Podstawowe wartości Podstawowe wartości człowieka, podobnie jak jego osądy, istotnie zmieniają się wraz ze zmianą modalności czasu. Przy tym sam często tego nie zauważa i staje się nieoczekiwanie niespójny w swoim postępowaniu w oczach otoczenia. Sam również raczej nie będzie w stanie wyjaśnić takiej kardynalnej zmiany swoich ocen, jeśli nie zwróci uwagi na zmianę odpowiednich modalności. Przy zmianie modalności zmieniają się także negatywne wartości, czyli to, czego człowiek wszelkimi siłami stara się uniknąć, uważa za negatywne, niedopuszczalne itp.
Dla fazy tworzenia charakterystyczne są takie wartości jak nowość, świeżość, dostatek, którego nie trzeba utrzymywać, ale który po prostu spada na głowę człowieka lub trafia mu się w ręce. Będąc w tej fazie, człowiek lubi czuć się lub swoją sprawę w centrum uwagi otaczającego świata, a brak tej uwagi bez wątpienia zaliczy do negatywnych wartości. Ważne jest dla niego, aby jego potrzeby były szybko i bez większego wysiłku zaspokajane z jego strony. W sobie ceni szerokość charakteru, dobroć, bezinteresowność, zdolność do dzielenia się, choć zwykle tym, co mu szczególnie potrzebne lub jest w nadmiarze. Cnoty tej fazy to bezinteresowna i nieograniczona miłość, szerokość spojrzenia, hojność, dostatek pozwalający każdemu żyć tak, jak mu się podoba. Negatywne wartości tutaj to nuda, ubóstwo, monotonia, pesymizm, brak alternatywnych możliwości, niemożność zmiany istniejącego stanu rzeczy.
Rzeczy. Do wartości fazy urzeczywistnienia należą: trwałość, stabilność, określoność sytuacji człowieka w świecie, posiadanie odpowiedniej ilości zasobów, jakość jego pracy, trwałość bytu w świecie, przewidywalność scenariuszy, możliwość nimi w pewnym zakresie zarządzać, co zapewnia stabilność, możliwość wypełniania zobowiązań, które człowiek na siebie bierze, brak chaosu oraz podporządkowanie się zachodzącemu światu, umiejętność wyrażenia siebie w taki sposób, aby otaczający świat adekwatnie odebrał daną osobę, odpowiedzialność za to, co dana osoba robi obecnie, czyli w krótkim odcinku czasu. Do negatywnych wartości w tej fazie należą: konieczność rozplątywania „kuchennego bajzlu”, uwarzonego przez cudze ręce, nieokreśloność sytuacji, niemożność jej kontrolowania, zarządzania nią, konieczność gwałtownej zmiany kursu i prowadzenia go w kierunku radykalnych zmian lub zwijania programu, łamanie utrwalonych rytuałów, niejasność i brak odpowiedzialności świata zewnętrznego, co ma pod sobą poważne podstawy (tak zwany lekkomyślny pesymizm).
Główne wartości człowieka fazy rozpuszczenia są zazwyczaj wyższe w hierarchii, są subtelniejsze niż wartości tej samej sytuacji, ale analizowanej w fazie urzeczywistnienia. Jedną z wartości rozpuszczenia jest dokładne i prawidłowe faktyczne unicestwienie tego, co powinno zostać unicestwione, którego karma dobiegła już końca. Na wysokim poziomie człowiek robi to starannie, precyzyjnie, ekologicznie; na niskim poziomie – ciesząc się samym faktem zniszczenia i nie myśląc o szkodzie, którą przynosi światu. W tej fazie aktualne są wartości subtelnego widzenia, głębokiego zrozumienia, symbolicznego przemyślenia. W dużej mierze jest to system wartości sztuki, która pokonuje życie i dopełnia jego scenariusze na poziomie symbolicznym. Negatywnymi wartościami są tu: różowe okulary fazy tworzenia, upór i ograniczoność widzenia fazy urzeczywistnienia, martwa rytualność podtrzymująca już martwy i dawno złomowany obiekt, surowość pracy, która jednak rozumiana jest inaczej niż w fazie urzeczywistnienia. Ważne jest umieć wylewać brudną wodę z wanny, nie uszkadzając przy tym dziecka, które się w niej znajduje.
Wartości fazy rozpuszczenia często odnoszą się do życia innych ludzi, innych sytuacji, dla których człowiek bezinteresownie pracuje, niszcząc się sam, czyli poświęcając siebie dla czegoś innego, wyższego w stosunku do swojego życia, tak jak je postrzega. Jeśli w fazie tworzenia jedną z głównych wartości jest bezpośrednie bycie człowieka, a w fazie urzeczywistnienia – jego praca, to w fazie rozpuszczenia główną wartością jest poświęcenie, czyli życie dla czegoś jeszcze, życie, które samo się nie podtrzymuje, ale niszcząc się, służy czemuś wyższemu niż ono samo.
Pytania do czytelnika.
Co bardziej cenisz w ludziach – twórczość czy przewidywalność? Niezawodność czy zdolność do zmian? Czy jesteś w stanie zaprzyjaźnić się z człowiekiem, który pozostaje niezmienny przez wiele lat? Czy uważasz, że jeśli jakaś cecha twojego charakteru zaczyna kolidować z całym twoim życiem, powinieneś podejmować specjalne wysiłki, aby ją wykorzenić lub przekształcić, czy pozostawiasz proces swojemu biegowi? Czy stałe poczucie nowości jest krytyczne dla twoich relacji z innymi? Jak długo możesz tolerować człowieka, który ci zdecydowanie się znudził? Co bardziej cenisz w ludziach – pomysłowość czy konsekwencję?
Odpowiedzialność
Jak rozumiesz odpowiedzialność? Jak rozumiesz odpowiedzialność twoich znajomych? W jakim przypadku można na nich liczyć, a w jakim nie? Wiele zależy od tego, jakimi modalnościami ty i oni posługujecie się w definiowaniu tego pojęcia. Dla fazy tworzenia charakterystyczna jest odpowiedzialność warunkowa, obniżona i odroczona, czyli człowiek ma na myśli, że być może będzie odpowiedzialny za to, co teraz mówi i robi, ale nie od razu, tylko kiedyś daleko w przyszłości. Takie rzeczy zazwyczaj nie są wypowiadane na głos, ale są zakładane i demonstruje się je pośrednio, na przykład lekką intonacją, którą człowiek posługuje się mówiąc o czymś, manierami zabawowymi, skokami, skokami tematu rozmowy. Spotkawszy się z nim następnego dnia i wyrzucając mu, powiesz: „No, przecież mówiłeś…”. On spojrzy na ciebie zmęczonym wzrokiem – tak, jakbyś go bardzo męczył, zmuszając do tłumaczenia oczywistości, i odpowie coś w stylu: „No tak, oczywiście, że mówiłem, ale przecież nie mówiłem tego na poważnie, powiedziałem to tak, ogólnie, być może w formie przypuszczenia”. Co kryje się za tymi słowami? Wyraźna aluzja do tego, że on znajdował się w modalności tworzenia i dlatego w ogóle nie ponosi odpowiedzialności ani za swoje zachowanie, ani za swoje słowa, i ty powinieneś to rozumieć. Nie, nie powinieneś? Źle go zrozumiałeś. Ty byłeś w fazie urzeczywistnienia.
