakterystyczną cechą barbarzyńskiego poziomu fazy rozpuszczania jest lekceważące podejście do fazy urzeczywistniania, a zwłaszcza do fazy tworzenia, narzucanie im modalności niszczenia i jej nastroju, co dla obu tych faz jest całkowicie zgubne. Etyka, logika i nastrój fazy rozpuszczania są szczególne. W pewnym sensie mają one charakter ezoteryczny zarówno wobec fazy urzeczywistniania, jak i fazy tworzenia, jednak człowiek na barbarzyńskim poziomie tego zupełnie nie rozumie. „Po co się starać, skoro wszyscy i tak tam trafimy” — oto jego logika, której trudno cokolwiek poważnego przeciwstawić, gdyż jest to w istocie prawda. Jednak cykliczność wszystkich procesów zakłada zarówno zmianę faz, jak i to, że po tym, gdy obiekt znajdzie się tam, ponownie wciela się i ponownie wypełnia swoją misję życiową. Jednak to rozumowanie, pozostając w modalności rozpuszczania, nie przemawia i również jest skazane na zniszczenie w oczach człowieka fazy rozpuszczania.

Na barbarzyńskim poziomie jest on z natury i z zawodu pesymistą i może utopić wraz z sobą wszystko, co znajdzie się w jego rękach.

Na poziomie amatorskim człowiek fazy rozpuszczania nie jest już skłonny działać tak grubo. Rozumie on, że po pierwsze, obiekt fazy rozpuszczania również ma swoją własną dolę, czyli pewien scenariusz rozpuszczania, który posiada określone fazy, i nie należy ich ze sobą mieszać. Poza tym rozumie, że na fazie rozpuszczania coś musi zostać zrobione, i zajmuje się tym z dużym zainteresowaniem, czasem nie zbyt kwalifikowaną pracą, ale odczuwając całkowicie zdrowy i konstruktywny entuzjazm. Ma on za co pracować, szkoda mu obiektu, pomaga mu wypełnić jego misję i dba o środowisko, które powinno przyswoić jego pozostałości, aby przyniosły korzyść, a nie szkodę. Jeśli chodzi o jego wewnętrzny świat, człowiek ten kieruje się zasadą, że najważniejsze jest terminowe oczyszczanie, i że przed zdobyciem nowej jakości należy oczyścić dla niej miejsce, w szczególności zlikwidować swoje karmiczne ogony, przebudować lub oczyścić program podświadomości, który odpowiada jego aktualnemu poziomowi i przeszkadza mu w dalszym rozwoju.

Innymi słowy, nie jest skłonny uciąć sobie głowy, odkrywszy u siebie jakiś negatywny aspekt, lecz raczej stara się ten negatyw zlokalizować i szukać narzędzi, aby go wyeliminować, choć na razie wychodzi mu to nie najlepiej. Pracuje grubo, często wraz z gnijącymi tkankami wyrywa z organizmu jeszcze żywe i funkcjonalne części.

Zagłębcie się głębiej w astrologię

Darmowe kalkulatory, mapa urodzenia, Tarot online oraz inne narzędzia do samopoznania.

Udostępnij:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Updating
  • Brak produktów w koszyku.