W fazie urzeczywistnienia rzeczywistość jest rzeczywista, odpowiedzialność to coś konkretnego, wąsko rozumianego, ograniczonego, ale bezwarunkowego. Oto jeśli wczoraj obiecałem do ciebie zadzwonić dzisiaj, to dzisiaj dzwonię do ciebie w wyznaczonym czasie, a jeśli tego nie zrobiłem, to jestem ci winny i poważnie przyjmę wyrzut, który mi zadasz, i spróbuję zadośćuczynić za swoją winę. Jeśli w fazie tworzenia odpowiedzialność w ogóle nie przewiduje żadnego zadośćuczynienia w przypadku jej naruszenia, to w fazie urzeczywistnienia odpowiedzialność zazwyczaj przewiduje całkowicie określone kary za jej naruszenie, jak na przykład jest to uwarunkowane w kodeksie karnym lub administracyjnym. Jednocześnie jeśli zapytać człowieka: „No, ogólnie rzecz biorąc, jesteś odpowiedzialny za to, co robisz w ogóle”, – on może po prostu cię nie zrozumie. On odpowiada za swoje konkretne działania, jego odpowiedzialność jest ograniczona i niepodważalna. Szerzej rozmytej, abstrakcyjnej odpowiedzialności on po prostu nie rozumie – natomiast jest ona rozumiana i dobrze rozumiana w fazie rozpuszczenia.
W fazie rozpuszczenia człowiek odpowiada całkowicie i w pełni nie tylko za to, co było wczoraj, ale i za to, co było przedwczoraj, i trzy dni temu, i w poprzednim wcieleniu. Rozplątuje długą i ciężką „kuchnię”, rozplątuje ją do końca, następnie wyciera skórką skruchy resztki jedzenia, nawet przypalone dno garnka, i zjada to wszystko, być może cierpiąc, ale nie narzekając, a wewnętrznie ulegając swojemu losowi. Z drugiej strony, odpowiedzialność w fazie rozpuszczenia nie jest rozszerzeniem odpowiedzialności fazy urzeczywistnienia. To zupełnie inny typ odpowiedzialności, kiedy człowiek nie rozważa żadnych prywatnych konkretnych naruszeń, one toną i stają się praktycznie niezauważalne przy globalnym rozpatrywaniu obiektu, całej jego historii i subtelnego wewnętrznego jej sensu, który właśnie jedyny go interesuje i za który on odpowiada. Odpowiedzialność, na przykład, za adekwatną interakcję obiektu ze światem w fazie rozpuszczenia w ogóle nie jest rozważana. Oczywiście, obiekt ze światem jest nierównowagowy, ważne jest, aby misja obiektu została wypełniona w całości i w najważniejszym, w najsubtelniejszym swoim znaczeniu i brzmieniu – za to człowiek odpowiada. Często odpowiada on za cudzą winę, ale ponownie – nie tak, jak odpowiedziałaby ta inna osoba, która popełniła ten czy inny błąd. Na przykład, może on poprosić o wybaczenie wierzycieli zmarłego, wyrazić swoje szczere żale, i oni, rozumiejąc, że nic lepszego nie otrzymają, z wdzięcznością, choć być może z ukrytym niezadowoleniem, wysłuchają jego słów i postawią kropkę na długiej i nieprzyjemnej dla siebie historii. Tak samo prezydent kraju może przeprosić krewnych swoich obywateli, którzy zginęli w wyniku nieszczęśliwego wypadku, na przykład katastrofy lotniczej. Oczywiście, sam osobiście prezydent nie jest winny, że samolot spadł, ale on niejako w pewnym symbolicznym sensie bierze na siebie odpowiedzialność i przeprasza krewnych zmarłych, wypłaca im odszkodowanie, przyznaje rentę itd. Wszystko to nie rekompensuje ich straty w życiowym sensie, ale stawia kropkę w odpowiednim scenariuszu.
Pytania do czytelnika.
Jakiego rodzaju odpowiedzialność najczęściej odczuwasz w sobie i bierzesz na siebie – abstrakcyjną, konkretną, globalną? Jak często bierzesz na siebie odpowiedzialność za działania innych ludzi? Czy jesteś skłonny brać na siebie odpowiedzialność za sprawę, która dopiero się zaczyna? Jak odnosisz się do drobnej bezmyślnej odpowiedzialności otaczających cię ludzi, kiedy naruszają swoje prywatne obietnice i zobowiązania?
Pomyślcie, czy istnieje różnica między waszym zachowaniem społecznym w tych przypadkach a tym, co przeżywacie w sobie? Czy uważacie, że odpowiedzialność o charakterze ogólnym jest czczym gadulstwem, czy też ma dla was jakiś sens?
Życiowe programy
Życiowe programy i scenariusze człowieka rozwijają się nie tylko w czasie. W każdej chwili są one w jakiś sposób obecne w jego świecie wewnętrznym, w jego postrzeganiu, a od modalności tego postrzegania zasadniczo zależy to, jak postrzega on ten program, jak na niego reaguje, jakie zasoby wówczas aktywizuje lub, przeciwnie, traci. Nie należy sądzić, że istniejący stan rzeczy jednoznacznie determinuje sposób, w jaki jest on postrzegany przez człowieka. W rzeczywistości różni ludzie wobec tego samego, obiektywnie istniejącego zwrotu akcji mogą odnosić się i reagować w odmienny sposób, dlatego metody wpływu na jednych ludzi, które wydają się bardzo skuteczne, prowadzą do zupełnie przeciwstawnych rezultatów, gdy zastosuje się je wobec innych. Przyczyna tego leży przede wszystkim w różnicy ich stosunku do prywatnego archiwum.
W ramach archetypu twórczego życiowy program postrzegany jest jako coś, co można rozszerzać, rozwijać, tworzyć, otwierają się granice wejścia, bierze się długoterminowe zobowiązania z bardzo mglistymi wyobrażeniami o tym, jak to wszystko zostanie zrealizowane. Człowiek odczuwa pewien entuzjazm, wyruszając niczym w daleką podróż. Nie należy jednak sądzić, że ta faza wywołuje u wszystkich ludzi jednoznacznie pozytywny stosunek. Po pierwsze, dla wielu ludzi faza tworzenia oznacza fazę, w której pojawią się nieprzyjemności, na które nie sposób się przygotować, gdyż nadejdą z najbardziej nieoczekiwanej strony. Po drugie, entuzjazm towarzyszący fazie tworzenia często postrzegany jest jako fałszywy, nieuzasadniony, niepoparty, a sam akt tworzenia nowego programu życiowego, prowadzony przez inne archetypy, spotyka się z apriorycznym negatywnym nastawieniem. Uważają oni, że nie należy niczego planować, lepiej poczekać na fazę realizacji, a jeszcze lepiej – fazę rozwiązania, wtedy zobaczymy. Ale wówczas, ściśle rzecz biorąc, patrzenie jest już spóźnione. „Liczy się dopiero jesienią” – to oczywiście prawda, ale wysiadywanie jaj i życie piskląt, które się właśnie wykluły, wymaga jednak szczególnej uwagi i ma swój niepowtarzalny urok, którego zupełnie brakuje jesienią, która obiecuje wprawdzie smakowitość rosółku.
Zatem obfitość i nieograniczone zasoby charakterystyczne dla fazy tworzenia przez jednych ludzi postrzegane są jako czynnik wiecznie działający, który nigdy się nie zmieni, przez innych zaś – jako nadmiar nieoczekiwanych nieprzyjemności, ciężkich zwrotów losu itp. Niewielu ludzi odnosi się do fazy tworzenia neutralnie; zdecydowana większość ma wobec niej albo wyraźnie pozytywny, albo wyraźnie negatywny stosunek.
Odwrotnie, faza realizacji życiowych programów sama w sobie wywołuje trzeźwą, spokojniejszą ocenę: większości ludzi jest zupełnie jasne, że jest to niezbędna część życia. Jednym wydaje się nudna, innym zaś w jej spokojnym przebiegu, zrównoważeniu, sprawiedliwości i równowadze człowieka z jego programem i otoczeniem upatrują prawdziwego sensu istnienia. Tutaj zasoby są ograniczone, ale występują w wystarczającej ilości, o ile potrzeby człowieka i jego programu są rozsądne. Dąży on do tego, aby były one rozsądne, a jeśli czasem wpada w długi, stara się je później spłacić. Powstaje wówczas, jeśli nie statyczna, to dynamiczna lub cykliczna równowaga z otoczeniem, która zdaje się mogąc utrzymywać się nieograniczenie długo.
Stosunek człowieka do takich sytuacji może być różny: jednych nudzi – codzienne zamiatanie tego samego podłogi, wycieranie nosów tym samym dzieciom, ścielenie i sprzątanie tych samych łóżek, wiedząc, że jutro wszystko się powtórzy; gotowanie posiłków, które zostaną zjedzone, a naczynia znów się umoczą. Jednak filozofia wschodnia odnosi się z niezwykłą uwagą do tego rodzaju cyklicznych obowiązków człowieka, uważając je za wyższe i kojarzone z cyklem narodzin, realizacji i unicestwienia Wszechświata.
Ważne jest zrozumienie, że życiowe programy to takie programy, które są zrozumiałe i oczywiste z punktu widzenia społecznego, na przykład nauka w placówce edukacyjnej, praca w danej firmie itp. Istnieją także inne programy, które podporządkowane są pewnym prawom, na przykład program rozwoju relacji z innym człowiekiem, partnerem. Może to być partner w pracy, przyjaciel, ukochany, mąż, dziecko – w każdym razie w relacjach z partnerem człowiek w pewnych momentach czasu trafia w fazę tworzenia, kiedy w relacjach pojawiają się jakościowo nowe cechy i okoliczności, fazę realizacji, kiedy relacje toczą się ustalonym wcześniej trybem i opracowywany jest dany temat, oraz fazę unicestwienia, kiedy coś z relacji odchodzi nieodwołalnie i na zawsze, bądź one same.
Efekty towarzyszące fazie tworzenia w scenariuszu relacji są zwykle bardzo intensywne. Niektórzy przywiązują się do nich i cenią jedynie je, zapominając o tym, że wydają im się niewyczerpalnymi zasoby wzajemnego postrzegania, dobroci, radości i miłości, które w momencie, gdy faza relacji przechodzi w realizację, stają się ograniczone. Wówczas okazuje się, że dana para ma pewien scenariusz aktywności zewnętrznej, do którego może być lepiej przystosowana. Innymi słowy, para otrzyma od otoczenia tyle miłości, ile sama da światu.
Wiele osób tego zupełnie nie rozumie, a gdy relacje przechodzą z fazy tworzenia w fazę realizacji, postrzega ją jako swoją wielką porażkę lub niesprawiedliwy los, który z nieznanych powodów ochłodził między nimi płomienne uczucia. Podobny efekt obserwuje się przy przejściu z fazy realizacji w fazę unicestwienia, gdzie wzajemne zasoby gwałtownie się wyczerpują, para zostaje pozbawiona niezbędnego, relacje napinają się tam, gdzie wcześniej płynęły spokojnie i gładko, otoczenie zdaje się wnosić coraz to nowe powody do nieporozumień, i nadchodzi czas, aby spojrzeć na siebie zupełnie innymi oczami, ocenić spędzony razem czas, zrozumieć, czego brakowało w relacjach, wyciągnąć wnioski i odejść w swoje strony, czasem ustępując partnerowi miejsca w życiu komuś innemu. Jedni robią to dobrowolnie, mądrze rozważając, że nie jest dobrze zajmować cudze miejsce, i taka jest ich dola, inni walczą rozpaczliwie, niszcząc resztki dobra, które zostało stworzone w fazach tworzenia i realizacji.
Jednak w każdym przypadku zrozumienie, że psychika człowieka i jego partnera zasadniczo zmienia się w zależności od tego, która faza czasu jest w danym momencie aktywna, pomaga znacznie lepiej zrozumieć zarówno siebie, jak i partnera, i sytuację, oraz adekwatnie się w niej zorientować.
Pytania do czytelnika.
Który moment spotkania z przyjaciółmi lubisz najbardziej: spotkanie, samo przebywanie razem czy rozstanie? Który z tych momentów wydaje ci się najmniej przyjemny? Jak zwykle żegnasz się z ludźmi – pozostawiając możliwość dalszego kontaktu czy ją odcinając? Zrywając relacje miłosne z partnerem, czy pozostajesz z nim jako przyjaciele, dalecy partnerzy, zażarci wrogowie, czy po prostu nikim? Poznając nową osobę, czy starasz się od razu określić, w jakiej roli będzie ona występować w twoim życiu i jak należy budować z nią relacje?
O czym pomyślałeś, kiedy po raz pierwszy w życiu usłyszałeś wyznanie miłosne? Oceń modalność swoich myśli z punktu widzenia dialektycznego archetypu.
Jak wszystko inne, etyka człowieka zasadniczo zależy od modalności archetypu, który nim kieruje w danym momencie. Zmieniają się wówczas zarówno ogólne podstawy etyki, jak i jej istota, jej treść. Ludzi, u których etyka była czymś jednolitym, jest w rzeczywistości bardzo niewielu. Dlatego, zastanawiając się nad pytaniem o własny system etyczny lub etykę innego człowieka, zawsze należy zadać sobie takie pytanie: jak modyfikuje się moja (czy cudza) etyka przy silnym włączeniu tego czy innego prywatnego archetypu w ramach uniwersalnego?
Etyka fazy tworzenia jest zasadniczo hedonistyczna, można powiedzieć, że jej w ogóle nie ma. Brzmi ona następująco: „Dobre jest to, co jest dobre dla mnie, co mnie w danej chwili cieszy. To, że następnego momentu może być coś innego, nie odgrywa roli. Każdy powinien o siebie zadbać”. Tego rodzaju system etyczny nie uwzględnia otoczenia, ale człowiek niejako nie stawia sobie tego za cel. On znajduje się w centrum tego świata.
Etyka fazy realizacji brzmi mniej więcej tak (jej ogólna zasada): „Żyj i pozwól żyć innym.
Reguluj swoje relacje z rzeczywistością, aby były one wzajemnie korzystne i komfortowe. Tutaj etyka istnieje, ale jest drugorzędna wobec rzeczywistości. Stara się ona odnaleźć podstawowe prawa istnienia świata i człowieka w nim oraz, sformułowawszy je, znaleźć optymalne reguły postępowania. Główną zasadą, którą się przy tym kieruje, jest to, że optymalne dla siebie postępowanie jest również optymalne dla otoczenia. Zasadniczo ten pogląd, wątpliwy i nawet całkowicie błędny w pozostałych fazach czasowych, stanowi pewne przybliżenie do prawdy fazy urzeczywistnienia, jeśli rozumie się go rozsądnie.
W fazie rozpuszczenia etyka zmienia się radykalnie. Jej główną zasadą jest: „Dobre jest to, co dobre dla świata. Jeśli przez to ulegam zniszczeniu, muszę wybrać optymalny sposób tego zniszczenia, ale w żadnym wypadku nie powinienem się zachowywać w sposób, który mnie chroni. Dobra jest samopoświęcenie, dobra jest ofiara, dobre jest dobrobyt innych i mądrość, która polega na tym, że wszystko na świecie jest przemijające i do niczego nie należy się przywiązywać, a najmniej do własnych wyobrażeń o Bogu”. Świat jest przy tym rozumiany całościowo lub przynajmniej w sposób dość abstrakcyjny, a nie tak, jak w fazie urzeczywistnienia. Tutaj u człowieka kształtuje się zupełnie inne podejście do etyki. Jeśli w fazie tworzenia można ją uznać za zupełnie nieobecną, a w fazie urzeczywistnienia była istotna, lecz podporządkowana rzeczywistości (tak czasem mówi się o polityce — „sztuce osiągania maksimum w granicach możliwego”), to w fazie rozpuszczenia etyka jest nadrzędna wobec rzeczywistości. Kształtuje się ona, jest w pewnym sensie wynikiem, najwyższym, najcenniejszym rezultatem rozwoju życia danego obiektu, dlatego w fazie rozpuszczenia człowiek często jest bardzo dogmatyczny w sytuacjach, gdy już poczyniono etyczne wnioski, i uważa, że całe życie powinno być podporządkowane im. Poziom, który związany jest z bezpośrednią wymianą z otaczającym światem, traci w tym przypadku na znaczeniu, a na pierwszy plan wysuwa się poziom idealny, subtelniejszy, a etyka jest jedną z najbardziej jaskrawych jego manifestacji.
Czy darami, którymi obdarza cię świat, nie gardzisz i nie potępiasz siebie za to? Czy uważasz, że człowiek zawsze komuś coś jest winien i zawsze powinien ograniczać swoje postępowanie? Czy życiowe wątki kiedyś się kończą? Co uważasz za fundamentalną wartość życia — radość, pracę czy współczucie, poświęcenie siebie? Która z tych trzech wartości jest najbardziej reprezentowana w twoim życiu?
Życiowe pozycje
Autor nie będzie opisywał konkretnych życiowych pozycji według ich modalności. Zamiast tego proponuje czytelnikowi następujące przydatne ćwiczenia:
Przemyśl swoje podstawowe pozycje dotyczące zarówno ustroju świata, jak i zasad postępowania, relacji z innymi ludźmi, i określ, w jakiej modalności się znajdują. Czy należą one do fazy tworzenia, urzeczywistnienia czy rozpuszczenia? (Czasem trudno to określić, ale najczęściej się to udaje.) Następnie zastanów się, jak będą wyglądać twoje życiowe pozycje, jeśli zmienisz modalność czasu. Jak to zrobić?
Rozważmy na przykład pozycję wyrażoną rosyjskim przysłowiem „Chroniący Bóg chroni”. Jest ono, rzecz jasna, w większości związane z modalnością urzeczywistnienia, czyli charakteryzuje życie człowieka jako stabilny proces. W fazie tworzenia mogłoby ono brzmieć następująco: „Kto łowi karasia, wyciągnie i suma”. W fazie rozpuszczenia: „Komu Pan pozwala, ten umiera w odpowiednim czasie”. Zastanów się, czy odpowiadają ci tłumaczenia twoich życiowych pozycji na inne modalności, a jeśli nie, to dlaczego? I jak należałoby sformułować twoją życiową pozycję w innej modalności?
Nie wszystkie życiowe pozycje są przez człowieka uświadamiane i mogą być sformułowane w słowach. Jak więc zanurzyć się w podświadomość? Jedną z możliwych dróg jest po prostu studiowanie swojego języka i swojego stosunku do mądrości lub po prostu rozważań, które pretendują do miana życiowych pozycji lub są wyrazem czyichś życiowych pozycji wyrażonych w różnych modalnościach. Jeśli dane stwierdzenie ci odpowiada, to twoja pozycja mniej więcej mu odpowiada; jeśli nie, spróbuj je wyrazić w innej modalności.
Jako ćwiczenie autor proponuje czytelnikowi kilka rosyjskich przysłów ludowych i sugeruje określenie modalności, w której napisane jest każde z nich (najczęściej nie jest to trudne, a w rzadkich przypadkach w przysłowiu występują dwie modalności, wówczas czytelnikowi proponuje się określenie ich obu), a następnie spróbowanie sformułowania go w postaci dwóch przysłów (lub własnych przysłów).
Arcan nie jest karakonem, zębów nie ma, a szyję zjada.
Uciekał przed wilkiem, a wpadł na niedźwiedzia.
Bez ubrania — nie bez nadziei.
Bitemu kotu tylko rózgę pokaż.
Był — nie był, żył — nie żył, wiadomo, że zniknął.
W trumnę patrzy, a pieniądze gromadzi.
Każda sroka od swojego języka ginie.
Goły — oho, a za gołym — Bóg.
Grzech to nie żart, kiedy przychodzi śmierć.
Dary mądrych zaślepiają.
Aby ta świnia innym głosem zaśpiewała, musiała zjeść cudzy chleb.
Przypuszczenie lepsze niż rozum.
Jechał prosto, a wpadł w dół.
Przeciwieństwa
W fazie tworzenia przeciwieństwa manifestują się. Tutaj jeszcze nie wchodzą one w żadne relacje — ani antagonistyczne, ani żadne inne, i w żaden sposób nie zaprzeczają sobie nawzajem. Po prostu się deklarują, a fabuła ich dalszej interakcji, ich konfrontacji pojawia się jedynie warunkowo, w dużej mierze w sposób zabawowy. Przy tym samo zjawisko każdego z przeciwieństw może być niezwykle jasne i dla człowieka w dużej mierze nieoczekiwane.
Tak zaczyna się wiele bajek — nagle pojawia się zło, pojawia się znikąd Smok-Gorynych, który żąda daniny w postaci córki cara. Tak samo, znikąd, pojawia się dobro — bohater Iwan-Carowicz, którego los zmusza do rzucenia wyzwania potworowi. Faza ta jest z reguły jasna, ale jak sprawy potoczą się dalej i czym się zakończą, jest całkowicie niejasne, a główny interes czytelnika lub człowieka, który sam wpada w ten scenariusz, jest bardzo duży. Tutaj występuje silna polaryzacja, ostrość ocen, wszystko widzi się w czarno-białych barwach. Pomiędzy dobrem a złem, podobnie jak pomiędzy innymi parami przeciwieństw, nie ma nic wspólnego, są one całkowicie przeciwstawne.
W fazie urzeczywistnienia dochodzi do przeciągania liny. Przeciwieństwa wchodzą w relacje walki, nie są już tak antagonistyczne, między nimi pojawiają się pewne wspólne cechy, okazuje się, że przeciwieństwo to relacja dialektyczna, czyli istnieje jakaś sytuacja ogólna, która rodzi zarówno jedno, jak i drugie przeciwieństwo, i one, jak to się mówi, „rozliczają się” ze sobą. Jednak walka pomiędzy nimi jest dość określona, zawsze wiadomo, kto jest po której stronie, a napięcie jest bardzo duże, choć sytuacja zmienia się jakościowo — jeśli w fazie tworzenia przeciwieństwa są oddzielone nieprzeniknioną ścianą lub znajdują się jeszcze dalej od siebie, czyli każde w swoim świecie (na przykład dobro w świecie aniołów, a zło w piekle), to w fazie urzeczywistnienia mają one bezpośredni związek i po prostu ciągną je w różne strony, czyli okazują się być bezpośrednio powiązane. Tak człowiek staje się areną walki dobra i zła, tak uczeń pojawia się na styku między wiedzą a niewiedzą, które ciągną go w różne strony.
W fazie rozpuszczenia sprzeczności pomiędzy przeciwieństwami w jakiś sposób zostają zniesione. Postrzega się je już jako dwie części jednego procesu i okazuje się ich synteza, albo sytuacja w ogóle powraca w taki sposób, że od pierwotnego przeciwieństwa prawie nic nie pozostaje. Okazuje się, że zło w sposób pośredni przynosi dobro, że dobro samo w sobie nie może istnieć i ewoluować bez zła, że są to dwa spojrzenia na jeden proces ewolucyjny, podobnie jak niewiedza okazuje się niższym stopniem wiedzy, a wiedza — stopniem względem jeszcze wyższego poziomu niewiedzy. Mięsożerca okazuje się najwyższym stopniem względem ludożercy, wegetarianin — najwyższym stopniem względem mięsożercy, a jeszcze wyżej stoi człowiek, który w ogóle niczego nie je.
Pytania do czytelnika.
Które z trzech opisanych powyżej spojrzeń jest dla ciebie bliższe w rozważaniu takich przeciwieństw jak ciężkie życie — lekkie życie, pochwała — krytyka, powaga — ironia (lub lekkomyślność), Bóg — diabeł, światło — ciemność? Która z trzech modalności rozpatrywania tych przeciwieństw jest dla ciebie całkowicie nie do przyjęcia? Która wydaje ci się słuszna? Którą skrywasz przed innymi?
Wolność i konieczność
Każdej z faz czasowych towarzyszą jej własna wolność i konieczność, przy czym bardzo się one od siebie różnią. Jeśli chcesz zrozumieć drugiego człowieka, który rozważa ograniczenia swojej wolności, zwróć uwagę na to, jaki archetyp jest dla niego wiodący.
Z powierzchownego punktu widzenia, w fazie tworzenia człowiek odczuwa maksymalną wolność. W rzeczywistości nie odczuwa on ograniczeń i w żaden sposób nie kieruje przebiegiem zdarzeń: spadają na niego z nieba różne dary, niczym z rogu obfitości sypią się podarunki, a być może i nieprzyjemności, których nie jest w stanie przewidzieć. Nie ma żadnych szczególnych obowiązków wobec tego, co się dzieje, i w tym względzie jest wolny. Jednak nie ma możliwości kierowania tym, co się dzieje, filtrowania zdarzeń — i w tym jego konieczność. Jego wolność polega na tym, że może według własnego życzenia skierować swoją uwagę, ale nie jest w stanie uchronić się przed napływem wrażeń, które docierają do niego ze wszystkich stron. Dziecko może biegać po wszystkich pokojach, krzyczeć, przeszkadzać dorosłym, ale jeśli komuś się znudzi, może je zrugać, dać klapsa, a nawet wyrzucić z pokoju — i ono jest zmuszone przyjmować równie nieprzyjemny wpływ otoczenia.
Jeśli mówić o poziomie twórczym, to w fazie tworzenia do artysty przychodzą kardynalne, zasadniczo nowe idee, objawienia, rozwiązania — i nie jest on w stanie regulować tego napływu ani przewidywać go. Jest wolny w wyborze pomiędzy pojawiającymi się w jego głowie pomysłami, ale bardzo niewiele może regulować ich napływ. Jeśli przyjdzie odpowiednia myśl lub wątek do głowy — dobrze, cieszy się; jeśli nie przyjdzie — musi cierpliwie czekać, aż to nastąpi, lub zadowolić się tym, co ma.
W fazie urzeczywistniania człowiek, patrząc z zewnątrz, jest znacznie mniej wolny. Znajduje się w określonej sytuacji relacji ze światem, podporządkowany pewnemu rytuałowi, określonym regułom swojego postępowania oraz wymiany energii i informacji, towarów i usług z otoczeniem, i musi pozostawać w ramach obowiązujących umów — płacić rachunki i tak dalej. Jego wolność działa w granicach tych ram, tych umów, i dla wielu ludzi właśnie taka wolność jest lepsza. W każdym razie ma on określony cel, któremu może podporządkować swoje życie i działalność, a jego wolność polega na tym, by wypełnić swoje zadania lepiej, efektywniej, być może szybciej, ale koniecznie przestrzegając ograniczeń, które nakłada na niego świat zewnętrzny oraz jego własna sytuacja wewnętrzna. Tu jakość wolności polega na tym, że człowiek w dużym stopniu kieruje swoją sytuacją, dysponuje narzędziami, które z jednej strony go oczywiście ograniczają, ale z drugiej — uwalniają. I to drugie jego zdaniem wydaje się niezwykle ważne i atrakcyjne, i często woli on tę wolność od przyjmowania darów, które sypią się na niego, jak ja.
Można powiedzieć, że jeśli w fazie tworzenia człowiek siedzi pod drzewem i czeka, aż coś na niego spadnie — i nie jest w stanie z góry powiedzieć, jaki to będzie owoc — to w fazie urzeczywistniania człowiek w granicach posiadanego dochodu składa zamówienie, i przynoszą mu to, co zamówił. Innymi słowy, ma on pewną wolność w realizacji swojej woli, dopóki ta wola nie sprzeciwia się jego głównemu scenariuszowi.
W fazie rozpuszczania sterowność obiektu jest znacznie wyższa, jest on jeszcze bardziej zrytualizowany i sformalizowany. Dość częstym scenariuszem fazy rozpuszczania jest rytuał, który kiedyś miał sens pracy i przewidywał pewną wolność człowieka wewnątrz niego, a teraz ta wolność zniknęła — pozostała jedynie martwa dogma, za którą można jedynie domyślać się sensu, jaki istniał wcześniej, a teraz on praktycznie zanikł. W tej fazie prawa tego, co się dzieje, są bardzo wyraźne, człowiek jest im całkowicie podporządkowany i nic im nie może przeciwstawić — jest maksymalnie niewolny, jeśli patrzeć z zewnątrz.
Z drugiej jednak strony, na pewnym bardziej subtelnym poziomie jest on maksymalnie wolny. Wychodzi poza ramy scenariusza w tym jego rozumieniu, które obowiązywało w fazie urzeczywistniania, czyli poza scenariusz relacji obiektu ze światem, siebie ze światem, i ma wolność jego przemyślenia i zrozumienia na bardziej subtelnym poziomie, by tak rzec, na poziomie metapoziomu, na poziomie wyższej abstrakcji niż same wyobrażenia, a także możliwość twórczości, w szczególności wyboru drogi ofiary, sposobu złożenia ofiary danego obiektu. To wolność biografa, który pisze historię życia zmarłej sławy, lub autora nekrologu, który podsumowuje życie niedawno zmarłego człowieka.
Pytanie do czytelnika. Który z trzech rodzajów wolności jest dla Ciebie najbardziej atrakcyjny — wolność dziecka, które bawi się na placu zabaw, wolność dorosłego realizującego swój projekt w trudnych warunkach zewnętrznych, czy wolność starca, który uświadamia i przemyśla swoje życie? Jakim sytuacjom przewidywalności dajesz pierwszeństwo: całkowicie nieprzewidywalnym, przewidywalnym w zasadzie, całkowicie przewidywalnym, przewidywalnym w głównych zarysach? Jaki rodzaj sytuacji jest dla Ciebie najlepszy: a) całkowita nieokreśloność i wolność działania; b) sytuacja nakreślona zasadniczo i regulująca główną treść oraz formy Twojej działalności, czy c) wyraźnie określone rytuały, w których przewidziany jest każdy szczegół?
Samopotwierdzenie i samourzeczywistnienie
Dla każdego człowieka istnieją całkowicie określone modalności, w których dokonuje się jego samopotwierdzenie i samourzeczywistnienie. Jeśli chcesz podnieść jego samoocenę, musisz wyrazić się w adekwatnej dla niego modalności, w przeciwnym razie efekt może okazać się przeciwny. To samo dotyczy jego opinii o sobie. W niektórych sytuacjach niezwykle ważna jest dla niego pochwała, w innych, przeciwnie, oczekuje krytyki — i często to właśnie modalność sytuacji, w której się znajduje, określa, czego oczekuje.
Samopotwierdzenie w fazie tworzenia przypomina samopotwierdzenie dziecka — potwierdza się ono każdym kolejnym darem otrzymanym od losu, a po chwili jego samopotwierdzenie na tym się kończy i cierpi, dopóki nie otrzyma następnego. Analogicznie, samopotwierdzenie osoby twórczej, która rozumie twórczość jako wytwarzanie zasadniczo nowych idei lub odkrywanie kardynalnie nowych wątków — przynajmniej nowych dla siebie — jak podróż po krawędziach, gdzie jeszcze nigdy nie była, wiąże się dla tej osoby z ciągłym odkrywaniem nowych i nowych perspektyw, nowych idei, otrzymywaniem nowych doświadczeń. Gdy ten strumień się wyczerpie lub stanie się nieco monotonna, samopotwierdzenie się kończy, a człowiek stawia sobie niższą ocenę: wspomnieniami nie jest syty.
Jego samourzeczywistnienie jest dość sprzeczne, ponieważ jego „ja”, to, co rozumie pod słowem „ja”, ciągle się zmienia, i wspomnienie o tym, jak dobrze się urzeczywistniał pół roku temu, go całkowicie nie zadowala. Teraz jest już innym człowiekiem, i dla jego samourzeczywistnienia potrzebne są nowe wrażenia, nowe idee i działania, które ujawniałyby jego aktualne „ja”, czyli to, kim jest teraz. Takiemu człowiekowi życiowo konieczne jest ciągłe uczenie się, poznawanie i opanowywanie czegoś nowego oraz ukazywanie tego światu z samego siebie.
Samopotwierdzenie człowieka w modalności urzeczywistniania najczęściej polega na jego utożsamieniu z jakimś funkcjonującym obiektem lub procesem rzeczywistości, za który człowiek bierze odpowiedzialność. Stawia sobie określone cele i je realizuje, w wyniku czego znajduje się w stabilnym scenariuszu relacji ze światem zewnętrznym, wprowadza porządek w świat i zajmuje względnie stabilne miejsce w nim — i wtedy pojawia się u niego poczucie samopotwierdzenia. Tu, dla fazy urzeczywistniania, charakterystyczne jest samopotwierdzenie w działaniu, przy czym w działaniu, które przynosi rezultaty i stawia człowieka w równowadze ze światem zewnętrznym: coś bierze od świata, coś daje. Przy tym samopotwierdzenie wiąże się nie tyle z intensywnością procesów wymiany i konstruktywnej pracy, ile z ich zgodnością z jakościami samego człowieka, jego naturalnymi talentami i skłonnościami. Człowiek odczuwa w sobie te skłonności i uważa, że ich realizacja jest pracą w świecie.
Zatem, jeśli samorealizacja w fazie tworzenia to samorealizacja w postaci szczęściarza, wybryk losu, wyrażający się w tym, że człowiek liczy, ile darów spadło na niego w ciągu dnia (na wyższym poziomie to twórca, który liczy, ile udanych pomysłów przyszło mu do głowy w ciągu dnia), to w fazie urzeczywistniania szczęście i powodzenie starają się zbudować fabułę swoich relacji ze światem, a jej samorealizacja polega na skuteczności tej fabuły oraz jej zgodności ze skłonnościami i talentami człowieka. Samoafirmacja człowieka w fazie rozpuszczania ma zupełnie inny charakter. Tutaj dokonuje się poprzez ofiarność: albo człowiek służy idei zniszczenia, uczestnicząc w niszczeniu tych czy innych obiektów rzeczywistości, albo, przy pełniejszym włączeniu fazy rozpuszczania, niszczy się on sam. Poświęca to, co posiada, starając się przynieść światu jak największą korzyść i zrozumieć pewien wyższy sens, subtelności swojego i cudzego bytu, które nie są widoczne w fazie urzeczywistniania, a stają się widoczne właśnie tutaj, kiedy fabuła egzystencji dobiega końca. Jednym z rodzajów samorealizacji w fazie rozpuszczania jest nauczycielstwo, kiedy człowiek przekazuje swoim uczniom swoją wiedzę i umiejętności, tracąc przy tym coś osobistego, swój potencjał, swój entuzjazm, swoją miłość do przedmiotu. Każdy wykładowca wie, że powtórzenie dwa-trzy razy dokładnie tego samego kursu oznacza zniszczenie go w sobie. Następnie trzeba albo przejść do innego tematu wykładu, albo zmienić kurs radykalnie. Jednak sam proces niszczenia przedmiotu wykładu wewnątrz wykładowcy i przekazywanie wiedzy do studentów, uczniów może całkowicie odpowiadać temperametowi samowyrażania, i wtedy można powiedzieć, że dokonuje się pod archetypem rozpuszczania. Pod archetypem rozpuszczania znajduje się działalność charytatywna, praca z ludźmi bez nadziei na poprawę ich stanu, na przykład praca w domach dla osób starszych, hospicjach, po prostu w szpitalach z ciężko chorymi i umierającymi ludźmi. Do tego należy tworzenie fars, parodii i w szerokim sensie wszelka działalność związana z sztuką, czyli symbolicznym odzwierciedleniem procesów, które zachodzą w rzeczywistości. Kiedy proces odzwierciedla się w sztuce, przechodzi on z fazy urzeczywistniania w fazę rozpuszczania, a artysta, będąc twórcą rzeczywistości artystycznej, jednocześnie występuje w roli grabarza rzeczywistości w takiej postaci, w jakiej bezpośrednio jej doświadczają ludzie. Ostateczna śmierć epoki występuje w wspomnieniach ludzi, którzy ją przeżyli.
Pytania do czytelnika.
Czy bliska jest panu myśl Oscara Wilde’a, że najlepsze, jeśli dziełem sztuki jest samo życie człowieka? Co pan wolałby – przejść samemu ulicą wraz z demonstracją czy obejrzeć ją w telewizji? Czy jest pan wyrazisty w chorobie? Dajcie odpowiedź na to pytanie i zapytajcie o zdanie swoich bliskich na ten temat.
Co przynosi panu więcej zadowolenia – kiedy nieoczekiwane pomysły przychodzą do głowy czy kiedy je pan z powodzeniem realizuje?
Czy poważny nastrój przeszkadza panu w samowyrażaniu? Czy niepoważny, wesoły, żartobliwy nastrój przeszkadza panu w samowyrażaniu?
Słabe strony i lęki
Aby zrozumieć lęk człowieka, należy koniecznie zbadać modalność czasu, której on odpowiada; zmieniając tę modalność, można niezauważalnie dla samego człowieka albo uczynić ten lęk sterowalnym, albo, czasem, całkowicie go usunąć.
Typowy lęk związany z fazą tworzenia to lęk przed przyszłością. „Nie wiem, co mnie czeka, boję się tego. Nie jestem pewien siebie, nie wiem, jak zareaguję w jakościowo nowej sytuacji. Nie wiem, czy będę w stanie wymyślić to, co będzie mi potrzebne, gdyż nie jestem pewien swojego początku twórczego. Stare zło zawsze jest lepsze od nowego, gdyż przynajmniej jest znane”. Takie zwyczajne wątpliwości i lęki fazy tworzenia. Tutaj trzeba wierzyć, kiedy nie ma podstaw do wiary i nie można polegać na doświadczeniu, i trzeba umieć wierzyć w siebie, nie mając do tego szczególnych podstaw, trafiając do nowych sytuacji, czekając na niespodzianki.
Zwyczajny lęk w fazie urzeczywistniania wiąże się z obawą, że nie uda się utrzymać sytuacji, wylecieć poza ramy przewidziane zobowiązaniami: to lęk, że świat zewnętrzny zmieni swoje nastawienie do człowieka i jego sprawy, przestanie dostarczać mu na czas zasobów, przestanie potrzebować tej produkcji, którą człowiek oferuje światu. Ponadto, zawsze możliwa jest niestabilność samego procesu lub rytuału, w którym znajduje się człowiek, może on zacząć się chwiać lub nawet rozpadać, mogą pojawić się okoliczności, które nie pozwolą człowiekowi zrealizować ukształtowanego planu działania.
W przeciwieństwie do fazy tworzenia, gdzie lęki są z reguły irracjonalne, w fazie urzeczywistniania człowiek wie, czego się boi, często ma konkretnego wroga, z którym walczy, i te walki również wchodzą w porządek jego życia, częściowo się rytualizują, do nich prowadzi się długie metodyczne przygotowanie. Kiedy zaś te walki się odbywają, człowiek ponosi straty, jego wróg również ponosi straty, obaj wyciągają wnioski z bitwy i przygotowują się do następnej. Co więcej, człowiek mniej więcej wyobraża sobie swojego wroga, ma informacje o nim, jego planach, wywiad dostarcza wiadomości o nowych rodzajach broni, które wróg zamierza użyć, a słabe strony, które posiada człowiek, są zupełnie nieosłonięte, on je widzi i stara się jakoś je albo zrekompensować, albo zakryć łatami. (Dla fazy tworzenia, przeciwnie, charakterystyczny jest całkowicie niespodziewany atak nieznanego wroga i ujawnienie nieznanych dziur w obronie, o których człowiek nie miał żadnego pojęcia.)
Czego boi się człowiek w fazie rozpuszczania? Cóż, przynajmniej nie zniszczenia jako takiego. Ono dokonuje się w tej fazie całkowicie naturalnie, człowiek do niego jest przystosowany i je akceptuje. Jednak to zniszczenie może przebiegać zbyt dysharmonijnie, może być związane ze złym zrozumieniem subtelności głębszego sensu tego, co się dzieje, i niemożnością skierowania tego procesu tak, aby przyniósł korzyść, a nie szkodę otaczającemu światu, czyli tak, aby był wystarczająco ekologiczny. Tak więc, w starości człowiekowi ważna jest możliwość pomagania swoim dzieciom i wnukom nie tyle fizycznie i ekonomicznie, co mądrymi radami, i jeśli takiej możliwości nie ma, na przykład dzieci go nie słuchają lub stary człowiek nie ma im nic do powiedzenia, albo jego wspomnienia z przeszłości nie mają komu posłuchać i wyciągnąć z nich ważne dla siebie wnioski, to właśnie to służy starszej osobie za źródło cierpienia. Choroby, charakterystyczne dla starości, są według autora właśnie świadectwem defektów przechodzenia przez człowieka i jego ciało fizyczne fazy rozpuszczania. W idealnym przypadku wyrafinowanie wibracji dokonuje się bez widocznej szkody dla tych funkcji ciała, które ono ma spełniać, póki jest naczyniem duszy, czyli zdolności trawienia pokarmu, poruszania się w przestrzeni, oddychania itd. Prawdopodobnie do starości u człowieka powinny otwierać się zdolności mistyczne, poprawiać się widzenie świata subtelnego i w pewnym stopniu zmniejszać intensywność postrzegania rzeczywistości społecznej oraz szczegółów życia towarzyskiego, ale oczywiście nie do poziomu sklerozy, ślepoty, głuchoty itp.
Lęki i słabe strony fazy rozpuszczania w wielu przypadkach wiążą się ze strachem o ów rytuał, o te sztywne wyobrażenia, które często towarzyszą tej fazie i które są niczym innym jak kukłą z tektury, która kiedyś była żywa, a teraz pozostała z niej tylko martwa forma. Ta forma nie jest już w stanie spełniać tych zadań, które wykonywała wcześniej, w fazie urzeczywistniania, i teraz powinna ulec rozpadowi. Kiedy, przebywając w fazie rozpuszczania, człowiek nie odczuwa tego, i wydaje mu się, że ta forma jeszcze żyje, cierpi z jej powodu lub cierpi sam, gdyż nie jest w stanie rozstać się z rytuałem, który już obumarł, i wziąć udział w jego zniszczeniu lub mimowolnym rozpadzie. Kiedy ten rozpad się rozpoczyna, ale człowiek go nie akceptuje, pojawia się charakterystyczny lęk przed całkowitym i nieprzygotowanym zniszczeniem, do którego nie jest on ani psychologicznie, ani praktycznie gotowy. Ten lęk często rozprzestrzenia się na całe jego życie, życie jego rodziny, czasem prowadząc do prawdziwie apokaliptycznych fobii.
Pytania do czytelnika.
Przypomnijcie sobie swoje dziecięce lęki: do której modalności one należały? Czy w pańskim obecnym życiu występują lęki tej samej modalności?
Pomyśl, jaki jest twój najbardziej aktualny lęk, do której modalności należy, i przeformułuj go w dwóch pozostałych modalnościach czasowych. Jak to zrobić? Na przykład, wyobraźmy sobie lęk przed wodą. Człowiek boi się utopić. Jak właściwie się tego boi? Obawia się, że podczas pływania stanie się coś nieprzewidzianego, na przykład skończy mu się oddech, skurcz mu nogi, albo z głębin wyłoni się potwór i wciągnie go pod wodę. To opis w duchu fazy tworzenia, ponieważ w wyniku lęku pojawia się nieokreślony czynnik, który może okazać się dowolnym możliwym i niemożliwym sposobem. Jak ten lęk można przeformułować w modalności urzeczywistnienia? Oczywiście, powinien pojawić się konkretny scenariusz, w którym przyczyna lęku, możliwość utopienia się, byłaby całkowicie określona. Na przykład człowiek codziennie, jadąc do pracy, przeprawia się przez jezioro łodzią. Pogoda jest niestabilna, czasem zaczyna wiać silny wiatr, i jeśli człowiek nie zdąży dopłynąć do celu przed nadejściem burzy, może zostać zalany wodą i utopić się. Tak wygląda interpretacja tego lęku w modalności urzeczywistnienia. W modalności rozpuszczenia mógłby on przybrać taką postać. Babcia czuje, że jej dni są policzone, i przygotowuje się do napisania testamentu. Właśnie wtedy rozpętuje się burza. Mieszka na wyspie, wsiada na prom i kontynuuje pisanie testamentu, płynie na brzeg, aby go zalegalizować u notariusza. Burza staje się coraz silniejsza. Czując, że sprawa nie skończy się dobrze, babcia zapieczętowuje swój testament w butelce i wrzuca ją za burtę. Następnie burza przewraca prom, babcia tonie, a teraz całe pytanie brzmi, czy odnajdą butelkę z testamentem i czy dotrze ona do adresata, czyli notariusza.





